Bad Mommy. Zła mama

Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: Sine Qua Non
6,84 (1323 ocen i 324 opinie) Zobacz oceny
10
60
9
115
8
257
7
411
6
249
5
136
4
50
3
29
2
10
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Bad Mommy
data wydania
ISBN
9788365836083
liczba stron
320
język
polski
dodała
AMisz

Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą, wspólnie wychowują kilkuletnią Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się nieodłączną przyjaciółką Jolene. Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – dom wypełnia identycznymi rzeczami jak u przyjaciółki, kupuje te same ubrania, a jej Instagram...

Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą, wspólnie wychowują kilkuletnią Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się nieodłączną przyjaciółką Jolene. Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – dom wypełnia identycznymi rzeczami jak u przyjaciółki, kupuje te same ubrania, a jej Instagram zawiera zdjęcia Dariusa...

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 365
KsiazkowaDusza | 2017-09-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 września 2017

Ledwo kilka godzin temu, skończyłam czytać pewną książkę, o której chcę wam dziś opowiedzieć. Gdy po nią sięgałam, nie spodziewałam się nawet co mnie czeka. Wiedziałam, że jest ona poruszająca, a mówiąc to mam na myśli, nie łzy, a dreszcz niepokoju. Gdy spojrzałam na opis, byłam nieco specyficznie nastawiona, ale stwierdziłam, że przeczytam. Stron nie ma wiele, a opinie na temat tej książki były bardzo optymistyczne i w większości pozytywne. O książce było głośno nie tylko na facebooku i blogach. Co chwile pokazywała mi się na instagramie. Dlatego też, gdy tylko miałam taką możliwość, zakupiłam sobie na portalu czytampierwszy.pl e-book tej fascynującej książki. Dodam też, że okładka jest naprawdę piękna i trochę żałuję, że jednak nie zdecydowałam się na wersję papierową. To wszystko przez moją niecierpliwość, która nie pozwoliła mi dłużej czekać w szczególności, że bardzo długo obserwowałam tę książkę.

To było moje pierwsze spotkanie z Tarryn Fisher i jej twórczością. Mam w domu "Margo", ale póki co czeka i raczej szybko po nią nie sięgnę. I już na początku, chcę wam powiedzieć, że troszkę się zawiodłam. Fajna historia, ciekawie opisana, jednak thrillerem psychologicznym bym jej nie nazwała. No dobrze, może odrobinkę nim jest. Od razu oświadczam, że nie mam na myśli tego, że książka jest zła, bo nie jest. Uważam jedynie, że czegoś w niej brakowało. Dreszczy, ogromnego poczucia niepokoju, może odrobiny strachu, ściśniętego gardła i dziwnego uczucia w sercu. To wszystko w niej było, ale za mało. Co prawda, nie sięgnęłam po tę książkę, by się bać, tylko po to, by po ciekawym opisie, dowiedzieć się jak to wszystko się zakończy.


Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą, wspólnie wychowują kilkuletnią Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się nieodłączną przyjaciółką Jolene. Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – dom wypełnia identycznymi rzeczami jak u przyjaciółki, kupuje te same ubrania, a jej Instagram zawiera zdjęcia Dariusa...

Zaczęło się niewinnie. Pewna kobieta wprowadziła się obok ciebie. Zachowywała się normalnie, chciała poznać ciebie i twoją córeczkę. Jednak coś w niej było nie tak, to dziwne spojrzenie szeroko otwartych oczu, jakby starała się wchłonąć wszystko co cię otacza, uważnie się rozgląda, nie mruga. W jej oczach nie ma uczuć, patrzy na twój dom, twoją córeczkę, twojego męża, jakby chciała przejąć twoje życie. Jednak starasz się zrozumieć, kobieta bardzo wiele przeszła, straciła wymarzone dziecko, załamała się, mąż jej nie wspiera. Oddajesz jej swoje serce, podnosisz na duchu, starasz się z całej siły jej pomóc. Jednak coś tu jest bardzo nie tak, udajesz że nie widzisz, nie chcesz jej przecież zranić, stała się twoją przyjaciółką. Jednak za każdym razem, gdy chce się zająć twoim dzieckiem, pozwalasz, rejestrujesz jej zachowania i nawet jeżeli wydają się one niecodzienne, to nie reagujesz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że za fasadą zranionej kobiety, kryje się choroba psychiczna. Ona chcę być tobą, jest jak chwast który zatruwa twoje życie. Żałujesz, że wpuściłaś ją do swojego życia gdy widzisz włosy tego samego koloru co twój, gdy widzisz ten sam styl ubierania, te same rzeczy u niej w domu, przyłapujesz ją wiele razy jak wpatruje się w twojego męża maślanymi oczami, jakoś za bardzo spoufala się z twoją córeczką. To niepokojące, zaczynasz się bać i zastanawiać kim tak naprawdę ona jest.

Gdyby mi przytrafiło się coś takiego, to nie potrafiłabym żyć normalnie. Cały czas zastanawiałabym się o co chodzi, kim jest ta kobieta. Żyłabym w ciągłym niepokoju, wpatrując się w jej okno i bojąc się ją wpuścić do swojego domu.

Książka podzielona jest na trzy części "Psychopatka", "Socjopata" i "Pisarka". Z każdą kolejną częścią odkrywamy tajemnice trzech głównych postaci. Gdy zaczęłam czytać, nawet nie spodziewałam się, kim są bohaterowie. Nawet mimo tego, że nazwa każdej z części już od początku nas uświadamia. Jednak patrząc na np. Dariusa, nie mogłam uwierzyć, że za maską dobrego męża, pokazaną w pierwszej części, kryje się osoba, która nie odczuwa poczucia winy, nie ma wyrzutów sumienia i niczego się nie wstydzić. Mężczyzna wydawał się być normalny, niczym się nie wyróżniał, wydawało się, że ma dobre serce, kocha swoją żonę i nigdy by jej nie skrzywdził. A potem dotarłam do części pisanej z jego perspektywy i dosłownie zdębiałam. Wcześniej nie miałam wobec niego nawet cienia wątpliwości, a tu proszę, któż się skrył za maską. Co do Fig, czyli psychopatki, to nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia. Wydawała mi się lekko mdła i irytowała mnie swoim zachowaniem. Ale w sumie, nic dziwnego. Historia, którą napisała Tarryn Fisher jest naprawdę niepokojąca. Co prawda, zaczęło się niewinnie, o ile zachowanie Fig można tak nazwać. Chodzi mi o to, że czytając pierwsze rozdziały opisane z jej perspektywy, nie wyczuwałam szaleństwa aż tak bardzo. Jej myśli zostały przedstawione w taki sposób, że mimo iż doskonale wiedziałam co kryje się pod maską, to do pewnego momentu nie sprawiało to, że czułam dreszcz na ciele.

Mimo tego, że postać głównej psychopatki delikatnie mnie zawiodła, to muszę przyznać, że z autorka doskonale wgłębiła się w portrety psychologiczne bohaterów. Na początku każdy z nich wydaje się nam być normalny w swoim szaleństwie. Fig cierpi po utracie dziecka, a Darius, Jolene i ich córeczka Mercy, tworzą prawie idealną rodzinę. Obserwujemy ich życie i czekamy aż coś się zmieni, powoli w tym pięknym obrazie pojawia się rysa i odkrywamy, że nie tylko Fig jest szalona. Odkrywamy jak bardzo zepsuci są bohaterowie, zaczynamy czuć smród zgnilizny, powoli wypełnia ona nasze płuca. Mrużymy oczy nie chcą patrzeć jak bardzo chorzy oni są. Autorka skupiła się tylko na tych trzech postaciach i niestety, zepchnęła na bok jedną poboczną postać, która sądzę, że powinna być jedną z głównych postaci, bo mogła, a raczej mógł wnieść wiele do historii. Jednak nie mam jej tego za złe. Bardzo mi się to podobało i dzięki temu czytałam z zapartym tchem, mimo wspomnianych wcześniej braków.

Nie potrafię pisać o częściach merytorycznych w książkach, o ich przesłaniu, które czytelnik z nich wyciąga. Nie jestem krytykiem literackim i nigdy nim nie będę. Ja jedynie piszę o własnych odczuciach i dlatego, mam wrażenie, że nie powinnam pisać tej recenzji. Wydaje mi się, że nie będę w stanie przekazać wam wielu istotnych rzeczy, wielu szczególików, które łączą się w całość. Nie opowiem wam o motywach, nie będę roztrząsać zachowania bohaterów. Chcę byście byli zaciekawieni, dzięki moim odczuciom, a nie dokładną prawie że naukową analizą tekstu. Nie lubię tego i sądzę, że wy także. Dlatego też, wybaczcie mi chaotyczność tej opinii. Nie potrafię zebrać myśli po tej książce, chociaż bardzo się staram. Czuję się jakby latały mi po całym umyśle, obijały się o jego ściany i choć próbuję je złapać, to nie chcą mi na to pozwolić.

A to dlatego, że tematyka "Złej mamy" i sam jej gatunek, dokładnie to miał na celu. Zdezorientować, zaciekawić, zaniepokoić, wytrącić z równowagi i podstawić nogę, gdy myślimy że rozgryźliśmy bohaterów, czy zawarte w niej przesłanie. Nic bardziej mylnego. Ciężko mi dobrać słowa, w szczególności po zakończeniu, które dosłownie wbiło mnie w fotel. Nie chodzi o akcje jaka tam się działa, a o ostatnie zdanie, które przyprawiło mnie o dreszcze, jakby nagle wybudziła się w środku nocy z koszmaru i patrząc na ścianę ujrzała na niej cień postaci. Mrugam, postać znika. Jedno zdanie, które jest idealnym zwieńczeniem powieści, doskonałe w swojej prostocie, zapadające w pamięć i które na kilka sekund sprawiło, że moje serce się zatrzymało a oddech zwolnił. Niby nic takiego, ale jednak, gdy nie ono, to "Zła mama" straciłaby trochę swojego klimatu, który Tarryn tak misternie budowała, już od pierwszego zdania. Uwierzcie mi, choć wydaje się to nieprawdopodobne, jedno zdanie może uratować książkę, nadać jej jeszcze większej głębi, sprawić że zostanie ona w głowie i sercu czytelnika na dłużej niż kilka godzin.

"Złą mamę" czyta się szybko. Tarryn ma genialny styl pisania, od którego naprawdę trudno jest się oderwać. Ja sama przeczytałam tę książkę, ledwo w jeden dzień, prawie nie oddychając. Czekałam na jakiś zwrot akcji, który dosłownie wciśnie mnie w fotel, wyciśnie powietrze z płuc, jednak autorka rozwiązała to inaczej. Ale o tym musicie przekonać się sami, sięgając po książkę. Będziecie zadowoleni, jeżeli szukacie lekkiego thrilleru. Jednak jeśli szukacie czegoś mocnego, no to zawiedziecie się. Ale oczywiście, nie kierujcie się moim zdaniem, bo najważniejsze są tylko i wyłącznie wasze uczucia i preferencje. Tak samo, jeśli jest wśród was ktoś, kogo thrillery psychologiczne nie ciągną, to mogę wam zagwarantować, że ten się wam spodoba. Ma w sobie coś takiego, co nie pozwala się od niego oderwać. Mi się naprawdę bardzo podobało i czytałam z ogromną przyjemnością, mimo że cały czas miałam wrażenie że czegoś mi tutaj brakuje. Raczej nie wrócę już do tej książki ale chętnie sięgnę po kolejne dzieła twórczości Tarryn Fisher.

Także, jak najbardziej zachęcam wam do przeczytania tej książki, mała ilość stron i duża czcionka, jest tutaj ogromnym plusem. Historia nie jest rozciągnięta, czyta się niesamowicie szybko a zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące. Nie żałuję, że spędziłam przy niej te kilka godzin. I wy też nie pożałujecie :)

Opinia pochodzi z bloga: ksiazkowa-dusza.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wektor zagrożenia

Nowy autor i pozytywne uczucia. Bohaterami Wektora Zagrożenia są dwaj Jackowie Ryanowie- ojciec i syn. Ojciec to prezydent USA z bogatą przeszłością w...

zgłoś błąd zgłoś błąd