rozwińzwiń

Niebo w kałużach

Okładka książki Niebo w kałużach autorstwa Anatol Gotfryd
Okładka książki Niebo w kałużach autorstwa Anatol Gotfryd
Anatol Gotfryd Wydawnictwo: Czarna Owca literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Der Himmel in den Pfutzen
Data wydania:
2011-02-23
Data 1. wyd. pol.:
2011-02-23
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7554-278-3
Tłumacz:
Katarzyna Weintraub
Poruszając opowieść o losach wojennego wygnańca - polskiego Żyda.

Jak tysiące Polaków i Niemców, Anatol Gotfryd doświadcza losu wygnańca: w 1939 roku pozornie bezpieczną wiejską sielankę galicyjskiego świata przerywa wkroczenie Armii Czerwonej, a dwa lata później - niemiecka okupacja. Unikając o włos deportacji do kacetu, po wojnie Anatol Gotfryd próbuje stanąć na nogi w socjalistycznej Polsce. Jednak już wkrótce odczuwa rosnący nacisk komunistycznej władzy i ponownie ucieka, tym razem do "zapalnego" Berlina Zachodniego.
Wbrew wszelkim obawom i dość nieoczekiwanie - spodobały mu się i Niemcy i mieszkańcy tego podzielonego między cztery mocarstwa miasta, w którym wkrótce poznaje całą awangardę: od Baselitza i Lüpertza po Güntera Grassa, Petera Steina i George´a Tabori.
Jego poetycka opowieść to relacja z życia pełnego przygód, wbrew wszystkiemu pozostającego zawsze pod dobrą gwiazdą.
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niebo w kałużach w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Niebo w kałużach

Średnia ocen
6,8 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Niebo w kałużach

Sortuj:
avatar
240
238

Na półkach:

Gość miał niesamowite, choć oczywiście tragiczne życie, jak to Żyd urodzony w 1930 roku niedaleko Kołomyi.
Potrafi o nim opowiadać ze swadą, humorem i dystansem. Opowieść pasjonująca, smutna ale i niosąca wielką dawkę optymizmu.
Dla ludzi w moim wieku powiedzenie matki autora jako motto: Na starość nie wystarczy chodzić, trzeba się jeszcze poruszać.

Gość miał niesamowite, choć oczywiście tragiczne życie, jak to Żyd urodzony w 1930 roku niedaleko Kołomyi.
Potrafi o nim opowiadać ze swadą, humorem i dystansem. Opowieść pasjonująca, smutna ale i niosąca wielką dawkę optymizmu.
Dla ludzi w moim wieku powiedzenie matki autora jako motto: Na starość nie wystarczy chodzić, trzeba się jeszcze poruszać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1926
1925

Na półkach:

Tęcza.
Piękne zjawisko i jeśli ktoś powiedziałby, że miał życie kreślone jej barwami, to z góry, bez namysłu i automatycznie przypisałabym mu określenie – szczęśliwe. Na pewno wzięłabym pod uwagę wszystkie optymistyczne odcienie, a zapomniałabym o barwach ciemnych. I tak byłoby jeszcze długo, gdyby nie ta książka.
Autor zawartych w niej wspomnień, a właściwie autobiografii, podzielił swoje niezwykłe życie na cztery etapy. Umieszczając je w osobnych rozdziałach, przypisał każdemu przynależny, skojarzeniowy, osobisty kolor.
Opowieść otworzył bielą niewinnego okresu dzieciństwa rozpoczętego narodzinami w 1930 roku, jak lniane płótno bielone przez gospodynie na nasłonecznionych łąkach jego rodzinnych Kresów Wschodnich. Najszczęśliwsze, bo spędzone z dziadkami w polskim, galicyjskim Jabłonowie, a potem z rodzicami w Kołomyi.
Miał 11 lat, kiedy biel zaczęła powoli nasączać się brązem. Nazistowskim brązem. Dotychczasowe bycie Żydem nabrało innego, złowieszczego ocienia podszytego szarym lękiem i brakiem poczucia bezpieczeństwa, które według ukochanego powiedzenia jego mamy, było słowem pisanym na wodzie. Wywołanym najpierw przez wkroczenie Rosjan, a potem przez Niemców forsujących idee czystej rasy. Nastał czas ostrożności w zabawach z innymi dziećmi, zagrożenia życia, głodu, ciężkiej pracy, ukrywania się w rodzinach wiejskich, kryjówek w warszawskich mieszkaniach, ucieczki z pociągu wiozącego go wraz z rodziną do obozu w Bełżcu, utraty najbliższych, powszechnej śmierci, pierwszych łez, zmiany tożsamości i przede wszystkim tułaczego, samodzielnego życia w wojennej zawierusze na terenach okupowanej Polski.
Czas polskiego różu kładący kres nagonce i "bycia ściganym zwierzęciem" nastał, dla wówczas piętnastoletniego chłopca, wraz z zawieszeniem polskiej flagi na wiejskim kościele w styczniu 1945 roku przez I Armię Wojska Polskiego. Jednocześnie koloru rozpoczynającego polski komunizm, będący mieszanką rewolucyjnej czerwieni i liturgicznego katolicyzmu. Dla nastoletniego bohatera wspomnień okres zdobywania wykształcenia, układania życia osobistego, planów zawodowych i poszukiwania własnych dróg, które nie prowadziły przez polskie tereny. Na końcu każdej z nich napotykał brak możliwości dalszego rozwoju w ojczyźnie. Zarówno osobistego, jak i zawodowego. Nastały trudne czasy nie tylko dla Polaków, ale przede wszystkim dla Żydów. Musiał wybierać.
W 1958 roku zdecydował się na pruski błękit. Na emigrację do Niemiec będącą ostatnią stacją na drodze życia, a zarazem miejscem rozwoju zawodowego i pisania wspomnień, którego efektem jest ta opowieść. Swoisty hołd złożony dobrym ludziom, który wyraził takimi słowami: "Z ogromną wdzięcznością chylę głowę przed ludźmi, którzy narażali własne życie, by mi pomoc i, jak w spóźnionym uścisku, pragnę napisać o tych, którzy wykazali odwagę, którzy nie odwracali wzroku i którym cierpienie innych nie było obojętne."
Bo autor nie dzielił ludzi według pochodzenia, wyznania, ideologii, nacji, ale na złych i dobrych. Pierwsi zgotowali mu koszmarne dzieciństwo i czas dorastania, ale drudzy uratowali mu życie – ukraiński żołnierz, który pozwolił mu odejść, a który przyłapał go podczas ucieczki z transportu wiozącego do obozu zagłady, Polka ukrywająca go w warszawskim mieszkaniu, ukraińscy chłopi udzielający mu schronienia w gospodarstwach, Niemiec przechowujący go we własnym mieszkaniu, polski ksiądz dający mu chrześcijańską przeszłość i wielu, wielu innych pomagających żydowskiemu dziecku, a potem nastolatkowi.
I pomimo ciężaru wspomnień jakie los nałożył na to dziecko i dramatów będących jego udziałem, historia jego tułaczki jest wbrew pozorom bardzo optymistyczna. Opowiada między jednym kęsem chleba zgłodniałych ust a śmiercią zastrzelonego przyjaciela o wierze w ludzką dobroć, w lepszą przyszłość, o niezłomnej nadziei na wyjście z każdej, choćby najtrudniejszej sytuacji, ale przede wszystkim o niezwykłym szczęściu w tym morzu nieszczęścia, cierpienia i śmierci. Wyjątkowo szczęśliwej gwieździe towarzyszącej bohaterowi przez wszystkie niepewne lata, dając nadzieję na powrót świata odwróconego do góry nogami na swe dawne miejsce, kiedy będzie można znowu zobaczyć niebo, podnosząc dumnie głowę wysoko ku górze. A rzeczywistości, w której niebo można było zobaczyć tylko w kałużach, wtulając głowę nisko w ramiona, nie będzie można wprawdzie zapomnieć, ale na pewno odsunąć ją w przeszłość.
Po tej książce próbowałam przyłożyć kolory tęczy do mojego życia i jakkolwiek nie robiłabym tego, odcienie moich barw nigdy nie będą identyczne z kolorami życia autora wspomnień. Nawet te najciemniejsze barwy mają jaśniejszy odcień. Poza bielą dzieciństwa, która jest taka sama.
Na szczęście.
http://naostrzuksiazki.pl/

Tęcza.
Piękne zjawisko i jeśli ktoś powiedziałby, że miał życie kreślone jej barwami, to z góry, bez namysłu i automatycznie przypisałabym mu określenie – szczęśliwe. Na pewno wzięłabym pod uwagę wszystkie optymistyczne odcienie, a zapomniałabym o barwach ciemnych. I tak byłoby jeszcze długo, gdyby nie ta książka.
Autor zawartych w niej wspomnień, a właściwie autobiografii,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
468
96

Na półkach: , ,

Ciekawa książka, napisana bardzo subiektywną ręką. Autor opisał głównie to, co się działo w jego obrębie terytorialnym i co dotyczyło jego osoby, bądź jego bliskich. Lubię takie publikacje, człowiek jakby dotyka czyjegoś życia, ciekawego życia, bo takiego, które było uczestnikiem wielu ważnych okresów historycznych: od okresu przedwojennego po komunizm... Język nie pompatyczny, ale też nie prostacki. Ot interesująca publikacja dla ludzi, którzy lubią zajrzeć do cudzego życia, szukając w nim ciekawostek historycznych.

Ciekawa książka, napisana bardzo subiektywną ręką. Autor opisał głównie to, co się działo w jego obrębie terytorialnym i co dotyczyło jego osoby, bądź jego bliskich. Lubię takie publikacje, człowiek jakby dotyka czyjegoś życia, ciekawego życia, bo takiego, które było uczestnikiem wielu ważnych okresów historycznych: od okresu przedwojennego po komunizm... Język nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

99 użytkowników ma tytuł Niebo w kałużach na półkach głównych
  • 52
  • 47
25 użytkowników ma tytuł Niebo w kałużach na półkach dodatkowych
  • 15
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Niebo w kałużach

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Żony mojego ojca José Eduardo Agualusa
Żony mojego ojca
José Eduardo Agualusa
(#planetaksiążek) Powieść Agualusy była moim pierwszym wyborem z Angoli do projektu i w pełni spełniła pokładane w niej nadzieje. Nie dajcie się jednak zwieść okładkowym rekomendacjom – owszem, pojawiają się wzmianki o Kapuścińskim, ale na pewno nie jest to książka, którą sam by napisał, a porównania z Marquezem są zupełnie chybione. To chyba tłumaczy, skąd tylu rozczarowanych tą brawurowo napisaną, pomysłową i przede wszystkim do szpiku kości „afrykańską” książką. Ale po kolei – sam koncept fabularny jest naprawdę intrygujący i wciąga od samego początku: portugalska dziennikarka wyrusza do Afryki by odnaleźć biologicznego ojca, słynnego muzyka Faustyna Manso, który równie co muzykę, kochał kobiety (efekt – siedem żon i półtora tuzina dzieci). Nasza dziennikarka niczym w grze komputerowej jeździ od jednej żony do następnej i próbuje z niejednokrotnie sprzecznych epizodów ułożyć mozaikowy portret tajemniczego rodziciela. Wszystko okaże się jednak dużo bardziej skomplikowane i nieoczywiste, a Agualusa będzie co raz to zwodził czytelnika, wprowadzając kolejne wątki, narratorów, wreszcie... samego siebie (!). Te postmodernistyczne zabawy fabułą i narracją mogą zachwycić, mogą też irytować gubiącego się w nich czytelnika, dla mnie jednak najbardziej wartościowy jest wyłaniający się z powieści obraz Angoli (i całej południowej Afryki!) – a smaczków wszelakich jest w niej bez liku. Agualusa sięga zarówno do najważniejszych wydarzeń z historii, przywołuje mnóstwo charakterystycznych dla regionu obyczajów, jak i eksploruje angolską popkulturę i współczesność – a że sięga po rozmaite konwencje i formy wypowiedzi, mamy poczucie autentycznego zanurzenia się w świecie, o którym opowiada. Dostajemy daleki od idealizacji obraz kraju („Najpierw Bóg stworzył Angolę, a potem przyszedł diabeł i stworzył Luandę”) i krytyczne spojrzenie na związki z Portugalią („Portugalczycy przywieźli do Angoli karnawał, nie mówiąc już o akordeonie, piłce nożnej i hokeju na trawie, przywieźli również syfilis, gruźlicę, wszawicę, a na dokładkę jeszcze diabła we własnej osobie”),ale podane tak, że chce się ten świat poznać jeszcze bardziej! - https://bibliotekaswiata.blogspot.com/2023/06/52-angola-jose-eduardo-agualusa-zony.html
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na82 lata temu
Południca Julia Franck
Południca
Julia Franck
W tym roku obiecałam sobie, że będę czytać więcej własnych książek, zamiast zachłannie rzucać się wyłącznie na obficie zaopatrzone w nowości i bestsellerowe tytuły półki mojej biblioteki. Obietnicę, póki co, realizuję, przy czym zaiste jakaś diabelska siła prowadzi mą rękę. Trzeba bowiem nie mieć litości, by po gęstej i dość mrocznej „Toni” (bibliotecznej),kazać mi zdjąć z własnej półki stojącą tam od ponad dziesięciu lat „Południcę – równie gęstą i jeszcze bardziej mroczną. Przy tym o ile w „Toni” widać było nie tylko przebłyski, ale i całe pasma światła, o tyle „Południca” ściska za gardło tak, że jedyne co widać, to ciemność. Przypuszczam, że kupiłam ją z uwagi na to, że jej akcja częściowo dzieje się dokładnie tu gdzie mieszkam obecnie lub mieszkałam przez minione lata. Pojawiające się w tle wzmianki o budowie fabryki benzyny syntetycznej w Policach czy o transporcie więźniów wykorzystywanych do pracy w tej fabryce, to historie, które znam od wielu lat. Byłam w tych miejscach, mieszkam tu, gdzie mieszkali opisani w książce Niemcy, ba! jem z ich talerzy. Może dlatego ta lektura dusiła mnie i dławiła, a może to po prostu taka książka? Pierwszą osobą, którą poznajemy jest Peter, około dziesięcioletni. Mieszka w Szczecinie razem z matką, Alicją, pielęgniarką. Jest czerwiec 1945 roku, czas gdy Szczecin jest miastem niczyim. Jeszcze niemieckim, choć w zasadzie już nie. Pełno tu radzieckich żołnierzy, znacznie mniej Polaków, którzy nie wierzą, że to miasto będzie leżało po polskiej stronie granicy (administracja polska oficjalnie pojawiła się tu dopiero 5 lipca). Miasto, po dywanowych nalotach przeprowadzonych przez aliantów latem 1944 roku, jest morzem ruin. Na wstępie dostajemy między oczy wojennym gwałtem, ręką oderwaną od ciała, porzuconym dzieckiem. Potem następuje cięcie i przenosimy się do Budziszyna, tuż po pierwszej wojnie światowej. Mieszkają tam Helena i Marta, dwie siostry oraz ich dziwna, popadająca w obłęd matka, z pochodzenia Żydówka. Od tej pory czytelnik patrzy na świat oczami Heleny – razem z nią dorasta, snuje marzenia o przyszłości i zderza się z rzeczywistością. Razem z nią przeprowadza się też do międzywojennego Berlina, z jego całym rozedrganym i rozbuchanym życiem nocnym, artystycznym i erotycznym. Wspólnie przeżywa pierwszą miłość i jedną z wielu śmierci. Obok dzieje się historia, dobrze nam znana z kart podręczników, jednak obserwowana oczami jednostki zyskuje inną perspektywę. Tytułowa południca to postać ze słowiańskiej legendy, żywej również w podaniach saksońskich (Budziszyn to tereny Saksonii właśnie). Nienawidziła dzieci, atakowała głównie około południa, zabijając lub wpędzając w chorobę. W powieści Franck pojawia się przywołana przez Maryjkę, służącą opiekującą się matką bohaterek, Selmą, jako wytłumaczenie dla zachowania tej kobiety, odrzucającej żyjące córki, a skupionej na opłakiwaniu zmarłych w niemowlęctwie synów oraz gromadzeniu rzeczy. Ci, którzy w nią wierzą, zobaczą jej działanie jednak również w innych, opisanych w książce, sytuacjach. Czy to wystarczy, aby ułożyć sobie wszystko w głowie, znaleźć usprawiedliwienie dla zachowań bohaterów? Dla mnie nie, ale ja odczytuję „Południcę” jako opowieść o cierpieniu, które sprawia, że brakuje słów i przez które najprostszą opcją wydaje się zapadnięcie w milczenie, zamknięcie się w sobie. „Południca” została sfilmowana. Angielskie tłumaczenie tytułu filmu to „Blind at heart” czyli „ślepa na serce”. Julia Franck próbuje pokazać proces, który do takiej sercowej ślepoty doprowadza. Nie ocenia, nie podsuwa odpowiedzi, pokazuje. Ciężko się to czyta, wielokrotnie ma się ochotę odwrócić wzrok. Czy warto? To już musi ocenić każdy samodzielnie. Ja nie żałuję.
momarta - awatar momarta
oceniła na72 lata temu
Podróż Ida Fink
Podróż
Ida Fink
Tyle czytałem już książek o Holokauście, a jednak każda kolejna otwiera nową perspektywę, nieco inne odczytanie tego, co wydawałoby się już wypowiedziane i opowiedziane. Nie inaczej jest z “Podróżą”. Narratorka Idy Fink podejmuje wraz z siostrą racjonalne poniekąd ryzyko - takie, na jakie w rzeczywistości zdecydował się Leopold Tyrmand. Choć miał on mocne papiery Francuza, to jednak ryzykował bardziej, mając coś, co mogłoby go w sekundę zdemaskować… Narratorka z siostrą były niby w lepszej sytuacji, decydując się na wyjazd na roboty do Niemiec ze Zbaraża (to chyba świadome nawiązanie Autorki do jej miejsca do 1941 r., ikonicznego dla polskiej kultury, symbolu bohaterstwa - orężnego, nie cywilnego, które teraz niezbędne). Ktoś im doradzi taki wyjazd, argumentując że jak już się tam znajdą z fałszywymi dokumentami i świadectwami chrztu, będą miały w mniejszym lub większym stopniu tak zwany święty spokój… Okazuje się to ułudą; jak już trafią - a wcześniej szmalcownicy będą robić swoją brudną robotę, choć zdarzy się i bezinteresowna pomoc - do niemieckiej fabryki gdzieś w Zagłębiu Ruhry, pojadą tam z nimi i inne Polki (cóż z tego, że i Ukrainki)… I od razu rozpocznie się ulubiony - ulubiony zdaje się coraz bardziej….. - sport zwany “szukaniem Żyda”, dla nich będący grą o życie.... Bo choć wśród dziewczyn w fabryce duże zróżnicowanie postaw - od obojętnych, nielicznych, które chcą pomóc, ale nie pomogą, bo się za bardzo boją - to niestety najwięcej takich takich, które nie tylko “nie są obojętne”, ale wręcz przeciwnie: uczynią wszystko, by wspomóc Panów Niemców wytropić “wspólnego wroga”... Zwraca uwagę znaczna - mimo wszystko -powściągliwość stylistyczna Autorki. Styl jest suchy, mało przyjazny czytelnikowi i stosunkowo mało emocjonalny, skoro najważniejsze to przeżyć jako zwierzyna łowna, rzecz szczególnie trudna zwłaszcza, gdy to nagonka jest najgroźniejsza, nie "myśliwi"….. Wybitne to studium człowieka w skrajnej sytuacji egzystencjalnej i jedna z lepszych książek holokaustowych, choć już ma swoje lata… Nieco cytatów “Była przesądna, wszyscy wtedy byli przesądni, każdy na swój własny, sobie tylko znany sposób. Lepiej nie mieć kenkarty, niż mieć ją sfałszowaną w partacki sposób”. “– Ale i te metryki... Takie jakieś nowe, nieprawdziwe... Czy pani sądzi, że można z nimi posługiwać? – Panie doktorze – odrzekła zaufana osoba – metryki nie są po to, żeby je pokazywać. Jak przychodzi do pokazywania, to znaczy że jest już bardzo źle”. “Zaufana osoba przeżegnała się, nakreśliła na czołach dziewcząt znak krzyża, po czym wyjęła z torebki dwa blaszane medaliki z Matką Boską i zawiesiła imię na szyi”. “- Ależ one mają świetny wygląd, świetny – zawołała na nasz widok– po prostu nieoceniony! (...) To było o tyle dziwne, że znała nas przecież od lat i doskonale wiedziała, jak wyglądamy.(...) Ojciec zdawał się nie podzielać entuzjazmu”. “– I co z tego, że taka piękna?! Co jej z tego? To jest przeklęta piękność... Oby była krostowata i garbata, ale j a s n a, z prostym nosem…”. “W jesienny poranek odeszliśmy z domu nad rzeką. W oknach uliczki drżały firanki – ukradkiem przyglądano się naszemu odejściu”. “Najważniejszy dokument zwany "imiennym wezwaniem", który stwierdza, że udajemy się dobrowolnie na roboty do Niemiec. Elżbietę wzywa ogrodnik, mnie restaurator z małego miasteczka w Hesji. Dokument wystawił szef miejscowego Arbeitsamtu, Ukrainiec. Nie wiadomo, czym się kierował - chęcią dobrego zarobku? Asekuracji na przyszłość czy? Chęcią pomocy? Nie byłyśmy jedynymi, którymi ułatwił wyjazd”. “Wysuwam spod chustki na pokaz moje jasne włosy, rozcieram policzki, żeby się zarumieniły. Na mojej twarzy pojawia się niespodziewanie głupkowaty uśmiech”. “W wagonie cisza. Zanim dochodzimy do drzwi – pierwsze szepty. Żydówki, Żydówki złapali…”. “Tamten zaczyna, grzecznie, rzeczowo. Gdzie się pani urodziła, Proszę opisać miasto, Proszę podać nazwę głównej ulicy, nazwisko burmistrza, starosty, dyrektora szkoły, imię patrona miejscowego kościoła.... Patrzymy sobie w oczy jak dobrze wychowani, prawdę mówiący ludzie. Sypię nazwiskami, szpicel potakuje lub ironicznie się uśmiecha. Potem modlitwy (...) a kapuś przybiera mimo woli pozę księdza odmawiającego rozgrzeszenia: coś za gładko pani umie…”. “Gruby chłopak w drzwiach baraku, widziany z piętrowej pryczy spod sufitu, młody, gruby, z gatunku tak zwanych świńskich blondynów, który spytał: czy może u was są te dwie Żydówki, którym udało się przemycić z Polski? Trzeba o nich zameldować komendantowi…”. “Głodne, rozżalony na swój los dziewczęta znalazły wielki temat: Żydzi. Rej wiodła nieliczna grupa której przewodziła prostytutka Marusia, a reszta biernie, lecz z ochotą przysłuchiwała się opowieściom i dowcipom”. “Ciekawskie spojrzenia sąsiadek. – Puścili was? – Co by nie mieli puścić? – Wczoraj zabrali trzy. – One na Żydówki nie wyglądają - odzywa się inna. – Są takie, co nie wyglądają”. “– Ty nas potępiasz. – Nie. Nie potępiam. Rozumiem”. “Dziewczęta są w tej chwili szczerze przejęte. Jak gdyby nagle się przeraziły i opamiętały. Jak gdyby nagle zrozumiały. Po raz pierwszy są takie, jakimi powinny były być. Ale ostatnie miesiące wyprały nas z resztek zaufania”. “– Kasieńko... bo ja chciałam tylko spytać... Milczę. – Bo ja chciałam tylko spytać, czy jakby... z wami coś... jakby was... to czy ja mogę wziąć sobie wasze rzeczy? Pozwalasz?”. “Zatkałam dłońmi uszy. Przybieramy i odrzucamy imiona, układamy i zmieniamy życiorysy, tworzymy nowe postacie i mamy w ich tworzeniu absolutną nad nimi władzę i swobodę, my prawdziwe, my podwójne”. “Nasze twarze ujrzane w jasnym świetle poranka niezdatne są już do podróży”. “– Tu damy się złapać – powiedziałam. – Przez kogo – spytała Barbara. - Nie ma przecież żywej duszy. W tej samej chwili spod drzew wynurzył się żandarm, szedł niespiesznym krokiem, żwir chrzęścił pod jego nogami”. “Zawołam vive la France, nous sommes Polonais, żołnierze odpowiedzą vive la Pologne”. Zakończenie, mimo powrotu do Polski, nie jest optymistyczne, bo i być nie mogło - zbyt wiele już wiemy, dlaczego. “Te dwie z daleka – szeptano. Z obozu może, może Żydówki, teraz dużo Żydów wraca, a mówili, że…” PS To jednak fikcja literacka, a nie wspomnienia - Ida Fink przeżyła Holokaust, ukrywając się na Kresach Wschodnich.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na88 miesięcy temu

Cytaty z książki Niebo w kałużach

Więcej

Jakaś pijana świnia nasrała na naszego żółwia

Jakaś pijana świnia nasrała na naszego żółwia

Anatol Gotfryd Niebo w kałużach Zobacz więcej
Więcej