Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Jego Wysokość Longin

Cykl: Longin (tom 1)
Wydawnictwo: Znak emotikon
7,18 (369 ocen i 94 opinie) Zobacz oceny
10
33
9
29
8
83
7
107
6
82
5
23
4
6
3
4
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324029617
liczba stron
120
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Longin mieszka w kuchni (bo jego pokój to właściwie kawałek kuchni, w której tata wydzielił dla niego miejsce), uwielbia bawić się resorakami (nawet nie mówcie, że nie wiecie, co to jest!), a jego marzeniem jest nowiutkie Atari (no dobra, tu podpowiedź: to ma joystick i można na tym grać w gry). Nie lubi zabawy w chowanego, bo zawsze jakoś wystaje – a to głowa, a to ręce, a to nogi. A poza tym...

Longin mieszka w kuchni (bo jego pokój to właściwie kawałek kuchni, w której tata wydzielił dla niego miejsce), uwielbia bawić się resorakami (nawet nie mówcie, że nie wiecie, co to jest!), a jego marzeniem jest nowiutkie Atari (no dobra, tu podpowiedź: to ma joystick i można na tym grać w gry). Nie lubi zabawy w chowanego, bo zawsze jakoś wystaje – a to głowa, a to ręce, a to nogi. A poza tym zawsze wpakuje się w jakieś tarapaty (ale słowo, wcale nie specjalnie!). Na pewno byście się dogadali!

Longin, co z ciebie wyrośnie?! Już wiadomo. Marcin Prokop, czyli jak dorastałem w PRL-u.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 912
AmatorkaCooltury | 2014-12-08
Na półkach: Przeczytane 2014
Przeczytana: 08 grudnia 2014

Zachwytu nad tą książką nie podzielam i tym bardziej nie rozumiem. Zerkając na wysokie oceny tej pozycji, jest on oczywiście uzasadniany. Jednak do mnie, mimo to, on wciąż nie dociera.
Książkę czyta się szybko i początkowo przyjemnie. Schrupałam ją w trzy dni, a pierwsze strony o przyczynach przezwiska "Longin" wzbudziły we mnie nawet sporą sympatię. W zapowiedziach jednak książka Prokopa często jest określana, jako ta z ery PRL-u. Spodziewałam się więc tam wielu jego symboli a co znalazłam? Wzmianki o Panu w czarnych okularach, oranżadzie w proszku, kolejkach, skodzie...i w sumie niespecjalnie cokolwiek więcej. Takimi wyrywkowymi, nieuzasadnionymi przykładami, czasów PRL-u współczesnym dzieciakom na pewno nie wyjaśnimy (bo z tego, co wiem, takie było zamierzenie autora).
"Jego wysokość Longin" to historia grupy podwórkowych przyjaciół, którzy imają się coraz to nowych gier i wyzwań. Jest zabawa w chowanego, gra w kapsle, jazda na rowerze i nawet poszukiwania zaginionego stryja. Sama fabuła zakrawa na dość intrygującą i zabawną, niestety więcej w niej chaosu, niż sensu (czy też konkretnego celu). W nieokreślonym momencie się zaczyna i w dziwnym, nieokreślonym momencie kończy. Jakby była jakimś wyrwanym fragmentem, a nie zredagowaną całością. A zaśmiałam się nad nią podczas czytania może...raz. I to lekko.
Powiedzmy, że to tyle z konkretów. Czas na absurdy.
Ja wiem, dzieci mają wybujałą wyobraźnię, ale pomysł na niewidzialnego przyjaciela? Owszem, jest w stanie się zdarzyć, jednak niewidzialny kolega, który podaje kubek, pije razem z nami lemoniadę i chodzi do szkoły (będąc towarzyszem jedenastoletniego chłopca!) zakrawa na niepokojące problemy z głową. Jeden dzień jego obecności-jak najbardziej to jakaś forma zabawy. Ale kilka miesięcy?? Nie, nie i jeszcze raz przemyślane nie na powyższy literacki, a życiowy pomysł tym bardziej.
Określenia typu: "facetka z matematyki" i dziwne przezwiska bohaterów miały pewnie nadać całości wiarygodności. Niestety w moim mniemaniu wprowadzane są na siłę i stąd ich ostateczna sztuczność.
O absurdalności babcinych kozaczków będących oficerkami Piłsudskiego spod "Cudu nad Wisłą" również muszę wspomnieć. Znów pomysł prawie jedenastolatka. W żadnym stopniu mnie nie przekonuje. I wiele innych zdarzeń, czy przypadków również. Są często dziwne i bezcelowe, a mój komentarz w konkretnych przypadkach ograniczał się jedynie do niezidentyfikowanego wyrazu twarzy.
Suma sumarum drugą połowę książki czytałam tylko po to, by ją jak najszybciej skończyć. Bo całkiem inaczej wyobrażałam sobie autorską pozycję mojego ulubionego dziennikarza, który zapowiada ją jako opis swojego dzieciństwa i jednocześnie minionych czasów komuny. Pierwszy jest w wielu przypadkach bardzo niewiarygodny, a drugiego prawie wcale nie ma.
Jednak plusa o dziwo się dopatrzyłam. Niestety tylko jednego: ilustracje. Intrygujące i zapadające w pamięć. Ich autorowi gratuluję, a drugiemu- Panu Marcinowi zalecam odłożenie pisaniny do szuflady. W telewizji jest Pan o niebo lepszy :-)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zimowy wiatr na twojej twarzy

Mogłoby wydawać się, że wielka historia rozgrywa się gdzieś w wielkich metropoliach, a tworzą ją ludzie stojący u władzy, sławni lub tacy, którym zleż...

zgłoś błąd zgłoś błąd