Zbrodnia w efekcie

Okładka książki Zbrodnia w efekcie
Joanna Chmielewska Wydawnictwo: Klin kryminał, sensacja, thriller
308 str. 5 godz. 8 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo:
Klin
Data wydania:
2013-08-28
Data 1. wyd. pol.:
2013-08-28
Liczba stron:
308
Czas czytania
5 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362136704
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,6 / 10
433 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1134
1083

Na półkach:

Sympatyczny odstresowywacz. Tabuny ludzi i pętające się zwłoki. Kwintesencja Chmielewskiej.

Sympatyczny odstresowywacz. Tabuny ludzi i pętające się zwłoki. Kwintesencja Chmielewskiej.

Pokaż mimo to

5
avatar
382
379

Na półkach:

Po raz pierwszy, coś nie pykło...
Zabrakło mi tego czegoś...tej Joanny z poprzednich książek...jej domu, jej kuchni, jej rozmów...
Była, ale obok...
Ogólnie, nie było źle.
No ale jednak...

Po raz pierwszy, coś nie pykło...
Zabrakło mi tego czegoś...tej Joanny z poprzednich książek...jej domu, jej kuchni, jej rozmów...
Była, ale obok...
Ogólnie, nie było źle.
No ale jednak...

Pokaż mimo to

2
avatar
606
435

Na półkach:

Joanna Chmielewska już zawsze zostanie jedną z moich ulubionych autorek. Pełne humoru, często absurdalne śledztwa, cały wachlarz różnorodnych postaci, a także specyficzne wtręty w dialogach to jej znak rozpoznawczy, który bardzo lubię.

"Zbrodnia w efekcie" oprócz tajemniczego morderstwa sprzed dziesięciu lat, posiada w swej fabule również wątek skomplikowanej sprawy spadkowej, a także to, co kobiety lubią w literaturze, a mianowicie kiełkujący w międzyczasie romans. A nawet więcej, niż jeden.

Jak zawsze książkę czytało mi się lekko i przyjemnie, niejednokrotnie z szerokim uśmiechem na twarzy i ciekawością, co też w końcu z tego wszystkiego wyniknie. Polecam.

Joanna Chmielewska już zawsze zostanie jedną z moich ulubionych autorek. Pełne humoru, często absurdalne śledztwa, cały wachlarz różnorodnych postaci, a także specyficzne wtręty w dialogach to jej znak rozpoznawczy, który bardzo lubię.

"Zbrodnia w efekcie" oprócz tajemniczego morderstwa sprzed dziesięciu lat, posiada w swej fabule również wątek skomplikowanej sprawy...

więcej Pokaż mimo to

42
Reklama
avatar
392
314

Na półkach: ,

Nie podobało mi się. Ani intryga, ani język, ani totalny chaos wynikający z koncepcji bohaterów - rozkrzyczanych, roztargnionych albo zawianych, wściekłych itp. Zmęczyłam się i w ogóle nie byłam ciekawa kim była ofiara i kto ją zamordował.

Nie podobało mi się. Ani intryga, ani język, ani totalny chaos wynikający z koncepcji bohaterów - rozkrzyczanych, roztargnionych albo zawianych, wściekłych itp. Zmęczyłam się i w ogóle nie byłam ciekawa kim była ofiara i kto ją zamordował.

Pokaż mimo to

2
avatar
509
50

Na półkach: ,

Pani Chmielewska zawsze wprawia mnie w świetny humor

Pani Chmielewska zawsze wprawia mnie w świetny humor

Pokaż mimo to

19
avatar
161
147

Na półkach: ,

Książka zapowiadała się ciekawie. Przeczytałam ale z każdą stroną coraz bardziej chaotyczna i miałam wrażenie, że napisana na siłę. Z cyklu przeczytane, zapomniane.

Książka zapowiadała się ciekawie. Przeczytałam ale z każdą stroną coraz bardziej chaotyczna i miałam wrażenie, że napisana na siłę. Z cyklu przeczytane, zapomniane.

Pokaż mimo to

4
avatar
25
14

Na półkach:

Nie są to "Boczne drogi", Ale czytało mi się dobrze. Książka jest zabawna, kilka razy śmiałam się do łez i cytowalam mężowi ;) polecam, na odetchnięcie po ciezszym dniu lub cięższej lekturze - w sam raz.

Nie są to "Boczne drogi", Ale czytało mi się dobrze. Książka jest zabawna, kilka razy śmiałam się do łez i cytowalam mężowi ;) polecam, na odetchnięcie po ciezszym dniu lub cięższej lekturze - w sam raz.

Pokaż mimo to

6
avatar
305
103

Na półkach: ,

Dawniej bardzo lubiłam powieści Chmielewskiej. Nie wiem co się zmieniło przez lata - czy to skutek upływu lat... ale narracja, która dawniej mnie bawiła teraz wręcz irytuje. Autorka każde zdanie stara się "podkręcić", dodać jakiś humorystyczny akcent. Ciężko było mi skupić się na przekazie. Gdyby tak usunąć te wszystkie natarczywe dowcipy, nie zostałoby zbyt wiele treści.

Dawniej bardzo lubiłam powieści Chmielewskiej. Nie wiem co się zmieniło przez lata - czy to skutek upływu lat... ale narracja, która dawniej mnie bawiła teraz wręcz irytuje. Autorka każde zdanie stara się "podkręcić", dodać jakiś humorystyczny akcent. Ciężko było mi skupić się na przekazie. Gdyby tak usunąć te wszystkie natarczywe dowcipy, nie zostałoby zbyt wiele...

więcej Pokaż mimo to

8
avatar
67
67

Na półkach:

Czy faktycznie ten jeden drobny niuans w powszechnie znanym i stosowanym terminie prawniczym robi wielką różnicę? Czy osoba zamordowana na pewnej działce zginęła z innych powodów, niż nagły i niepohamowany wybuch wielkich emocji prowadzący do nieplanowanej zbrodni?
Można się dosyć porządnie zdziwić i przy okazji mocno nadwyrężyć szare komórki, wczytując się w zawiłości związane z własnością i użytkowaniem niektórych ogródków działkowych w Warszawie. A to jedna z działek jest zarośnięta niczym samo centrum amazońskiej puszczy, bo właścicielka tej stajni Augiasza w wersji ogrodowej czekała, aż po jej śmierci zjawi się spadkobierczyni i „z uczuciem” zajmie się porządkami. A to z kolei sąsiednia działka nie wiadomo do kogo należy i kto właściwie ma prawo grzebnąć choćby w kawałku grządki, ale na ogół kręci się na niej kilkanaście osób i każda sobie wedle własnego uznania uprawia, co jej tam wyrośnie. Jakby tego było mało, właśnie na tej nie wiadomo do kogo należącej działce, w dawnym kompostowniku, który miał być inspektem lub małą oranżeryjką, pasjonatka botaniki uprawiać zaczyna wielkiego bambusa. Początkowo młoda kobieta nieświadoma jest faktu, iż z małego, niepozornego patyczka wyrasta jej właśnie bambus, gdy jednak roślina zaczyna rozprzestrzeniać się niczym średniowieczna zaraza, niefortunna działkowiczka zostaje pouczona, by natychmiast wykopać rozrastającą się bylinę, gdyż zarośnie nas całkowicie niczym Danię, gdzie „do tej pory jeszcze wygarniają resztki”. Czy w tym ogólnym rozgardiaszu odkrycie pod wykopywanym bambusem zwłok pozbawionych głowy w ogóle zostanie potraktowane z należytą uwagą i powagą?
W przypadku pani Chmielewskiej zaczynam od końca, czyli od ostatniej jej powieści, wydanej w 2013 roku. Oczywiście słowo „ostatnia” ma tutaj także bardziej przykrą i dosłowną wymowę, niż tylko stwierdzenie prostego faktu bibliograficznego. Wybór „Zbrodni w efekcie” jako pierwszej pozycji może być nieco ryzykowny, aczkolwiek nawet w przypadku tak zacnej autorki i jej bogatej twórczości, od czegoś trzeba zacząć. Na dobry początek mamy więc trupa znalezionego pod rozrastającym się w zastraszającym tempie bambusem. Ofierze brakuje głowy, ale poza tym nawet pięć lat po śmierci jest uosobieniem perfekcji męskiego, zdrowego ciała. Prowadzący sprawę komisarz Andrzej Woźniak szybko zorientuje się, że od pięcioletniego i zdecydowanie zbyt idealnego trupa oraz jego brakującej głowy, o wiele gorsze są te wszystkie zawiłości, zależności i pokrewieństwa, jakie łączą ludzi mających do czynienia z obiema działkami. Chcąc nie chcąc będzie musiał się jednak przez nie przebić, gdyż w toku śledztwa wyjdzie na jaw, że początkowy podejrzany, który jednak okaże się ofiarą i bambusowym nawozem w jednym, był z tym całym towarzystwem w różny sposób powiązany. Na przykład poprzez sprawy uczuciowe i tajemnicę pewnego spadku.
Książka rozpoczyna się od dosyć mocnego akcentu. Jedna z żeńskich bohaterek powieści, Joanna, wyrzuca z siebie to, w jaki sposób właśnie wyrzuciła ze swojego życia pewnego mężczyznę. W związku z tym, iż mężczyzna ów uosabia kilka powszechnie posiadanych przez osobników płci męskiej cech i niejedna kobieta miałaby ochotę wygarnąć to wszystko swojemu byłemu/przyszłemu/niedoszłemu, tę wybitnie obyczajową scenę na samym wstępie można byłoby autorce wybaczyć, nawet gdyby w żaden sposób nie łączyła się z późniejszą intrygą kryminalną. Jednak scena ta nie została zamieszczona w książce bez powodu i będzie miała związek z późniejszymi wydarzeniami, nie tylko ze względu na biorącą w nich udział Joannę. Akcja w początkowej fazie powieści nieco piorunem przeskakuje przez dziesięć lat. Najpierw wraz z kilkunastoletnią Ewą jesteśmy świadkami pewnej rozmowy odbywającej się na działce i tego, co dzieje się wokół. Potem przelatujemy niczym odrzutowce do odkrycia ciała pięć lat później oraz głowy - dziesięć lat później. Z jednej strony ma to swoje zalety: wszystko można w tym momencie powiedzieć o akcji, poza tym, że się dłuży. Jednak zważywszy na fakt, w jak specyficznych okolicznościach mają miejsce poszczególne wydarzenia i czego musimy dowiedzieć się w trakcie ich trwania, ekspresowa podróż do przyszłości może nieco spotęgować wrażenie totalnego mętliku, jaki rozgrywa się w tle zbrodni. A dzieje się tam momentami aż za dużo. Pierwszą rzeczą dosyć mocno przykuwającą uwagę i wymagającą dużego skupienia u czytelnika jest fakt, iż poza kilkoma osobami, z poczciwym komisarzem Andrzejem na czele, bohaterowie powieści posiadają dosyć charakterystyczne imiona. Są to oczywiście (poza małym wyjątkiem) polskie imiona, powszechnie znane i używane, jednak w życiu codziennym na ogół nie występujące w takich dużych stężeniach w tak małym zbiorowisku, jakie tworzą bohaterowie książki. Jedno lub dwa imiona tego typu zwykle stanowią dobry akcent dla mniej istotnych w fabule postaci, wydatnie podkreślając ich obecność, jednak Joanna Chmielewska wysłała nas w ciężki bój o zapamiętanie tych wszystkich ciotek Leokadii, Amelii i Rychez, Feliksów, Anzelmów, Idalii, Walerianów. Nawet denat niby nazywa się pospolicie, ale jest w tym drobny haczyk. Na początku można doznać w związku z powyższym małego szoku, ale zapewniam, że po chwili czytania (i dziesięciu latach książkowej akcji), całość jest do ogarnięcia. Co oczywiście nie oznacza końca kłopotów, bo kwestia imion jest zdecydowanie drobnym i niezauważalnym problemem przy koligacjach rodzinnych i towarzysko-uczuciowych naszych indywiduów. Poukładać sobie, kto kogo znał, kto przez kogo jest z kim spokrewniony i kto jest kim dla kogo, to już wyższa szkoła jazdy. Ponadto, niemal każda z postaci jest tak wyrazista i charakterna, że ich natłok wymaga sporej gimnastyki umysłowej od czytelnika. Właściwie każdy (może poza - paradoksalnie - komisarzem Woźniakiem, chociaż i u niego momentami widać pierwsze objawy) mógłby stać się głównym, samodzielnym bohaterem odrębnej książki. Z każdą postacią wiążą się tak intrygujące historie, każda wyposażona jest w bagaż tak umiejętnie dobranych cech, każda ma tak interesującą osobowość, że tylko przez ich nadmiar i obawy o niezapamiętanie wszystkich ważnych rzeczy czytelnik może momentami tego w pełni nie doceniać. Dodatkowo, jednowymiarowość postaci wyraźnie nie należy do lubianych przez Joannę Chmielewską sposobów na konstrukcję bohaterów. Pozornie pozytywne osoby mogą momentami zacząć mocno irytować czytelnika, a te niby od początku uznawane za przynajmniej niezbyt sympatyczne, mają szansę na pokazanie swojej lepszej strony (choć nie wszystkie oczywiście). Dobrym tego przykładem jest Leokadia, która podczas sceny mającej na celu rozwikłanie raz na zawsze komplikacji spadkowych, najpierw wykazała się sporym poczuciem humoru (podawanie widelców do pierogów to prawdziwe mistrzostwo), a potem jasno, wyraźnie i rozsądnie wyjaśniła pewnej nieco osobliwej parze, że tak właśnie, pozostają oni ze sobą w związku i mogą swoje mienie uważać za wspólne, podając na to stosowne przykłady bez fałszywej pruderii. Ale nie powinno w sumie nikogo dziwić, że tak wyjątkowi bohaterowie potrafią zaskoczyć.
Autorka przez pewien czas pozwoliła swoim bohaterom myśleć, iż pewien ich, ekhm, znajomy, jest sprawcą morderstwa. W związku z tym, iż czytelnik od samego niemal początku wie, że domniemany podejrzany to w rzeczywistości ofiara, domyślać się można, iż zabieg ten ma służyć przybliżeniu nam historii kilku znajomości, które niezwłocznie prowadzą do… zwłok. Kwestia morderstwa i dochodzenie z nim związane, choć ważne i nieznikające z pola widzenia przez całą powieść, stanowią raczej pretekst do przedstawienia kilku pośrednio powiązanych z nim opowieści, niż wartość samą w sobie. Prowadzący sprawę policjant jest zdecydowanie drugoplanową postacią, mającą jednak swoje momenty i zaskakująco trafnie wyławiającą spośród paplaniny kilkunastu mówiących dużo i nie zawsze z sensem świadków, ważne informacje. Wysoko rozwiniętą umiejętność segregowania informacji i nadawania im odpowiedniego priorytetu komisarz Woźniak wykazuje choćby przy zapamiętywaniu tożsamości poszczególnych, powiązanych ze sprawą osób. W przypadku Joanny wolał myśleć o niej po imieniu, gdyż cechowała się ona zbyt dużą liczbą nazwisk, natomiast Barbara była dla niego po prostu Rościszewską, gdyż z przejęcia jej imienia zapomniał. Nierozwiązana sprawa bezgłowego trupa stała komisarzowi kością w gardle, więc gdy po pięciu latach od jego znalezienia udało się dopasować do zwłok głowę, Woźniak z dużym zapałem zabrał się za poszukiwanie mordercy (hipotezę samobójstwa wykluczono wcześniej). Czytelnika sama intryga niczym nie zdziwi, choć będzie w niej jeden drobny haczyk, wyjaśniony na końcu, a wcześniej dający pretekst do snucia na własną rękę kilku zręcznych teorii. Sami bohaterowie, gdy już oswoją się z myślą, kogo znaleziono na działce, dosyć szybko podążą we właściwym kierunku. Mniejsza złożoność samej zagadki zbrodni nie jest jednak w żadnym wypadku wadą - gdyby dołożono tutaj jeszcze rozwiązanie w stylu „Morderstwa w Orient Ekspresie”, czytelnik musiałby wywiesić białą flagę.
Czytając tę książkę należy uzbroić się w sporą cierpliwość i nie zrażać się pewnym chaosem informacyjnym na początku. Nie trzeba zapamiętywać wszystkich koligacji - to, co ważne, zostanie nam podane na tacy (aż chciałoby się dodać, że z pierogami…), żeby nie umknęło. Intryga kryminalna, owszem, jest interesująca, nawet pomimo jej niewielkiego skomplikowania i dobrze śledzi się poszukiwanie rozwiązania zagadki, ale rolę skradł jej tabun nieszablonowych postaci i ich niecodzienne perypetie, które w dodatku śledzimy w telegraficznym skrócie. Może i zbrodnię popełniono w efekcie, ale za to ile rzeczy wydarzyło się w efekcie tej zbrodni…

Czy faktycznie ten jeden drobny niuans w powszechnie znanym i stosowanym terminie prawniczym robi wielką różnicę? Czy osoba zamordowana na pewnej działce zginęła z innych powodów, niż nagły i niepohamowany wybuch wielkich emocji prowadzący do nieplanowanej zbrodni?
Można się dosyć porządnie zdziwić i przy okazji mocno nadwyrężyć szare komórki, wczytując się w zawiłości...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

12
avatar
40
40

Na półkach:

Po dość niefortunnej przygodzie z pierwszym podejściem do komedii kryminalnej ( "Kółko się pani urwało" Jacka Galińskiego), która wywołała we mnie efekt zażenowania i zniesmaczenia niskim wręcz, prostackim ,,poczuciem humoru" oraz, w moim odczuciu, brakiem szacunku do czytelnika, postanowiłem sięgnąć po książkę pisarki, która uchodzi za królową tego właśnie gatunku.
Joanna Chmielewska ceniona była za charakterystyczny dla siebie sposób pisania oraz za poczucie humoru właśnie.
Co prawda powieść, którą przyszło mi przeczytać, to nie kultowy już "Lesio", z którym autorka najczęściej kojarzy się czytelnikowi, a jej ostatnia powieść ,,Zbrodnia w efekcie".
Wybór całkiem przypadkowy.
Po prostu w pobliskim markecie rozpoczęli wyprzedaż książek, więc skoro pojawiła się okazja i akurat mieli dostępny ten tytuł.
Czemu nie?
Finalnie mam jednak problem z ta powieścią. Gdyż o ile skupiłbym się na tym, żeby wyłącznie skonfrontować ją z wcześniej wymienionym tytułem Jacka Galińskiego, to książka Chmielewskiej wygrywa w przedbiegach i to o klika długości.
Subtelna, z wyrafinowanym poczuciem humoru opartym głownie na grze słowem lub niefortunnym zwrocie akcji, zachęca czytelnika do uśmiechu. Daje mu taką możliwość, nie wymuszając jej i pokazując - teraz będzie śmieszne, masz się śmiać.
Tego w tej powieści nie ma.
I chwała jej za to.
Również język, którym posłużyła się autorka jest subtelniejszy,zdecydowanie na wyższym poziomie.
Także w konfrontacji książek z gatunku komedia kryminalna zdecydowanie wygrywa ,,Zbrodnia w efekcie".
Inaczej prezentuje się to jednak, gdy przejść do oceny powieści jako jej samej.
Tu, w moim odczuciu, jest zdecydowanie gorzej.
Męczył mnie brak podziału książki na rozdziały. owszem były znaczniki mające wskazywać kolejny wątek, jednak to nie est to samo. Przez co finalnie powieść czytało mi się trudniej.
Tak samo w kontekście postaci, zdawały mi się dość infantylne, a ich prowadzenie, dialogi, opisy nadawały by się bardziej na scenariusz jakiegoś słuchowiska radiowego, niż regularnej powieści.
Finalnie niewiele z niej zapamiętałem.
Owszem pewnie sięgnę także po ,,Lesia", by sprawdzić czy to po prostu kwestia słabszej książki czy ogólnego stylu autorki, który nie trafia w moje gusta. Jednak obecnie wiem już jedno - komedia kryminalna, to zdecydowanie nie jest gatunek dla mnie.
Mimo wyższego poziomu literackiego Chmielewskiej finalnie nie otrzymałem ani śmiechu, ani strachu czy uczucia napięcia. Wolę wiec sięgać po książki, które pozwolą mi odczuć jakieś emocje.

Po dość niefortunnej przygodzie z pierwszym podejściem do komedii kryminalnej ( "Kółko się pani urwało" Jacka Galińskiego), która wywołała we mnie efekt zażenowania i zniesmaczenia niskim wręcz, prostackim ,,poczuciem humoru" oraz, w moim odczuciu, brakiem szacunku do czytelnika, postanowiłem sięgnąć po książkę pisarki, która uchodzi za królową tego właśnie gatunku.
Joanna...

więcej Pokaż mimo to

4

Cytaty

Więcej
Joanna Chmielewska Zbrodnia w efekcie Zobacz więcej
Joanna Chmielewska Zbrodnia w efekcie Zobacz więcej
Joanna Chmielewska Zbrodnia w efekcie Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd