Stulecie chirurgów

Okładka książki Stulecie chirurgów
Jürgen Thorwald Wydawnictwo: Znak Cykl: Stulecie chirurgów (tom 1) reportaż
536 str. 8 godz. 56 min.
Kategoria:
reportaż
Cykl:
Stulecie chirurgów (tom 1)
Tytuł oryginału:
Das Jahrhundert der Chirurgen
Wydawnictwo:
Znak
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
536
Czas czytania
8 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324010219
Tłumacz:
Karol Bunsch
Tagi:
Karol Bunsch anestezjologia chirurgia anesteza medycyna
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,1 / 10
2884 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
200
197

Na półkach:

Fascynująca opowieść o historii medycyny, nie tylko chirurgii. Lekko fabularyzowana, ale przez to zapadająca w pamięć i wciągająca. Z pewności a przeczytam jeszcze niejedną książkę tego autora.

Fascynująca opowieść o historii medycyny, nie tylko chirurgii. Lekko fabularyzowana, ale przez to zapadająca w pamięć i wciągająca. Z pewności a przeczytam jeszcze niejedną książkę tego autora.

Pokaż mimo to

2
avatar
2126
112

Na półkach: ,

Po tej lekturze jestem szczęśliwa, że urodziłam się już w kolejnym stuleciu.
Książka zaczyna się w 1846 roku. Większość operacji przeprowadzana była bez użycia narkozy, aseptyka była w powijakach. Nie ma się co dziwić że śmiertelność była bardzo wysoka. Opowieść o początkach i dziejach chirurgii jest czasami drastyczna, ale warto ją przeczytać.

Po tej lekturze jestem szczęśliwa, że urodziłam się już w kolejnym stuleciu.
Książka zaczyna się w 1846 roku. Większość operacji przeprowadzana była bez użycia narkozy, aseptyka była w powijakach. Nie ma się co dziwić że śmiertelność była bardzo wysoka. Opowieść o początkach i dziejach chirurgii jest czasami drastyczna, ale warto ją przeczytać.

Pokaż mimo to

8
avatar
16
10

Na półkach:

Widzę tu duży związek z książkami o superszpiegach - nieustannie kogoś gonią, uciekają, odkrywają gdy tymczasem, w realu, są to wielomiesięczne czy wieloletnie działania gł. analityczne z różnym skutkiem.
Każdy medyk wie, że wprowadzenie leku czy procedury to właśnie takie mozolne analizowanie, szukanie, sprawdzanie działania prozdrowotnego jak i skutków ubocznych.
Gdyby autor chciał udokumentować faktycznie przebieg zmian w chirurgii (anestezjologii) to mielibyśmy lekturę w stylu podręcznika dla studentów medycyny czyli interesującą pozycję dla grupki ludzi z takim wykształceniem a usypiankę dla reszty.
Tak więc J.Thorwald opisał kilka ważnych odkryć ubierając to w opakowanie osobistych przeżyć, związków rodzinnych dodając "czasoprzyspieszacz".
Czytając było ciężko się oderwać by po chwili trafiać, jak żaglówka we flautę, z trudem hamując ziewanie.

Widzę tu duży związek z książkami o superszpiegach - nieustannie kogoś gonią, uciekają, odkrywają gdy tymczasem, w realu, są to wielomiesięczne czy wieloletnie działania gł. analityczne z różnym skutkiem.
Każdy medyk wie, że wprowadzenie leku czy procedury to właśnie takie mozolne analizowanie, szukanie, sprawdzanie działania prozdrowotnego jak i skutków ubocznych.
Gdyby ...

więcej Pokaż mimo to

2
Reklama
avatar
464
402

Na półkach: ,


0
avatar
1294
49

Na półkach: ,

To chyba jedna z najbardziej wartościowych i fascynujących książek, z jakimi miałam do czynienia. Zasiała we mnie mnóstwo przemyśleń, a przy tym często ekscytująca treść nie pozwalała oderwać się od lektury na dłużej. Niejednokrotnie czułam się bardzo poruszona tym co przeczytałam. Rewelacja! Teraz w kolejce koniecznie następna część.

To chyba jedna z najbardziej wartościowych i fascynujących książek, z jakimi miałam do czynienia. Zasiała we mnie mnóstwo przemyśleń, a przy tym często ekscytująca treść nie pozwalała oderwać się od lektury na dłużej. Niejednokrotnie czułam się bardzo poruszona tym co przeczytałam. Rewelacja! Teraz w kolejce koniecznie następna część.

Pokaż mimo to

8
avatar
4988
564

Na półkach: , ,

Z książką Jürgena Thorwalda (ur. jako Heinz Bongartz w 1915 zm. w 2006) niemieckiego pisarza, dziennikarza i historyka, szczególnie znanego z książek opisujących historię medycyny i II wojny światowej, wiązałem wielkie nadzieje. Tytuł już wielokrotnie obijał mi się o uszy; zawsze w połączeniu z zachwytami, ochami i achami. Pracy nadano formę zbeletryzowanej opowieści opartej na wspomnieniach H. St. Hartmanna, fikcyjnej postaci przedstawianej jako dziadek autora i koncentruje się ona na przełomowych odkryciach, które w połowie XIX wieku zapoczątkowały rewolucję w chirurgii i całej medycynie. Spośród licznych wydań, również audio, wybrałem książkę czytaną przez Grzegorza Przybyła.

Może zacznę od tego, co mnie bardzo, bardzo mocno rozczarowało. Dzieło, szczególnie na początku, ale jest to wyczuwalne do samego końca, jest nieco, a właściwie mocno, przeideologizowane, naiwnie adorujące założenie, że chirurgia zaczyna się od przeprowadzenia pierwszej operacji pod narkozą (połowa XIX wieku), gdy w rzeczywistości, wbrew twierdzeniom zawartym w tym opracowaniu, już dużo wcześniej dokonywano poważnych operacji zakończonych sukcesem, że wspomnę choćby o trepanacjach czaszki w przedkolumbijskiej Ameryce Południowej, czy powszechnej w czasach rzymskich medycynie wojskowej specjalizującej się z sukcesami w leczeniu ran ciętych, nawet brzucha, a to przecież też chyba jest chirurgia.

Drugi, jeszcze poważniejszy mankament dzieła, przynajmniej w tym przekładzie i wydaniu, to beznadziejny, żałosny wręcz poziom stylistyczny. Aż rażą proste, że nie powiem prostackie, niedoróbki. Wspomnę choćby niezliczoną ilość powtórzone w krótkim czasie słowo „bezskuteczny”, tak jakby nie istniały liczne synonimy. To tylko jeden z wielu przykładów żenującej wręcz formy. Nie lepsza jest praca wydawnictwa na innych polach – wyraźnie widać, iż wszystko było na odwal się. Nawet trudniejsze terminy pozbawione są wyjaśnienia, a jestem przekonany, że większość z odbiorców nie wie na przykład co to anewryzm czy absces lub karbunkuł. Taka konwencja podania trudnego tekstu bez objaśnienia, zwłaszcza w przypadku audiobooka, woła o pomstę do nieba, no bo jak słuchać tego ze zrozumieniem.

Od razu muszę jednak się przyznać – mimo tragicznej formy od lektury nie mogłem się oderwać! Choć w historii postępu naukowo-technicznego mniej więcej się orientuję, to diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach, a w tym wypadku mają one znaczenie powalające i sprawiają, że nie tylko dla mnie, ale nawet dla odbiorcy kompletnie nie zainteresowanego historią medycyny, czy nawet historią w ogóle, będzie to fascynująca lektura.

Niby wiemy, że bez znieczulenia boli, a ze znieczuleniem mniej albo wcale, że pod narkozą fajniej, ale nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wyglądały nie tylko operacje, ale i same choroby oraz śmierć i ich powszechność przed XIX wieczną rewolucją. Wielką zaletą dzieła Thorwalda są obrazowe, plastyczne, przerażające opisy operacji bez narkozy i znieczulenia pozwalające wręcz poczuć jak wyglądały, nie tak dawne przecież w skali historycznej, realia. Dają też one do myślenia na temat odważnego znoszenia tortur i innych rzeczy zwykle zarezerwowanych w naszej świadomości dla herosów, świętych i bogów. Pokazują, że zwykły człowiek, jeśli ma odpowiednią motywację, jest w stanie znieść wszystko i nie jest mu do tego potrzebny ani żaden bóg, ani żadna inna ideologia. Gdy z jednej strony stoi stuprocentowo pewna śmierć w męczarniach lub spowodowane odrażającym kalectwem życie poza nawiasem społeczeństwa, a z drugiej największa nawet tortura, ale nie mogąca trwać wiecznie i dająca szanse na taki czy inny, ale szybki koniec, to chętnych do zniesienia każdego cierpienia nie będzie brakowało. Zwłaszcza w czasach, gdy ludzie byli przyzwyczajeni do bólu, cierpienia i podłej śmierci. Jak to odległe od naszych realiów, gdy byle uczucie bólu a nawet lekkiego dyskomfortu, powoduje rozpacz, łykanie tabletek i stres nie do zniesienia... Stulecie chirurgów to świetna riposta i otrzeźwienie dla każdego, kto wierzy w dawne dobre czasy. Jak ja się cieszę, że nie żyję w tych „dobrych czasach”.

Dla mnie równie ciekawe, jak historia rewolucji w chirurgii, było śledzenie zjawisk społecznych, socjologicznych i obyczajowych, które uwypuklała. Ta książka jak żadna inna rozwiewa złudzenia na temat zasadności istnienia takiego terminu jak elity w odniesieniu do jakiejkolwiek większej grupy ludzi, w tym do środowiska lekarskiego. Opowieść o początku stulecia chirurgów, które nastąpiło po XIX-wiecznych odkryciach, to korowód przykładów na ociężałość umysłową całego, poza wyjątkami, środowiska lekarskiego, nie wyłączając jego sław i autorytetów, a może przede wszystkim z nimi na czele.

Historia chirurgii po tej lekturze jawi się jako historia trudnych do zwalczenia przesądów, dogmatów o niemożności, zacofania oraz oporu środowiska medycznego wobec wszelkich nowych odkryć i teorii, zwłaszcza tych rozsądniejszych i przyszłościowych, przypominająca aż za bardzo opór Kościoła wobec postępu nauki.

Opowieść Thorwalda pokazuje, że te elity, za które uważają się wszyscy wykonawcy zawodów medycznych i okołomedycznych, tak naprawdę pełne są ludzi głupich, małostkowych i prędzej chyba wśród prostych Kowalskich znajdzie się umysł otwarty i uczciwego człowieka, niż w tym środowisku, a ci nieliczni, którzy pchają do przodu wózek postępu, muszą się borykać z oporem kolegów po fachu jak w mało której dziedzinie. Jak stwierdza sam autor, kariera w wiodących ośrodkach medycznych jest grą na klawiaturze intryg i targów o stanowiska.

Gdy poznajemy historię początków anestezjologii, to widzimy, iż większość postaci ze środowiska medycznego w niej występujących to są po prostu kanalie, pazerni ludzie zdolni do każdego kłamstwa, do wszelkiej podłości, w ogóle nie myślący o dobrze pacjenta i zorientowani tylko na własną karierę i kasę. W dodatku gotowi zniszczyć każdego, kto im próbuje w realizacji tych celów przeszkodzić.

Początki aseptyki i antyseptyki jeszcze bardziej niż początki anestezjologii pokazują, że środowiska medyczne uznawane przez samych siebie i większość populacji za bystrzejsze niż inni, wcale takie nie są, a można nawet powiedzieć, że wyższy poziom wykształcenia równoważą swego rodzaju tępotą, oporem na nowe, kłócące się ze starym. Oporem wręcz oślim, bez weryfikowania i dociekania która z teorii jest prawidłowa. W dodatku nie jest też lepsze moralnie nawet niż gangsterzy czy alfonsi, tylko że w środowisku medycznym zamiast bejsboli, noży i pistoletów, używa się kłamstwa, judzenia, oczerniania, wyśmiewania i kultywowania stereotypów.

Jeśli zastanawiamy się, skąd brała się niechęć autorytetów medycznych wobec wszelkiego postępu, zwłaszcza rzeczywistych odkryć, bo głupoty przyjmowały się dużo łatwiej, sprzeciw pokrewny oporowi Kościoła wobec rozwoju nauki, to nasuwa się przypuszczenie, że miała tu coś na rzeczy inteligencja obu tych elit. Wbrew pozorom, te środowiska i autorytety nie były bardziej inteligentne niż na przykład szewcy czy chłopi, a po prostu bardziej wykształcone; wyuczyły się formułek i prawd, które już inni uformowali przed nimi i potem powtarzali je bezmyślnie nie zastanawiając się w ogóle nad tym, czy są prawdziwe, czy nie, ignorując wszelkie niezgodności praktyki i logiki z teorią. Jeśli przy tym wykazywali się jakimiś uzdolnieniami w wykonywanym zawodzie, to nic nie stało na przeszkodzie, by ich autorytet stawał się niepodważalnym. A właśnie w tej dziedzinie autorytety są znacznie częściej szkodliwe niż pożyteczne, bowiem hipotezy umotywowane w rzeczywistości i oparte na prawdzie bronią się same, nawet bez podbudowy teoretycznej, choćby przez eksperyment i doświadczenie, gdy tymczasem fałszywe, szkodliwe dogmaty, mogą funkcjonować tylko dzięki wsparciu autorytetów. Jak jednak widać ze Stulecia chirurgów, większość populacji jest niewolnikami stereotypów, objawionych prawd i innych rzeczy od których nie potrafi się uwolnić nawet, gdy ewidentnie kłócą się z doświadczeniem i dopiero inne autorytety - outsiderzy muszą wskazać im drogę, gdyż większość sama we własnym rozumie nie potrafi dokonać konfrontacji doświadczenia z teorią i logiką, nawet jeśli wszystko leży w ich zasięgu, nie mówiąc o przyznaniu się do błędu.

Jak wspomniałem, kłody rozwojowi postępu chirurgii w XIX wieku pospołu rzucały środowiska medyczne i Kościół, który z całą energią przeciwdziałał wprowadzeniu narkozy i kolejnych przełomowych technik medycznych. Choć to nie średniowiecze, jak zwykle pokazał się jako ostoja ciemnoty, zacofania i wstecznictwa. Trzeba przyznać, że prekursorzy nowych prądów w medycynie mieli dużo gorzej niż matematycy, astronomowie czy inni adepci nauk ścisłych. Ci ostatni musieli walczyć tylko z Kościołem, a chirurdzy mieli ze swoimi kolegami po fachu jeszcze więcej problemów niż z klerem i wierzącymi radykałami. To też kolejny przyczynek do zastanowienia się nad różnicą między realiami środowiska nauk medycznych i ścisłych.

Tych, którzy chcą się pocieszyć, że teraz medycy prezentują wyższy status moralny i fachowość muszę zmartwić. Gdy obserwuję moją przychodnię, w której z dwóch lekarzy o tej samej specjalności biorących te same pieniądze jeden ma tylu pacjentów, że się do niego nie można dopchać, a do drugiego trafiają tylko desperaci i gapy, to mam wrażenie, że niewiele się zmieniło i tak jak kiedyś – warto się poświęcić i dobrze poszukać, aby wybrać lekarza, któremu naprawdę warto powierzyć swe zdrowie i życie. Są bowiem medycy godni największego zaufania i podziwu dla ich wiedzy, pracy i podejścia, ale niestety nie tak łatwo na nich trafić. Wspominałem już kiedyś różnicę w wystroju ścian w gabinecie lekarskim i w warsztacie szewskim. U szewca na ścianie zawsze wisiał dyplom mistrzowski potwierdzający fachowość i umiejętności. U żadnego lekarza, wśród setek „dyplomów” za uczestnictwo w szkoleniach wiszących na ścianach, jeszcze takiego czegoś nie widziałem. Ani razu nie zobaczyłem dyplomu ukończenia studiów. Dlaczego? A kto z Was położyłby się pod nóż komuś, kto na dyplomie ma dostateczny?

To, że mechanizmy, które się ujawniły w trakcie chirurgicznego przełomu w XIX wieku, nadal działają w środowisku medycznym, tylko teraz jeszcze większą rolę wśród innych patologicznych czynników odgrywa bezwstydna pazerność, można prześledzić w fenomenalnym opracowaniu Sama Quinonesa Dreamland. Opiatowa epidemia w USA, którego lekturę gorąco polecam.

Na koniec perełka, której się nie podziewałem. Nawet nie wiedziałem, że rękawiczki chirurgiczne są najbardziej romantycznym wynalazkiem w historii medycyny. Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego – chwyćcie za Stulecie chirurgów. Choć na wrażenia literackie nie ma co liczyć, to naprawdę warto poznać tę wyjątkową pozycję. Książka otwiera oczy jak mało która – warstwa poznawcza jest fascynująca. Zdecydowanie polecam bez względu na preferencje czytelnicze i zainteresowania.

wrażenia z lektury opublikowałem również na blogu klub-aa.blogspot.com

Z książką Jürgena Thorwalda (ur. jako Heinz Bongartz w 1915 zm. w 2006) niemieckiego pisarza, dziennikarza i historyka, szczególnie znanego z książek opisujących historię medycyny i II wojny światowej, wiązałem wielkie nadzieje. Tytuł już wielokrotnie obijał mi się o uszy; zawsze w połączeniu z zachwytami, ochami i achami. Pracy nadano formę zbeletryzowanej opowieści...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
519
55

Na półkach: , ,

Jedna z najlepszych i najciekawszych książek jakie przeczytałem. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Jedna z najlepszych i najciekawszych książek jakie przeczytałem. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Pokaż mimo to

0
avatar
847
427

Na półkach: , ,

Już od dawna zabierałam się za tę książkę, ale jakoś ciągle coś innego przyciągało moją uwagę. Wiedziałam jednak, że Thorwald mi podejdzie - nie tylko dlatego, iż książkę tę polecało mi parę osób, z którymi mam dość zbieżny gust czytelniczy. Przede wszystkim dlatego, że ja po prostu uwielbiam taką tematykę. Jest coś niesamowicie fascynującego w historii medycyny, jak szybko to, co przez wieki było niewyobrażalne i niemożliwe, stało się nagle możliwe. Do tego Thorwald miał świetne pióro, snuł swoją opowieść w taki sposób, że nie chciało się wręcz przerywać czytania. Całość pochłonęłam w kilka dni i na pewno sięgnę po dalszą twórczość pisarza.
Bardzo spodobało mi się przedstawienie tematu - to nie tylko opowieści o poszczególnych odkryciach, zmieniających świat chirurgii w drugiej połowie XIX wieku i na początku wieku XX. Thorwald pisał "Stulecie chirurgów" z perspektywy narratora pierwszoosobowego, którego nazwał swoim dziadkiem. Bohater podróżuje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Europą, poznaje największych chirurgów tamtych czasów, przygląda się przełomowym operacjom... Opowiada o wprowadzeniu i upowszechnieniu narkozy, która makabryczne dotąd zabiegi przemieniła w bezbolesne operacje, o wynalezieniu antyseptyki, po którym gwałtownie spadła umieralność w szpitalach. Pisze, jak krok po kroku upadały kolejne medyczne "tabu" - że nie da się otworzyć brzucha, że kobieta nie przeżyje cesarskiego cięcia, że operacja na sercu to właściwie morderstwo pacjenta... Patrząc z perspektywy współczesnej medycyny, czytelnik czuje dreszcz przerażenia na samą myśl o tym, jak wyglądałoby jego potencjalne leczenie te 150 lat temu.
"Stulecie chirurgów" to książka wciągająca od samego początku aż po ostatnią stronę. Narracja pierwszoosobowa i opowiadanie o zmianach w medycynie w ten sposób, jakby narrator oglądał je na własne oczy, jest niesamowitym plusem tej książki, sprawia, że lekturę czyta się lekko i z przyjemnością. Komuś wrażliwemu na zbyt szczegółowe opisy chirurgiczne może nie wszystko się tu spodoba, ale osobiście uważam, że opowieść nie jest jakoś makabryczna. To bardziej historia chirurgii a nie konkretnych przypadków. To lekarze i odkrywcy są tu na pierwszym planie, nie ich pacjenci, choć wiadomo, że bez nich nie byłoby tych sukcesów. Świetna lektura i aż żałuję, że tak późno się za nią zabrałam :).

Już od dawna zabierałam się za tę książkę, ale jakoś ciągle coś innego przyciągało moją uwagę. Wiedziałam jednak, że Thorwald mi podejdzie - nie tylko dlatego, iż książkę tę polecało mi parę osób, z którymi mam dość zbieżny gust czytelniczy. Przede wszystkim dlatego, że ja po prostu uwielbiam taką tematykę. Jest coś niesamowicie fascynującego w historii medycyny, jak szybko...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
123
19

Na półkach: ,

Niesamowita podróż przez historię chirurgii. Zaczyna się w momencie, w którym lekarze nie myli rąk przed zabiegami, nie umieli znieczulać, a otworzenie ludzkiego ciała niemal zawsze kończyło się śmiercią pacjenta. Książka nie kończy się na współczesności, ale nietrudno to porównać do dzisiejszych standardów.

Świetny balans historycznych faktów i wciągających historii. Nie jest to bynajmniej suche sprawozdanie czy encyklopedia - to żywa historia. Sprzeczki, dziwne okoliczności odkrycia ważnych substancji i moja ulubiona "ślepota bogów" - a być może po prostu strach przed nowymi, innowacyjnymi sposobami leczenia.

Książka skłania do refleksji, a także pozostawia czytelnika ze szczególną wiedzą. Na pewno wciąga, bo została naprawdę świetnie napisana, bardzo lekko. Jest trochę medycznych terminów, ale naprawdę niewiele - zresztą chyba nietrudno się domyślić na czym polega często wspominana gorączka połogowa.

Warta przeczytania, szczególnie dla pasjonatów medycyny, którzy raczej nie lubią historii (a może i dla historyków nielubiących medycyny?).

Niesamowita podróż przez historię chirurgii. Zaczyna się w momencie, w którym lekarze nie myli rąk przed zabiegami, nie umieli znieczulać, a otworzenie ludzkiego ciała niemal zawsze kończyło się śmiercią pacjenta. Książka nie kończy się na współczesności, ale nietrudno to porównać do dzisiejszych standardów.

Świetny balans historycznych faktów i wciągających historii. Nie...

więcej Pokaż mimo to

0
avatar
242
15

Na półkach: ,

Bardzo przyjemne połączenie beletrystyki i literatury faktu. Z jednej strony jest łatwa w odbiorze i przyjemna do czytania dzięki fabularyzowanej formie opowiadań lub pamiętnika, z drugiej strony rzetelnie przedstawia rozwój medycyny, czy też ogólniej myśli naukowej w XIX w. Nawet pomijając aspekt medyczny (świetnie tutaj przedstawiony), warto spojrzeć na sposób myślenia ówczesnych gigantów z perspektywy człowieka współczesnego, dla którego rzeczy tak egzotyczne 150 (*) lat temu jak nasz powszechnie przyjęty sposób uprawiania nauki są oczywiste.

Moim zdaniem w pełni zasłużyła na swoją popularność.

(*) Powinienem w zasadzie napisać 200, ale jakoś strasznie staro się czuję widząc tę dwójkę na początku...

Bardzo przyjemne połączenie beletrystyki i literatury faktu. Z jednej strony jest łatwa w odbiorze i przyjemna do czytania dzięki fabularyzowanej formie opowiadań lub pamiętnika, z drugiej strony rzetelnie przedstawia rozwój medycyny, czy też ogólniej myśli naukowej w XIX w. Nawet pomijając aspekt medyczny (świetnie tutaj przedstawiony), warto spojrzeć na sposób myślenia...

więcej Pokaż mimo to

1

Cytaty

Więcej
Jürgen Thorwald Stulecie chirurgów Zobacz więcej
Jürgen Thorwald Stulecie chirurgów Zobacz więcej
Jürgen Thorwald Stulecie chirurgów Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd