Dni barbarzyńców. Życie na fali

Okładka książki Dni barbarzyńców. Życie na fali
William Finnegan Wydawnictwo: Znak Literanova biografia, autobiografia, pamiętnik
496 str. 8 godz. 16 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Tytuł oryginału:
Barbarian Days: A Surfing Life
Wydawnictwo:
Znak Literanova
Data wydania:
2021-06-02
Data 1. wyd. pol.:
2021-06-02
Data 1. wydania:
2015-07-21
Liczba stron:
496
Czas czytania
8 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324073214
Tłumacz:
Agata Ostrowska
Tagi:
literatura faktu reportaż surfing plaża
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,6 / 10
65 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
519
111

Na półkach: ,

Przeczytałam książkę o surfingu i jedyne co o surfingu wiedziałam przed jej przeczytaniem to tyle ile widziałam na filmie Breath. Czy zapamiętałam coś z książki na temat surfingu - niewiele, bo jest to temat wciąż obcy, mimo że w książce dość obszernie opisany. Dużo za to dowiedziałam się o falach, co było dość fascynującym przeżyciem i jak tylko uda mi się wreszcie dolecieć na mój upragniony ocean, pewnie będę go obserwować inaczej niż do tej pory.
Książka obejmuje całkiem obszerny przedział czasowy bo od lat 60. aż do roku 2015, dzięki temu nie tylko mamy wgląd na to jak rozwijał się surfing i jego postrzeganie, ale i na temat świata, bo autor podróżował za falami po całym świecie. Momentami czytało mi się tę książkę jak świetny reportaż, momentami jak super autobiografię. Przyznaję, że autor pisze w stylu, który bardzo mi podpasował i z chęcią czytałam opisy jego zmagań z falami.
Książkę polecam, bo czyta się ją świetnie i dużo można się z niej dowiedzieć. Jeśli ktoś lubi czytać o podróżach, to to jest jedna z lepszych książek podróżniczych jakie czytałam. Jeśli ktoś lubi czytać o wolności, to ta książka to sama wolność.

Przeczytałam książkę o surfingu i jedyne co o surfingu wiedziałam przed jej przeczytaniem to tyle ile widziałam na filmie Breath. Czy zapamiętałam coś z książki na temat surfingu - niewiele, bo jest to temat wciąż obcy, mimo że w książce dość obszernie opisany. Dużo za to dowiedziałam się o falach, co było dość fascynującym przeżyciem i jak tylko uda mi się wreszcie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
90
26

Na półkach:

Lubiłam jej wolne tempo, zmieniające się miejsca, ciekawe postaci z prawdziwego życia, tło polityczno-historyczne i wiele smaczków dla ludzi kochających surfing czy chociażby samo morze, ocean i jego magię. Ta książka też ma magię i pozostawia po sobie przyjemny posmak na długie miesiące po jej skończeniu.

Lubiłam jej wolne tempo, zmieniające się miejsca, ciekawe postaci z prawdziwego życia, tło polityczno-historyczne i wiele smaczków dla ludzi kochających surfing czy chociażby samo morze, ocean i jego magię. Ta książka też ma magię i pozostawia po sobie przyjemny posmak na długie miesiące po jej skończeniu.

Pokaż mimo to

avatar
463
58

Na półkach:

Już dawno nie czytałam książki, z którą miałabym tak duży problem. Z jednej strony mam wrażenie, że moja ocena jest krzywdząca, a z drugiej... ehhh

Zdecydowanie nie podobało mi się nagromadzenie socjolektu. Rozumiem, że dla autora jest on czymś naturalnym, ale dla laika częste sprawdzanie nazewnictwa wymaga odrywania się od lektury i szukania odpowiedzi zdecydowanie zbyt wiele razy. Jest to również dokuczliwe, jeśli czyta się książkę długo i po prostu zapomina się, co dane określenie oznaczało.

Inną rzeczą, która mi nie do końca mi się spodobała, były rozwlekłe opisy.

Jeszcze inną - wtrącenia dot. najróżniejszych wątków, które niespecjalnie wnosiły cokolwiek do fabuły.

Na duży plus z kolei działa wszechstronna wiedza autora dotycząca miejsc, które odwiedził. Widać, że wiedział, o czym pisze i to nie pobieżnie, jakby wyczytał informacje z przewodników. Dobrze budował klimat odludnych, wówczas nieodkrytych jeszcze przez turystów rajów. Nic tylko zazdrościć życia wypełnionego pasją i podróżami, które pozwoliły zadać sobie pytanie, kim się jest oraz do czego się dąży.

Już dawno nie czytałam książki, z którą miałabym tak duży problem. Z jednej strony mam wrażenie, że moja ocena jest krzywdząca, a z drugiej... ehhh

Zdecydowanie nie podobało mi się nagromadzenie socjolektu. Rozumiem, że dla autora jest on czymś naturalnym, ale dla laika częste sprawdzanie nazewnictwa wymaga odrywania się od lektury i szukania odpowiedzi zdecydowanie zbyt...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
186
14

Na półkach:

Nie moje klimaty. Momentami zbyt rozwlekłe opisy

Nie moje klimaty. Momentami zbyt rozwlekłe opisy

Pokaż mimo to

avatar
530
330

Na półkach: , , , , ,

Czy ktoś mógłby podać mi ręcznik? Po lekturze tej książki czuję się tak, jakbym sama na tych falach fruwała i chwilami zapierało mi dech. Są fragmenty tak oszałamiające, że zapomina się o bożym świecie. Po stokroć zasłużony Pulitzer! Z całego serca polecam.

Czy ktoś mógłby podać mi ręcznik? Po lekturze tej książki czuję się tak, jakbym sama na tych falach fruwała i chwilami zapierało mi dech. Są fragmenty tak oszałamiające, że zapomina się o bożym świecie. Po stokroć zasłużony Pulitzer! Z całego serca polecam.

Pokaż mimo to

avatar
99
46

Na półkach:

Druga książka, której bez wahania daję absolutnie zasłużone 10/10.

Zacznę od swojej historii z surfingiem, bo myślę, że ma to znaczenie w kontekście mojego odbioru książki.
Jestem z Katowic, ale całe życie czuję się "dzieckiem oceanu" to przy nim czuję się najlepiej. W surfingu zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ale nie do końca tak, jak możecie przypuszczać. Nie koniecznie chciałabym go spróbować. Natomiast uwielbiam siedzieć na plaży i obserwować surferów. Jest to coś, co niesamowicie mnie uspokaja a jednocześnie wprowadza w jakiś magiczny stan. Surfing mnie inspiruje i przenosi do innego świata.

Dlatego też ta pozycja od razu mnie zaciekawiła i miałam wobec niej bardzo wysokie oczekiwania.

Język autora to istna uczta. Od razu zaznaczę, że jest on dziennikarzem, a nie kimś, kto zawodowo uprawia surfing i zdobywa trofea. Przytoczę moje ulubione zdanie, które pojawia się już na dwudziestej pierwszej stronie:
"Kiedy truchtałem tak alejką prowadzącą nad wodę, z nawoskowaną deską na głowie, w górze szeleściły liście palm, a z nabrzeża dostrzegałem grzywacze - za rafą, poza strefą przyboju - przewalające się ze wschodu na zachód na oceanie barwy błękitu królewskiego."
Dobór słów - jak dla mnie, absolutnie idealny.
Czytelnik całkowicie przenosi się do świata opisywanego przez autora. Kilka razy miałam wrażenie, że czytając wstrzymywałam oddech przerażona, co się za chwilę wydarzy, czułam jak kołysząc mnie falę, jak rzucają mną o dno (co przeżyłam, więc w minimalnym stopniu wiem jakie to uczucie). Moim zdaniem najlepiej opisane są Hawaje, San Francisco i Madera.

Mamy tu mnóstwo żargonu surferów i specjalistycznych pojęć, które przybliżają nam na czym tak naprawdę polega ten sport.
Ale nie jest to książka tylko o surfingu, jak możemy przeczytać na okładce, jest to również "literackie kino drogi" z czym absolutnie się zgadzam. Jest to opowieść o młodości w czasach tak innych od tych obecnych, o szukaniu siebie i swojej drogi w życiu. O tym, że podróże są wspaniałym nauczycielem życia.

Dodam jeszcze, że wyjątkowo podoba mi się polska okładka, utrzymana w minimalistycznym stylu, doskonale oddająca klimat, którą wykonano na Polwypie Helskim w Chałupach, a na zdjęciu znajduje się mistrz Polski z 2020 roku - Jakub Kuzia (pochodzący ze Śląska - duma! 💛).

Polecam, bo to prawdziwa rozkosz czytać książkę napisaną tak doskonałym językiem!

Druga książka, której bez wahania daję absolutnie zasłużone 10/10.

Zacznę od swojej historii z surfingiem, bo myślę, że ma to znaczenie w kontekście mojego odbioru książki.
Jestem z Katowic, ale całe życie czuję się "dzieckiem oceanu" to przy nim czuję się najlepiej. W surfingu zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ale nie do końca tak, jak możecie przypuszczać. Nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
50
20

Na półkach:

Kiedy tylko zobaczyłem, że została wydana książka o surfingu i to w dodatku nagrodzona Pulitzerem to od razu stała się moim kolejnym celem. Nie wiem co takiego surfing ma w sobie, ale dla mnie to najbardziej magiczny sport na świecie. Synonim radości i wolności gdzieś daleko, na rajskich plażach. Wiele razy słyszałem o ludziach, których "zabrała fala" i zostawiali dla surfingu wszystko, by mieszkać w przyczepach na plaży. Teraz, już po ukończeniu lektury, potrafię ich zrozumieć.

Biorąc książkę do ręki nie wiedziałem ani kim jest autor, ani o czym jest fabuła. Od pierwszych stron grubego tomiska czuć było, że to autobiografia a może bardziej pamiętnik napisany zręczną ręką kogoś, kto umie cholernie dobrze pisać, ale nie zdradza od razu kim jest.

Z początku przedzieramy się przez dzieciństwo autora w pięknych sceneriach Hawajów z lat '60 XX wieku mając wrażenie, jakby się tam było. Czujemy smak owoców i spłukiwanie wodą po powrocie z plaży do domu. Dowiadujemy się też czym są fale i skąd się biorą, ale na tym etapie książki jeszcze nas nie wciągną w soje szpony.

Po bardzo, bardzo długim wstępie, dorosły już bohater rzuca pracę, opuszcza swoją dziewczynę i wraz z przyjacielem zabiera nas w swoją podróż życia. W podróż dla której właśnie tę książkę warto i trzeba przeczytać. Jest to kilkuletnia włóczęga dookoła świata, bez pośpiechu, planów, w poszukiwaniu przez bohatera fali doskonałej. To będzie przepiękna wyprawa przez nieodkryty świat lat '70 poprzedniego wieku bez internetu, telefonów komórkowych, wielkich sieci hoteli nad oceanem i z bardzo ograniczonym kontaktem z rodziną. Pojedziemy z bohaterem na rok do Australii, zwiedzimy nieśpiesznie nieodkryte wyspy Oceanii, gdzie nikt nigdy nie widział deski do surfingu. Pomieszkamy w RPA oraz zwiedzimy wiele innych wspaniałych miejsc, gdzie jeszcze nie zawitała globalizacja. To podczas tej podróży, my jako czytelnicy, staniemy się surferami. I nie ma znaczenia, że nigdy nie surfowaliśmy i być może nigdy nie będziemy. Porywająca opowieść. Efekt Wow murowany!

Po powrocie z wielkiej wędrówki będziemy świadkami dojrzewania bohatera, przeplatania się surfingu, pracy zawodowej i rodziny i tak już nieprzerwanie będziemy towarzyszyć mu już aż do nieuchronnie zbliżającej się starości. Zobaczymy cykl życia narysowany wielkością fali po której wszyscy jeździmy. Pojawi się coraz więcej intymnych przemyśleń i filozoficznych rozmyślań o życiu. Znajdziemy wiele analogii do nas samych, naszego życia oraz naszych marzeń.

Książka Finnegana to zapewne nie jest pozycja dla każdego. Nie każdy ma w sobie, spełnioną lub nie, iskierkę wolnego ducha, odkrywcy i włóczęgi oraz pasję, która niesie go przez życie jako odskocznia od dnia codziennego. Nie każdy ma też potrzebę i odwagę wyrwania się z systemu i bycia choć przez jakiś czas w życiu naprawdę wolnym człowiekiem. Jeśli tak jest, to nie stracicie podczas tej lektury ani minuty, bo to fantastycznie napisana opowieść właśnie o tego rodzaju wolności.

Warto zaznaczyć, że nie są to wspomnienia mistrza świata w surfingu, który wynajął ghost-writera, żeby ten napisał mu autobiografię. To prawdziwa historia świetnego dziennikarza i korespondenta z "The New Yorker", który w życiu surfuje wyłącznie dla przyjemności i nie uprawia tej dyscypliny zawodowo. Poczucie zwykłości bohatera, który wydaje się, że napisał tą książkę tylko dla siebie tylko jeszcze mocniej utrwala jej autentyczność i intymność.

Dla mnie to fantastyczna pozycja. Jeszcze do niej wrócę z ołówkiem do zaznaczania cytatów, które są świetne i jest ich w książce mnóstwo. A fale już nigdy nie będą dla mnie tym, czym były wcześniej.

Kiedy tylko zobaczyłem, że została wydana książka o surfingu i to w dodatku nagrodzona Pulitzerem to od razu stała się moim kolejnym celem. Nie wiem co takiego surfing ma w sobie, ale dla mnie to najbardziej magiczny sport na świecie. Synonim radości i wolności gdzieś daleko, na rajskich plażach. Wiele razy słyszałem o ludziach, których "zabrała fala" i zostawiali dla...

więcej Pokaż mimo to

avatar
292
189

Na półkach:

Gdyby książka mogła wydzielać zapach treścią, ta z pewnością pachniałaby wolnością.

Autobiografia Williama jest niesamowita pod każdym względem. Ta książka to lekkość, którą wzbogaca pasja do surfingu, miłość do ludzi i wysublimowane poczucie humoru.

"Dni barbarzyńców. Życie na fali" to życie pełne odwagi, które zdecydowanie stawia na być, a nie mieć. To radość z istnienia, pełnia niezwykłych i niepohamowanych chęci. Jestem oczarowana tą lekturą, choć muszę przyznać, że, jako totalny laik w temacie jakim jest surfing, bałam się, że nie uda mi się wczuć w treść. Nic bardziej mylnego! Popłynęłam na fali! To pozycja idealna na lato! Dobrze jest się nią delektować! Powoli, nieśpiesznie łapiąc oddech pełen letniego zapachu beztroski. Polecam 🤍

William Finnegan wprowadza czytelnika w swój świat z otwartością i niesamowitą odwagą. Bije od niego szczerość i prawda. Nie sposób nie przeżywać szkolnych problemów autora czy jego zawirowań miłosnych. I ta podróż! Ten trip życia, który to w swoim szaleństwie okazuje się być najcenniejszą lekcją, nie tylko dla Williama, ale i dla czytelnika.

"Dni barbarzyńców. Życie na fali" to coś więcej niż biografia. To historia o ludziach, pasji i nieskrępowanej chęci świata. To pozycja, która pokazuje, że życie należy przeżyć łapiąc fale i to bez względu na to, czy przychodzą do nas w odpowiednim momencie. Wszystkie doświadczenia kształtują! Warto o tym pamiętać! Nagroda Pulitzera w pełni zasłużona 👏👏👏

Gdyby książka mogła wydzielać zapach treścią, ta z pewnością pachniałaby wolnością.

Autobiografia Williama jest niesamowita pod każdym względem. Ta książka to lekkość, którą wzbogaca pasja do surfingu, miłość do ludzi i wysublimowane poczucie humoru.

"Dni barbarzyńców. Życie na fali" to życie pełne odwagi, które zdecydowanie stawia na być, a nie mieć. To radość z...

więcej Pokaż mimo to

avatar
431
202

Na półkach:

"Surferzy mają fetysz perfekcji. Idealna fala i tak dalej. Coś takiego nie istnieje. Fale nie są nieruchomymi obiektami przyrody, jak róże czy diamenty. To szybkie, gwałtowne zjawiska na końcu długiego łańcucha akcji burzowej i reakcji oceanu. Nawet najbardziej symetryczne breaki miewają dziwactwa i absolutnie specyficzny, lokalny charakter, przeobrażają się z każdą zmianą pływu, wiatru i rozkołysu."

Ta książka niesamowicie mnie zaskoczyła. Choć nie spodziewałam się zawodu, to historia Williama Finnegana idealnie dopełnia moje czytelnicze życie. Potrzebowałam ostatnio takiej książki. Takiej, która mnie pochłonie do swojego świata i pozostawi po sobie satysfakcję.

"Dni barbarzyńców. Życie na fali" bez wątpienia jest historią dla miłośników wszelkich sportów wodnych, a w szczególności surfingu. Autor na łamach powieści opisuje swoje całe życie. Od dzieciństwa do teraźniejszości (2015 rok). Możemy poznać go od każdej strony i niekiedy zrozumieć jego decyzje. Czasami jest ciężko, a życie rzuca mu kłody pod nogi. Jednak później następują momenty, które człowiek zapamięta na całe życie. Surfing jest szalenie trudnym sportem, ale niezwykle estetycznym. To, jak trzeba być precyzyjnym w swoich działaniach i pamiętać o tym, że fala zawsze jest ponad wszystkim.

W "Życiu na fali" Finnegan z początku przybliża nam surferski slang, dzięki czemu w dalszej części lektury możemy lepiej rozumieć jego pasję. Oprócz głównego wodnego tematu, mamy poruszane wątki rodzinne, społeczne, a nawet polityczne. Poznajemy kulturę różnych ludzi z niemalże każdego zakątka świata oraz fale, które potrafią zaskoczyć nawet zawodowca. "Śmiech przez łzy" to chyba idealnie odzwierciedlenie autora. Nie łatwo jest pisać o sobie, ale ta książka pokazuje, że czasami po prostu warto to zrobić.

Jeśli szukacie dopracowanej i emocjonującej lektury, to sięgnijcie po "Dni barbarzyńców. Życie na fali" - 541 stron, 10 części i wiele wspaniałych miejsc. Nie oczekujcie szybkiej akcji; tą opowieścią trzeba się delektować.

"Surferzy mają fetysz perfekcji. Idealna fala i tak dalej. Coś takiego nie istnieje. Fale nie są nieruchomymi obiektami przyrody, jak róże czy diamenty. To szybkie, gwałtowne zjawiska na końcu długiego łańcucha akcji burzowej i reakcji oceanu. Nawet najbardziej symetryczne breaki miewają dziwactwa i absolutnie specyficzny, lokalny charakter, przeobrażają się z każdą zmianą...

więcej Pokaż mimo to

avatar
97
87

Na półkach:

Jest to bardzo ciekawa i oryginalna autobiografia. Autor ukazuje swoje życie poprzez pryzmat surfingu. Nigdy nie interesowałam się tym sportem, czy też może sposobem życia, dlatego trochę obawiałam się tej lektury, ale jak się okazało niepotrzebnie.

Jest to książka o surfingu i pogoni za falą. Jakby pobocznie Finnegan nakreśla różne problemy społeczne, bada charaktery innych ludzi i opowiada historię swojego życia.
Zdecydowanie nie jest to lektura na jeden wieczór, lecz taka, którą się czyta powoli i w której się smakuje słowa. Z początku ta pozycja nie przypadła mi do gustu. Niezbyt interesowało mnie dzieciństwo autora, jednak opis jego podróży mnie porwał.

Myślę, że najtrafniejszym określeniem młodości autora jest fraza carpe diem – żyj chwilą! Rzucił wszystko i łapiąc się po drodze prac dorywczych, zaczął podróżować po świecie i oczywiście surfować. Jego podróże i sposób w jaki je opisywał są niezwykłe.

Według mnie, jest to książka bardzo inspirująca i zdecydowanie ją polecam!

Jest to bardzo ciekawa i oryginalna autobiografia. Autor ukazuje swoje życie poprzez pryzmat surfingu. Nigdy nie interesowałam się tym sportem, czy też może sposobem życia, dlatego trochę obawiałam się tej lektury, ale jak się okazało niepotrzebnie.

Jest to książka o surfingu i pogoni za falą. Jakby pobocznie Finnegan nakreśla różne problemy społeczne, bada charaktery...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
William Finnegan Dni barbarzyńców. Życie na fali Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd