Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Bursztyn i żelazo

Tłumaczenie: Dorota Żywno
Cykl: Mroczny uczeń (tom 2) | Seria: Dragonlance [Zysk i S-ka]
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
6,75 (52 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
4
8
5
7
20
6
9
5
9
4
0
3
2
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8375061604
liczba stron
357
słowa kluczowe
Dragonlance, fantasy
język
polski

Świat Krynnu zmienia się gwałtownie i nawet bogowie mogą zostać zaskoczeni. A jeśli dotyczy to bogów, jaką szansę może mieć zwykły śmiertelnika Pochwycona przez siły, którym nikt nie mógłby stawić czoła, mała, lecz zdecydowana na wszystko gromadka poszukiwaczy przygód zbiera się, by podjąć rozpaczli

 

źródło opisu: Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2008

Brak materiałów.
książek: 6623

//Opinia do przeczytania również na: http://kaginbooks.blogspot.com/2016/11/bursztyn-i-zelazo-margaret-weis.html

Nie ukrywam. DragonLance do mnie nie chce przemówić, nie chce dać mi się pokochać.
Nie i basta!
Nie ważne, co bym zrobiła, wielkie, soczyste "NIE" stoi na straży. To nic - serię i tak chcę skompletować... kiedyś ;)
Ale do rzeczy.
Oto, przed nami, drugi tom trylogii "Mrocznego ucznia" (który, oczywiście, w Polsce wydano tylko w dwóch tomach, trzeci, klasycznie, zaginął w praniu). Co się tu nie dzieje, ło panie! Klękajcie narody, albowiem autorka poleciała radośnie po fantazji swojej i fanów. Czego to tu nie było.... Na mój gust, nieco za wiele, zbyt przekombinowałe, zbyt wymyślne i... momentami ewidentnie brakowało pomysłu, jak fabułę pchnąc w przód.
Brat Rhysa podróżuje dalej, w stronę wyznaczonego punktu, bogowie spiskują przeciw sobie w sposób prawie, że absurdalny, Mina na szczęście na moment zostaje "zepchnięta" na boczny tor i nie jest już główną osią, wokół której wszystko się rozgrywa... Ale może po kolei, póki nie wprowadzę większego zamieszania.
Lleu - jeden z Ukochanych boga śmierci, Chemosa, zbiera powoli koszmarne żniwo. Momentami jest to tak naiwne, że aż boli, w jaki sposób to robi. Poza tym, zaczyna się robić męczącym fakt, że trup chodzi, myśli (dobra, w zasadzie przestaje myśleć), zbiera kolejnych wyznawców i tyle. I w zasadzie nie można go zabić. Znaczy, można, ale sposób jest dość... specyficzny. Rhys, Pokrzyk (zasługuje w tej części na uznanie, faktycznie, jest interesującą postacią) i Atta (wybaczcie, że to napiszę, ale to cud, że ten pies żył momentami) podążają jednak cierpliwie za Lleu, szukając sposobu na pozbycie się problemu. Gdy już im się to udaje, trafiają w łapy minotaurów (co było dla mnie bardzo głupim sposobem prowadzenia dalej fabuły, ale niech będzie), w wyniku różnych komplikacji trafiają do pałacu, w którym miała urzędować Mina. A co z nasza laleczką? Siedzi sobie w więzieniu, z którego w końcu udaje się jej uciec i ma na głowie problem natury: ja go kocham, ale on mnie nie kocha. Tak, dokładnie tak, zgadliście - znów wracamy do punktu wyjścia i z praktycznie wszechmocnej Miny mamy słabą i załamaną, i kombinującą, jak w zasadzie to wszystko obejść tak, by było na jej... Chyba najciekawszym - le bardzo słabo rozwiniętym - był wątek bogów, podwodnej twierdzy...Tak, te dwa punkty były dość słabe. Jak zwykle, Morska Wiedźma zachowywała się jak rozkapryszona nastolatka a bogowie magii wydawali się być tacy... miałcy i nijacy, no....
Ogólnie, szału nie ma, pośladków nie urywa. jest to dobra, lekka fantastyka, którą przyjemnie jest wypełnić jeden dzień, oderwać się od obowiązków i pozwolić sobie na chwilę zapomnienia w kompani naiwnej, prostej i momentami bez polotu. A co do polotu... sporym - i to na plus - zaskoczeniem była dla mnie już tylko sama końcówka. Przyznaję się, że autorce udało się mnie zaskoczyć, bo jak wcześniej wszystko wydawało się proste i przewidywalne, tak tu... Ale cicho sza, nie może się wydać, że udało się mnie czymś zaskoczyć w DragonLance, ok? ;)
Nie jest źle, jak mówiłam. Fantastyka nieco przeciętna, prosta i lekka. Po którą pewnie znów kiedyś, w przyszłości - sięgnę. ;)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ciało niczyje

Specyficzna książka, momentami bardzo wciągająca i ciekawa, ale potrafiła się też dłuzyć. Pełna cytatów o życiu i miłości. Najbardziej polubiłam posta...

zgłoś błąd zgłoś błąd