Ver-reads 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 3 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-08 19:21:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Elements. Żywioły. (tom 1)

Jedna krótka chwila może zmienić nasze całe dotychczasowe życie. Dwukrotnie.

Elizabeth po tragicznej i niespodziewanej śmierci jej ukochanego męża stara się stopniowo wrócić do szarej, przytłaczającej ją rzeczywistości, głównie po to, by móc zapewnić córce w miarę normalne życie. Tristan z kolei po stracie dwóch najbliższych jego sercu osób nie jest w stanie w jakikolwiek...
Jedna krótka chwila może zmienić nasze całe dotychczasowe życie. Dwukrotnie.

Elizabeth po tragicznej i niespodziewanej śmierci jej ukochanego męża stara się stopniowo wrócić do szarej, przytłaczającej ją rzeczywistości, głównie po to, by móc zapewnić córce w miarę normalne życie. Tristan z kolei po stracie dwóch najbliższych jego sercu osób nie jest w stanie w jakikolwiek sposób odnaleźć się w nowej, pozbawionej barw i pełnej bólu codzienności. Oboje szukają ukojenia, które choć na chwilę pozwoli im zapomnieć i nie zadręczać się tym, co bezpowrotnie przeminęło. Zatracając się w sobie nawzajem odnajdują odskocznię, dzięki której są zdolni przetrwać, normalnie funkcjonować. Jednak jak długo będą w stanie żyć w tym zawieszeniu, okłamując równocześnie samych siebie? Co zrobią, gdy w końcu nadejdzie ten przełomowy moment, a na wierzch wypłyną skrywane głęboko emocje, od których tak usilnie pragnęli uciec?

"Może najbardziej kochał nasze blizny. Może najczystsza miłość wyrastała z największego bólu".

Przygodę z twórczością Brittainy rozpoczęłam od jej dzieła "Poza rytmem", świeżo po lekturze wiedziałam, że sięgnięcie po kolejne stworzone przez nią historie jest jedynie kwestią czasu, tym razem padło na pierwszy tom cyklu Żywioły. Już teraz mogę Wam zdradzić, że naprawdę było warto. W książce tej poprowadzona została narracja pierwszoosobowa, która w literaturze kobiecej sprawdza się moim zdaniem zdecydowanie najlepiej. Pozwala ona bowiem nie tylko na bliższe poznanie głównych postaci, ale także na odkrycie kotłujących się głęboko w nich emocji oraz skrywanych fragmentów ich przeszłości. Ponadto narracja podzielona została pomiędzy dwójkę bohaterów, przez co poznajemy tę historię z różnych perspektyw, co już samo w sobie jest ogromną zaletą. Cherry wykreowała barwne, autentyczne postaci niosące swój własny bagaż życiowych doświadczeń, który odcisnął na nich trwałe piętno. Z pewnością nie są idealni - popełniają błędy, czasami zatracają samych siebie, ale to właśnie te mankamenty czynią ich jeszcze bardziej realnymi, zwyczajnie ludzkimi.

Wprost uwielbiam pióro Brittainy, jej niesamowicie lekki, przystępny w odbiorze styl, który zachwyca już od pierwszej strony. Po pozycję tę sięgnęłam w okresie przedświątecznej gorączki z zamiarem przeczytania zaledwie kilku rozdziałów. Ostatecznie skończyło się na wyciętym z życia wieczorze, podczas którego wstawałam z kanapy jedynie po kubek gorącej herbaty - po prostu całkowicie przepadłam w tej historii. Historii będącej idealnym przykładem, iż romans nie musi być przesiąknięty namiętnymi erotycznymi uniesieniami, licznymi scenami niepohamowanej zazdrości, a głównym bohaterem wcale nie musi być pewny siebie kobieciarz, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się dla kolejnej szarej myszki. Autorka w piękny sposób przełamała utarte, powielane wielokrotnie w tym gatunku schematy, tworząc niezwykle dojrzałą, przepełnioną całą gamą skrajnych emocji, niebanalną opowieść. Opowieść o dwójce zagubionych ludzi, którzy wzajemnie pomagają sobie odnaleźć samych siebie, którzy dają sobie nadzieję na lepsze jutro. "Powietrze, którym oddycha" zwyczajnie mnie oczarowała - dajcie jej szansę, a na pewno nie pożałujecie.

pokaż więcej

 
2019-01-07 17:21:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Mówi się, że bajki zawsze mają szczęśliwe zakończenie. Jednak rzeczywiste historie już niekoniecznie. On zdaje się nie być zdolny do jakichkolwiek ludzkich uczuć. Mieszkający w posępnym zamku, stroniący od spotkań z mieszkańcami niewielkiego miasteczka, bezwzględny, budzący w innych jedynie lęk. Ona z kolei postanawia zmierzyć się z częścią swojego życia, o której do tej pory nie miała... Mówi się, że bajki zawsze mają szczęśliwe zakończenie. Jednak rzeczywiste historie już niekoniecznie. On zdaje się nie być zdolny do jakichkolwiek ludzkich uczuć. Mieszkający w posępnym zamku, stroniący od spotkań z mieszkańcami niewielkiego miasteczka, bezwzględny, budzący w innych jedynie lęk. Ona z kolei postanawia zmierzyć się z częścią swojego życia, o której do tej pory nie miała jakiegokolwiek pojęcia. Dotarcie w rodzinne strony znienawidzonej przez nią matki wzbudzi w niej masę emocji i otworzy oczy na mroczną przeszłość. Kobieta nie wie jednak wówczas, że wkrótce jej życie odmieni się raz na zawsze. I chociaż inni ją przed nim ostrzegali, ona nie uwierzyła. Czy popełniła błąd? Jak ostatecznie zakończy się znajomość dwóch osób z całkowicie innych światów?

"Ale to nie ja miałam go wyciągnąć z kryjówki na światło dzienne, bo też żyłam w ciemności. Czasami ludzie wcale nie chcą, by ich wydostać. Tak jak powiedział, czasem zwyczajnie chcemy wiedzieć, że nie jesteśmy w mroku sami".


"Bestia. Przebudzenie Lizzie Danton" było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Fiore, dlatego też kompletnie nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tym tytule. Do sięgnięcia po tę historię przekonała mnie odrobinę enigmatyczna, klimatyczna okładka, która niemal od razu przyciąga wzrok oraz sam opis, który kupił mnie swoją prostotą i tajemniczością. Autorka zdecydowała się na poprowadzenie narracji pierwszoosobowej, która moim zdaniem w romansach sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Pozwala ona bowiem poznać lepiej zarówno samych bohaterów, jak i kotłujące się głęboko w nich emocje. Ponadto narracja naprzemiennie przejmowana jest przez dwójkę głównych postaci, dzięki czemu poznajemy ich wspólną historię z różnych perspektyw, co samo w sobie jest sporą zaletą. Lizzie jest artystką, kobietą z przeszłością, która skrywany w sobie mrok ujawnia jedynie w postaci malowanych przez nią, hipnotyzujących obrazów. Mimo iż potrafi potrafi postawić na swoim i doskonale zna swoją wartość, wciąż wydaje się odrobinę wycofana, zamknięta przed światem i jego dobrymi, jak i złymi stronami. Brochan z kolei jest postacią pełną sprzeczności, z których wydawać by się mogło nawet on sam nie zdaje sobie sprawy. Pod zimną warstwą człowieka, któremu na niczym i przede wszystkim na nikim nie zależy, kryje się skrzywdzony mężczyzna, który do tej pory nie pogodził się z wydarzeniami sprzed wielu lat.

"Bestia" niezaprzeczalnie ma w sobie coś z ulotnych baśniowych opowieści, jednak jest to ich o wiele bardziej posępna, ponura wersja. Niesamowity klimat tworzą drobiazgowe, pełne barw i niezwykle plastyczne opisy Szkocji, które niemal od razu odmalowują się w wyobraźni czytelnika, przenosząc go do innego świata. Aura, jaką roztacza Fiore w stworzonej przez nią historii jest czymś niebywałym, i szczerze mówiąc jest to chyba największa zaleta tej pozycji. Sama fabuła niestety nie do końca mnie przekonała. Mimo zawiłych wątków i skomplikowanych rodzinnych relacji, wszystkie problemy rozwiązywały się w wręcz zabójczym tempie, nie tworząc tym samym jakiegokolwiek napięcia. Szkoda, gdyż lekko kryminalna strona tej książki miała ogromny potencjał, który nie został do końca wykorzystany. Natomiast samemu wątkowi romantycznemu nie mogę czegokolwiek zarzucić, był on co prawda odrobinę schematyczny, jednak ta nietypowa, mroczna otoczka jedynie wyostrzyła ukryte na kartkach papieru emocje, przez co ciężko było oderwać się lektury. Lektury jednocześnie baśniowej i upiornej, która z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom nieoczywistych historii miłosnych.

pokaż więcej

 
2018-12-28 13:26:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Gdy słońce zniżało się za drzewami i zagłębiało się w dolinę, zwiastując nadejście nocy, Greta wyciągnęła ręce, by objąć nagrobek, i wreszcie zaczęła sobie przypominać..."

O książkach Lucindy Riley niejednokrotnie słyszałam wiele dobrego, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po "Drzewo Anioła", pozycję, która poza samym intrygującym opisem, niezaprzeczalnie przyciąga wzrok...
"Gdy słońce zniżało się za drzewami i zagłębiało się w dolinę, zwiastując nadejście nocy, Greta wyciągnęła ręce, by objąć nagrobek, i wreszcie zaczęła sobie przypominać..."

O książkach Lucindy Riley niejednokrotnie słyszałam wiele dobrego, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po "Drzewo Anioła", pozycję, która poza samym intrygującym opisem, niezaprzeczalnie przyciąga wzrok również przepiękną, mieniącą się w świetle okładką oraz twardą, porządną oprawą. I już teraz mogę Wam zdradzić - z pewnością było warto. Autorka w książce tej zdecydowała się na poprowadzenie narracji w formie trzecioosobowej, która przy tak mnogiej ilości różnorodnych postaci i zawiłych wątków zdaje się być jedynym słusznym rozwiązaniem. Muszę przyznać, iż to właśnie kreacja bohaterów, tak niezwykle barwnych i piekielnie charakterystycznych, jest jedną z największych zalet tej pozycji. To postaci z krwi i kości, mające zarówno liczne zalety jak i wychodzące na światło dzienne wady, które czynią ich tylko bardziej autentycznymi, ludzkimi. Riley stworzyła bohaterów wielowymiarowych, stopniowo dojrzewających na przestrzeni lat, dlatego też również odczucia czytelnika względem nich niejednokrotnie się zmieniają.

Szczerze mówiąc to jedna z piękniejszych powieści, jakie miałam szansę przeczytać w tym roku - niesamowicie klimatyczna, nostalgiczna, refleksyjna. Odbywająca się na przestrzeni kilkudziesięciu lat i dwóch odległych kontynentach akcja sprawia, że historia ta nabiera całkowicie innego wymiaru i wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Mimo sporej objętości pozycję tę czyta się niemal błyskawicznie, wszystko to za sprawą narzuconego od początku sporego tempa, którego dynamizm nie zwalnia do samego końca. Kwiecisty, niesamowicie plastyczny a jednocześnie nieprzytłaczający styl Riley jest kolejną ogromną zaletą, która sprawiła, że zapragnęłam sięgnąć po inne jej dzieła (i z pewnością wkrótce uzupełnię nimi moją biblioteczkę). Zauroczyła mnie płynność i drobiazgowość autorki w tworzeniu niesamowicie wyrazistych opisów, które niczym klatki z najlepszych filmów pojawiają się w naszej wyobraźni.

Co natomiast z samą treścią? Czasami trafiają się książki, które mimo dosyć zwyczajnej fabuły na długo zapadają w pamięć - cóż, nie pierwszy raz okazuje się, że najpiękniejsze historie pisze samo życie. Lucinda w tej wielopokoleniowej opowieści porusza masę wątków, których różnorodność i zawiłość z każdą kolejną stroną coraz bardziej zachwyca. Romantyczne uniesienia, szukanie życiowych ścieżek, skomplikowane, pełne zawirowań rodzinne relacje. Wzloty i upadki bohaterów, ich lekkomyślne błędy, trudne życiowe decyzje. Wszystko to tworzy niesamowitą mieszankę, ukazującą jak ważna jest pokora, jak wiele możemy stracić unosząc się dumą, czy też jak ważną rolę w naszej codzienności odgrywają nasi najbliżsi - nawet jeśli sami nie chcemy tego przed sobą przyznać.

Podsumowując, "Drzewo Anioła" to wzruszająca historia, skłaniająca do przemyśleń, wręcz odrobinę melancholijna, ale zdecydowanie w dobrym znaczeniu tego słowa. Jeżeli zastanawiacie się, z jaką pozycją pożegnać ten rok, bądź też rozpocząć kolejny - ta będzie idealnym wyborem.

pokaż więcej

 
2018-12-28 12:11:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Mrs. Wright (tom 5)

'Zawsze przy tobie' jest to już piąta część stworzonej przez K.A. Linde serii o braciach Wright, chociaż tym razem główną bohaterką jest ich najmłodsza siostra, Sutton. Kobieta mimo młodego wieku została mocno doświadczona przez życie, przedwczesna śmierć rodziców oraz ukochanego męża odcisnęła na niej trwałe, bolesne piętno. Piętno, które mimo upływu czasu wciąż uporczywie daje o sobie znać,... 'Zawsze przy tobie' jest to już piąta część stworzonej przez K.A. Linde serii o braciach Wright, chociaż tym razem główną bohaterką jest ich najmłodsza siostra, Sutton. Kobieta mimo młodego wieku została mocno doświadczona przez życie, przedwczesna śmierć rodziców oraz ukochanego męża odcisnęła na niej trwałe, bolesne piętno. Piętno, które mimo upływu czasu wciąż uporczywie daje o sobie znać, które nie pozwala jej zapomnieć o tym, co na zawsze utraciła. Czy uda jej się w końcu na nowo poskładać swoje życie? Zapełnić pustkę, która doskwiera jej każdego dnia?
Czasem zdarzają się serie, które mimo pojawiających się kolejnych tomów trzymają pierwotny poziom, a ich autorzy wciąż potrafią czymś zaskoczyć - należy do nich właśnie cykl 'Mrs. Wright'. Książki Linde zawierają wszystko, czego oczekuję po tego typu pozycjach - ciekawie wykreowane postaci, częste i nieoczekiwane zwroty akcji, rozmaite emocje i sporo dobrego humoru, dzięki któremu niejednokrotnie mimowolnie uśmiechałam się do kartek papieru. I chociaż powielają pewne utarte schematy i są dosyć przewidywalne, to mimo wszystko kompletnie mi to nie przeszkadza, gdyż zapewniają mi odrobinę relaksu po ciężkim dniu, którego tak bardzo potrzebuję.
Tym razem autorka poruszyła istotne tematy, jakimi jest chociażby niewyobrażalny ból po stracie najbliższej osoby, odnajdywanie po raz kolejny samej siebie i ponowne budowanie relacji. Ukazuje również, jak ważne jest słuchanie wewnętrznego głosu i niezatracenie się w sprzecznych opiniach innych - walka o swoje szczęście.
Jeżeli jesteście fankami miłosnych historii z drugim dnem i dawką humoru, ten cykl z pewnością się Wam spodoba!

pokaż więcej

 
2018-12-19 22:34:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Mordecai Tremaine (tom 2)

Prószący, lekki jak piórko śnieg, mieniące się wieloma barwami lampki zdobiące pachnącą, żywą choinkę, przepiękna angielska posiadłość. I przerażający, wywołujący na skórze ciarki krzyk - krzyk na widok zakrwawionego, bezwiednie leżącego pod drzewkiem ciała. I chociaż Mordecai Tremaine, jeden z gości przybyłych na zaproszenie właściciela domu, od początku wyczuwał narastające napięcie i... Prószący, lekki jak piórko śnieg, mieniące się wieloma barwami lampki zdobiące pachnącą, żywą choinkę, przepiękna angielska posiadłość. I przerażający, wywołujący na skórze ciarki krzyk - krzyk na widok zakrwawionego, bezwiednie leżącego pod drzewkiem ciała. I chociaż Mordecai Tremaine, jeden z gości przybyłych na zaproszenie właściciela domu, od początku wyczuwał narastające napięcie i nadchodzącą wielkimi krokami nieuniknioną katastrofę, to w swoich domysł nie brał on jednak pod uwagę aż tak mrocznego scenariusza - bezdusznego morderstwa. Kto odpowiada za tę ponurą zbrodnię dokonaną w Wigilię Bożego Narodzenia? Czy wciąż wraz z innymi znajduje się pod dachem Sherbroome House?


"To jak sterowanie marionetką na sznurku. W wybranym przez siebie momencie może pan odciąć to, dzięki czemu marionetka udaje żywą".



W okresie przedświątecznym lubię sięgać po książki, dzięki którym jeszcze mocniej odczuwać będę tę niepowtarzalną, ciepłą atmosferę. A że uwielbiam również mroczne historie z lekkim dreszczykiem, niesamowicie ucieszyłam się na wznowienie tytułu "Morderstwo na święta", do którego początkowo przyciągnęła mnie posępna, klimatyczna okładka. Okładka, która idealnie oddaje skrywaną na kartkach papieru historię. Autor zdecydował się na poprowadzenie narracji trzecioosobowej, która moim zdaniem w kryminałach sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Na szczególną uwagę zasługuje kreacja bohaterów - niezwykle barwnych, diabelnie charakterystycznych i tym samym skrajnie różnych. Przyznam, iż początkowo ich mnogość i dosyć nietypowe nazwiska sprawiały mi kłopot i wprowadziły w mojej głowie niemały mętlik, jednak gdy na światło dzienne zaczęły wychodzić ich specyficzne cechy charakteru, całość zaczęła nabierać kształtu i kompletnie mnie pochłonęła. Główny bohater, Mordecai Tremaine nie jest kolejnym typowym detektywem amatorem, cechuje go wewnętrzna wrażliwość, wręcz ckliwość i niezłomna wiara w prawdziwą miłość, co z pewnością wyróżnia go na tle innych podobnych mu postaci.

"Morderstwo na święta" to klasyczny brytyjski kryminał, dlatego też, jak się pewnie domyślacie, cechuje go kwiecisty, niezwykle plastyczny styl autora, który zachwycił mnie już od pierwszych stron. Z pewnością nie każdemu przypadnie on do gustu, a liczne opisy otoczenia mogą dla niektórych okazać się nużące, jednak mnie one po prostu oczarowały. Do tego dochodzą zawiłe, mnożące się zagadki i mętne poszlaki, dzięki którym Duncan sprytnie wodzi czytelnika za nos, zresztą jak się później okazało bardzo skutecznie. Przyznam, że samo zakończenie było dla mnie niemałym zaskoczeniem, nawet przez myśl nie przeszło mi połączenie poszczególnych elementów układanki w ten właśnie sposób, tworząc tym samym spójną, logiczną i satysfakcjonującą całość, coś niesamowitego!

Jeżeli jesteście fanami opowiadań Doyle'a bądź kryminałów Christie, koniecznie musicie sięgnąć po tę przesiąkniętą ponurą aurą historię - to miła odmiana od typowych, powielających utarte schematy książek świątecznych, zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-10 21:07:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Gęsty las tworzący nieprzenikniony labirynt, zbity śnieg, którego biel ginie w mroku drzew, zastygła krwistoczerwona plama, która nie mogła zwiastować niczego dobrego. I ogłuszająca cisza. Cisza, która przeraża najbardziej.

'Atmosfera rodem z Twin Peaks' - przyznam szczerze, że to właśnie przez tę rekomendację zawartą na okładce zdecydowałam się sięgnąć po 'Martwą ciszę'. Czy faktycznie Dean...
Gęsty las tworzący nieprzenikniony labirynt, zbity śnieg, którego biel ginie w mroku drzew, zastygła krwistoczerwona plama, która nie mogła zwiastować niczego dobrego. I ogłuszająca cisza. Cisza, która przeraża najbardziej.

'Atmosfera rodem z Twin Peaks' - przyznam szczerze, że to właśnie przez tę rekomendację zawartą na okładce zdecydowałam się sięgnąć po 'Martwą ciszę'. Czy faktycznie Dean sprostał temu zadaniu i spełnił moje dosyć duże oczekiwania?
Cóż, po części z pewnością tak. Nie da się ukryć, iż wykreowani przez niego bohaterowie, mimo iż raczej nie wzbudzają w czytelniku jakiejkolwiek sympatii, są piekielnie charakterystyczni i daleko im do typowych, schematycznych postaci. Przeważnie główni bohaterowie giną na tle barwnych, kontrastujących postaci drugoplanowych, jednak Will zdecydował się postawić na silną, pomimo niepełnosprawności pewną siebie kobietę, która wie czego chce, do samego końca walczy o swoje i niejednokrotnie zaskakuje. Dodatkowo autor od pierwszych stron roztacza ponury, mglisty klimat, który wręcz wydziera się z kartek papieru, a małomiasteczkowa aura nadaje tej historii jeszcze więcej mroku. Historii, która chociaż nie zachwyca samym budowaniem napięcia, to ma w sobie to coś, co nie pozwala jej choćby na chwilę odłożyć, a chęć rozwikłania zagadki dotyczącej tożsamości wyłupiającego oczy mordercy rośnie z każdą kolejną stroną. Jedynym minusem tej pozycji jest fakt, iż niestety dosyć szybko domyśliłam się kto odpowiada za te brutalne, ciągnące się na przestrzeni lat zbrodnie, chociaż przyznam, iż sam motyw do samego końca pozostał dla mnie po części niewiadomą. Will zaskoczył mnie również związanym z umierającą na raka matką głównej bohaterki wątkiem drugoplanowym , który nie oszukujmy się, nie jest czymś typowym dla thrillerów i odrobinę obawiałam się, czy ostatecznie nie spowolni dynamizmu akcji. Jednak całe szczęście tak się nie stało, co więcej pozwolił on na bliższe poznanie i przede wszystkim zrozumienie samej Tuvy, której szorstkość i ilość warstw którymi skutecznie odgradzała się od innych mogła mylić.

Podsumowując, 'Martwa cisza' ujęła mnie swoją bezsprzeczną specyficznością, jeżeli szukacie powiewu świeżości w tym gatunku, dzieło Deana powinno przypaść Wam do gustu!

pokaż więcej

 
2018-12-03 17:58:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Vincent Boys (tom 1) | Seria: Young

Chęć usatysfakcjonowania innych za koszt własnego szczęścia prędzej czy później może nas zgubić. Ashton od pewnego czasu była przykładem czystej perfekcji. Ułożona, zawsze skora do pomocy, zdobywająca najlepsze stopnie, nigdy niesprawiająca jakichkolwiek problemów wychowawczych swoim rodzicom. Pozornie była chodzącym ideałem, wersją, którą chciał widzieć jej chłopak i pozostali najbliżsi.... Chęć usatysfakcjonowania innych za koszt własnego szczęścia prędzej czy później może nas zgubić. Ashton od pewnego czasu była przykładem czystej perfekcji. Ułożona, zawsze skora do pomocy, zdobywająca najlepsze stopnie, nigdy niesprawiająca jakichkolwiek problemów wychowawczych swoim rodzicom. Pozornie była chodzącym ideałem, wersją, którą chciał widzieć jej chłopak i pozostali najbliżsi. Jednak jak się okazuje nie wszyscy. Beau lata temu był nie tylko jej przyjacielem, ale i bratnią duszą, osobą, która stała za nią murem. To właśnie przy nim dziewczyna nie bała się być naprawdę sobą, nie bała się ujawniać na światło dzienne skrywanych wad i silnego charakteru, który od tamtego czasu bezustannie w sobie zdusza. Czy tej dwójce ostatecznie uda się odbudować głęboką, czystą więź, która niegdyś ich łączyła? Czy po tak długim czasie pozostało coś z dawnej, nieposkromionej Ashton?

"Nie mogłam pozwolić, żeby ludzie, na których mi zależy, zbierali za mnie ciosy. Nie lubiłam dziewczyny, którą się stawałam".

O twórczości Abbi Glines już wcześniej słyszałam wiele dobrego, szczególnie na zagranicznych portalach, gdzie jej dzieła są bestsellerami. I chociaż wydawać by się mogło, że to już nie do końca mój target wiekowy, to jednak po pracy niejednokrotnie mam ochotę na odrobinę lżejszą, niewymagającą zbyt dużego zaangażowania lekturę, która zapewni mi odrobinę relaksu - i już teraz mogę Wam zdradzić, że pozycja ta sprawdziła się pod tym względem się idealnie.

"Vincent Boys" jest to pierwszy tom serii o tym samym tytule, która z tego co się orientuję jest dylogią. Występuje w nim uwielbiana przeze mnie narracja pierwszoosobowa, która w kobiecej literaturze sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Ponadto podzielona została ona między dwójkę głównych bohaterów, dzięki czemu stopniowo poznajemy lepiej nie tylko każdego z nich, ale również towarzyszące im w danych momentach emocje oraz wspomnienia dotyczące ich wspólnej przeszłości. Postaci wykreowane przez Glines wzbudzają masę skrajnych, nie tylko tych pozytywnych emocji. Bywają kontrowersyjne, egoistyczne czy wręcz bezmyślne, a ich zachowanie chwilami wywoływało moją irytację. Jednak z drugiej strony czy nie właśnie o to chodzi? O realność i autentyczność, o bohaterów niepozbawionych wad, zwyczajnie ludzkich? Idealnym przykładem jest Ashton, która starając się uszczęśliwiać innych pogubiła się i zatraciła samą siebie. Podobał mi się sposób, w jaki autorka przemycała przebłyski jej prawdziwego charakteru, pozwalając poznać nam zabawną, szaloną i żadną przygód młodą dziewczynę, która pragnie od więcej od życia. Beau z kolei został postawiony przed jedną z najtrudniejszych decyzji, musiał wybrać pomiędzy skrywaną od lat miłością, która w końcu mogła się urzeczywistnić, a lojalnością względem Sawyera, jego kuzyna i równocześnie chłopaka Ashton. Emocjonalne rozdarcie Beau i jego pełne sprzeczności myśli zostały oddane przez Abbi niemal idealnie, za co kolejny spory plus dla autorki. Moje serce skradła również jedna z postaci drugoplanowych, a konkretnie ukochana babcia Ashton. To niesamowicie szczera, zabawna i bezpośrednia kobieta, która była dobrą duszą tej historii.

Styl Glines należy do przyjemnych w odbiorze i niezwykle lekkich, a duża ilość dialogów oraz narzucone od samego początku spore tempo akcji sprawia, że książka praktycznie czyta się sama. Osobiście zabrakło mi odrobinę bardziej plastycznych i rozbudowanych opisów otoczenia, które niestety zostały w tej pozycji spłaszczone. Sama fabuła, mimo iż nie była oryginalna, przypadła mi do gustu. Przyjaźń, miłość, więzi rodzinne - wszystkie te wątki przenikały się wzajemnie i tworzyły ciekawą mieszankę, która wciąga już od pierwszych stron. Co prawda miałam wrażenie, że część z nich została potraktowana po macoszemu i miała do wykorzystania o wiele większy potencjał, jednak całościowo pozycja ta wypada naprawdę nieźle. Zakończenie natomiast, chociaż mogłoby się wydawać oczywiste, ze względu na pewną skrywaną tajemnicę trzyma w napięciu aż do samego końca. Abbi w piękny sposób ukazała również, jak ważne jest w naszym życiu słuchanie siebie samych, swoich wewnętrznych potrzeb. I jak łatwo jest zatracić swoją tożsamość, chcąc uszczęśliwiać innych.

pokaż więcej

 
2018-11-22 19:24:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mówi się, że marzenia są po to by je spełniać. Co jeśli jednak los nieustannie daje nam znać, iż to nie do końca nasza ścieżka? Czy powinniśmy za wszelką cenę dążyć do osiągnięcia celu, który tylko pozornie ma dać nam spełnienie, uczynić nas szczęśliwymi? Franny Banks przybyła do Nowego Jorku wypełniona po brzegi pozytywną energią i dobrym nastawieniem. Z głową w chmurach przemierzała... Mówi się, że marzenia są po to by je spełniać. Co jeśli jednak los nieustannie daje nam znać, iż to nie do końca nasza ścieżka? Czy powinniśmy za wszelką cenę dążyć do osiągnięcia celu, który tylko pozornie ma dać nam spełnienie, uczynić nas szczęśliwymi? Franny Banks przybyła do Nowego Jorku wypełniona po brzegi pozytywną energią i dobrym nastawieniem. Z głową w chmurach przemierzała zatłoczone uliczki, marząc, by pewnego dnia stanąć na słynnych broadweyowskich deskach. Życie jednak od tamtego czasu postanowiło brutalnie zweryfikować jej plany - minęły już prawie trzy lata, odkąd Franny przeniosła się do miasta, które nigdy nie zasypia, a mimo to wciąż nie udało jej się dostać prawdziwej roli. Roli, z której mogłaby być dumna, która sprawiłaby, że mogłaby zostać aktorką z krwi i kości. Czy to już najwyższy czas, by obrać inną życiową ścieżkę?

'Jest coś uspakajającego w patrzeniu na morze bieli i nienawiązywaniu kontaktu wzrokowego. Będę oglądać ten sufit bez końca. To o wiele łatwiejsze niż rozmowa z ludźmi'.

Przyznam szczerze, że o Lauren Graham usłyszałam pierwszy raz przy promocji tego tytułu, a słynny serial 'Gilmore Girls' wciąż jeszcze przede mną. Po pozycję tę sięgnęłam głównie ze względu na opis, który zwiastował lekką i zabawną powieść obyczajową oraz rekomendację samej Candace Bushnell, autorki, której książki po dziś dzień darzę ogromnym sentymentem.


W pozycji tej poprowadzona została narracja pierwszoosobowa, która w tym gatunku sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Pozwala bowiem odkryć nie tylko następujące po sobie wydarzenia, ale także lepiej poznać samą główną bohaterkę, spojrzeć na otaczający ją świat z jej perspektywy i w pewien sposób nawet się z nią utożsamić. Ciekawą wstawką były pojawiające się raz na jakiś czas strony z prowadzonego przez nią dziennika, które ukazywały jej codzienność z lekkim przymrużeniem oka. A co z samą Franny? Nie będę ukrywać, iż zaczęłam darzyć ją sporą sympatią już od pierwszych stron (i to nie tylko przez łączący nas problem ujarzmienia włosów). To młoda, ambitna i niezwykle zabawna młoda kobieta, która pragnie od życia czegoś więcej niż stabilizacja i praca na etacie. Momentami była odrobinę zagubiona i wręcz nieporadna, jednak na swój charakterystyczny, uroczy sposób. Również postaci drugoplanowe nieustannie przyciągają uwagę, gdyż każda z nich jest niezwykle barwna i autentyczna. Wśród nich jest chociażby Dan, pochłonięty tworzeniem historii science fiction współlokator, czy też Jane, najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki, która służy jej wsparciem w każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Szczerze mówiąc myślę, iż kreacja postaci jest jedną z największych zalet tej pozycji - Lauren udało się stworzyć bohaterów z krwi i kości, wyrazistych i nietuzinkowych.

Styl Graham jest bardzo lekki, przystępny i zwyczajnie przyjemny w odbiorze, dzięki czemu kartki praktycznie same przelatują pomiędzy palcami. Niesamowicie spodobał mi się sposób, w jaki za pomocą barwnych i plastycznych opisów ukazała ona Nowy Jork z 1995 roku, który stał się idealnym tłem dla tej historii - tętniący życiem, klimatyczny, niepowtarzalny. Nie do końca przekonała mnie niestety sama fabuła, zabrakło mi w tej powieści jakiegoś mocniejszego akcentu, wiodącego wątku, który zrobiłby na mnie spore wrażenie i zapadł w pamięć. Natomiast Graham niezaprzeczalnie udało się wpleść to stworzonej przez nią historii sporą dawkę dobrego (momentami wręcz czarnego) humoru, dzięki czemu mimowolnie uśmiechałam się do kartek papieru.

"Być może kiedyś" to historia o pogoni za szczęściem, o wyłamywaniu się z ram powielających się i ograniczających nas schematów, o więzi i istocie przyjaźni i nawet odrobinę o miłości, która nie zawsze przybiera oczywistą postać, i która potrafi zaskoczyć nas w najmniej spodziewanym momencie. Podsumowując, szczerze mogę polecić ją fanom zabawnych i na swój sposób uroczych historii, ukazanych z lekkim przymrużeniem oka.

pokaż więcej

 
2018-11-13 19:39:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Do książek Colleen Hoover nie trzeba mnie w żaden sposób przekonywać, biorę je w ciemno. Mimo wszystko ostatnie dzieła autorki niestety nie do końca mnie przekonywały, odrobinę bałam się, że już nigdy nie napisze czegoś równie dobrego jak chociażby 'Maybe Someday', która po dziś dzień mnie zachwyca. A jednak.
'Wszystkie nasze obietnice' to krótko mówiąc cała Hoover w swoim najlepszym wydaniu -...
Do książek Colleen Hoover nie trzeba mnie w żaden sposób przekonywać, biorę je w ciemno. Mimo wszystko ostatnie dzieła autorki niestety nie do końca mnie przekonywały, odrobinę bałam się, że już nigdy nie napisze czegoś równie dobrego jak chociażby 'Maybe Someday', która po dziś dzień mnie zachwyca. A jednak.
'Wszystkie nasze obietnice' to krótko mówiąc cała Hoover w swoim najlepszym wydaniu - masa skrajnych emocji, trudna tematyka, barwni i niesamowicie autentyczni bohaterowie. Biegnąca w dwóch płaszczyznach czasowych akcja odpowiednio buduje narastające napięcie i sprawia, że po prostu nie można odłożyć tej pozycji chociażby na chwilę. Wpatrując się całkowicie zapłakana w sufit tuż przed szóstą nad ranem, zaraz po zakończeniu lektury, czułam się wyprana z jakichkolwiek uczuć, całkowicie rozbita. Jeszcze chyba nigdy przedtem żaden romans nie zmusił mnie do tak głębokich refleksji nad własnym życiem, nad podejmowanymi przeze mnie wyborami. A czy właśnie nie tego powinniśmy oczekiwać od książek? Ja wiem jedno, z pewnością niejednokrotnie do niej wrócę.
Całkowicie szczere - 10! Polecam z całego serca, nie zawiedziecie się.

pokaż więcej

 
2018-11-06 21:38:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Płomienie zabrały jej dosłownie wszystko. Ukochaną rodzinę, ciepło rodzinnego domu, szansę na jakąkolwiek ustabilizowaną przyszłość. Pożar, który pewnej nocy wybuchł w domu Ellie, raz na zawsze odmienił jej rzeczywistość. Od tego dnia osierocona dziewczynka wpadła w okrutną machinę domów zastępczych, które zamiast wsparcia i zrozumienia, dawały jej jedynie poczucie jeszcze większego... Płomienie zabrały jej dosłownie wszystko. Ukochaną rodzinę, ciepło rodzinnego domu, szansę na jakąkolwiek ustabilizowaną przyszłość. Pożar, który pewnej nocy wybuchł w domu Ellie, raz na zawsze odmienił jej rzeczywistość. Od tego dnia osierocona dziewczynka wpadła w okrutną machinę domów zastępczych, które zamiast wsparcia i zrozumienia, dawały jej jedynie poczucie jeszcze większego wyobcowania. Wszystko zmienia się jednak w momencie, gdy w życiu Ellie pojawia się Imogen. To psycholożka, która właśnie niedawno zdecydowała się po latach powrócić do rodzinnego miasteczka. Staje się ona jej opoką, oparciem, którego tak bardzo potrzebowała. Kobieta nie wie jednak wówczas, że w tej małej społeczności krążą różne pogłoski o osamotnionej dziewczynce. Kiedy bowiem dzieją się dziwne, niewytłumaczalne rzeczy, oczy wszystkich kierują się w kierunku Ellie. Czy słusznie? Czy jedenastolatka faktycznie obdarzona jest tajemniczymi zdolnościami, które niecnie wykorzystuje?

"Ale Ellie jest inna. Sprawia wrażenie, jakby na zewnątrz doskonale wiedziała, jak się zachowywać, lecz w środku nie ma nic. Wydaje się pusta, wydrążona..."

Z twórczością Jenny Blackhurst miałam już styczność w przypadku pozycji "Zanim pozwolę ci wejść". Zakończenie było niestety oczywiste, jednak plastyczny i barwny styl autorki oraz sposób konstruowania fabuły kupił mnie na tyle, że postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Tak też w moje ręce trafił tytuł "Czarownice nie płoną" - i już teraz zdradzę Wam, iż ogromnie cieszę się, że zdecydowałam się na tę lekturę.

Akcja w pozycji tej biegnie dwutorowo i również sama narracja została podzielona właśnie w ten sposób. Wszystkie wydarzenia dotyczące jedenastoletniej, cichej i zamkniętej w sobie Ellie oraz jej nowej rodziny zastępczej poznajemy w trzecioosobowej formie. Natomiast teraźniejsze losy psycholożki Imogen odkrywamy bezpośrednio z jej perspektywy. Ciekawym urozmaiceniem są również pojawiające się momentami wtrącenia dotyczące trudnej i wręcz traumatycznej przeszłości głównych bohaterek, dzięki czemu dowiadujemy się, co tak naprawdę przed laty je ukształtowało. Blackhurst kreuje postaci z krwi i kości, barwne, niesamowicie charakterystyczne, a jednocześnie posiadające liczne wady i niedoskonałości, co czyni je jeszcze bardziej ludzkimi, zwyczajnie autentycznymi. Podobała mi się ich wielowarstwowość, która wymagała od czytelnika wdrożenia się w ich życia, w rozgryzienie ich prawdziwych twarzy, które skrzętnie skrywały pod przybieranymi maskami. Również postaci drugoplanowe, które wydawać by się mogło będą tworzyć jedynie niezbędne do odpowiedzenia historii tło, w pozycji tej przyciągają uwagę swoją nieszablonowością.

Tak jak wspomniałam, styl Jenny jest jednym z głównych powodów, dla którego zdecydowałam się po raz kolejny sięgnąć po jej dzieło. Lekki i przyjemny w odbiorze w połączeniu z plastycznymi i drobiazgowymi opisami tworzy idealną mieszankę, która wciąga już od pierwszych stron. Również samo tempo akcji niemal od razu nabiera całkiem sporego rozpędu i nie zwalnia aż do samego końca. A co z fabułą? Cóż, należę do osób, które spacerując nocą po lesie prawdopodobnie najbardziej wystraszyłyby się ubranej na biało samotnej dziewczynki, a jednym z moich ulubionych horrorów jest "Sierota" (swoją drogą gorąco polecam!), dlatego też byłam urzeczona stworzoną przez Blackhurst historią. Wzbudzająca postrach, piekielnie inteligentna dziewczynka, posępny małomiasteczkowy klimat i tajemnicze wydarzenia, których nie da się w żaden logiczny sposób wyjaśnić - czego chcieć więcej? "Czarownice nie płoną" to pozycja skupiająca się na psychologicznej złożoności postaci i ich wzajemnym wpływie, wręcz stworzona na długie listopadowe wieczory.

pokaż więcej

 
2018-10-30 20:40:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Tom Douglas (tom 7) | Seria: Mroczna Seria

Lekko prószący śnieg, mroźne zimowe powietrze i na pozór zwykły park. Jednak to właśnie w nim przez przypadek odnalezione zostały zwłoki młodej kobiety. Zwłoki pozbawione jakichkolwiek śladów walki, przez co początkowo niezidentyfikowana ofiara zostaje uznana za samobójczynię. Jednak nietypowe okoliczności, brak butów na stopach denatki i znajdujące się w pobliżu ciała przedmioty nie dają... Lekko prószący śnieg, mroźne zimowe powietrze i na pozór zwykły park. Jednak to właśnie w nim przez przypadek odnalezione zostały zwłoki młodej kobiety. Zwłoki pozbawione jakichkolwiek śladów walki, przez co początkowo niezidentyfikowana ofiara zostaje uznana za samobójczynię. Jednak nietypowe okoliczności, brak butów na stopach denatki i znajdujące się w pobliżu ciała przedmioty nie dają spokoju Tomowi Douglasowi. Krok po kroku dociekał on będzie, czy w jej śmierć zamieszane były osoby trzecie. Równocześnie kolejna kobieta postanawia raz na zawsze zakończyć toksyczny związek z partnerem, który od jakiegoś czasu nieustannie zatruwa jej życie i dodatkowo wykorzystuje ją materialnie. Wkrótce okazuje się jednak, iż pozbycie się go nie będzie tak proste, jak mogłaby początkowo zakładać. Kobieta największe wsparcie znajdzie wśród obcych jej osób, które pomogą jej stanąć na nogi. Jak ostatecznie zakończy się sprawa tajemniczej śmierci w parku? Czy drugiej bohaterce uda się wyplątać z wyniszczającej ją psychicznie relacji?

"Ludzie cały czas mówią, że mogliby kogoś zabić, ale ja nie chcę tego powiedzieć, bo wiem, że byłoby w tym ziarno prawdy".

Swoją przygodę z twórczością brytyjskiej pisarki Rachel Abbott zaczęłam od "Drogi ucieczki", drugiego tomu cyklu o inspektorze Tomie Douglasie. Przyznam szczerze, iż było to całkiem udane spotkanie, dlatego też postanowiłam sięgnąć po kolejną pozycję spod jej pióra, tym razem siódmy tom serii. W Polsce poszczególne części wychodziły w niechronologicznej kolejności, jednak nie ma to zbytnio wpływu na ich odbiór, gdyż poza samą postacią detektywa fabuła dotyczy całkowicie odrębnych spraw, dlatego też możecie zacząć chociażby od tej części.

Autorka tym razem zdecydowała się na biegnącą dwutorowo akcję, która przeplata ze sobą dwa różne wątki i odpowiednio stopniuje narastające napięcie. Za pomocą narracji trzecioosobowej śledzimy poczynania inspektora Douglasa i rozwijające się śledztwo, natomiast wątek dotyczący kobiety przechodzącej przez trudne rozstanie z partnerem widzimy bezpośrednio z jej perspektywy. Chwilami pojawiają się również ukazane w pierwszoosobowej formie tajemnicze urywki, przy czym tak naprawdę nie do końca wiadomo, kogo dotyczy ta historia i czyimi oczami ją poznajemy. Uwielbiam sposób, w jaki Abbott kreuje bohaterów - są pełnokrwiści, barwni i charakterystyczni, a jednocześnie pełni wad, zwyczajnie ludzcy. Wśród nich jest Callie, odrobinę zagubiona kobieta próbująca uwolnić się z wyniszczającego ją związku, Thea, emanującą klasą i elegancją staruszka, która postanawia pomóc dziewczynie w tych trudnych dla niej chwilach oraz Sharon, przyszła mężatka, która w noc morderstwa znalazła się tam, gdzie nigdy nie powinna. W książce tej pojawia się również cała masa postaci drugoplanowych, które stanowią niezbędne tło to opowiedzenia tej zawiłej historii.

Książki Abbott cechuje ten niepowtarzalny, wywołujący dreszcze klimat, który wciąga już od pierwszej strony. Z kartek papieru wręcz wylewa się ponura, tym razem mroźna aura, wywierając na czytelniku niesamowite wrażenie. Plastyczne, drobiazgowe opisy w połączeniu z lekkim i przystępnym stylem autorki tworzą idealną mieszankę, a sama akcja już od samego początku nabiera sporego tempa, które w trakcie lektury nie zwalnia i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Autorka niezwykle płynnie manewruje pomiędzy licznymi wątkami, a przeplatające się historie świetnie się uzupełniają i tworzą spójną, zawiłą całość - tutaj nie ma miejsca na przypadek. Na jedyny minus tej pozycji zaliczyłabym odrobinę zbyt mętne ukazanie prywatnego życia Douglasa, które moim zdaniem niepotrzebnie odciągało uwagę od głównej akcji i jednocześnie zmniejszało jej dynamizm. I chociaż główna tajemnica została podana przez Abbott na tacy i szczerze mówiąc nie trzeba było się zbytnio wysilać, by połączyć ze sobą pewne elementy, tak poboczne zagadki kompletnie zbijały mnie z tropu. A ostatnia strona i psychologiczny aspekt tej historii... coś genialnego!

Podsumowując, "Podejdź bliżej" to złożony, przemyślany i dopracowany w najdrobniejszym szczególe thriller, który zauroczy Was posępną aurą tajemniczości i drugoplanowymi wątkami. To jedna z lepszych książek tego gatunku, jakie miałam szansę przeczytać w tym roku, polecam!

pokaż więcej

 
2018-10-22 20:13:02
Ma nowego znajomego: red davenport
 
2018-10-22 20:09:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Strata bliskiej osoby na zawsze odciska na nas swoje piętno, bezpowrotnie zmienia całe nasze dotychczasowe życie. Już na zawsze. Mackenzie nie traci jednak tylko ukochanej siostry, traci cząstkę siebie samej, swoją drugą połówkę - bliźniaczkę. Gdy tuż po przeprowadzce spowodowanej awansem ich ojca Willow niespodziewanie popełnia samobójstwo, członkowie rodziny będą musieli jakoś zmierzyć się z... Strata bliskiej osoby na zawsze odciska na nas swoje piętno, bezpowrotnie zmienia całe nasze dotychczasowe życie. Już na zawsze. Mackenzie nie traci jednak tylko ukochanej siostry, traci cząstkę siebie samej, swoją drugą połówkę - bliźniaczkę. Gdy tuż po przeprowadzce spowodowanej awansem ich ojca Willow niespodziewanie popełnia samobójstwo, członkowie rodziny będą musieli jakoś zmierzyć się z zastałą ich sytuacją, a całkowicie obce otoczenie w żaden sposób im tego nie ułatwi. Mackenzie znajdzie swoje ukojenie w miejscu, o którym nigdy by nawet nie pomyślała. W osobie, której kompletnie nie znała, a której mimo wszystko zaufała. Wraz z tragiczną śmiercią dziewczyny przed jej bliźniaczką otwiera się nowy rozdział życia. Czy będzie w stanie pogodzić się z odejściem najbliższej jej osoby? Czy będzie potrafiła czymkolwiek zapełnić pustkę, jaką pozostawiła po sobie w jej sercu Willow?

"Więcej kawałków we mnie dopasowało się do pozostałych, ale już straciłam rachubę.
Już nie musiałam liczyć".

Z twórczością Tijan miałam już wcześniej styczność, a miało to miejsce przy pełnej rodzinnych intryg i miłosnych zawirowań serii "Fallen Crest", która zdecydowanie przypadła mi do gustu. Nie ma w niej natomiast miejsca na jakąkolwiek delikatność czy też subtelność, dlatego też byłam ogromnie ciekawa, jak Meyer poradzi sobie w tak odmiennej, pełnej emocji tematyce. Czy pozycja ta okaże się kolejnym bestsellerem spod jej pióra?

W pozycji tej poprowadzona została uwielbiana przeze mnie narracja pierwszoosobowa i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, by w przypadku tej książki mogłoby być inaczej. Wszystkie następujące po sobie wydarzenia poznajemy oczami Mackenzie, dzięki czemu jesteśmy w stanie poznać zarówno ją samą, jak i wszystkie ogarniające ją w danych momentach uczucia i kotłujące się wewnątrz niej emocje. Stopniowo odkrywa się ona przed czytelnikiem, odziera się z warstw i pozwala spojrzeć na jej przeszłość, przez co jesteśmy w stanie zrozumieć zarówno ją samą, jak i jej siostrę Willow. Mackenzie zawsze była tą bliźniaczką, która żyła w cieniu drugiej. Mniej popularną, cichą, trzymająca się na uboczu, wręcz odrobinę wycofaną. Kiedy jednak nagle w jej rzeczywistości zabrakło Willow, dziewczyna podświadomie zaczyna przejmować część jej cech, staje się pewniejsza siebie, odważniejsza. Stara się też zwyczajnie być silna. Dla siebie, dla brata, rodziców, dziadków. Jednak skrywane głęboko emocje i tak prędzej czy później wydostaną się na zewnątrz. I to ze zdwojoną siłą. W historii tej pojawiają się również inne warte uwagi postaci, takie jak chociażby Ryan, obcy chłopak, który jako jedyny zapewni Mackenzie prawdziwe wsparcie oraz Robbie, jej młodszy brat, dla którego to właśnie ona stanie się opoką.

Styl Meyer należy do tych lekkich i niezwykle przyjemnych w odbiorze. Brak długich opisów (których mi osobiście odrobinę brakuje), dosyć krótkie rozdziały i przede wszystkim fabuła, która wciąga już od pierwszych stron razem sprawiają, że przez tę książkę po prostu się płynie. Przeczytałam ją w zaledwie jeden wieczór i muszę przyznać, że ta subtelniejsza wersja Tijan niesamowicie przypadła mi do gustu - z wielką chęcią sięgnęłabym po podobną historię spod jej pióra. Sam wątek romantyczny nie zrobił na mnie zbyt wielkiego wrażenia, był dosyć schematyczny i zabrakło mi stopniowego budowania napięcia pomiędzy bohaterami, którego praktycznie nie odczuwałam. Miałam wręcz wrażenie, że miłosna historia została zepchnięta przez autorkę na drugi plan i szczerze mówiąc kompletnie mi to nie przeszkadzało. Nadrobiła to bowiem poprzez przelanie na kartki papieru całej gamy emocji, które odczuwała Mackenzie po stracie Willow. Ukazała także jej wzruszające stosunki z bratem i trudne, chwilami wręcz przytłaczające relacje z rodzicami, którzy nie byli w stanie jej zrozumieć. I przede wszystkim przedstawiła wewnętrzną przemianę głównej bohaterki, jej walkę o bycie widzialną - walkę z samą sobą. A sama końcówka... Nie sądziłam, że Tijan uda się mnie czymkolwiek zaskoczyć, myślałam, że to dosyć prosta i oczywista historia, za którą nie kryje się nic więcej. Cóż, myliłam się.

Podsumowując, "Pozwól mi zostać" to całkowicie inna, o wiele bardziej subtelna odsłona twórczości Tijan, więc jeśli seria "Fallen Crest" nie do końca przypadła Wam do gustu, myślę, że warto dać autorce drugą szansę. Porusza ona bowiem niesamowicie delikatny temat, który przelewa na kartki poprzez skrajne emocje, tym samym niejednokrotnie wzruszając.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
156 154 1159
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (11)

zgłoś błąd zgłoś błąd