Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziewczyna, która igrała z ogniem

Tłumaczenie: Paulina Rosińska
Cykl: Millennium (tom 2)
Wydawnictwo: Czarna Owca
8,14 (25146 ocen i 1535 opinii) Zobacz oceny
10
4 328
9
6 025
8
7 374
7
5 105
6
1 480
5
572
4
112
3
112
2
20
1
18
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Flickan som lekte med elden
data wydania
ISBN
9788375540901
liczba stron
704
język
polski

Inne wydania

W kolejnej, po "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet", części trylogii Millennium główną bohaterką jest Lisbeth Salander. Seria dramatycznych wypadków wywołuje u Lisbeth wspomnienia mrocznej przeszłości, z którą raz na zawsze postanawia się rozprawić. Dwoje dziennikarzy, Dag i Mia, docierają do niezwykłych informacji na temat rozległej siatki przemycającej z Europy Wschodniej do Szwecji...

W kolejnej, po "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet", części trylogii Millennium główną bohaterką jest Lisbeth Salander. Seria dramatycznych wypadków wywołuje u Lisbeth wspomnienia mrocznej przeszłości, z którą raz na zawsze postanawia się rozprawić.

Dwoje dziennikarzy, Dag i Mia, docierają do niezwykłych informacji na temat rozległej siatki przemycającej z Europy Wschodniej do Szwecji ludzi wykorzystywanych w branży seksualnej. Wiele zamieszanych w to osób piastuje odpowiedzialne funkcje w społeczeństwie.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarna Owca, 2009

źródło okładki: http://www.czarnaowca.pl

pokaż więcej

książek: 285
Koval | 2012-05-15
Przeczytana: 14 maja 2012

Druga część trylogii Stiega Larssona opowiada dalszy ciąg historii, w której głównymi bohaterami są dziennikarz Mikael Blomkvist oraz hakerka Lisabeth Salander. Z powodu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje ona oskarżona o szereg zbrodni, które – co dla niej typowe, mając na uwadze jej charakterystykę z pierwszego tomu – jest zmuszona wyjaśnić sama. Nie wierząc w winę Salander, Blomkvist angażuje „Millennium” do prywatnego śledztwa, dawna firma Salander (Milton Security) próbuje wyjaśnić to i owo na własną rękę, a dodatkowo policja i organy ścigania organizują własny pościg za mordercą. Jest to interesujący zabieg ze strony autora, gdyż dzięki temu czytelnik ma możliwość spojrzenia na całą intrygę niejako z kilku różnych punktów widzenia. Oczywiście każda strona badająca sprawę dochodzi do różnych wniosków: niekiedy się one pokrywają, ponieważ oparte są na tych samych dowodach rzeczowych, a czasami prowadzą na manowce. Plus dla Larssona za ciekawy sposób narracji.

Z resztą nie jest już tak dobrze, ale zacznijmy od pozytywów.

Przede wszystkim fabuła. Opowiadana historia jest – podobnie jak w poprzednim tomie – naprawdę pokręcona i potrafi zainteresować. Początkowy problem morderstwa wydaje się błahy w porównaniu do końcowej intrygi, która czeka na rozwiązanie. O ile najpierw wydaje nam się, że to niejako wewnętrzna sprawa redakcji „Millennium”, to pod koniec zaangażowane mamy już organy ścigania, ważne osobistości (np. ze świata medycznego dr Peter Teleborian), dawnych pracowników tajnych służb, a gdyby przyjrzeć się klientom korzystającym z nielegalnych usług opisywanych przez dwójkę reporterów „Millennium” to na dobrą sprawę także sfery rządowe. Intryga zatacza coraz szersze kręgi, co samo w sobie jest wymarzonym scenariuszem do ekranizacji.

Aby nie utonąć w samych intrygach, w książce nie brakuje również akcji podczas ich rozwiązywania. Mamy tu prowadzone równolegle różne śledztwa (plus za ukazanie metod pracy policji szwedzkiej: niby nic niezwykłego, ale jest to pewien smaczek), poszukiwania ciągle znikającej Salander, rozterki osób znanych z pierwszego tomu, który muszą się opowiedzieć po którejś stronie czy wreszcie tajemniczą przeszłość samej Lisabeth, która bez wątpienia stanowi główną postać w drugiej tomie trylogii. To wokół niej kręci się wszystko i niemal wszystkie działania pozostałych bohaterów są jej podporządkowane. Znając ją z poprzedniej części oraz jej podejście do różnych spraw na pewno nie można narzekać na nudę podczas czytania, gdyż Salander radzi sobie z problemami na swój własny sposób. Może niezbyt etyczny czy moralny, ale na pewno skuteczny.

Moje zastrzeżenia budzi kilka spraw: kreacja bohaterów, świat przedstawiony oraz strona techniczna powieści. Niestety, niedociągnięcia i wady, o których wspominałem przy okazji recenzji pierwszego tomu, w drugim tylko się pogłębiły i jeszcze mocniej dają o sobie znać.
Przede wszystkim główna bohaterka. Zrozumiały jest zabieg autora chcącego przedstawić genialną osobę, o pewnych talentach niedostępnych dla zwykłych ludzi, lecz – w myśl zasady, że nie ma osób idealnych – obarczoną problemami wynikającymi z jej aspołeczności i totalną nieumiejętnością funkcjonowania w normalnym kraju. Wygląd, zachowanie, własna „moralność” – wszystko to sprawia, że Salander jest przez wielu uznawana za kogoś niezrównoważonego czy wręcz wariatkę. Kiedy dochodzą do tego morderstwa, w które zostaje zamieszana wbrew swojej woli, mamy już pełny obraz psychola biegającego z bronią po Sztokholmie i zabijającego kogo popadnie. Tymczasem okazuje się, że sprawa nie przedstawia się tak jednostronnie i Lisabeth potrafi jednak wykrzesać z siebie jakieś drobiny ludzkich uczuć i przynajmniej stara się nikomu nie wadzić. Świetnie pokazuje to śledztwo prowadzone w wiadomej sprawie, kiedy to funkcjonariusze zbierają informacje o głównej podejrzanej. Blomkvist, Armanski, Mimi (bliscy znajomi Salander) przedstawiają jej obraz diametralnie różny od tego opisanego w kartotekach policyjnych i kartach lekarskich.

Moim zdaniem autor jednak przegiął i stworzył postać kobiecego Rambo. Być może przeciwwaga w postaci społecznego niedopasowania jest za słaba (tak jak i teoria o jej rzekomej rzadkiej chorobie, bez skutków ubocznych), ale kiedy czyta się o dwudziestopięciolatce, która biegle posługuje się bronią palną, jest super-wysportowana, trenowała sztuki walki, jest mega-pomysłowa i nigdy nie traci rezonu (no, może jeden jedyny raz przy spotkaniu po dłuższej nieobecności Palmgrena, jej pierwszego opiekuna przydzielonego z urzędu) na usta wkrada się ironiczny uśmieszek. Nie wspominając już o sztuce genialnego kamuflażu i wybitnym aktorstwie zdolnym przekonać pracowników banku czy różnego rodzaju urzędników. Oczywiście do tego jest genialną hakerką zdolną pokonać zabezpieczenia każdego systemu, włamującą się do sieci komputerów redakcji „Millennium” czy Milton Security. Za dużo tego jak na jedną osobę, co dla mnie osobiście stanowi poważny minus. Szczytem tego jest jedna z końcowych scen (tutaj SPOILER), kiedy to Salander dostaje trzy (!) kulki (w tym jedną w głowę), a mimo to znajduje siły aby samodzielnie się wykopać spod ziemi, iść (!!), zadawać ciosy siekierą i gdyby się dało, to pewnie jeszcze by wróciła samochodem do domu. Litości, panie Larsson!

Druga sprawa to przedstawienie szwedzkiego społeczeństwa, a raczej środowisk głównych bohaterów. Mamy tu powszechne rozpasanie, kulawą moralność, a obyczajowość idzie sobie w krzaki. Nie wiem czy Szwedzi są naprawdę tak wyzwolonym narodem czy autor to podkoloryzował na potrzeby powieści, ale wydaje się pisać o tym całkiem poważnie. Największe wrażenie robi oczywiście Lisabeth Salander, która na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie osoby z marginesu społecznego choć można na to przymknąć nieco oko, ponieważ sporo przeszła, a do tego żyje niejako obok społeczeństwa. Inaczej sprawa wygląda z Blomkvistem i Eriką Berger, głównymi figurami redakcji „Millennium”. Pomimo tego, że oboje mieli małżonków, nie zrezygnowali z romansu. Z czasem małżeństwo Mikaela z tego właśnie powodu się rozpadło, a z kolei mąż Eriki nie widział niczego złego w tym, aby nie on, ale inny facet zajmował się jego żoną (chodzi oczywiście o Blomkvista). Do tego dochodzi utrata dziewictwa przez Erikę w wieku 14 lat (o czym mówi wprost), co też nie brzmi najlepiej jak na panią redaktor tak znanego i renomowanego pisma jak „Millennium” chcącą budować swój wizerunek medialny. Nie lepiej jest z Salander, która już w pierwszym rozdziale korzysta sobie z usług szesnastolatka. Oczywiście nie każdego musi to razić, bo być może Szwedzi mają inne podejście do spraw współżycia i ich to specjalnie nie bulwersuje.

Problemem jest także budowa samej powieści, a dokładnie warsztat autora. Przez całą niemal książkę przewijają nam się powtórzenia, urywki wydarzeń z pierwszego tomu, co jest irytujące. Zrozumiałbym dwa, trzy napomknięcia słowem wyjaśnienia albo dopowiedzenia pewnych niuansów fabuły (np. o Bjurmanie), ale tutaj jest tego stanowczo za dużo. Nie wiem czy Larsson chciał tym sposobem ułatwić sprawę osobom, które zabrały się za drugi tom, nie znając treści pierwszego? Jeśli tak, to w dużej mierze mu się to udało.
Podobnie razi nadmierna drobiazgowość w opisach. O ile w poprzednim tomie krajobrazy szwedzkiej prowincji mogły być urzekające, o tyle tutaj zdecydowanie zbyt często autor skupia się na szczegółach. Fragment z książki: „[Salander] Dowlokła się do 7-Eleven, gdzie kupiła szampon, pastę do zębów, mydło, kefir, mleko, żółty ser, jajka, chleb, mrożone bułki cynamonowe, kawę, herbatę ekspresową Lipton, ogórki konserwowe, jabłka, duże opakowanie Billy’s Pan Pizza i karton marlboro light”. Takie przydługawe wyliczanki zdarzają się nie raz i nie pięć, co skutecznie denerwuje, gdyż nic one nie wnoszą do akcji, ale dzięki nim jesteśmy na bieżąco np. z zakupami głównej bohaterki.

Inną poważną wadą książki jest to, że w moim odczuciu powieść balansuje na granicy literatury feministycznej. W pierwszym tomie nie było to tak może widoczne, ale już w drugim – gdzie autor bardziej skupia się na sylwetkach postaci kobiecych (Salandser, Berger, Mimi, Sonja Modig i inne) – już razi. Najprawdopodobniej wychodzi tu powszechna na zachodzie „tolerancja”, pod której płachtą walczą współczesne feministki o lepszy świat. Mniejsza o to, że w policyjnym śledztwie przeciwko Salander musi brać udział kobieta (ma kwalifikacje – w porządku), a tematem doktoratu jednej z pracownic „Millennium” jest seks-handel (reportaż na tematy społeczne – niech będzie). Gorzej kiedy pokazuje się mężczyzn, którzy nie są tak wyzwoleni albo nie zgadzają się (mniej lub bardziej) na pewne postulaty szerzone wśród „nowoczesnych” kobiet, jako w jakimś stopniu ułomnych. Począwszy od Blomkvista (którego Erika Berger w żartach, ale jednak, chciała wyzwać od homofobów, bo jest „stuprocentowym hetero” i nie zgodziłby się na trójkącik, który jej się marzy) przez pracowników dawnej firmy Salander – Milton Security oraz głównych zbirów aż po całkowitego zwyrodnialca Bjurmana. Ponadto często w książce pojawiają się hasła walki o równouprawnienie kobiet, znęcanie się nad nimi (to jakby motyw przewodni), wykorzystywanie i wyzyskiwanie. Być może autor chciał zwrócić uwagę na pewien społeczny problem, który bez wątpienia istnieje, jednak poszedł w tym za daleko. Okazuje się bowiem, że w rzeczywistości kobiety są nieustannie dręczone i poniżane przez mężczyzn, boją się do tego przyznać i jedynym prawdziwym wzorcem jest silna, stanowcza i samodzielna kobieta, która potrafi o siebie zadbać nierzadko lepiej niż mężczyzna. Kiedy do tego dowiadujemy się jaki to świat jest pełen męskich świń i to od różnych bohaterów przy różnych okazjach to aż chce się wyć w czasie czytania książki.

Pozostają także pewne drobiazgi, które nie wpływają na całokształt, ale mnie osobiście zwróciły uwagę. Chodzi tu o pewne szczegóły, które stawiają realizm książki na bakier ze zdrowym rozsądkiem i jest to np. znajomość przez Blomkvista twierdzenia Fermata (może takich rzeczy uczą w szkołach w Szwecji, ale żeby facet w wieku czterdziestu-kilku lat nadal to pamiętał…) czy pewne działania Salander jak własnoręczne uniesienie na linie mężczyzny tak na oko dwa razy cięższego niż ona albo pokonanie w bójce dwóch harleyowców z bronią lub też własnoręczne naprawienie motocykla (ach, ta jej samodzielność…).

Podsumowując. Książka jest dobra jako typowe czytadło. Sporo akcji i ciekawa fabuła powinny zainteresować na tyle, aby nie czuć niedosytu po lekturze, ale poziom całości jest niestety niższy od pierwszego tomu. Sukces trylogii Larssona przypisałbym z jednej strony ukazaniu silnych, zdecydowanych i samodzielnych kobiet, które potrafią o siebie doskonale zadbać co tak bardzo się podoba współczesnym kobietom, a dla męskiej części czytelników chyba jedynie rozpasanej erotyce i opisach nagiej Salander spacerującej po mieszkaniu. Zobaczymy, co też przyniesie trzeci – i ostatni – tom cyklu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Małżeńska fuzja

Historia miłosna napisana z przymrużeniem oka. Kobiety w każdej części są mocno zmotywowane i mają jasno określony cel, a mężczyźni są przystojni, moc...

zgłoś błąd zgłoś błąd