Elżbieta 
Wielbicielka książek oraz mocnej, czarnej herbaty.
39 lat, kobieta, Częstochowa, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 5 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-11 23:06:51
Ma nowego znajomego: dreamer08
 
2018-12-11 22:14:33
Ma nowego znajomego: betsy
 
2018-12-11 21:37:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książka jakich wiele w ostatniej dekadzie pojawiło się na polskim rynku.
Nie chcę przez to powiedzieć, że jest zła, tyle tylko, że wszystkie te historie oparte na faktach autentycznych mają mniej więcej taki sam scenariusz. Piękny początek, gorące uczucie, romantyczny książę na białym koniu (no, akurat w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z prawdziwym księciem, szastającym kasą na...
Książka jakich wiele w ostatniej dekadzie pojawiło się na polskim rynku.
Nie chcę przez to powiedzieć, że jest zła, tyle tylko, że wszystkie te historie oparte na faktach autentycznych mają mniej więcej taki sam scenariusz. Piękny początek, gorące uczucie, romantyczny książę na białym koniu (no, akurat w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z prawdziwym księciem, szastającym kasą na prawo i lewo), który prawi piękne słówka i koniec, który niestety rzadko kiedy jest happy endem.
I za każdym razem, kiedy zdarza mi się czytać o takich perypetiach nie mogę się nadziwić naiwności i lekkomyślności kobiet, które potem użalają się nad swoim losem. Sęk w tym jednak, że sporą część nieszczęść właściwie same na siebie ściągnęły. Wprawdzie głupota ofiary nie jest usprawiedliwieniem kata, ale nie czarujmy się, dawanie drugiej, trzeciej, czy nawet czwartej szansy człowiekowi, który wielokrotnie haniebnie zawiódł zaufanie bohaterki i udowodnił nie raz, że nie interesuje go nic więcej poza własną osobą, to istne proszenie się o kłopoty. Nie ukrywam, że mnie znudziło samo czytanie o tym, jak saudyjski książę kolejny już raz urabia Candice, a przyznawanie się do tego, że robił to skutecznie, zwyczajnie irytowało.
Wtedy kiedy będąc na miejscu bohaterki nie chciałabym mieć z gościem nic więcej do czynienia, ona obawiała się, że już go więcej nie zobaczy, czy też usiłowała wyprawić go razem z córką na wakacje, w czasie, kiedy istniała realna szansa, że facet wywiezie dziecko bez wiedzy matki na drugi koniec świata- naprawdę ciężko ocenić to jako przebłyski zdrowego rozsądku. Z kolei, dobrowolny powrót do Arabii Saudyjskiej (wbrew radom rodziny, znajomym i podszeptom rozumu), gdzie jak sama dobrze wiedziała, jej status był właściwie żaden, a żydowskie pochodzenie mogły na nią ściągnąć solidne kłopoty, włącznie z karą śmierci, był wyczynem tak bezmyślnym, że wprost trudno to w cenzuralnych słowach skomentować.
Jedyna pociecha dla małej, że skoro już ugrzęzła w kraju niezbyt przyjaznym kobietom, to zawsze lepiej być w nim księżniczką, niż służącą….
Autor popsuł efekt końcowy wstępem, z którego od razu dowiadujemy się jaki był efekt starań o powrót dziecka do Francji oraz o „nieszczęśliwym wypadku” bohaterki.

pokaż więcej

 
2018-11-29 00:10:47
Ma nowego znajomego: Hekard
 
2018-11-28 21:06:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zdecydowanie nie mój klimat.
Do połowy książki akcja ogranicza się do tego, że główny bohater jeździ po całych nocach po mieście z towarem (bądź ściąga zaległą kasę za sprzedany wcześniej towar) i narzeka. Na miasto, na paskudną pogodę, na ludzi ogólnie. Czy to na własnych klientów, dzięki którym zarabia ogromne pieniądze, czy to na tych, którzy żyją „po bożemu”. Ci pierwsi to żałośni...
Zdecydowanie nie mój klimat.
Do połowy książki akcja ogranicza się do tego, że główny bohater jeździ po całych nocach po mieście z towarem (bądź ściąga zaległą kasę za sprzedany wcześniej towar) i narzeka. Na miasto, na paskudną pogodę, na ludzi ogólnie. Czy to na własnych klientów, dzięki którym zarabia ogromne pieniądze, czy to na tych, którzy żyją „po bożemu”. Ci pierwsi to żałośni niewolnicy swoich uzależnień i wygórowanych ambicji; ci drudzy z kolei są zwykłymi kretynami, którzy ciężko harują za grosze i guzik z tego mają. Wychodzi na to, że poza nim jednym w Warszawie nie ma jednego sensownie myślącego człowieka. Wszyscy to dziwki, złodzieje, ćpuny albo frajerzy. A w przypadku niektórych jednostek mamy kumulację.
W drugiej części następuje przyspieszenie, bo sprawy, które miały pod pełną kontrolą jednak się spod kontroli wymykają. I nasz super sprytny łowca nagle staje się ofiarą. Tyle, że mało przyjemne wydarzenia non stop przeplatane są przydługimi monologami naszego dilera, tudzież rozmowami z wyimaginowanymi postaciami (matką, dziennikarką radiową, etc.) albo opisami abstrakcyjnych snów. Niestety, nie wnoszą one nic odkrywczego do powieści. O tym, że w jego opinii Warszawa to brud, smród, syf i mogiła dowiedzieliśmy się już wcześniej i nie wiem, po co to powtarzać bez końca.
Dobrnęłam do końca, ale bardzo się zmęczyłam lekturą. Nie wiem, czy książka niesie jakieś przesłanie, bo ja żadnego się w nim nie dopatrzyłam. Bardzo możliwe, że przez to, iż często i skrupulatnie sprawdzałam ile stron mi jeszcze zostało do przeczytania. Co, jak powszechnie wiadomo, raczej nie zdarza się w przypadku wciągającej fabuły….

pokaż więcej

 
2018-11-25 23:17:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książka wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia. Fragmenty opowiadające o zderzeniu dwóch odmiennych kultur, sposobów myślenia, podejścia do spraw finansowych (tak dla nas oczywistych, jak choćby planowanie zakupów, oszczędzanie i utrzymywanie wydatków na poziomie nieprzekraczającym naszych przychodów) były naprawdę ciekawe. Reszta, zdecydowanie mniej.
Autorka, sama wychowana w kulturze...
Książka wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia. Fragmenty opowiadające o zderzeniu dwóch odmiennych kultur, sposobów myślenia, podejścia do spraw finansowych (tak dla nas oczywistych, jak choćby planowanie zakupów, oszczędzanie i utrzymywanie wydatków na poziomie nieprzekraczającym naszych przychodów) były naprawdę ciekawe. Reszta, zdecydowanie mniej.
Autorka, sama wychowana w kulturze religii wojującej, nieznoszącej sprzeciwu, piętnującej dociekanie prawdy, czy zadawanie jakichkolwiek pytań zachłystuje się kulturą Zachodu i z każdego innego wyznania (w gruncie rzeczy jest jej obojętne, czy to będzie katolicyzm, prawosławie, protestantyzm, czy wiara w latającego potwora spaghetti) chętnie uczyniłaby przeciwwagę dla islamu i radykalnych muzułmanów. Nawołuje więc hierarchów kościołów wszelakich do wysyłania misjonarzy, duchownych i wolontariuszy w dzielnice zamieszkałe przez muzułmanów i wymaga, aby wkradali się oni w łaski zagubionych i niewykształconych kobiet, aby namawiali je do zmiany wyznania, aby przekonywali je do uwierzenia w Boga miłości i pojednania, aby zrobili wszystko co w ich mocy, by te biedne, zagubione w wielkim świecie kobiety wreszcie porzuciły swoje błędne przekonania, zgubne zwyczaje, niepraktyczne i niewygodne stroje, słowem: odcięły się od swoich korzeni. I należy to wszystko robić na przekór chęciom, a nawet przy sprzeciwie tychże nawracanych owieczek. Ośmielę się jednak zapytać, czy takie nawracanie siłą nie będzie zaprzeczeniem idei, którymi tak bardzo się zachwyca pani Ayaan Hirsi Ali? Zresztą, nawracanie mieczem całych narodów nie jest nowym pomysłem, tyle tylko, że okazało się bardzo kosztowne i chyba jednak mało skuteczne…

Inna rzecz, która mnie zirytowała, to niewiedza odnośnie chrześcijaństwa. Gdyby autorka wczytała się w „święte księgi”, nauki doktorów Kościoła i dogmaty tak wychwalanych przez siebie religii, to odkryłaby, że w wielu miejscach są one wcale nie mniej restrykcyjne niż islam (szczególnie mocno widać to w określaniu roli i pozycji kobiety w społeczeństwie; tutaj różnice są praktycznie kosmetyczne) i fanatyczne przestrzeganie zapisanych w nich reguł nie jest ani miłe, ani przyjemne. Sęk w tym jednak, że większa część współczesnych narodów tego nie robi, odrzucając zapisy rodem z głębokiego średniowiecza i mniej lub bardzie skutecznie odcinając wpływ kościołów na życie polityczne. Reasumując, fakt, że życie w większości tzw. zachodnich krajów wygląda tak, a nie inaczej, to efekt zdroworozsądkowego, czasem może nawet mocno wybiórczego podejścia do wiary i religii, a nie jednego super wyznania o liberalnych zasadach. To nie dzięki jakiejś fenomenalnej religii, lecz tylko dzięki świeckości państw, możemy cieszyć się wolnością, której pani Ayaan Hirsi tak bardzo pragnęłaby dla całego świata.
Kolejna rzecz, której autorka nie pojmuje, to właśnie idea rozdzielności Kościoła i państwa. Pisarka podziwia całkowitą dowolność praktyk religijnych, czy też możliwość nieprowadzenia ich wcale, ale nie rozumie, że w takiej sytuacji wiara jest prywatną sprawą każdego człowieka. Po prostu nie można być neutralnym w sprawach religii i przekonań przy jednoczesnym wypieraniu stalą i ogniem islamu z Europy i USA, czy organizowaniu jakichś krucjat religijnych, do tego finansowanych ze środków publicznych. Jedno wyklucza drugie.

Nie wiem jak długo autorka żyje w strefie wpływów tzw. zachodniej cywilizacji, lecz widać wyraźnie, że jej mentalność i sposób pojmowania świata nie uległy znaczącym zmianom od czasu dzieciństwa, a wiedza na temat procesów, zmian ustrojowych i ruchów społecznych, jakie doprowadziły kraje Zachodu do stanu obecnego jest niewielka. Według niej powinniśmy przyjąć proste reguły: oko za oko, wet za wet, ogień zwalczać ogniem. Tyle, że wtedy będziemy dokładnie tacy sami, jak ci, z którymi walczymy… Jeśli do walki ze złem użyjemy wszystkich dostępnych nam środków, to czym się wtedy to nasze dobro będzie różnić od zła, które chcemy zwyciężyć?...
Rzecz jasna, współczuję kobietom, które ze względów religijnych, kulturowych, czy jeszcze innych doświadczają piekła na ziemi, ale jak pokazuje przykład Ayaan Hirsi Ali (ona i jej siostra zostały obrzezane na kategoryczne żądanie babki pomimo sprzeciwu ojca) często kobiety kobietom gotują nieciekawy los, będąc lepszymi strażniczkami swych córek, wnuczek i kuzynek niż mężczyźni. I jeśli one same nie zechcą nic zmienić, to pomoc udzielana im na siłę, tylko umocni je w swoich zacofanych przekonaniach.
Jedyną sensowną koncepcją, jaką wyczytałam w tej książce jest nawoływanie do edukacji. Nie wiem, czy uratuje to świat przed zalewem religijnych fanatyków, ale z pewnością utrudni im triumfalny pochód po zgliszczach zachodniej cywilizacji.
Lektura pouczająca, ale monotematyczna, trudna i miejscami lekko zawiewająca nudą, niestety.

pokaż więcej

 
2018-11-21 18:34:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

„Żywych i umarłych” można krótko opisać słowami: intrygująca fabuła, ciekawe tło obyczajowe i starzy znajomi w postaci Pii Kirchoff- Sandler i Oliviera Bodensteina oraz reszty zespołu z K-11 gwarantują dobrą zabawę. O ile, rzecz jasna, można się dobrze bawić przy lekturze kryminału, w którym trup ściele się naprawdę gęsto….
Początek sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia z szalonym...
„Żywych i umarłych” można krótko opisać słowami: intrygująca fabuła, ciekawe tło obyczajowe i starzy znajomi w postaci Pii Kirchoff- Sandler i Oliviera Bodensteina oraz reszty zespołu z K-11 gwarantują dobrą zabawę. O ile, rzecz jasna, można się dobrze bawić przy lekturze kryminału, w którym trup ściele się naprawdę gęsto….
Początek sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia z szalonym snajperem, strzelającym do przypadkowych osób, lecz szybko okazuje się, że zabójca ma całkiem jasny motyw oraz długą listę konkretnych celów, na których zamierza się zemścić. I to w najbardziej z upiornych sposobów, bo zabijając bliskie im osoby. Policjanci najpierw błądzą po omacku, lecz kiedy wpadają na dobry trop, to pomimo niesprzyjających okoliczności, własnego zmęczenia, presji mediów i całej rzeszy świadków albo odmawiających współpracy, albo ukrywających kluczowe fakty, w końcu rozwiązują skomplikowaną łamigłówkę. Niestety, okazuje się, że nie zawsze ten, kto wydaje się być dobrym bohaterem, naprawdę takim jest, a czarny charakter nie zawsze był złem wcielonym…
Jasnym światełkiem jest niemal bajkowy happy end. Normalnie pewnie bym się przyczepiła do nazbyt cukierkowego zakończenia, ale wycieńczonym pracą i niezbyt udanym (jak do tej pory) życiem prywatnym policjantkom i policjantom z K-11 należy się trochę pozytywnych emocji.
Bardzo przyzwoity kryminał.

pokaż więcej

 
2018-11-21 18:33:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Książka napisana z wyjątkowym humorem. Autor bez pardonu śmieje się zarówno z systemu ochrony zdrowia w UK, z pacjentów, z lekarzy i jak i z personelu szpitali. Przy niektórych rozdziałach wprost nie sposób zachować powagę. Jak widać, absurd nie jest tylko polską specjalnością.
Co ciekawe, Adam Kay posiada wyjątkowy dystans do samego siebie i potrafi się przyznać do własnych słabości. Czasem...
Książka napisana z wyjątkowym humorem. Autor bez pardonu śmieje się zarówno z systemu ochrony zdrowia w UK, z pacjentów, z lekarzy i jak i z personelu szpitali. Przy niektórych rozdziałach wprost nie sposób zachować powagę. Jak widać, absurd nie jest tylko polską specjalnością.
Co ciekawe, Adam Kay posiada wyjątkowy dystans do samego siebie i potrafi się przyznać do własnych słabości. Czasem też do niewiedzy, co akurat jest mało pocieszające, biorąc pod uwagę, że bardzo często w jego rękach spoczywało ludzkie życie.
Cóż, lektura sama w sobie wydaje się lekka i zabawna, ale ja widzę w niej drugie dno. Głównie takie, że rzadko kiedy widzimy w lekarzach zwykłych ludzi. Takich, którzy bywają przemęczeni, mają kiepski dzień, popełniają pomyłki…. Nierzadko denerwujemy się na nietrafioną diagnozę, pośpiech, przedmiotowe podejście do pacjentów, ale w gruncie rzeczy w każdym innym zawodzie jest dokładnie tak samo. Wszyscy chcemy swoją pracę wykonać jak najlepiej i jak najszybciej. A kiedy do tego dochodzą nieludzko długie godziny pracy, a także niewyobrażalne poczucie odpowiedzialności za czyjeś życie, to nie ma się co dziwić, że od czasu do czasu ktoś gdzieś kiedyś się pomyli. Nie chcę nikogo bronić, ani wybielać, ale ta niewielka książeczka dała mi do myślenia. Normujemy godziny pracy górników, kierowców, operatorów maszyn, pracowników biurowych, a ludzie, którzy dzierżą w swoich rękach nasze zdrowie pracują po kilkanaście godzin na dobę i nie wzbudza to w nas żadnych refleksji….
Mogłabym pisać jeszcze długo o tym, co mi się w książce podobało i do jakich przemyśleń mnie skłoniła, ale niewykluczone, że wyszedłby mi z tego elaborat dłuższy niż „Będzie bolało”. Dlatego kończę krótkim: gorąco polecam!

pokaż więcej

 
2018-11-06 17:18:57
Ma nowego znajomego: Karpeliina
 
2018-11-05 17:51:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Anastazja Kamieńska (tom 29)

Moje kolejne spotkanie z Anastazją Kamieńską wywołało u mnie mieszane uczucia.
Z jednej strony pomysł na fabułę całkiem zgrabny: mamy i tajemnicę z przeszłości, i motyw zemsty, i kilka zbiegów okoliczności, no i oczywiście zbrodnię, która pozornie wydaje się zupełnie bez sensu, a jednak w tym przypadku pozory okazują się mylące. Do tego dochodzą realia życia w postsowieckiej Rosji, które...
Moje kolejne spotkanie z Anastazją Kamieńską wywołało u mnie mieszane uczucia.
Z jednej strony pomysł na fabułę całkiem zgrabny: mamy i tajemnicę z przeszłości, i motyw zemsty, i kilka zbiegów okoliczności, no i oczywiście zbrodnię, która pozornie wydaje się zupełnie bez sensu, a jednak w tym przypadku pozory okazują się mylące. Do tego dochodzą realia życia w postsowieckiej Rosji, które stanowią interesujący klimat sam w sobie i są wspaniałym tłem do każdego rodzaju przestępstwa.
Z drugiej strony, niestety, ale p. Marinina sporo miejsca poświęciła aspektom stricte obyczajowym, które niczego nie wnoszą do sprawy i które niekiedy zwyczajnie mnie zmęczyły. Naprawdę szczegółowo trzeba było opisywać jak to nasza pani detektyw fotografuje psa, ubogacając tło kolorowymi apaszkami, odnotować ile kasy wydała na zdjęcia z małpką, wymieniać jakie potrawy zjadła w której knajpie, czy co nabyła, aby odświeżyć swoją garderobę?... Przy całkiem niezłym nagromadzeniu takich „ciekawostek” nużące i infantylne rozważania Kamieńskiej o mężu, pracy, upływie czasu (których też mało nie jest) dodatkowo irytują. Nie wiem, czy chodziło o sztuczne nadmuchanie książki, czy autorce przyświecał jakiś inny cel, ale w efekcie cała część środkowa książki to nudy na pudy.
Jak dla mnie to za mało kryminału w tym kryminale.

pokaż więcej

 
2018-10-30 07:37:03
Ma nowego znajomego: Sztuczka
 
2018-10-30 07:28:06
Ma nowego znajomego: wikin
 
2018-10-29 23:26:18
Ma nowego znajomego: Ayasha
 
2018-10-29 21:33:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Anastazja Kamieńska (tom 32)

Nie wiem, czy dopiero przy trzecim podejściu do twórczości p. Marininy dojrzałam do jej stylu, czy do specyfiki rosyjskich realiów życia, czy „Egzekucja w dobrej wierze” jest jakąś wyjątkową pozycją na długiej liście tomów o Anastazji Kamieńskiej, czy jeszcze jakiś inny czynnik zadecydował, że po raz pierwszy mogę śmiało powiedzieć o książce tej pisarki: „Podobało mi się”. Wreszcie mam zgrabną... Nie wiem, czy dopiero przy trzecim podejściu do twórczości p. Marininy dojrzałam do jej stylu, czy do specyfiki rosyjskich realiów życia, czy „Egzekucja w dobrej wierze” jest jakąś wyjątkową pozycją na długiej liście tomów o Anastazji Kamieńskiej, czy jeszcze jakiś inny czynnik zadecydował, że po raz pierwszy mogę śmiało powiedzieć o książce tej pisarki: „Podobało mi się”. Wreszcie mam zgrabną intrygę, która nie wymyka się normalnemu, logicznemu rozumowaniu, powiązania pomiędzy poszczególnymi bohaterami owszem są, ale jakieś takie w miarę standardowe (czyli rodzinne, przyjaźnie z dzieciństwa, znajomości z pracy, etc.), mamy również zbrodnie, które wymagają wyjaśnienia, a także pewną dozę ciekawostek z zakresu psychologii tłumu. Po raz pierwszy też zobaczyłam w naszej głównej bohaterce spryt, inteligencję i intuicję, które jakoś do tej pory były niczym Yeti (wszyscy o tym mówią, a śladu po stworze nie ma).
Cóż mogę jeszcze napisać? Chyba tylko tyle, że tak mnie ta cześć przygód o byłej pani pułkownik zachęciła do przeczytania kolejnych części, że od razu zabieram się za to, co do tej pory kurzyło mi się na półce. :)

pokaż więcej

 
2018-10-24 23:55:52
Ma nowego znajomego: Kasia
 
Moja biblioteczka
245 243 4128
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (95)

zgłoś błąd zgłoś błąd