Elżbieta 
Wielbicielka książek oraz mocnej, czarnej herbaty.
39 lat, kobieta, Częstochowa, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 2 tygodnie temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-31 19:49:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Quincy & Rainie (tom 5) | Seria: Kryminał

Nie wiem jaka jest właściwa klasyfikacja tej książki, bo jak dla mnie to nie kryminał, sensacja, czy thriller, ale bardziej książka obyczajowo-psychologiczna. Wprawdzie mamy jakieś porwanie, żądania okupu, śledztwo policyjne, ale odniosłam wrażenie, że to jest bardziej tło dla problemów małżeńskich, jakie poprzedziły opisywane wydarzenia niż główny wątek. Autorka skupia się na doznaniach... Nie wiem jaka jest właściwa klasyfikacja tej książki, bo jak dla mnie to nie kryminał, sensacja, czy thriller, ale bardziej książka obyczajowo-psychologiczna. Wprawdzie mamy jakieś porwanie, żądania okupu, śledztwo policyjne, ale odniosłam wrażenie, że to jest bardziej tło dla problemów małżeńskich, jakie poprzedziły opisywane wydarzenia niż główny wątek. Autorka skupia się na doznaniach porwanej, kryzysie, czy też wypaleniu zawodowym, które dopadło Raine, kojeniu smutków w alkoholu, wyjątkowo kiepskiej komunikacji z mężem i przymusowa chwila odosobnienia oraz walka o przeżycie sprawiają, że w naszej bohaterce (wcześniej zrezygnowanej i bez chęci do życia) odżywają pierwotne instynkty, które nie pozwalają jej się poddać, a wszystko to, z czego jeszcze kilka godzin wcześniej chciała dobrowolnie zrezygnować okazuje się mieć bezcenną wartość. Coś w stylu uniwersalnej prawdy: „ (…) ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił”…
Zakończenie trochę niepełne. Cała książka jest naszpikowana przemyśleniami, obawami, wewnętrznymi monologami bohaterów, a kiedy przydałoby się rzucić trochę światła na motywy porywacza, to… otrzymujemy raptem jedno, góra dwa zdania domysłów. Nic poza tym. Właściwie sama osoba porywacza została bardzo słabo nakreślona, jakby autorka na samym końcu po prostu musiała wskazać kogoś winnego tego całego zamieszania i na chybił trafił wybrała właśnie tę osobę.
Szczerze mówiąc, zważywszy na doskonałe opinie na LC, to się trochę rozczarowałam tą pozycją. Początek nudny, środek niemrawy, końcówka mało satysfakcjonująca.

pokaż więcej

 
2018-07-10 19:16:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Tyler Locke (tom 2)

Zagadka z zamierzchłej przeszłości, mityczny skarb, naukowe podejście do rozwiązania tajemnicy starożytnego świata, kilka grup bez pardonu walczących między sobą, by tylko jako pierwsi dotrzeć do celu, wartka akcja, szaleńcze pościgi, a także walka z czasem- w sumie wszystko to, co lubię. Jednakże jakimś sobie tylko znanym sposobem pan Morrison z uwielbianych przeze mnie składników stworzył... Zagadka z zamierzchłej przeszłości, mityczny skarb, naukowe podejście do rozwiązania tajemnicy starożytnego świata, kilka grup bez pardonu walczących między sobą, by tylko jako pierwsi dotrzeć do celu, wartka akcja, szaleńcze pościgi, a także walka z czasem- w sumie wszystko to, co lubię. Jednakże jakimś sobie tylko znanym sposobem pan Morrison z uwielbianych przeze mnie składników stworzył coś nijakiego. Tudzież, coś, co schematem nie odbiega zanadto od pierwszej części przygód niemal idealnego doktora Locke’a. Znowu więc granice zdają się nie istnieć, pieniądze (zarówno tych dobrych, jak i tych złych) otwierają wszystkie drzwi i załatwiają od ręki wszystkie formalności, a bohaterowie są nie tylko bogaci, ale piękni, wysportowani, no i znakomicie wyedukowani. Do tego stopnia, że przekład tekstu ze starożytnej greki to kwestia kilku, góra kilkunastu minut.
Panowie (jak to miało miejsce już w Arce) bez najmniejszego problemu pilotują samoloty, jeżdżą wszelkiej maści pojazdami mechanicznymi (nieistotne, czy to motocykl, ciężarówka, czy ferrari najnowszej generacji), posługują się bronią palną najróżniejszego typu, doskonale walczą wręcz, a w międzyczasie rozbrajają bomby. Do tego ich inżynierskie, analityczne umysły zdają się w mig rozwiązywać każdy problem ledwie ten tylko się zdąży pojawić na łamach książki.
No i te panie- zawsze obdarzone nieprzeciętną aparycją, która najwyraźniej (???) idzie w parze z niespotykanym hartem ducha i odpornością na ciosy wszelkiego rodzaju. Ciekawe, czy kiedyś doczekam się opowieści przygodowej, w której główna bohaterka będzie korpulentną i trochę zaniedbaną szarą myszką, preferującą badania w zaciszu jakiegoś laboratorium od gwiazdorzenia w świetle jupiterów? I która koniecznie na wieść o jakiejś tragedii, nie będzie silna, dzielna i nieustraszona, ale tak prozaicznie się rozpłacze….
Wszystko to można by jednak autorowi wybaczyć (w końcu to książka przygodowa, a nie praca naukowa oparta na faktach), gdyby trochę lepiej przedstawił relacje pomiędzy stworzonymi przez siebie postaciami, uwypuklił nieco targające nimi emocje i doszlifował dialogi. Te ostatnie, niestety, w paru miejscach sprawiały wrażenie, jakby rozmowa toczyła się pomiędzy dzieciakami z przedszkola, a nie dorosłymi ludźmi, którzy walczą o życie swoje i swoich najbliższych.
Biorąc pod uwagę, że tym razem nie mamy już do czynienia z debiutem, to dochodzę do wniosku, iż autor nie podszkolił swojego warsztatu literackiego. Zdaje się, że skupił się bardziej na techniczno-naukowych aspektach przedsięwzięcia, chcąc uprawdopodobnić nieprawdopodobne, a efekt tak średnio przypadł mi do gustu.

pokaż więcej

 
2018-07-08 17:49:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Lord Peter Wimsey (tom 5) | Seria: Klub Srebrnego Klucza

To moje drugie spotkanie z twórczością autorki i chyba muszę przyznać, że wypadło trochę słabiej niż poprzednie.

Lord Peter jak zwykle jest dżentelmenen w każdym calu , nawet wówczas, kiedy (tym razem proszony o to) wtyka nos w cudze sprawy i konsekwentnie prowadzi swe śledztwo, wychodząc z założenia, że sprawiedliwości musi stać się zadość, a prawda taka, czy inna powinna ujrzeć światło...
To moje drugie spotkanie z twórczością autorki i chyba muszę przyznać, że wypadło trochę słabiej niż poprzednie.

Lord Peter jak zwykle jest dżentelmenen w każdym calu , nawet wówczas, kiedy (tym razem proszony o to) wtyka nos w cudze sprawy i konsekwentnie prowadzi swe śledztwo, wychodząc z założenia, że sprawiedliwości musi stać się zadość, a prawda taka, czy inna powinna ujrzeć światło dzienne. Nie traci przy tym swego specyficznego poczucia humoru, którego wprost nie sposób nie lubić.
Tym razem jednak pisarka nie dała czytelnikowi szansy na dochodzenie do tych samych, bądź podobnych wniosków w oparciu o zebrane dowody, co uznaję za spory minus. Wiele spostrzeżeń naszego detektywa- amatora zostało ujawnionych dopiero na samym końcu, sporo dzieje się w sferze przypuszczeń i domysłów, a faktów do skojarzeń mamy jak na lekarstwo. No i sama otoczka obyczajowa, którą zachwycałam się w poprzedniej książce pani Sayers teraz jakoś mnie nie powaliła. Szczególnie panie, ich zachowanie, zajęcia (tudzież ich brak), czy jakaś taka mała decyzyjność zwyczajnie mnie zmęczyły. Nie wiem, być może była to zwyczajna rzecz na początku XX wieku, ale jeśli tak, to zaczynam się dziwić, że spośród tak mdłych i nijakich osobowości pojawiły się sufrażystki…
Reasumując: bez zachwytów, ale w gruncie rzeczy bardzo przyjemnie.

pokaż więcej

 
2018-07-08 17:48:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Niestety, ale znowu dałam się nabrać na nachalną, agresywną reklamę. Psychologiczny thriller okazał się w gruncie rzeczy książką obyczajową o umiarkowanie zaskakującym zakończeniu i raczej nie spełnił moich oczekiwań.
Bolesna prawda jest taka, że wizja perfekcyjnej rodziny, jaką jedna z głównych bohaterek kreuje w mediach społecznościowych, a jaką druga łyka bez najmniejszych oznak krytyki i...
Niestety, ale znowu dałam się nabrać na nachalną, agresywną reklamę. Psychologiczny thriller okazał się w gruncie rzeczy książką obyczajową o umiarkowanie zaskakującym zakończeniu i raczej nie spełnił moich oczekiwań.
Bolesna prawda jest taka, że wizja perfekcyjnej rodziny, jaką jedna z głównych bohaterek kreuje w mediach społecznościowych, a jaką druga łyka bez najmniejszych oznak krytyki i zdrowego rozsądku od samego początku wydała mi się zwyczajnie nienormalna. Jakkolwiek pięknymi zdjęciami byśmy się nie chwalili przed znajomymi (czy nieznajomymi, akurat w tym konkretnym przypadku), coś takiego jak idealna rodzina (niczym żywcem wyjęta z jakiegoś filmiku reklamowego) zwyczajnie nie istnieje, toteż cały czas czekałam na jakiś nagły zwrot akcji, który jaskrawo uwidoczni brzydkie sekrety pięknych ludzi. Tyle, że owe mroczne tajemnice okazały się nie tak mroczne, jak się spodziewałam, ich pojawienie się zaś nie stanowiło zaskakującej niespodzianki, a reakcja naszych bohaterów na te niby niespodziewane odkrycia też była jakaś taka niemrawa. Jak i cała ta książka.
Sylwetki kobiet nie przypadły mi do gustu, trudno identyfikować się z którąkolwiek z nich, żadnej też nie potrafiłam polubić chociaż w minimalnym stopniu. Mężczyźni zaś w „Idealnym życiu” są po prosu tragiczni. Płascy, bez wyrazu i jakiejś silniejszej osobowości, stanowią tylko tło dla swoich partnerek, które choć są postaciami pierwszoplanowymi, to jak wspomniałam wcześniej nie wzbudzają ani sympatii, ani zrozumienia.
Średnio, naprawdę średnio.

pokaż więcej

 
2018-07-08 17:47:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Żaby i anioły (tom 3)

Ciąg dalszy życiowych perypetii Judyty. Tym razem, dla odmiany od części poprzedniej, gdzie większość problemów była imaginacją naszej bohaterki, faktycznie wiele rzeczy nie układa się po jej myśli. Jak to zwykle u Grocholi mamy do czynienia ze sporą dawką humoru i krytycznego podejścia do niby zwykłych, nieskomplikowanych (zdawałoby się) czynności domowych i nie ma w tym nic dziwnego, że... Ciąg dalszy życiowych perypetii Judyty. Tym razem, dla odmiany od części poprzedniej, gdzie większość problemów była imaginacją naszej bohaterki, faktycznie wiele rzeczy nie układa się po jej myśli. Jak to zwykle u Grocholi mamy do czynienia ze sporą dawką humoru i krytycznego podejścia do niby zwykłych, nieskomplikowanych (zdawałoby się) czynności domowych i nie ma w tym nic dziwnego, że książki tej autorki budzą pozytywne emocje. Bo czytając o tym, co właśnie przydarzyło się Judycie, czytamy w rzeczy samej o tym wszystkim, co kiedyś przydarzyło się nam samym, bądź naszym znajomym. Taka literatura pisana przez kobietę dla kobiet.
Przyznaję, że z trzech części, chyba właśnie ta ostatnia najbardziej przypadła mi do gustu, bo wreszcie przyjaciele Judyty przestali być tacy super idealni i na ich kryształowych charakterach pojawiły się skazy. Co w mojej opinii uprawdopodobniło całą historię, bo naprawdę ciężko uwierzyć, że babka otoczona jest samymi perfekcyjnymi personami, którym nie zdarzają się żadne potknięcia. Niestety, trochę szkoda, że jak już się potknęli, to od razu zaliczyli bolesne upadki. Najważniejsze jednak, że finał spełnił pokładane w nim oczekiwania zgodnie z maksymą: „wszystko dobre, co się dobrze kończy”.
Bardzo miła, relaksacyjna książka.

pokaż więcej

 
2018-06-24 22:58:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Żaby i anioły (tom 2)

Ciąg dalszy perypetii życiowych roztrzepanej Judyty. Tym razem już nie tylko doszła do siebie po rozstaniu z byłym, nie tylko stanęła jako tako na nogi w aspekcie finansowo-mieszkaniowym, ale nawet zaczęła układać sobie życie z nieludzko cierpliwym, nadzwyczaj opanowanym i skandalicznie wyrozumiałym Niebieskim. Ba, z czasem dochodzi nawet do bardzo odkrywczego wniosku, że rozstanie z Eksiem to... Ciąg dalszy perypetii życiowych roztrzepanej Judyty. Tym razem już nie tylko doszła do siebie po rozstaniu z byłym, nie tylko stanęła jako tako na nogi w aspekcie finansowo-mieszkaniowym, ale nawet zaczęła układać sobie życie z nieludzko cierpliwym, nadzwyczaj opanowanym i skandalicznie wyrozumiałym Niebieskim. Ba, z czasem dochodzi nawet do bardzo odkrywczego wniosku, że rozstanie z Eksiem to była jedna z najlepszych rzeczy, jakie wydarzyły się w jej życiu. Zachowuje jednak odrobinę rozsądku i powstrzymuje się od wylewnych podziękowań pod jego adresem…
Szczęście zdaje się sięgać zenitu, ale Judyta nie byłaby sobą, jakby sama siebie nie wpakowała w jakieś kolejne kłopoty, które w trakcie desperackich prób ukrycia ściągają na nią następne problemy. Zmaganie się z nimi, szukanie dziury w całym, bicie się z myślami, walka z przeciwnościami zarówno tymi prawdziwymi, jak i wyimaginowanymi oraz próba ogarnięcia otaczającej rzeczywistości, to cała fabuła „Serca na temblaku”. Może nie brzmi to zbyt ambitnie, ale dzięki sporej dawce humoru, lekkiej narracji i sympatycznym bohaterom książkę czyta się szybko, miło i przyjemnie.
W sam raz na chwilę relaksu.

pokaż więcej

 
2018-06-20 20:33:29
Ma nowego znajomego: Łukasz Mielech
 
2018-06-20 19:43:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Jake Brigance (tom 2)

Szczerze mówiąc, to podziwiam autora, że stosunkowo prosty temat rozwinął w aż taką objętość. Niestety, chyba nie stało się to z korzyścią ani dla fabuły, ani dla mojej (i tak nie najwyższej) opinii o prawie i prawnikach w USA.
Clou całej historii, to odręczny testament bogatego człowieka, który z tylko sobie wiadomych przyczyn niemal cały swój majątek zapisuje swojej czarnej służącej. Do tego...
Szczerze mówiąc, to podziwiam autora, że stosunkowo prosty temat rozwinął w aż taką objętość. Niestety, chyba nie stało się to z korzyścią ani dla fabuły, ani dla mojej (i tak nie najwyższej) opinii o prawie i prawnikach w USA.
Clou całej historii, to odręczny testament bogatego człowieka, który z tylko sobie wiadomych przyczyn niemal cały swój majątek zapisuje swojej czarnej służącej. Do tego wyraźnie zaznacza, że wydziedzicza dwójkę swoich dzieci. Kiedy tylko prawda wychodzi na jaw, zaczyna się istny spektakl. Najpierw zaczyna się parada prawników, którzy zostają zaangażowani przez zainteresowane strony, tudzież sami się wciskają do sprawy, potem pojawia się czereda krewniaków potencjalnej spadkobierczyni, wszyscy oczywiście z prośbami o wsparcie, a kiedy wreszcie dochodzi do wyboru ławy przysięgłych i akcja książki przenosi się na salę sądową, najważniejszymi punktami są próby udzielenia odpowiedzi na pytania w stylu: dlaczego milioner postąpił tak, jak postąpił, czy uczynił słusznie, czy jego służąca zasługuje na te pieniądze, czy zasługuje na nie jej mąż (pijak i rozrabiaka), czy potencjalna beneficjentka jest wystarczająco prawdomówna i czy aby przypadkiem nie sypiała ze zmarłym i tym podobne. Nawet kwestia tego, jakim samochodem prawnik jednej ze stron podjeżdża pod budynek sądu, czy chęć zakupu domu przez innego ma znaczenie. O szeregu prawniczych sztuczek nie wspominając.
Zasadniczo więc ważne staje się wszystko z wyjątkiem tego, co najistotniejsze i co tak naprawdę powinno zaprzątać głowy przysięgłym, prawnikom i sędziemu, tj. odpowiedzi tylko na pytanie: „czy twórca testamentu działał z własnej nieprzymuszonej woli i był świadomy, tego, co czyni?”. Jeśli tak, to mógł swoje pieniądze oddać komu bądź i nic nikomu do tego. Ani jego dzieciom, ani legionowi prawników, ani sędziemu.
Jakby tego jeszcze było mało, to szacowane koszty tego całego prawniczego kabaretu wyceniane są tak wysoko, że aż mi się włos zjeżył na głowie. Wychodzi na to, że z potężnego majątku najwięcej uszczkną nie spadkobiercy, ale… prawnicy! Co samo w sobie wydaje mi się zwyczajnie oburzające.
Podsumowując więc: moja ocena dla systemu, który w biały dzień pozwala na taki cyrk i nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością (ba, nawet nikt nie udaje, że ma!) jest bardzo niska, ocena książki, która to opisuje niestety też do wysokich należeć nie może, bo momentami zwyczajnie mnie znudziła. Nawet końcówka, dość przewidywalna niestety, mnie nie zachwyciła.
Do przeczytania, ale bez szybszego bicia serca, wypieków na twarzy, czy nerwowego pośpiechu w dotarciu do ostatniej strony.

pokaż więcej

 
2018-06-08 21:21:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Mario Ybl (tom 1) | Seria: Zima z kryminałem 2014

Bardzo się cieszę, że nie zaczęłam czytania książek pani Guzowskiej od jej debiutu. Bo jakkolwiek bardzo bym nie chciała pochwalić jej pracy, to akurat w tym przypadku jest to zwyczajnie niemożliwe. Stworzona przez nią atmosfera na wykopaliskach to jakaś absolutna degrengolada środowiska archeologicznego. Ci, którzy jaki taki sukces już zdążyli odnieść są rozczarowani swoją karierą, nie dość... Bardzo się cieszę, że nie zaczęłam czytania książek pani Guzowskiej od jej debiutu. Bo jakkolwiek bardzo bym nie chciała pochwalić jej pracy, to akurat w tym przypadku jest to zwyczajnie niemożliwe. Stworzona przez nią atmosfera na wykopaliskach to jakaś absolutna degrengolada środowiska archeologicznego. Ci, którzy jaki taki sukces już zdążyli odnieść są rozczarowani swoją karierą, nie dość głośnym sukcesem medialnym, mizernymi zarobkami, etc. Ci, którzy dopiero zaczynają pracę w zawodzie zachowują się, jakby czynili to z jakiegoś bliżej nieokreślonego przymusu, bądź za karę.
Sylwetka głównego bohatera, który w kolejnych częściach bardzo przypadł mi do gustu, w „Ofierze Polikseny” wzbudza zwykłą niechęć. To już nie antropologiczna wersja dr. Housa, zjadliwego, ale błyskotliwego narratora, tylko zwykły pijaczyna, który śmiertelnie się nudzi na wykopaliskach (na które chyba przybył z własnej woli, ale diabli wiedzą w jakim celu, skoro pracy unika, jak tylko może) i większą część swojego czasu spędza na wypijaniu hektolitrów wszystkiego, co tylko ma procenty. I nie zapomina o szczegółowym informowaniu czytelników o takich drobiazgach dotyczących jego codziennej egzystencji jak zalewanie się potem, zakładanie nieświeżych ciuchów, czy lekko używanej już bielizny…. Niezależnie od zapewnień naszego antropologa, że przy takim skwarze i tak nie robi to żadnej różnicy, pozwolę sobie zauważyć, że właśnie w takim upale podstawowe zasady higieny robią ogromną różnicę….
Cóż mogę napisać więcej?
Szereg postaci jest wyjątkowo płaski, niektórzy jak się domyślam zostali wymienieni tylko po to, aby rozszerzyć grono potencjalnych podejrzanych. Niemniej jednak ciężko ich rozpatrywać w takim aspekcie, bo niczego się o nich nie dowiadujemy. Relacje pomiędzy Mariem, a Polą są mocno zagmatwane i wielka szkoda, że autorka nie poświęciła zdania, czy dwóch, aby wyjaśnić czytelnikowi skąd pomiędzy tą dwójką ten dziwny układ (bo niby są osobno, ale jakby jednak nadal ciut razem…), a i sama fabuła też jakoś nie porywa.
Słaba pozycja.

pokaż więcej

 
2018-05-29 19:35:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Idąc za ciosem, sięgnęłam po kolejną, szóstą część cyklu pani Neuhaus i nie żałuję.
Jest to dobra książka o bestialskim procederze jakim jest pedofilia. Autorka jednak nie emanuje nadmiernie przemocą, krew nie leje się z każdej strony, a trup nie ściele się zbyt gęsto, lecz nie jest to wcale potrzebne, żeby krzywić się z niesmakiem przy kolejnych rozdziałach i składać najserdeczniejsze...
Idąc za ciosem, sięgnęłam po kolejną, szóstą część cyklu pani Neuhaus i nie żałuję.
Jest to dobra książka o bestialskim procederze jakim jest pedofilia. Autorka jednak nie emanuje nadmiernie przemocą, krew nie leje się z każdej strony, a trup nie ściele się zbyt gęsto, lecz nie jest to wcale potrzebne, żeby krzywić się z niesmakiem przy kolejnych rozdziałach i składać najserdeczniejsze życzenia smażenia się w piekle sprawcom opisywanych okropieństw. Proste słowa, lakoniczne relacje, akapity pozbawione emocji tylko podkreślają bezmiar okrucieństwa oprawców i niedolę ich ofiar.
Przyznaję, że całość może przygnębić, szczególnie kiedy okazuje się, że przestępczy proceder dosłownie kwitnie pod przykrywkami chwalebnych instytucji, a ich szefowie i beneficjenci to ludzie powszechnie szanowani i poważani.
Odrazą napawa też fakt, że często gęsto dzieci są molestowane przez członków własnych rodzin. Ci więc, którzy w naturalnym odruchu powinni je chronić przez wszelkim złem tego świata, robią z ich życia drogę prze mękę. Szkoda, wielka szkoda, że to wszystko to nie jest tylko i wyłącznie wymysł literacki….

pokaż więcej

 
2018-05-29 19:34:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Kontynuuję swoją przygodę czytelniczą z tandemem niemieckich policjantów. Po znakomitej w moim mniemaniu „Śnieżce” mamy lekki spadek.
Jak to u pani Neuhaus sprawa z pozoru prosta nagle się gmatwa i mamy sporo różnych pobocznych wątków. A czy i który z nich wysunie się na pierwszy plan, to trzeba przekonać się osobiście.
Sama historia została nie najgorzej nakreślona, przynajmniej ta...
Kontynuuję swoją przygodę czytelniczą z tandemem niemieckich policjantów. Po znakomitej w moim mniemaniu „Śnieżce” mamy lekki spadek.
Jak to u pani Neuhaus sprawa z pozoru prosta nagle się gmatwa i mamy sporo różnych pobocznych wątków. A czy i który z nich wysunie się na pierwszy plan, to trzeba przekonać się osobiście.
Sama historia została nie najgorzej nakreślona, przynajmniej ta kryminalna, jednak perypetie osobiste głównych bohaterów, a szczególnie Olivera zwyczajnie mnie znudziły i wydały się mało wiarygodne. Bądź co bądź, facet w okolicach pięćdziesiątego roku życia, z wieloletnim doświadczeniem w szeregach policji, a więc z pozoru nie lada znawca natury ludzkiej i wiedzący doskonale do czego ludzie są zdolni, a bez protestów daje się wplątać w jakieś spiskowo- romansowe akcje, które na kilometr cuchną fałszem. Jak na całkiem sensownego gościa, bo taki właśnie obraz tej postaci wyłaniał się z poprzednich części, to autorka zrobiła przeskok o 180 stopni. W efekcie otrzymaliśmy rozedrganego małolata z motylami w brzuchu.
Również rozterki Pii, czy też fochy na to, że szef nie zwierza jej się ze swoich prywatnych spraw bardziej pasują do relacji pomiędzy nastolatkami, a nie dorosłymi ludźmi, którzy ze sobą tylko pracują.
Reasumując: zbrodnia, wielkie pieniądze i walka o przetrwanie, jak najbardziej mi się podobały; zaś fragmenty o prywatnym życiu policjantów ani trochę.

pokaż więcej

 
2018-05-29 19:32:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Bardzo dobry, mroczny kryminał. Chyba nie przesadzę zanadto, jeśli napiszę, że najlepszy z dotychczasowych części o tandemie Kirchhoff- Bodenstein (licząc od początku serii).
Uczciwie przyznaję, że autorka przedstawiła w książce tak dużo osób bezwzględnych, pozbawionych skrupułów i zepsutych do szpiku kości, że wręcz zastanawiam się, czy możliwe jest realne nagromadzenie w tym samym miejscu i...
Bardzo dobry, mroczny kryminał. Chyba nie przesadzę zanadto, jeśli napiszę, że najlepszy z dotychczasowych części o tandemie Kirchhoff- Bodenstein (licząc od początku serii).
Uczciwie przyznaję, że autorka przedstawiła w książce tak dużo osób bezwzględnych, pozbawionych skrupułów i zepsutych do szpiku kości, że wręcz zastanawiam się, czy możliwe jest realne nagromadzenie w tym samym miejscu i czasie takiego ogromu zła. Co gorsza, jest to zło, które z pozoru nie wygląda na to, czym tak naprawdę jest. Bo czasem to tylko jakieś niedopowiedzenie, niechęć do wtrącania się w nie swoje sprawy, brak chęci współpracy z policją, trzymanie języka za zębami, wtedy, kiedy powinno się głośno krzyczeć, milcząca zgoda na przeinaczanie faktów i tym podobne. A wszystko w imię źle pojmowanego świętego spokoju. I nagle winny nie jest ten, który zbrodnię popełnił, lecz ten, który został za nią skazany i domaga się oddania sprawiedliwości.
A wszystko to dzieje się na tle idyllicznego krajobrazu niemieckiej prowincji. Mili, sympatyczni ludzie, pomocni sąsiedzi, piękne krajobrazy i zło drzemiące pod podłogami tych zadbanych, wychuchanych domów…
Polecam.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
226 225 3515
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (77)

zgłoś błąd zgłoś błąd