
Shuggie Bain

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Shuggie Bain
- Data wydania:
- 2021-06-16
- Data 1. wyd. pol.:
- 2021-06-16
- Data 1. wydania:
- 2020-02-20
- Liczba stron:
- 527
- Czas czytania
- 8 godz. 47 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788366839113
- Tłumacz:
- Krzysztof Cieślik
Najgłośniejszy światowy debiut literacki ostatnich lat.
Powieść o granicach miłości, która rozbudza uczucia i zostaje w człowieku na zawsze.
Agnes Bain od zawsze oczekiwała od życia czegoś więcej. Marzyła o domu, o życiu na własny rachunek, w którym za wszystko płaciłaby z góry. Kiedy jej uganiający się za spódniczkami mąż postanawia, że ma jej dość, kobieta i trójka jej dzieci zostaje uwięzionych w górniczym mieście, przetrzebionym przez reformy Margaret Thatcher. Agnes coraz częściej szuka ratunku w alkoholu i wkrótce to na dzieciach spocznie obowiązek uratowania matki. Okazuje się to niemożliwe i jedno po drugim bliscy ją opuszczają, aż zostaje tylko on, Shuggie.
Jej najmłodszy syn wierzy w matkę jak nikt i walczy o nią do końca. Przy tym jednak sam zmaga się z problemami. Wszyscy wokół zgadzają się bowiem, że Shuggie „do normalnych nie należy”, mimo iż chłopak stara się z całych sił. Agnes chce mu pomóc, ale uzależnienie przyćmiewa w jej życiu wszystko, łącznie z ukochanym synem.
Nominowana do wszystkich najważniejszych nagród literackich – w tym do Nagrody Bookera i National Book Award – łamiąca serce opowieść o uzależnieniu, seksualności i miłości, przywołująca na myśl dzieła Édouarda Louisa, Alana Hollinghursta czy Hanyi Yanagihary.
Kup Shuggie Bain w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Wyróżniona opinia
Shuggie Bain
O rzeczach trudnych czyta się... trudno. A książka, o której chcę opowiedzieć taka właśnie jest. Spowodowała ona, że wielokrotnie musiałam przerywać lekturę ze względu na emocje buchające we mnie niczym wulkan. Muszę Was ostrzec. Po jej zakończeniu, Shuggie zostanie z Wami na zawsze. Bez względu na to czy jesteście na to przygotowani, czy też nie. W fotograficznym skrócie można by rzec, że jest to opowieść o powolnej destrukcji ciała i duszy, podstępnej chorobie toczącej rodzinę od środka, a także niemal patologicznych zachowaniach pogłębiających uczucie bezbrzeżnej samotności. Więcej o fabule nie chcę opowiadać. Wolę, byście zaczęli czytać, nie wiedząc co na Was czeka w środku. Ta poruszająca powieść wydziera z człowieka całe szczęście jakie sobie naprodukował w ciągu mijających lat. Autor w niezwykle plastyczny, ale jednocześnie ponury sposób ukazuje szarą i potworną codzienność robotniczej rodziny. Zderzenie świata, który znamy, z tym sprzed ponad trzydziestu lat, to nie tylko kulturowy szok, ale też zmaganie się z problemami, których teraz nie możemy pojąć. Dojrzewanie w trudnych czasach tzw. Tacheryzmu stanowi wyjątkowo trudny temat do dywagacji. A jeśli dodać do tego problemy dysfunkcyjnej rodziny, galopujące uzależnienie od alkoholu i szukanie miłości tam gdzie jej nie ma, daje czytelnikowi łamiący serce obraz, z którego widokiem trudno sobie poradzić. Najlepiej byłoby odwrócić wzrok, ale jest to rzecz niemal niemożliwa. Gdyby książki można było określić kolorami, to bez wątpienia wskazałabym szarość jako kolor dominujący. Ponury, przygnębiający portret zniszczonych polityką, pracą i życiem ludzi, sprawia depresyjne i tragiczne wrażenie. I mimo, że w głębszych warstwach tej historii dokopać się można do wspaniałego i czystego jak łza uczucia, nadającego powieści lżejszego, cieplejszego kolorytu, to jednak szarość wiedzie tu prym. Ta książka łamie czytelnicze serca. Emanuje potężną dawką emocji, desperackich przykładów zachowania pozorów, prób samoakceptacji, ale też dążenia do autodestrukcji. To potworny, emocjonalny wir, który pochłania całą dobrą energię i zostawia czytelnika z głową pełną pytań bez odpowiedzi. Niebywała, ważna i wstrząsająca powieść.
Oceny książki Shuggie Bain
Poznaj innych czytelników
5443 użytkowników ma tytuł Shuggie Bain na półkach głównych- Chcę przeczytać 2 828
- Przeczytane 2 529
- Teraz czytam 86
- Posiadam 404
- 2022 107
- 2021 74
- 2023 49
- Ulubione 44
- 2024 34
- Literatura piękna 29







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Shuggie Bain
500 stron mieszania w g….e.
500 stron mieszania w g….e.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŁamiąca serce opowieść o dojrzewaniu w Irlandii
Łamiąca serce opowieść o dojrzewaniu w Irlandii
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakie licho mnie podkusiło, żeby to czytać - nie wiem. Nie podobało mi się jakoś szczególnie, dłużyło strasznie, zmęczyło. Poziom "inteligencji" bohaterów utrudniał. Zbyt dużo opisów, książka spokojnie mogłaby być o połowę krótsza. Może to było celowe? Tak, żeby porządnie dotarło, że alkoholizm to choroba i niewiele da się z tym nałogiem zrobić? Na pewno było mocno realistyczne. Tak, jakby ktoś was wpuścił do wioski niewykształconych, bezrobotnych alkoholików. Jeśli szukacie nadziei, to nie tutaj. Nie żałuję, że przeczytałam, ale drugi raz bym tego nie zrobiła.
Jakie licho mnie podkusiło, żeby to czytać - nie wiem. Nie podobało mi się jakoś szczególnie, dłużyło strasznie, zmęczyło. Poziom "inteligencji" bohaterów utrudniał. Zbyt dużo opisów, książka spokojnie mogłaby być o połowę krótsza. Może to było celowe? Tak, żeby porządnie dotarło, że alkoholizm to choroba i niewiele da się z tym nałogiem zrobić? Na pewno było mocno...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ wielu względów "Shuggie Bain" to powieść warta uwagi. Autor zawarł w niej bogate tło społeczne środowiska robotniczego / górniczego czasów pothatcherowskich. Niemniej nie jest to rzecz, którą czyta się z przyjemnością. Nie można też o niej powiedzieć, że się podoba czy nie podoba, bo takie wartościowanie chyba będzie nie na miejscu. To fikcja, która dotyka jak prawda. I właśnie dlatego nie jestem w stanie przez nią przebrnąć.
Długo zastanawiałem się, czy może na siłę powieść Douglasa dokończyć, ale chyba nie ma to sensu. Może kiedyś przyjdzie lepszy czas na przyswojenie tej trudnej emocjonalnie treści. Odbiór książki utrudniał mi przede wszystkim sposób prowadzenia narracji. Według mnie gdyby autor skupił się na perspektywie jednej postaci (nawet zachowawszy przeskoki czasowe),byłoby o wiele lepiej.
Oprócz tego kiedy czytałem o kolejnej trudnej sytuacji, miałem już dość. Wiem, że powieść środowiskowa ma dobrze oddawać m.in. realia życia, ale w pewnym momencie to było dla mnie zwyczajnie za dużo, tak że kompletnie się odcinałem i nie wiedziałem, o czym czytam. Wydaje mi się, że takie ostentacyjne nawarstwianie problemów w fikcyjnej przecież powieści do niczego nie prowadzi, a główny wątek alkoholizmu Agnes gdzieś w tym wszystkim ginął.
Z wielu względów "Shuggie Bain" to powieść warta uwagi. Autor zawarł w niej bogate tło społeczne środowiska robotniczego / górniczego czasów pothatcherowskich. Niemniej nie jest to rzecz, którą czyta się z przyjemnością. Nie można też o niej powiedzieć, że się podoba czy nie podoba, bo takie wartościowanie chyba będzie nie na miejscu. To fikcja, która dotyka jak prawda. I...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem. Poruszająca historia chłopca, który bije się z całym „światem” o bliską osobę. Styl Stuarta idealnie klei się z zimnym obrazem robotniczego Glasgow.
Dla mnie jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem. Poruszająca historia chłopca, który bije się z całym „światem” o bliską osobę. Styl Stuarta idealnie klei się z zimnym obrazem robotniczego Glasgow.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to8,2/10. Jakiś czas temu odświeżałem "Trainspotting", a teraz przyszła kolej na następny odcinek szkockich patologii. Już po przeczytaniu właśnie dowiedziałem się, że Stuart opierał się bardzo mocno na swojej autobiografii. Stąd ten wątek homoseksualizmu głównego bohatera, bo sam pisarz jest gejem. Zastanawiałem się po cholerę w książce o pijaństwie dokładać taki wątek w kontekście dziecka. To nie była lekka i przyjemna lektura, ludzie emocjonalni mogą mieć trudności z tak ciężkim i pesymistycznym klimatem. To przede wszystkim historia o współuzależnieniu i złudnej nadziei, że alkoholik może wyjść z nałogu. To ciągłe obwinianie się, próba pilnowania, kontroli, dzięki temu w nastoletnim wieku można czuć się jak starzec z garbem i skrzywieniem w mózgu. Postać Agnes była oddana realistycznie, wiecznie pijana, ale dbająca o pozory. Długo wydawało jej się, że jest kimś lepszym niż największe patusy, bo ma futro i używa szminki. Chyba najbardziej bulwersujący był wątek jak po roku niepicia jej znajomy, mimo iż doskonale znał historię jej choroby, nakłaniał ją do napicia się. I oczywiście wpadła znowu w cug. Pewnie większość czytelników przy tej scenie była zbulwersowana. Akcja toczyła się w Glasgow i okolicach lat 80tych, pisarz przedstawia to wyłącznie w barwach szarości, nawet małego promienia słońca nie było. Przy takiej tematyce brakowało tu chociaż odrobiny humoru i jakiejś próby rozładowania napięcia. To był tylko stały cykl pijacki i ciągłe zamartwianie się. Nie sposób uciec też od porównań z dzisiejszą Polską, absolutną światową czołówką pijaństwa. Ta średnia spożycia czystego spirytusu na łeb przeraża i wywołuje we mnie skrajne obrzydzenie i odrazę. Od lat nie wyobrażam sobie przebywać w towarzystwie ludzi pijących, brzydzi mnie to całkowicie, nie chcę mieć z moczymordami nic wspólnego.
8,2/10. Jakiś czas temu odświeżałem "Trainspotting", a teraz przyszła kolej na następny odcinek szkockich patologii. Już po przeczytaniu właśnie dowiedziałem się, że Stuart opierał się bardzo mocno na swojej autobiografii. Stąd ten wątek homoseksualizmu głównego bohatera, bo sam pisarz jest gejem. Zastanawiałem się po cholerę w książce o pijaństwie dokładać taki wątek w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa opowieść przejechała mnie jak walec drogowy. Tak prawdziwa, że czytanie "boli". Nie tylko o trudnym dzieciństwie tytułowego bohatera, ale przede wszystkim o kobiecie, która przegrywa walkę z samotnością, przemocą emocjonalną i społecznymi oczekiwaniami. Douglas Stuart pokazuje Agnes nie jako matkę alkoholiczkę, lecz jako ofiarę świata, który od początku był przeciwko niej. Świata, w którym kobiety nie mają prawa do słabości, a ich cierpienie jest niewidzialne. To książka o miłości, która nie wystarcza, o systemie, który niszczy, i o godności, której kobiety próbują bronić do ostatniego tchu. Trochę trudno przebrnąć przez początek, bo prowadzi jakby w inne miejsce, ale później nie można się oderwać.
Ta opowieść przejechała mnie jak walec drogowy. Tak prawdziwa, że czytanie "boli". Nie tylko o trudnym dzieciństwie tytułowego bohatera, ale przede wszystkim o kobiecie, która przegrywa walkę z samotnością, przemocą emocjonalną i społecznymi oczekiwaniami. Douglas Stuart pokazuje Agnes nie jako matkę alkoholiczkę, lecz jako ofiarę świata, który od początku był przeciwko...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzecz niewątpliwie świetnie napisana, ale nie na moje nerwy. Odłożyłam książkę, jak doszłam do rozdziału, który zaczynał się od (cytuję z pamięci) "His lovely mother was nowhere to be found". Dla mnie wystarczy tego dziecięcego bólu, a zostało jeszcze ok połowę książki. Potem sprawdziłam w necie streszczenie...
Rzecz niewątpliwie świetnie napisana, ale nie na moje nerwy. Odłożyłam książkę, jak doszłam do rozdziału, który zaczynał się od (cytuję z pamięci) "His lovely mother was nowhere to be found". Dla mnie wystarczy tego dziecięcego bólu, a zostało jeszcze ok połowę książki. Potem sprawdziłam w necie streszczenie...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem: może to okładka książki mnie skusiła i zahipnotyzowała (przyznacie, że genialna!),czy co? A może też zabrakło na niej, a być powinno, ostrzeżenia “porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie”?.. Bo jakoś mi umknęło, w co w rzeczywistości mam się zagłębić…
Na wpół patologiczne rodziny niższego (społecznie) Glasgow, zdecydowanie patologiczne macierzyństwo, nastolatkowie z protezami zębowymi, kwitnąca apatia i bezrobocie większości otoczenia oraz zapaść gospodarczą górniczych przedmieść ery Thatcher - oto środowisko naturalne, w którym poznajemy tytułowego bohatera powieści.
Teren poorany podziałami jak pole Kargulów i Pawlaków miedzą: katol czy protestant, Celtic czy Rangers? To nie są niewinne pytania; zła odpowiedź może dać ci uśmiech od ucha do ucha wykonany nożem niezadowolonego z odpowiedzi pytającego.
Krzywda dzieci, której nikt nie zauważa, bo wszyscy mają za drzwiami domów podobne piekła, dziecięce współuzależnienie z rodzicami, którym to rodzinne tygodniowe zasiłki starczają ledwie na dwa dni picia.
Mamy tu też trochę opowieść o tym, jak thatcherowski system pomocy społecznej wyprodukował zjawisko, które dziś nazywamy “wyuczoną” czy “dziedziczoną” bezradnością, gdzie traumy, zanik etosu pracy czy nawet nałogi w naturalny sposób przechodziły z matki na synów i córki, a sama zaś matka była “zbyt piękna”, by przepracować w życiu jeden choćby dzień… I o dziwo dzieciaki Agnes Bain uparcie i z mozołem próbują przełamać ten schemat dziedziczenia nieszczęścia i upośledzenia społecznego… Choć, aby uciec z tych zaklętych kręgów, muszą uciec i z domu, i od szukającej w nich kolejnych opiekunów matki. Tylko Shuggie trwa przy niej do końca i z naiwną wiarą w lepsze czasy, które mogą nadejść.
Ciężko ośmio- czy dziewięciolatkowi bronić matki, która - jak mówią - “strasznie się puszcza za chlanie”. Broni jej więc - to już jego słowa - głównie przed nią samą… W ogóle ten obraz dzieci opiekujących się swymi rodzicami jest przerażający!.. A ci tylko dzięki tej opiece w ogóle żyją tak długo…
Sam zaś tytułowy bohater ze swoimi wątpliwościami i pytaniami dotyczącymi siebie samego równie sam pozostaje. To nie czasy i nie typ rodziny, który miałby zgłębiać “atypię” pojedynczego człowieka, zwłaszcza młodocianego. Nie świat, który mógłby zaproponować jakiś namysł i przedstawić jakieś rozwiązanie problemu tożsamości…
Zwraca uwagę język powieści, świetna slangowa mowa bohaterów, idealnie wyważona doza humoru, nieco odczerniająca opowieść. Duża tu zasługa tłumacza (Krzysztof Cieślik!),doskonale odnajdującego w przekładzie rytm i język przedmieść Glasgow.
Kolejna mocną (może nawet najmocniejszą?) stroną powieści są portrety bohaterów; debiutujący powieścią Douglas Stuart okazuje się nie tylko przenikliwym obserwatorem, ale i błyskotliwym, uważnym portrecistą, dbającym o detale i wiarygodność psychologiczną malowanych przez siebie postaci.
Trochę to jak “Złodzieje żarówek” i “Tu byli, tak stali”, ale tylko w wymowie, bo jednocześnie jakoś dużo głębsze, bardziej jeszcze wiwisekcyjne. I o morze smoły mroczniejsze, bardziej przejmujące i pełne smutku. Choć - o dziwo - niosące jakieś ciepło i nadzieję i to nie jedynie w nieco optymistyczniejszym finale, ale przez wszystkie karty powieści. Kochajcie Shuggiego Baina - to wspaniały, choć o trochę zmarnowanym potencjale, dzieciak!
Nie wiem: może to okładka książki mnie skusiła i zahipnotyzowała (przyznacie, że genialna!),czy co? A może też zabrakło na niej, a być powinno, ostrzeżenia “porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie”?.. Bo jakoś mi umknęło, w co w rzeczywistości mam się zagłębić…
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa wpół patologiczne rodziny niższego (społecznie) Glasgow, zdecydowanie patologiczne macierzyństwo,...
Przeczytałam jedną z opinii o tej książce, mówiącą, że nie wydarza się w niej nic dobrego. I to prawda. Historia bardzo smutna, bez happy endu. Napisana jednak w taki sposób, że momentami można było się zaśmiać, uśmiechnąć, żeby po kilku kolejnych stronach się rozpłakać. Zdecydowanie warta przeczytania. Mimo tematyki, czyta się szybko i lekko.
Przeczytałam jedną z opinii o tej książce, mówiącą, że nie wydarza się w niej nic dobrego. I to prawda. Historia bardzo smutna, bez happy endu. Napisana jednak w taki sposób, że momentami można było się zaśmiać, uśmiechnąć, żeby po kilku kolejnych stronach się rozpłakać. Zdecydowanie warta przeczytania. Mimo tematyki, czyta się szybko i lekko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to