Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Nawroty

Książka jest przypisana do serii/cyklu "Biblioteka Poezji Współczesnej". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu
5,11 (18 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
1
8
0
7
2
6
4
5
2
4
4
3
2
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-60746-66-0
kategoria
poezja
język
polski
dodał
ŁuP

"Świat ślizga się po lodzie, przymarza do rąk".

 

źródło opisu: pierwsze zdanie pierwszego wiersza w tomiku

źródło okładki: zdjęcie autorskie

Brak materiałów.
książek: 643
tivrusky | 2016-03-06
Na półkach: Przeczytane, Ebook, 2016
Przeczytana: 06 marca 2016

Ten i inne teksty także tutaj: http://kotfranz.blogspot.com/2016/03/nawrotyprzewrotywymioty.html a więcej o literaturze, kinie, muzyce i malarstwie także tutaj: https://www.facebook.com/archiwumkotafranza/

Mam z Nawrotami Joanny Lech problem. Mam co do Nawrotów Joanny Lech uczucia mieszane. I co z nimi począć – głowię się już od dobrego miesiąca, powraca ten problem stale. A co mnie w ten dwojaki sposób do tomiku pani Lech sposobi? Już, już piszę!

Nawroty to wspaniała wizja świata! Pierwsze wiersze czytałem z szeroko otwartymi ustami i oczami, będąc pod ogromnym wrażeniem tego sposobu malowania. Z jednej strony świat to czysty i sterylny – pełno tam niebieskiego nieba, pełno tam światła, skuwającej jezioro kry, gładkich cięć, śniegu przykrywającego świat – znaczną część scenografii stanowią właśnie widoki śniegiem przykryte. I ten śnieg bywa brudny, bywa topniejący, bywa sterylny, ale to zawsze jest śnieg, rzecz biała i czysta. Mnóstwo tam szkła, tafli rozmaitych, przeźroczystości, blasków...
Z drugiej strony jest ten świat boleśnie organiczny – pełno tam żył (przecinanych), mięsa (odrywanego od kości), kości (nawet kra na jeziorze, połamana, sterczy jak kości). Mamy brudną cielesność, śmierć, spanie, cierpienie.

I dwie te rzeczywistości – sterylny, kruchy świat i brudna cielesność – zazębiają się ze sobą, podają sobie ręce i przenikają się nawzajem w jakimś dziwacznym danse macabre. Rodzi się z tego obraz świata przerażający. Pełen pęknięć, rys i ran. Ciało jest stale rozcinane – niejednokrotnie przez światło, lód, mróz. Światło tam pęka, w powietrzu unoszą się smugi, rysy malują się na niebie, zimno wrasta w ciało, przeszywa żyły... To obrazy wręcz bolesne! Pełno w nich rozdzierającej przemocy i przemoc ta jest jakby aktem świata wobec obserwatora. To obraz świata niezdatnego do zamieszkania, tam nawet sen wchodzi w ciało jak nóż.

Właśnie – kilka wyjątkowych momentów, świetnych zdań i słów, przeszywa jak ten lód. Trafiają się takie co i rusz. Kilka z nich przytoczę. Sen który wchodzi w ciało jak nóż i zima która rodzi się w brzuchu. Dalej: Ciało jest obcą rzeczą, / nocami wzbiera, wyciąga pędy, Dalej: Zimno to tylko choroba skóry... i tak dalej i tak dalej. Ostro, sterylnie, czysto.

Wszystko pięknie – zatem skąd te mieszane uczucia, zapytają Państwo. Ano stąd, że Joanna Lech najwyraźniej miała świetny pomysł na wiersz, ale bardzo słaby pomysł na tomik. Gdybym miał ocenić pojedynczy, choćby i losowy, wyrwany z całości wiersz, powiedziałbym bez najmniejszego wahania, że jest co najmniej dobry, a zdarzają się także momenty bardzo dobre i świetne! Ale gdy patrzę na cały tomik, widzę jedną, wielką, jednolitą masę, golema zlepionego z tych tekstów. Zlepionego tak spójnie, że nie zdołałem zapamiętać ani jednego tytułu z całej tej masy – bo tak naprawdę wyłowić możemy tutaj dwa-trzy motywy, które przepisano na trzydzieści sposobów.
Stale obecny jest tam ten motyw przenikania się, pękania, cięcia, świat eksploduje nam prosto w twarz, ale ze strony na stronę robi to wciąż w ten sam, idealnie bliźniaczy sposób! Wciąż ten sam krajobraz, ileż można, pani Joanno! Ileż można! To istne „trzydzieści twarzy Nawrotów” – tak powinien zwać się ten tomik. Tworzywo piękne, ale w treści odbija się echo wciąż tych samych dźwięków.
Nawet słowa powtarzają się rytmicznie, w co drugim wierszu coś jest cięte, przeszywane, pod skórę wchodzą naprzemiennie światło, szkło, lód, sen... Wszystko to wciąż powraca na nowo i na nowo, czytając kolejne teksty mamy stale wrażenie, że przed chwilą już to zdanie czytaliśmy.

Podsumowując: spory plus dla Joanny Lech, za wstrząsającą, naturalistyczną, sterylną i odrealnioną wizję świata, za ładne słów sklejanie. Ale dla Nawrotów jako takich, spory minus. Tak się nie robi, nawroty treści w każdym z wierszy nie zrobiły Nawrotom dobrze.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Milczące dziecko

Wstrząsająca historia, dobrze napisana, pokazuje, jak bardzo nie znamy najbliższych nam osób. Jest tu i syndrom sztokholmski i kwestia skomplikowanej...

zgłoś błąd zgłoś błąd