Siostra

Tłumaczenie: Feliks Netz
Wydawnictwo: Fundacja Zeszytów Literackich
7,04 (27 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
6
8
5
7
8
6
2
5
3
4
0
3
0
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364648533
liczba stron
184
język
polski
dodała
Abdita

"Nie miałem sił, aby jeszcze raz stanąć przy oknie i zasmakować piękna, jakie Florencja oferuje zachwyconemu przybyszowi... Choroba ma swoje tajemnice, a one były znawczyniami tajemnic ludzkiej nędzy, udręki i hańby. W nocy przynosiły mi do łóżka to zabronione szczęście, wiedząc, że zarówno męka, jak i rozkosz z okrutną obojętnością szukają schronienia w godnym politowania ciele. I obywały się...

"Nie miałem sił, aby jeszcze raz stanąć przy oknie i zasmakować piękna, jakie Florencja oferuje zachwyconemu przybyszowi... Choroba ma swoje tajemnice, a one były znawczyniami tajemnic ludzkiej nędzy, udręki i hańby. W nocy przynosiły mi do łóżka to zabronione szczęście, wiedząc, że zarówno męka, jak i rozkosz z okrutną obojętnością szukają schronienia w godnym politowania ciele. I obywały się bez słów: uśmiechały się, słuchały i pielęgnowały. [...] Te cztery siostry... czy naprawdę nie patrzyły na męskie ciało kobiecym okiem? Czasem zdawało mi się, że jednak tak. Nie były wstydliwe, nie uskarżały się, nie były pruderyjne; pod zakonną szatą żyły czujne zmysły i wrażliwe dusze.

Siostra musi zdecydować, czy chce być powieścią, czy wspomnieniem. To największy wysiłek w ramach pisarskiego przedsięwzięcia".
Sándor Márai

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
fossa książek: 332

Pasja znaczy cierpieć

Ostatnią rzeczą, jaką można się spodziewać po kolejnej wydanej książce Sándora Márai jest to, że będzie ona tak oczywista jak jej tytuł. To tylko pozory, bo już sama tożsamość owej tytułowej „Siostry” okazuje się jeśli nawet nie tajemnicą to przynajmniej przyczyną wielu nieprzespanych nocy dla głównego bohatera. Na tym nie kończą się wątpliwości, które zdaje się, że z premedytacją podsuwa sam autor. Osobliwe okoliczności niemal od początku wyznaczają postępy w tej fabule; począwszy od niepokojących wydarzeń w hotelu po przymusową hospitalizację głównego bohatera, który wpisując się w tę konwencję na kartach tejże powieści funkcjonować będzie nie inaczej jak Z.

Zmyślny epizod, którego świadkami jesteśmy zaraz na początku stanowi zaledwie przyczynek do przyszłych zdarzeń. Podczas, gdy w Europie szaleje w najlepsze II wojna światowa, w małym węgierskim hotelu na prowincji dochodzi do przypadkowego spotkania pewnego pisarza ze znanym kompozytorem. Niegdyś rozchwytywany i wybitny pianista - wspomniany wcześniej Z. - niespodziewanie znika z muzycznej sceny i nigdy więcej się na niej nie pojawia. Pobieżne wzmianki, poczynione jeszcze w hotelu pomiędzy dwojgiem bohaterów dają nieco wyobrażenia o powodach tej nagłej absencji. Dopiero jednak rękopis, złożony na ręce pisarza (a zarazem i na nasze), ukazuje prawdziwe koleje losu zapomnianego w wojennej kurzawie pianisty.

Właściwą cześć książki stanowią właśnie słowa spisane przez samego Z., a dotyczące wydarzeń rozgrywających się kilka...

Ostatnią rzeczą, jaką można się spodziewać po kolejnej wydanej książce Sándora Márai jest to, że będzie ona tak oczywista jak jej tytuł. To tylko pozory, bo już sama tożsamość owej tytułowej „Siostry” okazuje się jeśli nawet nie tajemnicą to przynajmniej przyczyną wielu nieprzespanych nocy dla głównego bohatera. Na tym nie kończą się wątpliwości, które zdaje się, że z premedytacją podsuwa sam autor. Osobliwe okoliczności niemal od początku wyznaczają postępy w tej fabule; począwszy od niepokojących wydarzeń w hotelu po przymusową hospitalizację głównego bohatera, który wpisując się w tę konwencję na kartach tejże powieści funkcjonować będzie nie inaczej jak Z.

Zmyślny epizod, którego świadkami jesteśmy zaraz na początku stanowi zaledwie przyczynek do przyszłych zdarzeń. Podczas, gdy w Europie szaleje w najlepsze II wojna światowa, w małym węgierskim hotelu na prowincji dochodzi do przypadkowego spotkania pewnego pisarza ze znanym kompozytorem. Niegdyś rozchwytywany i wybitny pianista - wspomniany wcześniej Z. - niespodziewanie znika z muzycznej sceny i nigdy więcej się na niej nie pojawia. Pobieżne wzmianki, poczynione jeszcze w hotelu pomiędzy dwojgiem bohaterów dają nieco wyobrażenia o powodach tej nagłej absencji. Dopiero jednak rękopis, złożony na ręce pisarza (a zarazem i na nasze), ukazuje prawdziwe koleje losu zapomnianego w wojennej kurzawie pianisty.

Właściwą cześć książki stanowią właśnie słowa spisane przez samego Z., a dotyczące wydarzeń rozgrywających się kilka lat wcześniej we Florencji. Wówczas Z. przeżył swój własny dramat, kiedy to zapadł na tajemniczą chorobę, podobnie bezimienną jak on sam. Tutaj rozpoczyna się pieczołowity opis zachorowania, objawów, kuracji oraz szpitalnej codzienności muzyka. Od tej pory rzeczywistość bohatera wypełnia cierpienie, morfinowe odurzenie, czasem wspomnienia przerywane regularnymi wizytami lekarzy i pielęgniarek. To właśnie cztery siostry mają szczególny udział w powrót do zdrowia słynnego pacjenta, a zwłaszcza jedna z nich.

Przy okazji spotkania z „Siostrą” odkryłam, że jestem bardziej pragmatycznym czytelnikiem niż myślałam - zaraz interesują mnie konkrety, diagnozy, a (przypadkowe bądź zamierzone?) nieścisłości w imionach nie dają mi spokoju. Tymczasem Sándor Márai nic sobie z tego nie robi, unosi się ponad takimi przyziemnymi sprawami jak medyczne detale - zamiast tego skupia się na doznaniach i zmysłach, wprawnie poruszając się pomiędzy cierpieniem a artystyczną pasją. „Siostra” ma w tym względzie wiele do zaoferowania; tłumaczy na swój sposób chorobę i jej przyczyny. W istocie, możemy doszukiwać się tu pytania o cenę poświęcenia i oddania się bez reszty sztuce.

Takich książek już się nie pisze, ale na szczęście można je czytać. Sándor Márai oddaje w nasze ręce prozę subtelną i wyrafinowaną, a momentami tak intymną, że siłą rzeczy chce się szukać jakichś adekwatnych śladów w biografii jej twórcy. Z wydania kolejnej książki tego węgierskiego pisarza powinni ucieszyć się nie tylko amatorzy jego prozy, ale również wszyscy ci, którzy w literaturze cenią sobie niekonwencjonalne rozstrzygnięcia.

Anna Aniszczenko

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (108)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 75
NullnFull | 2017-08-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 sierpnia 2017

Ogromnie poruszająca książka. Język jak to zwykle u Marai wspaniały, bezbłędny, zachwycający. Fabuła wciągająca choć od pewnego momentu skupiająca się całkowicie na stanach wewnętrznych głównego bohatera. Opisy przeżyć są tak intensywne, że po przeczytaniu poczułam się całkowicie wyczerpana. Wszystko doprawione szczyptą muzycznych przenośni i słownictwa. Ta opowieść stawia najważniejsze pytania dotyczące sensu życia i natury śmierci. Niełatwa lektura choć przynosząca wiele materiałów do rozmyślań.
Niepokojąco piękna. Polecam.

książek: 1245
Dor | 2018-01-31
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 stycznia 2018

Na początku było świetnie! a potem powiało nudą...... szkoda...

książek: 20
Damiantre | 2018-10-13
Na półkach: Przeczytane
książek: 1233
martyna | 2018-07-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 czerwca 2018
książek: 635
Łukasz | 2018-05-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 maja 2018
książek: 143
ascaro | 2018-05-09
książek: 1786
Cardio | 2018-05-09
Na półkach: 2018, Przeczytane, Beletrystyka
Przeczytana: 11 sierpnia 2018
książek: 140
debe1973 | 2018-04-06
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 06 kwietnia 2018
książek: 80
PaulB | 2018-03-16
Na półkach: Przeczytane
książek: 871
polaris | 2018-03-03
Przeczytana: 13 marca 2018
zobacz kolejne z 98 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Czytamy w weekend

Weekendowy dobór lektur w niektórych osobach wzbudza panikę - no bo jak wybrać tę jedną (lub dwie), spośród niekończącego się stosu przy łóżku, wśród innych wzbudza ulgę - „jedna za mną, 100 przede mną”. A jeszcze innich wybór odbywa się kompletnie randomowo. Jak to wygląda u was? Skrzętnie planujecie czy wybieracie lektury spontanicznie?


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd