Władca liczb

Cykl: Edward Popielski (tom 6)
Wydawnictwo: Znak
6,7 (1137 ocen i 161 opinii) Zobacz oceny
10
43
9
58
8
184
7
379
6
303
5
100
4
31
3
29
2
5
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324032181
liczba stron
312
słowa kluczowe
Marek Krajewski, popielski, Wrocław,
język
polski
dodała
AMisz

Wrocław to brama do piekła. Kiedy przez nią przejdziesz, nie ma już odwrotu Zmęczony życiem Popielski dostaje nowe zlecenie. Proste z pozoru śledztwo w sprawie syna pewnego hrabiego zaczyna zupełnie nowy rozdział w historii detektywa i miasta. Wrocław staje się przejściem do mrocznego świata, niebezpiecznym labiryntem. Wystarczy o niewłaściwej porze znaleźć się w niewłaściwym miejscu i otwiera...

Wrocław to brama do piekła. Kiedy przez nią przejdziesz, nie ma już odwrotu
Zmęczony życiem Popielski dostaje nowe zlecenie. Proste z pozoru śledztwo w sprawie syna pewnego hrabiego zaczyna zupełnie nowy rozdział w historii detektywa i miasta.
Wrocław staje się przejściem do mrocznego świata, niebezpiecznym labiryntem. Wystarczy o niewłaściwej porze znaleźć się w niewłaściwym miejscu i otwiera się brama do piekieł.

Tutaj okrucieństwo nie ma granic.
Tutaj śledzisz każdy gest twojego oprawcy.
Tutaj zaczynasz żyć według jego reguł.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: www.znak.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Monika książek: 1336

Matematyka i inne demony

Gliny nigdy nie mówią do widzenia. Zawsze mają nadzieję, że cię jeszcze ujrzą u siebie - przekonuje bohater książki Raymonda Chandlera „Długie pożegnanie”. To życzenie w przypadku Edwarda Popielskiego jest zdecydowanie obustronne. Raduje się literacka część ludzkości (tzw. czytająca mniejszość), ponieważ ukazała się właśnie książka Marka Krajewskiego „Władca liczb”, kolejny tom przygód do niedawna jeszcze lwowskiego, a już teraz wrocławskiego policjanta/ prywatnego detektywa/ pełnomocnika procesowego. Ale ab ovo.

Wrocław, lato 1956 roku. Edward Popielski ponownie przemierza i penetruje ulice miasta po to, żeby wszechświat mógł powrócić do równowagi, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Sprawa, której podejmuje się tym razem, za przyzwoleniem swojego obecnego pracodawcy mecenasa Aleksandra Becka, z początku wydaje się być tylko błahostką, raptem niegroźnym szantażem, kolejnym zleceniem zbytnio nieodbiegającym od dotychczasowych zajęć pełnomocnika. Zleceniodawca, przedwojenny arystokrata, dżentelmen o nienagannych manierach, hrabia Władysław Zaranek-Plater powierza mu dość intratne, ale też delikatne zadanie. Popielski ma udowodnić chorobę psychiczną jego brata Eugeniusza. A Eugeniusz to ekscentryk, matematyczny geniusz, który równaniami matematycznymi próbuje przekonać otoczenie, że fala samobójstw mieszkańców Wrocławia jest spowodowana działaniem Belmispara vel Władcy liczb. Uznanie Eugeniusza za człowieka chorego pozwoli przejąć hrabiemu Władysławowi spadek należny...

Gliny nigdy nie mówią do widzenia. Zawsze mają nadzieję, że cię jeszcze ujrzą u siebie - przekonuje bohater książki Raymonda Chandlera „Długie pożegnanie”. To życzenie w przypadku Edwarda Popielskiego jest zdecydowanie obustronne. Raduje się literacka część ludzkości (tzw. czytająca mniejszość), ponieważ ukazała się właśnie książka Marka Krajewskiego „Władca liczb”, kolejny tom przygód do niedawna jeszcze lwowskiego, a już teraz wrocławskiego policjanta/ prywatnego detektywa/ pełnomocnika procesowego. Ale ab ovo.

Wrocław, lato 1956 roku. Edward Popielski ponownie przemierza i penetruje ulice miasta po to, żeby wszechświat mógł powrócić do równowagi, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Sprawa, której podejmuje się tym razem, za przyzwoleniem swojego obecnego pracodawcy mecenasa Aleksandra Becka, z początku wydaje się być tylko błahostką, raptem niegroźnym szantażem, kolejnym zleceniem zbytnio nieodbiegającym od dotychczasowych zajęć pełnomocnika. Zleceniodawca, przedwojenny arystokrata, dżentelmen o nienagannych manierach, hrabia Władysław Zaranek-Plater powierza mu dość intratne, ale też delikatne zadanie. Popielski ma udowodnić chorobę psychiczną jego brata Eugeniusza. A Eugeniusz to ekscentryk, matematyczny geniusz, który równaniami matematycznymi próbuje przekonać otoczenie, że fala samobójstw mieszkańców Wrocławia jest spowodowana działaniem Belmispara vel Władcy liczb. Uznanie Eugeniusza za człowieka chorego pozwoli przejąć hrabiemu Władysławowi spadek należny bratu. Stawka jest wysoka, a z pozoru proste zadanie okazuje się skomplikowanym matematycznym działaniem, którego rozwiązanie może uwolnić demoniczne siły. Ale Popielski już zwęszył trop. Alea iacta est.

Powojenny Wrocław i nie zawsze dżentelmeńskie, lecz skuteczne maniery siedemdziesięcioletniego Edwarda Popielskiego. Okultyzm i matematyka. Miejski półświatek i precyzja topograficzna. Języki, klamra czasowa i dynamiczna fabuła. Dobrze znane i cenione elementy konstrukcyjne powieści Krajewskiego i tym razem cieszą oko i umysł czytelnika. „Władca liczb” to kolejna zacna powieść wrocławskiego autora, w której odnajduje się dobrze znaną i oczekiwaną melodię. Czyta się z zawrotną szybkością, angażując wszystkie zmysły. Popielski/ Krajewski/ Mock - Cura, ut valeas!

Monika Długa

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (2512)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 264
Rocinka | 2018-04-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 lutego 2015

Powojenny Wrocław z 1956 roku w czasie gomułkowskiej odwilży, ukazuje swoje mroczne oblicze. Z odmętów Odry wyłaniają się kolejne trupy, którym na spotkanie wychodzi znany z wcześniejszych powieści Marka Krajewskiego – Edward Popielski – do niedawna postrach lwowskiego półświatka, teraz wrocławski prywatny detektyw. Z pozoru błahe zlecenie hrabiego Zaranka-Platera, aby dla korzyści majątkowych udowodnić jego bratu Eugeniuszowi chorobę psychiczną, staje się skomplikowaną matematyczną zagadką. Matematyka przeplata się z okultyzmem, a także charakterystycznym dla Krajewskiego, topograficznie precyzyjnym i klimatycznym wizerunkiem miasta. Zdecydowanie mocną stroną są wyraziste, może nawet lekko przerysowane postacie, które zapadają w pamięć. Narracja prowadzona głównie w pierwszej osobie, którym jest sam Popielski spisujący swoje wspomnienia, niweluje dystans pomiędzy bohaterem a czytelnikiem zaś wydarzenia przedstawione w powieści spina częsta w twórczości pisarza klamra czasowa...

książek: 982
marcin | 2017-09-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2017 rok

Muszę przyznać że lubię powieści M.Krajewskiego. Lubię go za styl,erudycję za opis i przybliżenie czasów które już odeszły. Powieści Krajewskiego mają swój specyficzny klimat,są przesycone jakimś brudem,zgnilizną i złem w różnych jego formach."Władcę liczb"czyta się naprawdę nieźle choć książka jest nierówna i momentami dość zawiła. Ciekawym posunięciem ze strony autora było wprowadzenie do kart powieści elementów matematycznych i wrozbiarskich przez co książka niewątpliwie zyskuje."Władca liczb"nie jest jakimś szczytowym osiągnięciem Krajewskiego,Popielski jest już stary i zmęczony życiem dlatego niektóre jego wyczyny zdumiewająi czasem śmieszą, ale to naprawdę przyzwoicie napisana książka. Daje sześć plus jedną gwiazdkę za wątróbkę w panierce.

książek: 741
Jolka | 2018-11-12
Przeczytana: 11 listopada 2018

Wrocław, 1956 i 2013 rok. Zagadka Belmispara - tytułowego władcy liczb. Demona, jak chcą niektórzy, czy żywego człowieka. Zagadka z zaświatów, czy jak najbardziej racjonalnie dające się wytłumaczyć zdarzenia. Czy morderstwo pięciu osób dokonane w latach 50 -tych, w imię Belmispara, ma sens? Głowi się nad tym siedemdziesięcioletni doktor Edward Popielski i nie rozwikławszy śledztwa umiera w 1975 roku, przekazując ją w spadku synowi. Nie ma Belmispara, nie ma demona, jest zwykły śmiertelnik, choć szalony i przeżarty magią liczb. Trzeba było czekać do 2013 roku, by się o tym dowiedzieć.
Czy dziś jest dzień Belmispara? Jeśli tak, to ktoś niechybnie popełni samobójstwo...
Nie wariujcie jednak, nie sprawdzajcie wschodu i zachodu Słońca, to bardzo mylące.
Ale sam pomysł na motyw morderstw jest genialny. Matematyka, mitologia i magia. Czym jeszcze zaskoczy mnie Krajewski, gdy znów sięgnę po jego następne powieści?

książek: 368
deskath | 2015-02-27
Przeczytana: 27 lutego 2015

Niestety jest to najsłabsza książka z Edwardem Popielskim w roli głównej. Siedemdziesięcioletni detektyw próbuje rozwikłać sprawę tajemniczych samobójstw, ze którymi rzekomo stoi pewnien matematyczny demon. W poprzednich książkach Marka Krajewskiego różnie bywało z zagadkami do rozwiązania, ale ta jest najsłabsza. Brakuje również klimatu, który czasami w zupełności rekompensował braki kryminalne poprzednich powieści. Bohater też momentami nie zachwyca. Większość rozwiązań podsuwa mu zwykle ktoś inny i chwilami ciężko uwierzyć, że Popielski był kiedyś postrachem lwowskiego półświatka. Nie chodzi mi oczywiście o sprawność fizyczną bohatera, tylko o umiejętności dedukcyjne. Książkę czytało mi się jednak dobrze, więc za warsztat plusik więcej. Mam nadzieję, że był to wypadek przy pracy autora, a nie zmęczenie materiału i kolejna powieść pana Krajewskiego będzie lepsza.

książek: 2161
emindflow | 2014-09-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 września 2014

Każdą nową książkę Marka Krajewskiego przyjmuję z nadzieją i od dłuższego czasu każdą kolejną jestem coraz bardziej rozczarowany. Nie inaczej jest, niestety, z "Władcą liczb".
Wygląda na to, że pisarzowi skończyły się pomysły, bo "Władca liczb" jest niewiarygodnie wtórny, dosłownie wszystko już było w poprzednich książkach cyklu.
Krajewski nigdy nie był mistrzem w konstruowaniu kryminalnych intryg, więc przynajmniej w tym zakresie jest zgodnie z oczekiwaniami - spodziewałem się, ze będzie słabo i jest słabo.
Z żalem stwierdzam, że brakuje tu nawet tego specyficznego klimatu miasta (w tym przypadku Wrocławia) i epoki, czym broniły się wszystkie wcześniejsze książki.
Wszystko to skłania mnie do stwierdzenia, ze miałem do czynienia z bodaj najsłabszą pozycją cyklu z Mockiem i Popielskim.
Jedyny walor autora, jaki pozostał w tej powieści, to lekkość pióra - tę książkę nadal czyta się lekko, ale już z przyjemnością jest znacznie gorzej.
Książka wyłącznie dla hard fanów Marka...

książek: 1547
joaśka | 2014-12-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 grudnia 2014

W twórczości każdego dobrego autora znajdzie się jedna czy dwie słabsze pozycje. Przeczytana książka jest właśnie, moim zdaniem, jedną z nich.
Wprawne pióro Marka Krajewskiego sprawiło, że przeczytałam ją do końca i nawet byłam ciekawa rozwiązania zagadki, ale po drodze czułam narastającą irytację. Cała plejada bohaterów, niekiedy mało albo zgoła nic wnoszących do akcji, niedokończone wątki i dość niedorzeczna intryga. W jednym miejscu (s.293)powtarza się nawet cały fragment powieści ze s.35. Może to był jakiś specjalny zamysł autora, którego ja nie zrozumiałam.
Mam nadzieję, że w następnej powieści będzie zwyżka formy pisarskiej.

książek: 665
Marcin Kowalczyk | 2018-08-18
Przeczytana: 18 sierpnia 2018

"Mordercza matematyka"
Książka trafiła w me ręce przypadkowo i została przeczytana jak wszystkie poprzednie powieści tego autora. Jest coś co wciąga i nie pozwala się oderwać od lektury. To dobrze...
Jednocześnie stwierdzam, że ten typ pisania powoli wyczerpuje swoje baterie i kolejne książki są coraz słabsze.
Cała akcja rozkręca się powoli, by na końcu pędzić dość żwawo.
Jednocześnie otoczka wydaje się być troszeczkę nierealna. Nie uwierzę, że były policjant ze Lwowa, który wywinął się UB, może tak beztrosko prowadzić kolejne śledztwa w prywatnym charakterze.
Brakuje oddechu służb bezpieczeństwa na plecach, donosów i całego PRL-owskiego aparatu nacisku i kontroli.
Męczyły mnie ciągłe nawiązania do Lwowskiej tradycji...
Brakuje też mrocznej otoczki z pierwszych książek.
Można dyskutować czy został oddany klimat miasta, sprzeczać się o szczegóły, ale chyba nie o to chodzi.
Jak na kryminał trochę oderwany o rzeczywistości. Mimo tego przyjemnie się czytało.

książek: 3231
filozof | 2015-02-17
Na półkach: Przeczytane

Jakoś tak lubię czytać o Wrocławiu.Nigdy tam nie byłem, ale mam sentyment do tego miasta.
Może dlatego, że moje ulubione seriale Pierwsza Miłość i Świat Według Kiepskich toczą się w tym mieście ?
Co do książki,to fabuła jest nawet dobra. Taka chwytliwa,otóż mamy serię morderstw, ciała wyławiane z Odry.
Popielski ma za zadanie znaleźć sprawcę.
Rok 1956 to czasy odwilży gomułkowskiej.
Nie ma już Armii Czerwonej na ulicach, wszechwładnego NKWD.
I może dlatego czułem pełen nie dosyt,czegoś mi brakowało.
Tego napięcia,Popielski jest po prostu stary.
Nie ma co się czarować,to już nie jest ten człowiek z Licz Charona lub Głowy Minotaura.
Książkę można przeczytać,ale mi osobiście trudno się nad nią zachwycać.
Pozdrawiam mieszkańców i mieszkanki Wrocławia.

książek: 531
Edyta | 2014-10-27
Przeczytana: 26 października 2014

Genialna! Po prostu genialna książka!
King, Harris, Coben...my mamy swojego Krajewskiego.
Polecam! Ciekawa, wciągająca, zaskakująca...
Pióro autora moim zdaniem majstersztyk.
Przyznam, że darzę szczególnym sentymentem Wrocław, okolice Curie - Skłodowskiej, czytelnię na Szewskiej...i oczywiście "starego znajomego" Edwarda Popielskiego. Poza tym ta właśnie część wyjaśnia wiele zagadek z dotychczasowego życia głównego bohatera.Polecam

książek: 1709
Tomek | 2014-11-07
Na półkach: Przeczytane, E-book, Posiadam
Przeczytana: 07 listopada 2014

Już dawno nie miałem takiego problemu z podjęciem decyzji dotyczącej oceny powieści po zakończeniu jej lektury. W dalszym ciągu targają mną sprzeczne emocje i co chwilę zmieniam zdanie odnośnie tejże oceny i opinii na temat "Władcy liczb". Były momenty, kiedy myślałem sobie, że najlepiej byłby aby główny bohater przybrał inne imię i nazwisko, aby nie przynosić wstydu Edwardowi Popielskiemu, lecza za chwilę okazywało się, że to, co czytam właściwie mi się podoba i czynię to z zainteresowaniem, bo ciekaw jestem, jakie tym razem rozwiązanie zagadki przygotował Marek Krajewski.

"Władca liczb" nie jest zapewne powieścią, za którą polubiłbym Marka Krajewskiego. Cały czas waham się nad stwierdzeniem czy jest to historia przeciętna, czy może dobra? Nie chcę też chyba roztrząsać aż tak mocno tego problemu, aby nie zatrzeć tych bardzo dobrych wspomnień, które pozostawiły po sobie wcześniejsze powieści tego autora (pomijając oczywiście powieść "W otchłani mroku"). Wydaje mi się...

zobacz kolejne z 2502 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Marek Krajewski odpowie na Wasze pytania!

Do 30 września będziemy zbierać pytania do Marka Krajewskiego, najciekawsze przekażemy Autorowi, a jego odpowiedzi opublikujemy w serwisie. Autorom trzech najciekawszych pytań przekażemy książki Wydawnictwa Znak „Władca liczb”.


więcej
Marek Krajewski bada profil psychologiczny czytelników

Światło dzienne ujrzał właśnie ciekawy projekt badawczy zgłębiający psychologiczne aspekty czytelnictwa, takie jak osobowość czy postawa czytelników książek. Badanie realizuje firma Imas International, a do uczestnictwa w nim zaprasza nie kto inny jak mistrz tworzenia fascynujących profili kryminalnych, pisarz Marek Krajewski.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd