Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ostatni maraton

Wydawnictwo: Bezdroża
5,69 (68 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
4
8
2
7
12
6
19
5
14
4
3
3
6
2
2
1
3
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324651245
liczba stron
176
słowa kluczowe
ostatni, maraton, kolosy 2011
język
polski
dodał
k2asia

Laureat Kolosa 2011 w kategorii "Wyczyn Roku" Uhonorowany Nagrodą Publiczności za najlepszą prezentację oraz Nagrodą Dziennikarzy podczas finału Kolosów 2011 W 365 dni dookoła świata na własnych nogach (…) Chodziłem nerwowo po pokoju, znalazłem gdzieś globus i prędko narysowałem na nim okrąg wzdłuż równoleżników. Ta trasa wokół Ziemi to będzie mój ostatni maraton. W Europie nakreśliłem linię...

Laureat Kolosa 2011 w kategorii "Wyczyn Roku" Uhonorowany Nagrodą Publiczności za najlepszą prezentację oraz Nagrodą Dziennikarzy podczas finału Kolosów 2011

W 365 dni dookoła świata na własnych nogach

(…) Chodziłem nerwowo po pokoju, znalazłem gdzieś globus i prędko narysowałem na nim okrąg wzdłuż równoleżników. Ta trasa wokół Ziemi to będzie mój ostatni maraton. W Europie nakreśliłem linię przez Niemcy, kawałek Holandii, Belgię, Francję, Hiszpanię i Portugalię. Dalej — przerywaną linią — wyznaczyłem szlak z Lizbony przez Atlantyk do Nowego Jorku w USA. Potem przez stany: New Jersey, Pensylwanię, Zachodnią Wirginię, Ohio, Indianę, Illinois, Missouri, Oklahomę, Teksas, Nowy Meksyk i Arizonę do Los Angeles, a później przez wybrzeże Pacyfiku do San Francisco w Kalifornii. Kolejna przerywana linia wiodła przez Pacyfik do Władywostoku w Rosji. Syberię (w górę rzeki Amur) przecinała linia ciągła, która później zmierzała w kierunku jeziora Bajkał, następnie skręcała do Kazachstanu, by znów wrócić do Rosji. Mijała Ural, Moskwę, dobiegała do granicy z Łotwą, a z Łotwy biegła na południowy zachód do Litwy. Wreszcie przez Wilno docierała do mety — do Augustowa. Stąd wybiegnę i tu wrócę. (…)

Piotr Kuryło rozpoczął Bieg dla pokoju 7 sierpnia 2010 roku w Augustowie, wyposażony jedynie w specjalny wózek z ekwipunkiem i kajakiem. Ta książka jest zapisem jego pieszej wyprawy dookoła świata. Piotr przebiegł 20 tysięcy kilometrów, odwiedził trzy kontynenty, spotkał na swojej drodze wielu ludzi, którzy go wsparli. Bez nich nie ukończyłby misji. Biegł dla pokoju – odwiedził miejsca, którymi w ostatnich latach wstrząsały zamachy terrorystyczne, ufny w to, że dzięki swojej wyprawie skłoni przywódców do zrobienia choć jednego kroku w stronę wykluczenia z naszego życia konfliktów zbrojnych oraz przemocy. Do domu wrócił po roku - 6 sierpnia 2011 ponownie pojawił się na augustowskim rynku. W marcu 2012 za swoje osiągnięcie otrzymał Kolosa 2011 w kategorii "Wyczyn roku".

Piotr Kuryło - maratończyk, długodystansowiec. Zaczął biegać dziesięć lat temu, dziś jest spełnionym czterdziestolatkiem, ojcem dwóch córek. W 2011 roku ukończył roczną samotną podróż dookoła świata. Ziemię przemierzył na własnych nogach i bez żadnego wspierającego zaplecza.

 

źródło okładki: scan własny

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
pheosia książek: 1404

(Za)bieganie o pokój na świecie

Kuryło to nazwisko znane miłośnikom sportu, zwłaszcza biegaczom. Uczestnik wielu maratonów i biegów ultra, polska sława biegania. Szerszej publiczności dał się poznać przez swój niezwykły wyczyn… Zaczęło się całkiem zwyczajnie – od odkrycia, że ściganie się w zawodach na całym świecie zajmuje zbyt wiele czasu, którego zaczyna brakować dla rodziny. Poza tym – ile można robić ciągle to samo? Kuryło postanowił więc zakończyć swoją karierę robiąc coś wielkiego, obiegając coś wielkiego – Ziemię.

Szybko wytyczył trasę wiodącą przez trzy kontynenty – Europę, Amerykę Północną i Azję, znalazł sponsora… i zaczął zbierać prowiant. Sprowadzono mu specjalny kajak, do którego domontowano składane koła, Kuryła miał bowiem zamiar przepływać rzeki i jeziora napotkane na trasie a poza nimi ciągnąć kajak za sobą. Szaleństwo? Prawdopodobnie. Ale i misja – miał to być Bieg dla Pokoju, promujący jego ideę na świecie. 7 sierpnia 2010 roku polski biegacz wyruszył z rynku w rodzinnym Augustowie, obiecując władzom, że stawi się na mecie dokładnie za rok…

Kiedy zaczynałam czytać wspomnienia zawarte w „Ostatnim maratonie”, pomyślałam: „Jakie to patetyczne i naiwne jednocześnie. Co jeden człowiek może zrobić dla pokoju na świecie?”. Okazało się, że wiele, o ile zrobi to, co robi najlepiej… Piotr Kuryło po prostu pobiegł, choć prosto zdecydowanie nie było. Po drodze spotykał się z dziennikarzami, udzielał wywiadów, odbywał spotkania z Polonią na świecie, rozmawiał z przypadkiem spotkanymi ludźmi i...

Kuryło to nazwisko znane miłośnikom sportu, zwłaszcza biegaczom. Uczestnik wielu maratonów i biegów ultra, polska sława biegania. Szerszej publiczności dał się poznać przez swój niezwykły wyczyn… Zaczęło się całkiem zwyczajnie – od odkrycia, że ściganie się w zawodach na całym świecie zajmuje zbyt wiele czasu, którego zaczyna brakować dla rodziny. Poza tym – ile można robić ciągle to samo? Kuryło postanowił więc zakończyć swoją karierę robiąc coś wielkiego, obiegając coś wielkiego – Ziemię.

Szybko wytyczył trasę wiodącą przez trzy kontynenty – Europę, Amerykę Północną i Azję, znalazł sponsora… i zaczął zbierać prowiant. Sprowadzono mu specjalny kajak, do którego domontowano składane koła, Kuryła miał bowiem zamiar przepływać rzeki i jeziora napotkane na trasie a poza nimi ciągnąć kajak za sobą. Szaleństwo? Prawdopodobnie. Ale i misja – miał to być Bieg dla Pokoju, promujący jego ideę na świecie. 7 sierpnia 2010 roku polski biegacz wyruszył z rynku w rodzinnym Augustowie, obiecując władzom, że stawi się na mecie dokładnie za rok…

Kiedy zaczynałam czytać wspomnienia zawarte w „Ostatnim maratonie”, pomyślałam: „Jakie to patetyczne i naiwne jednocześnie. Co jeden człowiek może zrobić dla pokoju na świecie?”. Okazało się, że wiele, o ile zrobi to, co robi najlepiej… Piotr Kuryło po prostu pobiegł, choć prosto zdecydowanie nie było. Po drodze spotykał się z dziennikarzami, udzielał wywiadów, odbywał spotkania z Polonią na świecie, rozmawiał z przypadkiem spotkanymi ludźmi i wszystkim mówił o pokoju. Już sam fakt nagłośnienia wyprawy sprawił, że nie pozostała bezowocna. A te pierwsze owoce Piotr Kuryło zebrał w postaci słów wdzięczności i szklanki gorącej herbaty podanej przez zupełnie obcą kobietę w deszczowy dzień.

Większość ludzi nie potrafi sobie wyobrazić, że można przebiec maraton, ale coraz więcej osób to robi. Coraz liczniejsi startują też w biegach ultra, pokonując jeszcze dłuższe dystanse. W porządku, też mi się zdarza biegać i to wcale nie na krótkich odcinkach, ale wyobrażenie sobie dwóch maratonów dziennie, dzień po dniu, przekracza moje zdolności. Jak wielkiego wysiłku wymaga taka wyprawa, kiedy ciągnie się za sobą wózek (będący namiotem i magazynem żywności jednocześnie), biegnie w nieznane, w zmiennych warunkach pogodowych: upale, deszczu i śniegu, śpiąc przy drodze, jedząc to, co uda się zdobyć albo dostać i… potwornie się nudząc? Wbrew pozorom to ostatnie jest bardzo istotne. Biegacz jest sam, zmaga się z samym sobą, własnymi myślami i ograniczeniami. Nie można uciec od obaw, tęsknoty za rodziną i pokusy ułatwienia sobie heroicznego zadania… Co robił Kuryło? Modlił się. Po prostu. Za pokój na świecie, bliskich, tych, którzy pomogli mu po drodze. Podziwiam jego wytrwałość, ale też odwagę otwartego o tym pisania. Podziwiam determinację i spokój, który potrafił zachować w obliczu napotkanych trudności i niebezpieczeństw, pokonując strach, walcząc z bólem. Pisze o tym zadziwiająco spokojnie, niektórzy zarzucają mu, że zbyt lakonicznie, ujmując dramaturgii wydarzeniom. Myślę jednak, że taki rzeczowy i suchy opis świadczy o profesjonalizmie i ogromnym opanowaniu biegacza.

„Ostatni maraton” nie jest książką o bieganiu, zawiodą się ci, którzy będą w nim szukać wskazówek, jak przygotować się do biegowej wyprawy. Nie jest to również książka podróżnicza. Mieści w sobie wiele ciekawych informacji o życiu zwykłych ludzi w różnych krajach, ale są one po prostu interesującym dodatkiem do tego, co najważniejsze. To swoiste wspomnienia z wyjątkowej podróży. Przede wszystkim jednak to dowód, że można dokonać czegoś wielkiego i spełnić marzenie, jeżeli tylko ma się w sobie wystarczająco dużo wytrwałości i szczyptę szaleństwa.

Katarzyna Marondel
 

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (161)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 382
kortas10 | 2016-02-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 22 lutego 2016

To jest niesamowite, że mamy w Polsce tak odważnych i wytrwałych ludzi! Być rok w samotnej podróży, pokonywać tyle tysięcy kilometrów... biegiem?! To jest prawdziwy wyczyn!
Co do książki - jest zwięzła, prosto napisana, opatrzona kolorowymi zdjęciami, podzielona na kilka rozdziałów, więc czyta się ją bardzo dobrze. Autor opowiada po krótce o swoich przygotowaniach do podróży, a później opisuje każdy z jej etapów, wspominając ludzi spotkanych po drodze, przytaczający swoje myśli w chwilach zwątpienia i... bardzo często powołuje się na swoją wiarę, na Boga, pisze, że codziennie odmawiał różaniec, uczestniczył w wielu różnych mszach po drodze itd. Trochę wydaje mi się robić to na pokaz. Tzn. nie wątpię w jego wiarę, ale dlaczego tak się z nią obnosi? I cały pozytywny obraz tego człowieka zaburza mi wydarzenie z zeszłego roku - zostawił przed schroniskiem przygarniętego kilka miesięcy wcześniej psa. Trąbiły o tym media i może to nie żadna tragedia, bo przecież w schronisku pomogli...

książek: 232
Łukasz Chrzanowski | 2015-08-10
Na półkach: Przeczytane

Jeśli autor przywiązuje psa do słupa i ucieka to zamiast pisać książki. Powinien siedzieć w piwnicy.

książek: 681
Anna | 2015-10-09
Na półkach: Przeczytane, Z Biblioteki, 2015
Przeczytana: 08 października 2015

Cenię ludzi, którzy podejmują takie wyzwanie a co najważniejsze wypełniają je w 100 %. Jak wiele dowiadujemy się wtedy o swoich możliwościach a także o tym jacy są inni, jak wiele pomocy uzyskujemy od obcych a jak wiele od swoich. Bez znajomości języka i bez "grosza" w portfelu też można, tylko trzeba chcieć a wszystko się uda.
Pan Piotr jak widać po treści jest człowiekiem bardzo wierzącym, a jak potraktował go ksiądz wiedzą Ci co czytali.

książek: 79
nukleuzpl | 2015-03-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Zainteresowałem się książką chwilę po tym jak Piotr Kuryło otrzymał Kolosa za wyczyn roku, którym było obiegnięcie ziemi. Sam jestem biegaczem ultra więc tym bardziej interesowała mnie ta pozycja. Cóż, sama książka jest ciekawa, szacunek za to czego autor dokonał. Niestety, niektóre opinie czy stwierdzenia dosyć dziwnie kontrastują z postawą do której, przynajmniej w teorii dąży pan Kuryło. Motyw wiary jest jak dla mnie wpleciony trochę na siłę, w pewnym momencie zaczęło mi to przeszkadzać, a nawet drażnić. Nie chodzi o to, że mam takie poglądy czy inne. Po prostu: coś mi tu nie pasuje, nie widzę konsekwencji czuję, że postawa autora nie jest autentyczna, a jedynie na pokaz. Nie mam żadnych uprzedzeń do p. Piota, opinia jest naturalnie subiektywna, ale wyrobiona jedynie po przeczytaniu książki.

książek: 95
Tomasz | 2014-02-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 lutego 2014

Nie oceniam tutaj dokonania, jakim jest przebiegnięcie dookoła świata, bo to zrobiło na mnie wrażenie. Ale forma w jakiej zostało to spisane, jest dla mnie zupełnie nieprzystępna. Czytając książki o podobnej tematyce zawsze towarzyszy mi mnóstwo emocji, tutaj w ogóle tego nie było. "Nie czułem" tej podróży.

książek: 112
Paweł | 2014-06-01
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Chciaż książka nie powala według opinii,to wyobraźnie pozwala otworzyć.Wyobrażałem sobie jak biegnie przez upalną Hiszpanie,potem ląduje w Nowym Jorku,biegnie przez pustkowia Stanów,czy jak biegnie przez Syberie pełną błota i śniegu.

książek: 1057
Jarka | 2012-10-21
Na półkach: Przeczytane, Szału nie ma
Przeczytana: 21 października 2012

Pan Piotr Kuryło to polski maratończyk i ultramaratończyk, uczestnik Spartathlonu i Mistrzostw Polski w Biegu 24-godzinnym, który w roku 2010 zdecydował się, że czas zakończyć karierę sportowca. Postanowił on również, że przed ostatecznym odejściem trzeba zrobić coś dobrego i godnego zapamiętania. Tak zrodził się pomysł na obiegnięcie kuli ziemskiej w intencji pokoju na świecie, a książka "Ostatni maraton" jest relacją z tego jak przebiegła realizacja tego planu.

Przygotowania do wyprawy obejmowały sprowadzenie odpowiedniego sprzętu, znalezienie sponsorów, a także sporo ćwiczeń fizycznych. Po pokonaniu pierwszych trudności bieg rozpoczął się dnia 7.08.10 w Augustowie rodzinnym mieście p. Piotra. Trasę wyznaczono przez: Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, Hiszpanię, Portugalię, USA, Rosję, Kazachstan, Łotwę, Litwę aby na koniec znów trafić do Polski. Kuryło był zmobilizowany i nie przejmował się ani warunkami atmosferycznymi, ani szkodami jakie taki bieg mógł spowodować w jego...

książek: 117
Maciek Skiba | 2013-05-12
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2013
Przeczytana: 12 maja 2013

Książka Piotra Kuryło przede wszystkim zmusza do refleksji. Głównie chodzi tutaj o religię, bowiem autor jest głęboko i gorliwie wierzący, więc motywy wiary są poruszane co kilka stron. Niewątpliwie zmusza czytelnika do zastanowienia, odpowiedzenia sobie na pewne pytania. W dalszej kolejności szokuje już ta pradoksalnie ludzka część - wielki wysiłek, poświęcenie czy idea. Jednak mnie najbardziej zaintrygowała inna kwestia - przygotowanie. Piotr Kuryło wyrusza w nieznany świat bez żadnego wsparcia, bez żadnej możliwości komunikacji z napotkanymi po drodze ludźmi, co można postrzegać za całkowite oddanie w ręce boskie lub losu.

Przez całą książkę zastanawiała mnie najbardziej jedna sprawa. Wielokrotnie autor podkreśla i zapewnia o swojej wielkiej miłości do najbliższej rodziny, chęć powrotu do normalnego życia, swoistego zapuszczenia korzeni. Dla kogoś, kto śledzi pana Piotra nie jest tajemnicą, że zaliczył już jedną wyprawę, a kolejna jest zaplanowana i praktycznie dopięta na...

książek: 54
Ewelina | 2015-03-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 marca 2015

Podziwiam jego wyczyny, ale zasmucił mnie, że nie dotrzymał słowa.
Newsweek: Po obiegnięciu świata dookoła obiecałeś żonie, że to już koniec z bieganiem. Dlaczego wróciłeś do treningów?
Piotr Kuryło: To właściwie ona namówiła mnie do powrotu. Widziała, że duszę się bez tego, czegoś mi brakuje. W końcu zwolniła mnie z danego słowa i wróciłem do biegania.
Moim zdaniem: biegoholik, który wie, że rodzina to największe szczęście ale nie potrafi tego szczęścia wziąć.
Książka przeciętna, bo liczyłam na opis fajnych miejsc i więcej refleksji od bohatera.

książek: 56
mikelos | 2015-11-09
Na półkach: Przeczytane

Niezbyt obszerna książka, raptem 160 stron i kilkanaście zdjęć przeciętnej wartości. Jeśli szukasz książki drogi, filozoficznych przemyśleń, obserwacji rzeczywistości, dobrego języka - rozczarujesz się. Nudne jak bieganie po prostym asfalcie, do tego polane obfitym sosom religijnym. Kuryło to prosty facet, klepie różaniec co chwilę a jak zdarzy się coś dobrego, to dziękuje od razu Bogu. Jest niewątpliwe wyczynem przebiec trzy kontynenty, ale napisać z tego dobrą książkę - jest jeszcze trudniej. Zmarnowana kasa i czas.

zobacz kolejne z 151 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
zgłoś błąd zgłoś błąd