Ver-reads 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 17 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-13 19:39:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Do książek Colleen Hoover nie trzeba mnie w żaden sposób przekonywać, biorę je w ciemno. Mimo wszystko ostatnie dzieła autorki niestety nie do końca mnie przekonywały, odrobinę bałam się, że już nigdy nie napisze czegoś równie dobrego jak chociażby 'Maybe Someday', która po dziś dzień mnie zachwyca. A jednak.
'Wszystkie nasze obietnice' to krótko mówiąc cała Hoover w swoim najlepszym wydaniu -...
Do książek Colleen Hoover nie trzeba mnie w żaden sposób przekonywać, biorę je w ciemno. Mimo wszystko ostatnie dzieła autorki niestety nie do końca mnie przekonywały, odrobinę bałam się, że już nigdy nie napisze czegoś równie dobrego jak chociażby 'Maybe Someday', która po dziś dzień mnie zachwyca. A jednak.
'Wszystkie nasze obietnice' to krótko mówiąc cała Hoover w swoim najlepszym wydaniu - masa skrajnych emocji, trudna tematyka, barwni i niesamowicie autentyczni bohaterowie. Biegnąca w dwóch płaszczyznach czasowych akcja odpowiednio buduje narastające napięcie i sprawia, że po prostu nie można odłożyć tej pozycji chociażby na chwilę. Wpatrując się całkowicie zapłakana w sufit tuż przed szóstą nad ranem, zaraz po zakończeniu lektury, czułam się wyprana z jakichkolwiek uczuć, całkowicie rozbita. Jeszcze chyba nigdy przedtem żaden romans nie zmusił mnie do tak głębokich refleksji nad własnym życiem, nad podejmowanymi przeze mnie wyborami. A czy właśnie nie tego powinniśmy oczekiwać od książek? Ja wiem jedno, z pewnością niejednokrotnie do niej wrócę.
Całkowicie szczere - 10! Polecam z całego serca, nie zawiedziecie się.

pokaż więcej

 
2018-11-06 21:38:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Płomienie zabrały jej dosłownie wszystko. Ukochaną rodzinę, ciepło rodzinnego domu, szansę na jakąkolwiek ustabilizowaną przyszłość. Pożar, który pewnej nocy wybuchł w domu Ellie, raz na zawsze odmienił jej rzeczywistość. Od tego dnia osierocona dziewczynka wpadła w okrutną machinę domów zastępczych, które zamiast wsparcia i zrozumienia, dawały jej jedynie poczucie jeszcze większego... Płomienie zabrały jej dosłownie wszystko. Ukochaną rodzinę, ciepło rodzinnego domu, szansę na jakąkolwiek ustabilizowaną przyszłość. Pożar, który pewnej nocy wybuchł w domu Ellie, raz na zawsze odmienił jej rzeczywistość. Od tego dnia osierocona dziewczynka wpadła w okrutną machinę domów zastępczych, które zamiast wsparcia i zrozumienia, dawały jej jedynie poczucie jeszcze większego wyobcowania. Wszystko zmienia się jednak w momencie, gdy w życiu Ellie pojawia się Imogen. To psycholożka, która właśnie niedawno zdecydowała się po latach powrócić do rodzinnego miasteczka. Staje się ona jej opoką, oparciem, którego tak bardzo potrzebowała. Kobieta nie wie jednak wówczas, że w tej małej społeczności krążą różne pogłoski o osamotnionej dziewczynce. Kiedy bowiem dzieją się dziwne, niewytłumaczalne rzeczy, oczy wszystkich kierują się w kierunku Ellie. Czy słusznie? Czy jedenastolatka faktycznie obdarzona jest tajemniczymi zdolnościami, które niecnie wykorzystuje?

"Ale Ellie jest inna. Sprawia wrażenie, jakby na zewnątrz doskonale wiedziała, jak się zachowywać, lecz w środku nie ma nic. Wydaje się pusta, wydrążona..."

Z twórczością Jenny Blackhurst miałam już styczność w przypadku pozycji "Zanim pozwolę ci wejść". Zakończenie było niestety oczywiste, jednak plastyczny i barwny styl autorki oraz sposób konstruowania fabuły kupił mnie na tyle, że postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Tak też w moje ręce trafił tytuł "Czarownice nie płoną" - i już teraz zdradzę Wam, iż ogromnie cieszę się, że zdecydowałam się na tę lekturę.

Akcja w pozycji tej biegnie dwutorowo i również sama narracja została podzielona właśnie w ten sposób. Wszystkie wydarzenia dotyczące jedenastoletniej, cichej i zamkniętej w sobie Ellie oraz jej nowej rodziny zastępczej poznajemy w trzecioosobowej formie. Natomiast teraźniejsze losy psycholożki Imogen odkrywamy bezpośrednio z jej perspektywy. Ciekawym urozmaiceniem są również pojawiające się momentami wtrącenia dotyczące trudnej i wręcz traumatycznej przeszłości głównych bohaterek, dzięki czemu dowiadujemy się, co tak naprawdę przed laty je ukształtowało. Blackhurst kreuje postaci z krwi i kości, barwne, niesamowicie charakterystyczne, a jednocześnie posiadające liczne wady i niedoskonałości, co czyni je jeszcze bardziej ludzkimi, zwyczajnie autentycznymi. Podobała mi się ich wielowarstwowość, która wymagała od czytelnika wdrożenia się w ich życia, w rozgryzienie ich prawdziwych twarzy, które skrzętnie skrywały pod przybieranymi maskami. Również postaci drugoplanowe, które wydawać by się mogło będą tworzyć jedynie niezbędne do odpowiedzenia historii tło, w pozycji tej przyciągają uwagę swoją nieszablonowością.

Tak jak wspomniałam, styl Jenny jest jednym z głównych powodów, dla którego zdecydowałam się po raz kolejny sięgnąć po jej dzieło. Lekki i przyjemny w odbiorze w połączeniu z plastycznymi i drobiazgowymi opisami tworzy idealną mieszankę, która wciąga już od pierwszych stron. Również samo tempo akcji niemal od razu nabiera całkiem sporego rozpędu i nie zwalnia aż do samego końca. A co z fabułą? Cóż, należę do osób, które spacerując nocą po lesie prawdopodobnie najbardziej wystraszyłyby się ubranej na biało samotnej dziewczynki, a jednym z moich ulubionych horrorów jest "Sierota" (swoją drogą gorąco polecam!), dlatego też byłam urzeczona stworzoną przez Blackhurst historią. Wzbudzająca postrach, piekielnie inteligentna dziewczynka, posępny małomiasteczkowy klimat i tajemnicze wydarzenia, których nie da się w żaden logiczny sposób wyjaśnić - czego chcieć więcej? "Czarownice nie płoną" to pozycja skupiająca się na psychologicznej złożoności postaci i ich wzajemnym wpływie, wręcz stworzona na długie listopadowe wieczory.

pokaż więcej

 
2018-10-30 20:40:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Tom Douglas (tom 7) | Seria: Mroczna Seria

Lekko prószący śnieg, mroźne zimowe powietrze i na pozór zwykły park. Jednak to właśnie w nim przez przypadek odnalezione zostały zwłoki młodej kobiety. Zwłoki pozbawione jakichkolwiek śladów walki, przez co początkowo niezidentyfikowana ofiara zostaje uznana za samobójczynię. Jednak nietypowe okoliczności, brak butów na stopach denatki i znajdujące się w pobliżu ciała przedmioty nie dają... Lekko prószący śnieg, mroźne zimowe powietrze i na pozór zwykły park. Jednak to właśnie w nim przez przypadek odnalezione zostały zwłoki młodej kobiety. Zwłoki pozbawione jakichkolwiek śladów walki, przez co początkowo niezidentyfikowana ofiara zostaje uznana za samobójczynię. Jednak nietypowe okoliczności, brak butów na stopach denatki i znajdujące się w pobliżu ciała przedmioty nie dają spokoju Tomowi Douglasowi. Krok po kroku dociekał on będzie, czy w jej śmierć zamieszane były osoby trzecie. Równocześnie kolejna kobieta postanawia raz na zawsze zakończyć toksyczny związek z partnerem, który od jakiegoś czasu nieustannie zatruwa jej życie i dodatkowo wykorzystuje ją materialnie. Wkrótce okazuje się jednak, iż pozbycie się go nie będzie tak proste, jak mogłaby początkowo zakładać. Kobieta największe wsparcie znajdzie wśród obcych jej osób, które pomogą jej stanąć na nogi. Jak ostatecznie zakończy się sprawa tajemniczej śmierci w parku? Czy drugiej bohaterce uda się wyplątać z wyniszczającej ją psychicznie relacji?

"Ludzie cały czas mówią, że mogliby kogoś zabić, ale ja nie chcę tego powiedzieć, bo wiem, że byłoby w tym ziarno prawdy".

Swoją przygodę z twórczością brytyjskiej pisarki Rachel Abbott zaczęłam od "Drogi ucieczki", drugiego tomu cyklu o inspektorze Tomie Douglasie. Przyznam szczerze, iż było to całkiem udane spotkanie, dlatego też postanowiłam sięgnąć po kolejną pozycję spod jej pióra, tym razem siódmy tom serii. W Polsce poszczególne części wychodziły w niechronologicznej kolejności, jednak nie ma to zbytnio wpływu na ich odbiór, gdyż poza samą postacią detektywa fabuła dotyczy całkowicie odrębnych spraw, dlatego też możecie zacząć chociażby od tej części.

Autorka tym razem zdecydowała się na biegnącą dwutorowo akcję, która przeplata ze sobą dwa różne wątki i odpowiednio stopniuje narastające napięcie. Za pomocą narracji trzecioosobowej śledzimy poczynania inspektora Douglasa i rozwijające się śledztwo, natomiast wątek dotyczący kobiety przechodzącej przez trudne rozstanie z partnerem widzimy bezpośrednio z jej perspektywy. Chwilami pojawiają się również ukazane w pierwszoosobowej formie tajemnicze urywki, przy czym tak naprawdę nie do końca wiadomo, kogo dotyczy ta historia i czyimi oczami ją poznajemy. Uwielbiam sposób, w jaki Abbott kreuje bohaterów - są pełnokrwiści, barwni i charakterystyczni, a jednocześnie pełni wad, zwyczajnie ludzcy. Wśród nich jest Callie, odrobinę zagubiona kobieta próbująca uwolnić się z wyniszczającego ją związku, Thea, emanującą klasą i elegancją staruszka, która postanawia pomóc dziewczynie w tych trudnych dla niej chwilach oraz Sharon, przyszła mężatka, która w noc morderstwa znalazła się tam, gdzie nigdy nie powinna. W książce tej pojawia się również cała masa postaci drugoplanowych, które stanowią niezbędne tło to opowiedzenia tej zawiłej historii.

Książki Abbott cechuje ten niepowtarzalny, wywołujący dreszcze klimat, który wciąga już od pierwszej strony. Z kartek papieru wręcz wylewa się ponura, tym razem mroźna aura, wywierając na czytelniku niesamowite wrażenie. Plastyczne, drobiazgowe opisy w połączeniu z lekkim i przystępnym stylem autorki tworzą idealną mieszankę, a sama akcja już od samego początku nabiera sporego tempa, które w trakcie lektury nie zwalnia i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Autorka niezwykle płynnie manewruje pomiędzy licznymi wątkami, a przeplatające się historie świetnie się uzupełniają i tworzą spójną, zawiłą całość - tutaj nie ma miejsca na przypadek. Na jedyny minus tej pozycji zaliczyłabym odrobinę zbyt mętne ukazanie prywatnego życia Douglasa, które moim zdaniem niepotrzebnie odciągało uwagę od głównej akcji i jednocześnie zmniejszało jej dynamizm. I chociaż główna tajemnica została podana przez Abbott na tacy i szczerze mówiąc nie trzeba było się zbytnio wysilać, by połączyć ze sobą pewne elementy, tak poboczne zagadki kompletnie zbijały mnie z tropu. A ostatnia strona i psychologiczny aspekt tej historii... coś genialnego!

Podsumowując, "Podejdź bliżej" to złożony, przemyślany i dopracowany w najdrobniejszym szczególe thriller, który zauroczy Was posępną aurą tajemniczości i drugoplanowymi wątkami. To jedna z lepszych książek tego gatunku, jakie miałam szansę przeczytać w tym roku, polecam!

pokaż więcej

 
2018-10-22 20:13:02
Ma nowego znajomego: red davenport
 
2018-10-22 20:09:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Strata bliskiej osoby na zawsze odciska na nas swoje piętno, bezpowrotnie zmienia całe nasze dotychczasowe życie. Już na zawsze. Mackenzie nie traci jednak tylko ukochanej siostry, traci cząstkę siebie samej, swoją drugą połówkę - bliźniaczkę. Gdy tuż po przeprowadzce spowodowanej awansem ich ojca Willow niespodziewanie popełnia samobójstwo, członkowie rodziny będą musieli jakoś zmierzyć się z... Strata bliskiej osoby na zawsze odciska na nas swoje piętno, bezpowrotnie zmienia całe nasze dotychczasowe życie. Już na zawsze. Mackenzie nie traci jednak tylko ukochanej siostry, traci cząstkę siebie samej, swoją drugą połówkę - bliźniaczkę. Gdy tuż po przeprowadzce spowodowanej awansem ich ojca Willow niespodziewanie popełnia samobójstwo, członkowie rodziny będą musieli jakoś zmierzyć się z zastałą ich sytuacją, a całkowicie obce otoczenie w żaden sposób im tego nie ułatwi. Mackenzie znajdzie swoje ukojenie w miejscu, o którym nigdy by nawet nie pomyślała. W osobie, której kompletnie nie znała, a której mimo wszystko zaufała. Wraz z tragiczną śmiercią dziewczyny przed jej bliźniaczką otwiera się nowy rozdział życia. Czy będzie w stanie pogodzić się z odejściem najbliższej jej osoby? Czy będzie potrafiła czymkolwiek zapełnić pustkę, jaką pozostawiła po sobie w jej sercu Willow?

"Więcej kawałków we mnie dopasowało się do pozostałych, ale już straciłam rachubę.
Już nie musiałam liczyć".

Z twórczością Tijan miałam już wcześniej styczność, a miało to miejsce przy pełnej rodzinnych intryg i miłosnych zawirowań serii "Fallen Crest", która zdecydowanie przypadła mi do gustu. Nie ma w niej natomiast miejsca na jakąkolwiek delikatność czy też subtelność, dlatego też byłam ogromnie ciekawa, jak Meyer poradzi sobie w tak odmiennej, pełnej emocji tematyce. Czy pozycja ta okaże się kolejnym bestsellerem spod jej pióra?

W pozycji tej poprowadzona została uwielbiana przeze mnie narracja pierwszoosobowa i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, by w przypadku tej książki mogłoby być inaczej. Wszystkie następujące po sobie wydarzenia poznajemy oczami Mackenzie, dzięki czemu jesteśmy w stanie poznać zarówno ją samą, jak i wszystkie ogarniające ją w danych momentach uczucia i kotłujące się wewnątrz niej emocje. Stopniowo odkrywa się ona przed czytelnikiem, odziera się z warstw i pozwala spojrzeć na jej przeszłość, przez co jesteśmy w stanie zrozumieć zarówno ją samą, jak i jej siostrę Willow. Mackenzie zawsze była tą bliźniaczką, która żyła w cieniu drugiej. Mniej popularną, cichą, trzymająca się na uboczu, wręcz odrobinę wycofaną. Kiedy jednak nagle w jej rzeczywistości zabrakło Willow, dziewczyna podświadomie zaczyna przejmować część jej cech, staje się pewniejsza siebie, odważniejsza. Stara się też zwyczajnie być silna. Dla siebie, dla brata, rodziców, dziadków. Jednak skrywane głęboko emocje i tak prędzej czy później wydostaną się na zewnątrz. I to ze zdwojoną siłą. W historii tej pojawiają się również inne warte uwagi postaci, takie jak chociażby Ryan, obcy chłopak, który jako jedyny zapewni Mackenzie prawdziwe wsparcie oraz Robbie, jej młodszy brat, dla którego to właśnie ona stanie się opoką.

Styl Meyer należy do tych lekkich i niezwykle przyjemnych w odbiorze. Brak długich opisów (których mi osobiście odrobinę brakuje), dosyć krótkie rozdziały i przede wszystkim fabuła, która wciąga już od pierwszych stron razem sprawiają, że przez tę książkę po prostu się płynie. Przeczytałam ją w zaledwie jeden wieczór i muszę przyznać, że ta subtelniejsza wersja Tijan niesamowicie przypadła mi do gustu - z wielką chęcią sięgnęłabym po podobną historię spod jej pióra. Sam wątek romantyczny nie zrobił na mnie zbyt wielkiego wrażenia, był dosyć schematyczny i zabrakło mi stopniowego budowania napięcia pomiędzy bohaterami, którego praktycznie nie odczuwałam. Miałam wręcz wrażenie, że miłosna historia została zepchnięta przez autorkę na drugi plan i szczerze mówiąc kompletnie mi to nie przeszkadzało. Nadrobiła to bowiem poprzez przelanie na kartki papieru całej gamy emocji, które odczuwała Mackenzie po stracie Willow. Ukazała także jej wzruszające stosunki z bratem i trudne, chwilami wręcz przytłaczające relacje z rodzicami, którzy nie byli w stanie jej zrozumieć. I przede wszystkim przedstawiła wewnętrzną przemianę głównej bohaterki, jej walkę o bycie widzialną - walkę z samą sobą. A sama końcówka... Nie sądziłam, że Tijan uda się mnie czymkolwiek zaskoczyć, myślałam, że to dosyć prosta i oczywista historia, za którą nie kryje się nic więcej. Cóż, myliłam się.

Podsumowując, "Pozwól mi zostać" to całkowicie inna, o wiele bardziej subtelna odsłona twórczości Tijan, więc jeśli seria "Fallen Crest" nie do końca przypadła Wam do gustu, myślę, że warto dać autorce drugą szansę. Porusza ona bowiem niesamowicie delikatny temat, który przelewa na kartki poprzez skrajne emocje, tym samym niejednokrotnie wzruszając.

pokaż więcej

 
2018-10-18 21:03:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Kaci Hadesa (tom 3) | Seria: Editio Red

Czasami tworzymy wokół siebie niewidzialną barierę, otaczamy się wysokim murem, którego nikt nie może przekroczyć. Flame od lat nie pozwala, by ktokolwiek się do niego zbliżył, nawet najbliżsi. Nieustannie dręczony demonami przeszłości wierzy, że płomienie trawiące go od środka mają moc zabijania. Zabijania każdego, kto kiedykolwiek go dotnie. Wszystko zmienia się jednak w momencie, gdy w jego... Czasami tworzymy wokół siebie niewidzialną barierę, otaczamy się wysokim murem, którego nikt nie może przekroczyć. Flame od lat nie pozwala, by ktokolwiek się do niego zbliżył, nawet najbliżsi. Nieustannie dręczony demonami przeszłości wierzy, że płomienie trawiące go od środka mają moc zabijania. Zabijania każdego, kto kiedykolwiek go dotnie. Wszystko zmienia się jednak w momencie, gdy w jego życiu pojawia się Maddie. Zielonooka, zamknięta w sobie dziewczyna, którą to właśnie on, wraz z pozostałymi członkami motocyklowego gangu, wyrwał ze szponów bezlitosnej sekty. Z kolei ona niespodziewanie po raz pierwszy od wielu lat naruszyła jego prywatność. I nie spłonęła. Czy Maddie ma w sobie to coś, co pozwala jej zbliżyć się do nietykalnego, morderczego Flame'a? Czy też może tak naprawdę to on żyje złudzeniem, które zakorzeniło się głęboko w nim?

"Możesz więc myśleć, że nie można Cię kochać. Ale w sercu, w mojej uzdrowionej duszy, zadaję sobie pytanie, jak można cię nie kochać? Bo dla mnie jesteś prawdą. Moją prawdą. Moje serce w całości należy do ciebie".

"Uleczone dusze" jest to już kolejny, trzeci tom z cyklu "Kaci Hadesa" autorstwa Tillie Cole. Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o tej serii, a jesteście ciekawi mojej opinii na temat dwóch poprzednich części i czy w ogóle warto po nią sięgnąć, serdecznie zapraszam Was na ich recenzję - "To nie ja, kochanie. Tom I" oraz "Uleczę Twe serce. Tom II".


Jeżeli chodzi o literaturę kobiecą, zdecydowanie preferuję zastosowaną również w tej pozycji narrację pierwszoosobową, która pozwala na lepsze poznanie zarówno samych bohaterów, jak i kłębiących się głęboko w nich uczuć i skrywanych emocji. Wszystkie następujące po sobie wydarzenia poznajemy z dwóch różnych perspektyw, dzięki czemu poza bieżącą akcją, odkrywamy także skomplikowaną przeszłość Maddie i Flame'a. Przyznam szczerze, że na część tę czekałam z ogromną niecierpliwością właśnie ze względu na główne postaci - i całe szczęście się nie zawiodłam. Para ta ze wszystkich trzech tomów zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu, z pozoru pełna skrajnych kontrastów i sprzeczności, choć tak naprawdę miała ze sobą wiele wspólnego. Maddie była tą najbardziej wyobcowaną i zamkniętą ze wszystkich sióstr, jako jedyna wciąż nie mogła zaakceptować otaczającej ją nowej rzeczywistości i obcowania ze zdemoralizowanymi członkami gangu motocyklowego. Flame z kolei, od kiedy wstąpił do klanu, stanowił pewną zagadkę dla jego nowych braci. Unikający kontaktu fizycznego, nierozstający się ze swoim nożem i żądny krwi stwarzał wokół siebie otoczkę, której inni nie śmiali w żaden sposób naruszać. W części tej Cole stworzyła postaci o bardziej złożone, wielowarstwowe, a liczne wtrącenia dotyczące ich przeszłości nakreślały pewną brutalną historię, która dogłębnie poruszała i tworzyła piękną całość. Nie zabrakło również postaci drugoplanowych, dzięki czemu poznajemy również dalsze losy głównych postaci poprzednich dwóch tomów.

Styl Cole pozostał niezmiennie lekki, przyjemny i przystępny w odbiorze, a krótkie rozdziały i pędząca już od pierwszych stron w ogromnym tempie akcja sprawia, że książka czyta się praktycznie sama. Fabuła po raz kolejny jest nietypową mieszanką brutalności, przemocy i wulgarności z ognistym romansem, chociaż niestety nie szokuje już tak jak za pierwszym razem, a utarte przez Tillie w poprzednich częściach schematy w pewnym momencie stały się odrobinę nużące. Sam wątek dotyczący Zakonu i związanym z nim konfliktem zszedł jednak na drugi plan i stał się jedynie nikłym tłem dla miłosnej historii, co akurat moim zdaniem zadziałało na sporą korzyść tej części. Stopniowo rodząca się pomiędzy bohaterami więź była z pewnością najbardziej emocjonalną i wzruszającą ze wszystkich tomów, przez co z wypiekami na twarzy śledziłam dalsze losy tej dwójki. Nie sądziłam, że Cole uda się mnie zaskoczyć na tej płaszczyźnie - a jednak to zrobiła.

Podsumowując, jeżeli mieliście już styczność z "Katami Hadesa", pewnie nie trzeba Was zachęcać do sięgnięcia po "Uleczone dusze". Ze swojej strony chcę jedynie dodać, że najmocniejszą stroną tego tomu są główne postaci, a historia ich uczucia została naprawdę pięknie nakreślona.

pokaż więcej

 
2018-10-08 20:15:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Cztery nowele. Cztery całkowicie różne historie. Jedno przenikliwe uczucie niepokoju, które towarzyszy czytelnikowi już od pierwszej strony. (Nie)zwykły polaroid, który z każdym kolejnym błyskiem flesza pozbawia znajdującą się na zdjęciu ofiarę fragmentu przeszłości, raz na zawsze wymazując go z jej pamięci. Głęboko zakorzeniona i niemożliwa do pohamowania chęć zabijania, która skrywa się... Cztery nowele. Cztery całkowicie różne historie. Jedno przenikliwe uczucie niepokoju, które towarzyszy czytelnikowi już od pierwszej strony. (Nie)zwykły polaroid, który z każdym kolejnym błyskiem flesza pozbawia znajdującą się na zdjęciu ofiarę fragmentu przeszłości, raz na zawsze wymazując go z jej pamięci. Głęboko zakorzeniona i niemożliwa do pohamowania chęć zabijania, która skrywa się gdzieś wewnątrz postaci, której nigdy byście o to nie podejrzewali. Pobyt w chmurach, który choć brzmi pięknie, wręcz magicznie, okazuje się czystą męczarnią, której sprostać będzie musiał jeden z bohaterów. Niezgodne w jakikolwiek sposób z prawami przyrody zjawiska pogodowe, zbierające owocne żniwa wśród ludzkich dusz, których mógłby im pozazdrościć niejeden zamachowiec - a może to jednak jego sprawka? "Zdjęcie", "Naładowany", "Wniebowzięty", "Deszcz" - Joe Hill zabiera czytelnika w pełną zaskakujących i nietypowych zdarzeń podróż, pozwalającą spojrzeć na świat z całkowicie innej perspektywy.

"Żyj szybko i pozostaw po sobie ładne zwłoki:
to gówniany plan dla człowieka, ale niezły na nowelę".

Co tu dużo kryć, powyższe zdanie idealnie opisuje stworzoną przez Hilla pozycję. Przyznam szczerze, że miałam lekkie obawy sięgając po tę książkę, gdyż o ile za horrorami przepadam, tak za fantastyką już niekoniecznie. Całe szczęście zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona, a poza wyżej wymienionymi gatunkami w "Dziwnej pogodzie" znalazło się również miejsce na thriller, tworząc tym samym nietuzinkową, piekielnie wciągającą mieszankę.

Formy narracji zmieniają się wraz z przedstawianymi przez autora historiami. Niektóre z nich poznajemy bezpośrednio z perspektywy głównych bohaterów, inne z kolei za pomocą narracji trzecioosobowej. Jest to ciekawy zabieg, który dodatkowo urozmaica już i tak pełną wrażeń lekturę. Postaci wykreowane przez Hilla są niesamowicie barwne i przede wszystkim diabelnie charakterystyczne. Ich cechy osobowości wręcz wylewają się z kartek papieru, ożywiając i czyniąc bohaterów autentycznymi. Wśród nich znajdziemy nieradzącego sobie ze stosunkami międzyludzkimi otyłego nerda, który cały swój wolny czas poświęca na tworzenie autorskich 'wynalazków'. Jest też służący niegdyś w wojsku i pełniący obecnie funkcję ochroniarza Kellaway, któremu sąd wydał zakaz zbliżania się i jakiegokolwiek innego kontaktu z jego sześcioletnim synem i byłą żoną. Kolejnym bohaterem jest tchórzliwy Aubrey, mężczyzna nieszczęśliwie zakochany w swojej przyjaciółce, który głównie dla niej, mimo lęku wysokości, decyduje się na skok ze spadochronem. Ostatnią bohaterką jest Honeysuckle, homoseksualistka o ogromnym sercu, która podczas ulewy ostrych kryształów traci swoją ukochaną, tak naprawdę jedyną bliską jej osobę.

"Zawsze ubrana w cienką, aksamitną suknię z emocji, której tkanina darła się przy każdym kroku w świat..."

Po przeczytaniu "Dziwnej pogody" wiem jedno, chcę więcej! Lekki i przystępny w odbiorze styl autora w połączeniu z plastycznymi i niezwykle barwnymi opisami sprawia, że przez tę pozycję zwyczajnie się płynie, a kartki niepostrzeżenie coraz szybciej przelatują między palcami. Spore tempo akcji narzucone zostało już od pierwszego opowiadania i utrzymywało się aż do ostatniej strony, całkowicie wciągając mnie w ten inny, dziwny świat. Jedyną nowelą, która niestety nie do końca przypadła mi do gustu, był "Wniebowzięty". Odrobinę zabrakło mi w niej napięcia, towarzyszącego mi chociażby przy historii "Naładowany", która swoją drogą skradła moje serce. To, co jednak najbardziej kupiło mnie w "Dziwnej pogodzie", to praktycznie całkowite odarcie jej z jakichkolwiek emocji. Nie ma w tej pozycji zbyt wiele miejsca na rozterki i przemyślenia głównych bohaterów, na poznawanie skrywanych i kłębiących się gdzieś głęboko w nich uczuć. Zostali oni przykryci pewną warstwą pozorów, przez które czytelnik nie do końca jest się w stanie przebić. Wszystkie następujące po sobie makabryczne wydarzenia ukazywane są z zimną krwią i niezachwianym spokojem - dlatego też tak ogromnie szokują i tworzą ten niepowtarzalny, mroczny i posępny klimat, który zapadnie w mojej pamięci na długo. Na sam koniec chciałabym również wspomnieć o wydaniu, które niemal od razu przyciąga wzrok. Twarda oprawa, oddająca aurę książki i utrzymana w odcieniach zieleni okładka oraz znajdujące się wewnątrz przepiękne ilustracje zdobiące każdą nowelę razem tworzą pozycję, która cieszy oko i pięknie zdobi biblioteczkę.

Podsumowując, jeżeli tak jak ja wahaliście się nad sięgnięciem po "Dziwną pogodę", nie zwlekajcie ani chwili dłużej! Ta idealna kombinacja grozy, thrillera i fantastyki przeniesie Was na chwilę do innego, ponurego świata, który niejednokrotnie wprawi Was w osłupienie i zachwyt. Z czystym sumieniem polecam!

pokaż więcej

 
2018-09-26 16:18:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Fallen Crest (tom 3)

Wydawać by się mogło, że to co najgorsze ma już za sobą. Pełne napięcia rodzinne konflikty i nieustanna walka Samanthy o jej związek z Masonem wiele ją kosztowały, dlatego jedyne o czym marzy, to by w końcu choć w małym stopniu ustabilizować swoje życie. Jednak już wkrótce okazuje się, że los postawił na jej drodze kolejne wyzwanie, a zmiana szkoły, mimo bliskiej osoby stojącej przy jej boku,... Wydawać by się mogło, że to co najgorsze ma już za sobą. Pełne napięcia rodzinne konflikty i nieustanna walka Samanthy o jej związek z Masonem wiele ją kosztowały, dlatego jedyne o czym marzy, to by w końcu choć w małym stopniu ustabilizować swoje życie. Jednak już wkrótce okazuje się, że los postawił na jej drodze kolejne wyzwanie, a zmiana szkoły, mimo bliskiej osoby stojącej przy jej boku, może być wielkim koszmarem. Knująca bowiem wraz ze swoją świtą najróżniejsze intrygi Kate zrobi wszystko, by jak najdotkliwiej uprzykrzyć Samanthcie życie i nie podda się, dopóki nie zrealizuje swojego planu. Jakby tego było mało, z każdym kolejnym dniem atmosfera pomiędzy miastem Fallen Crest a Roussou gęstnieje, a rozpętany dawniej konflikt coraz mocniej przybiera na sile. Jak ostatecznie Samantha odnajdzie się w nowym, nieprzychylnym jej otoczeniu? Czy Mason aby na pewno będzie w stanie ją ochronić? Czy też może rozpocznie własną wojnę?

"Z jakiegoś powodu, ukryta w jego ramionach w moim starym pokoju, czułam się spokojnie. Moja przeszłość i przyszłość jakoś się połączyły i to było wszystko, czego potrzebowałam".

"Fallen Crest. Szkoła" jest to już trzeci tom cyklu "Fallen Crest", serii która szturmem podbiła serca czytelniczek na całym świecie stając się tym samym bestsellerem. Przyznam szczerze, że sięgając po ten cykl spodziewałam się raczej typowego romansu, a tymczasem otrzymałam sporą ilość zawiłych intryg, rodzinnych sporów i ognistych konfliktów. Pierwszy tom zrobił na mnie spore wrażenie, drugi okazał się jeszcze lepszy. Czy "Szkoła" okaże się godną ich kontynuacją?

W części tej, tak jak i w poprzednich, poprowadzona została narracja w pierwszej osobie, która moim zdaniem w literaturze kobiecej sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Ponadto podzielona została ona między dwójkę głównych bohaterów, dzięki czemu następujące po sobie wydarzenia poznajemy nie tylko oczami Samanthy, ale również Masona, co pozwala nam poznać ogarniające ich w danych momentach uczucia i kłębiące się w nich wewnętrzne rozterki. Nie będę ukrywać, iż postaci wykreowane przez Tijan wzbudzają w czytelniku masę skrajnych emocji, i cóż, nie zawsze należą one wyłącznie do tych pozytywnych. Chwilami ich nielogiczne i wręcz lekkomyślne decyzje irytują, momentami bawią, jednak z pewnością nie można odmówić im mocnych i barwnych charakterów, które ich wyróżniają. Samantha w tomie tym stara się w końcu wziąć życie we własne ręce, nie być bierną wobec skierowanej względem niej agresji i nie zrzucać wszystkich swoich problemów na braci Kade, co z pewnością jest pozytywną zmianą. Z kolei Mason coraz bardziej angażuje się w związek z Sam i jest w stanie przekroczyć wiele granic, by tylko była bezpieczna. Mimo wszystko po części wciąż pozostaje taki sam, a jego porywcza i impulsywna natura niejednokrotnie daje o sobie znać. Po raz kolejny pojawiają się również liczne, niezwykle charakterystyczne postaci drugoplanowe, które sporo namieszają w życiu głównych bohaterów. Wśród nich jest chociażby nieustępliwa, przepełniona żądzą zemsty za jej wykluczenie Kate, która zrobi wszystko, by przemienić życie Samanthy w piekło.

Styl Tijan, mimo iż niesamowicie lekki, wciąż bywał momentami odrobinę chaotyczny. Oparty jest on głównie na samych dialogach, pozbawiony chociażby dłuższych opisów otoczenia, których w serii tej brakuje mi chyba najbardziej. Warstwa emocjonalna natomiast została odpowiednio nakreślona, a spore tempo akcji sprawiło, że książkę tę przeczytałam błyskawicznie. Fabuła niestety okazała się lekkim rozczarowaniem, przez co część ta wypada dosyć blado na tle swoich poprzedniczek. W dwóch pierwszych tomach, poza ciekawym wątkiem romantycznym, uwagę przyciągały skomplikowane rodzinne relacje i trudna przeszłość bohaterki. W najnowszej części problemy te zostały zepchnięte na drugi plan na rzecz wyjaskrawionych szkolnych potyczek, które nie były już tak przekonywujące, a w pewnych momentach wręcz zakrawały o absurd. Mimo wszystko seria ta ma w sobie to coś, co niezwykle wciąga, i chociaż ma swoje słabsze momenty, wciąż ciężko oderwać się od dalszej lektury. A samo zakończenie? Tym razem Tijan przebiła samą siebie, ostatnie strony i nagły zwrot akcji całkowicie mnie zaskoczyły - kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Mam nieodparte przeczucie, iż czwarty tom może okazać się tym najlepszym i już nie mogę doczekać się lektury!

Podsumowując, "Fallen Crest. Szkoła" moim zdaniem wypada odrobinę gorzej od poprzednich tomów, jednak odnoszę wrażenie, iż Tijan musiała pozamykać pewne wątki, by móc rozpocząć kolejne - i zapowiadają się naprawdę intrygująco!

pokaż więcej

 
2018-09-17 14:33:07
Ma nowego znajomego: Sarcastic Books
 
2018-09-17 14:32:58
Ma nowego znajomego: Pola St
 
2018-09-17 14:32:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Centrum Londynu. Jeden całkowicie odcięty od zewnętrznego świata hotelowy pokój, zmasakrowane zwłoki ułożone na dnie wypełnionej zakrzepłą już krwią wanny, szóstka przypadkowych, charakterystycznych i skrajnie różnych od siebie osób. A wśród nich jeden detektyw, przed którym postawione zostanie największe wyzwanie w całym jego dotychczasowym życiu - rozwikłanie tożsamość znajdującego się wśród... Centrum Londynu. Jeden całkowicie odcięty od zewnętrznego świata hotelowy pokój, zmasakrowane zwłoki ułożone na dnie wypełnionej zakrzepłą już krwią wanny, szóstka przypadkowych, charakterystycznych i skrajnie różnych od siebie osób. A wśród nich jeden detektyw, przed którym postawione zostanie największe wyzwanie w całym jego dotychczasowym życiu - rozwikłanie tożsamość znajdującego się wśród nich mordercy. I zaledwie trzy godziny, które z każdą kolejną sekundą zdają się biegnąć szybciej, coraz bardziej zagęszczając ponurą atmosferę. Sheppard krok po kroku będzie starał się połączyć ze sobą pozostawione ślady i równocześnie rozgryźć prawdziwe twarze pozostałej piątki zamkniętych w pomieszczeniu osób. Czy ich wybór był przypadkowy, czy też łączy ich jakiś wspólny mianownik? Z jakimi demonami przeszłości ostatecznie będzie musiał zmierzyć się detektyw, by sprostać wyzwaniu tajemniczego oprawcy i uratować wszystkich przed nieubłaganie zbliżającą się śmiercią?

"Mimo to gdzieś w zakamarkach jego umysłu zakiełkowała świadomość, że dziecko, które miał w sobie, umarło wraz z panem Jefferiesem.
Wisiało obok swojego nauczyciela w pracowni matematycznej".

Przeglądając wrześniowe zapowiedzi wydawnicze pozycja "Zgadnij kto" błyskawicznie przyciągnęła mój wzrok świetnie zaprojektowaną, nietypową okładką. Sam opis natomiast sprawił, że książka od razu trafiła na moją listę 'must have' - zwiastował klaustrofobiczną aurę łączącą w sobie klimat escape roomu z krwawą 'Piłą', czego chcieć więcej?

W pozycji tej poprowadzona została narracja trzecioosobowa, która moim zdaniem w thrillerach/kryminałach sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Ponadto poza obecnymi wydarzeniami mającymi miejsce w londyńskim hotelu, stopniowo odkrywamy również przeszłość głównego bohatera. Biegnąca dwutorowo akcja jest ciekawym zabiegiem, dzięki któremu najpierw poznajemy skutki, a dopiero następnie przyczyny, które doprowadziły do tego mrocznego zdarzenia i uwięzienia szóstki osób. Sporą zaletą są również niesamowicie barwne, plastyczne i skrajnie różne postaci, które wspólnie tworzą wybuchową mieszankę. Poza samym detektywem Sheppardem, którego w końcu dopadają demony przeszłości, odkrywamy również tożsamość pozostałych bohaterów. Wśród nich jest Ryan, hotelowy sprzątacz, który jako jedyny doskonale zna miejsce ich uwięzienia, urocza kelnerka Amanda, nieustannie marząca o karierze dziennikarki, nawiedzona Constance, znana aktorka teatralna i zagorzała katoliczka, Alan, zasadniczy i ceniony w środowisku czarnoskóry prawnik oraz Rhona, cicha i zamknięta w swoim własnym świecie siedemnastolatka, całkowicie pochłonięta przez płynącą w jej słuchawkach muzykę. To piątka charakterystycznych osób, wśród których skrywa się morderca.

Styl McGeorgea przypadł mi do gustu, lekkie pióro, plastyczne opisy i krótkie rozdziały sprawiły, że książkę tę przeczytałam w zaledwie dwa wieczory. Niestety moim zdaniem była ona bardzo nierówna. Początek był wręcz genialny, klimatyczny, klaustrofobiczny - po prostu idealny. Natomiast później akcja momentalnie spada i wręcz zaczyna się wlec, nie budując tym samym jakiegokolwiek napięcia, które powinno być nieodłączną częścią książki tego gatunku. W pewnym momencie pojawiające się i przeplatające się z główną fabułą wydarzenia z przeszłości wciągnęły mnie o wiele bardziej, i to właśnie na te rozdziały, ukazujące retrospekcje, czekałam z ogromną niecierpliwością. Przyznam szczerze, iż to one wywołały szok poprzez pewien zwrot akcji, którego kompletnie się nie spodziewałam. Podobało mi się również jak oprawca, który zamknął całą szóstkę w hotelowym pokoju, bawił się z nimi w kotka i myszkę. Zwodził ich, dając im złudną nadzieję tylko po to, by za chwilę ją odebrać. A czy zgadłam kto? Cóż, tak, jednak w mojej głowie narodził się całkowicie inny motyw, a więc autorowi koniec końców udało się mnie zaskoczyć, za co wielki plus. Atmosfera podczas epilogu ponownie się zagęszcza, a ostatnie strony zapierają dech i wynagradzają dosyć mętny środek.

Podsumowując, mimo tych kilku wad sądzę, że warto sięgnąć po tę pozycję, głównie ze względu na samą fabułę, która jest świeżym powiewem wśród niejednokrotnie powielanych, utartych w kryminałach schematów. "Zgadnij kto" jako debiut wypada naprawdę dobrze, a ja w przyszłości z chęcią sięgnę po kolejne dzieła McGeorgea.

pokaż więcej

 
2018-09-12 15:45:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czasami ucieczka wydaje się najlepszym, czy wręcz jedynym rozwiązaniem. Zostawienie skomplikowanej przeszłości, wszelkich wspomnień i problemów za sobą, rozpoczęcie nowego życia z czystą kartą. Taką właśnie decyzję podjął 28-letni Marshall, wyruszając bez żadnych perspektyw do Nowego Jorku, miasta, które nigdy nie śpi. Praca w remizie strażackiej oraz wynajęty pokój dają mu pewną stabilizację,... Czasami ucieczka wydaje się najlepszym, czy wręcz jedynym rozwiązaniem. Zostawienie skomplikowanej przeszłości, wszelkich wspomnień i problemów za sobą, rozpoczęcie nowego życia z czystą kartą. Taką właśnie decyzję podjął 28-letni Marshall, wyruszając bez żadnych perspektyw do Nowego Jorku, miasta, które nigdy nie śpi. Praca w remizie strażackiej oraz wynajęty pokój dają mu pewną stabilizację, której od tak dawna poszukiwał, której tak bardzo pragnął. Wprowadzając się do mieszkania zamieszkiwanego przez rodzeństwo nie wiedział jednak, że wkrótce jego relacja ze współlokatorką przybierze niespodziewany obrót. A gdy na jaw stopniowo zaczną wychodzić jej mroczne tajemnice, Marshall będzie musiał podjąć decyzję, czy będzie w stanie to udźwignąć. Czy w końcu uda mu się zostawić swoją ponurą przeszłość za sobą? Jak ostatecznie potoczą się losy tej dwójki?

"Już nie byłem całością. Kawałki mojej duszy już na zawsze dryfowały w próżni, w nicości, a tam nie było niczego dobrego. Żadnej nadziei. Uśmiechu. Wiary, że będzie dobrze".

Przyznam szczerze, że nigdy przedtem nie miałam styczności z twórczością K.N. Haner, więc kompletnie nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tej pozycji. Przyciągnęła mnie do niej głównie piękna, idealnie stworzona pod kątem kolorystycznym okładka oraz opis, który zwiastował intrygującą historię. Historię, która zaoferuje mi coś więcej, niż tylko kolejny, powielający utarte schematy romans. Czy autorce udało się spełnić moje oczekiwania?

Narracja poprowadzona została w pierwszoosobowej formie, którą zdecydowanie preferuję jeżeli chodzi o literaturę tego gatunku. Ciekawym zabiegiem było natomiast poznawanie całej historii z perspektywy męskiej postaci, co z pewnością nie jest typowym rozwiązaniem, ale mi, szczerze mówiąc, bardzo przypadło do gustu. Dzięki temu jesteśmy w stanie bliżej poznać głównego bohatera, zarówno kotłujące się w nim emocje, ale także fragmenty przeszłości, które ukształtowały go i znacząco wpłynęły na jego obecną postawę. Postawę, której niestety nie zawsze byłam w stanie zrozumieć. Marshall to 28-letni mężczyzna, któremu demony przeszłości nie pozwalają zacząć normalnego życia, zaangażować się w związek, uwierzyć, że on również zasługuje na szczęście. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że jego wycofanie ma swoje podstawy, tak jego emocjonalna niedojrzałość i uczuciowe rozchwianie godne rozhisteryzowanej nastolatki niejednokrotnie mnie irytowało. Natomiast postaci drugoplanowe kupiły mnie całkowicie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, by nie odbierać Wam przyjemności z lektury, ale muszę przyznać, że kreacje oparte na kontrastach i barwne charaktery postaci były idealnym dopełnieniem tej historii.

Przyjemny i przystępny w odbiorze styl K.N. Haner już od pierwszych stron przypadł mi do gustu. Lekkie pióro, odpowiedni balans pomiędzy pędzącą akcją a uzewnętrznianiem się głównego bohatera oraz piekielnie wciągająca fabuła sprawiły, że pozycję tę przeczytałam w zaledwie jeden wieczór. Nieludzka przemoc, narkotyki czy też bezwzględne wykorzystywanie mogą się wydawać dosyć nietypowym, wręcz absurdalnym tłem dla budowania romantycznego wątku, ale uwierzcie mi, nic bardziej mylnego. "Zapomnij o mnie" to miła odskocznia od mdłych i szablonowych historii miłosnych, które zamiast wywoływać emocje, zwyczajnie nużą. A tu tych skrajnych emocji było naprawdę wiele, i chociaż momentami fabuła przypominała operę mydlaną, to pozycja ta miała jednak w sobie coś, przez co nie mogłam się od niej oderwać. Autorka w piękny sposób ukazała również, jak ważne jest pogodzenie się ze swoją przeszłością, jej powolna akceptacja. Jeżeli bowiem nie pokonamy własnych demonów, nie zawalczymy o siebie, nie będziemy w stanie uratować nikogo innego.

Podsumowując, "Zapomnij o mnie" to dosyć mroczna, wyróżniająca się na tle innych słodko-gorzka historia, która mimo kilku niedociągnięć z pewnością jest warta przeczytania. Jeżeli lubicie romanse przełamujące pewne utarte schematy, ten powinien sprawdzić się idealnie.

pokaż więcej

 
2018-09-04 12:47:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

W dzisiejszych czasach często przejmujemy się błahostkami, zaprzątamy sobie głowę sprawami, które tak naprawdę nie wpływają znacząco na nasze życie. Zwyczajnie nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele mamy. Aż przychodzi taki moment, w którym nagła strata sprawia, że dopiero wówczas zaczynamy doceniać to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Życie siedemnastoletniej Katie zmieniło swój bieg gdy ta... W dzisiejszych czasach często przejmujemy się błahostkami, zaprzątamy sobie głowę sprawami, które tak naprawdę nie wpływają znacząco na nasze życie. Zwyczajnie nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele mamy. Aż przychodzi taki moment, w którym nagła strata sprawia, że dopiero wówczas zaczynamy doceniać to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Życie siedemnastoletniej Katie zmieniło swój bieg gdy ta była jeszcze małym dzieckiem. Wystąpienie symptomów choroby XP sprawiło, że dziewczyna została zamknięta w czterech ścianach swojego pokoju, a przynajmniej za dnia, kiedy promienie słońca mogłyby wywołać w jej organizmie niepożądane skutki. I chociaż Katie zdecydowała się mimo wszystko cieszyć z tego co ma, z świetnymi wynikami skończyła szkołę online, nauczyła się grać na gitarze i tworzyła swoje własne kawałki, wciąż w głębi duszy pragnęła życia zwykłej nastolatki. Czy będzie w stanie zdusić w sobie to uczucie? Tym bardziej, że w jej życiu wkrótce pojawi się osoba, dla której będzie w stanie zaryzykować? Dla której będzie chciała być normalna?

"Odrywam dłoń od gitary. Palce drżą, nie panuję nad nimi. Odsuwam gitarę, szybko, żeby Morgan nie zauważyła.
Ale wiem.
Wiem".

O książce "W blasku nocy" Trish Cook zrobiło się szczególnie głośnio za sprawą ekranizacji, której podjął się Netflix. Przyznam szczerze, że sama zdecydowałam się na jej lekturę głównie ze względu na film, po który sięgnęłam w pierwszej kolejności, i który mimo dosyć schematycznej fabuły kupił mnie pięknymi ujęciami i świetną ścieżką dźwiękową. Czy papierowy pierwowzór również spełnił moje oczekiwania?

Wszystkie przedstawione w książce wydarzenia ukazane są poprzez narrację pierwszoosobową. Historia widziana bezpośrednio z perspektywy Katie pozwala lepiej poznać nam ją samą, jak i wszelkie uczucia kotłujące się wewnątrz niej oraz emocje ogarniające ją w danych momentach. I przyznam, że niemal od razu wzbudza ona w czytelniku ogromną, nieodpartą wręcz sympatię. To na pozór zwykła, mająca własne marzenia dziewczyna, która stara się żyć na tyle normalnie, na ile pozwala jej sytuacja. Jest zdystansowana, zabawna i uroczo nieśmiała, przez co książka ta, mimo dosyć ponurej tematyki, niejednokrotnie wywoływała na mojej twarzy uśmiech. Charlie to postać, z którą miałam niestety największy problem, jak dla mnie był zbyt wyidealizowany, wręcz nierealny w swojej pozbawionej jakichkolwiek wad osobowości. Natomiast pozytywne uczucia wzbudzali we mnie bohaterowie drugoplanowi, a już w szczególności Morgan, jedyna przyjaciółka Katie, która swoim silnym charakterem i specyficznym, chwilami czarnym poczuciem humoru kupiła mnie całkowicie.

Styl Trish Cook jest lekki i niezwykle przyjemny w odbiorze, oparty głównie na dialogach. Zabrakło mi w tej pozycji odrobinę bardziej rozbudowanych opisów, jednak zdaję sobie sprawę, iż jest to książka skierowana głównie do młodzieży, a więc całość ma mieć przystępną formę. Jeżeli natomiast chodzi o samą fabułę, mimo iż wydawać by się mogło, że książek o tematyce choroby powstało aż nadto, ta okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Nietypowa dysfunkcja głównej bohaterki oraz ciekawe kreacje pozostałych postaci sprawiły, że przez tę książkę po prostu się płynie, dlatego też przeczytałam ją w zaledwie dwa wieczory. I chociaż sam wątek romantyczny i uczucie pomiędzy Katie i Charliem nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia, to niezwykle urzekła mnie bliska relacja głównej bohaterki z jej ojcem oraz w piękny sposób ukazana nierozerwalna więź łącząca ją z przyjaciółką. Niestety nie otrzymałam tego, co w pozycji tej bezsprzecznie powinno grać pierwsze skrzypce i mnie zachwycić - emocji, które targały by mną podczas lektury.

Podsumowując, "W blasku nocy" to słodko-gorzka historia, która mimo swojej dosyć szablonowej konstrukcji, nadrabia ją ciekawie wykreowanymi postaciami i nietypowym humorem. Niestety nie wywarła na mnie dużego wrażenia, akurat w tym przypadku film, możliwe że przez świetnie dopasowaną muzykę i piękne kadry, przypał mi do gustu bardziej.

pokaż więcej

 
2018-08-29 12:18:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Kaci Hadesa (tom 2)

Wydawać by się mogło, że najgorsze ma tak naprawdę już za sobą. Że uwolniona z odciętej od świata sekty, będzie mogła w końcu poskładać i rozpocząć swoje życie na nowo. Co jeśli jednak ona wcale tego nie chce? Lilah dorastała w zamkniętym, rygorystycznym Zakonie, gdzie od najmłodszych lat wpajane były jej surowe zasady, które stały się nieodłączną częścią jej życia. I chociaż jej codzienność... Wydawać by się mogło, że najgorsze ma tak naprawdę już za sobą. Że uwolniona z odciętej od świata sekty, będzie mogła w końcu poskładać i rozpocząć swoje życie na nowo. Co jeśli jednak ona wcale tego nie chce? Lilah dorastała w zamkniętym, rygorystycznym Zakonie, gdzie od najmłodszych lat wpajane były jej surowe zasady, które stały się nieodłączną częścią jej życia. I chociaż jej codzienność była przepełniona złem i brutalnością, dziewczyna wciąż wierzyła, że wszystko to ostatecznie ma swój wyższy cel, któremu po prostu musi się w całości poświęcić. Kiedy więc nagle, w ciągu zaledwie jednego dnia zostaje wyrwana z opresji, której nawet tak naprawdę nie była świadoma, i trafia wprost do środowiska gangu motocyklistów, kompletnie nie jest w stanie się w nim odnaleźć. Czy w końcu zaakceptuje nową, tak bardzo odmienną od dawnej, rzeczywistość?

"Chcę być niezauważona... Chcę nie istnieć w oczach mężczyzn.
Postarałam się, żeby tak się stało. Chcę nie istnieć".

"Uleczę Twe serce" jest to już drugi tom stworzonej przez Tillie Cole serii "Kaci Hadesa". Mimo iż skupia się on głównie na losie innej niż w pierwszej części dwójki bohaterów, należy czytać je w odpowiedniej kolejności. Jeżeli nie sięgnęliście więc jeszcze po część pierwszą, a chcecie wiedzieć czy warto, zapraszam Was na recenzję "To nie ja, kochanie".

W tomie tym, tak jak i poprzednio, poprowadzona została uwielbiana przeze mnie w romansach narracja pierwszoosobowa. Wszystkie wydarzenia poznajemy z dwóch różnych perspektyw, co jest sporą zaletą, gdyż dzięki temu odkrywamy nie tylko kłębiące się wewnątrz nich emocje, ale także fragmenty ich przeszłości. Niektóre rozdziały ukazane są również oczami Kaina, przybliża on czytelnikowi plany odbudowanego, jeszcze silniejszego Zakonu, któremu teraz przewodzi. Tym razem postaci pierwszoplanowe nie mają wspólnej historii, a ich relacja rozwija się bardzo powoli i początkowo niezbyt (choć to lekkie słowo w tym przypadku) udanie. Bohaterowie wykreowani przez Cole zachwycają swoją charakterystycznością i ognistymi temperamentami. Są też o wiele bardziej złożeni i wielowarstwowi, niż postaci z pierwszego tomu. Lilah całe swoje życie spędziła w odciętym od świata środowisku, gdzie wpajane były jej absurdalne i niezwykle brutalne zasady. Nie znała innego życia, nie wiedziała czym są normalne relacje z mężczyznami, co to znaczy być naprawdę kochaną... Co jednak najbardziej wstrząsające, nie widziała w tym nic złego, a po zdarzeniu się z rzeczywistością gangu motocyklistów przerażało ją ich zgorszenie, którego nie była w stanie zaakceptować. Ky, jeden z jego członków, jest niestety dosyć schematyczną postacią. Pozbawiony jakichkolwiek skrupułów, zabójczo przystojny, traktujący wszystkie napotkane kobiety w przedmiotowy sposób, oczywiście do momentu, w którym poznaje Lilah. Mimo wszystko w sferze gangsterskich porachunków wciąż pozostał bezwzględny, co jest sporym plusem, gdyż Cole nie wybieliła tej postaci do samego końca.

Mroczniejszy odcień pióra Cole kupił mnie już w pierwszym tomie. Dodatkowo prosty i niezwykle przystępny w odbiorze styl sprawia, że przez tę pozycję po prostu się płynie, a kartki niepostrzeżenie przelatują między palcami. Niestety po raz kolejny pojawiły się dosyć chaotyczne fragmenty, liczne powtórzenia i dziwne konstrukcje zdań, które momentami odbierały przyjemność z lektury. Natomiast akcja, która już od samego początku ma dosyć duże tempo, rozwija się wręcz błyskawicznie, przez co ciężko jest odłożyć tę pozycję chociażby na chwilę. Sama fabuła jest bezsprzecznie kolejnym pozytywnym zaskoczeniem, Tillie z każdą kolejną stroną wciąga czytelnika coraz głębiej w ten niebezpieczny, pełen okrucieństwa i przemocy świat, subtelnie wplątując w niego wątek romantyczny. I chociaż niektórym to połączenie może wydawać się absurdalne i wręcz nierealne, uwierzcie mi, to niezwykle miła odskocznia od mdłych i schematycznych historii miłosnych, wielokrotnie już powielanych. Mimo iż nie jest to pozycja dla każdego, gdyż zawiera sporo wulgarności, to osoby, które nie boją się nieprzyzwoitości powinny być usatysfakcjonowane z lektury.

Podsumowując, "Uleczę Twe serce" to godna kontynuacja, która ostatecznie podobała mi się nawet odrobinę bardziej od poprzedniczki. Z niecierpliwością wyczekuję tomu trzeciego, którego zalążki ukazane zostały w drugiej części, czuję, że będzie najlepszy!

pokaż więcej

 
2018-08-26 20:13:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie samotną torebkę,... Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie samotną torebkę, należąca niegdyś do dziewczyny, która jasno wskazywała, iż Catherine nie odeszła z własnej woli. Czy jej bliscy będą w stanie pogodzić się z tak ogromną stratą, jaka przytłoczy ich w najmniej spodziewanym momencie? Czy kiedykolwiek dowiedzą się, co tak naprawdę przytrafiło się tamtego wieczoru ich córce, żonie, przyjaciółce, studentce...?

"-(...) Życie ludzi jest bardziej skomplikowane niż jedna rzecz, która im się zdarzyła.
- Owszem, ale czasem ta jedna rzecz może nadać barwę całej reszcie".

Przyznam szczerze, że na samym początku do książki tej przyciągnęła mnie oryginalna oraz piękna w swojej prostocie okładka. Nazwisko Rosenblum tak naprawdę kompletnie nic mi nie mówiło, jak się później okazało nie bez powodu, gdyż powieść "Tyle miłości" jest debiutem Autorki. Jednak znajdujący się z tyłu, intrygujący i zwiastujący pełną emocji lekturę opis przekonał mnie całkowicie - czy słusznie dałam jej szansę?

Forma narracji zastosowana w tej pozycji z pewnością jest jej ogromną zaletą. Wydarzenia ukazane bezpośrednio z perspektywy różnych bohaterów przeplatają się z narracją trzecioosobową, razem tworząc ciekawy, rzadko spotykany zabieg. I chociaż wydawać by się mogło, że tego typu rozwiązanie może niepotrzebnie wprowadzać chaos i zamęt, nic bardziej mylnego. Autorka poprzez charakterystyczne cechy poszczególnych postaci sprawiała, że bez problemu można było odnaleźć się w ich sytuacji i wręcz poczuć kotłujące się wewnątrz nich emocje. Kreacja bohaterów przypadła mi do gustu, poznajemy nie tylko ich obecne cechy czy też przyzwyczajenia, ale również fragmenty ich przeszłości. Catherine to młoda, mająca jeszcze przed sobą całe życie dziewczyna ubóstwiająca literaturę i studiująca związany z nią kierunek. Mężatka zakochana w swoim o dziesięć lat starszym mężu, który tak naprawdę był jej pierwszą poważną miłością. I który nie widział poza nią świata. W historii tej pojawiają się również inne postaci, wykładowca Catherine, który wciąż nie jest w stanie zapomnieć o jej tajemniczym zniknięciu, oprawca, którego wcześniejsza możliwa identyfikacja zapobiegłaby ogromnej tragedii, czy też Donny, nastolatek, który pewnego dnia, ku rozpaczy jego bliskich, również rozpłynął się w powietrzu.

Styl Rosenblum od pierwszych stron niezwykle przypał mi do gustu. Prosty i przystępny w odbiorze, ale jednak miał w sobie coś, co czyniło go oryginalnym. Złożona, wielowarstwowa fabuła nieustannie przeplatająca losy różnych bohaterów sprawia, że ciężko jest odłożyć tę pozycję chociażby na chwilę. Jednak nie będę ukrywać, iż jej ciężka tematyka momentami wręcz mnie przytłaczała, zmuszała do refleksji i chwili oddechu. Nie jest to z pewnością rasowy, trzymający w napięciu thriller, podczas czytania którego będziecie stopniowo odkrywać tożsamość psychopatycznego mordercy. Został on podany czytelnikowi na tacy, a mimo to... dawno nie czytałam książki, która wzbudziłaby we mnie tak wiele uśpionych emocji. Która powodowałaby, że wstrzymywałabym oddech, nawet tego nie zauważając. "Tyle miłości" to dogłębna, wstrząsająca i niezwykle poruszająca analiza traumatycznych przeżyć ofiar, ukazanie zarówno ich życia 'przed', jak i 'po'. Życia, którego musieli uczyć się na nowo, i które już nigdy nie będzie takie samo. Autorka w ciekawy sposób poruszyła w stworzonej przez nią historii tę drugą, często pomijaną stronę. Poprzez różne perspektywy przedstawiła codzienność bliskich ofiar. Ogarniający ich przytłaczający ból, życie nikłą nadzieją oraz jej utratę.

"Tyle miłości" to książka, która w pewnym momencie całkowicie mnie pochłonęła i, co tu dużo kryć, ostatecznie wywarła na mnie ogromne wrażenie. Lekko nostalgiczna, niesamowicie klimatyczna, idealna na zbliżające się wielkimi krokami jesienne wieczory.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
148 146 1066
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (11)

zgłoś błąd zgłoś błąd