O czym byśmy czytali, gdybyśmy nie czytali o miłości?

Aleksandra Przybylska
14.02.2021

To się zaczyna już od najwcześniejszych lat. Od dzieciństwa. To się zaczyna wtedy, gdy mama albo tato czytają nam bajki kończące się niemal niezmiennie „i żyli długo i szczęśliwie”. A czy jest gdzieś kres książek o miłości? Chyba każdy czytelnik zna odpowiedź na to pytanie.

O czym byśmy czytali, gdybyśmy nie czytali o miłości?
Reklama

Naszło mnie, by przy okazji Walentynek napisać o książkach o miłości. A teraz siedzę przed ekranem komputera i wciąż odwlekam. Miłość w literaturze to wszak temat rzeka, temat morze, temat ocean. Gdziekolwiek spojrzeć, książek o miłości będzie po horyzont, jeśli nie więcej. Porwałam się z motyką na słońce. Najchętniej bym zrezygnowała, dała spokój, zamknęła laptop i poszła – skąd wiedzieliście? – poczytać. Najpewniej o miłości, bo o miłości książek pięknych jest całe mnóstwo. A jeszcze co roku ukazują się nowe. Gdyby więc chcieć teraz ugryźć temat umownym „Moje top 10 książek o miłości”, mogłoby się okazać, że za rok zestawienie będzie wyglądać może nie całkiem inaczej, ale w jednej trzeciej już tak. I tak wciąż i w kółko, niczym na starej winylowej płycie albo nowszej CD, co mnie z kolei prowadzi do skojarzenia, że książek o miłości jest zapewne tyle, ile piosenek czy w ogóle utworów muzycznych. O miłości oczywiście. To się nigdy, przenigdy nie kończy. I dobrze. Bo cóż jest w naszym życiu cenniejszego od miłości?

Miłość nie tylko do ojczyzny

Paulo Coehlo AlchemikZanim jednak popadnę w banał albo zacznę jechać jakąś frazą niczym Paulo Coelho, wracam do czasów dzieciństwa, gdy bajki kończyły się tym wspaniałym „i żyli długo i szczęśliwie”. Właściwie to smutne, że one tak właśnie się kończyły, bo czyż nie byłaby to wspaniała fraza na otwarcie? Na szczęście człowiek dorasta i okazuje się, że jest sporo książek, które opowiadają o tym, co się dzieje po „i żyli długo i szczęśliwie”, nierzadko zresztą zadając kłam tej pięknej formułce do karmienia dzieci przed zaśnięciem.

Zanim jednak sięgniemy po literaturę o miłości – taką, jaka komu się spodoba – w szkole skarmią nas miłością rycerską ze średniowiecznych poematów, czystą i niewinną jak łza, i to tak bardzo, że aż cud iż ciała buzujące od nastoletnich hormonów są w stanie wysiedzieć na lekcjach. Będzie też choćby „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza, który oczywiście jest bardzo o miłości do ojczyzny pod zaborami, ale umówmy się, że i wątków romansowych, i miłosnych w niejednej księdze nie brakuje. Nie bez przyczyny też do dziś pierwszymi skojarzeniami na myśl o tym poemacie są mrówki i Telimena uparcie szukająca męża. Wreszcie pozytywizm i trzy tomy „Lalki” Bolesława Prusa. Tak, tak, one oczywiście są o tym, jak budować i utrzymywać polskość pod zaborami, lecz tylko ślepiec nie dostrzeże tej, skądinąd ślepej miłości Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej.

Lalka PrusWreszcie poezja. Tej o miłości, o - raczej nieszczęśliwym - zakochaniu jest naprawdę sporo. Nie zdziwię się, gdyby większość z nas miała swoich ulubionych poetów. Wiersze mają fenomenalną siłę oddziaływania na emocje. Nie ma tu miejsca na niekończące się frazy, trzeba uderzyć celnie i w punkt, a jednocześnie tak, by poruszyć najgłębsze, najczulsze struny odbiorcy. Poezja to wszak sztuka najwyższych lotów. A kto wie, czy dziś, w otaczającej nas kulturze obrazkowej, nie trafi znów do szerszych grup odbiorców? Pozornie nie ma tu zbyt dużo słów. Pozornie…

Tymczasem we Francji

Tak więc chodzimy sobie do tej szkoły albo i na wagary. Zakochujemy się na zabój, czytamy poezje, a komu się to w nastolęctwie nie przydarzyło, kto nocy nie przepłakał choć jednej z miłości, która na pewno będzie na całe życie – ten trąba, że tak się podeprę Gombrowiczem. W szkole, do której chodzimy mniej lub bardziej intensywnie, raczej nikt nam nie powie o fascynującej powieści Pierre’a Choderlosa de Laclosa „Niebezpieczne związki” z XVIII wieku.

niebezpieczne związki książkaNa szczęście jest też kino, jest film, jest ekranizacja z absolutnie brawurowymi kreacjami Glenn Close i Johna Malkovicha. Ale ta książka! Ta książka, która jest powieścią epistolarną, zbiorem listów, jakie wysyłają do siebie bohaterowie intrygi – wszystko tutaj aż kipi od namiętności, żądzy zemsty, z których wyłania się świat, w jakim prawdziwa miłość nie ma szans na przetrwanie. „Niebezpieczne związki” de Laclosa w tłumaczeniu Tadeusza Boya-Żeleńskiego to arcydzieło. To jedna z tych niesamowitych opowieści, które aż nazbyt boleśnie pokazują, co jest za drzwiami zakochania i optymistycznego „i żyli długo i szczęśliwie”.

Reklama

A przecież jesteśmy już dorośli. Wiemy, że nie każdy dzień będzie szczęśliwy – nie ma takiej opcji. Zresztą, nie docenilibyśmy jak bardzo był szczęśliwy, gdyby inne były do niego bliźniaczo podobne. Jest więc może w dorosłości długo, ale ze szczęściem bywa różnie. Jak choćby w powieści współczesnego nam francuskiego autora Gregoire’a Delacourta pod wiele znaczącym tytułem „Widać było tylko szczęście”. To piękna opowieść o życiu Antoine’a, o smutnych i gorzkich nieraz obliczach miłości, o tym, jak niełatwo być dorosłym. Wreszcie o tym, jak wiele miłość potrafi w życiu zwyciężyć.

Miłość zakazana

Muzeum niewinności Orhan PamukOczywiście mam kilka ukochanych (!) książek o miłości, jak pewnie każdy. Od dekady niezmiennie jest na tej krótkiej liście „Muzeum niewinności” Orhana Pamuka. O niełatwej, zakazanej niemal w islamskim świecie miłości dwojga ludzi, którzy nie tylko są spokrewnieni (o to w sumie mniejsza), lecz nie zostali sobie przeznaczeni. Tu każde spojrzenie, każdy ruch pieści mózg podczas czytania. To przepiękna opowieść o miłości niemożliwej, po której zostanie jedynie zbieranie okruchów, by stworzyć z nich tytułowe Muzeum Niewinności. Co nam zostaje po ukochanej osobie, z którą nie możemy dzielić życia? Kemalowi po Füsun m.in. ponad 4 tys. zgniecionych niedopałków po papierosach i… już się wzruszyłam, więc nie będę wyliczać dalej, bo się znów rozkleję. Ta powieść Pamuka, która rozgrywa się w połowie lat 70. XX wieku, nie ma sobie równych. Jest skonstruowana z niesłychaną wręcz delikatnością i subtelnością, a jednocześnie pokazuje nam szerszy kontekst, w którym musimy patrzeć na uczucia, relacje i związki, jakich społeczeństwo nie akceptuje.

Wierzyliśmy jak nikt Rebecca MakkaiPod tym względem nieco podobną klamrę widać w powieści „Wierzyliśmy jak nikt”, którą napisała Rebecca Makkai. Akcja rozgrywa się w Chicago, w środowisku gejowskim, w latach 80. XX wieku, gdy w USA rządził twardą ręką republikanin Ronald Reagan, który jako pierwszy, jeszcze przed Donaldem Trumpem, chciał uczynić Amerykę wielką, lecz za nic miał ludzi chorujących i umierających na AIDS. Wszystko przez to, że wirus HIV, przenoszony drogą płciową, zdawał się atakować jedynie mniejszości seksualne. To była woda na młyn republikańskiej propagandy (jeśli komuś coś to przypomina, to prawdopodobnie nie bez przyczyny). Tymczasem książka Makkai pokazuje gejów jako zupełnie normalnych ludzi, którzy się kochają, chcą być ze sobą w związkach, dzielić się miłością; którzy dość mają odtrącania przez rodziny czy miejsce pracy; którzy chcą być zdrowi, zaopiekowani i po prostu normalnie żyć. Czy to aż tak dużo? Dziś w kulturze euroamerykańskiej, a przynajmniej w jej głównym nurcie, nie ma w tych pragnieniach nic zdumiewającego, wydają się raczej normą. Ale zaledwie 40 lat temu geje musieli o prawo do miłości i do normalnego życia walczyć w marszach na ulicach miast USA. Podobnie jak wciąż muszą w niektórych krajach, jakie chciałyby się nazywać europejskimi.

Reklama

Powieść „Wierzyliśmy jak nikt” ukazała się w Polsce w ubiegłym roku i – nieco paradoksalnie – trafiła w dobry pandemiczny czas. Inaczej czyta się nie tak znów odległą opowieść o życiu w świecie z nieznanym wirusem, gdy na co dzień zmagamy się z pandemią. Ale to na marginesie. Bo z punktu widzenia miłości w literaturze nie sposób nie przypomnieć, że poza bohaterami którzy są gejami, książka Makkai to także opowieść o przeciekawych postaciach kobiecych – siostrze jednego z tych, którzy zmarli na AIDS oraz będącej nad grobem kolekcjonerce sztuki. One też miały w życiu swoje miłości, którym możemy się przyjrzeć. Z czułością – inaczej nie sposób.

Miłość po izraelsku

Samotne miłości Eshkol NevoJeśli my, dorośli, mielibyśmy też czytać baśnie, to mogłyby przypominać „Samotne miłości” Eshkola Nevo. Powieść rozgrywa się we współczesnym Izraelu, w fikcyjnym mieście, do którego władze postanawiają przyciągnąć nowych emigrantów z byłego Związku Radzieckiego. Nie wnikając w szczegóły - staje się to punktem wyjścia wielu zabawnych sytuacji, kilku nieporozumień, a nad całym tym światem unoszą się poszukiwania prawdziwej życiowej miłości. To ciepła, miła sercu opowieść.

Zdecydowanie inna niż jakakolwiek książka izraelskiej pisarki Zeruyi Shalev, która w swojej prozie zdaje się nieustannie zaglądać za drzwi „i żyli długo i szczęśliwie”. Czy to będzie „Życie miłosne”, „Mąż i żona”, „Po rozstaniu”, czy „Ból” – w każdej z powieści czytelnik wrzucany jest do mikroświata, w którym żyje zaledwie kilka osób. Ktoś kogoś jeszcze kocha, ktoś inny już nie. Są fascynacje, namiętności, zazdrości. Mniejsze i większe kłopoty z dziećmi, ze starszymi już rodzicami, wreszcie w pracy. Nieustanne próby ułożenia sobie życia w nowej, wcale niełatwej sytuacji, nawet jeśli romans zdaje się nas uskrzydlać. Bo czyż nie pociągnie nas za chwilę w dół tak samo szybko jak teraz unosi ku górze?

Zeruya Shalev Mąż i żonaChwilami można odnieść wrażenie, że Shalev w każdej swojej powieści mówi miłości wielkie „sprawdzam”. I nie jest to jakiś jednorazowy test do zaliczenia, lecz miliard codziennych czynności, przez które przypalił się garnek w kuchni, w mieszkaniu wciąż jest bałagan, a córka nie ma wypranych ubrań do szkoły. I cały świat bez przerwy, i każdy jego element z osobna domagają się nagle naszej uwagi i troski. A jednocześnie w prozie Shalev nie ma żadnej pretensji, żadnego żalu. Zamiast nich nieustanna delikatność, subtelność i wnikliwa autoanaliza bohaterów.

I to mnie wreszcie doprowadza do wspólnego mianownika wszystkich tych książek o miłości, które jakoś - dosłownie i w przenośni - chwytają mnie za serce. One mogą być najprostszymi historiami pod słońcem. Tymi, w których ona i on wpadają na siebie pewnego dnia na chodniku. Tymi, w których po miesiącach czy latach wspaniałego związku, wszystko rozpadnie się w drobny mak albo zacznie pękać w szwach i będzie się męczyć jeszcze dzień w dzień. Ewidentnie to, co w historiach o miłości jest dla mnie ważne, to sposób snucia opowieści. Potrzebuję czułości, delikatności, subtelności w języku. Tego wszystkiego, dzięki czemu wiem, że autor współodczuwa ze swoimi bohaterami. I to bez względu na to, jaki los dla nich szykuje.

Reklama

komentarze [15]

Sortuj:
496
55
20.02.2021 20:45

W każdej opowieści jest odrobina miłości, nawet jeśli to miłość do zbrodni.


1490
92
18.02.2021 16:15

O czym byśmy czytali, gdybyśmy nie czytali o miłości? Patrząc tylko i wyłącznie na to pytanie i nie czytając tekstu to odpowiedź nasuwa się sama kryminały, thrillery, fantastyka, książki historyczne np. z okresu II Wojny Światowej dot. bitew. Jednakże trzeba akceptować fakt iż 50% literatury to są Harlequiny - coś czego nie przeczytam, preferuję tą drugą 50%.


131
16
18.02.2021 11:22

Czasami dla nabrania oddechu sięgam po jakąś lekką literaturę - czyli lekkie romansidło. Ale pytanie brzmi - co byśmy czytali gdybyśmy nie czytali o miłości? - No właśnie, ale jakiej? Czy tej z romansu, czy tej matki do dziecka, czy może jeszcze innej - wydaje mi się, że naprawdę jest niewiele książek, w której nie ma nic o uczuciach - "Anatomia góry" - świetna książka o...

więcej

32
32
17.02.2021 17:09

Szczerze mówiąc, liczyłam na listę książek, w których miłości jest mało; jednak nie zawiodłam się, bo to zestawienie zawiera kilka bardzo intrygujących tytułów!


1763
1031
15.02.2021 09:22

Ja czytam w kółko  Duma i uprzedzenie Duma i uprzedzenie


0
0
14.02.2021 21:14

Nazywamy miłością wiele głębokich zjawisk, ale trudno jest znaleźć w literaturze prawdziwe wyjaśnienie miłości, tej prawdziwej, od której wszystko się zaczęło... Wszak miłość to przecież coś więcej niż namiętność, nostalgia, pożądanie, czy poświęcenie, a bywa często z nimi utożsamiana. Czujemy brak miłości, mamy złamane serca. Czy to miłość? Jak może być poświęcenie w...

więcej

0
0
14.02.2021 20:07

Moje niekwestionowane miejsce pierwsze - "Opowieść o dwóch miastach" - Charles Dickens. Nie ma piękniejszej opowieści o poświęceniu.
Najbardziej zaskakująca opowieść o miłości - „ Wygasłe namiętności” - Vita Sackville-West.
Miłość to skomplikowana sprawa - „Niecierpliwość serca” - Stefan Zweig
Miłość to prosta sprawa - „Peer Gynt” - Henrik Ibsen (do czytania) i Edvard...

więcej

4154
3914
14.02.2021 20:03

Na razie mam detoks ,obecnie czytam coś lżejszego.


3164
47
14.02.2021 19:54

Dziękuję autorce tekstu za przypomnienie genialnej prozy Pamuka, który jest mistrzem subtelności, delikatności w opisywaniu uczuć. Muzeum niewinności to moja ukochana powieść. Uwielbiam także Zeruyę Shalev, która z kolei nie ma sobie równych w przedstawianiu skomplikowanych relacji małżeńskich, ma niezwykłą umiejętność...

więcej

22
0
14.02.2021 13:14

Ja bym czytała o różnych kłamstwach, żeby się nauczyć dobrze kłamać.


zgłoś błąd