Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Traktat o łuskaniu fasoli

Seria: Proza
Wydawnictwo: Znak
7,81 (1597 ocen i 150 opinii) Zobacz oceny
10
228
9
416
8
322
7
371
6
120
5
78
4
18
3
25
2
6
1
13
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
832400680X
liczba stron
400
język
polski

Dziesięć lat po "Widnokręgu" - nowa wielka powieść Wiesława Myśliwskiego. Bohater "Traktatu..." w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza podczas jednego dnia spędzonego na wspólnym łuskaniu fasoli dokonuje bilansu całego życia. Opisuje traumatyczne przeżycia z czasów wojny, okres młodzieńczych złudzeń i pasji, lata "nauki i wędrówki", poszukiwanie zarobku na obczyźnie, wreszcie -...

Dziesięć lat po "Widnokręgu" - nowa wielka powieść Wiesława Myśliwskiego.

Bohater "Traktatu..." w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza podczas jednego dnia spędzonego na wspólnym łuskaniu fasoli dokonuje bilansu całego życia. Opisuje traumatyczne przeżycia z czasów wojny, okres młodzieńczych złudzeń i pasji, lata "nauki i wędrówki", poszukiwanie zarobku na obczyźnie, wreszcie - powrót do kraju. Misternie skonstruowana,przeplatająca perspektywy czasowe powieść jest próbą przeniknięcia ukrytych sensów ludzkiego losu. Autor usiłuje odkryć relacje pomiędzy przypadkiem i przeznaczeniem, istnieniem autentycznym i pozornym, zwykłym życiem i szaleństwem.

"Traktat o łuskaniu fasoli" to wielka powieść metafizyczna. Mistrzostwo Myśliwskiego polega na tym, że drążąc Tajemnicę, nie szuka on łatwych rozwiązań ani pocieszenia. Nakazuje ponawiać najważniejsze pytania z odwagą i pełną świadomością, że na wiele z nich nie otrzymamy odpowiedzi.

"Takiego traktatu młody człowiek nie napisze" - tym zapewnieniem otwierał swój "Traktat teologiczny" Czesław Miłosz. Słowa te z równym powodzeniem odnieść można do "Traktatu o łuskaniu fasoli" Wiesława Myśliwskiego. Powieść tego kalibru artystycznego i myślowego mogła wyjść jedynie spod pióra "starego mistrza", człowieka dysponującego życiowym doświadczeniem i płynącą z niego mądrością. Nieomylny instynkt pisarski pozwala mu to, co doświadczone i przemyślane, przekształcić w wybitne dzieło literackie - przemawiające także do młodego czytelnika.

 

pokaż więcej

książek: 468
Kasia | 2012-01-16
Na półkach: Przeczytane

"Anty-traktat o łuskaniu fasoli
(pisany w styczniu 2009 roku przez dwudziestotrzylatkę)"


Takiego anty-traktatu starszy człowiek nie napisze, nie ma co nawet o tym marzyć. Nie oszukujmy się: łączy nas dziedzina literatury, jednak wszystko, co w jej obrębie, dzieli nas o całe pięćdziesiąt cztery lata przemijania. Wiesław Myśliwski został bowiem powołany do literatury w 1932 roku, ja w 1986. Mamy styczeń ’09, w którym próbuję zrozumieć sposób postrzegania – postrzegania wpisującego się w przeszłość – świata przez narratora „Traktatu o łuskaniu fasoli”. To tak, jakby usiłować pojąć świat Mickiewicza bądź Mrożka. Wszystko to przeszłość, dawna lub mniej dawna.
Jest styczeń ’09. Mam dwadzieścia trzy lata. „Traktat…” liczy 400 stron bez jednej. Jest ładnie oprawiony i ciężki, jeśli postrzegać go w kategoriach materialnej realizacji. Zdobył też literacką nagrodę NIKE Anno Domini 2007. Jednakże bądźmy szczerzy co do zawartości książki. Z punktu widzenia młodości jawi się jej treść jako gadanie starego dziadka właściwie o niczym konkretnym, gadanie rozwleczone jak stary sweter, z fabułą podziurawioną dygresjami, połataną tysiącem wątków i tematów, pozbawioną satysfakcjonującej pointy.
Oto zarys konstrukcyjny fabuły: gadanie o tym, co podczas wojny, dygresje, po wojnie, dygresje, podczas wojny, dygresje, przed wojną, dygresje, dygresje, dygresje. Litości! My mamy literatury o wojnie w jakiejkolwiek postaci po dziurki w nosie! Katowano nas tym w szkole, zaprawdę katowano nas niemiłosiernie. Mnóstwo w tej katordze tematycznej Myśliwskiego aforystycznego kiczu, który w swej sporej dawce i natężeniu urasta do monstrum moralizatorstwa w nudziarskim wydaniu. I nas od samego urodzenia moralizowano za pomocą „aforystycznych” porównań do grzeczniejszych, mądrzejszych, bardziej ulizanych – chciano nas wykoślawić w chodzące ideały, w alfy i omegi. Tymczasem literatura była dla nas sposobem wyzwolenia się z moralizatorskich kajdan, oddechem „Traktat…” w pewien sposób z powrotem nas w te kajdany zakuwa:
Nie tak, o niech pan popatrzy tu, na moje ręce.
Kiedy ludzi może coś podzielić, zawsze się podzielą.
Świat jest taki, jak Bóg opisał, a nie jaki człowiek widzi.
Brzytwę należy dobrać do swojej brody, wtedy najlepiej się goli.
Młody nie ma tej cierpliwości, której nabiera się z doświadczeniem.
I tak w koło Macieju przez 400 stron bez jednej. Nie chcemy tych łańcuchów, bo podczas lektury duszą nas i złoszczą, po przeczytaniu tylko śmieszą. Niestety, tak się dzieje, gdy autor próbuje na siłę wpakować w książkę tyle mądrości, ile wlezie. A my mamy naszą mądrość – dwudziestotrzyletnią. Natomiast mądrość Myśliwskiego, funkcjonująca w odległej przeszłości, jest nam obca, lecz bardziej niż o czas, chodzi w tym przypadku o obróbkę literacką, w jaką została ona ujęta. Coś jest w „Traktacie…” nie naszego, nie tylko przeszłość dawna, bardzo dawna. W tej mądrości bardziej od posmaku aforystycznego kiczu irytuje zbratana z nim wyrafinowana pokora, będąca alibi na zjedzenie wszystkich rozumów przez narratora. A co on myśli, że my – młodzi – tych rozumów nie zjedliśmy?! Bzdura! Pożarliśmy je już w czasach licealnych, kiedyśmy zaczynali pytać o sens naszej egzystencji, którą prędzej czy później powali nowotwór, którą już teraz nęka nerwica lękowa naprzemiennie z zaburzeniami łaknienia. Pytaliśmy i kołataliśmy o sens życia.. I na długo jeszcze przed lekturą „Traktatu…” poprzez pisma Dostojewskiego, Tołstoja, wielkiej literatury rosyjskiej doszliśmy do odpowiedzi zaskakującej: człowiek nie powinien pytać o sens życia, lecz raczej przyjąć do wiadomości, że to on jest o to pytany przez życie i w ciągu wypożyczenia od biologii na czas określony materialnego ciała (nękanego przez nerwicę lękową, zaburzenia łaknienia…), ma życiu na to pytanie udzielić przyzwoitej odpowiedzi. I z tą świadomością bawiliśmy się nad „Traktatem…” kosmykiem włosów, pisaliśmy sms-y, jedliśmy słone orzeszki, wymiotowaliśmy słonymi orzeszkami. Ziewaliśmy i tęskniliśmy za mądrością na miarę Dostojewskiego, Tołstoja…
„Traktat…” nie wniósł nic ważnego do naszego życia. Nie znaleźliśmy tu odpowiedzi na dręczące nas pytania. Z kolei rozpatrywany w kategoriach stricte literackich nie urzekł naszych recenzenckich serc. No ba, nawet nie starał się do nich zapukać.
Za co w takim razie nagroda NIKE przyznana Anno Domini 2007? Za warsztat, doskonałą gawędę, mądrość, interesującą fabułę traktującą o wojennych tragediach, wielki talent autora, za autorytet w końcu! Nic nie znaczy, że młodzi zasypiali nad książką, wszak w Polsce kanon tworzy pokolenie Myśliwskiego, bądź kuzyni i koledzy nieco młodsi od niego. A my – młodzi – jeśli nie jesteśmy ich wnukami lub chociażby ubogimi krewnymi, w środowisku krytyków niestety nie istniejemy. W literaturze nie istnieje również nasza tragedia nerwicy lękowej i zaburzeń łaknienia.
Reasumując: jest styczeń ’09. Mam dwadzieścia trzy lata. „Traktat…” liczy 400 stron bez jednej. Jest ładnie oprawiony i ciężki. Zdobył też literacką nagrodę NIKE Anno Domini 2007, a jego autor jest pisarzem niezwykle utalentowanym.
Mam gdzieś ten autorytet.

PS Takiego anty-traktatu starszy człowiek nie pojmie, nie ma co nawet o tym marzyć…

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Miłość

Karpowicz to ponoć fenomen, a ja mam to do siebie ze fenomenom nie ufam (może to przez to, że nigdy nie rozumiałem Husserla). No bo spójrzmy na rzecz...

zgłoś błąd zgłoś błąd