Eli, Eli

Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oficjalne recenzje i

Slumsy Manili. Filipińskie piekło



546 76 427

Oceny

Średnia ocen
7,4 / 10
1073 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1152
65

Na półkach: ,

Nigdy nie wypada zarzekać się, że nigdy, ale nie przewiduję, abym w bliższej lub dalszej przyszłości miała okazję wybrać się do Rwandy czy do Kambodży. Po lekturze „Eli, Eli” do listy państw bezpowrotnie skreślonych z moich potencjalnych turystycznych destynacji dołączyły również Filipiny.
Czytam i cenię Wojciecha Tochmana od lat, chciałoby się rzec – zaprawiona ze mnie w tych mentalnych bojach, z jakimi nierozerwalnie wiąże się lektura jego reportaży, weteranka; powinnam więc wiedzieć, czego mogę się po lekturze jego dzieła spodziewać. Może nawet umieć się do takiej lektury przygotować...? To jednak tylko teoria. W czytelniczej praktyce każdy przeczytany przeze mnie reportaż Tochmana chwyta jak pierwszy; każdy uderza we mnie obuchem, wyrywa mnie ze skarpetkami z buciorów strefy komfortu, prześladuje i nęka – nie daje spać albo śni się po nocach.
Filipiny widziane jego oczyma to przerażający ogrom nędzy slumsów, z których nie sposób się wyrwać. Cmentarzysk, gdzie na grobach dawno zmarłych koczują pozornie żywi, choć dla świata martwi za życia. To kolebka ultrakatolicyzmu, w której króluje seksbiznes, przemoc i wyzysk. Wspaniały postkolonialny resort z dostępem do turkusowego oceanu, nad którym człowiek Zachodu wybornie odpoczywa. Punkt wyjścia do inspirujących dla fotografów wycieczek w głąb ludzkiej nędzy i upodlenia.
Pod pewnymi względami „Eli, Eli” wydaje się najbardziej osobisty ze wszystkich przeczytanych przeze mnie reportaży Tochmana. Bodaj pierwszy raz zabiera on bowiem głos w sprawie, która żywo interesuje mnie od dawna: jak on – reporter, czerpiący korzyści materialne z opisów ludzkiego cierpienia, zapatruje się na ideę takiego – szlachetnego, ale jednak! – podglądactwa? Jego poglądy na temat voyeuryzmu dużo powiedziały mi o nim, ale i pomogły mi w zrozumieniu mnie samej – uświadomiły mi, gdzie leży źródło mojej niechęci w poznawaniu tej części świata, gdzie człowieka Zachodu powinna nękać postkolonialna czkawka.
Moje wydanie „Eli, Eli” pozbawione jest filipińskich zdjęć Grzegorza Wełnickiego, choć w posłowiu Tochman przedstawia genezę jego fotograficznej wyprawy. Może to i dobrze – treść reportażu, jak zwykle u tego autora, jest aż nadto dosadna.

Nigdy nie wypada zarzekać się, że nigdy, ale nie przewiduję, abym w bliższej lub dalszej przyszłości miała okazję wybrać się do Rwandy czy do Kambodży. Po lekturze „Eli, Eli” do listy państw bezpowrotnie skreślonych z moich potencjalnych turystycznych destynacji dołączyły również Filipiny.
Czytam i cenię Wojciecha Tochmana od lat, chciałoby się rzec – zaprawiona ze mnie w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
500
390

Na półkach: ,

Re we lac ja!!! Bez lukru, bez przesady, bez zbędnych słów i do tego niesamowicie ciekawie napisane. To książka, która zostaje w pamięci na długo.

Re we lac ja!!! Bez lukru, bez przesady, bez zbędnych słów i do tego niesamowicie ciekawie napisane. To książka, która zostaje w pamięci na długo.

Pokaż mimo to

avatar
153
103

Na półkach: , , ,

Tochman jest moim ulubionym autorem reportaży. Sposób opisu wydarzeń i osób sprawia, że czytelnik czuje się jakby wraz z nim przemierzał slumsy Manili czy rozmawiał z bohaterami poszczególnych rozdziałów książki.

Ta pozycja jest nieco inna niż poprzednie, które czytałam tego autora, gdyż nie opowiada o przerażającym i zakończonym etapie historii światowej, takim jak ludobójstwo w Rwandzie czy w Srebrenicy, a opowiada o obecnych realiach życia na Filipinach, o biedzie i ich wszelakich konsekwencjach dla Filipińczyków. I przez to że opisuje teraźniejszość, a nie wyłącznie niechlubną przeszłość, szokuje jeszcze bardziej.

Zdecydowanie polecam.

Tochman jest moim ulubionym autorem reportaży. Sposób opisu wydarzeń i osób sprawia, że czytelnik czuje się jakby wraz z nim przemierzał slumsy Manili czy rozmawiał z bohaterami poszczególnych rozdziałów książki.

Ta pozycja jest nieco inna niż poprzednie, które czytałam tego autora, gdyż nie opowiada o przerażającym i zakończonym etapie historii światowej, takim jak...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
101
98

Na półkach:

"Eli,Eli" Wojciech Tochman
Autor Wojciech Tochman bez cenzury, bez kolorowania i lukru, opowiada o beznadziei, biedzie, wykluczeniu,o tym gdzie leży granica patrzenia na to. Kto potrafi być pełen empatii i współczucia, a kto potrafi zrobić z tego biznes dla ludzi, którym zależy tylko na dobrym selfie, czy zdjęciach z biedą w tle.
Odwiedzamy ulicę Onyx w slamsach w stolicy Filipin,Manili. Miejsce przerażające, niebezpieczne, brudne, głośne, śmierdzące i przepełnione po brzegi ludźmi którzy mieszkają na ulicach w kartonowych domach. Mieszkają, żyją, kochają się, rodzą dzieci i umierają. Nie mają żadnych perspektyw na przyszłość, nie wiedzą czy jutro będą mieli co jeść, czy jutro będą jeszcze żyć. Poznajemy rodziny, które mieszkają na cmentarzu, dzieci które pracują na złomowiskach, chorą dziewczynkę, która jest wielką niewiadomą dla lekarzy.
Wojciech Tochman rozlicza turystów, którzy płacą za zobaczenie biedy z bliska, dziennikarzy którzy fotografują biedę dla zysków, ocenia nas wszystkich, którzy czytają, oglądają ale nic z tą wiedzą nie robią,nic nie robią aby coś poprawić, pomóc. Bolesna wiedzą na nasz temat, czy potrafimy tylko współczuć z daleka, czy odważymy się pomóc choćby jednemu dziecku.
Gwarantuję wam, że na długo ta książka pozostanie w waszej pamięci, głowie, że nie sposób wymazać spod powiek tych obrazów.
Polecam

"Eli,Eli" Wojciech Tochman
Autor Wojciech Tochman bez cenzury, bez kolorowania i lukru, opowiada o beznadziei, biedzie, wykluczeniu,o tym gdzie leży granica patrzenia na to. Kto potrafi być pełen empatii i współczucia, a kto potrafi zrobić z tego biznes dla ludzi, którym zależy tylko na dobrym selfie, czy zdjęciach z biedą w tle.
Odwiedzamy ulicę Onyx w slamsach w stolicy...

więcej Pokaż mimo to

avatar
177
124

Na półkach:

Chyba każdy, kto miał do czynienia z którymkolwiek z reportaży Wojciecha Tochmana, wie, że do tekstów tego reportażysty się wraca. Wraca mimo tego, że teksty te to wycinek świata ubrany w słowa, ale nie piękne słowa, słowa prawdziwe, pokazujące rzeczywisty jego stan.
Tak jest również w przypadku książki „Eli, Eli”, w której to czytelnik trafia do slumsów znajdujących się bardzo blisko centrum Manili, stolicy Filipin.
Przeludnienie, bieda, czy systemowa bieda? Nie, system mieszkańcami Onyxu się nie przejmuje. Brak edukacji, choroby, które w normalnych warunkach po podaniu odpowiednich leków nie zagrażałyby życiu. A to wszystko w sąsiedztwie wysokich, dumnie pnących się w niebo wieżowców? I czy faktycznie w sąsiedztwie, mnie naszła myśl, że nie. Sąsiedzi jakąś relację ze sobą utrzymują, tu relacji brak. Za relacje odpowiada pieniądz. Perła orientu tętni życiem i nastawiona jest na biznes i turystykę. W całkowitej opozycji do mieszkańców slumsów, którzy ledwo potrafią zarobić na potrzeby dnia doczesnego.
Historie w reportażu są poszatkowane, tętnią życiem, ucinają się w miejscach, w których ciekawość jeszcze nie do końca została zaspokojona i z tym się wiążę chyba najważniejsza refleksja dotycząca tej książki. Dla czytelnika przedstawione sytuacje są szokujące, wydają się niewiarygodne i wyobrażamy sobie, że możemy chcieć, a nawet żądać więcej. A to skrajnie inne życie, jest życiem, gdzie ludzie też mają swoje granice. Czasami te granice przehandlowane są przez miejscowego „biznesmena”, a skoro pojawił się pieniądz, jest usprawiedliwienie i wtedy ludzkie zoo otwiera się ponownie by dostarczać spragnionym rozrywki. Podkreślam, miejscami i moja ciekawość nie do końca została zaspokojona.

Czytałam wydanie bez zdjęć wykonanych przez Grzegorza Wełnickiego, jednak po przeczytaniu nadrobiłam i fotografia kobiety z perłą wyryła się w mojej pamięci.

Chyba każdy, kto miał do czynienia z którymkolwiek z reportaży Wojciecha Tochmana, wie, że do tekstów tego reportażysty się wraca. Wraca mimo tego, że teksty te to wycinek świata ubrany w słowa, ale nie piękne słowa, słowa prawdziwe, pokazujące rzeczywisty jego stan.
Tak jest również w przypadku książki „Eli, Eli”, w której to czytelnik trafia do slumsów znajdujących się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
618
124

Na półkach:

Wojciech Tochman zawsze do mnie trafia, jego reportaże należą do moich ulubionych, "Eli, Eli" ukazuje autora, jakiego wcześniej nie znałam - podchodzącego z dużym dystansem i cynizmem do swojej roli jako reportera - białego Europejczyka z bogatej Północy odwiedzającego niezwykle biedne państwo Południa. Tochman ukazuje Filipiny ze strony najbiedniejszych - mieszkańców slumsów i cmentarzy, którzy szans na lepsze życie nie mają. Mimo przygnębiającej wizji kraju, a może nawet dla niej- reportaż naprawdę warto przeczytać.

Wojciech Tochman zawsze do mnie trafia, jego reportaże należą do moich ulubionych, "Eli, Eli" ukazuje autora, jakiego wcześniej nie znałam - podchodzącego z dużym dystansem i cynizmem do swojej roli jako reportera - białego Europejczyka z bogatej Północy odwiedzającego niezwykle biedne państwo Południa. Tochman ukazuje Filipiny ze strony najbiedniejszych - mieszkańców...

więcej Pokaż mimo to

avatar
653
118

Na półkach:

Jak się naczytam Tochmana to wstyd mi, że jestem Europejką, że będąc tak bogatą wciąż chce więcej.

Jak się naczytam Tochmana to wstyd mi, że jestem Europejką, że będąc tak bogatą wciąż chce więcej.

Pokaż mimo to

avatar
635
625

Na półkach: ,

Eli, Eli, lama sabachthani? – „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46 oraz Mk 15, 34);

Autor nie bez kozery użył powyższych słów do tytułu swojej książki, bo czytając tekst szybko się można przekonać o ich słuszności i adekwatności do opisanego tematu. Tym razem Wojciech Tochman zabiera nas do Manili stolicy Filipin, w której oprócz bogatych dzielnic jest całe mnóstwo wysp biedy i to takiej skrajnej, w której ludzie mieszkają na stertach śmieci, cmentarzach, tam, gdzie jeszcze mogą, gdzie jest skrawek nie zabudowanej ładnymi budynkami ziemi. Wojciech Tochman otwiera przed nami zaułki miejsc tak skrajnie strasznych, brudnych, przeludnionych, niebezpiecznych do życia, że trudno się o tym czyta. Pokazuje jednocześnie, że te miejsca stanowią swoistą atrakcję dla białych turystów, którzy potrzebując dodatkowych doznań płacą za oprowadzanie po nich, robią zdjęcia, czasem coś dadzą biedakom, ale w większości przypadków po zrobieniu zdjęcia odwracają się ze wstrętem.

Wojciech Tochman opowiada o swojej wyprawie do slamsów Manili, którą odbył ze znanym polskim fotografem Grzegorzem Wełnickim. Pierwszy to uważny słuchacz i obserwator, drugi to uważny i ciekawy różnorodnego świata obserwator. Obaj pojechali tam, aby przyjrzeć się swoim bohaterom z bliska, poznać ich, a nawet zbliżyć się do nich. Grzegorz Wełnicki powracał do Manili, właśnie dlatego, że ludzie z wysypisk i cmentarzy stali się jego przyjaciółmi, cieszyli się na jego widok, przyjmowali w bardzo skromnych progach, dzielili się tym co mieli. Czasem to on mógł pomóc im, bardziej lub mniej, nie zawsze dając pieniądze, ale kupując kanapkę robiąc zdjęcie, zawożąc nad morze, spełniając drobne marzenia. Bo jak pokazują w książce, człowiek który ma tak mało, nie potrzebuje wiele do szczęścia, nawet nie chce marzyć o wielkich rzeczach, chce drobiazgów, albo uśmiechu, serdecznego słowa.

Swoje przeżycia jeden zapisał w tej książce, drugi zachował na swojej stronie. Zarówno opisy jak i obrazy są bardzo poruszające, a czym historia dokładniej opowiedziana tym większe wywołuje emocje.

Sięganie po książki Wojciecha Tochmana to lekcja twardej rzeczywistości z życia poza obszarem bogatej Europy. To poruszające obrazy z niechcianych przez ludzi i Boga zakątków świata, gdzie jedni ich nie chcą i omijają szerokim łukiem zaś drugi chyba spogląda w inną stronę świata. Takich zakątków jak Manilia jest wiele, ich historie są podobne, ich losy i konsekwencje także, trudno powiedzieć, gdzie jest większa bieda, czy na śmietnikach Manili czy w slamsach Brazylii, Wenezueli czy Bombaju. Wszędzie tam widać prawdziwe ubóstwo człowieka.

Autor jak ma to w zwyczaju ocenę, wnioski, refleksje pozostawia czytelnikom.

Eli, Eli, lama sabachthani? – „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46 oraz Mk 15, 34);

Autor nie bez kozery użył powyższych słów do tytułu swojej książki, bo czytając tekst szybko się można przekonać o ich słuszności i adekwatności do opisanego tematu. Tym razem Wojciech Tochman zabiera nas do Manili stolicy Filipin, w której oprócz bogatych dzielnic jest...

więcej Pokaż mimo to

avatar
307
123

Na półkach:

Najbardziej osobista. Sporo w niej refleksji i nieco z zaplecza pracy reportera i fotografa.
Wstrząsający temat.
Brudzi sumienie.

Najbardziej osobista. Sporo w niej refleksji i nieco z zaplecza pracy reportera i fotografa.
Wstrząsający temat.
Brudzi sumienie.

Pokaż mimo to

avatar
1162
212

Na półkach:

Sodoma gomora

Sodoma gomora

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Wojciech Tochman Eli, Eli Zobacz więcej
Wojciech Tochman Eli, Eli Zobacz więcej
Wojciech Tochman Eli, Eli Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd