Co ćpać po odwyku Juliusz Strachota 7,8

ocenił(a) na 716 tyg. temu Nie sądzę, aby obaj panowie (Strachota i Żulczyk) byli z tego powodu zadowoleni, ale w przypadku każdego z nich „Co ćpać po odwyku” jest pierwszą książką ich autorstwa, jaką przeczytałam. I nie jestem przekonana, że był to dobry pomysł, bo chyba na piśmie solo wychodzi im lepiej niż w duecie
Książkę kupiłam, bo uwielbiam ich podcast (o tym samym tytule co książka),podoba mi się to, co robią w swoim wydawnictwie Newhomers i dałam się namówić na preorder.
Owszem, prawdą jest, że to nie jest przepisany podcast, jak również, że – co zaznaczono na okładce – „to szczera do bólu opowieść o uzależnieniu, trzeźwieniu i życiu „po”. Problem w tym, iż nie mam pojęcia dla kogo jest ona przeznaczona. Za mało tu bowiem o samym piciu (i uzależnieniu od leków, z czym mierzył się Strachota) i procesie wychodzenia z uzależnienia, by była to książka dla tych, którzy sami mają/mieli podobny problem, ewentualnie są bliskimi osób uzależnionych. Dużo tu prywatności Żulczyka i Strachoty; na tyle dużo, że sądzę, iż lepszymi niż ja odbiorcami tej książki byliby fani któregoś (lub obu) tych panów (może to dla nich jest ta książka?). Mimo rozpisania opowieści na starannie, jak się wydaje, zaplanowane rozdziały, w czasie lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia chaotyczności. Tematy, w których wypowiadają się autorzy są dla nich tylko pretekstem do snucia przeróżnych rozważań. O czym? O życiu, panie, o życiu! I owszem, obaj znakomicie w takie snucie umieją, tylko czy ja naprawdę potrzebowałam to przeczytać?
Żeby jednak nie kończyć z wrażeniem, że to zła książka jest (bo nie jest),zostawiam cytat z książki (autorstwa Jakuba Żulczyka) odnoszący się do alkoholu, z którym zgadzam się całym sercem (zwłaszcza gdy patrzę na nasz porąbany polski świat, ze szczególnym uwzględnieniem polityków).
„Jedyne wyjście, aby coś rozpromować w społeczeństwie, to pokazać, że jest to cool. Niestety, musimy wytworzyć wartość dodaną. Pokazać: ej, ludzie, którzy są trzeźwi, to nie jacyś pojebani emeryci, inkwizytorzy pijący wiadra rumianku i jedzący kilogramy paluszków. To są normalne osoby, czytaj – kumate, żyjące dobrym i barwnym życiem, szczęśliwsze, zdrowsze, zdystansowane. Kochające i kochane.”