Sezon maczet

Okładka książki Sezon maczet
Jean Hatzfeld Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
reportaż
Seria:
Reportaż
Tytuł oryginału:
Une saison de machettes
Wydawnictwo:
Czarne
Data wydania:
2012-02-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-02-01
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375363432
Tłumacz:
Jacek Giszczak
Tagi:
Rwanda ludobójstwo
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,7 / 10
326 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
126
98

Na półkach:

Poruszająca książka, co do której sam autor miał wątpliwości moralne. Jej lektura jest jednocześnie przerażająca i pouczająca. Pokazuje mechanizmy, które doprowadzają do zmiany zwykłych ludzi w morderców a jednocześnie pozostawia wiele pytań o to, jak ma funkcjonować społeczeństwo po takiej zbrodni.

Poruszająca książka, co do której sam autor miał wątpliwości moralne. Jej lektura jest jednocześnie przerażająca i pouczająca. Pokazuje mechanizmy, które doprowadzają do zmiany zwykłych ludzi w morderców a jednocześnie pozostawia wiele pytań o to, jak ma funkcjonować społeczeństwo po takiej zbrodni.

Pokaż mimo to

avatar
1404
387

Na półkach:

Reporter wysłuchuje m.in. pojawiających się wyrzutów sumienia. Potrafi zdobyć się na jakiś rodzaj empatii czy zrozumienia i dostrzec cierpienia także w sprawcy mordów. Tych fragmentów nie umiem przytoczyć - niczym rozgrzeszenia. Lub pocieszenia dla czytelnika, dając mu skruchę katów jako okruch sprawiedliwości. Hatzfeld też tego nie robi, nie zostawia tych wypowiedzi na koniec. Wręcz przeciwnie, kończy książkę, przytaczając wypowiedź zabójcy o tym, jak „drwiliśmy z łaski, o którą prosili skazani". Może Hatzfeld pyta czytelnika: skoro tak, to łaski dla zabójców też nie będzie?

O tej i pozostałych częściach trylogii rwandyjskiej piszę tutaj:
https://kawalekafryki.pl/szczesliwy-sezon/

Reporter wysłuchuje m.in. pojawiających się wyrzutów sumienia. Potrafi zdobyć się na jakiś rodzaj empatii czy zrozumienia i dostrzec cierpienia także w sprawcy mordów. Tych fragmentów nie umiem przytoczyć - niczym rozgrzeszenia. Lub pocieszenia dla czytelnika, dając mu skruchę katów jako okruch sprawiedliwości. Hatzfeld też tego nie robi, nie zostawia tych wypowiedzi na...

więcej Pokaż mimo to

avatar
23
22

Na półkach:

Druga część trylogii o ludobójstwie w Rwandzie, przedstawia wydarzenia z punktu widzenia oprawców. Autor rozmawia z wybranymi skazanymi, ich żonami i rodzinami. Poznajemy rytm dnia zabójców w ciągu 3-miesiecznej masakry. Jest to dobra reporterska praca, choć i tak myślę, że ci ludzie kłamią i umniejszają swoje czyny. Zapominają dodać jak bardzo nienawidzili Tutsi od dziesiątek lat. Mężowie zabijali od rana do popołudnia i wracali do żon, które udawały, że nic się nie dzieje, podawały obiad. Obrzydliwe to było. Warto przeczytać, to nie stało się tak dawno, niecałe 20 lat temu. Jak to dobrze, że żyjemy w Polsce.

Druga część trylogii o ludobójstwie w Rwandzie, przedstawia wydarzenia z punktu widzenia oprawców. Autor rozmawia z wybranymi skazanymi, ich żonami i rodzinami. Poznajemy rytm dnia zabójców w ciągu 3-miesiecznej masakry. Jest to dobra reporterska praca, choć i tak myślę, że ci ludzie kłamią i umniejszają swoje czyny. Zapominają dodać jak bardzo nienawidzili Tutsi od...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
210
209

Na półkach:

Poruszające studium ludobójców. Jean Hatzfeld oddaje głos sprawcom masowych mordów podczas ludobójstwa w Rwandzie. Dziesięciu mężczyzn w różnym wieku, przedstawicieli plemienia Hutu, odsiadujących wyroki (dodajmy od razu – zaskakująco niskie) za swoje zbrodnie, decyduje się opowiedzieć autorowi o swoim życiu w okresie masakr na Tutsi. O polowaniach na bagnach, w których tropioną zwierzyną byli ludzie. Autor przystępuje do mozolnej pracy oddzielenia konfabulacji swoich rozmówców od rzeczywistości, aby dotrzeć do jakiegoś głębszego sensu, do zlokalizowania momentu, w którym człowiek zmienia się w zbrodniarza.

Jean Hatzfeld przeplata poszczególne fragmenty wywiadów własnymi przemyśleniami i refleksjami na temat ludobójstwa. Analizuje podobieństwa i różnice między różnymi przykładami, ze szczególnym uwzględnieniem Holocaustu. Jednak to, co stało się w Rwandzie, wymyka się wszelkim porównaniom. Mord dokonany przez Hutu na swoich sąsiadach z plemienia Tutsi wydaje się faktem tak nieracjonalnym i jednocześnie wykonanym z tak przerażającą prostotą i skutecznością, że naprawdę ciężko to zrozumieć. Właśnie dlatego autor zwraca się do samych zabójców, aby poznać ich wersję wydarzeń, zrozumieć ich tok myślenia i może odkryć coś, co pozwoli rozwikłać tę makabryczną zagadkę.

Lektura „Sezonu maczet” z pewnością nie należy do rzeczy przyjemnych i łatwych. To raczej wyprawa w mroczne okolice ludzkiej psychiki, podczas której ciągle zadajemy sobie pytanie, czy jest tu jeszcze człowieczeństwo? Wypowiedzi rozmówców autora trącą bowiem niewyobrażalnym oderwaniem od podstawowych wartości, za pomocą których z reguły definiujemy ten termin. Przede wszystkim poraża całkowity brak empatii w tym, jak opisują przyczyny i przebieg ludobójstwa. Mordowanie mężczyzn, kobiet i dzieci za pomocą maczet nazywają oni „robotą”, „pracą”, „zadaniem”, „czymś, co trzeba było zrobić” itp. Ani na chwilę nie dają nam poczuć, że potrafią wczuć się w los własnych ofiar, a nawet gdy próbują to zrobić, po prostu nie można im wierzyć. Z każdej ich wypowiedzi przebija bowiem ekstremalny egoizm i całkowity brak głębszych uczuć. To w większości, brutalnie rzecz ujmując, zimne sukinsyny, choć ich powierzchowność może, jak zaznacza sam autor, momentami wzbudzać bardzo pozytywne uczucia. I to właśnie jest w nich najbardziej przerażające.

W wypowiedziach rozmówców autora bardzo często padają odwołania do poczucia obowiązku, siły rozkazu i nacisku przełożonych oraz otoczenia. To zgrane karty, którymi próbuje grać większość zbrodniarzy. Całościowo jednak rzecz ujmując, z przytoczonych przez autora wypowiedzi wynika coś zupełnie innego. Uderza wręcz entuzjazm, z jakim Hutu przystąpili do dzieła eksterminacji swoich sąsiadów. „Sezon maczet” to sezon, w którym rolnicy zamiast trudzić się i zbierać plony ze swoich pól, zabrali się do tropienia i wyżynania za pomocą maczet „karaluchów”, przy okazji rabując co się da. W zeznaniach dziesięciu mężczyzn czuć wręcz nostalgiczną tęsknotę za tym okresem, w którym jedli do woli, pili do woli i bogacili się do woli, a największej przykrości doznali w momencie, gdy rebelianci Tutsi zmusili ich do ucieczki do sąsiedniego Konga. Jest w tym wszystkim coś obrzydliwego, jakaś moralność Kalego, choć absolutnie nie należy tego rozpatrywać w znaczeniu koloru skóry. To po prostu pewna ludzka postawa moralna, która zakłada tylko teraźniejszość. Przyszłość to coś, co się ignoruje, o czym się nie myśli. Zbrodniarz zaślepiony żądzą zabijania i krótkookresowym zyskiem, poczuciem władzy i mocy nad innym człowiekiem, staje się samonapędzającą maszyną zniszczenia. Paliwem ją zasilającym jest natomiast przyzwolenie społeczne, presja środowiska, potrzeba uznania i docenienia. Ludobójstwo jest zatem połączeniem zbrodniczych osobowości i sprzyjających okoliczności.

Tak było w Rwandzie, w której przywódcy Hutu od wielu lat regularnie luzowali kolejne moralne zabezpieczenia, manipulując kompleksem niższości rolniczych Hutu wobec zamożniejszych i bardziej obrotnych hodowców bydła Tutsi. Wyolbrzymiając podziały i wzajemne krzywdy, przy jednoczesnym wyciszaniu postaw pozytywnych, udało im się przekonać tysiące słabo wykształconych i prostych ludzi to tego, że źródłem ich kłopotów są właśnie jacyś odhumanizowani ONI i że dopuszczalne jest, aby się ich pozbyć. Właśnie tak, z dnia na dzień, sąsiad stawał się wrogiem, a za fasadą codzienności tliła się już żądza mordu. Mechanizmy te możemy odkryć wszędzie tam, gdzie dochodziło do masowych zbrodni, noszących znamiona ludobójstwa lub ludobójstwem po prostu będących. Występują one również w „Sezonie maczet”.

Książkę Jeana Hatzfelda można potraktować jako wyzwanie dla czytelnika. To unikatowa możliwość zajrzenia za „maskę” szeregowych ludobójców, nie ideologów, nie inteligentów, ale zwykłych wykonawców, i wywnioskowania, czy zło, które popełnili, ma jakikolwiek usprawiedliwienie. Prawda okazuje się jednak banalna. Nie ma. To po prostu najprostsze i najszybsze rozwiązanie skomplikowanych problemów. Tyle. Za ludobójstwem nie ma nic innego. Po co zatem czytać kolejną książkę na ten temat? Jak głosi fragment na obwolucie, bo czytać trzeba. „Sezon maczet” to bardzo dobrze skomponowany i rzetelnie napisany reportaż, który pochłania się błyskawicznie. Warto po niego sięgnąć, aby odkryć pewien sposób myślenia, o którego istnieniu zapewne większość osób, które sięgną po tę pozycję, nie miała zielonego pojęcia. A lepiej wiedzieć, choć to smutna i bolesna wiedza. Polecam.

Poruszające studium ludobójców. Jean Hatzfeld oddaje głos sprawcom masowych mordów podczas ludobójstwa w Rwandzie. Dziesięciu mężczyzn w różnym wieku, przedstawicieli plemienia Hutu, odsiadujących wyroki (dodajmy od razu – zaskakująco niskie) za swoje zbrodnie, decyduje się opowiedzieć autorowi o swoim życiu w okresie masakr na Tutsi. O polowaniach na bagnach, w których...

więcej Pokaż mimo to

avatar
592
111

Na półkach: ,

"Oczy tego, którego się zabija, są nieśmiertelne, jeśli napotkasz je w momencie śmierci. Mają straszliwy czarny kolor. Robią większe wrażenie niż strugi krwi i rzężenie ofiar, nawet pośród wielkiej wrzawy śmierci. Dla zabójcy oczy zabitego są jego nieszczęściem, jeśli je zobaczy. Są jak klątwa rzucona przez tego, którego zabija."

"Oczy tego, którego się zabija, są nieśmiertelne, jeśli napotkasz je w momencie śmierci. Mają straszliwy czarny kolor. Robią większe wrażenie niż strugi krwi i rzężenie ofiar, nawet pośród wielkiej wrzawy śmierci. Dla zabójcy oczy zabitego są jego nieszczęściem, jeśli je zobaczy. Są jak klątwa rzucona przez tego, którego zabija."

Pokaż mimo to

avatar
1108
337

Na półkach: ,

Francuski reporter i korespondent wojenny Jean Hatzfeld swoją książkę "Nagość życia. Opowieści z rwandyjskich bagien" w której rozmawia z ocalałymi ze zbrodni ludobójstwa Tutsi rozpoczyna od słów: "W roku 1994, od godziny jedenastej w poniedziałek 11 kwietnia do czternastej w sobotę 14 maja, około pięćdziesięciu tysięcy z pięćdziesięciu dziewięciu tysięcy miejscowych Tutsi zginęło od maczety na wzgórzach powiatu Nyamata w Rwandzie z rąk bojówkarzy interahamwe i sąsiadów Hutu, którzy zabijali codziennie od godziny dziewiątej trzydzieści do godziny szesnastej. Oto punkt wyjścia tej książki".
Zdanie to jest również punktem wyjścia dla drugiej części napisanej przez niego trylogii poświęconej ludobójstwu w Rwandzie, "Sezonu maczet", w którym Jean Hatzfeld oddaje głos tym, którzy sięgnęli po maczety, mieszkającym na skraju bagien sprawcom rzezi.


Reporterowi udaje się zdobyć zaufanie dziesięciu odbywającym karę więzienia za zbrodnię ludobójstwa Hutu. Wśród jego rozmówców są rolnicy, nauczyciel, były wojskowy. Wiosną 1994 zmienili się w bezlitosnych katów, którzy zabijali swoich sąsiadów, kiedyś przyjaciół. Nie próbują się usprawiedliwiać, w żaden nie umniejszają swojej odpowiedzialności. O rzezi, której dokonali na Tutsi opowiadają bez żadnych emocji, bo dla nich nie była to zbrodnia. Pozbawianie życia swoich sąsiadów traktowali jak obowiązek, zadanie jak każde inne, niezbyt przyjemną pracę do wykonania.

Przez półtora miesiąca każdego ranka Hutu z uśmiechem na ustach wyruszali z domu w kierunku bagien, na których ukrywali się Tutsi, by potem przez siedem kolejnych godzin szukać swoich ofiar i mordować. O szesnastej po zakończonej "pracy" wracali do domu, brali kąpiel, jedli z rodzinami obiad, a potem przy piwie z kolegami opowiadali o tym jak spędzili dzień. O tamtych wydarzeniach rozmówcy Hatzfelda opowiadają bez żadnej skruchy, wyrzutów sumienia. Nie czują żalu, nie żałują, wspominają natomiast, że okres ludobójstwa (chodź tego słowa nie używają prawie nigdy) był dla nich czasem dobrobytu. Dzięki grabieżom, żyli wygodniej, jedli więcej mięsa, pili więcej alkoholu, mieli "rowery, odbiorniki radiowe, blachy, okna, wszystko", nie musieli zajmować się pracą na roli, zamiast tego polowali, tępili karaluchy.

Zeznania sprawców rzezi przeplatane są w "Sezonie maczet" z przemyśleniami autora. Jean Hatzfeld bardzo często zestawia ludobójstwo w Rwandzie z Holokaustem i czystkami etnicznymi, do których doszło na terenie byłej Jugosławii. Zwraca uwagę na podobne mechanizmy działania, zastanawia się dlaczego w każdym z tych przypadków do ludobójstwa dochodziło przy milczącym przyzwoleniu i całkowitej obojętności innych państw.

"W Niemczech, tak jak w Rwandzie, ludobójstwo było planem totalitarnego reżimu, który rządził przez długie lata. Zagłada Żydów, Cyganów, czy Tutsi pojawia się w politycznych programach od chwili dojścia totalitarnych polityków do władzy i powraca w oficjalnych wypowiedziach. Ludobójstwo jest planowane stopniowo i nabiera coraz większego znaczenia. Sprzyja temu fakt, że innym krajom trudno w to uwierzyć. Jest okresowo testowane na wybranych grupach populacji."

"Trudno jest nas osądzić, gdyż to, co robiliśmy, przekracza ludzkiej wyobraźni" mówi jeden z rozmówców Jeana Hatzfelda, tym zdaniem oddając wszystko to co czułam w trakcie lektury. Czytając spowiedź sprawców targały mną różne emocje. Mając w pamięci relacje Tutsi spisanych w "Nagości życia" czułam na przemian wściekłość, odrazę i litość za bezduszną obojętność Hutu, traktowanie rzezi "jak naturalnej kolei rzeczy, która odbywała się w rytmie sezonowych prac". Pozbawili Tutsi człowieczeństwa, traktując ich jak zwierzęta, których równie łatwo zgładzić maczetą, jak kurczaka, czy kozę. "Sezon maczet" przeraża, nie tyle opisami rzezi, których dokonywali Hutu na swoich sąsiadach, ale zupełnym brakiem emocji, obdarciem z człowieczeństwa, nie ma w rozmówcach reportera poczucia wina ani wyrzutów sumienia. Uderza bezrefleksyjność Hutu, zarówno wtedy, gdy traktowali mord jako pracę, jak i wtedy gdy byli w więzieniu, nie zdając sobie sprawy czego się dopuścili.

"Sezon maczet" to książka, która niesie ze sobą ogrom bólu. Reportaż, który nie tylko daje obraz trwającego w Rwandzie od dziesięcioleci pełnego nienawiści konfliktu. To wgląd w umysły sprawców, którzy popełnione przez siebie zbrodnie traktują jako kolejny obowiązek. Najbardziej przeraża jednak świadomość tego, że zło drzemie praktycznie w każdym z nas i wystarczy tak niewiele, by je zbudzić, zwrócić przeciwko sobie sąsiadów i doprowadzić do ludobójstwa.

Francuski reporter i korespondent wojenny Jean Hatzfeld swoją książkę "Nagość życia. Opowieści z rwandyjskich bagien" w której rozmawia z ocalałymi ze zbrodni ludobójstwa Tutsi rozpoczyna od słów: "W roku 1994, od godziny jedenastej w poniedziałek 11 kwietnia do czternastej w sobotę 14 maja, około pięćdziesięciu tysięcy z pięćdziesięciu dziewięciu tysięcy miejscowych Tutsi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
162
76

Na półkach: ,

Porządna,wytrwała,dobra reporterska praca.Dziekuje za tę książkę która przybliża niezrozumiałe, otwiera myśli.

" Kiedy władze chcą obalić inne władze, by zająć ich miejsce, dochodzi do wojny. Gdy jakaś grupa etniczna chce pogrzebać inną , dochodzi do ludobójstwa. Ludobójstwo jest czymś więcej niż wojna , ponieważ jego zamiar trwa na zawsze, nawet jeśli nie zostało uwieńczone sukcesem. To zamiar ostateczny."

Porządna,wytrwała,dobra reporterska praca.Dziekuje za tę książkę która przybliża niezrozumiałe, otwiera myśli.

" Kiedy władze chcą obalić inne władze, by zająć ich miejsce, dochodzi do wojny. Gdy jakaś grupa etniczna chce pogrzebać inną , dochodzi do ludobójstwa. Ludobójstwo jest czymś więcej niż wojna , ponieważ jego zamiar trwa na zawsze, nawet jeśli nie zostało...

więcej Pokaż mimo to

avatar
42
20

Na półkach: , , , ,

Nie potrafie zrecenzowac tego, co przeczytalem. Opisana skala okrucienstwa nie miesci sie w mojej glowie.

Nie potrafie zrecenzowac tego, co przeczytalem. Opisana skala okrucienstwa nie miesci sie w mojej glowie.

Pokaż mimo to

avatar
780
67

Na półkach:

Autor nie ustaje w szukaniu odpowiedzi na pytanie - dlaczego na terenach Rwandy doszło do rzezi plemienia Tutsi. Na podstawie rozmów z paczką przyjaciół - morderców, maluje portret psychologiczny typowego uczestnika wspomnianej masakry. Streszczaną historię zestawia z tą, dziejącą się na naszych oczach kilka lat wstecz - związaną z operacją, mającą na celu unicestwienie Żydów. Autor rozdziela w swych analizach cierpienia na te, ujawniające się pod postacią traumy, ocalałych, jak i "bezduszną skruchę" winowajców. Unika przy tym uproszczeń w analizach postaw, a nieustannie stawia pytania z odpowiedziami, pozostawiając końcowy rezultat swej pracy bez zadowalających rezultatów. Co zrozumiałe, bo problem ludobójstwa w Rwandzie jest złożony i prawdopodobnie nigdy nie zostanie rozwiązany.

Autor nie ustaje w szukaniu odpowiedzi na pytanie - dlaczego na terenach Rwandy doszło do rzezi plemienia Tutsi. Na podstawie rozmów z paczką przyjaciół - morderców, maluje portret psychologiczny typowego uczestnika wspomnianej masakry. Streszczaną historię zestawia z tą, dziejącą się na naszych oczach kilka lat wstecz - związaną z operacją, mającą na celu unicestwienie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1154
288

Na półkach: , , , ,

Dosyc dawno temu przeczytałam "Nagość życia", czyli pierwszy tom trylogii opowiadającej o ludobójstwie w Rwandzie. Pomimo, że obydwie książki kupiłam w jednym czasie, długo nie mogłam sięgnąć po "Sezon maczet". Podczas gdy w pierwszym tomie autor skupia się na opowieściach ofiar, drugi reportaż jest przeznaczony oprawcom - tu przedstawiony jest ich punkt widzenia, ich odczucia dotyczące ludobójstwa, którego się odpuścili. Czytając ich wyznania byłam oszołomiona, czułam do nich wstręt i ciężko mi było dobrnąć do końca. Zdecydowanie warto jednak poświęcić więcej czasu i przeczytać te wyznania, chociaż zrozumieć postępowanie tych ludzi jest dla mnie niemożliwe.

Dosyc dawno temu przeczytałam "Nagość życia", czyli pierwszy tom trylogii opowiadającej o ludobójstwie w Rwandzie. Pomimo, że obydwie książki kupiłam w jednym czasie, długo nie mogłam sięgnąć po "Sezon maczet". Podczas gdy w pierwszym tomie autor skupia się na opowieściach ofiar, drugi reportaż jest przeznaczony oprawcom - tu przedstawiony jest ich punkt widzenia, ich...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Jean Hatzfeld Sezon maczet Zobacz więcej
Jean Hatzfeld Sezon maczet Zobacz więcej
Jean Hatzfeld Sezon maczet Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd