Ogród kości

Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Wydawnictwo: Albatros
7,66 (2973 ocen i 320 opinii) Zobacz oceny
10
357
9
462
8
773
7
828
6
390
5
113
4
25
3
19
2
5
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Bone Garden
data wydania
ISBN
9788379857975
liczba stron
416
język
polski
dodał
Dobby

Czasy współczesne. Julia Hamill dokonuje makabrycznego odkrycia na terenie nowo nabytej posiadłości w Massachusetts - wykopuje czaszkę kobiety noszącą nieomylne ślady popełnionej zbrodni. Odpowiedzi na pytanie, kim jest zamordowana, należy szukać w innej epoce. Boston, rok 1830. Norris Marshall, ubogi student medycyny zarabiający na utrzymanie i czesne uczestnictwem w ponurym procederze...

Czasy współczesne. Julia Hamill dokonuje makabrycznego odkrycia na terenie nowo nabytej posiadłości w Massachusetts - wykopuje czaszkę kobiety noszącą nieomylne ślady popełnionej zbrodni. Odpowiedzi na pytanie, kim jest zamordowana, należy szukać w innej epoce.

Boston, rok 1830. Norris Marshall, ubogi student medycyny zarabiający na utrzymanie i czesne uczestnictwem w ponurym procederze handlu zwłokami, staje się głównym podejrzanym w sprawie serii mordów. Straszliwie okaleczone ciała dwóch pielęgniarek i lekarza zostają znalezione w pobliżu szpitala uniwersyteckiego. Aby dowieść swojej niewinności Norris musi odszukać jedynego świadka, który widział zabójcę - piękną szwaczkę z bostońskich slumsów przekonaną, że będzie następną ofiarą...

 

źródło opisu: okładka

źródło okładki: inne

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1345

Zastanawialiście kiedykolwiek, czy na waszym podwórku, gdzieś w głębi ziemi spoczywają czyjeś zwłoki, ludzki szkielet sprzed kilkudziesięciu lat, a może nawet jeszcze więcej...
Ja do tej pory nie pomyślałem o tym, ale sięgając po tę książkę, zagłębiając się powoli w treść, docierając do jej trzewi, rozdzierając powoli wnętrzności fabuły, zadałem sobie w duchu takie pytanie...
Wyobraźcie sobie sytuacje, gdy przykładowo coś przekopujecie, organizując ogródek, kopiąc ziemię pod fundament jakiegoś budynku, mniejszego czy większego. Co robicie, gdy wasza łopata trafia w pewnym momencie na coś twardego, na płaską, kamienną powierzchnię, przypominającą wierzch kopuły? W pierwszej chwili sądzicie, że trafiliście po prostu na jakiś kamień. Przez myśl wam nie przejdzie, że może być to coś innego, coś prawdziwie upiornego, coś, co na samą myśl oziębia przepływającą krew, mnożąc na skórze dreszcze, przyśpieszając tętno. Ludzki szkielet, a dokładniej rzecz ujmując czaszka jakiegoś człowieka. Czaszka, która kiedyś była czyjąś głową, mózgiem, umysłem...
Co wtedy robicie...??

****

Wiele chwil w życiu, momentów przełomowych, decydujących o naszym losie, przyszłości potrafi złamać nas, ludzi na pół, rozedrzeć duszę, spalić skrzydła nadziei. Jesteśmy wówczas w rozsypce, a nasz umysł pozbawiony zdrowego rozsądku, logicznego myślenia, łamie naszą rzeczywistość, sposób patrzenia na świat, łamie nasze marzenia i nas samych...
W takich chwilach czujemy bezradność, wielką samotność, pustkę, tęksnotę, być kimś kogo już nie ma. Po prostu wiemy, że jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na siebie. Jesteśmy pogrążeni w rozpaczy, wielkim smutku naszego serducha...
...
Dokładnie taką osobę poznajemy w tej powieści Tess Gerritsen. To postać kobieca, żyjąca na początku XIX wieku. To kobieta, która znajduje się w sytuacji bez wyjścia, mając jednocześnie na karku wielki ciężar odpowiedzialności za kogoś innego, kogoś zupełnie niewinnego...
W mroku tej rzeczywistości, którą jak przystało na Gerritsen, ukazaną nad wyraz prawdziwie i przerażająco, wędrujemy wąskimi, jeszcze brukowanymi ulicami Bostonu razem z tą kobietą z Rose i tym kimś, kim musi się zaopiekować...

****

Każdy umysł, każda dusza to osobny, odrębny zbiór wartości, poglądów, tkwiących wewnątrz emocji. To jednym zdaniem mówiąc, ogół naszej świadomości, która w określony i swoisty sposób patrzy na świat, to wszystko, co się w nim rozgrywa.
W każdym z nas zatem siedzi inna dusza, inny umysł wszystkim dyryguje...
...i choć różnimy się zewnętrznie, mentalnie, intelektualnie, to wewnątrz wszyscy mamy to samo. Składamy się z kości składających się na szkielet. Mamy serce, płuca, żołądek, mięśnie itd...
Książka Tess Gerritsen stawia przed nami bardzo ważne pytania, istotne dla nasze moralności i walki sumienia między tym co dobre i co złe...
Czy zatem, gdy po śmierci dusza opuści już swe ciało, czy w imię nauki, wykorzystującej je dla rozwoju medycyny, a co za tym poprawy jakości i bezpieczeństwa ludzkiego życia, mamy prawo wykorzystywać to ciało, badając je, eksperymentując na nim, ucząc się dzięki niemu...???
Dzisiaj mnóstwo tych pytań i wątpliwości już nie jest tak rozstrząsana jak kiedyś, gdy zacofanie, obyczajowy rygor nie potrafił zmierzyć się z wyobrażeniem sobie czegoś takiego. Pierwsze publiczne sekcje zwłok wywoływały w ludziach szok i oburzenie z powodu pogwałcenia ludzkiego ciała, bezczeszczenia godności zmarłych. Kiedyś to było dla ludzi szokujące. A jak jest dzisiaj? Zadajcie sobie samym te pytania i wątpliwości...???
Dzisiaj z pewnością ludzie mają o niebo lepsze zrozumienie tego wszystkiego. Rozwój nie tylko medycyny, ale i ogólnie cywilizacji, postęp technologiczny wyzwolił ludzkość z okowów zaciemnienia, zacofania.
Istnieją współcześnie formularze zgody, w których ludzie jeszcze za życia, przed śmiercią podpisują pisemną zgodę na wykorzystanie własnego ciała w celach naukowych. W tym przypadku moralność nie jest wcale wystawiana na większą próbę...
Lecz co z ludźmi wierzącymi, dla których ciała i dusza to jedno, którzy nie wyobrażają sobie innego scenariusza, jak tylko taki, w którym ciało po śmierci wędruje do grobu, by dusza w spokoju mogła odejść do innej rzeczywistości. Czy oni mają rację? A może tylko są to działania, w które bawi się większość świata, dla własnych, egoistycznych pobudek, by móc po stracie jakiejś bliskiej osoby, posiadać miejsce ich odwiedzin, oczywiście w wymiarze wspomnień i chwil zapisanych w pamięci? Swoje zdanie w tej kwesti pozostawię sobie samemu i we własnych myślach je rozstrząsnę. Zróbcie to samo!!!
...
...a właśnie, jak w tak mrocznych, XIX-wiecznych czasach, medycyna miała szanse się rozwijać. Nie było kiedyś takich możliwości jak dzisiaj. Lecz myślę, że gdyby nie tamte próby, te mrożące krew w żyłach eksperymenty na ludzkim ciele, dzisiejszy postęp medycyny nie zaszedłby tak daleko.
...
...a jakie znaczenie w tamtej rzeczywistości mieli ludzie, zwani ówcześnie rezurekcjonistami? Jak myślicie, co stoi za kulisami tejże szacownej profesji???
Myślę, że niewielu znalazłoby się śmiałków, którzy z wielkim oddaniem, pasją i przyjemnością oddawali się tejże pracy!!! No chyba, że z ich głowami byłoby coś nie tak. Tacy ludzie mają z pewnością wypaczoną psychikę, moralność, poczytalność. Sprawdzcie o czymże, tak intrygująco opowiadam...!!!
Niech krew oziębi wasze żyły, a myśli potęgujące strach, niech powołają do życia dreszcze przerażenia...!!!

****

Akcja nie jest rozłożona tylko w jednym wymiarze czasowym... U Tess Gerritsen wydaje się to dość typowym literackim schematem. Coś, co dzieje się współcześnie, swoją genezę zapoczątkowało, gdzieś daleko w przeszłości...
Współczność w zderzeniu z mrocznym Bostonem, ukrytym w przeszłości. Ta część akcji rozgrywana właśnie w Bostonie do złudzenia przypomina mi książkę Marca Pastore "Cienie Barcelony". Podobny klimat, mroczna Barcelona, jej rzeczywistość ówcześnie panująca jest jak ten Boston z "Ogrodu kości"...

***
Podczas czytania tej książki, przypomniał mi się film "Patologia". Nie pamiętam dokładnie roku produkcji, ale to nie jest najważniejsze. Główny bohater tego filmu pracował w prosektorium. Nie pamiętam też jaką dokładnie rolę w nim odgrywał. Najprawdopodobnie przeprowadzał sekcje zwłok... Film ten pozostawił w mym umyśle i emocjach niesmak i pewnego rodzaju przewartościowanie kawałka rzeczywistości, jakiej jeszcze wtedy nie znałem. Film nie był zły, bo ogólne przesłanie jest wartościowe. Lecz przeznaczony jest dla widzów o mocnych nerwach. To z pewnością nie jest film dla wrażliwców, którym na widok krwi miękną kolana.
...ale, żeby nie owijać w bawełnę przejdę do sedna. Otóż praca w prosektorium, to praca jak każda inna. Przecież żadna praca nie hańbi, prawda?
Choć musi to ktoś robić, to szczerze współczuje osobom, które z konieczności, bądź nie wykonują tam pracę...
<<< " - W tej sali, panowie, odkrywamy tajemnicę życia. Rozkładając na części boskie arcydzieło , podziwiajcie jego doskonałość, zwracajcie uwagę na umiejscowienie poszczególnych elementów. Dostrzeżecie, jakie każdy z nich ma znaczenie dla całości." ( Str. 138 ) >>>
...
Kontakt ze zwłokami, z ciałem bez duszy w pewnym stopniu wypacza ludzką psychikę i wrażliwość na śmierć. Człowiek obcując z trupami - może nie całkowicie --, ale poniekąd, przestaje bać się śmierci. Częściowo też traci szacunek dla ludzkiego życia.
To jest tylko i wyłącznie moja opinia. Z pewnością odnosicie w tej kwestii inny pogląd, ale z opiniami tak to już bywa. Każdy ma własną...
...
Tak jak żołnierze wracają z frontu wojennego całkowicie wypaczeni, po doświadczeniu rozlewu krwi, śmierci, czy oderwanych kończyn po postrzałach, wybuchach, albo aktorzy filmów dla dorosłych, gdy wracają do swojego prywatnego życia, partnerów życiowych mają całkowicie wypaczony pogląd odnośnie współżycia, miłości zbudowanej na uczuciach, tak samo patolog, czy inne osoby pracujące w prosektorium po zobaczeniu setek albo tysięcy trupów wypaczają w sobie pogląd na życie i śmierć. Może są osoby tak silne psychicznie, że potrafią to wszystko oddzielić, ale to tylko jednostki, przynajmniej tak mi się wydaje. Bo większości ludzi z całą pewnością siada psychika...

KRÓTKI PRZEGLĄD PO BOHATERACH!!!
...od razu zaznaczę, że o jednych napiszę mniej, o innych więcej, bo ludzie są różni, tym samym opinia o nich, również taka jest...
...

***Współcześnie***
...
Julia Hamill - kobieta po przejściach, po niespełnionym związku małżeńskim, z nowym rozdziałem przed sobą; znajdując na swej nowo zakupionej posesji, kopiąc szpadlem w ziemi trafia na coś niezwykłego, coś, co wzbudza w niej ciekawość i wciąga w tajemnicę z odległej przeszłości, w której pogrąża się bez reszty..., ale nie tylko ona...
...
Henry Page - bo to właśnie tenże staruszek, mieszkający w iście klimatycznym i miejscu, i domu dołącza do niej i razem idą tropem listów, rozmaitych dokumentów; próbują znaleźć odpowiedzi na pytania, które bezpośrednio związane są z ich okolicą. Gdyby miał powstać film, choć prawdopodobnie nigdy nie zaistnieje na ekranie, ale gdyby, to w roli tego staruszka w swojej wyobraźni widziałem kogoś pomiędzy Clintem Eastwoodem i Robertem Deuvallem. Zimny, gruboskórny, którego sympatię bardzo ciężko zdobyć. Jullii się udaje, a łącząca ich podróż w przeszłość zawiąże między nimi nić przyjaźni..., a tak przy okazji ma też wnuka swojego brata...
...
Tom - bo to o nim mowa...; w książce nie będzie go dużo, ale raz na jakiś czas się pokaże i stanie się promykiem nadziei dla Jullii. Popdadający pod jej wiek, względnie wyglądający, w głowie ład i skład, ale czy ich relacja stanie się bardzo bliska i czy w ogóle się jakoś zawiąże, tego już nie zdradzę...

ROK 1830:
Rose Connely - poznając Rose najbardziej zapamiętam w niej to jak wspaniałą osobą była. Nie miała nic, czym mogłaby się podzielić, a była chojna i życzliwa wobec świata jak mało kto, zwłaszcza wobec swoich bliskich, za których oddałaby życie, gdyby nastała taka konieczność. By nie wdawać się w szczegóły i odbierać przyjemność poznania jej, powiem co mnie w niej najbardziej ujęło. W swoim ubóstwie, była bogata jak mało kto. Jej wnętrze było pełne skarbów, umysł natchniony prawdą, mądrością pełną prostoty, a serce i dusza nasączone mnóstwem emocji, wartości, w które każdy zamożny, nieprzyzwoicie bogacty człowiek, żyjący w luksusie i przepychu jest tak szalenie ubogi. Bowiem bogactwo odbiera nam radość z chwil, których doświadczamy. Przysłania nam to, co w życiu jest najważniejsze, a mianowicie obecność bliskich, którzy mają dla nas otwarte serca. Czyli przemijanie, które dzielimy z najważniejszymi dla nas osobami. To jest istotą życia. Bogactwo ułatwia życie, ale czy chodzi tylko o to, by żyło się wygodnie, lekko i swobodnie. Ludzie, dla których budowanie swojego materialnego bogactwa stanowi requiem dla szczęścia, są w mojej opinii bardzo biedni wewnętrznie. Pieniądze są dla nich ponad wszystko. W nich widzą swoją przyszłość. Nie dbają o swoją duszę, o swoje wnętrze. Próżnością wydają się dla nich uczucia, które stwarzają pozory słabości. Faraonowie kiedyś budowali swoje gigantyczne piramidy!!! I co, zabrali je ze sobą do wieczności? Nie, zostały na swoim miejscu i do dzisiaj są symbolem tego, że bogactwa materialnego nie zabierze się do grobu...
Najważniejsza jest pamięć ludzi. To w niej zapisze się nasza przeszłość. Może to będzie mała garstka osób, ale warto chyba oprzeć swoje życie o wartości, jakże już współcześnie wymarłe i stać się dla kogoś wspomnieniem po wieczność, nieśmiertelnym, zaklętym w pamięci. Bogacze powiedzą co im po szlachetności, skoro mieli tak marne życie, ubogie, nijakie. Tylko, że oni widzą tylko to, co świeci i błaszyczy, a to, co istnieje pomiędzy wersami życia jest dla nich niewidzialne!!!
Pełna szlachetności..., właśnie taka była Rose, miało być trochę o niej, a tak jakbym się troche od niej oddalił, ale to ona przecież poraz już niewiem który, przypomniała mi, co jest w życiu ważne. Ci, co mają niewiele, potrafią docenić życie. Mają zdolność radowania się małymi rzeczami. To dlatego, że mają serca pełne dobroci, wrażliwości i wszystkiego tego, co w zestawie cech szlachetnych możemy znaleźć..., a to w rzeczy samej, prawdziwe bogactwo:)
...
"- Widzę w snach świat, który ją otaczał. Powozy, ulice, suknie... Wszystko przez to, że spędziłam zbyt dużo czasu nad tymi listami. Ona przenika do mojej podświadomości. Wierzę niemal, że byłam w tym miejscach. Wydają mi się takie... znajome.
- Tak jak ty mnie." (str. 335)
Miałem dokładnie tak samo!!!
...
Aurnia - jej imię znaczy "złota dama", siostra Rose; spotkanie z nią nie trwa zbyt długo, ale ono właśnie i jej historia rozpędza lawinę wszystkich wydarzeń. Jej historia jest smutna, ale ludzi przezornych, potrafiących wyciągać właściwe wnioski, ustrzec może przed pewnymi błędami...
...
Eben - to postać tak słaba, że nie mam wiele o niej do powiedzenia. Słaba, bo chciwa, o moralności pasożytniczej...
...
Billy - niby głupiutki, ale prosty i o dobrym sercu chłopak. Większość ludzi ocenionych przez społeczeństwo jako nieco mądrzejszych, mają w sercach o wiele więcej kamieni niż ci, tzw potocznie głupki i wcale nie jest powiedziane, że te głupki mają o wiele mniej mądrości. Często tą mądrością i prostotą myśli przewyższają zadufanych, zakochanych, zakompleksionych w sobie ludzi!!!
...
Zezowaty Jack Burke - prawdziwa menda wśród ludzi, hiena jakich mało; to rodzaj człowieka, na którego nie warto poświęcać więcej czasu, ja również nie zamierzam, ale by powiedzieć o pewnych rzeczach, trzeba się czasami posłużyć narzędziami, które w użyciu do najprzyjemniejszych nie należą...
...
Fanny - jego żona; jak to mówią, kto z kim przystaje, takim się staje i nie sposób się w tym przypadku z tym nie zgodzić; baba Herod, niczym Cathy Bates z filmu Misery, która idealnie wypadła by również i w tej roli...

####

Jedna książka, a tak mnóstwo różnych ludzi dzięki niej poznałem. To wielka moc, jaką ma w sobie książka, daje takie możliwości, że głowa mała...!!!

Te wszystkie kwestie, tematy, które zaczepiłem, spostrzeżenia, do których coś od siebie wniosłem nie są w tej książce najważniejsze. Jako całość nadają jej charakter, osobliwy klimat, a nastrój przeszłości zabiera nas w podróż w historię.
Tess Gerritsen zagrała poprostu na dobrze sprawdzonych, wykorzystywanych chyba od zawsze emocjach, jak chciwość, zazdrość, nienawiść, czy innych ludzkich namiętnościach posuwających człowieka do rzeczy strasznych, pochopnie nieprzemyślanych, których konsekwencje degradują jego moralność na samo dno. Inny rozwój wydarzeń zapewne nie obudziłby w nich, tej mrocznej natury. Bo potwór istniejący w człowieku skądś musiał się wziąć. Nie wierzę, że człowiek tak po prostu, wraz z kodem genetycznych ma w sobie złość i nienawiść wobec świata. Wszystko ma na to wpływ. Czasami jeden moment życia zamienia go w kogoś innego w tak błyskawiczny sposób, jak przyciśnięcie włącznika światła w pokoju. Błysk i jest już kimś innym.

Ta książka pobudziła i sprowokowała moją świadomość do myślenia, zastanowienia nad sprawami, o których ostatnio albo w ogóle nie myślałem nigdy wcześniej. Polecam lekturę tej książki, bo być może znajdziecie w niej jeszcze więcej filozoficzno-życiowych skarbów, a nie tylko to, co w moim myślach zaistniało...
Tess Gerritsen ma moc, wie, co swoimi książkami chce przekazać czytelnikom i to jest bardzo ważne...
...a więc czytajcie, a znajdziecie
...zapukajcie w okładkę, a książka otworzy się przed wami
...popłyńcie z treścią, tak po prostu!!!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rekin i baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów

Męczyłam się. Walczyłam długo, ciągle łudząc się , że "za rogiem"( jak już przeczytam te wszystkie fakty, stereotypy i baśnie) zacznie się c...

zgłoś błąd zgłoś błąd