Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur, Antoni Łomnicki i wielu innych uczonych tworzyło w latach międzywojennych tzw. lwowską szkołę matematyczną. Współpracując ze sobą, bądź rywalizując, przeciwstawiając matematykom z Warszawy i Krakowa, dokonali wielu odkryć, zdobyli sławę, zaszczyty i zrobili międzynarodowe kariery wykładowców, a Ulam został współtwórcą pierwszej...

Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur, Antoni Łomnicki i wielu innych uczonych tworzyło w latach międzywojennych tzw. lwowską szkołę matematyczną. Współpracując ze sobą, bądź rywalizując, przeciwstawiając matematykom z Warszawy i Krakowa, dokonali wielu odkryć, zdobyli sławę, zaszczyty i zrobili międzynarodowe kariery wykładowców, a Ulam został współtwórcą pierwszej bomby atomowej. Ich burzliwe losy, osiągnięcia, kariery naukowe i pozanaukowe, dramatyczne dzieje kończące się w wielu przypadkach śmiercią od kul hitlerowskich okupantów, opisuje Urbanek na tle zmieniającego się życia politycznego i kulturalnego Polski w czasie dwudziestolecia międzywojennego, w trakcie i po II wojnie światowej.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Iskry , 2014

źródło okładki: www.iskry.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 68
Pieniadzo | 2015-07-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 lipca 2015

W odróżnieniu od wielu opinii pozostałych użytkowników nie będę przytaczał konkretnych ustępów czy treści książki (chyba że w celu zilustrowania konkretnego spostrzeżenia). Postaram się natomiast wymienić jej wady i zalety.

Na wstępie warto pochwalić wydanie za estetyczną szatę graficzną, która zapewne wywrze pozytywne wrażenie na zainteresowanym (względnie: potencjalnym) czytelniku przy jego pierwszym kontakcie z książką. Kiedy jednak zechce choćby pobieżnie zapoznać się z jej treścią, to dozna szoku, albowiem w obliczu braku rzucającego się w oczy spisu treści zacznie panicznie kartkować książkę w jego daremnym poszukiwaniu (przynajmniej ja przeżyłem taką sytuację). Jeśli odważny czytelnik ostatecznie zaryzykuje i zdecyduje się na lekturę, nie za bardzo wiedząc czego spodziewać się po konkretnych jej częściach, rozpocznie ją od krótkiego encyklopedycznego przedstawienia sylwetek jej głównych bohaterów. Następnie jej główna część złożona jest z krótkich (a więc ułatwiających lekturę w okolicznościach jej nie sprzyjających) fragmentów historii ludzi, miejsc, okoliczności i ogólnie czasów związanych z lwowską szkołą matematyczną (LSM). Fragmenty te zatytułowane są nazwiskami konkretnych postaci związanych z opowieścią. Mając na uwadze to, jak bardzo losy każdej z nich splecione były zarówno historycznie, tematycznie i przede wszystkim w samej relacji Urbanka, zabieg ten nie jest chyba zbyt udany. W miarę lektury czytelnik dostanie więc odpowiedź czemu książka nie jest opatrzona spisem treści - treść jej głównej części nie jest bowiem w żaden systematyczny sposób uporządkowana; stanowi raczej tylko kolekcję luźnych faktów nie do końca posortowanych chronologicznie czy tematycznie. Nie przystaje więc do niej nawet epitet biografii, kalendarza czy encyklopedii, gdyż ich konstrukcje posiadają jednak pewien porządek. Co jak co i gdzie jak gdzie, ale akurat w książce o LSM powinno się jednak odnaleźć nieco więcej systematyczności, a mniej przypadku. Osiągnięcie tego celu nie jest z pewnością zadaniem łatwym, zwłaszcza gdy treść stanowią charakterystyki i mocno rozciągnięte w czasie losy różnych osób oraz opisy ich otoczenia, ale jednak doświadczony autor powinien umieć sobie z tym problemem jakoś lepiej poradzić.

Sama treść głównej części książki nie jest jednak niczym ponad zbiór anegdot, historyjek, krótkich opisów protagonistów i okoliczności, w których się znaleźli. Niewiele jest więc materiałów poświęconych LSM, których nie ma choćby w innych książkach, Wikipedii czy dokumencie z 2005 roku (https://www.youtube.com/watch?v=EJgl_Z9Yz1Q). Lektura w ramach opisu tła powstania i funkcjonowania LSM obfituje także w lakoniczne informacje o zwyczajach i stosunkach społecznych panujących w I połowie XX wieku (między klasami czy narodowościami) i wydarzeniach historycznych mających wówczas miejsce.

W trakcie lektury brakowało mi jednak wspomnianego wcześniej porządku i systematyczności w podawaniu faktów. Tzn. dowiemy się wiele np. o biografiach, cechach osobowościowych czy stylu pracy niektórych postaci, ale już o innych niewiele, przy czym nie wiemy za bardzo jakim kryterium kierował się autor przy podejmowaniu decyzji o tym co i ile pisać o konkretnych postaciach. Co więcej nie za bardzo wiemy czym zajmowali się poszczególni naukowcy. Szczegółowych opisów dla fachowców bynajmniej nie oczekiwałem, ale, jako że w zasadzie każdy polski absolwent szkoły średniej jest po wielu latach lekcji matematyki, to autor mógłby napisać coś więcej o protagonistów dorobku, wkładzie w matematykę, jego pozamatematycznym zastosowaniu czy choćby nawet jednym słowem o dominującej dziedzinie matematyki, którą się konkretny naukowiec głównie zajmował. Przez te braki nie za bardzo wiemy na ile bohaterowie byli wszechstronni i czy wymienione przez autora relacje zawodowe i towarzyskie pomiędzy konkretnymi naukowcami przebiegały w poprzek czy raczej wzdłuż ich zainteresowań naukowych. Tak więc nie możemy odpowiedzieć na pytanie czy bohaterowie kisili się w sosie własnej specjalizacji, czy może istniały raczej - jak to byśmy dziś nazwali - zespoły interdyscyplinarne, w których badacze specjalizujący się w różnych dziedzinach podsuwali sobie nawzajem problemy do rozwiązania i wskazywali na możliwe zastosowania swoich rezultatów.

Autor poza zdawaniem relacji z faktów nie pokusił się o żadne analizy czy choćby stawianie rozmaitych hipotez. Tak więc np. nie dowiemy się od autora na ile dokładnie specyficzna w swej ogólnej charakterystyce, a więc np. w kwestii sposobu uprawiania nauki, LSM była i różniła się od innych ośrodków naukowych. Ponadto nie dowiemy się też co mogło stanowić przyczynę, dla której akurat we Lwowie wtedy, a nie gdzie indziej czy kiedy indziej powstał tak prężny ośrodek badawczy w tej konkretnej dziedzinie. Możemy jedynie sami spekulować, że mogło to być wynikiem jakiejś systematycznej przyczyny (względnie: ich splotu) czy dziełem zupełnego przypadku, na podstawie szczątkowych opisów dostarczonych w książce i wiedzy własnej.

Być może autor przeczuwał te braki i chcąc je skompensować zdecydował się na zwieńczenie książki wywiadem z matematykiem Romanem Dudą, który odpowiada na rozmaite pytania i dokonuje pewnych podsumowań. Np. prezentuje swoją hipotezę odnośnie fenomenu LSM czy zajmuje stanowisko w sprawie nadreprezentacji Żydów (choć jego odpowiedź dotyczy bardziej żydów i dlatego wydaje się chybiona) w nauce, a więc zjawiska, o którym dyskutowali Ulam z von Neumannem, o czym pisze Urbanek.

Treści przytrafiło się parę literówek. Uzupełniona jest fotografiami chyba nie do końca trafionymi: przedstawiającymi sam Lwów (choć niestety nie miejsc, w których przedstawiciele matematycznej szkoły lwowskiej najczęściej przebywali) oraz głównych przedstawicieli szkoły (szkoda tylko, że na najbardziej znanych zdjęciach - brak jest takich, które nie byłyby już w sieci wcześniej powszechnie dostępne).

Czemu więc wobec tych wszystkich rozlicznych wad czy braków tej pozycji oceniłem ją tak wysoko? Cechą, która o tym decyduje - oprócz tego, że można się z niej (a więc z jednego nierozproszonego źródła) po prostu wiele dowiedzieć - jest to, że przede wszystkim świetnie się ją czyta jako lekką (w moim przypadku: wyjazdowo-wakacyjną) lekturę! W szczególności zaś mimo wszystko powinni zapoznać się z jej treścią ludzie ciekawi świata nauki i chcący zrozumieć czego potrzeba, aby mógł się w nauce odbyć jakiś postęp. Choć, jak wcześniej nadmieniono, nie uświadczy czytelnik żadnej analizy, to jednak zapozna się z pewnym opisem, choć dalekim od ideału, ale jednak pomocnym do przeprowadzenia dzięki niemu własnego studium przypadku.

Dobrze gdyby, zwłaszcza w obliczu niskiej atrakcyjności dokumentu o Banachu z 2005 r., dokonany został przekład na angielski tej książki, ponieważ (niestety jak mało co) jej treść zasadniczo dobrze świadczy o narodzie polskim.

P.S.
Bardzo motywujące są relacje, wedle których nawet ci najbardziej genialni uczeni pracowali nad problemami np. całymi nocami; nie jest więc tak, że mieli oni umysłowość pozwalającą w ułamku sekundy znajdywać rozwiązania, ale dochodzili do nich na drodze mozolnej i wyczerpującej pracy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Złodziejka książek

Nie potrafię pisać recenzji, ani opowiadać o książce, więc nigdy tego nie robię, ale w przypadku tak cudownego dzieła, muszę się chociaż w mój amators...

zgłoś błąd zgłoś błąd