Ver-reads 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 17 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-17 14:33:07
Ma nowego znajomego: Sarcastic Books
 
2018-09-17 14:32:58
Ma nowego znajomego: Pola St
 
2018-09-17 14:32:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Centrum Londynu. Jeden całkowicie odcięty od zewnętrznego świata hotelowy pokój, zmasakrowane zwłoki ułożone na dnie wypełnionej zakrzepłą już krwią wanny, szóstka przypadkowych, charakterystycznych i skrajnie różnych od siebie osób. A wśród nich jeden detektyw, przed którym postawione zostanie największe wyzwanie w całym jego dotychczasowym życiu - rozwikłanie tożsamość znajdującego się wśród... Centrum Londynu. Jeden całkowicie odcięty od zewnętrznego świata hotelowy pokój, zmasakrowane zwłoki ułożone na dnie wypełnionej zakrzepłą już krwią wanny, szóstka przypadkowych, charakterystycznych i skrajnie różnych od siebie osób. A wśród nich jeden detektyw, przed którym postawione zostanie największe wyzwanie w całym jego dotychczasowym życiu - rozwikłanie tożsamość znajdującego się wśród nich mordercy. I zaledwie trzy godziny, które z każdą kolejną sekundą zdają się biegnąć szybciej, coraz bardziej zagęszczając ponurą atmosferę. Sheppard krok po kroku będzie starał się połączyć ze sobą pozostawione ślady i równocześnie rozgryźć prawdziwe twarze pozostałej piątki zamkniętych w pomieszczeniu osób. Czy ich wybór był przypadkowy, czy też łączy ich jakiś wspólny mianownik? Z jakimi demonami przeszłości ostatecznie będzie musiał zmierzyć się detektyw, by sprostać wyzwaniu tajemniczego oprawcy i uratować wszystkich przed nieubłaganie zbliżającą się śmiercią?

"Mimo to gdzieś w zakamarkach jego umysłu zakiełkowała świadomość, że dziecko, które miał w sobie, umarło wraz z panem Jefferiesem.
Wisiało obok swojego nauczyciela w pracowni matematycznej".

Przeglądając wrześniowe zapowiedzi wydawnicze pozycja "Zgadnij kto" błyskawicznie przyciągnęła mój wzrok świetnie zaprojektowaną, nietypową okładką. Sam opis natomiast sprawił, że książka od razu trafiła na moją listę 'must have' - zwiastował klaustrofobiczną aurę łączącą w sobie klimat escape roomu z krwawą 'Piłą', czego chcieć więcej?

W pozycji tej poprowadzona została narracja trzecioosobowa, która moim zdaniem w thrillerach/kryminałach sprawdza się zdecydowanie najlepiej. Ponadto poza obecnymi wydarzeniami mającymi miejsce w londyńskim hotelu, stopniowo odkrywamy również przeszłość głównego bohatera. Biegnąca dwutorowo akcja jest ciekawym zabiegiem, dzięki któremu najpierw poznajemy skutki, a dopiero następnie przyczyny, które doprowadziły do tego mrocznego zdarzenia i uwięzienia szóstki osób. Sporą zaletą są również niesamowicie barwne, plastyczne i skrajnie różne postaci, które wspólnie tworzą wybuchową mieszankę. Poza samym detektywem Sheppardem, którego w końcu dopadają demony przeszłości, odkrywamy również tożsamość pozostałych bohaterów. Wśród nich jest Ryan, hotelowy sprzątacz, który jako jedyny doskonale zna miejsce ich uwięzienia, urocza kelnerka Amanda, nieustannie marząca o karierze dziennikarki, nawiedzona Constance, znana aktorka teatralna i zagorzała katoliczka, Alan, zasadniczy i ceniony w środowisku czarnoskóry prawnik oraz Rhona, cicha i zamknięta w swoim własnym świecie siedemnastolatka, całkowicie pochłonięta przez płynącą w jej słuchawkach muzykę. To piątka charakterystycznych osób, wśród których skrywa się morderca.

Styl McGeorgea przypadł mi do gustu, lekkie pióro, plastyczne opisy i krótkie rozdziały sprawiły, że książkę tę przeczytałam w zaledwie dwa wieczory. Niestety moim zdaniem była ona bardzo nierówna. Początek był wręcz genialny, klimatyczny, klaustrofobiczny - po prostu idealny. Natomiast później akcja momentalnie spada i wręcz zaczyna się wlec, nie budując tym samym jakiegokolwiek napięcia, które powinno być nieodłączną częścią książki tego gatunku. W pewnym momencie pojawiające się i przeplatające się z główną fabułą wydarzenia z przeszłości wciągnęły mnie o wiele bardziej, i to właśnie na te rozdziały, ukazujące retrospekcje, czekałam z ogromną niecierpliwością. Przyznam szczerze, iż to one wywołały szok poprzez pewien zwrot akcji, którego kompletnie się nie spodziewałam. Podobało mi się również jak oprawca, który zamknął całą szóstkę w hotelowym pokoju, bawił się z nimi w kotka i myszkę. Zwodził ich, dając im złudną nadzieję tylko po to, by za chwilę ją odebrać. A czy zgadłam kto? Cóż, tak, jednak w mojej głowie narodził się całkowicie inny motyw, a więc autorowi koniec końców udało się mnie zaskoczyć, za co wielki plus. Atmosfera podczas epilogu ponownie się zagęszcza, a ostatnie strony zapierają dech i wynagradzają dosyć mętny środek.

Podsumowując, mimo tych kilku wad sądzę, że warto sięgnąć po tę pozycję, głównie ze względu na samą fabułę, która jest świeżym powiewem wśród niejednokrotnie powielanych, utartych w kryminałach schematów. "Zgadnij kto" jako debiut wypada naprawdę dobrze, a ja w przyszłości z chęcią sięgnę po kolejne dzieła McGeorgea.

pokaż więcej

 
2018-09-12 15:45:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czasami ucieczka wydaje się najlepszym, czy wręcz jedynym rozwiązaniem. Zostawienie skomplikowanej przeszłości, wszelkich wspomnień i problemów za sobą, rozpoczęcie nowego życia z czystą kartą. Taką właśnie decyzję podjął 28-letni Marshall, wyruszając bez żadnych perspektyw do Nowego Jorku, miasta, które nigdy nie śpi. Praca w remizie strażackiej oraz wynajęty pokój dają mu pewną stabilizację,... Czasami ucieczka wydaje się najlepszym, czy wręcz jedynym rozwiązaniem. Zostawienie skomplikowanej przeszłości, wszelkich wspomnień i problemów za sobą, rozpoczęcie nowego życia z czystą kartą. Taką właśnie decyzję podjął 28-letni Marshall, wyruszając bez żadnych perspektyw do Nowego Jorku, miasta, które nigdy nie śpi. Praca w remizie strażackiej oraz wynajęty pokój dają mu pewną stabilizację, której od tak dawna poszukiwał, której tak bardzo pragnął. Wprowadzając się do mieszkania zamieszkiwanego przez rodzeństwo nie wiedział jednak, że wkrótce jego relacja ze współlokatorką przybierze niespodziewany obrót. A gdy na jaw stopniowo zaczną wychodzić jej mroczne tajemnice, Marshall będzie musiał podjąć decyzję, czy będzie w stanie to udźwignąć. Czy w końcu uda mu się zostawić swoją ponurą przeszłość za sobą? Jak ostatecznie potoczą się losy tej dwójki?

"Już nie byłem całością. Kawałki mojej duszy już na zawsze dryfowały w próżni, w nicości, a tam nie było niczego dobrego. Żadnej nadziei. Uśmiechu. Wiary, że będzie dobrze".

Przyznam szczerze, że nigdy przedtem nie miałam styczności z twórczością K.N. Haner, więc kompletnie nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tej pozycji. Przyciągnęła mnie do niej głównie piękna, idealnie stworzona pod kątem kolorystycznym okładka oraz opis, który zwiastował intrygującą historię. Historię, która zaoferuje mi coś więcej, niż tylko kolejny, powielający utarte schematy romans. Czy autorce udało się spełnić moje oczekiwania?

Narracja poprowadzona została w pierwszoosobowej formie, którą zdecydowanie preferuję jeżeli chodzi o literaturę tego gatunku. Ciekawym zabiegiem było natomiast poznawanie całej historii z perspektywy męskiej postaci, co z pewnością nie jest typowym rozwiązaniem, ale mi, szczerze mówiąc, bardzo przypadło do gustu. Dzięki temu jesteśmy w stanie bliżej poznać głównego bohatera, zarówno kotłujące się w nim emocje, ale także fragmenty przeszłości, które ukształtowały go i znacząco wpłynęły na jego obecną postawę. Postawę, której niestety nie zawsze byłam w stanie zrozumieć. Marshall to 28-letni mężczyzna, któremu demony przeszłości nie pozwalają zacząć normalnego życia, zaangażować się w związek, uwierzyć, że on również zasługuje na szczęście. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że jego wycofanie ma swoje podstawy, tak jego emocjonalna niedojrzałość i uczuciowe rozchwianie godne rozhisteryzowanej nastolatki niejednokrotnie mnie irytowało. Natomiast postaci drugoplanowe kupiły mnie całkowicie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, by nie odbierać Wam przyjemności z lektury, ale muszę przyznać, że kreacje oparte na kontrastach i barwne charaktery postaci były idealnym dopełnieniem tej historii.

Przyjemny i przystępny w odbiorze styl K.N. Haner już od pierwszych stron przypadł mi do gustu. Lekkie pióro, odpowiedni balans pomiędzy pędzącą akcją a uzewnętrznianiem się głównego bohatera oraz piekielnie wciągająca fabuła sprawiły, że pozycję tę przeczytałam w zaledwie jeden wieczór. Nieludzka przemoc, narkotyki czy też bezwzględne wykorzystywanie mogą się wydawać dosyć nietypowym, wręcz absurdalnym tłem dla budowania romantycznego wątku, ale uwierzcie mi, nic bardziej mylnego. "Zapomnij o mnie" to miła odskocznia od mdłych i szablonowych historii miłosnych, które zamiast wywoływać emocje, zwyczajnie nużą. A tu tych skrajnych emocji było naprawdę wiele, i chociaż momentami fabuła przypominała operę mydlaną, to pozycja ta miała jednak w sobie coś, przez co nie mogłam się od niej oderwać. Autorka w piękny sposób ukazała również, jak ważne jest pogodzenie się ze swoją przeszłością, jej powolna akceptacja. Jeżeli bowiem nie pokonamy własnych demonów, nie zawalczymy o siebie, nie będziemy w stanie uratować nikogo innego.

Podsumowując, "Zapomnij o mnie" to dosyć mroczna, wyróżniająca się na tle innych słodko-gorzka historia, która mimo kilku niedociągnięć z pewnością jest warta przeczytania. Jeżeli lubicie romanse przełamujące pewne utarte schematy, ten powinien sprawdzić się idealnie.

pokaż więcej

 
2018-09-04 12:47:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

W dzisiejszych czasach często przejmujemy się błahostkami, zaprzątamy sobie głowę sprawami, które tak naprawdę nie wpływają znacząco na nasze życie. Zwyczajnie nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele mamy. Aż przychodzi taki moment, w którym nagła strata sprawia, że dopiero wówczas zaczynamy doceniać to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Życie siedemnastoletniej Katie zmieniło swój bieg gdy ta... W dzisiejszych czasach często przejmujemy się błahostkami, zaprzątamy sobie głowę sprawami, które tak naprawdę nie wpływają znacząco na nasze życie. Zwyczajnie nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele mamy. Aż przychodzi taki moment, w którym nagła strata sprawia, że dopiero wówczas zaczynamy doceniać to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Życie siedemnastoletniej Katie zmieniło swój bieg gdy ta była jeszcze małym dzieckiem. Wystąpienie symptomów choroby XP sprawiło, że dziewczyna została zamknięta w czterech ścianach swojego pokoju, a przynajmniej za dnia, kiedy promienie słońca mogłyby wywołać w jej organizmie niepożądane skutki. I chociaż Katie zdecydowała się mimo wszystko cieszyć z tego co ma, z świetnymi wynikami skończyła szkołę online, nauczyła się grać na gitarze i tworzyła swoje własne kawałki, wciąż w głębi duszy pragnęła życia zwykłej nastolatki. Czy będzie w stanie zdusić w sobie to uczucie? Tym bardziej, że w jej życiu wkrótce pojawi się osoba, dla której będzie w stanie zaryzykować? Dla której będzie chciała być normalna?

"Odrywam dłoń od gitary. Palce drżą, nie panuję nad nimi. Odsuwam gitarę, szybko, żeby Morgan nie zauważyła.
Ale wiem.
Wiem".

O książce "W blasku nocy" Trish Cook zrobiło się szczególnie głośnio za sprawą ekranizacji, której podjął się Netflix. Przyznam szczerze, że sama zdecydowałam się na jej lekturę głównie ze względu na film, po który sięgnęłam w pierwszej kolejności, i który mimo dosyć schematycznej fabuły kupił mnie pięknymi ujęciami i świetną ścieżką dźwiękową. Czy papierowy pierwowzór również spełnił moje oczekiwania?

Wszystkie przedstawione w książce wydarzenia ukazane są poprzez narrację pierwszoosobową. Historia widziana bezpośrednio z perspektywy Katie pozwala lepiej poznać nam ją samą, jak i wszelkie uczucia kotłujące się wewnątrz niej oraz emocje ogarniające ją w danych momentach. I przyznam, że niemal od razu wzbudza ona w czytelniku ogromną, nieodpartą wręcz sympatię. To na pozór zwykła, mająca własne marzenia dziewczyna, która stara się żyć na tyle normalnie, na ile pozwala jej sytuacja. Jest zdystansowana, zabawna i uroczo nieśmiała, przez co książka ta, mimo dosyć ponurej tematyki, niejednokrotnie wywoływała na mojej twarzy uśmiech. Charlie to postać, z którą miałam niestety największy problem, jak dla mnie był zbyt wyidealizowany, wręcz nierealny w swojej pozbawionej jakichkolwiek wad osobowości. Natomiast pozytywne uczucia wzbudzali we mnie bohaterowie drugoplanowi, a już w szczególności Morgan, jedyna przyjaciółka Katie, która swoim silnym charakterem i specyficznym, chwilami czarnym poczuciem humoru kupiła mnie całkowicie.

Styl Trish Cook jest lekki i niezwykle przyjemny w odbiorze, oparty głównie na dialogach. Zabrakło mi w tej pozycji odrobinę bardziej rozbudowanych opisów, jednak zdaję sobie sprawę, iż jest to książka skierowana głównie do młodzieży, a więc całość ma mieć przystępną formę. Jeżeli natomiast chodzi o samą fabułę, mimo iż wydawać by się mogło, że książek o tematyce choroby powstało aż nadto, ta okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Nietypowa dysfunkcja głównej bohaterki oraz ciekawe kreacje pozostałych postaci sprawiły, że przez tę książkę po prostu się płynie, dlatego też przeczytałam ją w zaledwie dwa wieczory. I chociaż sam wątek romantyczny i uczucie pomiędzy Katie i Charliem nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia, to niezwykle urzekła mnie bliska relacja głównej bohaterki z jej ojcem oraz w piękny sposób ukazana nierozerwalna więź łącząca ją z przyjaciółką. Niestety nie otrzymałam tego, co w pozycji tej bezsprzecznie powinno grać pierwsze skrzypce i mnie zachwycić - emocji, które targały by mną podczas lektury.

Podsumowując, "W blasku nocy" to słodko-gorzka historia, która mimo swojej dosyć szablonowej konstrukcji, nadrabia ją ciekawie wykreowanymi postaciami i nietypowym humorem. Niestety nie wywarła na mnie dużego wrażenia, akurat w tym przypadku film, możliwe że przez świetnie dopasowaną muzykę i piękne kadry, przypał mi do gustu bardziej.

pokaż więcej

 
2018-08-29 12:18:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Kaci Hadesa (tom 2)

Wydawać by się mogło, że najgorsze ma tak naprawdę już za sobą. Że uwolniona z odciętej od świata sekty, będzie mogła w końcu poskładać i rozpocząć swoje życie na nowo. Co jeśli jednak ona wcale tego nie chce? Lilah dorastała w zamkniętym, rygorystycznym Zakonie, gdzie od najmłodszych lat wpajane były jej surowe zasady, które stały się nieodłączną częścią jej życia. I chociaż jej codzienność... Wydawać by się mogło, że najgorsze ma tak naprawdę już za sobą. Że uwolniona z odciętej od świata sekty, będzie mogła w końcu poskładać i rozpocząć swoje życie na nowo. Co jeśli jednak ona wcale tego nie chce? Lilah dorastała w zamkniętym, rygorystycznym Zakonie, gdzie od najmłodszych lat wpajane były jej surowe zasady, które stały się nieodłączną częścią jej życia. I chociaż jej codzienność była przepełniona złem i brutalnością, dziewczyna wciąż wierzyła, że wszystko to ostatecznie ma swój wyższy cel, któremu po prostu musi się w całości poświęcić. Kiedy więc nagle, w ciągu zaledwie jednego dnia zostaje wyrwana z opresji, której nawet tak naprawdę nie była świadoma, i trafia wprost do środowiska gangu motocyklistów, kompletnie nie jest w stanie się w nim odnaleźć. Czy w końcu zaakceptuje nową, tak bardzo odmienną od dawnej, rzeczywistość?

"Chcę być niezauważona... Chcę nie istnieć w oczach mężczyzn.
Postarałam się, żeby tak się stało. Chcę nie istnieć".

"Uleczę Twe serce" jest to już drugi tom stworzonej przez Tillie Cole serii "Kaci Hadesa". Mimo iż skupia się on głównie na losie innej niż w pierwszej części dwójki bohaterów, należy czytać je w odpowiedniej kolejności. Jeżeli nie sięgnęliście więc jeszcze po część pierwszą, a chcecie wiedzieć czy warto, zapraszam Was na recenzję "To nie ja, kochanie".

W tomie tym, tak jak i poprzednio, poprowadzona została uwielbiana przeze mnie w romansach narracja pierwszoosobowa. Wszystkie wydarzenia poznajemy z dwóch różnych perspektyw, co jest sporą zaletą, gdyż dzięki temu odkrywamy nie tylko kłębiące się wewnątrz nich emocje, ale także fragmenty ich przeszłości. Niektóre rozdziały ukazane są również oczami Kaina, przybliża on czytelnikowi plany odbudowanego, jeszcze silniejszego Zakonu, któremu teraz przewodzi. Tym razem postaci pierwszoplanowe nie mają wspólnej historii, a ich relacja rozwija się bardzo powoli i początkowo niezbyt (choć to lekkie słowo w tym przypadku) udanie. Bohaterowie wykreowani przez Cole zachwycają swoją charakterystycznością i ognistymi temperamentami. Są też o wiele bardziej złożeni i wielowarstwowi, niż postaci z pierwszego tomu. Lilah całe swoje życie spędziła w odciętym od świata środowisku, gdzie wpajane były jej absurdalne i niezwykle brutalne zasady. Nie znała innego życia, nie wiedziała czym są normalne relacje z mężczyznami, co to znaczy być naprawdę kochaną... Co jednak najbardziej wstrząsające, nie widziała w tym nic złego, a po zdarzeniu się z rzeczywistością gangu motocyklistów przerażało ją ich zgorszenie, którego nie była w stanie zaakceptować. Ky, jeden z jego członków, jest niestety dosyć schematyczną postacią. Pozbawiony jakichkolwiek skrupułów, zabójczo przystojny, traktujący wszystkie napotkane kobiety w przedmiotowy sposób, oczywiście do momentu, w którym poznaje Lilah. Mimo wszystko w sferze gangsterskich porachunków wciąż pozostał bezwzględny, co jest sporym plusem, gdyż Cole nie wybieliła tej postaci do samego końca.

Mroczniejszy odcień pióra Cole kupił mnie już w pierwszym tomie. Dodatkowo prosty i niezwykle przystępny w odbiorze styl sprawia, że przez tę pozycję po prostu się płynie, a kartki niepostrzeżenie przelatują między palcami. Niestety po raz kolejny pojawiły się dosyć chaotyczne fragmenty, liczne powtórzenia i dziwne konstrukcje zdań, które momentami odbierały przyjemność z lektury. Natomiast akcja, która już od samego początku ma dosyć duże tempo, rozwija się wręcz błyskawicznie, przez co ciężko jest odłożyć tę pozycję chociażby na chwilę. Sama fabuła jest bezsprzecznie kolejnym pozytywnym zaskoczeniem, Tillie z każdą kolejną stroną wciąga czytelnika coraz głębiej w ten niebezpieczny, pełen okrucieństwa i przemocy świat, subtelnie wplątując w niego wątek romantyczny. I chociaż niektórym to połączenie może wydawać się absurdalne i wręcz nierealne, uwierzcie mi, to niezwykle miła odskocznia od mdłych i schematycznych historii miłosnych, wielokrotnie już powielanych. Mimo iż nie jest to pozycja dla każdego, gdyż zawiera sporo wulgarności, to osoby, które nie boją się nieprzyzwoitości powinny być usatysfakcjonowane z lektury.

Podsumowując, "Uleczę Twe serce" to godna kontynuacja, która ostatecznie podobała mi się nawet odrobinę bardziej od poprzedniczki. Z niecierpliwością wyczekuję tomu trzeciego, którego zalążki ukazane zostały w drugiej części, czuję, że będzie najlepszy!

pokaż więcej

 
2018-08-26 20:13:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie samotną torebkę,... Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie samotną torebkę, należąca niegdyś do dziewczyny, która jasno wskazywała, iż Catherine nie odeszła z własnej woli. Czy jej bliscy będą w stanie pogodzić się z tak ogromną stratą, jaka przytłoczy ich w najmniej spodziewanym momencie? Czy kiedykolwiek dowiedzą się, co tak naprawdę przytrafiło się tamtego wieczoru ich córce, żonie, przyjaciółce, studentce...?

"-(...) Życie ludzi jest bardziej skomplikowane niż jedna rzecz, która im się zdarzyła.
- Owszem, ale czasem ta jedna rzecz może nadać barwę całej reszcie".

Przyznam szczerze, że na samym początku do książki tej przyciągnęła mnie oryginalna oraz piękna w swojej prostocie okładka. Nazwisko Rosenblum tak naprawdę kompletnie nic mi nie mówiło, jak się później okazało nie bez powodu, gdyż powieść "Tyle miłości" jest debiutem Autorki. Jednak znajdujący się z tyłu, intrygujący i zwiastujący pełną emocji lekturę opis przekonał mnie całkowicie - czy słusznie dałam jej szansę?

Forma narracji zastosowana w tej pozycji z pewnością jest jej ogromną zaletą. Wydarzenia ukazane bezpośrednio z perspektywy różnych bohaterów przeplatają się z narracją trzecioosobową, razem tworząc ciekawy, rzadko spotykany zabieg. I chociaż wydawać by się mogło, że tego typu rozwiązanie może niepotrzebnie wprowadzać chaos i zamęt, nic bardziej mylnego. Autorka poprzez charakterystyczne cechy poszczególnych postaci sprawiała, że bez problemu można było odnaleźć się w ich sytuacji i wręcz poczuć kotłujące się wewnątrz nich emocje. Kreacja bohaterów przypadła mi do gustu, poznajemy nie tylko ich obecne cechy czy też przyzwyczajenia, ale również fragmenty ich przeszłości. Catherine to młoda, mająca jeszcze przed sobą całe życie dziewczyna ubóstwiająca literaturę i studiująca związany z nią kierunek. Mężatka zakochana w swoim o dziesięć lat starszym mężu, który tak naprawdę był jej pierwszą poważną miłością. I który nie widział poza nią świata. W historii tej pojawiają się również inne postaci, wykładowca Catherine, który wciąż nie jest w stanie zapomnieć o jej tajemniczym zniknięciu, oprawca, którego wcześniejsza możliwa identyfikacja zapobiegłaby ogromnej tragedii, czy też Donny, nastolatek, który pewnego dnia, ku rozpaczy jego bliskich, również rozpłynął się w powietrzu.

Styl Rosenblum od pierwszych stron niezwykle przypał mi do gustu. Prosty i przystępny w odbiorze, ale jednak miał w sobie coś, co czyniło go oryginalnym. Złożona, wielowarstwowa fabuła nieustannie przeplatająca losy różnych bohaterów sprawia, że ciężko jest odłożyć tę pozycję chociażby na chwilę. Jednak nie będę ukrywać, iż jej ciężka tematyka momentami wręcz mnie przytłaczała, zmuszała do refleksji i chwili oddechu. Nie jest to z pewnością rasowy, trzymający w napięciu thriller, podczas czytania którego będziecie stopniowo odkrywać tożsamość psychopatycznego mordercy. Został on podany czytelnikowi na tacy, a mimo to... dawno nie czytałam książki, która wzbudziłaby we mnie tak wiele uśpionych emocji. Która powodowałaby, że wstrzymywałabym oddech, nawet tego nie zauważając. "Tyle miłości" to dogłębna, wstrząsająca i niezwykle poruszająca analiza traumatycznych przeżyć ofiar, ukazanie zarówno ich życia 'przed', jak i 'po'. Życia, którego musieli uczyć się na nowo, i które już nigdy nie będzie takie samo. Autorka w ciekawy sposób poruszyła w stworzonej przez nią historii tę drugą, często pomijaną stronę. Poprzez różne perspektywy przedstawiła codzienność bliskich ofiar. Ogarniający ich przytłaczający ból, życie nikłą nadzieją oraz jej utratę.

"Tyle miłości" to książka, która w pewnym momencie całkowicie mnie pochłonęła i, co tu dużo kryć, ostatecznie wywarła na mnie ogromne wrażenie. Lekko nostalgiczna, niesamowicie klimatyczna, idealna na zbliżające się wielkimi krokami jesienne wieczory.

pokaż więcej

 
2018-08-21 17:49:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Z pewnością niejednokrotnie w chłodne, jesienne wieczory z kubkiem parującej herbaty i grubym kocem wpatrywaliście się w jasne gwiazdy rozpostarte na mocno kontrastującym, granatowym niebie. I wydawały się one tak odległe, tak bardzo nieosiągalne. Ludzka ciekawość nie zna jednak granic, a przekraczanie niewidzialnych barier i sięganie po nieznane jest zdecydowanie jej najpiękniejszym owocem. I... Z pewnością niejednokrotnie w chłodne, jesienne wieczory z kubkiem parującej herbaty i grubym kocem wpatrywaliście się w jasne gwiazdy rozpostarte na mocno kontrastującym, granatowym niebie. I wydawały się one tak odległe, tak bardzo nieosiągalne. Ludzka ciekawość nie zna jednak granic, a przekraczanie niewidzialnych barier i sięganie po nieznane jest zdecydowanie jej najpiękniejszym owocem. I choć wydawać by się mogło, że NASA swoje lata świetności ma już dawno za sobą, to jednak prowadzi ona obecnie różne projekty kosmiczne, a większość z nich składa się na ten największy, mający być ogromnym, przełomowym wręcz krokiem naprzód - lotem na czerwoną planetę. Cofnijmy się jednak na krótką chwilę w czasie i zastanówmy się, jak to wszystko w ogóle się zaczęło... Przekroczenie bariery dźwięku, pierwszy lot człowieka w przestrzeń kosmiczną, krążenie po orbicie - Tom Wolfe zabierze Was w podróż, której z pewnością długo nie zapomnicie.

"Teraz zdobyli coś, czego im przez wiele lat odmawiano, chociaż mieli u stóp całą Amerykę: zdobyli akceptację kolegów, braci krwi. Uznano ich wreszcie za prawdziwych pilotów ery kosmicznej, za pilotów zasługujących na miejsce pośród tych z samego szczytu wielkiej piramidy".

Na swojej wciąż rozrastającej się 'kosmicznej' półce mam już kilka wartych uwagi pozycji, jednak przeglądając zapowiedzi mój wzrok niemal od razu powędrował w kierunku wznowionego dzieła Wolfe'a, wcześniej znanego jako "S-kadra". Cóż, po prostu nie mogłam przejść koło tej pozycji obojętnie i powiem jedno, nie żałuję - już teraz mogę zdradzić, że to najlepsza książka o tej tematyce, jaką kiedykolwiek miałam szansę przeczytać.

O czym więc są "Kowboje"? O ogromnych, choć nie prekursorskich sukcesach i początkach NASA, o pierwszym locie w przestrzeń kosmiczną i krążeniu po orbicie, o przekraczaniu bariery dźwięku. Jest również książką przedstawiającą nieustanną i niepohamowaną żądzę walki USA z innym mocarstwem, Rosją. Walką o dominację w kosmosie z tajemniczym Głównym Konstruktorem, który niejednokrotnie zagrał na nosie inżynierom NASA. Przede wszystkim jest to jednak historia niezwykłych, pałających ogromną pasją ludzi, dla których możliwość brania udziału w programach kosmicznych czy też lotach doświadczalnych była największym zaszczytem i życiową szansą. Należał do nich Charles "Chuck" Yeager, genialny pilot doświadczalny, pierwszy człowiek, który lecąc samolotem X1 przekroczył magiczną barierę dźwięku oraz Joseph "Joe" Walker, pilot wojskowy, który jako pierwszy osiągnął wysokość suborbitalną. No i sławna siódemka, członkowie znanego, mającego na celu wyniesienie astronautów na orbitę okołoziemską projektu Merkury. A wśród nich między innymi Alan Shepard Jr., pierwszy amerykański astronauta, który w kapsule "Freedom 7" osiągnął wysokość suborbitalną, Leroy Gordon "Gordo" Cooper, to właśnie on odbył ostatni i zarazem najdłuższy lot w projekcie (nie omieszkał podczas niego zasnąć) oraz John Glenn, jako pierwszy Amerykanin wykonał lot orbitalny, w późniejszych latach zmienił kurs swojej dalszej kariery i zajął się polityką.

"Johanson? Wykluczone. Żaden Johanson do jej domu nie wejdzie. Oczywiście, wiceprezydent był wściekły. Wrzeszczał, darł gębę tak, że pół Arlington go słyszało. 'Stare pierdoły! Banda pedałów! Zgraja mięczaków!' - takie epitety posyłał swoim doradcom".

I chociaż mogłoby się wydawać, że książka ta przytacza rzetelnie zebrane, ale jednak jedynie suche fakty, to uwierzcie mi, nic bardziej mylnego. To, w jaki sposób Tom Wolfe opowiada czytelnikowi tę historię, z jaką łatwością i niewymuszoną lekkością przenosi go w przeszłość, odkrywając przed nim przełomowe dla świata wydarzenia - coś niezwykłego! I chociaż zdecydowanie nie jest to pozycja na jeden wieczór, to styl Autora, jego rozbrajające poczucie humoru i przenikająca kartki papieru szczerość sprawia, że ciężko się od niej oderwać (a ja już teraz wiem, że za jakiś czas do niej wrócę). Wolfe, poza samym programem Merkury i jego członkami, których przedstawił również z tej normalnej, 'ludzkiej' strony, ukazał także rodzącą się rywalizację i konflikty. Poza oczywistym współzawodnictwem między wielkimi mocarstwami, wywiązały się również inne, bardziej słowne utarczki pomiędzy legendarnymi pilotami doświadczalnymi a przyszłymi astronautami, których Ci pierwsi porównywali do 'wytresowanych małp'. I to nieustannie powtarzające się pytanie, 'Czy astronauci to w ogóle... piloci?'. W ciekawy sposób Tom ukazał również samą Amerykę, a raczej jej rodaków, którym gloryfikacja astronautów, uznawanych wręcz za bohaterów narodowych, lekko mówiąc, wymknęła się spod kontroli. Nie zabrakło też nieugiętej Wiktoriańskiej Hipokrytki, która była w stanie wycisnąć ze słynnej siódemki dosłownie wszystko oraz przemielić ich prywatne życie w drobny pył. A więc właśnie, bycie astronautą to nie tylko prestiż, niekończące się fanfary i uwielbienie tłumu. To również ta druga strona. Strona ukazana z perspektywy żon, które brały na swoje barki ogromne brzemię, i które z niezwykłym wdziękiem je nosiły.

"Ale wiedział, że przynajmniej go zapamiętają. Dla jego kolegów po fachy rzeczą jeszcze bardziej nieprawdopodobną byłoby uświadomić sobie, że może nadejść taki dzień, kiedy usłyszawszy ich nazwiska Amerykanie powiedzą:
- A tak, oczywiście... Chwila, a który to?"

Jeżeli powyższe słowa jeszcze Was nie przekonały, prawdopodobnie już nic tego nie zmieni. Jeśli jednak zdecydujecie się sięgnąć po tę pozycję, mogę obiecać Wam jedno - nie pożałujecie.

pokaż więcej

 
2018-08-15 17:20:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Detektyw David Ross (tom 3)

Ależ to było dobre! Trzecioosobowa narracja, plastyczne, pobudzające wyobraźnię opisy i wyrazisty, charakterny Detektyw (którego swoją drogą po przeczytaniu tej historii darzę ogromną sympatią) to komplet idealny. Muszę przyznać, iż byłam pod ogromnym wrażeniem ilości mnożących się wątków, które nieustannie przeplatały się ze sobą, tym samym odpowiednio budując napięcie i pogłębiając je z... Ależ to było dobre! Trzecioosobowa narracja, plastyczne, pobudzające wyobraźnię opisy i wyrazisty, charakterny Detektyw (którego swoją drogą po przeczytaniu tej historii darzę ogromną sympatią) to komplet idealny. Muszę przyznać, iż byłam pod ogromnym wrażeniem ilości mnożących się wątków, które nieustannie przeplatały się ze sobą, tym samym odpowiednio budując napięcie i pogłębiając je z każdym kolejnym rozdziałem. Szczerze mówiąc w pewnym momencie odniosłam wrażenie, iż dzieje się nawet zbyt wiele, że nie da się tego w żaden sposób ułożyć w spójną, logiczną całość - a stało się wręcz przeciwnie. Autor stworzył zawiłą, misternie utkaną zagadkę, której nieoczywiste rozwiązanie rozwiało wszelkie niewiadome, które kłębiły się w mojej głowie podczas lektury. To porywający, pełnokrwisty thriller z ciekawie wplątanym motywem medycznym, który nie zwalnia swojego tempa nawet na moment, a trup, co tu dużo kryć, ściele się gęsto. Powiem krótko, jestem urzeczona zarówno samym piórem Autora, jak i jego niezaprzeczalną zdolnością do przelewania na kartki papieru uczucia niepokoju, które nieustannie towarzyszyło mi podczas lektury - zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-08-15 17:16:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Ona potrzebowała chwili wytchnienia, krótkiej odskoczni od szarej rzeczywistości, która w ostatnim czasie emocjonalnie ją przytłaczała. On z kolei szukał oazy spokoju, miejsca mającego dać mu natchnienie, wenę do stworzenia kolejnej sztuki. Dwójka całkowicie różnych, obcych sobie ludzi oraz jeden apartament, w którym przez pomyłkę zostali na siebie skazani. Wkrótce jednak historia domu, a... Ona potrzebowała chwili wytchnienia, krótkiej odskoczni od szarej rzeczywistości, która w ostatnim czasie emocjonalnie ją przytłaczała. On z kolei szukał oazy spokoju, miejsca mającego dać mu natchnienie, wenę do stworzenia kolejnej sztuki. Dwójka całkowicie różnych, obcych sobie ludzi oraz jeden apartament, w którym przez pomyłkę zostali na siebie skazani. Wkrótce jednak historia domu, a konkretniej jego poprzedniego właściciela, wprawdzie nieżyjącego, jednak wciąż słynnego na całym świecie artysty Seana Lorenza, staje się wspólnym mianownikiem łączącym ze sobą tę nietypową parę. Czy ostatecznie uda się im odnaleźć trzy niewidziane przez nikogo obrazy, które podobno przed śmiercią stworzył malarz? Jak mroczne tajemnice odkryją na zawiłej drodze do prawdy, i czy tym samym zmierzą się z własnymi, skrywanymi gdzieś głęboko lękami?

"Sztuka jest jak pożar, powstaje z tych, których spaliła".

Przyznam szczerze, że nigdy przedtem nie miałam styczności z twórczością Guillaume Musso. Słyszałam jednak masę pozytywnych opinii na temat jego dzieł, dlatego też z ogromną przyjemnością sięgnęłam po jego najnowszą powieść. Zaintrygował mnie również opis z tyłu książki, który zwiastował ciekawą, zawiłą zagadkę, którą wraz z bohaterami będę mogła z każdym kolejnym rozdziałem okrywać - czy właśnie to otrzymałam?

Zacznę od narracji, która już sama w sobie jest dosyć nietypowa. Głównie cała historia została poprowadzona w formie trzecioosobowej, jednak kilka rozdziałów ukazane zostało bezpośrednio oczami (nie tylko głównych) bohaterów, co według mnie jest ciekawym zabiegiem i pozwala spojrzeć na tę opowieść z szerszej perspektywy. Sama kreacja postaci jest niezaprzeczalnie ciekawa, są to osoby autentyczne, o specyficznych i barwnych charakterach, jednak nie wzbudzają one w czytelniku jakiejkolwiek sympatii, momentami niestety dzieje się wręcz przeciwnie. Madeline pracowała niegdyś w wydziale śledczym i świetnie odnajdywała się w tej wymagającej roli. Wydawać by się mogło, że osoby mającej styczność z mordercami, porywaczami i szeroko pojętym okrucieństwem nic nie będzie w stanie złamać, jednak nic bardziej mylnego, wystarczył jeden nieudany związek, by podkopać jej wiarę w siebie. Gaspard z kolei to nadużywający alkoholu pisarz, który czerpie inspirację ze swojego pesymistycznego nastawienia do świata. I mimo iż jego światopogląd w wielu kwestiach pokrywa się z moim, to jego gburowatość, egoizm i brak wyrozumiałości sprawił, że w pewnym momencie zaczął mnie niezwykle irytować. W historii tej pojawia się również masa innych postaci, takich jak Sean Lorenz, nieżyjący już artysta, Penelope, była modelka i wdowa po słynnym malarzu czy też Adriano, policjant i bliski przyjaciel Seana.

Plastyczny i niesamowicie kwiecisty styl Musso bardzo przypadł mi do gustu, gdyż zdecydowanie należę do osób, które uwielbiają barwne opisy. Natomiast samo tempo akcji było dosyć nużące, szczególnie w początkowej części lektury, przez co zwyczajnie ciężko było mi się w nią wciągnąć. Zabrakło mi również napięcia, które pomimo wprowadzenia ciekawych i dosyć mrocznych wątków kryminalnych, nie zostało odpowiednio zbudowane. Jeżeli natomiast chodzi o samą fabułę, ma ona swoje mocne jak i gorsze strony. Sporą zaletą były dla mnie wstawki dotyczące sztuki i literatury, które zgrabnie wplątane w historię, nadawały jej interesującą formę. Także ukazanie Paryża, miasta zakochanych z tej drugiej, ponurej i posępnej strony okazało się sporym pozytywnym zaskoczeniem, a wątek z bezdusznymi porwaniami dzieci, okrutnym morderstwem i zaginionymi obrazami zdecydowanie działał na plus tej pozycji, dodając jej nutę tajemniczości. Natomiast kompletnie nie przekonuje mnie dosyć płytka relacja pomiędzy głównymi bohaterami, która w trakcie historii praktycznie się nie rozwinęła, a jeżeli już, to raczej w tym negatywnym kierunku. Dlatego też samo zakończenie, mimo iż zaskakujące, jest dla mnie jednym z najbardziej dziwnych, nielogicznych, wręcz absurdalnych epilogów, jakie miałam okazję przeczytać.

Podsumowując, ciężko mi nawet w jakikolwiek sposób zaklasyfikować "Apartament w Paryżu" do któregoś z gatunku. To dramat obyczajowy z subtelnie wplątanymi wątkami kryminalnymi oraz ciekawie wykreowanymi postaciami, który z pewnością miał spory potencjał. Niestety po części został on zmarnowany, odniosłam wręcz wrażenie, iż Musso miał zbyt wiele pomysłów, które całościowo okazały się niespójne, przekombinowane - cóż, szkoda.

pokaż więcej

 
2018-08-15 17:13:56
Ma nowego znajomego: magia_stron
 
2018-08-07 22:57:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Dearest (tom 1)

Czasami pewne wydarzenia w życiu człowieka potrafią go złamać, zabrać to, co do tej pory czyniło go szczęśliwym. Clementine mimo młodego wieku ma za sobą wiele trudnych sytuacji, które odcisnęły na niej trwałe piętno. Zdrada chłopaka, z którym planowała wspólną przyszłość, brak jakiegokolwiek wsparcia i zrozumienia najbliższych, napaść seksualna ze strony wykładowcy, który jak bumerang wraca... Czasami pewne wydarzenia w życiu człowieka potrafią go złamać, zabrać to, co do tej pory czyniło go szczęśliwym. Clementine mimo młodego wieku ma za sobą wiele trudnych sytuacji, które odcisnęły na niej trwałe piętno. Zdrada chłopaka, z którym planowała wspólną przyszłość, brak jakiegokolwiek wsparcia i zrozumienia najbliższych, napaść seksualna ze strony wykładowcy, który jak bumerang wraca do jej życia - wszystko to sprawa, że Clementine zamyka się przed światem tworząc tym samym barierę, która chroni ją i nie pozwala przedostać się do niej nikomu nowemu. Jednak kiedy w jej życiu pojawia się Gavin, uniwersytecki opiekun który niezaprzeczalnie przyciąga wzrok większości przedstawicielek płci pięknej, dziewczyna, początkowo nieświadomie, stopniowo dopuszcza go do swojego życia. Czy ostatecznie uda mu się przełamać lęki Clementine? Sprawić, że zapomni o traumatycznej przeszłości i w końcu pójdzie naprzód?

"Są takie chwile w życiu, kiedy masz wrażenie, że jakieś siły nacisnęły pauzę i możesz przed sobą zobaczyć swoją przyszłość jak nieskończoną drogę ciągnącą się aż po horyzont".


"Dearest Clementine" jest to pierwszy z trzech tomów cyklu "Dearest". Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością Lex Martin, szczerze mówiąc nawet o niej nie słyszałam, więc kompletnie nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Pozycja ta skusiła mnie głównie intrygującym opisem, który poza samym romansem zwiastował również subtelny wątek kryminalny, związany z nierozwiązanym zaginięciem jednej ze studentek. Czy właśnie to otrzymałam?

Zacznę od narracji, która poprowadzona w pierwszoosobowej formie bardzo przypadła mi do gustu. Według mnie poznawanie całej historii oczami głównej bohaterki czyni ją bardziej autentyczną, pozwala lepiej wgłębić się w strefę emocjonalną oraz uczuciową, co w przypadku romansów jest niezmiernie istotne. Postaci wykreowanych przez Martin zwyczajnie nie da się nie lubić - są realne, nieprzerysowane, z wadami, które czynią ich tylko bardziej ludzkimi. Clementine to młoda studentka Uniwersytetu Bostońskiego, na którym szkoli swoje kreatywne pisanie. Jest również autorką książki YA, którą, ze względu na sporą ilość odniesień do jej osobistego życia, wydała pod pseudonimem. Podobało mi się, że mimo wielu przeciwności losu i kłód rzucanych jej pod nogi wciąż zawzięcie walczyła o swoją przyszłość, o spełnienie marzeń. Gavin z kolei, nie oszukujmy się, jest dosyć schematyczną postacią. Przystojny gitarzysta, do tego dziennikarz, który zdaje się nie widzieć nikogo poza Clementine i zawsze jest przy niej w najtrudniejszych momentach. Jednak poczucie humoru, bijąca od niego szczerość i ciekawy charakter sprawiają, że niemal od razu budzi w czytelniku sympatię. W książce tej pojawiają się również barwne postaci drugoplanowe, które dostarczają sporo zabawnych sytuacji i idealnie dopełniają całą historię.

Styl Lex jest bardzo lekki, ale w zdecydowanie dobrym znaczeniu tego słowa. Przyjemne w odbiorze pióro i wciągająca od pierwszych stron fabuła sprawiły, że pozycję tę przeczytałam w zaledwie jeden dzień - i chciałabym więcej! Autorka poza samym wątkiem romantycznym porusza również temat związany z zaginięciem studentki Olivii oraz z prześladowaniem i nękaniem głównej bohaterki przez jednego z jej wykładowców. Niestety motyw ten według mnie nie został do końca dobrze przemyślany, zabrakło mi jakiegokolwiek napięcia, które z pewnością można by lepiej zbudować. Sam pomysł był jak najbardziej trafiony, jednak jego potencjał został częściowo zmarnowany. Natomiast budujące się stopniowo uczucie pomiędzy Clementine i Gavinem zostało świetnie nakreślone, wprost nie mogłam oderwać się od tej historii, a wszystko to przez liczne emocje, które Martin w piękny sposób przelała na kartki papieru. Poruszyła również kwestię rodzinnych relacji, które w przypadku głównej bohaterki były dosyć skomplikowane, za co kolejny spory plus.

Podsumowując, jeżeli macie ochotę na romans z autentycznymi bohaterami, który poza miłosną historią nawiązuje także do innych ważnych tematów, "Dearest Clementine" będzie idealnym rozwiązaniem. Przyznam, że już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z twórczością Martin i z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu.

pokaż więcej

 
2018-08-04 21:36:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czasami wystarczy zaledwie jedna chwila, niespodziewany bieg wydarzeń, by już na zawsze odmienić nasze życie. To miał być tylko kolejny, zwykły dzień. Bezchmurne niebo i ogrzewające mroźne powietrze promienie słońca nie zwiastowały wówczas jeszcze tragedii, jaka miała wkrótce mieć miejsce w jednym z supermarketów. Bowiem to właśnie w nim wykładający na ladę liczne zakupy Stephan, na dosłownie... Czasami wystarczy zaledwie jedna chwila, niespodziewany bieg wydarzeń, by już na zawsze odmienić nasze życie. To miał być tylko kolejny, zwykły dzień. Bezchmurne niebo i ogrzewające mroźne powietrze promienie słońca nie zwiastowały wówczas jeszcze tragedii, jaka miała wkrótce mieć miejsce w jednym z supermarketów. Bowiem to właśnie w nim wykładający na ladę liczne zakupy Stephan, na dosłownie ułamek sekundy traci z oczu ukochaną córkę, Kate. I niestety tyle wystarcza, dziewczynka wręcz rozpływa się we mgle. Nie pomagają wypełnione desperacją nawoływania ojca, tłoczący się i zaangażowani w poszukiwania klienci, kierownicy i pracownicy sklepu. Jest już za późno. Jak pisarz poradzi sobie z tak ogromną stratą? Jak spojrzy w oczy żonie, która nieświadoma swoich ostatnich beztroskich chwil, czeka w pustym mieszkaniu?

"Dzieciństwo było dla niego wiecznością, mówił o nim tak, jakby było jakimś mistycznym stanem".

Chociaż nigdy nie miałam styczności z twórczością McEwan'a, to jednak słyszałam wcześniej o niej naprawdę wiele dobrego, a już szczególnie głośnio było o "Pokucie", która zebrała masę pozytywnych opinii. Również liczne literackie nagrody oraz przeniesione na wielkie ekrany historie niezaprzeczalnie przyciągają uwagę, dlatego też z wielką przyjemnością rozpoczęłam moją przygodę z tym Autorem. Czy jednak ostatecznie było warto?

Zacznę od narracji, która poprowadzona została w formie trzecioosobowej. Przyznam szczerze, że akurat w przypadku tej książki według mnie lepiej sprawdziłaby się historia ukazana bezpośrednio z perspektywy głównego bohatera. Myślę, iż wówczas emocje byłyby bardziej namacalne, bardziej autentyczne. Sam Stephan jest natomiast bez wątpienia intrygującą i złożoną postacią, twórcą książek dla dzieci, który po stracie Kate nie odnajduje się już w nowej rzeczywistości. Stopniowo odcina się praktycznie od wszystkich znajomych i zatraca się we własnym, otoczonym murem świecie, wypełnionym jedynie mającymi zagłuszyć ponure myśli zajęciami. W historii tej pojawia się także pewne dosyć nietypowe małżeństwo, które jako jedyne wciąż pozostaje stałym elementem życia Stephana. Jest to Thelma, wykładająca na Uniwersytecie Birkbeck fizykę błyskotliwa kobieta oraz jej mąż, Charles, były właściciel firmy płytowej oraz wydawca, który następnie postanowił obrać inny kierunek swojej dalszej kariery i zająć się na poważnie polityką, tym samym stopniowo pnąc się coraz wyżej po jej kolejnych szczeblach.

Styl McEwan'a jest zdecydowanie jedną z głównych zalet tej pozycji. Książka wypełniona jest niezliczoną ilością przepięknych cytatów, a kwieciste pióro bezsprzecznie wyróżnia się na tle współczesnej twórczości, która skupia się głównie na pędzącej, nie pozwalającej nawet na chwilę zadumy akcji. I nie da się ukryć, iż w pozycji tej akcji praktycznie nie ma. Autor koncentruje się na ukazaniu wewnętrznej walki bohatera, bezgranicznego bólu, próbach akceptacji zaistniałej sytuacji, rozpadzie małżeństwa. Na jego podróży w głąb siebie, która odkrywa przed nim pewne wydarzenia z przeszłości, które odcisnęły swoje piętno w zakamarkach jego pamięci. (Nie)stety, spora część tej historii przeplatana jest również z innymi wątkami, i o ile wstawki dotyczące fizycznych teorii (o których swoją drogą uwielbiam czytać), czy też dwoista osobowość jednej z drugoplanowych postaci zdecydowanie przypadły mi do gustu, tak te polityczne, które niezaprzeczalnie przeważały, już niekoniecznie.

Dlatego też tak ciężko ocenić mi tę pozycję - z jednej strony niesie za sobą ogromny ładunek emocjonalny i zmusza do chwil refleksji, z drugiej natomiast jest wręcz nużąca, a niepotrzebne poboczne wątki stopniowo zabijają ogromny potencjał tej historii. Mimo to z pewno z pewnością dam jeszcze szansę twórczości Ewan'a, jego styl... coś pięknego!

pokaż więcej

 
2018-08-02 14:13:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Rafał Fronia. Jeleniogórzanin, maratończyk, zakochany w bliskich jego sercu Karkonoszach, których widok wciąż podziwia z okna swojego domu. Uczestnik licznych wypraw w najwyższe góry świata, zdobywca ośmiotysięczników, Gaszerbruma II oraz Lhotse. Jeden z członków programu Polski Himalaizm Zimowy, który wraz z innymi wspinaczami podjął próbę zdobycia liczącego ponad osiem tysięcy metrów... Rafał Fronia. Jeleniogórzanin, maratończyk, zakochany w bliskich jego sercu Karkonoszach, których widok wciąż podziwia z okna swojego domu. Uczestnik licznych wypraw w najwyższe góry świata, zdobywca ośmiotysięczników, Gaszerbruma II oraz Lhotse. Jeden z członków programu Polski Himalaizm Zimowy, który wraz z innymi wspinaczami podjął próbę zdobycia liczącego ponad osiem tysięcy metrów szczytu, jak do tej pory jedynego jeszcze nieujarzmionego zimą - K2. To właśnie on tworzył w internecie pełne emocji i niezwykłych opisów dzienniki dotyczące Narodowej Wyprawy, które przyciągały całe tłumy spragnionych informacji internautów. Nic więc dziwnego, że wkrótce wydana została "Anatomia Góry", książka, która wciąga czytelnika od pierwszych stron, która przenosi go do nieznanego, hipnotyzującego świata.

"By być prekursorem. By najpierw zwyciężyć siebie.
Po to jadę w Góry. By móc zacząć coś całkiem innego".


"Anatomia góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami" to nie tylko kalendarium i przytoczone suche fakty z podjętej próby zimowego zdobycia szczytu K2. To również, a może przede wszystkim, historia wypełnionego ogromną pasją człowieka, który stopniowo uzewnętrznia się na kartach papieru i ujawnia przed czytelnikiem drogę swojego życia. A wszystko to przedstawione za pomocą niezwykle plastycznego, momentami wręcz poetyckiego języka, którym płynnie posługuje się himalaista. Żywe i barwne opisy, którymi przesiąknięta jest ta pozycja, niejednokrotnie sprawiają, iż oczami wyobraźni przenosiłam się w mroźne, przerażające swoją potęgą szczyty, czy też tętniące życiem i wypełnione niepowtarzalnym klimatem niewielkie wioski mijane w drodze do celu.

A wszystko zaczęło się Karkonoszach. Autor na samym początku zabiera czytelnika w jego rodzinne strony, gdzie tak naprawdę rozpoczęła się jego niezwykła podróż. Następnie przenosimy się w przepiękne, aczkolwiek przeludnione Alpy, podążamy wraz z nim na Mont Blanc oraz kilka innych szczytów. Kolejny rozdział jest dosyć nietypowy, jak zresztą i same góry - wulkany. Przyznam, iż z wypiekami na twarzy śledziłam losy Autora zmagającego się z leżącym w Ekwadorze Tungurahuą, który zaskoczył wspinacza swoją nieposkromioną naturą i niespodziewanym powrotem do żywych. W książce tej pojawia się także samotna wyprawa na Pik Lenina, szczyt w Pamirze, który równocześnie zachwyca i przeraża.

"A ja? Szukam mej jedynej Góry. A skąd będę wiedział, że ją znalazłem? Bo to będzie ta ostatnia. Po niej innych już nie będzie, czuję, że takie szukanie Góry jest drogą do celu, tyle że celem jest sama droga, gdyż cel sam w sobie będzie końcem".


Nie zabrakło w pozycji tej również gór najpotężniejszych, najwyższych, budzących respekt i bezsprzeczny podziw - ośmiotysięczników. I choć teoretycznie cechują je tylko liczby, metry, to jednak magnetyzują i nieustannie przyciągają pragnących zdobyć je śmiałków. Rafał Fronia szczegółowo opisuje wyprawę na swój pierwszy ze słynnej czternastki szczyt, Gaszerburm II, oraz późniejsze zdobycie kolejnego z nich, Lhotse. Wspomnienia tworzą idealną mieszankę zabawnych (uwielbiam jajka, a to już jeden krok do zostania himalaistką!), jak i przerażających sytuacji, które całościowo układają się w wciągającą opowieść, a pierwszoosobowa narracja i przytaczane przez Autora dialogi momentami dają wręcz wrażenie, iż siedzimy tuż koło niego i bezpośrednio wysłuchujemy tych niesamowitych przygód. Ponadto przybliża nam również samą drogę do podnóża gór, odmalowuje przed czytelnikiem nietypowe krajobrazy, zatłoczone ulice oraz ujawnia mentalność tamtejszej ludności. Na sam koniec pozostawia K2, rozdział skupiający się na funkcjonowaniu w bazie, ochrzczonej "niemiestem idealnym", która na kilka miesięcy stała się domem dla członków wyprawy, a także zawierający kalendarium oraz raport z przeprowadzonej na Nanga Parbat akcji ratunkowej. No i oczywiście plany na przyszłość... Czy Polacy powiedzieli już ostatnie słowo najwyższemu szczytowi Karakorum?

Co jednak poruszyło mnie w tej pozycji najbardziej? To, jak Autor sam siebie odziera z zewnętrznych warstw, tym samym stopniowo ukazując przed czytelnikiem swoje lęki, słabości, skrywane głęboko emocje i kotłujące się w jego głowie myśli - dawno nie czytałam tak szczerej, poniekąd wręcz intymnej pozycji. Fronia nie boi się otwarcie mówić o swoim podejściu do wiary, do tlącej się wewnątrz niego nadziei, do ufania niewielkim znakom. Porusza również kwestię górskiego partnerstwa, które jest czymś więcej niż tylko łączącą dwóch ludzi liną. Jest bezgranicznym zaufaniem, poczuciem bezpieczeństwa, wspólną, wiążącą na zawsze przygodą. Na sam koniec stawia przed sobą odwieczne pytanie: "Pielgrzym czy tułacz? Kim jestem w górach?". Niejednokrotnie sięgając po biografie legendarnych wspinaczy odnosiłam wrażenie, iż oni po prostu oddychali górami, że przebywanie na nizinach było jedynie marną namiastką życia, w której nie potrafili do końca odnaleźć samych siebie. Czy Fronia również należy do tego grona, do grona tułaczy? O tym musicie przekonać się już sami.

"Jest taki sam świat przed szczytem, jak i po nim.
Ale czegoś znowu dokonałem i dowiedziałem się czegoś o sobie. I z tego się cieszę".

Chciałabym wspomnieć również o samym wydaniu, które niewątpliwie już od pierwszej chwili przyciąga wzrok. Na okładce widnieje K2, przepiękna góra uchwycona w nocnej, mroźnej aurze przez Marcina Kaczkana. Wnętrze natomiast wypełnione jest niezliczoną ilością osadzonych między tekstem kolorowych fotografii, które dodatkowo ubarwiają przedstawione przez Autora historie. Jedyny minus? Miękka oprawa, która jak wiadomo nie jest tak trwała jak jej twardy odpowiednik.

Czasami typowo górskie pozycje przytłaczają zbyt dużą ilością informacji, licznych faktów czy czysto technicznego słownictwa, które dla człowieka mającego styczność z nimi po raz pierwszy, mogą być dosyć kłopotliwe. Ta książka jest jednak ich całkowitym przeciwieństwem, dlatego też będzie idealna dla osób dopiero zaczynających przygodę z tą tematyką. A jeżeli już jesteście w niej zakochani? Cóż, chyba nie muszę Was bardziej przekonywać - powiem tylko tyle, warto.

pokaż więcej

 
2018-07-30 17:15:31
Ma nowego znajomego: MajaBook
 
Moja biblioteczka
141 139 1000
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (10)

zgłoś błąd zgłoś błąd