Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Trans-Atlantyk

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,34 (2015 ocen i 72 opinie) Zobacz oceny
10
64
9
280
8
207
7
568
6
276
5
272
4
95
3
155
2
26
1
72
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8308028241
liczba stron
139
słowa kluczowe
Argentyna, satyra, teoria Formy, groteska,
język
polski

Jedyny w swoim rodzaju utwór-wyzwanie, utwór-prowokacja, kapitalna rozprawa Gombrowicza z polskością, z podtrzymywanymi przez tradycję stereotypami narodowymi. Genialny humor i cudowny język, zadziwiające wykorzystanie przez pisarza form gawędy szlacheckiej, nie milknące pytania, które w każdym pokoleniu powinniśmy sobie zadawać.

 

Brak materiałów.
książek: 845
cykuta | 2010-09-23
Przeczytana: 20 lutego 2008

„Niech narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.” – twierdził przed wiekami Mikołaj Rej. A jak język, to pewnie także kulturę, tradycję… i określone wady, towarzyszące naszej myślącej tłuszczy od zarania dziejów.

Skoro mowa o wadach narodowych, to któż trafniej potrafił je zdefiniować, niż Witold Gombrowicz? W kontrowersyjnym „Trans-Atlantyku” odnajduje prawdziwy urodzaj skaz, szkopułów i negatywów, charakterystycznych dla Polskości. I piętnuje je bezlitośnie.

Warto dodać, iż nie jest to piętnowanie bezmyślne. U podstaw każdej nauki leży krytyka. Żeby pozbyć się tego, co niepożądane z zbiorowej świadomości, Naród musi najpierw uzmysłowić sobie tego istnienie. I tu zaczyna się gombrowiczowska misja. Misja surowa i nie jeszcze niezupełnie zakończona sukcesem.

Fabuła powieści [momentami przypominającej zręczną parabolę] sytuuje się w odległej Argentynie. Polski pisarz Witold Gombrowicz [jakieś skojarzenia?] po kryjomu ucieka ze statku, który teoretycznie miał być tylko wycieczkowym. Jednak bohater nie zamierza wracać do ojczyzny, zamiast tego woląc pozostać na ziemi nieznanej. Te wydarzenia mają miejsce niemal w przededniu wybuchu II wojny światowej, który to fakt nie pozostaje bez znaczenia dla rozwoju fabuły.

Pod wieloma względami jest to książka biograficzna. Można w niej zaobserwować zagubienie, dotykające człowieka w obcym środowisku i alienację wśród dziwnych i nieracjonalnie zachowujących się Rodaków, na których towarzystwo młody pisarz jest skazany. Jakkolwiek jest to wąska grupa społeczna, jej członkom nie brak zindywidualizowania i zróżnicowania. Można by wręcz uznać, że z pomocą karykaturalnych postaci Gombrowicz [zarówno ten książkowy, jak i rzeczywisty], konfrontuje ze sobą poszczególne postawy. I tak mamy zepsutego arystokratę-nihilistę Gonzala, zapamiętanego w patriotycznych ideałach Tomasza, czy satyryczno-konfuzyjny tercet Baron-Pyckal-Ciumkała.

Nie trzeba chyba dodawać, iż – choćby ze względu na swą przynależność gatunkową – większość ukazanych w lekturze wypadków ma charakter groteskowego wyolbrzymienia. Zwykłe Chodzenie urasta do rangi buntu, a obezwładniająca Pustka ogarnia bohatera za każdym razem, gdy trzeba zrobić coś z przymusu, bez przekonania. Poważne sytuacje zmierzają ku absurdowi, [czego znakomitym przykładem jest zakończenie utworu] tak, że nie sposób przewidzieć, co zdarzy się za kilka stron.

„Trans-Atlantyk” nieprzypadkowo nazywany jest dialogiem z polskością. Z iście gombrowiczowską perwersją autor ośmiesza niektóre z polskich przywar, napełniających dumą całe pokolenia od czasów Mickiewicza. Są to legendarna [bardziej niż u kamikadze] odwaga, przymusowe męstwo, wyniosła martyrologia, ustawiczny patriotyzm, odwieczne udręczenie i umęczenie narodu, który sam tylko uznaje siebie za wyjątkowy. Wymienia także odwieczną pseudoreligijność, symptomatyczną obyczajowość, zamiłowanie do surowego wychowania, paranoiczną wręcz pamiętliwość, połączoną z bezbrzeżną mściwością, czy mityczną polską gościnność, która często zmienia się w zjawisko natrętne i niepożądane. Mamy tu także satyrę na romantyczną tradycję, w stylu organizacji polowania bez szaraka, czy pojedynku bez kul. I w tym sensie można zaryzykować stwierdzenie, iż „Trans-Atlantyk” stanowi nie tyle dialog z polskością, co z mickiewiczowską wizją cnót made in Poland.

I można by tak wymieniać jeszcze długo, gdyż w istocie „Trans-Atlantyk” jest lekturą, której przesłanie wykracza poza ramy jednej kultury. I chociaż trudno nie odnieść wrażenia, iż w swej powieści Gombrowicz bawi się polskością, by uzyskać [i zapewnić czytelnikowi] w stosunku do niej zdrowy dystans, wskazując i obnażając kompleksy polskiego ducha, zamykanie tej lektury w tak ciasnych ramach byłoby dla niej krzywdzące. I choć sam autor w przedmowie do powieści zapewnia, iż wszelkie zarzuty pod jego adresem, jakoby spotwarzał Polskę i jej tradycję są chybione, ponieważ nie śmiałby pisać o całym kraju, a jedynie o swoich osobistych doświadczeniach, trudno nie zareagować na takie zapewnienie uśmiechem.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Księga Luster

A gdyby tak Harry Poter był dziewczyną, a książkę nie napisałaby Rowling tylko Feber? Czy byłaby Fajna? czy mogłaby się równie dobrze spodobać? Odpow...

zgłoś błąd zgłoś błąd