Pięcioksiąg Izaaka

Okładka książki Pięcioksiąg Izaaka autora Angel Wagenstein, 9788375063578
Okładka książki Pięcioksiąg Izaaka
Angel Wagenstein Wydawnictwo: Zysk i S-ka Cykl: Europejscy Żydzi (tom 1) literatura piękna
263 str. 4 godz. 23 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Europejscy Żydzi (tom 1)
Tytuł oryginału:
Петокнижие Исаково
Data wydania:
2009-12-15
Data 1. wyd. pol.:
2009-12-15
Liczba stron:
263
Czas czytania
4 godz. 23 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375063578
Tłumacz:
Kamelia Mincheva-Gospodarek
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pięcioksiąg Izaaka w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pięcioksiąg Izaaka



książek na półce przeczytane 3009 napisanych opinii 1264

Oceny książki Pięcioksiąg Izaaka

Średnia ocen
7,3 / 10
138 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pięcioksiąg Izaaka

avatar
1307
1263

Na półkach: , , , , , , , , , , , ,

O Żydach, ich prześladowaniach i Holokauście ze smutkiem i szacunkiem dla ofiar, ale bez patosu.
Od Piewszej Wojny Światowej, do lat po zakończeniu drugiej. Galicyjski sztetl, obozy i łagry. Dużo śmierci przedstawionych piano, mnóstwo empatii i wyrozumiałości narratora oraz.... żydowskiego ... poczucia humoru.
No i symbolicznie - wszak fabuła ma mocno teatralną strukturę, ale takie też było zamierzenie narratora. Tytułowy Izaak mieści w sobie losy narodu żydowskiego w tragicznym XX wieku, w tym utratę bliskich i przyjaciół, dwa totalitaryzmy i bycie wszędzie obcym. Napisane prostym językiem, bez przeładowanie postaciami, ale to nie bajka, lecz prawie moralitet.
Ocenę obniża prawosławie zamiast grekokatolicyzmu
Przeczytane w ramach kwietniowego wyzwania - książka autora na literę 'W'.

O Żydach, ich prześladowaniach i Holokauście ze smutkiem i szacunkiem dla ofiar, ale bez patosu.
Od Piewszej Wojny Światowej, do lat po zakończeniu drugiej. Galicyjski sztetl, obozy i łagry. Dużo śmierci przedstawionych piano, mnóstwo empatii i wyrozumiałości narratora oraz.... żydowskiego ... poczucia humoru.
No i symbolicznie - wszak fabuła ma mocno teatralną strukturę,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1376
452

Na półkach: , , ,

„Pięcioksiąg Izaaka”, będąc moją pierwszą przeczytaną w 2025 roku książką, od razu trafił do tegorocznego czytelniczego panteonu.
Polecił mi go kiedyś @Irek, ale długo zeszło mi, by po ten tytuł sięgnąć. Utknął on na dobre w poczekalni, wmieszał się w tłum innych protegowanych lektur i czekał.
Angel Wagenstein urzekł mnie przede wszystkim sposobem, w jaki historię Izaaka Jakuba Blumenfelda opowiedział. Styl, język i nastrój były mi niezwykle bliskie, bo okazały się skrzyżowaniem stylistyki uprawianej przez Stefanię Grodzieńską i Andrzeja Mularczyka. Te nostalgiczne nuty, przywiązanie do życia mimo wszystko, pogodzenie ze światem w jego zmiennych kolejach losu, dystans do siebie i wszystkiego wokół, ciepły i familiarny ton, oraz przede wszystkim cnota nienarzekactwa. Tymi cechami ta książka stoi.
Jakże też ten Kołodziec, w którym nie wadząc nikomu żyły obok siebie rozmaite nacje i przedstawiciele różnych kultur, przypominał mi Mularczykowe Krużewniki opisane w „Każdy żyje jak umie”.

Kilka złotych myśli, którymi autor bogato okrasił tekst:
„Po każdym upadku ideałów przychodzi ogólny upadek obyczajów”
„Każdy widzi cząstkę prawdy przez dziurkę od klucza własnych przeżyć”
„Czy można zaspokoić duszę tym, coś zdobył, jeśli tęsknisz za tym, co straciłeś”

I prawie na koniec:
„Wszystko to, mój bratku, było tak dawno, jakby się wcale nie wydarzyło. A może i naprawdę się nie wydarzyło, czy to człowiek wie, co w życiu jest snem, a co rzeczywistością, skoro samo życie jest przelotnym widmem, mirażem na pustyni i pogonią za wiatrem?”

Na koniec zaś jedna z moich ulubionych chochm, które w tekście pełnią rolę ilustracji bądź komentarza do opowiadanych zdarzeń.

„Ben Cwi, który obejrzawszy się, wszedł do chrześcijańskiej wędliniarni, ujrzał na ladzie różową i soczystą praską szynkę, więc zapytał:
-Ile kosztuje kilogram tej ryby?
-To jest szynka, proszę pana – powiedział sprzedawca.
-Nie pytam, jak się nazywa ta ryba, lecz ile kosztuje!”

„Pięcioksiąg Izaaka”, będąc moją pierwszą przeczytaną w 2025 roku książką, od razu trafił do tegorocznego czytelniczego panteonu.
Polecił mi go kiedyś @Irek, ale długo zeszło mi, by po ten tytuł sięgnąć. Utknął on na dobre w poczekalni, wmieszał się w tłum innych protegowanych lektur i czekał.
Angel Wagenstein urzekł mnie przede wszystkim sposobem, w jaki historię Izaaka...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1307
931

Na półkach: , ,

Jaka to była fajna niespodzianka - lektura tej książki! Dla mnie już sama zapowiedź brzmiała ciekawie, bo miała być to powieść o życiu w Europie w pierwszej połowie XX wieku z punktu widzenia Żyda... i miała być to powieść pozytywna. Czy w ogóle dałoby się pisać w sposób wesoły o tamtych wydarzeniach? Wagenstein udowadnia, że tak i ku mojemu zaskoczeniu wielokrotnie się śmiałam podczas czytania. Główny bohater i narrator "Pięcioksięgu Izaaka" to Izaak Blumenfeld, który podzielił swoje życie na pięć części (każda odpowiada innej "księdze"),w zależności od ojczyzny. Ale Izaak się nie przeprowadzał, a przynajmniej nie z własnej woli, to Europa się zmieniała. I tak pochodzący z okolic Drohobycza Żyd rodzi się jako obywatel Austro-Węgier, by po przegranej I wojnie światowej stać się Polakiem, następnie po 17.09.1939 - obywatelem ZSRS, a od lata 1941 już nawet "nieobywatelem" III Rzeszy. Tutaj następują przymusowe przeprowadzki, obozy koncentracyjne, aż w końcu Izaak ląduje w Wiedniu, w niepodległej Austrii... nie na długo, bo przypomina sobie o nim ZSRS, który z ochotą wysyła mężczyznę na reformację przez pracę... gdzieś na dalekiej Syberii. Żywot Izaaka wydaje się pasmem nieszczęść, ale bohater podchodzi do niego w sposób raz filozoficzny, raz humorystyczny. Książka pełna jest żydowskiego humoru i anegdotek, które rozjaśniają nawet najciemniejsze fragmenty lektury. Akcja pędzi do przodu w zawrotnym tempie, na oczach czytelnika zmienia się cały świat, a bohater musi się do niego dostosować, choć nie przychodzi mu to łatwo. "Pięcioksiąg Izaaka" to lektura, przy której nie można się nudzić, zmuszająca do smutnych refleksji, ale i wywołująca szeroki uśmiech. Gorąco polecam! :)

Jaka to była fajna niespodzianka - lektura tej książki! Dla mnie już sama zapowiedź brzmiała ciekawie, bo miała być to powieść o życiu w Europie w pierwszej połowie XX wieku z punktu widzenia Żyda... i miała być to powieść pozytywna. Czy w ogóle dałoby się pisać w sposób wesoły o tamtych wydarzeniach? Wagenstein udowadnia, że tak i ku mojemu zaskoczeniu wielokrotnie się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

424 użytkowników ma tytuł Pięcioksiąg Izaaka na półkach głównych
  • 242
  • 176
  • 6
110 użytkowników ma tytuł Pięcioksiąg Izaaka na półkach dodatkowych
  • 86
  • 7
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Pięcioksiąg Izaaka

Inne książki autora

Angel Wagenstein
Angel Wagenstein
Angel Raymond Wagenstein, wybitny bułgarski pisarz i scenarzysta filmowy, ur. 1922 r. w Płowdiw; dzieciństwo spędził we Francji, dokąd wyemigrowała jego sefardyjska rodzina, uciekając przed prześladowaniami politycznymi lewicy. Wrócił do Bułgarii po ogłoszeniu amnestii i w liceum związał się z ruchem antyfaszystowskim. W 1944 roku za drobny akt sabotażu został aresztowany i skazany na śmierć. Przed egzekucją uratowało go wkroczenie armii radzieckiej. Po wojnie skończył studia filmowe w Moskwie. W swoim dorobku Wagenstein ma ponad 50 scenariuszy do filmów fabularnych, dokumentalnych i animowanych, które były realizowane przez różne kinematografie w Europie i na Dalekim Wschodzie. Wiele z tych filmów otrzymało prestiżowe nagrody na bułgarskich i międzynarodowych festiwalach, m.in. film "Sterne" w reżyserii Konrada Wolfa został uhonorowany w 1959 roku nagrodą specjalną jury na festiwalu w Cannes. Angel Wagenstein jest laureatem wielu nagród bułgarskich i międzynarodowych, w tym m.in. nagrody paryskiej Sorbony oraz nagrody im. Jeana Monneta za najwybitniejsze dzieło literatury europejskiej. W 2009 został honorowym obywatelem swojego rodzinnego Płowdiw.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Podróż Ida Fink
Podróż
Ida Fink
Tyle czytałem już książek o Holokauście, a jednak każda kolejna otwiera nową perspektywę, nieco inne odczytanie tego, co wydawałoby się już wypowiedziane i opowiedziane. Nie inaczej jest z “Podróżą”. Narratorka Idy Fink podejmuje wraz z siostrą racjonalne poniekąd ryzyko - takie, na jakie w rzeczywistości zdecydował się Leopold Tyrmand. Choć miał on mocne papiery Francuza, to jednak ryzykował bardziej, mając coś, co mogłoby go w sekundę zdemaskować… Narratorka z siostrą były niby w lepszej sytuacji, decydując się na wyjazd na roboty do Niemiec ze Zbaraża (to chyba świadome nawiązanie Autorki do jej miejsca do 1941 r., ikonicznego dla polskiej kultury, symbolu bohaterstwa - orężnego, nie cywilnego, które teraz niezbędne). Ktoś im doradzi taki wyjazd, argumentując że jak już się tam znajdą z fałszywymi dokumentami i świadectwami chrztu, będą miały w mniejszym lub większym stopniu tak zwany święty spokój… Okazuje się to ułudą; jak już trafią - a wcześniej szmalcownicy będą robić swoją brudną robotę, choć zdarzy się i bezinteresowna pomoc - do niemieckiej fabryki gdzieś w Zagłębiu Ruhry, pojadą tam z nimi i inne Polki (cóż z tego, że i Ukrainki)… I od razu rozpocznie się ulubiony - ulubiony zdaje się coraz bardziej….. - sport zwany “szukaniem Żyda”, dla nich będący grą o życie.... Bo choć wśród dziewczyn w fabryce duże zróżnicowanie postaw - od obojętnych, nielicznych, które chcą pomóc, ale nie pomogą, bo się za bardzo boją - to niestety najwięcej takich takich, które nie tylko “nie są obojętne”, ale wręcz przeciwnie: uczynią wszystko, by wspomóc Panów Niemców wytropić “wspólnego wroga”... Zwraca uwagę znaczna - mimo wszystko -powściągliwość stylistyczna Autorki. Styl jest suchy, mało przyjazny czytelnikowi i stosunkowo mało emocjonalny, skoro najważniejsze to przeżyć jako zwierzyna łowna, rzecz szczególnie trudna zwłaszcza, gdy to nagonka jest najgroźniejsza, nie "myśliwi"….. Wybitne to studium człowieka w skrajnej sytuacji egzystencjalnej i jedna z lepszych książek holokaustowych, choć już ma swoje lata… Nieco cytatów “Była przesądna, wszyscy wtedy byli przesądni, każdy na swój własny, sobie tylko znany sposób. Lepiej nie mieć kenkarty, niż mieć ją sfałszowaną w partacki sposób”. “– Ale i te metryki... Takie jakieś nowe, nieprawdziwe... Czy pani sądzi, że można z nimi posługiwać? – Panie doktorze – odrzekła zaufana osoba – metryki nie są po to, żeby je pokazywać. Jak przychodzi do pokazywania, to znaczy że jest już bardzo źle”. “Zaufana osoba przeżegnała się, nakreśliła na czołach dziewcząt znak krzyża, po czym wyjęła z torebki dwa blaszane medaliki z Matką Boską i zawiesiła imię na szyi”. “- Ależ one mają świetny wygląd, świetny – zawołała na nasz widok– po prostu nieoceniony! (...) To było o tyle dziwne, że znała nas przecież od lat i doskonale wiedziała, jak wyglądamy.(...) Ojciec zdawał się nie podzielać entuzjazmu”. “– I co z tego, że taka piękna?! Co jej z tego? To jest przeklęta piękność... Oby była krostowata i garbata, ale j a s n a, z prostym nosem…”. “W jesienny poranek odeszliśmy z domu nad rzeką. W oknach uliczki drżały firanki – ukradkiem przyglądano się naszemu odejściu”. “Najważniejszy dokument zwany "imiennym wezwaniem", który stwierdza, że udajemy się dobrowolnie na roboty do Niemiec. Elżbietę wzywa ogrodnik, mnie restaurator z małego miasteczka w Hesji. Dokument wystawił szef miejscowego Arbeitsamtu, Ukrainiec. Nie wiadomo, czym się kierował - chęcią dobrego zarobku? Asekuracji na przyszłość czy? Chęcią pomocy? Nie byłyśmy jedynymi, którymi ułatwił wyjazd”. “Wysuwam spod chustki na pokaz moje jasne włosy, rozcieram policzki, żeby się zarumieniły. Na mojej twarzy pojawia się niespodziewanie głupkowaty uśmiech”. “W wagonie cisza. Zanim dochodzimy do drzwi – pierwsze szepty. Żydówki, Żydówki złapali…”. “Tamten zaczyna, grzecznie, rzeczowo. Gdzie się pani urodziła, Proszę opisać miasto, Proszę podać nazwę głównej ulicy, nazwisko burmistrza, starosty, dyrektora szkoły, imię patrona miejscowego kościoła.... Patrzymy sobie w oczy jak dobrze wychowani, prawdę mówiący ludzie. Sypię nazwiskami, szpicel potakuje lub ironicznie się uśmiecha. Potem modlitwy (...) a kapuś przybiera mimo woli pozę księdza odmawiającego rozgrzeszenia: coś za gładko pani umie…”. “Gruby chłopak w drzwiach baraku, widziany z piętrowej pryczy spod sufitu, młody, gruby, z gatunku tak zwanych świńskich blondynów, który spytał: czy może u was są te dwie Żydówki, którym udało się przemycić z Polski? Trzeba o nich zameldować komendantowi…”. “Głodne, rozżalony na swój los dziewczęta znalazły wielki temat: Żydzi. Rej wiodła nieliczna grupa której przewodziła prostytutka Marusia, a reszta biernie, lecz z ochotą przysłuchiwała się opowieściom i dowcipom”. “Ciekawskie spojrzenia sąsiadek. – Puścili was? – Co by nie mieli puścić? – Wczoraj zabrali trzy. – One na Żydówki nie wyglądają - odzywa się inna. – Są takie, co nie wyglądają”. “– Ty nas potępiasz. – Nie. Nie potępiam. Rozumiem”. “Dziewczęta są w tej chwili szczerze przejęte. Jak gdyby nagle się przeraziły i opamiętały. Jak gdyby nagle zrozumiały. Po raz pierwszy są takie, jakimi powinny były być. Ale ostatnie miesiące wyprały nas z resztek zaufania”. “– Kasieńko... bo ja chciałam tylko spytać... Milczę. – Bo ja chciałam tylko spytać, czy jakby... z wami coś... jakby was... to czy ja mogę wziąć sobie wasze rzeczy? Pozwalasz?”. “Zatkałam dłońmi uszy. Przybieramy i odrzucamy imiona, układamy i zmieniamy życiorysy, tworzymy nowe postacie i mamy w ich tworzeniu absolutną nad nimi władzę i swobodę, my prawdziwe, my podwójne”. “Nasze twarze ujrzane w jasnym świetle poranka niezdatne są już do podróży”. “– Tu damy się złapać – powiedziałam. – Przez kogo – spytała Barbara. - Nie ma przecież żywej duszy. W tej samej chwili spod drzew wynurzył się żandarm, szedł niespiesznym krokiem, żwir chrzęścił pod jego nogami”. “Zawołam vive la France, nous sommes Polonais, żołnierze odpowiedzą vive la Pologne”. Zakończenie, mimo powrotu do Polski, nie jest optymistyczne, bo i być nie mogło - zbyt wiele już wiemy, dlaczego. “Te dwie z daleka – szeptano. Z obozu może, może Żydówki, teraz dużo Żydów wraca, a mówili, że…” PS To jednak fikcja literacka, a nie wspomnienia - Ida Fink przeżyła Holokaust, ukrywając się na Kresach Wschodnich.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na88 miesięcy temu
Pochowajcie mnie pod podłogą Paweł Sanajew
Pochowajcie mnie pod podłogą
Paweł Sanajew
O wychowaniu zdecydowanie nie bezstresowym. Oparta na motywach autobiograficznych historia dorastania chłopca wychowywanego przez niezrównoważoną psychicznie babcię i biernego wobec jej agresji, wycofanego dziadka. Mały Sasza jest dzieckiem dosyć chorowitym (choć można domniemywać, że babcia wyolbrzymia jego dolegliwości),przez co musi przestrzegać wielu reguł i ograniczeń - bierze jakieś dzikie ilości leków, nie wolno mu się spocić, prawie nie chodzi do szkoły i wciąż jest straszony rychłą śmiercią. Sama kąpiel to przedsięwzięcie w piętnastu punktach i z masą absolutnie niezbędnych rekwizytów. A to wciąż dziecko, nie zawsze udaje mu się zrobić wszystko zgodnie z wymaganiami - i wówczas musi liczyć się z dotkliwą karą. Kluczową postacią jest tutaj babcia, terroryzująca całe swoje otoczenie, które nigdy nie jest pewne, co akurat wytrąci ją z równowagi (genialna jest jedna z końcowych scen monologu, w którym płynnie przechodzi przez całe spektrum swoich możliwości - od gróźb i wyzwisk, poprzez przymilanie się, błagania i przekupstwa, po wyrzekania i branie na litość, i tak kilka razy). Z jednej strony trudno ją za to do końca winić - to osoba dosyć poważnie psychicznie chora i zdecydowanie potrzebująca fachowej pomocy, a przy tym także w jakimś stopniu skrzywdzona przez los. Z drugiej, nie da się nie zauważyć, że życie z kimś takim to niemal dosłownie piekło. Wielu rzeczy spodziewałam się po tej książce, ale nie tego, że jej lektura będzie mnie stresować. Atmosfera ciągłego konfliktu, miotanie się od czułości do agresji i nieustanne oczekiwanie na kolejny wybuch sprawiają, że czyta się to z gulą w gardle, w napięciu trudnym do zniesienia. Książka bardzo dobra, ale zdecydowanie nieprzyjemna.
niedź - awatar niedź
ocenił na98 miesięcy temu
Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania Olga Bergholc
Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania
Olga Bergholc Lidia Ginzburg Jelena Koczyna
Z reguły nie oceniam dzienników. Wychodzę z założenia, że cudze przeżycia nie powinny podlegać ocenie. Jednak w tym przypadku robię wyjątek, bo zapiski kobiet z oblężonego Leningradu to studium przedstawiające niewyobrażalne cierpienie, odczłowieczający głód oraz poruszający obraz tragizmu ludzkiej jednostki, której los stanowi igraszkę w rękach osób wyznaczających bieg historii. Książka zawiera relacje trzech kobiet - pierwsza z nich jest najbardziej poruszająca. Na pierwszy plan w zapiskach Jeleny Koczyny wysuwa się niewyobrażalny głód. Głód, który powoduje, że ojciec nie jest w stanie się powstrzymać i wyjada zapasy jagieł przeznaczone dla dziecka. Głód, który powoduje, że mężczyzna chce zwabić kota sąsiadki, by go zjeść. Głód, który doprowadza na skraj szaleństwa. Głód tak silny, że zabija w człowieku ludzkie odruchy i uczucia. Kolejne przedstawione wspomnienia spisała poetka Olga Bergholc, która pracowała w leningradzkim radiu, a jej „cichy głos stał się dla mieszkańców Leningradu dźwiękiem nadziei na przetrwanie – «głosem oblężonego miasta»”. Kobieta była osobą uprzywilejowaną społecznie i jej wspomnienia są zgoła inne od zapisków pierwszej bohaterki. W jej dzienniku nie dominuje wątek głodu, lecz rozterek miłosnych, niepokoi wewnętrznych, rozważań o represjach ze strony rządzących oraz tworzonej przez Olgę poezji. W ostatniej relacji nie pierwszy plan nie wybijają się indywidualne przeżycia Autorki, lecz zapis przeżyć modelowego, przykładowego człowieka, który żył w trakcie blokady w Leningradzie. Lidia Ginzburg przestawia, jak wyglądał jego typowy dzień i z czym mierzył się codziennie „człowiek oblężony”. Warto zapoznać się ze wspomnieniami kobiet, które przeżyły jedząc 125 gramów chleba dziennie, a podczas wyjątkowo srogiej zimy przebywały w mieszkaniach bez prądu i wody i patrzyły bezsilnie na cierpienia najbliższych. Warto - chociażby po to, by docenić naszą codzienność.
Marta - awatar Marta
oceniła na104 miesiące temu
Mała matura Janusz Majewski
Mała matura
Janusz Majewski
,,Mała matura" to zabawna, wzruszająca, momentami przerażająca opowieść o świecie, który powoli przemijał i został na zawsze zrównany z ziemią przez kolejnych okupantów. Ludwik rodzi się we Lwowie, gdzieś w połowie XX-lecia międzywojennego. Jako potomek lwowskiej inteligencji zajmuje stosowne mu miejsce i z ciekawością obserwuje świat, w którym przyszło mu żyć. Jego otoczenie jest pełna przedwojennej dystynkcji, fasonu, poczucia swojego miejsca na świecie. Chłopiec dorasta obserwując rodziców, wujostwo, sąsiadów i przeżywając pierwszą niewinną fascynację służącą. Wszystko to nagle rozpada się gdy wybucha II wojna światowa. Kolejni okupanci wkraczają do Lwowa i zaczynają swoje rządy. Jednak patrzenie na wojnę oczami Ludwika nadal jest niewinne. Chłopiec chroniony przez dorosłych, znacznie mniej odczuwa dramatyzm tego okresu. Wyrzuceni z własnego domu tułają się po krewnych i powinowatych ale nadal czuć, że realne zagrożenie jest odległe. Dopiero po wojnie, gdy osiedlą się w Krakowie, Ludwik na własnej skórze doświadczy barbarzyństwa i okrucieństwa nowej władzy. ,,Mała matura" to sentymentalna opowieść o chłopięcym dorastaniu, o świecie, który był ale już dawno go nie ma. Spojrzenie na rzeczywistość jest bardzo nostalgiczne. Nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia paradoksalnie nie odbierają niewinności. To opowieść o pierwszych fascynacjach, przyjaźniach, marzeniach i zmianach jakie zachodzą w życiu. Mimo całego dramatycznego tła i okrucieństwa jakie się rozgrywa, nie traci optymizmu i nadziei. Jest strasznie ale nadal pozostaje przestrzeń do uśmiechu czy bycia po prostu dorastającym chłopcem.
deana - awatar deana
oceniła na73 lata temu
Spokój doskonały Amos Oz
Spokój doskonały
Amos Oz
Spokój doskonały - Amos Oz - akcja powieści toczy się w 1965 roku w izraelskim kibucu i okolicy. Autor przedstawia nam życie w kibucu z jego wszystkimi problemami. Bohaterowie tej książki mają dużo filozoficznych przemyśleń dotyczących ich życia zarówno rodzinnego, jak i życia w ,, kibucowej" wspólnocie, a także okresie wojny z Syrią. Mamy doczynienia z doświadczonym przez holokaust pokoleniem, które chce stworzyć idealistyczną wspólnotę żyjącą w kibucu, jak i młode pokolenie, które marzy o nowoczesnym życiu. Czy jest to wszystko możliwe w tym tyglu Żydów urodzonych nie tylko w Izraelu, ale także innych krajach, a kultura i życie w tych krajach miała też wpływ na ich życie, chociaż starali się zachować swoje tradycje ściśle połączone z religią. Obok miają Arabów wyznających inną religię i inne tradycje. Książka warta przeczytania, żeby lepiej zrozumieć sytuację Żydów w Izraelu, a także geneze i przyczyny wiecznych walk na tych terenach. Amos Oz wprowadza tu też pewną dozę humoru, ironii. Już sam tytuł książki jest przewrotny, o co chodzi z tym Spokojem Doskonałym, czy bohaterowie powieści go w końcu odnajdują. Proszę przeczytać, bo tylko tak można rozwiązać zagadkę tytułu. Autor przedstawia nam doskonale portrety psychologiczne bohaterów tej książki. Na mieszkańców tego obszaru niebagatelny wpływ ma surowa przyroda. Polecam tę książkę, która pozwoli nam spotkać dość osobliwie myślących bohaterów.
Barbara Stanio - awatar Barbara Stanio
ocenił na91 rok temu
Miasto złodziei David Benioff
Miasto złodziei
David Benioff
--- Książka ma postać opowieści Lwa Abramowicza Beniowa, starego Rosjanina, w połowie Żyda, emigranta żyjącego na Florydzie, który opowiada wnukowi przerażającą historię z roku 1942, kiedy jako 17to letni chłopak próbował bronić obleganego przez Niemieckie wojska Leningradu. W odciętym od świata, bezustannie bombardowanym mieście ludzie umierali z głodu, zimna i bomb, a nasz Lew Beniow złapany na gorącym uczynku ograbiania martwego wrogiego spadochroniarza zostaje aresztowany i wtrącony do Kriestów, do ponurej celi razem z młodym dezerterem Kolą (swoją drogą wprowadza on do powieści elementy humorystyczne). Zrządzeniem losu dostają od pułkownika NKWD Greczenki zadanie zdobycia mendla jaj na weselny tort córki pułkownika. Tak zaczynają się ich "przygody", kiedy to w poszukiwaniu jajek wędrują 50km za linie wroga, uciekają kanibalom, pomagają partyzantom, drobny Lew własnoręcznie zabija nożem dwóch Niemców (w tym oficera SS)... --- Powieść, choć opisuje przecież traumatyczne, bestialskie czasy wojny w skutym lodem, barbarzyńskim niemal kraju, czyta się bardzo płynnie, "lekko", z wypiekami na twarzy jak przy lekturze Robinson Crusoe. Akcja sunie do przodu niczym messerschmitt nad okrążonym Pitrem, dwójka przeciwstawnych bohaterów, motyw drogi, pierwszoosobowy narrator. Czuć przygodowy sznyt beztroskiego, łakomego na sukces, wychowanego w dobrobycie autora, może i mającego rosyjskie korzenie, ale urodzonego i dorastającego w Stanach. I jeśli tak się to czyta to jest to pierwszorzędna wojenna powieść przygodowa. Nie należy jej porównywać np do "Zapiski oficera Armii Czerwonej" Piaseckiego, "Generał i jego armia" Władimowa czy "Życie i los" Grossmana - to zupełnie inny typ powieści. Ps. Scena ze zmasakrowanymi psami na leśnej polanie (rozdział XII),tresowanymi do wysadzania niemieckich czołgów, wstrząsająca i chwytająca za serce. Podobnie opowieść dziewczyn o koleżance Zoji, która uciekła z domu uciech dla oficerów Einsatzgruppe, a po złapaniu Niemcy odpiłowali jej na żywca obie stopy (rozdział XIV). Ps.2 Czy opisana w XIII rozdziale przyprawiająca i dreszcz grozy gra w szachy Lwa ze Sturmbannführerem Abendrothem była inspiracją dla Tarantino w słynnej otwierającej scenie filmu "Bękarty wojny"?
WissQuek - awatar WissQuek
ocenił na919 dni temu
Inszallah Oriana Fallaci
Inszallah
Oriana Fallaci
Szmaciany piesek i umierająca po raz drugi Mariuccia - cóż to był za gwałt emocjonalny! Oriana musiała udowodnić, że jej kapryśne żądanie, aby nazywać ją pisarką, a nie dziennikarką, ma jakieś uzasadnienie. "Inszallah" zdecydowanie spełnił swoje zadanie w tej kwestii. Zacznę od kompozycji - całość ciągu przyczyn i skutków w akcji jest znakomicie przemyślana. Fallaci wybrała budowanie napięcia kosztem spektakularnych zwrotów akcji, mimo to czytelnik czuje niepokój i niepewność w oczekiwaniu na nieuniknione. Nieuniknione - bo powieść zamknięta została w klamrze - po spektakularnym punkcie kulminacyjnym w formie bitwy historia spokojnie powróciła do elementów wprowadzonych na samym jej początku. Nie wiem, czy nie trzeba wcześniej znać Oriany i jej stylu pisania, ale dla mnie jest on absolutnie przepiękny. Cała historia, pomimo dominującej perspektywy mężczyzn, jest niezwykle kobieca - w najlepszym tego słowa znaczeniu - niezwykle emocjonalna, w sposób, który nie mógłby zostać napisany przez mężczyznę. A właściwie, nie tylko nie przez mężczyznę - przez nikogo innego. Są wybitne i wspaniałe dzieła, których autorów można pominąć, lub o nich zapomnieć. W tym przypadku tak nie jest. Pomimo tego, że nie jest to żaden jej reportaż ani opowieść autobiograficzna, to jednak jest to książka o niej. Czujesz, że to z Tobą rozmawia Oriana. Że to ona opowiada Ci tę historię. Że to siebie samą umieściła w rozsypanych w Bejrucie chłopcach, mężczyznach, chłopcach, którzy myślą, że są mężczyznami, kobietach, starcach, zakonnicach i mordercach. Nie znam żadnego innego autora czy autorki, który w takim stopniu jak Fallaci pozostawił w swoich dziełach swój własny portret psychologiczny, swoją osobowość, swoje wkurzające kaprysy, swoje doświadczenia i mądrości. A co do mądrości - Fallaci zdecydowanie daje nam świadectwo, dzięki któremu chcemy wręcz powtórzyć za Osiecką: "Nie daj mi Boże, broń Boże, skosztować tak zwanej życiowej mądrości". Sposób w jaki Fallaci opisuje w "Inszallah" różne wydarzenia - to co człowiek przeżywa w różnych etapach swojego życia - wojna, śmierć kogoś bliskiego, zerwanie, śmierć miłości, depresja, próba samobójcza - to wszystko jest naprawdę autentyczne. Problemy rozgrywające się w głowach postaci, ich osobiste tragedie - Oriana przedstawiła je niezwykle wiarygodnie. Czytelnik, który przeżył chociaż część przedstawionych w książce sytuacji, widzi je w swoim życiu i może powiedzieć: "To rzeczywiście tak wygląda!". Niesamowita kobieta. Co do samej treści książki, zazwyczaj staram się nie zdradzać fabuły w recenzjach, ale dwie sceny w tej książce pozostawiły mnie rozdartym emocjonalnie, zalanym w łzach i przerażonym geniuszem autorki - pierwsza, to Rambo wypowiadający słowa "To jest Mariuccia. I umiera po raz drugi." Kolejna - cały ostatni akt życia Ninette. Na długo pozostaną ze mną te dwa momenty. Co do minusów - liczba postaci rzeczywiście przytłacza, Bogu dzięki za to, że Fallaci lubi krótkimi powtórzeniami przypominać o cechach i charakterystyce każdej postaci, bo naprawdę łatwo się pogubić w tym zgromadzeniu drapieżnych ptaków, koni, Sycylijczyków i zakonnic. Autorka sama chyba zauważyła, że trochę za dużo się ich pojawiło, bo mniej więcej w połowie książki, czując konieczność wytłumaczenia się z wprowadzeniu tego tłumu, leciutko przeprasza nas za to ustami (a raczej listem) Profesora. Bardzo bezpośrednie wciśnięcie samej siebie w tę historię (i jeszcze w postać Profesora!) może wydawać się trochę tanie, ale... to Oriana - wybaczam :>
Meribbaal - awatar Meribbaal
ocenił na92 lata temu
Powracający głód Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powracający głód
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powieść „Powracający głód” wydał Jean-Marie Gustave Le Clézio J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) w 2008 roku, czyli w tym samym, w którym otrzymał literacką Nagrodę Nobla. To uwaga porządkująca bowiem w jakiejś polskiej krytyce wyczytałem, że „Powracający głów” jest słabą powieścią, co dowodzi, że wszystkie książki noblistów, które piszą zaraz po otrzymaniu najważniejszego wyróżnienia literackiego, są słabe. Zdaję sobie sprawę, że portal lubimyczytac.pl, gdzie najwyższe oceny zdobywają nędznej jakości kryminały, może nie jest najlepszym miejscem, aby zachwalać wysoką literaturę, lecz nie rezygnuję z żadnej szansy, aby pokazać, że poza romansidłami i kryminało-horrorkami istnieje także prawdziwa Literatura, prawdziwa Proza. I taką prozę J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) pisze. „Powracający głód” to historia w Historii, historia kilkunastoletniej dziewczynki Ethel w latach tuż poprzedzających II wojnę światową, która zmieniła świat. Jest wiele elementów osobistych, intymnych w tej opowieści. Historia Ethel pokrywa się z historią matki autora, pochodzącej – jak bohaterka jego powieści – z Mauritiusu. W „Powracającym głodzie” czytamy o ojcu Ethel, który przenosi się do Paryża, gdzie liczy na karierę i rozwój biznesu. Po początkowych sukcesach, doznaje dotkliwej porażki. Ale nie jest to saga rodzinna, chociaż wykreowana przez Le Clézio postać Ethel jest jednym z najpiękniejszych portretów literackich, jakie noblista stworzył – krucha, ulotna, niczym wrażenie z wystawy obrazów wielkich mistrzów. A scena, w której dziesięcioletnia Ethel wchodzi na wystawę w Bois de Vincennes, trzymając swoją dłon w reku pradziadka, jest przepyszna. Jest rok 1931. Trzy lata później pradziadek umiera. Świat bankrutujących rodziców wywraca się do góry nogami. Podczas jednej z rozmów w salonie Ethel po raz pierwszy słyszy nazwisko Hitler. Le Clézio pisze o człowieku w żarnach Historii, lecz nie w tonach tragicznych, a bardziej nostalgicznych. Portretuje świat (druga część powieści, o życiu w Nicei – nędza, głód, rozpad więzi społecznych),bolejąc nad przemijaniem, utratą przyjaciół, młodości i nadziei. To naprawdę piękna powieść. Wprawdzie nieco statyczna, ale czuje się w niej, że ma się do czynienia z klasyką, która powstaje na naszych oczach.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na83 lata temu
Skrzypce z Auschwitz Maria Angels Anglada
Skrzypce z Auschwitz
Maria Angels Anglada
Czy można odnaleźć sens życia w piekle? Widzieć światełko w tunelu, kiedy mrok otula całą przestrzeń? Kiedy nie wiedzieć czemu wszystkie poprzednie sprawy wydawały się mało ważne, wręcz błahe w porównaniu z obecnym światem smaganym krzykiem, biciem i głodem. Kawałek drewna i kilka strun, tyle i aż tyle potrzeba by kurczowo trzymać się myśli, że jeszcze będzie pięknie. A upragniona wolność dostępna jest niemal w zasięgu ręki. W gąszczu literatury obozowej znajdziemy wiele pozycji. Rosną niczym grzyby po deszczu, przypominając nam o tragedii tych lat. O ogromnym bólu, głodzie, nienawiści i wszechogarniającej tęsknocie za tym, co pozostawiono za drutami obozów koncentracyjnych. Do tej pory jednak w moje ręce nie trafiła pozycja, która mówiłaby o niezwykłej historii skrzypka, który dzięki swemu talentowi zawdzięcza życie. Postanowiłam więc zagłębić się w tę opowieść. Co z tego wynikło. Początkowo trudno było mi zanurzyć się w tej opowieści. Miałam wrażenie, że autor wrzuca nas w sam środek czyjegoś życiorysu licząc, że sami się domyślimy kto, co i dlaczego. Nie lubię czegoś takiego. W przypadku literatury obozowej takie osadzenie w historii jest niezbędne, bo później wychodzą z tego różne dziwne kwiatki. Z czasem jednak sama odnajdywałam się w tej niełatwej historii. I przyznać muszę, że książka nie wywarła na mnie spektakularnego wrażenia. Oczywiście głównym założeniem tego typu pozycji nie jest wbicie czytelnika w przysłowiowy fotel, ale liczyłam na większego zaangażowania autora w opisanie tejże historii. Nieraz miałam odczucie takiej łatwości bohatera. Wszystko mu wychodziło, z niczym nie miał problemów. Co prawda była jedna sytuacja, podczas której moje nerwy zostały wystawione na ciężką próbę, ale to zdecydowanie za mało. Zabrakło mi to większego realizmu, jakiegoś głębszego osadzenia w obozowe realia. Duży plus jednak daje za oryginalne dokumenty historyczne. Nie jest to do końca zła książka, jednak na rynku książkowym są dużo lepsze. Tak w moim odczuciu przechodzi bez większego echa.
Zaczytane_koty - awatar Zaczytane_koty
ocenił na74 lata temu
Ruski ekstrem do kwadratu. Co zostało z mojej miłości do Moskwy? Boris Reitschuster
Ruski ekstrem do kwadratu. Co zostało z mojej miłości do Moskwy?
Boris Reitschuster
Ruski ekstrem do kwadratu jest kolejnym zbiorem felietonów o Rosji i życiu w Moskwie niemieckiego dziennikarza Borisa Reitschustera. Spotkałam się z opiniami, że ta książka to taki trochę odgrzewany kotlet, że wszystko co ciekawe jest już w poprzedniej części. Jednak dla mnie ta książka była znaczenie ciekawsza. Autor pozbył się tej różowej otoczki, którą owinął swoje poprzednie felietony i w sposób znacznie bardziej krytyczny opisuje rosyjską rzeczywistość. W tym reportażu znalazło się więcej krytyki polityki, a ten cały rosyjski czy może raczej moskiewski folklor okazał się coraz bardziej irytujący. A wszystko za sprawą rozmowy z dziennikarzem z Polski, który sprawił, że autor zaczął się zastanawiać nad tym co pozostało z tej jego miłości do Rosji. Autor jednak nie stracił nic ze swojego ironicznego i zabawnego stylu pisania, którym opisuje najbardziej absurdalne sytuacje. „Wiadomości z absurdystanu” są nawet jednym całym rozdziałem. Mnie strasznie ubawiła historia ekspedientki, która napadnięta sama wymierzyła sprawiedliwość przykuwając złoczyńcę do grzejnika, karmiąc viagrą i wykorzystując go przez kilka dni. Pojawia się też problem rosyjskiej armii i poboru do niej oraz dzikie wybryki wojskowych. Spora część książki jest poświęcony Igorowi, przyjacielowi i fotografowi autora. W rozdziale „Brawurowe wyczyny Igora” mężny i dzielny Igor zmaga się z zamknięciem w czarnej Wołdze i krokodylem w toalecie. Świetny rozdział, który pokazuje Rosję widzianą oczami Igora, prawdziwego Rosjanina. Ta książka to nie tylko Moskwa. Autor opisuje swoje przeżycia z podróży do Biesłanu na Kaukazie i wizyty w Prypeci koło Czarnobyla. Rozmawia również z politykami naukowcami, którzy aktywnie działali w czasie Ziemnej Wojny, wyścigu zbrojeń i wysyłania psa w kosmos. Książka porusza bardzo szeroki zestaw tematów, od polityki do wróżki ze stacji benzynowej. Mnie zawsze bardziej interesowały tematy geopolityczne od typowo kulturowych, więc tę książkę oceniam lepiej niż poprzednią część, w której znaleźć można opisy zachowań ludzi i sytuacji z życia codziennego. Jednak przy tych wszystkich opisywanych absurdach weźmy pod uwagę to, że książkę tę napisał Niemiec. Dla Polaka nie wszystko będzie tak szokujące i zaskakujące. Polecam ten reportaż wszystkim zainteresowanych Rosją i wcale nie trzeba się zapoznawać z poprzednią książką autora, aby sięgnąć po tą. Mi się bardzo podobała. https://latajace-ksiazki.blogspot.com/2017/10/ruski-ekstrem-do-kwadratu-co-zostao-z.html
Latające_książki - awatar Latające_książki
ocenił na78 lat temu
Panowie z dzielnicy Gonçalo M. Tavares
Panowie z dzielnicy
Gonçalo M. Tavares
Książka jest zbiorem nieco surrealistycznych humoresek z podtekstem egzystencjalnym. Które oprócz tego, że nas śmieszą, bawią i prowokują, skłaniają też do nieco poważniejszych refleksji na temat ludzkich postaw wobec różnych aspektów rzeczywistości. Portugalski pisarz sprytnie miesza różne konwencje, odwołuje się do utworów znanych twórców, co jest widoczne już w samych imionach i nazwiskach bohaterów. Tytułowi panowie z dzielnicy Valéry, Henri, Brecht, Juarroz, Kraus i Calvino – to bohaterowie bardzo ekscentryczni, a przez to intrygujący. Przypominają ludzi, których codziennie mijamy na ulicy, znamy z widzenia, czasem zwracamy uwagę na ich specyficzne obyczaje, ale zawsze jest to znajomość powierzchowna. Niewątpliwie wszyscy oni są na tyle realni, żebyśmy mogli uwierzyć w rzeczywiste istnienie takich osób, nie tylko gdzieś w gorącej Portugalii, ale także tutaj, gdzie obecnie żyjemy. Wszyscy oni mają jakieś dziwactwa, które warunkują ich postawy życiowe. Jeden jest niskiego wzrostu, więc skacze by dorównać innym. Podtekst w tej historii jest bardzo wyrazisty, bowiem osobników z kompleksem "małości" fizycznej, intelektualnej czy mentalnej spotykamy w życiu całe mnóstwo. Obserwujemy, jak "podskakują", czyli ich wysiłki mające udowodnić otoczeniu wielki potencjał, którym rzekomo dysponują. Niektórym udaje się pięknie dorosnąć i z rozmachem rozwinąć skrzydła. Większość pozostaje żałośnie miałka, budząc politowanie. Ale w niektórych drzemią ukryte bestie. Co wtedy, gdy owe bestie zostaną obudzone? Z kolei artysta, pan Valery żyje w przekonaniu, że ktoś go śledzi, a lekarstwem na każdy kłopot jest dla niego kawa i rysowanie. Wybitny myśliciel Henri jest natomiast typem kawiarnianego gaduły, jednym z tych, którzy zamęczają towarzystwo swoją gadaniną i narcystycznymi popisami nakręcanymi przez kolejne porcje absyntu, które w siebie wlewa. Jego świat wypełnia absynt. Inni bohaterowie prezentują kolejne dziwactwa jak np. gromadzenie i zamykanie pustki w szufladzie, ucieczkę w świat filozofii i literatury, czy nieustanne rozważania o Bogu. A mój ulubieniec pan Kraus bez żadnej żenady poddaje błyskotliwej krytyce świat polityki. Robi to tak uniwersalnie, że jego komentarze pasują do każdego państwa czy sytuacji, bez względu na lokalizację i kontekst historyczny. Opowiadania Tavaresa ujmują czytelnika prostotą, język narracji i dialogów jest nieskomplikowany i zrozumiały. Właśnie dzięki temu czytelnik bez trudu może podjąć grę z autorem i szukać przekazów ukrytych pod tymi śmiesznymi historyjkami o butach, trójkątach, absyncie, cennych pustych szufladach i książkach. Książka "Panowie z dzielnicy" będzie doskonałą lekturą dla miłośników literatury zaprawionej humorem, groteską i sarkazmem oraz dla tych, którzy w prozie oprócz rozrywki lubią także to, co nazywamy drugim dnem. Na koniec kilka słów od mojego ulubionego pana Krausa: 🔰 "..mikroskop to urządzenie wynalezione po to, aby rzeczy małe czynić wielkimi, natomiast politycy zostali wynalezieni po to, aby rzeczy wielkie czynić małymi...". 🔰"Polityk nie czyta książek, czyta najwyżej ich tytuły. Z ludźmi postępuje tak samo." 🔰"Kiedy polityk opowiada nam o niebie i wyciąga palec w górę, mówiąc: "Widzicie?", właśnie w tym momencie powinniśmy przyjrzeć się uważnie przedmiotom, które trzyma u siebie w piwnicy." I jeszcze coś o panu Juarroz: 🔰" Pan Jurraoz myślał o Bogu, który w przeciwieństwie do tego niepojawiającego się nigdy, pojawiałby się o każdej godzinie, każdego dnia, dzwoniąc do drzwi. Po głębokim rozważeniu tej hipotezy pan Jurraoz postanowił wyłączyć dzwonek." Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania czytelniczego, akcja książki rozgrywa w ciepłym kraju, w Portugalii (2).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Pięcioksiąg Izaaka

Więcej
Angel Wagenstein Pięcioksiąg Izaaka Zobacz więcej
Angel Wagenstein Pięcioksiąg Izaaka Zobacz więcej
Więcej