Tylkomagiaslowa 
tylkomagiaslowa.blogspot.com
Cześć! Nazywam sie Angelika Slusarczyk i bloga prowadze od 2014 roku. Swoja pierwsza ksiazke napisalam w 2018 roku, tak jak i opowiadanie nalezace do antologii "Pod swiatecznym niebem".
status: Autor, dodał: 3 książki i 11 cytatów, ostatnio widziany 22 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-19 10:29:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Przyznam, że wydanie tej książki jest naprawdę doskonałe. Twarda oprawa, której chyba nie jest w stanie złamać nic - wychodzi na dobre, ponieważ nie będzie podatna na urazy mechaniczne. Znajdujące się w środku zdjęcia nie tylko koktajli również mają dobrą jakoś - co cieszy oko i nie da się tego nie zauważyć. W sumie, to gdy patrzyłam na soki i koktajle, niemal non stop ciekła mi ślinka. To... Przyznam, że wydanie tej książki jest naprawdę doskonałe. Twarda oprawa, której chyba nie jest w stanie złamać nic - wychodzi na dobre, ponieważ nie będzie podatna na urazy mechaniczne. Znajdujące się w środku zdjęcia nie tylko koktajli również mają dobrą jakoś - co cieszy oko i nie da się tego nie zauważyć. W sumie, to gdy patrzyłam na soki i koktajle, niemal non stop ciekła mi ślinka. To wszystko wygląda tak smacznie, że... chyba żołądek nie wytrzymałby próby mieszania tych, które bym wypiła samym wzrokiem. :P

Odnośnie czcionki - jest duża, dzięki czemu nie mamy problemu z czytanie, w sumie tekstu nie ma tu zbyt wiele, bo mamy składniki, sposób przygotowania, czasami ciut o tym, co jakie warzywo bądź owoc w sobie ma, że działa na nas pozytywnie.

Muszę się przyznać - ale ja i kuchnia to dwie odległe planety. Mój ostatni koktajl skończył się kwaśną klęską, mimo iż lubię kwaśne... kiwi. Z jogurtem naturalnym wyszedł niezły kwas, żałuję, że nie dosypałam wtedy cukru... Grunt, że wypiłam to, co zrobiłam i się nie ubrudziłam. Jednak mam w planie kupić blender kielichowy, większy i porządniejszy niż zwykły blender, malutki, którego się zawsze obawiam, że nie wytrzyma tego, co chcę mu wrzucić do rozdrobnienia.

ALE. Przez te książkę jestem pewna, że jak będę mieć już ten kielichowy blender, wyciskarkę może też, to z pewnością zacznę robić takie oto koktajle i soki. Bo jest to smaczne i zdrowe. A Wy lubicie takie rzeczy? Jeśli tak, koniecznie musicie się zaopatrzyć w ten egzemplarz! Dodatkowo jest podział na pory roku, dzięki czemu wiemy, do jakich warzyw i owoców mamy dostęp. :)

pokaż więcej

 
2018-10-16 12:02:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jak dla mnie jest naprawdę przemyślana. Widzimy w oddali budynek, który śmiało możemy nazwać naszym tytułowym Teatrem. Widzimy również troje dzieci, którzy biegną przed siebie trzymając w dłoni biały latawiec. Bardzo mi się ta szata graficzna podobna, kolory są delikatne, nie jaskrawe, przyjemnie się na nią patrzy. Grzbiet prawie w całości jest... Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jak dla mnie jest naprawdę przemyślana. Widzimy w oddali budynek, który śmiało możemy nazwać naszym tytułowym Teatrem. Widzimy również troje dzieci, którzy biegną przed siebie trzymając w dłoni biały latawiec. Bardzo mi się ta szata graficzna podobna, kolory są delikatne, nie jaskrawe, przyjemnie się na nią patrzy. Grzbiet prawie w całości jest czerwony, z miniaturką okładki u góry. Egzemplarz posiada skrzydełka, na którym przeczytacie słów kilka o autorce czy też poznacie jej inne powieści. Co do samego wydania - jestem zadowolona. Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się niebywale szybko. Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Literówek nie znalazłam.

Nie wiedziałam, co przyniesie mi spotkanie z Iloną Gołębiewską. Kojarzę jej powieści, ba, nawet jedna leży na półce, którą dostałam w prezencie urodzinowym, ale jakoś nie miałam przekonania, żeby po nią sięgnąć. Aż w końcu nadarzyła się okazja, by przeczytać coś nowego, świeżego i co więcej - bardzo interesującego. Mimo iż obiecałam sobie nie brać więcej lektur do recenzji, nie mogłam odmówić. I nie żałuję.
Zaczynając czytać tę lekturę, nie sądziłam, że pióro jakim posługuje się autorka, tak bardzo mnie wciągnie. Owszem, robiłam sobie przerwy w lekturze, ale tylko dlatego, żeby pobyć z tą historią dłużej niż kilka godzin.
Można się zaczytać i przepaść - nie wiedząc kiedy. Pani Ilona ma w swoim piórze coś, co pozwala czytelnikowi utonąć w tym, co wymyśliła. Pozwala na spokojną wędrówkę u boku książkowych bohaterów. Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na tę książkę, dzięki czemu przeżyłam kilka przyjemnych chwil, z nową jak dla mnie pisarką, do której z pewnością wrócę.
Reasumując moja pierwsza przygoda z Gołębiewską wypadła bardzo dobrze i jestem skłonna dać jej szansę nie raz. :)

Co chciałam pierw napisać, by później nie zapomnieć, to sposób podziału tej książki. Owszem, są rozdziały i podrozdziały, ale nie takie zwyczajne. Każdy zaczyna się tytułem, który na osobnej stronie jest wypisany, np. Rozdział I - i kilka tytułów podrozdziałów. Dla mnie to było coś nowego, coś zaskakującego i przyjemnego. Miła odmiana od sztandarowych rozdziałów zawsze wyjdzie na plus. :) Mogliśmy się również dzięki temu spodziewać co wydarzy się w tym rozdziale. ;)
Z kolei przechodząc już do bohaterów, których mamy tu sporo, na początek chciałabym wyznać Wam, że bardzo ich polubiłam. Nie spodziewałam się, że obdarzę ich sympatią i to praktycznie wszystkich. Ostatnio zrobiłam się dosyć wybredna, jednak Pani Gołębiewska skradła moje serce i powoli rozkrajała je oddając bohaterom.
Zuza, główna bohaterka - z początku wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Gdy ją poznawałam - irytowała mnie. Jej zachowanie było jakby nieco nieodpowiedzialne i pomyślałam sobie, że jak ma być tak do końca to ja dziękuję... Całe szczęście zaczęła się zmieniać na lepsze i tym samym zaczęła zdobywać moją sympatię. Dziewczyna lekko nie miała, ale częściowo z własnej winy. Jak sobie pościeliła, tak się wyspała - jak to mówią.
Nie chcę Wam za dużo zdradzać, bo same postacie są same w sobie interesujące, różnią się od siebie i dają nam wiele do myślenia. Tak samo przykład jednej z ważnych bohaterek - Eleny Nilsen czy samego Jakuba Bilewicza. To postacie, przez które autorka chciała nam dać do myślenia. Za tą taką przenośną metaforę - jak dla mnie pisarka zyskała naprawdę dużo. Dlatego jestem w stanie jej zaufać i sięgnąć po kolejne pozycje z jej dorobku.
Myślę, że i Wam kreacje postaci przypadną do gustu. Są żywi, można by rzec, że wycięci z prawdziwego życia. Może każdego dnia mijamy takich ludzi i nawet o tym nie wiemy? Całkiem możliwe. Każdego może spotkać tragedia taka czy inna. Uważam, że bohaterowie są dużym plusem dla całości.

Cała recenzja na blogu. ;)

pokaż więcej

 
2018-10-16 10:38:34
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: Współczesne baśnie (tom 2)
 
2018-10-11 15:25:16
Dodał do serwisu książkę: Moje spektakularne soki i koktajle
 
2018-10-10 17:33:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Okładka tej książki jak dla mnie jest świetna. Widzimy odbitą dłoń - ślad krwi, co już może spowodować dreszcze na naszej skórze. Widzimy kobietę spoglądającą zza drzwi. Dlaczego tak się skrada? Zerka? To może być ciekawe.
Posiadam egzemplarz recenzencki i nie mam pewności jak będzie wyglądał finalny, ale ten mój nie posiada skrzydełek. Jeśli w ostatecznej wersji będą oraz to, co się na nich...
Okładka tej książki jak dla mnie jest świetna. Widzimy odbitą dłoń - ślad krwi, co już może spowodować dreszcze na naszej skórze. Widzimy kobietę spoglądającą zza drzwi. Dlaczego tak się skrada? Zerka? To może być ciekawe.
Posiadam egzemplarz recenzencki i nie mam pewności jak będzie wyglądał finalny, ale ten mój nie posiada skrzydełek. Jeśli w ostatecznej wersji będą oraz to, co się na nich znajdzie - nie wiem, bo skąd. :D
Błędów w druku nie znalazłam, czcionka jest duża, odstępy między wersami oraz marginesy zostały zachowane. A! Strony są kremowe, a nie białe. (Wiem, że nielicznym to przeszkadza)
Reasumując jak na egzemplarz recenzencki nie mam co narzekać.

Przechodząc powoli do pióra autorki, którą znam już jakiś czas, muszę przyznać, że to chyba jej najlepsza powieść. Przynajmniej jak dla mnie. Operuje tak dobrze piórem, że idzie się na prawdę zaczytać i ciężko jest się oderwać od lektury. Pióro jest lekkie, przyjemne (pomimo niektórych scen), bez jakichkolwiek blokad, które utrudniały by nam czas spędzony z powieścią.
Myślę, że tak jak ja i Wy wpadniecie w sidła Hiddenstorm i będziecie z pozycji obserwatora spoglądać na naszych bohaterów i próbować rozgryźć nie tylko ich zachowanie, ale i będziecie starać się przewidzieć wydarzenia, które wkrótce nastąpią. Nie jest to łatwe, ja nie chcąc psuć sobie przygody już po raz pierwszy gdy ją czytałam, pozwoliłam manipulować autorce mną i byłam zdana tylko na nią. Wyszło mi to na dobre, więc może i Wy tak postąpicie? :)
Pewne jest to, że sięgając po KK, autorka nie jednym Was zaskoczy. Dlatego już teraz polecam Wam tę lekturę.

Nasza główna bohaterka, Victoria... Mam co do niej mieszane uczucia. Raz wydawała mi się w porządku, raz mnie drażniła... Ale tak samo było z jej mężem, Tomem. Jedynie brat kobiety mnie nie denerwował, ale było go mało. :( Co do Thomasa, to w ogóle brak mi słów. Jestem przekonana, że i Wy go znienawidzicie za jego zachowanie i późniejszy styl bycia. Sama udusiłabym go gołymi rękoma. Jednak taki był zamysł na te postacie i tak je pisarka wykreowała, by wzbudzać w nas mieszane, a nawet negatywne emocje. I był to pomysł dobry, na mnie podziałał. Po raz pierwszy od dawna spotykam się z książką, w której bohaterów bardziej nie cierpię, a mimo to ich akceptuję i twierdze, że to był dobrze wykonany ruch ze strony autorki.
Dlatego nie zdziwcie się, jak nikogo w tej pozycji nie polubicie. Bo tak to miało właśnie być. (Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.)

Pomysł na fabułę nie wiem, skąd się wziął w głowie autorki i chyba nie chcę wiedzieć. :D Ale mimo to był rewelacyjny i okazał się jak dla mnie strzałem w dziesiątkę. Raz po raz Hiddenstorm zaskakiwała mnie czymś, czego w życiu bym nie pomyślałam, że się wydarzy. Przyznam, że dzięki niespodziewanym zwrotom akcji oraz żywym dialogom przez tę książkę się płynęło. Osobiście połknęłam ją w całości na raz i nie czuję niedosytu. Ta historia moim zdaniem zakończyła się tak, jak powinna. Niezmiernie się cieszę, że Krwawy Księżyc ujrzał światło dziennie i mam nadzieję, że zaskoczy nie jednego czytelnika. :)

Emocje były, a w szczególności intryga, ciekawość nie opuszczały mnie przez cały czas. Do tego zbudowane przez autorkę napięcie nie pozwalało choć na chwilę na spokój duszy. W końcu wpadło się w jej sieć i cały czas trzeba było być w strachu, bo nie było innego wyjścia... Niejednokrotnie moje serce stanęło, by za chwilę bić jak oszalałe. Tak, takie odczuwałam emocje przy czytaniu jej drugi raz i dobrze pamiętałam, co się wydarzy. Niemniej jednak dałam się ponownie prowadzić za rękę i dzięki temu poczułam to wszystko raz jeszcze. :) Od razu ostrzegam, że jest to lektura dla odważnych, pojawia się krew, obłęd... Liczę się z tym,że nie każdy ma na takie książki nerwy. Mam nadzieję, że znajdą się fani tego typu literatury i że skończą ją będą zadowolonymi.
Reasumując jestem zadowolona z tego, co dostałam. Jestem przekonana, że jeśli lubicie taki gatunek, do jakiego należy Krwawy Księżyc to i Wy polubicie historię Victorii. Jest niebanalna, z dobrze wykreowanymi bohaterami z krwi i kości, których szczerze nie cierpiałam, ale bez nich, nie było by tak rewelacyjnej powieści. Do tego akcja gnie do przodu, więc nie uśniecie nad lekturą. Nie wiem, czy gdybym na siłę szukała jakichś wad, to czy bym je znalazła. Jak dla mnie jest dopracowana pod każdym szczegółem i ogółem i niczego więcej nie potrzebuje.POLECAM!

pokaż więcej

 
2018-10-08 18:09:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Okładka tej książki jest ciekawa. Granatowe tło, a na nim część twarzy człowieka. Możemy rozpoznać ją po konturze ust, brody, nosa... Co może to oznaczać? Nie mam pojęcia. Ale ciekawie wygląda, więc to jest na plus.
Posiada skrzydełka, dzięki czemu ma dodatkową ochronę przed urazami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorce, a na drugim słowa autorki o książce. Strony...
Okładka tej książki jest ciekawa. Granatowe tło, a na nim część twarzy człowieka. Możemy rozpoznać ją po konturze ust, brody, nosa... Co może to oznaczać? Nie mam pojęcia. Ale ciekawie wygląda, więc to jest na plus.
Posiada skrzydełka, dzięki czemu ma dodatkową ochronę przed urazami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytamy kilka słów o autorce, a na drugim słowa autorki o książce. Strony są białe, literówek nie znalazłam, czcionka jest na tyle duża, że czyta się dobrze. Odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane.
Na samym końcu, na drugiej stronie spisu treści przeczytamy kilka krótkich rekomendacji na temat tej książki. Zarówno blogerów, czytelników jak i autorów.

Przechodząc do autorki... Fragment, jaki przeczytałam na Internecie wydawał się niezwykle interesujący. Przeczytałam go z niebywałą lekkością i bardzo szybko. A gdy zaczęłam czytać Drzazgi od początku... Było wprost przeciwnie. Nudziłam się. Nie mogłam doczekać się efektu wow. Mimo, iż autorka nie posługuje się górnolotnym piórem, to mimo wszystko czytało mi się tę lekturę nad wyraz dziwnie. Niby lekko, ale treść nudziła mnie. Czułam, jak wszystko powoli wlecze się do przodu. Ale nie traciłam nadziei. Przecież coś musi zacząć się dziać!
No niestety, rozczarowałam się. Jedynie fragment przeczytany w grupie recenzenckiej, pojawił się daleko od początku i tylko on był dla mnie ciekawy. Cała reszta... Była, bo była.

Spodziewałam się treści, która zmusi mnie do refleksji. Która sprawi, że będę oczarowana i że będę czuć. Że tak jak podany fragment sprawi, że zacznę patrzeć i przyglądać się nazbyt dobrze bohaterce i jej myślom. Ale to mnie potwornie nudziło i nic więcej.
Chciałabym powiedzieć coś o niej pozytywnego, ale za bardzo nie wiem co.

Po prostu ta książka do mnie nie przemówiła. Akcja wlokła się niemiłosiernie. Może plan na fabułę nie był zły, ale brakło mi dialogów, ożywionych dialogów. Czytając odczuwałam ogromne spowolnienie, melancholię i bezsens życia. Nuda. To, co przeżyła nasza bohaterka rozumiem, mogło zostawić traumę. Każdy przeżywa ją w inny sposób. Ale zachowanie tej kobiety po prostu powodowało, że chciałam mocno plasnąć się otwartą dłonią w czoło. Czułam się przez moment jak skazana.

Cała recenzja na blogu

pokaż więcej

 
2018-10-06 14:38:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Mijając się wśród tłumu ludzi na zatłoczonej ulicy w jednej z europejskich stolic, Zoe i Mason jeszcze nie zdawali sobie sprawy z tego, jak silna więź ich połączy. On, zawsze elegancki, bogaty polityk, i ona, skromna tłumaczka. Czy jeden wspólnie spędzony wieczór będzie ich pierwszym i ostatnim spotkaniem w życiu? Co będą musieli poświęcić i jakich rzeczy dowiedzą się o sobie samych, zanim ich... Mijając się wśród tłumu ludzi na zatłoczonej ulicy w jednej z europejskich stolic, Zoe i Mason jeszcze nie zdawali sobie sprawy z tego, jak silna więź ich połączy. On, zawsze elegancki, bogaty polityk, i ona, skromna tłumaczka. Czy jeden wspólnie spędzony wieczór będzie ich pierwszym i ostatnim spotkaniem w życiu? Co będą musieli poświęcić i jakich rzeczy dowiedzą się o sobie samych, zanim ich drogi ponownie się przetną?

Tym krótkim opisem chciałabym Was zachęcić do przeczytania tej lektury. To, co napisane jest na tylnej okładce czy też innych portalach, gdzie jest ta lektura - nie warto czytać. Ten opis w zupełności by wystarczył.
Przechodząc do szaty graficznej, jestem w połowie oczarowana. Dlaczego w połowie? Otóż u góry widzimy nic innego, jak... Tadź Mahal - który sama chciałabym kiedyś zobaczyć na własne oczy. W lewym jak i prawym, górnym rogu znajduje się wzorek, który może znajdować się np. na dłoni przyszłej Panny Młodej, czyli Mehendi lub Mehndi. Sama kiedyś chciałabym doświadczyć takiego tatuowania henną, to musi być ciekawe przeżycie. Gdyby jeszcze ten wzór byłby nie matowy, a np. śliski byłby efekt wow - tak mi się zdaje.
Co do drugiej części, widzimy kobietę leżącą na łóżku, która jest połowicznie ubrana i jest zadowolona - co można wywnioskować z ułożenia jej warg.
Zdecydowanie górna połowa okładki podoba mi się znaczniej.
O dziwo, lektura ta nie posiada skrzydełek, co dla mnie jest szokiem, bo Novae Res z reguły zawsze wydaje książki ze skrzydełkami, które są dodatkową ochroną dla lektury...
Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się szybko. Kremowe strony, odstępy między wersami i zachowane marginesy pozwalają czytać nam na słońcu, którego teraz jest coraz mnie, ale się da. (Wiem, że niektórzy z was lubią czytać przebywając na zewnątrz, a białe kartki zazwyczaj to utrudniają.)

Jest to moje trzecie spotkanie z Niną Nirali. Nie opublikowałam jeszcze recenzji jej trzeciej, papierowej książki, z tegoż względu, że jeszcze trochę musi poczekać do premiery, a nie ma sensu bym publikowała zbyt wcześnie recenzji. Więc mam trochę materiału do porównania i przyznam się Wam szczerze, że jak dla mnie - czytało się tę lekturę naprawdę bardzo dobrze. Płynnie, bez jakichkolwiek blokad - co przyjęłam z ulgą, bo w czasie choróbska trudne lektury odrzucałam w kąt.Już od pierwszej strony dałam się wciągnąć w wir wydarzeń, zaczęłam poznawać bohaterów. Czytało mi się niebywale lekko i zbyt szybko, a książka nie jest zbyt objętościowo gruba, bo ma zaledwie sto sześćdziesiąt pięć stron. Także jak zaczęłam, tak szybko się skończyła ta przygoda. Niezwykle ciekawa, ze względu na inną kulturę, o której mowa...
Idzie się zaczytać więc uważajcie, jeśli macie zamiar sięgnąć po "Kiedy znów się spotkamy" to lepiej z dłuższą chwilą wolnego!
Reasumując, jestem zadowolona z decyzji, jaką podjęłam. Zdecydowała się na tę lekturę i nie żałuję. Czyta się szybko i przyjemnie i myślę, że śmiało możecie sięgnąć po nią także i Wy. :)

Cała recenzja na blogu ;)

pokaż więcej

 
2018-10-04 14:25:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Revved (tom 2)

Okładka tej książki jest według mnie ładniejsza niż przy poprzedniej pozycji. I co ważne nie dubluje się z inną, z tego co kojarzę. No chyba, że o czymś nie wiem, to mnie uświadomcie.
Grzbiet jest bardzo podobny do tomu pierwszego i uważam, że dość ładnie prezentują się obok siebie na półce te lektury.
Recenzowana dziś lektura posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed...
Okładka tej książki jest według mnie ładniejsza niż przy poprzedniej pozycji. I co ważne nie dubluje się z inną, z tego co kojarzę. No chyba, że o czymś nie wiem, to mnie uświadomcie.
Grzbiet jest bardzo podobny do tomu pierwszego i uważam, że dość ładnie prezentują się obok siebie na półce te lektury.
Recenzowana dziś lektura posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie słów kilka o autorce, a na drugim poznacie patronów medialnych tej książki.
Czcionka jest duża, literówek nie zauważyłam. Odstępy między wersami zostały zachowane tak jak i marginesy. Jak dla mnie to wydanie jest dopracowane i wizualnie - podoba mi się.Przechodząc do autorki, przyznam się na wstępie, że dałam się porwać już od pierwszej strony. Ta część bardziej przypadła mi do gustu i sprawiła, że się zaczytałam. Dałam się omamić pisarce już od pierwszej strony i z wielkim zainteresowaniem śledziłam kolejne losy bohaterów. Czytało mi się bardzo szybko, płynnie, bez jakichkolwiek przeszkód. Byłam pozytywnie zaskoczona, bo spodziewałam się zgrzytów, jakich doświadczyłam w Revved.
Nadal uważam, że książka świata nie zbawi, ludzi nie zmieni, ale sprawi, że... poczujecie emocje. Poczujecie to, co główni bohaterowie i to jest w tej lekturze wartościowe. Oczywiście również to, że przekazuje nam między wierszami wartości, o których zawsze pamiętać trzeba.

Całe szczęście mieliśmy spokój od Carricka i Andi. Jest o nich wspomniane co nieco, ale tylko małe co nieco.
India, główna bohaterka, która z zawodu jest terapeutką. Już sam jej zawód wydał mi się ciekawy i dlatego też mnie do niej ciągnęło. Gdy zaczęłam poznawać ją bliżej... totalnie skradła moje serce i co ważne, nie była taka jak Andi. (NA SZCZĘŚCIE) Mimo życiowych trudności nie poddawała się i walczyła i to jest ważne. Bo przecież nie liczy się to jak, jak bardzo jest źle. Najważniejsze jest to, by wstać i iść dalej, nie patrząc w tył i tak robi India - za co niesamowicie ją cenię. Bo nie każdy tak potrafi zapomnieć o tym, co było i co sprawiło ból.
Natomiast Leandro... Tego osobnika już mniej lubiłam, ale i tak trochę skradł moje serducho. Również przeżył coś, cudem. Ze względu na sposób bycia, myślenia... Niejednokrotnie się przez niego krzywiłam. Przewracałam teatralnie oczami... Ciekawe, co myśleli sobie o mnie ludzie jeżdżący w busie ze mną i widząc jakie mam reakcje podczas lektury... :D
Reasumując uważam, że bohaterowie są z krwi i kości, moglibyśmy spotkać taką Indie czy Leandra w prawdziwym życiu. Nie są płascy, bezpłciowi, a z charakterem i za to szanuję Panią Towle, że stworzyła wyraziste postacie.

Jednak najbardziej zaskoczyło mnie samą to, że czytając czułam niemal wszystko. Każde uczucie, czy to Indii, czy to Leandra, czułam to całą sobą. Tak, jakbym to ja była nimi. To nie często się zdarza w powieściach, które czytamy. Nie każda potrafi się przebić tak głęboko. A ta, wydawać by się mogło lekka lektura, po części romans, po części erotyk... Potrafiła dotrzeć do mojego serca i razem z postaciami przeżywać każdą ich chwilę smutku czy szczęścia.

pokaż więcej

 
2018-09-30 08:28:55
Wypowiedział się w dyskusji: Zgłoszenia błędów w książkach i autorach

Hej!!
Ja założyłam swój profil autora ale mi zniknął i nie mogę go wyszukać na LubimyCzytać a chciałam się dodać jako jedna z autorek antologii świątecznej "Pod świątecznym niebem" od wydawnictwa WasPos. Nazywam się Angelika Ślusarczyk i niebawem też wydam swoją debiutancką książkę i nie wiem, jak to zrobić by tu "zaistnieć". Wyskakuję, że jestem w bazie danch, ale gdy szukam sie w...
Hej!!
Ja założyłam swój profil autora ale mi zniknął i nie mogę go wyszukać na LubimyCzytać a chciałam się dodać jako jedna z autorek antologii świątecznej "Pod świątecznym niebem" od wydawnictwa WasPos. Nazywam się Angelika Ślusarczyk i niebawem też wydam swoją debiutancką książkę i nie wiem, jak to zrobić by tu "zaistnieć". Wyskakuję, że jestem w bazie danch, ale gdy szukam sie w wyszukiwarce lub liście to mnie nie ma. Pomoże mi ktoś?

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-29 15:22:06
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-29 13:40:31
Ma nowego znajomego: marynia
 
2018-09-25 16:53:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zaczynając od okładki, widzimy na niej z góry mężczyznę, który prawdopodobnie siedzi i jest wpatrzony w ziemię. Nie wiemy co mu tam po głowie chodzi, czy się martwi, czy wspomina, czy żałuje... Barwy na tej okładce są ciemne, co sugeruje nam, że nie będzie to lekka przeprawa przez "spowiedź". Pozbawiona zbędnych elementów, wydaje się być wręcz minimalistyczna. Posiada skrzydełka, które są... Zaczynając od okładki, widzimy na niej z góry mężczyznę, który prawdopodobnie siedzi i jest wpatrzony w ziemię. Nie wiemy co mu tam po głowie chodzi, czy się martwi, czy wspomina, czy żałuje... Barwy na tej okładce są ciemne, co sugeruje nam, że nie będzie to lekka przeprawa przez "spowiedź". Pozbawiona zbędnych elementów, wydaje się być wręcz minimalistyczna. Posiada skrzydełka, które są dodatkową ochroną przed uszkodzeniami mechanicznymi. Niestety czasem i to nie wystarczy, bo przesyłki do czytelników przychodzą z uszkodzeniem. Otwarta koperta, to i tak cud, że książka dotarła wraz z kopertą, a nie sama koperta bez lektury. :) Mam nadzieję, że pracownicy poczty się poprawią, jeśli nie - pójdzie skarga, a jest to również apel do wydawców, by pakowali bezpieczniej przesyłki, bo za niedługo w ogóle nic do nas nie będzie dochodzić.
Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się szybko. Literówek w tekście nie spotkałam, odstępy i marginesy zostały zachowane. Powracając do skrzydełek, na jednym z nich przeczytamy słów kilka o innej książce polecanej z resztą z tego wydawnictwa, a na drugim kolejne dwie okładki polecanych lektur.

Pióro, jakim posługuje się autor był dla mnie trudny. Ciężki. Nie potrafiłam się wczytać w to, co zostało przedstawione. Szło mi jak po grudzie, a nic nie ułatwiało lektury. Poniekąd może fakt, że czytałam ją i byłam tak przepracowana, że nie potrafiła zainteresować się lekturą, ale z drugiej strony taka książka powinna wzbudzić we mnie wiele emocji, obudzić, otrząsnąć, a nie było tak. Nie cały czas. Owszem, pojawiły się fragmenty, które szczególnie zapadły mi w pamięć, ale nie było ich zbyt dużo...
Może to taki specyficzny styl, jakim posługuje się autor. Tematyka nie należy do najłatwiejszych i przyjemnych, ale... męczyłam się. Chyba jeszcze bardziej niż w przypadku Kręgów Zborowskiego. Mam nadzieję, że nie będziecie się złościć, ale jak dla mnie o wiele lepsza była powieść Ewy Ornackiej o polskich więźniarkach,. Tam wczytałam się w treść niemal od razu mimo iż tez nie należała do najprzyjemniejszych...

Co mnie bolało jeszcze bardziej? Otóż nie mogę się zgodzić, że tytuł tej książki jest odpowiedni. Spowiedź kata? Kat mało co tutaj się wypowiadał. Zazwyczaj przy spowiedzi jest wiele emocji - a tutaj nie było nic. Pustka. Obojętność albo cisza. Jestem nieusatysfakcjonowana. Jak dla mnie to nietrafny tytuł. Ale z tego, co czytałam recenzje innych osób, nie tylko mi ten tytuł nie pasuje.
Sięgając po SPOWIEDŹ KATA, spodziewałam się przepełnionej refleksją lektury, która w 90 % opowiadana jest między spowiednikiem i katem, który spowiada się z życia, przeszłości, a my tutaj mamy nakreślone wiele historii np. Wampira z Krakowa, Wampira ze Śląska czy Skorpiona z Gdańska. Nie tego się spodziewałam...

Cała recenzja na blogu

pokaż więcej

 
2018-09-23 10:39:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jest niezwykle piękna. Ostatnio nasz rynek zalały gołe klatki piersiowe itp., (tak, sama patronuję jednej takiej powieści, ale akurat warto poznać tamta historię), to gdy widzimy coś tak... delikatnego, że aż chce się mieć taką lekturę w swych zbiorach. Ciemna kolorystyka przełamana różem - bo przecież płatki, tak jak mogłyby być płatkami róży,... Zaczynając od okładki muszę przyznać, że jest niezwykle piękna. Ostatnio nasz rynek zalały gołe klatki piersiowe itp., (tak, sama patronuję jednej takiej powieści, ale akurat warto poznać tamta historię), to gdy widzimy coś tak... delikatnego, że aż chce się mieć taką lekturę w swych zbiorach. Ciemna kolorystyka przełamana różem - bo przecież płatki, tak jak mogłyby być płatkami róży, magnolii... No po prostu cudowna - a grzbiet... to same ochy i achy - końca by nie było.
Posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę takiego grubaska i dobrze, bo się nie zniszczy i jest mniej podatna na uszkodzenia mechaniczne. Na jednym z nich przeczytamy słów kilka o autorce, a na drugim poznamy kilka polecajek.
Co do wydania - nie mam zastrzeżeń. Kremowe twardsze strony, czcionka duża, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Jak dla mnie jest to rewelacyjne wydanie i cieszę się, że tak znakomita powieść nie tylko pod względem fabularnych, emocjonalnym, merytorycznym ale i wizualnym będzie się dumnie prezentować na mojej półce.
Augusta Docher... Co ja z Tobą mam, kobieto! Za każdym razem wydaje mi się, że jest lepiej niż poprzednio. Jak dotąd Zdążyć z miłością zajmowało u mnie pierwsze miejsce, pod względem absolutnie wszystkiego. Jak dla mnie wspomniany tytuł był najlepszą twoją powieścią, jaką czytałam. A po poznaniu recenzowanej dziś lektury - zgłupiałam. Trzeba się przyznać, że i ta wywróciła mój świat do góry nogami niszcząc mnie doszczętnie i nie zostawiając po mnie ani jednego okruszka.
Pisarka posługuje się tak dopracowanym piórem, że lepiej się nie da. Wie, jak oczarować czytelnika swoimi słowami, wie jak sprawić, by nie mógł oderwać się od czytania, a sama swoimi mackami mocno nas ściska i nie pozwala odejść. Naprawdę tak jest. Dlatego sięgając po Płatki wspomnień musicie sobie zarezerwować dużo czasu, bo to niezły grubasek. :) Styl jest lekki, przyjemny, wciągający i pozbawiony jakichkolwiek blokad. Zabierając się za tę powieść po prostu czytasz i płyniesz. Ze strony na stronę. Wczuwać się jeszcze bardziej, przyzwyczajasz do bohaterów, do sytuacji i pękasz od tego wszystkiego. Powoli, jak skorupka jajka. Dopiero na ostatniej stronie głośno oddychasz z ulgą, że jednak coś może uda się z ciebie poskładać. Myślę, że ten twórczy majstersztyk podbije serducho niejednej czytelniczki i dlatego warto zapoznać się z tą książką. Zdecydowanie warto. Ja jestem zadowolona, bo zaczytałam się i miałam problem ze zrobieniem jakiejkolwiek przerwy w lekturze.

Liu - nasza główna bohaterka. Dziewczyna po przejściach i jak dla mnie na plus cała jej charakterystyka, przeszłość. Charakter miała nie łatwy, chociaż z punktu widzenia obserwatora była grzeczną, w miarę ułożoną młodą dziewczyną, która słuchała się i była posłuszna. Dla jednych może być to plusem, zaś inni zarzucą jej brak asertywności. I tutaj mamy zagwozdkę, bo trzeba zrozumieć zachowanie bohaterki. A żeby je zrozumieć, trzeba je poznać...Bardzo polubiłam się z Liu i już mi jej brakuje. Trzymałam za nią kciuki cały czas, by się jej udało. By była szczęśliwa. By wszystko ułożyło się dobrze. Przynajmniej mogłam o tym pomarzyć. Autorka jednak poszła na przekór i zrobiła coś, za co chętnie miałam ochotę ją zamordować. Tak podle potraktowała naszą bohaterkę, że... Po prostu brak mi słów. Ale to dobrze, przynajmniej zagrałaś na moich emocjach, Pani Docher. A to jak najbardziej na plus. :)
Z kolei Robert jest facetem, który na pierwszy rzut oka wydawał mi się... Jak zwyczajny chłop. W dodatku polski. Jednak gdy zaczęłam poznawać i jego historię, to zmiękłam. Tak, taki jestem łobuz. I również on, jako bohater zyskał moją sympatię.
Reasumując by wiele wam nie zdradzać, przyznam się, że postacie w tej powieści to jak żywi ludzie. Nie są obojętni, wzbudzają w nas emocje, mają charakter i nie są stworzeni na jedno kopyto. Nie są płascy i bezpłciowi. I tutaj mamy kolejny plus, dla którego warto sięgnąć po tę powieść. Bohaterowie są z krwi i kości, których w mig polubimy. Oczywiście są tacy, którzy nie zdobędą naszej sympatii... Ale o tym przekonacie się czytając tę powieść.
Emocje - raz trzymała je na wodzy, a raz puszczała, żeby same dryfowały po stronicach książki i oddziaływały na nas bardzo silnie. Nie spodziewała się tak wielkiej bomby emocjonalnej, jaką faktycznie dostałam. Nie sądziłam, że będzie jeszcze jakaś książka tak dobra jak Zdążyć z miłością, która oczaruje mnie do cna. No i się udało. Augusta Docher pobiła samą siebie i stworzyła świetny majstersztyk, który się pochłania, a nie czyta. Który wzbudza w nas milion różnych emocji. Raz chce nam się płakać, jest nam przykro, a nawet czujemy tę gulę gardle, którą nie sposób przełknąć. A z drugiej strony czujemy radość, uczucia w stu procentach pozytywne, choć nie do końca pewne.
Czytając jedną z najnowszych powieści Docher doznacie złamanego serca, a po skończonej powieści zostaniecie posklejani jako tako super glue i będziecie się czuć jak po mocno zakrapianym weselu.
Na początku trudno mi było złożyć myśli w jedno, bo wszystko jak w kalejdoskopie od nowa odtwarzało się w mojej głowie. I emocje się pojawiały, wszystkie na raz. Mój oczy zasnute mgłą nie wyostrzały obrazu i siedziałam taka, niczym naćpana na łóżku i nie wiedziałam co się dzieje. Koniec? Ale jak to koniec? Nie...

Mimo, iż jest to dość pokaźny grubasek - z pewnością nie będziecie się nudzić. Ja oczywiście trochę się zdziwiłam widząc jej objętość, ale najlepsze jest to, że w końcu jestem zadowolona! Dostała tomiszcze pełne emocji i dopracowania pod każdym kątem. Niczego mi tutaj nie brakowało. Widocznie muszę przerzucić się na czytanie samych grubasków, chociaż i tak nie zawsze autor potrafi pisać o czymś z sensem bym była usatysfakcjonowana. Ciągłe zwroty akcji, wspomnienia z przeszłości, fragmenty z pamiętnika - nie wiadomo kogo... To wszystko było tak ekscytujące! I to również zasługa bohaterów, że nam się nie nudziło. Cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać tak świetną lekturę, przepełnioną emocjami, napisaną wyważonym, wyczutym piórem z bohaterami, których obdarzamy sympatią niemal na samym początku...

Oczywiście ostatnie czego wymagam przy lekturze dając jej 10/10 to wartości. Tutaj nie mamy ich wprost wypisanych. Musimy nauczyć się czytać między wierszami, a to da nam wiele. Uwierzcie mi. Czytając i przeżywając z bohaterami kolejne wydarzenia w ich życiu, z umiejętnością czytania między wierszami nie sposób nie zrobić sobie kilku sekund przerwy i przemyślenia. Tego, o czym się przeczytało w danej chwili. Jaki to ma wzgląd na nas, na nasze życie. Myślę, że ta lektura mogłaby pomóc wielu osobnikom żyjącym na tej planecie, ale trzeba byłoby się przełamać i po nią sięgnąć.
Reasumując już, jestem pod wielkim wrażeniem historii, jaką stworzyła Augusta Docher. Nie dość, że napisała ją tak lekkim piórem, że nie da się nie zakochać w tej historii, to porywa nas od razu! Ciągle wzdychałam i byłam w szoku, że jak można było napisać taki kawał świetnej historii, która wzbudza w czytelniku emocje, przekazuje wartości, których musimy nauczyć się odczytywać między wierszami... Po prostu ta powieść jest doskonała w każdym calu i nie wyobrażam sobie, że mogłabym jej nie przeczytać. Nie ma takiej opcji.
Książkę tę polecam wszystkim zainteresowanym. Fanom autorki. Ci, którzy jeszcze nie poznali żadnej innej powieści Augusty Docher vel Beaty Majewskiej - to teraz jest odpowiednia pora. Pozycja ta ma wysoki poziom i teraz nie wydaje mi się, by Pisarka mogła stworzyć coś jeszcze lepszego. Chyba się już bardziej nie da.
Naprawdę jestem pod wrażeniem i kocham te książkę całym sercem.

pokaż więcej

 
2018-09-21 11:13:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Przepiękna okładka, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Naprawdę. Widzimy kobietę, ma pełno biżuterii, jest ślicznie umalowana, ubrana... To oznaczać może jedno - Hinduska. Indie. Czyli to, co bardzo kocham. Poniżej kobiety, widzimy ciemny obraz bitwy, wojny, która jak wynika z opisu, jest nieunikniona. Już nie mogę się doczekać, aż przyjdzie do mnie egzemplarz finalny, chociaż i... Przepiękna okładka, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Naprawdę. Widzimy kobietę, ma pełno biżuterii, jest ślicznie umalowana, ubrana... To oznaczać może jedno - Hinduska. Indie. Czyli to, co bardzo kocham. Poniżej kobiety, widzimy ciemny obraz bitwy, wojny, która jak wynika z opisu, jest nieunikniona. Już nie mogę się doczekać, aż przyjdzie do mnie egzemplarz finalny, chociaż i ten, przedpremierowy jest dla mnie skarbem nad skarbami. Taką lekturę warto mieć w swojej biblioteczce, to na pewno! Chociażby przez wzgląd na okładkę. :P
Posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie fragment powieści. ;)
Co do samego wydania - kremowe strony, czcionka duża, dzięki czemu czyta się szybko, a odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. :) Ja tam jestem zadowolona i czekam premierę!

Jest to moje pierwsze spotkanie z piórem Niny Nirali i muszę przyznać, że... jestem pod wrażeniem. I to dużym. Nie spodziewałam się, że połknę tę książkę w tak szybkim tempie. Już od pierwszej strony dosłownie przepadłam. Styl, jakim posługuje się autorka jest lekki i przyjemny, a w dodatku wciągający. Nie mogłam się oderwać od tej lektury i jestem w szoku, że z taką łatwością Pani Nina mnie omotała. Naprawdę.
Czytało się szybko i przyjemnie bez jakichkolwiek blokad. Myślę, że i Wy polubicie się z piórem pisarki, jeśli lubicie klimaty Indii, Bollywood. Raczej nie powinniście mieć jakichkolwiek blokad podczas czytania. No chyba, że nie lubicie tych klimatów to nie zmuszam. ;)
Reasumując widać, że nie jest to pierwsza książki Pani Nirali i wie, jak zaskoczyć czytelnika, jak sprawić, by został do końca przy lekturze nie mogąc się od niej oderwać. Jestem naprawdę bardzo zadowolona i z niecierpliwością czekam na kolejne tego typu historie.

Nie chciałabym zbyt wiele mówić o postaciach, bo się boję, że za dużo wam powiem i niestety wam zdradzę za dużo, także... Tylko ciut Wam opowiem.
Nasza główna bohaterka, maharani Durgeshwari jest to osoba mądra, rozważna, silna jak na kobietę i odważna. Myślę, że te cechy chciałaby mieć każda z kobiet, ale znów nie wyszłoby to na dobre, bo za dużo by nas było takich... niepokonanych. :D
Jednak niemal od razu obdarowałam jej postać sympatią i teraz przez to cierpię, bo już tęsknię. Wiem, że w świeci w jakim żyła wszystko jest idealne, przesądzone i na cacy. Ale w przypadku tej dziewczyny... Wiadomo, musiało się coś stać, a to, co ją spotkało... Było pięknie. Cudownie. Ale wiadome jest to, że gdy jest pięknie, za chwilę coś się zburzy, zniszczy... Ale czy tę próbę przetrwa nasza główna bohaterka? Ja to już wiem, a Wy nie, więc koniecznie musicie sięgnąć po tę lekturę.
Reasumując uważam, że Nina Nirali stworzyła naprawdę barwne postacie, do których w większości poczujemy szczerą sympatię. Są dopracowani i realni, a to również jest niewątpliwym plusem całości.

Co mnie bolało to to, że książka zdecydowanie jest za krótka. Brakowało mi szczegółowych opisów wszystkiego, emocji, wydarzeń, miejsc... To było dla mnie za krótkie, aczkolwiek nie mówię, że tym samym beznadziejne czy coś w tym stylu. Gdyby jednak pisarka po trochę każdy z wątków rozwinęła to było idealnie.

Cała recenzja na blogu ;)

pokaż więcej

 
2018-09-19 10:42:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Okładka tej książki jest niezwykle klimatyczna. Widzimy dwie postacie na samym środku, które siedzą do nas tyłem. Nie widzimy ich twarzy, nie możemy odczytać nic - bo nic nie widzimy. Czy są smutni? Szczęśliwi? Zakochani? A może ich oczy wyrażają pustkę? To niestety musimy sobie sami wyobrazić. Kolory dość ciepłe nie licząc czerni, które mogą sugerować nam tak jak tytuł miejsce akcji - Maroko.... Okładka tej książki jest niezwykle klimatyczna. Widzimy dwie postacie na samym środku, które siedzą do nas tyłem. Nie widzimy ich twarzy, nie możemy odczytać nic - bo nic nie widzimy. Czy są smutni? Szczęśliwi? Zakochani? A może ich oczy wyrażają pustkę? To niestety musimy sobie sami wyobrazić. Kolory dość ciepłe nie licząc czerni, które mogą sugerować nam tak jak tytuł miejsce akcji - Maroko. Jestem przekonana, że gdy egzemplarz wejdzie na rynek w formie papierowej - będzie rewelacyjny. Jak narazie nie mogę się za dużo o nim wypowiedzieć, bo nie mam przed sobą finalnego egzemplarza.
Uwierzcie mi, że już odliczam dni, kiedy będę mogła trzymać ją w dłoniach i chwalić się światu, że taka książka powstała. 💗
Oczywiście moje logo znajdzie na okładce jako patron medialny. :) Obok mnie na pewno ujrzycie Justynę z Miłości do książek oraz Literacki Świat Cyrysi. :)

Adriano, rób dalej to, co robisz, bo wychodzi ci to genialnie. Wiesz dobrze, że chłonę słowa przez ciebie napisane niczym mój organizm tlen. I jestem pewna, że nie ja jedna.
Już na wstępie polecam Wam pióro Autorki. Całkiem niedawno, bo w połowie tego roku debiutowała powieścią Uwikłani - która zdobyła grono swoim czytelników, którzy jak wyrażali swoje opinie na grupie - są zachwyceni.
Adriana posługuje się przyjemnym, lekkim i prostym w odbiorze piórem, które wciąga nas od pierwszej strony. Potrafi nas oczarować niezwykłym klimatem, który istnieje w powieści.
Na pierwszy rzut oka widać, że książka ta pisana była całym sercem. Niewątpliwe jest też to, że Pisarka dała z siebie wszystko, zrobiła wszystko, co było w jej mocy, by ta lektura była najlepsza. Przyznam się Wam, że nie sądziłam, że będę potrafiła się nią oczarować jeszcze mocniej niż historią Agaty i Piotra z Uwikłanych. Naprawdę. Ale o tym, co czułam już za chwilę.
Myślę, że wszyscy zainteresowani mogą sięgnąć po recenzowaną dziś pozycję. Dlaczego? Otóż pióro nie ma barier, więc z lekkością będzie dryfować ze strony na stronę, coraz bardziej popadając w zdumienie, a może i zadumę? To wszystko zależy od Was. Jak Wy odczytacie sens tej historii. Czy ją docenicie. Polecam Wam Adę jako autorkę z całego serducha.

I to nie jest tak, że się przyjaźnimy i to dlatego ją polecam - bo muszę czy taka moja rola. Uwierzcie mi (zresztą kto mnie zna ten wie), że jak coś mi się nie podoba, to piszę o tym prosto z mostu, a nie kłamię. Nie ma na tym blogu ani jednej recenzji niezgodnej z moimi myślami, wrażeniami. Zawsze piszę to, co czuję i tym razem nie jest inaczej. Jestem zachwycona i na tyle przepełniona emocjami po lekturze, że aż brakuje mi słów.
Marysia to nasza główna bohaterka, która nigdy nie miała dobrze. Wychowywana przez babcię, którą kocha całym sercem pojawia się w miejscu i czasie, którego nie żałuje, ale nie była w stanie przewidzieć jakie przyniesie ono wydarzenia. Wydawałoby się, że to czysty przypadek. Przecież byle kogo możemy spotkać w każdym miejscu publicznym, prawda? Ale los postanowił zagrać inaczej, postawił przed nią kogoś, kto był kimś niemal z odległej planety, żyjącym innymi zasadami. Ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych, prawda?
Dziewczyna przeżyła swoje i szczerze jej współczuje. Nie chciałabym być na jej miejscu nigdy. Gdy należy jej się odpoczynek i pewnego rodzaju izolacja, dostaje coś zgoła innego. Znajomość, która wywróci jej życie do góry nogami. Przecież nic nie planowała oprócz odpoczynku. A los jednak chciał inaczej... Myślę, że jest to postać z krwi i kości, którą będziecie w stanie polubić już od pierwszych stron. Będzie jej Wam żal, ale jednocześnie poznając ją bliżej zapałacie do niej sympatią, tak jak ja.
Z kolei Bilal, to postać mocno... egzotyczna. Nie z naszych kręgów. Ktoś niedostępny, inny. A i on ma swój charakter, którego nie jesteśmy w stanie prześwietlić na początku. Nie zawsze jest pięknie, choć mogłoby się nam wydawać, że jest idealnie, prawda? Polubiłam go. Miał swoje za uszami, ale... mimo wszystko i jego było mi szkoda. Nie zazdrościłam mu sytuacji, w jakiej był i sama nie wiem, jakbym postąpiła na jego miejscu. Trudna decyzja, która miałaby zaważyć na całym jego życiu. wybór, który zmieni jego życie na zawsze, nic nie pozostanie takie, jakie by chciał.
Dlatego polubiłam tych bohaterów całym sercem. Są oni realni, tacy, jakich moglibyśmy spotkać w prawdziwym życiu. I za to kolejny plus dla Adriany, za wykreowania żywych postaci, z charakterem. Nie są to sztuczne, neutralne postacie i to się ceni.

Emocje. To bardzo ważny punkt dla mnie w każdej przeczytanej książce. Nie każdy autor potrafi mi je dać. A Ada... Dała mi je jak na tacy. Wspominałam wcześniej o klimacie, który czuć niemal od razu tak jak i uczucia, które są wręcz namacalne. Wszystko, co czuła Marysia, co czuł Bilal - czułam ja. Chwilami nie mogłam już wytrzymać i mimo, iż czytałam tę ksiązkę kilkukrotnie, te emocje nadal się pojawiają i co ważne nadal są tak silne. Szczerze mówiąc nie wiem, jak to Kochana zrobiłaś, ale poruszyłaś moje serce bardziej, niż poprzednio. Chociaż... może i wiesz. Będąc w pracy - myślałam o głównych bohaterach. Będąc w domu i nie mogąc zasnąć również o nich myślałam. Mimo iż znam zakończenie to nadal siedzą mi w głowie. Wiercą się, kręcą, nie pozwalają tak tego zostawić. Krzyczą do mnie, jak mogłam pozwolić na takie, a nie inne zakończenie tej historii. Czułam gulę w gardle, którą z trudnością przełykałam. Czułam zbierające się łzy w kącikach oczu, które prędko ocierałam, by nikt w busie nie widział, że coś czytam i płaczę.
Musicie wiedzieć, że jeżeli sięgniecie po Marokańskie słońce - możecie spodziewać się miliona różnych emocji. Tych dobrych, dzięki którym zagości na waszych ustach niejeden uśmiech, ale i chwile wzruszające, czy rozdzierające serce. Bo i takich tu nie zabraknie. Jestem pewna, że przepadniecie w tej pozycji. A później, doczytując ostatniej kropki zostaniecie sami, bez niczego. Obdarci ze wszystkich emocji. Możliwe, że będziecie mieć książkowego kaca. Tak jak ja...

Jest to trudna historia nie tylko o miłości. Ale i o przyjaźni. Różnicy kultur. Przeciwnościach losu, które potrafią porządnie dać się we znaki. Nikt nie mówił, że będzie lekko. Nikt nie mówił, że wszystko zakończy się jak wszystkie bajki: Żyli długo i szczęśliwie. Nikt nie zagwarantuje nam tego, że wszystko będzie się dziać po naszej myśli.
Przecież taka historia mogła wydarzyć się naprawdę! Co mogłyby czuć takie osoby, będąc w sytuacji Marii i Bilala? Szczerze mówiąc nie chciałabym wiedzieć. Nie chciałabym wtedy czuć tego, co oni. Czasami wydaje się nam, że wszystko jest łatwe, kolorowe, wręcz dziecinnie proste jeśli się tylko chce. Otóż... to nie do końca prawda. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo pragnęli, czasami coś nie jest nam dane i musimy się z tym pogodzić.
Wtedy wszystko, o czym marzyliśmy traci sens. Cały świat wali nam się na głowę. Wszystko musimy zaczynać od nowa. Już zmienieni, nie ci sami co wcześniej. Doświadczeni o przykre sytuacje, wydarzenia, o których prędko chcielibyśmy zapomnieć. Ale takie jest życie, że to, o czym nie chcemy myśleć, pojawia się w naszej głowie wciąż i wciąż. Że pomimo minionych dni, miesięcy czy lat, nadal pamiętamy. I czujemy...
Reasumując chciałabym z całego serca polecić Wam książkę, która jest warta Waszej uwagi. Dzięki niej spędzicie czas czując wiele. Odbędziecie cudowną podróż po świecie. Zwiedzicie Warszawę, Gniewino, Madryt, Maroko czy Casablankę, a nawet i Hamburg. Dzięki Marysi i Bilalowi poznacie historię, która mogła się wydarzyć. Poznacie ich emocje i razem z nimi będziecie przeżywać coś pięknego, a jednocześnie zakazanego, które mogłoby się wydawać wręcz odległym.
Autorka swoim piórem was oczaruje i nie wypuści z objęć aż do ostatniej strony, więc zaczynając tę książkę bądźcie przygotowani nie tylko w chusteczki, ale w trochę więcej czasu bo będziecie mieli problem z oderwaniem się chociażby na moment od tej niezwykle klimatycznej i pełnej emocji lekturze.
Już teraz życzę wszystkim udanej lektury i wielu emocji. Mam nadzieję, że tak jak i mnie i Wam przypadnie do gustu ta powieść i że zapadnie ona wam w pamięć na długi czas.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
728 482 3057
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (21)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd