Tylko martwi nie kłamią

Cykl: Hubert Meyer (tom 2)
Wydawnictwo: Muza
6,83 (3426 ocen i 472 opinie) Zobacz oceny
10
162
9
209
8
634
7
1 131
6
811
5
287
4
95
3
57
2
24
1
16
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328701694
liczba stron
608
język
polski
dodała
Ag2S

Profiler policyjny musi rozwikłać zagadkę śmierci śmieciowego barona, którego ciało znaleziono w jednej z katowickich kamienic. Wszystkie poszlaki wskazują na biznesowe porachunki, ale Hubert Meyer czuje, że sprawa może mieć związek z morderstwem sprzed 17 lat.

 

źródło opisu: http://muza.com.pl/

źródło okładki: http://muza.com.pl/

Brak materiałów.
książek: 225
Elżbieta | 2017-05-08
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: maj 2017

Oj, coś nie lubi pani Bonda ani naszych organów ścigania, ani wymiaru sprawiedliwości. Z książki wyłania się mało pozytywny obraz policji i prokuratury. Wychodzi na to, że jeśli nie mają do czynienia z tzw. ubojem gospodarczym, gdzie sprawca jest ewidentny i najlepiej sam się do razu przyznaje do winy, to dochodzenie prawdy idzie im opornie.

Trzej główni bohaterowie to pracownicy tych szacownych instytucji, przy czym:
- policyjny psycholog, choć rzekomo specjalista wysokiej klasy i naprawdę dobry fachowiec, to w życiu prywatnym okazuje się wyjątkowo mało wiarygodny i nieodpowiedzialny (notorycznie zapomina o swoich rodzicielskich obowiązkach, pożyczony samochód niszczy i nie czuje specjalnej skruchy z tego powodu), natomiast fragmenty z kabrioletem, który zostaje nie bez pewnej racji zakwalifikowany jako typowo kobiecy, choć może zabawne, to jednak dość infantylne i jego reakcje bardziej pasują nastolatkowi niż dorosłemu facetowi (i to psychologowi na dokładkę);
- pani prokurator choć ponoć doskonała w swoim fachu i tysiące kruczków prawnych ma w jednym palcu, to swojemu byłemu mężowi daje się wodzić za nos niczym małe dziecko i to do tego stopnia, że nie podejmuje praktycznie walki o własnego syna, czy pozwala się uwikłać w jakieś mętne interesy, żeby nie powiedzieć zwykłe oszustwa finansowe; słowem: prawo zna, ale z zadziwiającą łatwością ulega szantażowi i nie próbuje wybrnąć z tej matni z użyciem mniej lub bardziej legalnych środków; przebudzenie następuje gdzieś tak pod koniec książki i nagle okazuje się, że to, co było latami niewykonalne, można zrobić ot tak, praktycznie z miejsca…;
- główny dochodzeniowiec katowickiej policji wydaje się w tym gronie postacią najbardziej sympatyczną, ale autorka mocno przesadziła czyniąc go niezwykle odpornym na wszelkie technologie (w postaci telefonów komórkowych, komputerów, internetu), wydaje się to zwyczajnie mało wiarygodne; do tego, no cóż powiedzieć to trzeba jasno, nie jest to osoba specjalnie rzutka i sposób prowadzenia śledztwa przez niego wydaje się dość osobliwy- naginanie faktów do stworzonych przez siebie teorii jest nagminne, nie ma go przy przesłuchiwaniu części świadków, a raportami/ bądź nagraniami z owych sesji nie wydaje się zainteresowany, do rozmów z podejrzanymi o maczanie palców w zbrodni wysyła prokuratora i policyjnego psychologa, przy czym nie otrzymuje pełnych informacji o tym, czego się ta dwójka dowiedziała i o szczegółach dowiaduje się dopiero po jakimś czasie, przy okazji zwykłej rozmowy….

Sam udział profilera w dochodzeniu też jest dla mnie nie do końca jasny- do niedawna byłam przekonana, że skupia się on na analizie miejsca zbrodni i co najwyżej na rozmowach z osobami z bliskiego otoczenia ofiary, tymczasem w książce psycholog (przynajmniej do pewnego momentu) głęboko angażuje się w śledztwo, łącznie z jeżdżeniem po Śląsku i szukaniem powiązań ofiary z przestępstwami sprzed lat. Uznałabym to za pewien standard, przyznając się tym samym do tego, że miałam błędne wyobrażenia o jego pracy, gdyby nie fakt, że znienacka Meyer wycofuje się z czynności dochodzeniowca. Po napisaniu profilu, tak prozaicznie zabiera swoje zabawki i idzie się bawić do innej piaskownicy. Dziwne to trochę i tyle….

Generalnie książka wydaje mi się nierówna. Większa część opisuje prowadzone śledztwo bardzo drobiazgowo i doskonale się to czyta, potem autorka schodzi na prywatne życie bohaterów (miejscami mamy naprawdę fajne kawałki np. z Szerszeniem i jego żoną, zdecydowanie słabsze są te erotyczne), a zbrodnia i jej sprawcy schodzą na dalszy plan. A potem pani Bonda naprędce kończy opowieść dosłownie podając rozwiązanie na talerzu, przy czym czytelnik nie ma żadnej możliwości, aby samemu dojść do rozwiązania. Oczywiście, domyślać się możemy, ale brakuje jakiejś wyraźnej wskazówki, bodaj jednego szczegółu, który pozornie nieistotny jednoznacznie wskazałby winnego. W każdym razie w końcówce mamy takie nagromadzenie faktów, że w głowie może się zakręcić i po prawdzie, to z radości, że dotrwałam do końca, nawet nie chciało mi się analizować, czy to wszystko było sensowne i logiczne….

Przeczytałam, ale jakoś tak bez fajerwerków.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Szkarłatna głębia

Jak tak można! Wysłać świetnego Abella na emigrację do Holandii?! Zanim padnie Westerplatte można byłoby rozwiązać jeszcze sto zagadek kryminalnych z...

zgłoś błąd zgłoś błąd