Elżbieta 
Wielbicielka książek oraz mocnej, czarnej herbaty.
39 lat, kobieta, Częstochowa, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-16 18:49:01
Ma nowego znajomego: Marek N
 
2018-10-16 09:59:53
Ma nowego znajomego: MLB
 
2018-10-15 22:36:47
Ma nowego znajomego: Estera
 
2018-10-15 20:02:13
Ma nowego znajomego: Adek
 
2018-10-15 19:44:27
Ma nowego znajomego: Aneta
 
2018-10-15 19:39:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Nieco zaskakująca książka. Głównie dlatego, że spodziewałam się powieści i to takiej „wybielającej” niemiecką arystokrację, tymczasem okazało się, że nic z tych rzeczy. Jutta Ditfurth stworzyła coś na kształt biografii, w której z wyjątkową szczerością opowiada o swoim krewniaku: arystokracie, ale i pisarzu. Bez owijania w bawełnę kreśli obraz Börriesa von Münchhausena, który w okresie III... Nieco zaskakująca książka. Głównie dlatego, że spodziewałam się powieści i to takiej „wybielającej” niemiecką arystokrację, tymczasem okazało się, że nic z tych rzeczy. Jutta Ditfurth stworzyła coś na kształt biografii, w której z wyjątkową szczerością opowiada o swoim krewniaku: arystokracie, ale i pisarzu. Bez owijania w bawełnę kreśli obraz Börriesa von Münchhausena, który w okresie III Rzeszy zrobił niebywałą wręcz karierę, dzięki odwrotowi od ideałów wyznawanych w młodości, oddaniu reżimowi, propagowaniu kultu wyższości narodu niemieckiego nad resztą Europy (a może i świata). No i niestety, ale nie da się go lubić. Nawet jako męża i ojca…
Na książkę składa się także analiza poglądów społeczeństwa niemieckiego na kwestię Żydów nie tylko tuż przed dojściem Hitlera do władzy, ale także w wiekach wcześniejszych. I uczciwie przyznaję, że dosyć dobrze udziela ona odpowiedzi na pytanie jakim cudem naziści odnieśli tak spektakularny sukces. Niestety, ale antysemityzm to nie wynalazek XX wieku; istniał znacznie wcześniej, a Hitler i jego poplecznicy umiejętnie go wykorzystali i podsycili.
Bezsprzecznie autorka odwaliła kawał dobrej roboty, przedzierając się przez dziesiątki dokumentów, jednak czy to ze względu na tematykę, czy też niewystarczające umiejętności pisarskie, książkę czyta się ciężko. Dużo faktów, nazwisk, wyliczeń, do tego kilka niepotrzebnych wątków. Nawiązania do osobistych poglądów i jej koneksji rodzinnych autorki też wydają mi się całkowicie zbędne.
Lektura bardziej odpowiednia dla zainteresowanych tematem III Rzeszy niż dla poszukujących relaksu.

pokaż więcej

 
2018-10-02 21:30:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Jak to zwykle u pana Kopra bywa, opowiadane historie wciągają, dają całkiem sensowny pogląd na czasy i okoliczności, w jakich przyszło żyć naszym bohaterom, a w tym konkretnym przypadku zawierają sporą dawkę informacji o konsensusie jaki panował pomiędzy władzami PRL i światkiem artystycznym. Dzisiaj pewnie nie w smak jest niektórym przypominanie o niewygodnych faktach, ale autor podchodzi do... Jak to zwykle u pana Kopra bywa, opowiadane historie wciągają, dają całkiem sensowny pogląd na czasy i okoliczności, w jakich przyszło żyć naszym bohaterom, a w tym konkretnym przypadku zawierają sporą dawkę informacji o konsensusie jaki panował pomiędzy władzami PRL i światkiem artystycznym. Dzisiaj pewnie nie w smak jest niektórym przypominanie o niewygodnych faktach, ale autor podchodzi do sprawy racjonalnie i przywołuje obowiązującą wtedy (a może cały czas?) zasadę: żeby tworzyć, trzeba mieć na to środki i możliwości, a żeby je mieć, trzeba dobrze (no, a najmarniej poprawnie) żyć z władzą.
W przypadku Maryli Rodowicz okazuje się, że życie napisało zupełnie inny, niespodziewany scenariusz niż przewidział to w podsumowaniu pisarz- „odpowiedni” mężczyzna chyba jednak nie do końca okazał się właśnie takim… Może przy kolejnym wydaniu książki, rozdział otrzyma inne zakończenie.
Interesujący i ciut ironiczny jest natomiast wniosek, do jakiego można dojść po skończonej lekturze. Na tle tych wszystkich niebieskich ptaków i niepokornych dusz, ich romansów, porywów serca, zdrad oraz wolnych związków na największego konserwatystę i tradycjonalistę w sprawach prywatnych wyszedł… Piotr Jaroszewicz, działacz i polityk komunistyczny.
Co do samej pozycji, to moje jedyne zastrzeżenie dotyczy ewidentnego niewyczerpania tematu. Często gęsto otrzymujemy sporą dawkę danych biograficznych jednego z partnerów, w czasie kiedy o drugim nie dowiadujemy się praktycznie nic. Nierzadko też fragmenty opisujące związek konkretnej pary (życie codzienne, troski i kłopoty, wzajemne relacje, konflikty i zmartwienia, próby osiągnięcia kompromisów) okazują się wyjątkowo skromne. Ogromny niedosyt czuję na ten przykład po przeczytaniu rozdziału o Gustawie Holoubku i Magdalenie Zawadzkiej, który de facto traktuje przede wszystkim o panu Holoubku. O ich małżeństwie, trwającym przecież ponad 30 lat dowiadujemy się naprawdę niewiele. I absolutnie nie mam tu pretensji o małą dawkę „brudów”, czy pikantnych szczegółów. Żałuję, że nie ma w książce słowa o tym, w jaki sposób dwójka artystów, ludzi po przejściach, z własnym dorobkiem artystycznym egzystowała pod jednym dachem… A to tylko jeden z przykładów, gdzie widzę możliwość rozbudowania rozdziału.
Podsumowując: mila , lekka i bardzo przyjemna lektura, choć niestety, niektóre kwestie potraktowano „po łebkach”.

pokaż więcej

 
2018-10-02 21:28:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-02 21:26:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książka o stalkingu, zjawisku stosunkowo niedawno (bo dopiero w 2011r.) zdefiniowanym i zakwalifikowanym jako przestępstwo w polskim kodeksie karnym. Aczkolwiek, co trzeba sobie powiedzieć jasno, nie jest to „wynalazek” nowożytny. I aż dziwne, że tak kiepsko sobie radzi z nim nasza bohaterka. Elegancka, wyzwolona i bogata kobieta sukcesu kupuje swój wymarzony dom. Równie jak ona piękny,... Książka o stalkingu, zjawisku stosunkowo niedawno (bo dopiero w 2011r.) zdefiniowanym i zakwalifikowanym jako przestępstwo w polskim kodeksie karnym. Aczkolwiek, co trzeba sobie powiedzieć jasno, nie jest to „wynalazek” nowożytny. I aż dziwne, że tak kiepsko sobie radzi z nim nasza bohaterka. Elegancka, wyzwolona i bogata kobieta sukcesu kupuje swój wymarzony dom. Równie jak ona piękny, luksusowy i niepowtarzalny. Ma być jej prywatną oazą, azylem, ostoją po ciężkim dniu pracy, a wstęp do owego przybytku dozwolony jest tylko osobom jej najbliższym. Do tego dom strzeżony jest przez wyszukane systemy ochronno- alarmowe, które mają zapewnić jej bezpieczeństwo oraz wysoki komfort życia. Wszystko to jednak na niewiele się zdaje, bo w gronie jej znajomych znajduje się ktoś, kogo nie powstrzymają żadne czujniki i alarmy. Człowiek ten zrobi wszystko, żeby dostać się na jej posesję, podglądać ją w najbardziej intymnych czynnościach, poznać jej najskrytsze tajemnice. Czy to dziwi? O tyle, o ile dziwi ilość wariatów chodzących swobodnie po naszych ulicach…
Bardziej zaskakuje jakaś niezrozumiała dla mnie gra, którą nasza bohaterka (czy też właściwie dwie bohaterki, jeśli uwzględnimy przyjaciółkę Anny) zaczyna prowadzić ze swoim stalkerem. Zaskakuje permanentna niechęć do informowania policji o włamaniach, brak podstawowych środków ostrożności (ot, choćby wbijanie kodu odblokowującego alarm przy głównym podejrzanym o stalking!), czy wreszcie jakieś mętne usprawiedliwienia działań szaleńca, który ją nęka. Nie wspominając nawet o próbie negocjacji w stylu: „ty zrobisz to, to ja zrobię tamto”, czy naprawy jego zwichrowanych zachowań. Jakoś stoi mi to w sprzeczności z wizjami silnych, niezależnych, pewnych siebie kobiet, jakimi mają być nasze obie bohaterki.
Wyjątkowo prawdziwie wypadły za to fragmenty o związkach małżeńskich i pozamałżeńskich, instytucji kochanki, czy skokach w bok.
Końcówka bardzo otwarta i jak przypuszczam stanowi grunt dla drugiej części.
Tematyka ciekawa, jednak dla mnie cała historia jest trochę mało wiarygodna i miejscami zanadto przegadana. Plusem jest niewielka objętość książki. W sam raz na weekendową lekturę.

pokaż więcej

 
2018-09-24 21:22:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Pomimo pokaźnej objętości książkę czyta się szybko. Autor za bardzo nie przynudza, jego bohaterowie pędzą z miejsca na miejsce, czy to uciekając, czy to w pogoni za uciekinierem, krew się leje strumieniami, a śledztwo kuleje.
Teoretycznie więc powinnam być zadowolona, szczególnie, że czytałam już znacznie słabsze pozycje, które wyszły spod ręki pana Mroza, jednak mam wrażenie, że pisarz nie...
Pomimo pokaźnej objętości książkę czyta się szybko. Autor za bardzo nie przynudza, jego bohaterowie pędzą z miejsca na miejsce, czy to uciekając, czy to w pogoni za uciekinierem, krew się leje strumieniami, a śledztwo kuleje.
Teoretycznie więc powinnam być zadowolona, szczególnie, że czytałam już znacznie słabsze pozycje, które wyszły spod ręki pana Mroza, jednak mam wrażenie, że pisarz nie wykorzystał potencjału, jaki tkwił w jego pomyśle na książkę. Sensacja i opisy okrucieństw może dobrze się sprzedają, ale nie są w stanie ukryć słabości powieści: przekombinowana fabuła, niejasne (żeby nie powiedzieć idiotyczne) motywy działań eks-prokuratora, tak wymyślne wskazówki, że mogły się narodzić tylko w chorym umyśle i mogą być odczytane chyba tylko przez równie sfiksowanego człowieka, permanentny brak logiki w większości działań zarówno mordercy (to może jeszcze byłoby do przełknięcia, bo w końcu mamy do czynienia z szaleńcem), jak i służb, które go ścigają.

Interesująco wypadają fragmenty o behawioryzmie (aczkolwiek naszemu prokuratorowi ta wiedza na niewiele się przydała, niestety).

Do szybkiego przeczytania i jeszcze szybszego zapomnienia.

pokaż więcej

 
2018-09-11 15:24:52
Ma nowego znajomego: Paula
 
2018-09-10 21:12:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Anastazja Kamieńska (tom 8)

Uczciwie przyznaję, że po reklamie, jaką zrobiono w Polsce tej pisarce spodziewałam się czegoś znacznie lepszego niż „Czarna lista”.
No przepraszam bardzo, ale większa część książki jest po prostu nudna.
Główny bohater niby nie chce zająć się sprawą morderstw na filmowym festiwalu, ale w końcu jednak podejmuje prywatne śledztwo, cały czas podkreślając, że go jednak nie prowadzi i że w ogóle to...
Uczciwie przyznaję, że po reklamie, jaką zrobiono w Polsce tej pisarce spodziewałam się czegoś znacznie lepszego niż „Czarna lista”.
No przepraszam bardzo, ale większa część książki jest po prostu nudna.
Główny bohater niby nie chce zająć się sprawą morderstw na filmowym festiwalu, ale w końcu jednak podejmuje prywatne śledztwo, cały czas podkreślając, że go jednak nie prowadzi i że w ogóle to nie jest jego sprawa. I tak jest niemal do końca.
Do tego dochodzi opis jego relacji z byłą żoną i świeżo poznaną panią śledczą (sama nie jestem pewna, co właściwie znaczy ta nazwa- to policjantka, czy pani prokurator, czy jeszcze ktoś inny?), który nie wnosi nic do sprawy. Wychodzi więc na to, że mamy do czynienia z miksem książki obyczajowej i kryminalnej z przewagą tej pierwszej, niestety. Dlatego „niestety”, że wieje z niej nudą…
Pod koniec akcja trochę przyspiesza, jednak ostatni rozdział, w szczególności kilka ostatnich zdań książki, to spore rozczarowanie dla tych, którzy lubią zakończenia w stylu: „dokonano zbrodni, musi być i kara”.
Przez całą powieść przebija rozczarowanie autorki. Rozczarowanie systemem sprawiedliwości w Rosji, który nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. W mieście rządzą układy i mafiosi (pod przykrywką zwykłych biznesmenów lub z pozoru nieszkodliwych kombatantów), policja i urzędnicy wolą się nie wychylać, żeby nie stracić swoich ciepłych posadek, a dziennikarze przezornie nie dotykają niebezpiecznych tematów. Pojedyncze jednostki, które nie godzą się na taki stan rzeczy, są od razu eliminowane. W mniej lub bardziej drastyczny sposób. Ogólnie więc beznadzieja i bezsens.
Nie znam biografii pisarki, ale podejrzewam, że była związana z owym systemem „sprawiedliwości” i rozczarowana brakiem jego efektywności zrezygnowała z pracy w nim, a zajęła się czymś innym. Z jej bogatej bibliografii wnioskuję, że głównie pisarstwem. Oby lepszym niż „Czarna lista”, która mnie nie powaliła.

pokaż więcej

 
2018-09-10 21:10:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

W sumie książka jest bardziej opowieścią obyczajową niż zapowiadanym thrillerem, lecz jeśli się wybaczy wydawcom to zamieszanie z zakwalifikowaniem powieści do określonego gatunku, to potem już nie ma się czego czepiać. Całość czyta się szybko i przyjemnie, postacie (szczególnie kobiece) są wyraziste, aczkolwiek ich postępowanie nie zawsze daje się łatwo zrozumieć i wyjaśnić. W sumie moja... W sumie książka jest bardziej opowieścią obyczajową niż zapowiadanym thrillerem, lecz jeśli się wybaczy wydawcom to zamieszanie z zakwalifikowaniem powieści do określonego gatunku, to potem już nie ma się czego czepiać. Całość czyta się szybko i przyjemnie, postacie (szczególnie kobiece) są wyraziste, aczkolwiek ich postępowanie nie zawsze daje się łatwo zrozumieć i wyjaśnić. W sumie moja konkluzja po zamknięciu książki jest taka, że każdy ma coś za uszami i nikt nie jest wolny od wad. A motywy niektórych decyzji bywają niekiedy bardzo skomplikowane; niekiedy zaś sporo dzieje się przez przypadek. Innymi słowy: samo życie.
Całkiem przyzwoity debiut. Mam nadzieję, że autorka ma w planach kolejne powieści.

pokaż więcej

 
2018-08-21 21:17:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Sześć kobiet, sześć różnych osobowości, sześć koronowanych głów, których losy (miejscami bajkowe, wspaniałe i pełne blasku) trudno uznać za szczęśliwe.
Niemniej jednak nie sugerowałabym się tytułem książki i nie uznałabym tych pań za przeklęte, bo to określenie sugeruje jakieś fatum, wiszące nad ich głowami; przeznaczenie, którego nie dało się uniknąć. Tymczasem w dużej mierze niedole,...
Sześć kobiet, sześć różnych osobowości, sześć koronowanych głów, których losy (miejscami bajkowe, wspaniałe i pełne blasku) trudno uznać za szczęśliwe.
Niemniej jednak nie sugerowałabym się tytułem książki i nie uznałabym tych pań za przeklęte, bo to określenie sugeruje jakieś fatum, wiszące nad ich głowami; przeznaczenie, którego nie dało się uniknąć. Tymczasem w dużej mierze niedole, dramaty, upadki i katastrofy , jakie przypadły im w udziale były wynikiem ich totalnego nieprzygotowania do funkcji, jakie przyszło im pełnić oraz braku chęci, by to zmienić. Bo wraz z koroną i tytułami na ich barki spadło wiele poważnych obowiązków, z których nie chciały, bądź nie umiały sobie poradzić. Czasem łatwiej było się ukryć w stworzonej przez siebie miniaturze raju (Maria Antonina), zaszyć się w domowym zaciszu (caryca Aleksandra), skazać się na wieczną tułaczkę bez sensu i celu (Sissi), odciąć się od nieprzyjemnych aspektów swojego stanowiska i latami prowadzić próżniaczy żywot kursując pomiędzy swoimi posiadłościami (królowa Wiktoria), porzucić wszystko i oddać się przyjemnościom (królowa Krystyna) niż spróbować zrobić coś pozytywnego dla swoich poddanych, znacząco poprawić ich los, czy choćby zainteresować się ich niedolami. Chwalebnym wyjątkiem w tej galerii władczyń obojętnych na losy ludu jest cesarzowa Eugenia, ale i ona nie uniknęła błędu pychy. Nie dbając o dobry PR (jakbyśmy to współcześnie określili) nie zaprotestowała przed zalewem oszczerstw, kierowanych pod jej adresem, nie uwypukliła swojej działalności dobroczynnej, nie rozpropagowała wsparcia, jakie zapewniała biednym, bezdomnym i chorym, no i w odpowiedniej chwili przyszło jej za to zapłacić utratą tronu….
Książka, choć historyczna i przytaczająca mnóstwo faktów, to jest napisana lekko i wciągająco. I choć nie zaskakuje w swojej istocie (wszak losy wszystkich sześciu bohaterek są powszechnie znane i autorka nawet gdyby chciała, nie może nas niczym zadziwić), to każdy z rozdziałów stanowi doskonałą kompozycję historycznych wydarzeń i bardzo ludzkich reakcji utytułowanych głów na te zdarzenia.
Przyjemna, interesująca i pouczająca lektura godna polecenia. Nie tylko dla wielbicieli historii.

pokaż więcej

 
2018-08-21 21:16:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Jak widzę pan Mróz eksperymentuje z różnymi gatunkami literackimi.
I może to i dobrze, bo umieszczenie akcji swoich książek w Polsce przedwojennej („Świt, który nie nadejdzie”), czy na początku XX wieku („W cieniu prawa”) zdecydowanie mu nie wyszło, więc teraz przyszła pora na czasy współczesne (co mu się chwali, by to wychodzi mu to najlepiej); tym razem jednak mamy do czynienia z książką...
Jak widzę pan Mróz eksperymentuje z różnymi gatunkami literackimi.
I może to i dobrze, bo umieszczenie akcji swoich książek w Polsce przedwojennej („Świt, który nie nadejdzie”), czy na początku XX wieku („W cieniu prawa”) zdecydowanie mu nie wyszło, więc teraz przyszła pora na czasy współczesne (co mu się chwali, by to wychodzi mu to najlepiej); tym razem jednak mamy do czynienia z książką akcji, a nie zwykłym kryminałem.
Przyznaję, że początek był nawet obiecujący (pomijając wyjątkowy brak uczuć i emocji u głównego bohatera, po tym jak dowiaduje się o śmierci swojej dziewczyny oraz irytujące zadufanie w sobie), ale potem było już tylko gorzej. „Śledztwo” prowadzone przez de facto dwóch uciekinierów opiera się na steku domysłów, przeczuć i intuicji (permanentny brak dowodów oraz nadmiar wydumanych teorii zwyczajnie męczy), wyprawa na drugi koniec świata wynika z tak mało zasadnych podstaw, że doprawdy zaczęłam się zastanawiać, jak autor z tego wybrnie (bieganie po ponad pięciomilionowym mieście w poszukiwaniu czegoś podejrzanego wydało mi się absurdalne i mało efektywne, ale od czego jest fikcja literacka?!), oficjalne dochodzenie z kolei, które toczy się z ramienia FBI pełne jest luk i jakiegoś mataczenia (niby pojawia się w książce luźna sugestia, że jest to celowe działanie, ale kwestia ta nie zostaje rozbudowana i nie dowiadujemy się finalnie, czy tak jest naprawdę, czy to tylko kompletny brak profesjonalizmu agentów federalnych i ich przełożonych), a zakończenie nie tylko, że zagmatwane i nie poparte w zasadzie żadnymi faktami, ale też mało satysfakcjonujące.
Całość oceniam jako przeciętną.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
236 234 3785
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (83)

zgłoś błąd zgłoś błąd