Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Droga do Los Angeles

Wydawnictwo: G+J
5,49 (99 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
2
8
5
7
13
6
35
5
20
4
6
3
6
2
4
1
5
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Road to Los Angeles
data wydania
ISBN
9788377785003
liczba stron
220
słowa kluczowe
literatura amerykańska
język
polski
dodała
joly_fh

Osiemnastoletni Arturo Bandini marzy, by zostać pisarzem. Niestety proza życia pisze się sama, wbrew niemu. Są lata 30. w Ameryce panuje kryzys, a Arturo ma na utrzymaniu matkę i siostrę. Musi imać się różnych okropnych zajęć, wreszcie ląduje w fabryce konserw. Wybujałe młodzieńcze ego utrzymuje Arturo w ciągłym zawieszeniu pomiędzy nieakceptowaną rzeczywistością a światem rojeń. Zaczytuje się...

Osiemnastoletni Arturo Bandini marzy, by zostać pisarzem. Niestety proza życia pisze się sama, wbrew niemu. Są lata 30. w Ameryce panuje kryzys, a Arturo ma na utrzymaniu matkę i siostrę. Musi imać się różnych okropnych zajęć, wreszcie ląduje w fabryce konserw. Wybujałe młodzieńcze ego utrzymuje Arturo w ciągłym zawieszeniu pomiędzy nieakceptowaną rzeczywistością a światem rojeń. Zaczytuje się Nietzschem, rozmawia z rybami, walczy z krabami, kocha się w bibliotekarce i papierowych dziewczynach ze „świerszczyków”, wygłasza lewicowe tyrady przed filipińskimi imigrantami. Arturo Bandini to alter ego Fantego. Postać ta, zawsze pełna żaru, zapamiętale walczy o swoje miejsce w świecie, ma skomplikowane, silne relacje z bliskimi i jedyny w swoim rodzaju, groteskowy, barwny ogląd rzeczywistości. John Fante to jeden z najciekawszych autorów literatury amerykańskiej. Często postrzegany jako outsider, przez grono wiernych czytelników uważany za pisarza kultowego. Jego powieści, odkryte przez Charlesa Bukowskiego, wywołały falę zainteresowania czytelników, a krytycy przyjęli je z entuzjazmem.

 

źródło opisu: G+J JAHR POLSKA, 2014

źródło okładki: http://www.gjksiazki.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 258
Tomasz Wojewoda | 2017-06-17
Przeczytana: 16 czerwca 2017

MŁODOŚĆ DURNA I CHMURNA Z PRZEWAGĄ DURNEJ?

John Fante (1909-1983) – amerykański pisarz pochodzenia włoskiego, scenarzysta i autor krótkich opowiadań. Choć jednogłośnie uznawany za jednego z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku, nie dorobił się wielkiego majątku i przez większość życia musiał utrzymywać się z pisania scenariuszy filmowych dla Hollywood. Przez większość życia ciężko chory – z zaawansowaną cukrzycą, która doprowadziła do utraty wzroku i amputacji obu nóg. Dotknięty alkoholizmem i depresją.

W rozmowie Charlesa Bukowskiego z Fernandą Pivano „Śmieję się z bogami” (Wydawnictwo w Podwórku, Gdańsk 2016) można znaleźć następujący fragment, gdy do rozmowy wtrąca się Joe Wolberg: „W książce Hanka «Kobiety», bo to chyba było w «Kobietach» albo jakiejś innej, napisał… wspomniał nazwiska kilku osób, a wśród nich był John Fante. Książkę czytał John Martin, który nigdy wcześniej nie słyszał o Fantem. I jak rozmawiał z Hankiem, to powiedział « A właśnie, to nazwisko, ‘John Fante’ jest świetne. Niesamowite nazwisko. Genialnie potrafisz wymyślać nazwiska ». A Hank na to: « Nie wymyśliłem tego nazwiska » (śmiech)”. Joe Wolberg dobrze zapamiętał – nazwisko Johna Fantego istotnie pojawia się w powieści „Kobiety”, ale z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jeszcze fakt, że w ostatniej powieści Bukowskiego, „Szmira”, występuje dwójka oprychów, nasłanych by pobić głównego bohatera – nazywali się Dante i Fante.

Tak jak wielu, znajomość Johna Fante zawdzięczam Charlesowi Bukowskiemu, który stale wymieniał amerykańskiego pisarza w gronie swoich największych literackich idoli. Przyznawał wprost: „Fante był moim bogiem!”. Bukowski doprowadził też do wznowienia dzieł Fantego w wydawnictwie Black Sparrow Press, kierowanym przez Johna Martina i osobiście napisał przedmowę do „Pyłu” („Ask the dust”) – najsłynniejszego dzieła J.F.

„Droga do Los Angeles” to chronologicznie pierwsza powieść Johna Fantego, napisana w epoce tuż po Wielkim Kryzysie, w 1936 roku. Niestety, nie została ona opublikowana, głównie ze względu na fakt, że jej tematyka była zbyt bulwersująca, jak na połowę lat trzydziestych. Sam Fante tak wyraził się o swojej książce w liście do Careya McWilliamsa: „Niektóre kawałki są jak kij w mrowisko. Może za mocne, to znaczy brak w nich « dobrego smaku ». Dopiero tuż po śmierci autora, w maju 1983 roku, jego żona, Joyce Fante odnalazła maszynopis „Drogi do Los Angeles” i doprowadziła do jego publikacji w 1985 roku, nakładem wspomnianego Black Sparrow Press.

Głównym bohaterem „Drogi do Los Angeles” jest niejaki Arturo Bandini, alter ego Fantego, zbuntowany osiemnastolatek, który pragnie zostać wielkim pisarzem. Pragnąc tworzyć swoją własną prozę, nieustannie buntuje się przeciwko zastanej prozie życia. A ta nie należy do najszczęśliwszych – Bandini, półsierota, ma na utrzymaniu matkę i siostrę, więc pracuje gdzie się da, często tracąc zatrudnienie w wyniku własnych zaniedbań. Prowokuje i zraża do siebie społeczeństwo, wygłaszając lewicowe, antyklerykalne, momentami wręcz faszyzujące tyrady. Nie można odmówić mu inteligencji i oczytania – chętnie czytuje i cytuje między innymi Schopenhauera, Kanta, Spenglera, Czechowa, Zolę. Jego bogiem jest natomiast Fryderyk Nietzsche, modli się do niego, uważając za inkarnację Zaratustry. Marząc o wielkiej światowej rewolucji, póki co zdobywa pierwsze doświadczenia erotyczne, siedząc zamknięty w szafie, w towarzystwie kobiet ze „świerszczyków”. Nieobce mu są kradzież i przemoc (na początku jedynie wobec zwierząt – długa scena masakry krabów, którą urządził obrzydziła mnie do reszty – później również wobec najbliższych ludzi). Z całą pewnością Bandini nie jest bohaterem, którego dałoby się polubić, z którym można by się w najmniejszym choćby stopniu utożsamić. Jedno tylko trzeba mu oddać – jak on pięknie klnie i wyzywa! Tak pięknych „wiązanek”, jakie wydobywają się z ust Bandiniego nie powstydziłby się sam Witkacy, dziańdzia twoja glań!

Ciekawie czytało mi się „Drogę do Los Angeles” zwłaszcza w kontekście poprzedniej lektury – „Kroniki wypadków miłosnych” Tadeusza Konwickiego. Bo przecież, w gruncie rzeczy mamy tu do czynienia z bohaterami, które mają pewne cechy wspólne – podobny wiek, podobne buntownicze nastawienie do świata, brak ojca, nadopiekuńcza matka. O ile życie Witolda zostało zrujnowane jednym wydarzeniem (wybuchem II wojny światowej), o tyle życie Bandiniego podlega stałej degradacji przez tzw. Wielki Kryzys (po angielsku „Great Depression”). O ile u Konwickiego bohater traci intelektualną suwerenność z powodu miłości, o tyle u Fantego dzieje się to z jej braku. Fante proponuje nam więc parodię tzw. bildungsroman, pastisz literatury młodzieżowej (podobnie jak Konwicki). Nie podejmuję się jedynie ocenić, jak się ma proza Fantego do idei „zrehabilitowanego kiczu”.

Już na pierwszy rzut oka widać, że John Fante był „ojcem duchowym” twórczości Charlesa Bukowskiego, podłożył pod nią duchowe podwaliny. „Droga do Los Angeles” równie dobrze mogłaby być swoistym prequelem na przykład „Faktotum” Bukowskiego. Główny bohater wiedzie życie beatnika, na wiele lat przed powstaniem terminu „beat generation”. Jednak proza Fantego nie przypadła mi do gustu aż tak bardzo jak wszystkie książki Bukowskiego – brakuje jej tego, co z pewnością posiadają wszystkie książki z Henrym Chinaskim w roli głównej - pewnej lekkości, brawury, ostateczności. Charles Bukowski też przecież zmierzył się, niezwykle boleśnie, z własnym etapem dojrzewania – w powieści „Z szynką raz” („Ham on a rye”) – i ośmielam się stwierdzić, że zrobił to w lepszym stylu. Arturo Bandini nie równa się więc Henry’emu Chinaskiemu. Bandini gardził światem, żył zanurzony w nietzscheańskich ideach, stawiał siebie w centrum wszechświata, wymyślił ucieczkę z domu rodzinnego do mitycznego Los Angeles, jako rozwiązanie swoich problemów. Chinaski natomiast, chciał tylko żeby wszyscy dali mu święty spokój, żeby było co wypić i zapalić, nie uważał siebie za Boga, nawet literaturę traktował jako „produkt uboczny” swojego życia.

Najlepiej opisuje Arturo Bandiniego w „Drodze do Los Angeles” on sam, głosem wewnętrznym, który nawiedza go podczas ataku furii pod koniec powieści: „To szaleniec! Spójrzcie na niego! Kompletny wariat. Tak mu się porobiło przez te utrzymywane w sekrecie kobiety, proszę pana. Kiedyś był z niego dobry katolicki dzieciak. (…) Pogubił się, gdy umarł mu ojciec i patrz pan, do czego to doszło. Przychodziły mu do głowy różne dziwne rzeczy. Miał te wszystkie lipne kobiety. Chłopak był zawsze trochę szurnięty, ale dopiero przez te podróbki wybuchło to jego wariactwo. (…) Chłopak pracował w fabryce konserw. Miał tu wiele różnych fuch. Nie mógł utrzymać żadnej pracy – był zbyt nieobliczalny. Cóż, brak mu piątej klepki. Szajbus, mówię panu, kompletny szajbus. (…) Żeby pan usłyszał, co ten gagatek wygadywał. Wariacki bełkot. A jak kłamał. Najgorszy łgarz w całym hrabstwie Los Angeles. Miał omamy. Manię wielkości. Stanowił zagrożenie społeczne. Chodził za kobietami po ulicach. Wściekał się na muchy i je zjadał. To wszystko przez kobiety. Zabił też mnóstwo krabów. Mordował je przez całe popołudnie. Kompletny świr” (str. 201-202).

Taki był Arturo Bandini. I taka jest też ta książka – nieobliczalna, ekscentryczna, buntownicza, miejscami oburzająca i obłąkana. Mimo wszystkich zastrzeżeń polecam ją państwu – John Fante to z pewnością osobny, oryginalny głos w literaturze amerykańskiej. „Droga do Los Angeles” – zapis młodości durnej i chmurnej. Jednak z przewagą durnej.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nigdy nie zapomnę

"(...) był silny tam, gdzie ja byłam słaba. Był moim przyjacielem i pragnęłam go kochać". W najśmielszych przypuszczeniach (bo powiedzieć &...

zgłoś błąd zgłoś błąd