Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Nic nie poczułam. Bardzo mnie ta książka obeszła. Wlał-wylał.

Nic nie poczułam. Bardzo mnie ta książka obeszła. Wlał-wylał.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Joan Didion, jak czytam w posłowiu, okrzyknęła "Fac city" arcydziełem. Denis Johnson uczył się na tej książce pisarstwa i obawiał się, że nie uda mu się uwolnić spod wpływu "Fat city". Właściwie to rekomendacja Johnsona zachęciła mnie do przeczytania tej książki. Poprawnie napisana, zupełnie przeciętna powieść o bokserach, którym nie ziścił się amerykański sen.
Na szczęście Johnsonowi udało się stworzyć własny język i to "Syna Jezusa" bez oporu mogę nazwać arcydziełem.

Joan Didion, jak czytam w posłowiu, okrzyknęła "Fac city" arcydziełem. Denis Johnson uczył się na tej książce pisarstwa i obawiał się, że nie uda mu się uwolnić spod wpływu "Fat city". Właściwie to rekomendacja Johnsona zachęciła mnie do przeczytania tej książki. Poprawnie napisana, zupełnie przeciętna powieść o bokserach, którym nie ziścił się amerykański sen.
Na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Najpierw widziałam sporo zachwytów na Instagramie, o smutku (że najsmutniejsza książka przeczytana w tym roku), że to proza poetycka, że zaraz po skończeniu chce się jeszcze raz ją przeczytać. Niestety, ja tego nie poczułam. Ani językowo książka mnie nie zachwyciła ani też nie poczułam tego smutku. Treść? Mam poczucie niedosytu, niepełnej, ledwo liźniętej historii. Jest to jedna z tych książek, o których szybko zapomnę.
Dodatkowo bardzo irytowały mnie przypisy, które są na ostatniej stronie. Nie rozumiem tego. Przypisów jest mało i o wiele przyjemniej czytałoby mi się książkę, gdyby były umieszczone na dole strony. A tak, to wybijałam się z rytmu czytania, szukałam przypisu (nie są ponumerowane, ułożone są alfabetycznie) i wracałam do tekstu.

Uwagę moją zwróciło samo wydanie - książka jest piękna, począwszy od okładki aż do samego formatu i papieru, który lubię.

Najpierw widziałam sporo zachwytów na Instagramie, o smutku (że najsmutniejsza książka przeczytana w tym roku), że to proza poetycka, że zaraz po skończeniu chce się jeszcze raz ją przeczytać. Niestety, ja tego nie poczułam. Ani językowo książka mnie nie zachwyciła ani też nie poczułam tego smutku. Treść? Mam poczucie niedosytu, niepełnej, ledwo liźniętej historii. Jest to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Trzynaste piórko Eufemii Grażyna Dłużniewska, Maciej Wojtyszko
Ocena 7,8
Trzynaste piórko Eufemii Grażyna Dłużniewska, Maciej Wojtyszko

Na półkach: , ,

"ZWROTKA:
Tylko naiwny wierzy w to, że
Tam, gdzie go nie ma, to jest dobrze,
Lecz my Wszechświatów mierząc szlak
Od dawna wiemy, że jest tak:

REFREN:
Wszędzie dobrze, gdzie jesteśmy, bo to właśnie my.
Bez nas byłoby nam smutniej i w ogóle wstyd.
Lecz dopóki jesteś z sobą, lepiej Ci niż bez,
Ważną jesteś wszak osobą, gdyś w ogóle jest!

ZWROTKA:
Niech każdy będzie tym, kim umie.
Najlepsze jest to wyjście w sumie
I niech weselej z każdym dniem
Nuci wesoły refren ten:

REFREN:
Wszędzie dobrze, gdzie jesteśmy, bo to właśnie my..."

"ZWROTKA:
Tylko naiwny wierzy w to, że
Tam, gdzie go nie ma, to jest dobrze,
Lecz my Wszechświatów mierząc szlak
Od dawna wiemy, że jest tak:

REFREN:
Wszędzie dobrze, gdzie jesteśmy, bo to właśnie my.
Bez nas byłoby nam smutniej i w ogóle wstyd.
Lecz dopóki jesteś z sobą, lepiej Ci niż bez,
Ważną jesteś wszak osobą, gdyś w ogóle jest!

ZWROTKA:
Niech każdy będzie tym,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Lubię styl Masłowskiej. Zachwyciła mnie "Wojna polsko-ruska" i "Między nami dobrze jest". Zaśmiewałam się przy "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu". "Inni ludzie" okazali się świetni jedynie w ekranizacji Terpińskiej.

"Magicznej rany" nie rozumiem. Dyskusję o tej książce wśród ludzi zachwycającej się nią wyobrażam sobie jako: "ojojoj, biedni ci ludzie z marginesu, tacy nieszczęśliwi, nieporadni, pochylmy się z wyższej grzędy nad nimi i poczujmy się lepiej rozmawiając o nich i delektując się tym, że to nie o nas jest".

Gombrowicz napisał: "Widocznie, żeby poznać swoją lepszość, trzeba wynaleźć sobie kogoś dużo gorszego."
W "Magicznej ranie" mamy samych "dużo gorszych"; nawet ich sobie nie trzeba wynajdywać, bo Masłowska sama podaje ich na tacy. Także dobrego samopoczucia!

Nie wiem, jak inaczej można rozmawiać o tej książce. Zwłaszcza, że nie ma w niej żadnego światła. Nawet cienkiej wiązki światła.

Lubię styl Masłowskiej. Zachwyciła mnie "Wojna polsko-ruska" i "Między nami dobrze jest". Zaśmiewałam się przy "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu". "Inni ludzie" okazali się świetni jedynie w ekranizacji Terpińskiej.

"Magicznej rany" nie rozumiem. Dyskusję o tej książce wśród ludzi zachwycającej się nią wyobrażam sobie jako: "ojojoj, biedni ci ludzie z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Nie tego się spodziewałam po tak głośnej w Polsce książce w 2023 roku. Zawód. Przede wszystkim konwencja stylu niemal biblijnego, stylu pełnego patosu, wydała mi się po X stronach po prostu pretensjonalna. Każde zdanie pisane w taki sposób, jakby samo z siebie krzyczało o tym, jakie jest ono ważne w książce. Gdy po raz dziesiąty czytałam o "brzuchu" lub "ciele" domu, albo taki kwiatek jak: "karmi wielki brzuch centralnego pieca", albo po raz setny, że Ann jest piękna i że Ann zna się na świetle - miałam ochotę książkę odłożyć i już do niej nie wracać. Za dużo metafor, za dużo poezji. Sprawdziłoby się to może w tomiku poetyckim, ale nie w prozie. Nie ma miejsca na zwykłe; wszystko jest symboliczne, metaforyczne, wzniosłe, niemal magiczne. Dom nie może być po prostu domem, musi być ciałem domu albo brzuchem domu. Tarczyca nie może być po prostu tarczycą - nie, nie należy używać słów wprost, niech tarczyca kryje się pod słowem tchawica. I tak przez całą książkę.

Uwiera mnie też sposób, w jaki babcia narratorki jest przedstawiona. Chce być albo drapana albo jeść rosół z ptaka. Albo przynosi zwierzęta do domu, bo chce mieć w nim życie. Pojawiły się może ze trzy historie, z których mogłam się dowiedzieć, że jest kimś więcej niż człowiekiem, który mówi: "drap".

Egzaltowany język autorki spowodował, że w ogóle nie przejął mnie temat książki. Nie mogłam skupić się na treści, bo walczyłam z irytacją.

Za to okładka piękna.

Nie tego się spodziewałam po tak głośnej w Polsce książce w 2023 roku. Zawód. Przede wszystkim konwencja stylu niemal biblijnego, stylu pełnego patosu, wydała mi się po X stronach po prostu pretensjonalna. Każde zdanie pisane w taki sposób, jakby samo z siebie krzyczało o tym, jakie jest ono ważne w książce. Gdy po raz dziesiąty czytałam o "brzuchu" lub "ciele" domu,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Dla mnie warstwa fabularna okazała się tu drugoplanowa. Czytałam dla języka. Zadziornego, lakonicznego, bezczelnego, bawiącego się polszczyzną.

"Mnie do rany lepiej nie przykładać, zaraz gangrena pójdzie."
"On był z takich, co się o siebie nie dopominają. W drogę innym nie wchodził, na cudzą pamięć nie nadeptywał."
"Przestał przeżuwać, patrzył gdzieś przed siebie, pewnie w przeszłość."
"Miłość to czysta kwasota, nie rozcieńczysz."

/Albo że bohaterka do lekarza rodzinnego nie pójdzie, bo nie ma rodziny/

Dla mnie warstwa fabularna okazała się tu drugoplanowa. Czytałam dla języka. Zadziornego, lakonicznego, bezczelnego, bawiącego się polszczyzną.

"Mnie do rany lepiej nie przykładać, zaraz gangrena pójdzie."
"On był z takich, co się o siebie nie dopominają. W drogę innym nie wchodził, na cudzą pamięć nie nadeptywał."
"Przestał przeżuwać, patrzył gdzieś przed siebie, pewnie w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

No nie zostanę fanką tej książki. Bardzo dobrze mi się ją czytało gdzieś do połowy, kiedy po prostu czytałam jakieś fragmenty życiorysów konkretnych postaci - bardzo byłam ciekawa, jak się te wątki splotą, co tam się wydarzy. I gdy zaczynały się splatać, to zaczęłam wywracać oczami. Nie lubię tego typu satyry w tematach politycznych, religijnych czy globalnego ocieplenia. Wszystko i nic wrzucone do jednego worka, potrząśnięte mocno i wylane na papier. Nie czuję też za bardzo tej matematycznej maestrii, o której mowa w posłowiu w polskim wydaniu. A że autor należy do OuLiPo - tego już w ogóle nie poczułam w "Anomalii".

No nie zostanę fanką tej książki. Bardzo dobrze mi się ją czytało gdzieś do połowy, kiedy po prostu czytałam jakieś fragmenty życiorysów konkretnych postaci - bardzo byłam ciekawa, jak się te wątki splotą, co tam się wydarzy. I gdy zaczynały się splatać, to zaczęłam wywracać oczami. Nie lubię tego typu satyry w tematach politycznych, religijnych czy globalnego ocieplenia....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Pierwsze opowiadanie zaczęło się wspaniale, świetny humor. Ale skończyło się zanim dobrze się rozkręciło. Kolejnych już w ogóle nie pamiętam; co się zdążyłam zaangażować, to opowiadanie już się kończyło. Zmarnowany czas.

Pierwsze opowiadanie zaczęło się wspaniale, świetny humor. Ale skończyło się zanim dobrze się rozkręciło. Kolejnych już w ogóle nie pamiętam; co się zdążyłam zaangażować, to opowiadanie już się kończyło. Zmarnowany czas.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Podobała mi się ta książka. Mieszanka Lynchowskich refleksji na temat kreatywności, duchowości, filmowej twórczości.

Ale!
Mam wątpliwość co do idei medytacji transcendentalnej i jej realizacji w życiu. Lynch pisze jakim dobrodziejstwem ona jest, jak wiele może dobrego zmienić w życiu, jak wspaniale wpływa na dzieci w szkole, że dzięki niej mogłoby nie być wojen...tymczasem:
- czym jest ta medytacja dokładnie, jak medytować, to wiedza tajemna; można ją zdobyć tylko ucząc się od "mistrza", któremu trzeba za to zapłacić 2 000 złotych.

To tyle w kwestii egalitarności tej medytacji, powszechności i marzeń Lyncha o pokoju na świecie.
(Nawiasem mówiąc dochód z tej książki ma być przeznaczony na konto fundacji założonej przez Lyncha, promującej medytację transcendentalną; cóż, pozostaje mi mieć nadzieję, że jakiś uczeń w amerykańskiej szkole dzięki mnie zdobędzie dostęp do tajnej, strzeżonej wiedzy i nauczy się medytować).

Podobała mi się ta książka. Mieszanka Lynchowskich refleksji na temat kreatywności, duchowości, filmowej twórczości.

Ale!
Mam wątpliwość co do idei medytacji transcendentalnej i jej realizacji w życiu. Lynch pisze jakim dobrodziejstwem ona jest, jak wiele może dobrego zmienić w życiu, jak wspaniale wpływa na dzieci w szkole, że dzięki niej mogłoby nie być...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Najpierw obejrzałam "Ewa chce spać". Film mnie zachwycił. Potem "Walet pikowy", to samo: zachwyt (ta scenografia!). Zaczęłam się zastanawiać, kim był reżyser, jaki był, co myślał, co przeżył, że kręcił takie filmy, tak zupełnie inne od filmów, które kręcono w tamtych czasach. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Tadeuszu Chmielewski. Nie wiedziałam nawet, że jest reżyserem "Jak rozpętałem II wojnę światową".

Wspaniały jest ten wywiad - rzeka. Piotr Śmiałowski był bardzo dobrze do niego merytorycznie przygotowany (np. zadaje w książce pytania odnoszące się do konkretnych posiedzeń komisji zatwierdzających scenariusze), pyta zarówno o okres dorastania Chmielewskiego, jego losy wojenne, jak i o kulisy powstawania jego filmów. Życzyłabym sobie więcej tak dobrze przeprowadzonych wywiadów z pogłębionymi pytaniami.

Jestem bardzo wdzięczna, że ta książka powstała i została wydana - bez niej niewiele bym się dowiedziała o Tadeuszu Chmielewskim, jednym z najlepszych polskich reżyserów komediowych (a wielu ich, niestety, nie mamy...).

Najpierw obejrzałam "Ewa chce spać". Film mnie zachwycił. Potem "Walet pikowy", to samo: zachwyt (ta scenografia!). Zaczęłam się zastanawiać, kim był reżyser, jaki był, co myślał, co przeżył, że kręcił takie filmy, tak zupełnie inne od filmów, które kręcono w tamtych czasach. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Tadeuszu Chmielewski. Nie wiedziałam nawet, że jest reżyserem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie umiem czytać gazet, ponieważ zwyczajnie mnie nudzą. Tym bardziej nie chcę ich kupować dla tej jednej strony (felietonu, wywiadu...). Dlatego czekałam sobie spokojnie aż felietony z TP zostaną wydane w formie książki, dzięki czemu będę mogła je sobie spokojnie czytać: felieton za felietonem. I doczekałam się. I warto było. Jak zwykle w felietonach Masłowskiej: absurd, humor, detale, język! Bawiłam się wyśmienicie. I śmiałam się, a to mi się niestety rzadko zdarza, jeśli chodzi o książki. Może powinnam na zmianę czytać "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu" (cz. 1 i cz. 2) z "Mam tak samo jak ty", żeby sobie zapewniać dzienną dawkę śmiechu, czasem łykanego przez łzy, ale zawsze śmiechu.

Nie umiem czytać gazet, ponieważ zwyczajnie mnie nudzą. Tym bardziej nie chcę ich kupować dla tej jednej strony (felietonu, wywiadu...). Dlatego czekałam sobie spokojnie aż felietony z TP zostaną wydane w formie książki, dzięki czemu będę mogła je sobie spokojnie czytać: felieton za felietonem. I doczekałam się. I warto było. Jak zwykle w felietonach Masłowskiej: absurd,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Bardzo ciekawy reportaż, tego właśnie bym oczekiwała, jeśli chodzi o ujęcie historii Górnego Śląska (choć momentami poszukiwanie tej śląskiej tożsamości przez autora wydawało mi się mocno naciągane, niezbyt uzasadnione).
Ale! Autor dość gburowato się zachował. Zapytałam, co znaczy "rzeczocyd", bo - no cóż, zdarza się - nie rozumiałam, nawet w kontekście zdania, w którym to słowo padło. Co dostałam w odpowiedzi? Że to jest słowo wymyślone przez niego. Aha. Wiele wyjaśniająca odpowiedź. Czyli albo łapiesz w lot albo spadaj na drzewo jak nie rozumiesz wspaniałego, oświeconego słowotwórstwa.

Bardzo ciekawy reportaż, tego właśnie bym oczekiwała, jeśli chodzi o ujęcie historii Górnego Śląska (choć momentami poszukiwanie tej śląskiej tożsamości przez autora wydawało mi się mocno naciągane, niezbyt uzasadnione).
Ale! Autor dość gburowato się zachował. Zapytałam, co znaczy "rzeczocyd", bo - no cóż, zdarza się - nie rozumiałam, nawet w kontekście zdania, w którym to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Misterium i maniery. Pisma przygodne w wyborze i opracowaniu Sally i Roberta Fitzgeraldów Robert Fitzgerald, Sally Fitzgerald, Flannery O'Connor
Ocena 6,9
Misterium i maniery. Pisma przygodne w wyborze i opracowaniu Sally i Roberta Fitzgeraldów Robert Fitzgerald, Sally Fitzgerald, Flannery O'Connor

Na półkach: , , , ,

Maniery to bardzo dobra część tytułu, ponieważ O'connor pisze w sposób tak zmanieryzowany, że co stronę miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Okropnym tonem jest to napisane. Z wyższością. Tonem, który tworzy gruby mur między piszącym a czytającym. Tonem osoby, która ma rację niepodważalną, jedyną. A w dodatku, mimo, że przeczytałam połowę, kompletnie nic z tych pism nie zapamiętałam - oprócz ogólnego wrażenia, że był to dla mnie wielki, przeintelektualizowany bełkot. Bubel.

Maniery to bardzo dobra część tytułu, ponieważ O'connor pisze w sposób tak zmanieryzowany, że co stronę miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Okropnym tonem jest to napisane. Z wyższością. Tonem, który tworzy gruby mur między piszącym a czytającym. Tonem osoby, która ma rację niepodważalną, jedyną. A w dodatku, mimo, że przeczytałam połowę, kompletnie nic z tych pism nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie dałam rady. Dobrnęłam prawie do połowy, znaczy... doczołgałam się, ponieważ czytałam na siłę, dając cały czas książce szansę na ten przełomowy moment, w którym wsiąknę w książkę bez opamiętania. Ale poddałam się, gdy przyznałam, że w sumie żadna postać mnie nie interesuje, życie tych postaci mnie nie interesuje, nie są one pełnokrwiste, a raczej bez właściwości. Szlajają się po scenie, nie wiadomo, gdzie zmierzają, ale przecież to nie Beckett! A Witkowski, którego "Drwala" uwielbiam. Tam się bawiłam, czytając "Drwala" znikałam! A tutaj nie wiem o czym jest ta powieść. Niby o zabójstwie, ale to wszystko jest tak rozlane, rozlazłe, niknie wśród opisów szczegółowych, wśród zapachów i przedmiotów, że aż myślami odpływam, bo marzy mi się czytanie powieści napisanej wokół jednego, głównego motywu przewodniego. W "Tango" panuje chaos. Nie mam w ogóle poczucia, że fabuła zmierza do konkretów.

Nie dałam rady. Dobrnęłam prawie do połowy, znaczy... doczołgałam się, ponieważ czytałam na siłę, dając cały czas książce szansę na ten przełomowy moment, w którym wsiąknę w książkę bez opamiętania. Ale poddałam się, gdy przyznałam, że w sumie żadna postać mnie nie interesuje, życie tych postaci mnie nie interesuje, nie są one pełnokrwiste, a raczej bez właściwości....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , ,

Ależ to było smaczne, ależ wciągające!

Do tej pory opowiadania uznawałam za coś, co jest przystawką do prawdziwej literatury, jej przedsionkiem; uznawałam opowiadania za coś, co czyta się w tramwaju w czasie 40 minutowej jazdy do pracy, coś co się czyta jako "zapchajdziurę", ale nie na poważnie, nie z pełnym zaangażowaniem.
A tu taka zmiana we mnie dzięki Saundersowi! Po pierwsze - zachęcił mnie do dalszego eksplorowania Czechowa, Tołstoja, Gogola. Po drugie - jak ciekawie Saunders pisze o tym, jak on czyta opowiadania. Ta książka jest jak incepcja. Czyta się jedno opowiadanie, a potem opowiadanie Saundersa o tym opowiadaniu. Świat w świecie, literatura w literaturze. Po trzecie - jedno opowiadanie totalnie mnie pochłonęło, poruszyło. Przejęta byłam do ostatniej strony, a po ostatniej - nawet jeszcze bardziej. Było to z pewnością najlepsze opowiadanie, jakie dotychczas w życiu przeczytałam, bardzo do tego filmowe - czytając widziałam jak to mogłoby być wspaniale nakręcone i który reżyser zrobiłby to najlepiej.

Gdyby sami Saundersi uczyli literatury, gdyby sami Saundersi uczyli polskiego (nawet gdyby nie byli Polakami) - wszyscy bylibyśmy pisarzami (i czytelnikami).

Czytać koniecznie!

Ależ to było smaczne, ależ wciągające!

Do tej pory opowiadania uznawałam za coś, co jest przystawką do prawdziwej literatury, jej przedsionkiem; uznawałam opowiadania za coś, co czyta się w tramwaju w czasie 40 minutowej jazdy do pracy, coś co się czyta jako "zapchajdziurę", ale nie na poważnie, nie z pełnym zaangażowaniem.
A tu taka zmiana we mnie dzięki Saundersowi!...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Do Witkowskiego ciągnie mnie po "Drwalu", przy którym bawiłam się znakomicie. Ale tutaj poddaję się po siedemdziesięciu stronach. Nudzę się jak mops czytając głównie opisy; mam wrażenie, że żadna akcja nigdy nie nastąpi, że kolejny rozdział będzie znowu tylko opisem, i kolejny, i kolejny, i kolejny tak samo.

Czytajcie w zamian "Drwala"!

Do Witkowskiego ciągnie mnie po "Drwalu", przy którym bawiłam się znakomicie. Ale tutaj poddaję się po siedemdziesięciu stronach. Nudzę się jak mops czytając głównie opisy; mam wrażenie, że żadna akcja nigdy nie nastąpi, że kolejny rozdział będzie znowu tylko opisem, i kolejny, i kolejny, i kolejny tak samo.

Czytajcie w zamian "Drwala"!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Lubię bardzo styl i język Bargielskiej od czasu przeczytania jej "Małych lisów". Tu jednak mam problem. Sporo tekstów dotyczy muzyki operowej/poważnej; po dwóch takich każdy kolejny omijałam, bo temat zwyczajnie mnie nudził. Pisany ewidentnie dla melomanów (o czym zresztą pisze pod koniec Bargielska, że niektóre teksty pochodzą z "Ruchu muzycznego"). Nie mniej, bardzo lubię humor Bargielskiej, były momenty i mam nadzieję, że jeszcze napisze coś równie dobrego i błyskotliwego jak "Małe lisy".

(Na uwagę zasługuje piękna okładka i świetny papier)

Lubię bardzo styl i język Bargielskiej od czasu przeczytania jej "Małych lisów". Tu jednak mam problem. Sporo tekstów dotyczy muzyki operowej/poważnej; po dwóch takich każdy kolejny omijałam, bo temat zwyczajnie mnie nudził. Pisany ewidentnie dla melomanów (o czym zresztą pisze pod koniec Bargielska, że niektóre teksty pochodzą z "Ruchu muzycznego"). Nie mniej, bardzo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie przepadałam w szkole za wierszami Szymborskiej - głównie dla tego, że tych wierszy w podręcznikach było za dużo, ale także ze względu na niewłaściwy moment w życiu do ich czytania (a więc niedojrzałość, nierozumienie tych wierszy). Ostatnio gdzieś mi się rzuciło w oczy parę jej wierszy. I zaskoczyło. I poleciał reportaż TVN "Chwilami życie bywa znośne", i wiersze zebrane dorwane na OLX, i w końcu "Nic zwyczajnego". Cóż to była za wspaniała, ciekawa osoba! I jak pisała! Wspaniale mi się czytało książkę Rusinka, znowu mam ochotę szperać dalej i dowiadywać się więcej o Szymborskiej. Polecam!

Nie przepadałam w szkole za wierszami Szymborskiej - głównie dla tego, że tych wierszy w podręcznikach było za dużo, ale także ze względu na niewłaściwy moment w życiu do ich czytania (a więc niedojrzałość, nierozumienie tych wierszy). Ostatnio gdzieś mi się rzuciło w oczy parę jej wierszy. I zaskoczyło. I poleciał reportaż TVN "Chwilami życie bywa znośne", i wiersze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

W ogólnym rozrachunku Anna Gacek ciekawie opowiada, ALE: trochę za dużo Nirvany i Alice in Chains. Zbyt duże skupienie na dramatach (narkotyki, samobójstwa). Zabrakło mi też polskiego wątku lat 90.

/Z technicznej strony: książka jest F A T A L N I E sklejona. Fatalnie. Czyta się ją bardzo niewygodnie, nie da się trzymać jej tylko w jednej dłoni, zdecydowanie wygodniejszy byłby ebook. No i cena okładkowa...zupełnie nieadekwatna do formy fizycznej książki/

W ogólnym rozrachunku Anna Gacek ciekawie opowiada, ALE: trochę za dużo Nirvany i Alice in Chains. Zbyt duże skupienie na dramatach (narkotyki, samobójstwa). Zabrakło mi też polskiego wątku lat 90.

/Z technicznej strony: książka jest F A T A L N I E sklejona. Fatalnie. Czyta się ją bardzo niewygodnie, nie da się trzymać jej tylko w jednej dłoni, zdecydowanie wygodniejszy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to