Stulecie chirurgów

Tłumaczenie: Karol Bunsch
Cykl: Stulecie chirurgów (tom 1)
Wydawnictwo: Znak
8,09 (2567 ocen i 271 opinii) Zobacz oceny
10
354
9
624
8
804
7
567
6
157
5
44
4
7
3
6
2
2
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Das Jahrhundert der Chirurgen
data wydania
ISBN
9788324010219
liczba stron
536
kategoria
zdrowie, medycyna
język
polski

Wiek XIX w przypadku wielu dziedzin życia i nauki okazał się być kluczowym. A to dlatego, że właśnie wtedy postęp cywilizacyjny gwałtownie przyspieszył, odkrycia sypały się jak z rękawa, niemal z dnia na dzień. Formułowano nowe teorie, obalano dawne, obalano te nowe, formułowano kolejne – jeszcze lepsze... Pojawiły się telefon, żarówka, wielka teoria Darwina, psychologia, jako odrębna od...

Wiek XIX w przypadku wielu dziedzin życia i nauki okazał się być kluczowym. A to dlatego, że właśnie wtedy postęp cywilizacyjny gwałtownie przyspieszył, odkrycia sypały się jak z rękawa, niemal z dnia na dzień. Formułowano nowe teorie, obalano dawne, obalano te nowe, formułowano kolejne – jeszcze lepsze... Pojawiły się telefon, żarówka, wielka teoria Darwina, psychologia, jako odrębna od filozofii dziedzina.

Również w medycynie nastąpił gwałtowny postęp. Był to więc wiek w tej dziedzinie nauki, gdy od średniowiecza przechodzono do współczesności. Bowiem już nawet w wieku XIX wielu lekarzy i chirurgów nie zdawało sobie nawet sprawy, iż zachowanie higieny podczas zabiegu istotnie wpływa na jego przebieg i skuteczność, jedynym dostępnym środkiem znieczulającym była wódka, a perspektywy wykonywania wielu powszechnych dziś operacji bano się z zabobonnym wręcz lękiem.

Pojawili się jednak ludzie dzielni i odważni, dla których naukowa prawda i skuteczność w niesieniu ludziom pomocy liczyły się przede wszystkim. Ludzie, którzy nie bali się drwin kolegów z lekarskich towarzystw i akademii. Ludzie, którym powinno stawiać się pomniki, a bohaterstwo ich zrównywać z czynami herosów. Dzięki nim właśnie w medycynie pojawiły się takie praktyki medyczne, jak antyseptyka, aseptyka czy anestezja. I właśnie historie tych ludzi przedstawia Jürgen Thorwald w legendarnym już dzisiaj „Stuleciu chirurgów”.

Książka ta ukazała się w Niemczech po raz pierwszy w roku 1956, natomiast w Polsce ponad dwadzieścia lat później. Przekładu jej na język polski dokonał Karol Bunsch – autor znakomitych skądinąd powieści historycznych (by wspomnieć choćby „Dzikowy skarb”). Jest to zbiór zbeletryzowanych opowieści o pionierach współczesnej medycyny. Opowieści nieraz krwawych i brutalnych, lecz jakże prawdziwych.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 217
Patrycjarz BOOKLOVE | 2014-12-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Booklove!

„Stulecie chirurgów” Jurgena Thorwalda to opowieść o mrocznych i najbardziej przełomowych momentach, które się wydarzyły w chirurgii na przestrzeni stu lat. To także opowieść o ludziach, którzy narażając własne życie stali się odkrywcami innowacji, które dziś są podstawową procedurą medyczną, a wtedy w większości wydawały się szalonym eksperymentem medycznym.

Książka podzielona jest na 5 części, z której każda dotyczy jednego przełomu i ludzi, którzy do niego doprowadzili.

Dostać się do środka. Zaczyna się od mrocznych czasów, kiedy chirurdzy nie dokonywali operacji polegających na wycięciu czegokolwiek z wnętrza ciała. Tych kilku śmiałków, którzy odważyli się ratować ludzkie życie poprzez otwarcie brzucha i wycięcie chorej części narażali nie tylko życie swoich pacjentów, ale również swoje. Była to wtedy bowiem praktyka tak nie mieszcząca się w głowie zwykłych ludzi, że w przypadku niepowodzenia narażała jej protoplastów na podpalenie domu lub nawet powieszenie.

Bez znieczulenia. Chyba najbardziej fascynująca i zarazem przerażająca jest cześć opisująca narodziny podstaw anestezjologii. Były bowiem takie czasy, kiedy operowano na żywca. Bez znieczulenia. Podając trochę opium i odrobinę alkoholu, które miały teoretycznie w jakimś stopniu uśmierzać ból. A zatem zabiegi, od wyrywania zębów, poprzez amplutacje kończyn, mastektomie czy też operacje cesarskiego ciecia, odbywały się przy krzykach bólu rżniętych pacjentów, którzy nie mieli jednak innego wyjścia jak tej rzeźni się poddać. Dziś niewyobrażalne, wtedy normalna codzienna praktyka.

Na szczęście za sprawą jednego wrażliwego dentysty, zaczęto eksperymenty z gazami znieczulającymi. Swoją cegiełkę dołożył także pewien położnik, który chciał ulżyć rodzącym pacjentkom w bólach porodowych, czym podpadł Kościołowi, któremu nie mieściło się w głowie, żeby zmieniać zapisane w biblii przekleństwo „będziesz w bólu rodzić”.

Ostatecznie na szczęście dla nas, anestezjologia testowana przez samych jej protoplastów przeszła drogę od gazu rozweselającego poprzez chloroform i eter, osiągając zadowalający stan znieczulenia pozwalający pracować umęczonym chirurgom w spokoju bez nieustannego darcia japy operowanego pacjenta.

Brudne ręce. Jak już sobie poradzili ze znieczuleniem to zagwozdką pozostały zbyt duże liczby umierających po zabiegach pacjentów. Podobnie jak w przypadku znieczulenia do odkrycia podwalin antyseptyki przyczyniły się ciężarne kobiety, które przeżywszy poród umierały w szpitalach z powodu bliżej nie określonych przyczyn. Dopiero po wielu latach poszukiwań pewien ginekolog doszedł do wniosku że jednak badanie kobiet, zaraz po wyjściu z prosektorium bez uprzedniego mycia rąk, może powodować tą dziwną śmiertelność.

Odkażanie rąk i sprzętów musiało jednak przejść długą drogę i zmierzyć się z oporem zarówno konserwatywnych lekarzy jak i personelu medycznego, które niemal szczyciło się zabrudzonym, sztywnym od krwi i wydzielin fartuchem, który był symbolem ciężkiej pracy. Na czyste białe fartuchy i rękawiczki trzeba było jeszcze długo czekać.

Zszyć serce. Przełomem na którym kończy się stuletnia historia chirurgii jest pierwsza operacja na sercu, które przez lata było narządem nietykalnym. Wierzono, że samo dotknięcie serca ostrzem skalpela spowoduje jego zatrzymanie. Jednak kiedy nie ma się nic do stracenia i pacjent tak czy tak zejdzie z powodu wykrwawienia można zaryzykować walkę z zabobonami. To udało się pewnemu chirurgowi pod koniec 1897 roku i dało napęd do kolejnych przełomów związanych z rozwojem kardiologii – od leczenia chorej zastawki po przeszczepy serca.

„Stulecie chirurgów” to na pewno nie jest książka dla osób wrażliwych i mdlejących na widok krwi. Thorwald bez eufemizmów opisuje ze szczegółami zabiegi i operacje, z których wyrywanie zębów na żywca jest najbardziej lajtowe. Ubiera to wszystko jednak w historie ludzi i ich pacjentów, dzięki czemu czyta się to jak dobry, wciągający reportaż.

http://booklove.pl/stulecie-chirurgow/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Prawda

Właściwie jest to kolejna z części serii o ankhmorporkiańskiej straży miejskiej, tylko z innego punktu widzenia, nie straży a rodzącej się właśnie na...

zgłoś błąd zgłoś błąd