Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze

Okładka książki Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze autora Alexandra Laignel-Lavastine, 9788324212767
Okładka książki Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze
Alexandra Laignel-Lavastine Wydawnictwo: Universitas językoznawstwo, nauka o literaturze
442 str. 7 godz. 22 min.
Kategoria:
językoznawstwo, nauka o literaturze
Format:
papier
Tytuł oryginału:
'oubli du fascisme : trois intellectuels roumains dans la tourmente du siècle
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
442
Czas czytania
7 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324212767
Tłumacz:
Ireneusz Kania
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze

Średnia ocen
7,5 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze

avatar
1525
1500

Na półkach:

O nierozliczeniu, ba! - o ukrywaniu faszystowskiej przeszłości. Przenikliwa monografia naukowa nt. najwybitniejszych rumuńskich intelektualistów XX wieku, w swoim czasie stronników faszyzmu, i to jednego z najgorszych - zaraz po niemieckim, bo Żelazna Gwardia zbrodniczymi metodami nawet esesmanów zadziwiała...

Autorka stara się głównie zrozumieć niż skazywać. Zrozumieć coś, co jednak wydaje się nie do pojęcia.

Praca jest imponująco udokumentowana wyimkami z dzieł czy artykułów całej trojki, innych autorów, wielu innych dokumentów, np. dyplomatycznych, można nawet powiedzieć: przeładowana materiałem. I dobrze, a wszystko na tle bogato zarysowanej historii Rumunii z lat 30.i 40.

Z całej trójki ani Cioran, ani Eliade nigdy publicznie nie nawiązali do swego faszystowskiego zaangażowania. Jak pisze Autorka, Eliade bezczelnie wspominał tylko o etapie rozwoju intelektualnego w „sekcie mistycznej” (!),ożywionej „wzniosłymi ideami etycznymi” (!). Ciorana przeszłość dręczyła nieco bardziej, choć napomykał o niej „jedynie w sposób aluzyjny i wysoce zestetyzowany”, ale też wspominał o swym ówczesnym ”obłędzie”. Jako tako, ale zarazem stawiając zasłony dymne, jeśli chodzi np. o służbę w dyplomacji faszystowskiej Rumunii, pisał o sobie Ionesco, mniej jednak zaangażowany niż dwaj jego przyjaciele. Wszak szybko nazwał ich i im podobnych „nosorożcami”. Żeby było jeszcze dziwniej, jego matka była pochodzenia żydowskiego, zresztą ojciec wcześnie porzucił rodzinę (nb. wyzywał syna od „gudłajów”).

Autorka docieka, jak to się stało, że członkowie elity intelektualnej zgłosili się do organizacji „gwałtownie antyintelektualnej’, którą uznaje za jedną z najbardziej zbrodniczą, gdzie „antysemityzm, połączony z uduchowioną retoryką, zastępuje program”. „Ulubioną ich metodą, stosowaną nieodmiennie w duchu +ofiarniczym+, pozostanie aż do końca akcja terrorystyczna i likwidacja przez zbrodnie”. „Ofiara” polega zaś na tym, ze większość zabójców sama się zgłasza na policje, chyba że sami będą wcześniej zabici..

Nie do pojęcia wydaje się, jak nasi mędrcy mogli godzić się na faktyczne uznanie, że „problem żydowski” nie tylko jest głównym, ale też i takim, od którego rozwiązania zależą wszystkie inne, według nich zresztą – pomniejsze. „Wrogość wobec Żydów stopniowo wchłaniała rozmaite lęki ogólniejszej natury” – podkreśla Autorka, a chodzi o kraj, w którym Żydzi stanowią 4 proc. ludności. Chociaż nie: to jest do pojęcia. Warunkiem jest irracjonalny fanatyzm, przed którym i inni intelektualiści w różnych systemach i państwach też plackiem padali.

Od końca lat 20. na rumuńskich uczelniach działy się rzeczy straszliwe - takie, przy których wręcz bledną nasze getto ławkowe, numerus clausus oraz nullus (chlubił się nim w październiku 1938 r. uniwersytet w Poznaniu - rok później już nie miał tej szansy). Ten terror świetnie opisuje we wstrząsającej (polecam!) książce „Od dwóch tysięcy lat” przyjaciel Eliadego Mihail Sebastian, nb. pochodzenia żydowskiego.

A jeszcze dziwniejsze, że po 1989 r. doszło do swoistego idealizowania Żelaznej Gwardii – ale już nie na podstawach intelektualnych, lecz na zasadzie „skoro komuniści mówili o niej tak źle, to znaczy ze trzeba o niej mówić dobrze”.

Autorka cytuje liczne teksty publikowane przez bohaterów w kwestii żydowskiej, na której punkcie mieli taką obsesję, jak wszyscy inni antysemici od początku świata do jego - lub ich - końca. Widać tu pewne niekonsekwencje, np. Cioran sączy nienawistny jad, a jednocześnie kapitulancko przyznaje, że „w perspektywie historii powszechnej problem żydowski jest absolutnie nierozwiązywalny” i ze ten naród „będzie ostatnim, który zniknie”. „Załatwiają wprawdzie problem żydowski w jednym miejscu, ale tym samym komplikują go dla reszty świata” – żali się, chwaląc III Rzeszę, ale bez ostatecznej konkluzji.

Nasi bohaterowie w 1933 r. ochoczo przystąpili („zostali uwiedzeni”) do grona poputczyków Żelaznej Gwardii - dla idei, nie np. z żadnego oportunizmu, gdy w 1940 r. na kilka miesięcy doszła ona do władzy. Autorka podkreśla, że wcześniej władze zwalczały brutalnie tę konkurencję do rządów, która stosowała terror, m.in. zabijała wysokich urzędników, w tym premiera – w odwecie zamordowano m.in. zbrodniczego przywódcę organizacji Corneliu Zelea Codreanu; miał on polskie korzenie, ojciec nazywał się Zieliński (według Ciorana, Codreanu „zaproponował Rumunii sens”). Z drugiej strony to wszak król Karol II, a nie faszyści, wprowadził w 1937 r. w Rumunii antysemickie ustawodawstwo – pierwsze w Europie po Trzeciej Rzeszy.

Mniej więcej w 1941-42 znikają jednak publiczne wypowiedzi całej trojki afirmujące faszyzm – ale czy naprawdę zaczęło im „przechodzić”?

Wszak jeszcze w latach 80. Eliade pisał, że Żelazna Gwardia to „jedyny rumuński ruch polityczny, który n a s e r i o brał chrześcijaństwo i Kościół” (prawosławny). „W rzeczy samej Żelazna Gwardia wprowadza do życia politycznego coś zupełnie niebywałego – systematyczną praktykę morderstwa jako sposób na walkę z przeciwnikami” - komentuje Autorka. Przywołuje też jego filogermańskie poglądy, w tym słowa z września 1939 r. o tym, że „Opór stawiany przez Polaków w Warszawie jest oporem żydowskim”.

W publicystyce Eliade jest o wiele bardziej mistyczny niż Cioran, ale mistyka ta jest przepełniona motywem śmierci – którą Gwardziści zarówno ukochali, jak nią szafowali – także wobec siebie. Eliade zarzuca Żydom i to, że „nie są Rumunami”, jak i to, że „zdradzają Rumunię” – a jako wybitny intelektualista nie widzi tu wewnętrznej sprzeczności. Bo wierzy w „rumunizm”….. Ciekawy też jest sposób, w jakim pod koniec lat 30. ocenia Hitlera , który mając pełnię władzy „mógłby podpalać synagogi i masakrować Żydów”, ale – jak rozumiemy: wielkodusznie - „po prostu zadowolił się obozami koncentracyjnymi”.

Lata 1934-1938 tylko Ionesco wspominał jako koszmar. Narastający w kraju faszyzm skłoni go do uzyskania stypendium doktoranckiego, choć doktoratu nigdy nie zrobi, w Paryżu, gdzie spędził z żoną dwa następne lata (Cioran tez jest wtedy tam stypendystą, ale Eugene go unika). Jesienią 1940 r., pod wrażeniem faktu, że Żelazna Gwardia wchodzi do rządu (na krótko, niedługo potem król Karol II zgotuje jej mały pogromik) – pisze słynne słowa o „objęciu władzy przez nosorożce”(Autorka, która porównuje go do samego Victora Klemperera, dowodzi, że to głównie o Eliade). Dobija Ionesco przystąpienie Rumunii do agresji Niemiec na ZSRR (jako jedyni z sojuszników Hitlera, Rumuni dostaną „swoją” strefę okupacyjną – region Odessy, gdzie dokonają licznych zbrodni na Żydach).

Dzięki wstawiennictwie dawnych kolegów Ionesco wystarał się – co było ucieczką z "Nosorożcolandii" - o nominację na dyplomatę faszystowskiej Rumunii w „Państwie Francuskim” Vichy, gdzie pracował w latach 1942-45. Zaczął od attache prasowego, doszedł do funkcji I sekretarza. Określał swą pracę mianem bagna, ale sam jej fakt ukrywał do końca życia. „Milczenie godne ubolewania” – pisze Autorka, poniekąd słusznie zastrzegając, że służba dyplomatyczna była jego „formą strategii przetrwania”.

Acz ambasada Rumunii, odmiennie niż np. włoska czy hiszpańska, nie podjęła żadnych działań, gdy rząd Vichy zaczął wysyłać do Auschwitz Żydów-cudzoziemców, w tym tych z Rumunii. W 1943 r. Antonescu zaczął się jednak bać końca wojny, wobec czego podjął wobec Vichy działania, by wstrzymać te deportacje, które faktycznie ustały. Ale nie ma świadectw, aby to personel ambasady podjął takie działania – „Ionesco być może obawiał się, że sam trafi do takiego transportu”. Ale zarazem dowiadujmy się, że we wszystkich swych pismach Ionesco tylko raz (!) potępi zbrodnie Żelaznej Gwardii….

Eliade w 1940 zostaje attache prasowym ambasady Rumunii w Londynie. W prowadzonym dzienniku notuje mnóstwo wyznań wiary w rumuński faszyzm i w zwycięstwo Niemców – ich porażki to dla niego powód udręki. Jest tam mowa - uwaga! – by albo iść na front wschodni wesprzeć Hitlera, albo by pozostać na Zachodzie i na którymś uniwersytecie odegrać rolę „konia trojańskiego”. Zmaterializuje się ta druga alternatywa….

Nb. jego faszystowskie sympatie zwracają uwagę brytyjskiego kontrwywiadu – rozważa on nawet aresztowanie go (a nie ma jeszcze paszportu dyplomatycznego) w retorsji za uwięzienie kilku Brytyjczyków w Bukareszcie. MI-5 odkrywa też, że w depeszach do Bukaresztu denuncjował on swego szefa jako przeciwnika Żelaznej Gwardii i faktycznie kierował konsulatem w Londynie.

W końcu w 1941 r. Eliade wyjeżdża do Portugalii na analogiczną funkcję w tamtejszej ambasadzie, przy wyjeździe MI-5 funduje jemu i żonie solidną rewizję osobistą. „Z dziennika dowiadujemy się, że częściowo spędza czas na ponownej lekturze niektórych ze swych opublikowanych prac. Gratuluje sobie własnego geniuszu. Jego komentarze na temat własnej wielkości są tematem przewodnim”. „Jestem wielkim pisarzem„– oświadcza sam sobie (porównuje się do Goethego),pomijając zarówno tu, jak i w depeszach do kraju, sprawę przerażającego pogromu w Jassach, który wywołał poruszenie międzynarodowe (opisał go Curzio Malaparte). Opublikuje za to 240-stronicowy panegiryk ku czci portugalskiego dyktatora Salazara (tak jak i Franco, nie był głupi - nie wszedł do wojny),wychwalając jego „chrześcijańską formę totalitaryzmu” – odbędzie nawet u niego czołobitną audiencję.

Naszego intelektualistę oburza także to, że większość pracowników ambasady w Berlinie jest „nastawiona proangielsko”. Nie jest zatem przypadkiem, że Eliade traci dyplomatyczną funkcję, gdy w sierpniu 1944 r. Rumunia przechodzi na stronę Aliantów, a faszyści są odsuwani i aresztowani (jak sam conducător marszałek Antonescu).

Eliade i Ionesco do kraju już nie wracają, tak jak i Cioran, który będzie attache kulturalnym w Vichy stosunkowo krótko, cztery miesiące 1941 (według Autorki - „arcywyczyn dyplomatyczny”). Odwołał go sam dyktator, być może za dawne związki z gwardzistami, których bunt Antonescu dopiero co krwawo stłumił. Faktem jest, że potem Cioran odważnie interweniuje ws. rumuńskiego filozofa pochodzenia żydowskiego Benjamina Fondane, który zostanie jednak wywieziony do Auschwitz. Ostatecznie Cioran decyduje się pozostać we Francji i pisać po francusku. On i Eliade w nowej, nieprzyjaznej im rzeczywistości „żyją w strachu przed demaskacją”.

Ironią losu jest, że drogę powrotną do kraju najbardziej zamkniętą ma Ionesco W 1946 r. zostanie zaocznie skazany przez sąd w Bukareszcie na 11 (!) lat więzienia za „obrazę żołnierskiego munduru”. Określa się go mianem „kolaboranta”, pojawia się żądanie jego ekstradycji. To zemsta za to, że opisze on w mocnych słowach udział wojska w mordowaniu Żydów. Na jego nieszczęście nowe komunistyczne władze zawarły sojusz z dawnymi faszystami. ”Czerwień stopniowo zaczyna brunatnieć i te właśnie niebywałe zaślubiny komunizmu z nacjonalizmem skłaniają wówczas innych intelektualistów do opuszczenia kraju” – stwierdza Autorka.

Po wojnie cała trójka robi we Francji niebotyczną karierę literacko-naukowo-intelektualną (Eliade wykłada dodatkowo w Chicago, staje się guru religioznawstwa). Pytani o przeszłość, odkreślają ją grubą kreską. Mówią o „chorych rojeniach”, "byliśmy młodzi", podkreślają to, czym zajmują się teraz. „Eliade demonstruje postawę stanowiącą ciekawe połączenie arogancji, obawy i wyrachowania”, m.in. kompletnie nie widzi różnicy między Niemcami z 1939 r. i 1949 r. „Podobnie jak Heidegger, chyba nie zrozumiał głębokości swego błędu”.

Ionesco swój sukces opiera na… mistyfikacji – czytamy. Udaje mu się narzucić ogółowi narrację, że jego ojcem jest Rumunem, a matka Francuzką, a do Rumunii pojechał tylko po to, by uczyć dzieci rumuńskiego. Po tym już nie dziwimy się, gdy w 1978 r. dyrektorka ważnego wydawnictwa spyta go: ”Więc Ionesco to nazwisko rumuńskie?”. Autorka dodaje, że jego faktyczne nazwisko rodowe to Ionescu - taki tamtejszy Kowalski.

Jeździ on też często do Izraela, gdzie dostaje nagrody, ale nawet tam milczy o swych korzeniach. Nie ujawni ich nigdy – nie ma wszak takiego obowiązku, choć z drugiej strony, w taaakiej sytuacji… Mówił jedynie, czy też aż: „Wybrałem ten naród, choć jest on tylko odrobinę mniej zły od innych”.

Cioran wyrabiał sobie alibi m.in. kosztem już nieżyjącego, a wcześniej mu znanego poetę Paula Celana (czyli Paula Antschela, Żyda z Czerniowiec, którego rodziców zamordowano po deportacji w 1940 r.). Gdy w wywiadzie dla „Die Zeit” spytano go, czy znał Celine’a (zoologicznego antysemitę),odpowiedział; „Nie. Ale przyjaźniłem się z Celanem”. „To zasłonięcie się +użytecznym Żydem+ jest przecież przyznaniem się do winy” – komentuje Autorka.

Wszyscy trzej mają niemal do śmierci paszporty uchodźców politycznych. Cioran narzeka, że musi go przedłużać, stojąc w kolejce wraz z „imigrantami” (jasne, o co chodzi….). „Bezustannie powtarza, że demokratami stajemy się tylko ze znużenia”.

Autorka przytomnie zauważa, że cała trójka naszych wielkich antykomunistów z reguły nie przyłącza się do protestów przeciw komunizmowi czy represjom za Ceausescu: „Zważywszy na politykę ciągłej kontroli stosowaną przez rumuńskie służby specjalne wobec emigracji na Zachodzie, nie można wykluczyć, że dysponowały one w Bukareszcie +teczką+, odnoszącą się do przeszłości politycznej wychodźstwa, którą władze mogły wyciągnąć w razie zbyt daleko idącej kontestacji; wystarczyło jej tylko zasugerować coś takiego, aby na drodze zastraszenia uzyskać zamierzony efekt”.

Nb. w początku lat 80. Eliade odzyskuje prawo obywatelstwa w Rumunii, która ”spektakularnie rehabilituje wartości narodowe”. „Wydaje się, że on sam miał jakiś udział w tym renesansie nacjonalizmu” - chyba jednak spekuluje Autorka. Z drugiej jednak strony utrzymuje on już wtedy kontakty z ambasadą Rumunii, a w kraju wychodzą książki o nim. Nigdy nie przestał też marzyć o Noblu, choć mogłoby to oznaczać ujawnienie jego przeszłości. Do końca utrzymywał również kontakty z ludźmi Żelaznej Gwardii na wygnaniu w USA.

Najbliżej zdemaskowania Eliade był w 1972 r., gdy słusznie anulował wizytę w Izraelu po zarzutach prof. Theodora Loewensteina, przedwojennego mieszkańca Rumunii, który opisał jego związki z Żelazną Gwardią. Zapraszający go filozof, prof. Gershom Sholem poprosił o wyjaśnienia, elegancko wyrażając niewiarę w te fakty. Dodał, że wątpliwości będzie rozstrzygał na jego korzyść, chyba że pojawią się niezbite dowody. I tej podanej mu brzytwy chwyta się Eliade, bo cała jego kariera jest zagrożona - Sholem to sława.

Odpowiada mu „niebotycznym kłamstwem”, że to legenda, aby był ”twórcą doktryny” Żelaznej Gwardii, bo nie ma na to żadnych pisemnych dowodów, jedynie oszczercze słowa. Oczywiście dobrze wiedział, że takie, żelazne jak sama gwardia, dowody - nikomu niewydawane - leżą w piwnicach rumuńskich archiwów i bibliotek, ale i tak bardzo ryzykował. Sholem przyjmuje ten argument, bo dowodów na Zachodzie istotnie brak, ale podróż staje pod znakiem zapytania wobec obawy skandalu. Gwoździem do trumny jest prośba z Izraela o spotkanie z „oszczercą”, na co Eliade nie może sobie pozwolić i rezygnuje z wizyty. W jego „Dzienniku” o sprawie nie ma wzmianki.

Cioran ma podobne problemy, gdy w 1990 r. w Rumunii wydają jego książkę sprzed lat. Poradzi sobie jak przystało na intelektualistę: okroi ją o najbardziej kompromitujące fragmenty. Nota od wydawcy mówiła o „obowiązku usunięcia kilku pretensjonalnych i głupich stronic”….

Zakończenie nie jest i nie może być pozytywne. W ocenie Autorki przepadła szansa na rozliczenie się tych autorytetów z ówczesnego zaangażowania, dla dobra kolejnych pokoleń. ”W rezultacie w dzisiejszej Rumunii pewne skrajnie prawicowe ugrupowania mogą powoływać się na Ciorana czy Eliadego jako na swoich intelektualnych mistrzów”.

Młodzi, nie tylko nad Dunajem, mogą zatem brać dziś za dobrą monetę słowa Ciorana: ”Ten, kto między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia nie ulega fanatyzmowi i nie popada w obłęd, jest imbecylem. Liberałem jest się jedynie ze znużenia, demokratą z rozsądku”.

„Słynne trio zajmuje obecnie pierwszoplanowe miejsce w panteonie bohaterów narodowych”. Jeszcze gorsza jest informacja Autorki, że w Rumunii jest więcej niż 10 pomników Antonescu, zbrodniarza wojennego rozstrzelanego w 1945 r. (Z kolei według Wikipedii, w Rumunii jest 10 ulic noszących jego imię i jedno popiersie)

O nierozliczeniu, ba! - o ukrywaniu faszystowskiej przeszłości. Przenikliwa monografia naukowa nt. najwybitniejszych rumuńskich intelektualistów XX wieku, w swoim czasie stronników faszyzmu, i to jednego z najgorszych - zaraz po niemieckim, bo Żelazna Gwardia zbrodniczymi metodami nawet esesmanów zadziwiała...

Autorka stara się głównie zrozumieć niż skazywać. Zrozumieć...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
302
267

Na półkach:

Wielka książka odsłaniająca z premedytacją tuszowana prawdę o drugowojennej przeszłości największych Rumunów XX wieku. Faszyści, kłamcy i oszuści z wybujałym poczuciem własnej wielkości. Obowiązkowe dla każdego kto otaczał nimbem wielkości tych ludzi.

Wielka książka odsłaniająca z premedytacją tuszowana prawdę o drugowojennej przeszłości największych Rumunów XX wieku. Faszyści, kłamcy i oszuści z wybujałym poczuciem własnej wielkości. Obowiązkowe dla każdego kto otaczał nimbem wielkości tych ludzi.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
814
155

Na półkach: ,

Świetnie napisana książka; ludzkie wybory w czasach wojny to temat rzeka. Tutaj jednak autor ukazuje faszyzującą inteligencję rumuńską, która stanowiła niewielki procent narodu. Wszyscy, jak pisze, w Bukareszcie się znali. Zadziwiające postawy późniejszych , mieszkających we Francji, intelektualistów. Dla mnie książka odkrywcza.

Świetnie napisana książka; ludzkie wybory w czasach wojny to temat rzeka. Tutaj jednak autor ukazuje faszyzującą inteligencję rumuńską, która stanowiła niewielki procent narodu. Wszyscy, jak pisze, w Bukareszcie się znali. Zadziwiające postawy późniejszych , mieszkających we Francji, intelektualistów. Dla mnie książka odkrywcza.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

175 użytkowników ma tytuł Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze na półkach głównych
  • 146
  • 29
21 użytkowników ma tytuł Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze na półkach dodatkowych
  • 12
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Imperium Antonio Negri
Imperium
Antonio Negri Michael Hardt
Autorzy formułują tezę, iż suwerenna władza przybrała nową postać, stając się układem narodowych i ponadnarodowych organizmów, złączonych wspólną logiką rządzenia. Nazwali tę nową, globalną formę suwerenności - Imperium. Nie chodzi o skojarzenia ze światem imperialnym - wręcz przeciwnie, w postnowoczesności nie ma miejsca na imperializm. Nawiązują do Foucaulta definiują owo imperium jako paradygmatyczny przykład biowładzy. Książka stanowi analizę socjologiczną i ekonomiczną, przeprowadzoną z punktu widzenia nowoczesnego materializmu dialektycznego, a jej lektura jest znacznie łatwiejsza, kiedy możemy odwołać się do wcześniejszej wiedzy z zakresu historii, filozofii i politologii. W takim ujęciu Imperium przypomina swoisty palimpsest Kapitału Marksa i zarazem kolejną próbę uczynienia z filozofii nie tyle narzędzia wyjaśniającego rzeczywistość, co narzędzia zmieniającego rzeczywistość. Spotkałam się z opiniami, że jest to napisana językiem walki i nawołująca do walki. Jeśli przeciwnikiem ma być owo tytułowe Imperium, to do walki powinni stanąć wszyscy, którym nie odpowiada panujący w Imperium system redystrybucji dóbr. Niestety autorzy osiągnęli szczególny cel tworząc w ten sposób swoisty podręcznik ideologiczny dla współczesnych terrorystów (wrogów Imperium),gloryfikujący walczących z "powszechnie panującym porządkiem". Co najmniej kontrowersyjne jest stwierdzenie, że „Wrogowie ci najczęściej nazywani są terrorystami, co jest grubą redukcją pojęciową i terminologiczną, która ma swe korzenie w mentalności policyjnej.” Negri i Hardt zdają się ignorować rzeczywistość gułagów i bestialstw popełnianych w imię tych samych idei, które sami teraz popularyzują. W wielu miejscach globu - nie wyłączając Europy - rozgrywała się walka o prawa biedoty, o lepsze jutro, o nowy wspaniały świat – zazwyczaj krwawo tłumiona lub jeszcze krwawiej rozprawiająca się z przeciwnikami. „Lenin dał nam instrumentarium, cały zestaw narzędzi dla wytwarzania antyimperialistycznej podmiotowości”. Jednak skóra cierpnie...
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na65 lat temu
Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? Pierre Bayard
Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?
Pierre Bayard
Wbrew nieco prowokacyjnemu tytułowi książka Pierra Bayarda, będąca w istocie świetnie skrojonym poradnikiem dla czytelniczych maniaków, nie odstrasza od sięgnięcia po książki. Wywołuje efekt przeciwny i to nie tylko przez żartobliwy, nieco sarkastyczny ton autora, który przemawia z ironią w głosie, ale także poprzez sięgnięcie do zasobów Wielkiej Literatury, która sama w sobie jest najlepszym magnesem przyciągającym (jeszcze) niezdecydowanych do oddania się czytelniczej pasji. Wszystko zaczyna się od sporządzenia przez Bayarda klasyfikacji książek, które nie były przez niego czytane lub takich, które kiedyś miał w dłoniach, ale których – powiedzmy to szczerze – nie przeczytał lub zdążył zapomnieć. W ten sposób rozbija w perzynę mit, że nawet „profesory i doktory”, a zwłaszcza literaturoznawcy i psychoanalitycy, do których autor się zalicza, nie czytają wszystkiego, co zdawałoby się, że powinni byli przeczytać. Doradza nam, dyletantom (proszę wziąć to w gruby nawias),w jaki sposób można mówić o książkach, których mieliśmy (nie)przyjemność (nie)przeczytać, jak perorować o nich tak, by wydawałoby się, że znamy je na wylot, jak zaimponować w przyjacielsko-czytelniczym świecie i, koniec końców, brylować. Oczywiście, że to żart, ale ujęty tak powabnie, że ma się ochotę do Bayarda wrócić i przynajmniej książeczkę jego autorstwa przekartkować raz jeszcze. A jeśli Was to jeszcze nie przekonało, niech przemówią nazwiska i tytuły: Oskar Wilde, Robert Musil, Paul Valéry i Marcel Proust, Umberto Eco (i kultowe „Imię róży”),„Próby” Michela de Montaigne’a, Graham Green, Shakespeare (i „Hamlet”, nie wiem, czy słyszeliście o tym…) i gdzieś tam jeszcze Louis-Ferdinand Céline, David Lodge, Honore de Balzac i Sōseki Natsume („Jestem kotem” – KN*). A na deser i dla zaskoczenia: „Dzień świstaka”. Oj, schodzi czytelnicze napięcie, ta potrzeba sięgnięcia po najwięcej, poznania kolejnej autorki bądź autora, następnej książkowej pozycji, „odhaczenia” powieści, którą każdy powinien przynajmniej raz przeczytać itp. Orzeźwiające i otrzeźwiające. Pod płaszczykiem humoru i ironii Bayard woła o opamiętanie się w pędzie wyzwań czytelniczych. Wybierajmy lektury mądrze i cieszmy się nimi, czego sobie i Wam życzę. *KN-książka, której nie znam (jedna z kategorii kategoryzacji książek wprowadzonej przez Bayarda na potrzeby niniejszej publikacji 😉) Przekład Magdaleny Kowalskiej, okładka Ewy Majewskiej
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na76 miesięcy temu
Trans, Dostojewski, Rosja czyli o filozofowaniu siekierą Cezary Wodziński
Trans, Dostojewski, Rosja czyli o filozofowaniu siekierą
Cezary Wodziński
Książka – refleksja; efekt przemyśleń nad istotą rosyjskości upatrywanej w religijnym szale pełnym kontrastów; przesłania, opisy i wyobrażenia naszkicowane nie tylko w prozie Dostojewskiego. Autor, postępując według instrukcji samego Dostojewskiego „rozłupuje siekierą” istotę rosyjskości, żeby zajrzeć w podstawy jej duszy. Wychodząc od idei i następstw Raskoła autor charakteryzuje społeczeństwo opartego na wierze pełnej przeciwieństw, tak zapętlonej w rozważaniach, że nie potrafi zróżnicować pojęcia Chrystusa i Antychrysta, a co za tym idzie – dobra i zła. Chaos, upór, mistycyzm, miłość i nienawiść, to wszystko cechy widoczne w Rosjanach, współczesnemu czytelnikowi przedstawienie w pełni realizmu na kartach powieści Dostojewskiego. Rosja przedstawiana przez pisarza i twórczość autora kreowana przez obserwację i uczestnictwo w chaosie religijnych roztrząsań. Osobom obeznanym z twórczością Dostojewskiego, wiele wniosków i przemyśleń opisanych w tej niewielkiej pozycji wydać się może oczywistymi, niemniej autor postawił sobie za cel maksymalne wniknięcie w rdzeń rosyjskiej duszy, jego dosłowność i symbolikę przekazaną w prozie wielkiego pisarza. Nie ze wszystkimi trzeba się zgadzać, warto jednak się nad nimi zastanowić. Bo na przykład częste występowanie odcieni żółtego w opisach pomieszczeń i tła w „Zbrodni i karze” może być nieświadomym zabiegiem, ale z drugiej strony – może się w tym kryć wręcz podprogowe nawiązanie do złotej barwy w kulturze rosyjskiej jednoznacznie utożsamianej z kolorem cerkiewnych ikon, a więc – ze sferą ducha. Jak było naprawdę? Tego można tylko domniemywać.
Karolina - awatar Karolina
oceniła na64 lata temu
Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni Stefan Chwin
Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni
Stefan Chwin
Zgadzam się co do tego że Chwin stara się zrozumieć samobójców. Nie ma tutaj oceny czy narzucania swojej ideologii, co jest idealne w przypadku takiej tematyki. Dzięki temu książkę czytało się bardzo dobrze. Myślę że autor był w stanie wgłębić się w różne dziedziny samobójczej wyobraźni, przedstawić ją w sposób kompletny. Opisując wyobraźnię samobójców autor opisuje ich sposób widzenia świata, światopogląd. Dzięki temu jest to w pewnym sensie praca egzystencjalna. Znajduje się tu naprawdę interesujące omówienie samobójstwa Kiriłłowa z "Biesów" Dostojewskiego, a także postaci Stawrogina. Interesujące było też omówienie obrazów, nie wiedziałem czy będzie dla mnie zajmujące, a jednak było. Mam wrażenie jakby książka Chwina miała na mnie uspokajający, terapeutyczny wpływ, aczkolwiek nie wiem czy to było jej celem. W każdym razie naprawdę dobrze wspominam jej lekturę i chciałem zostawić tu po niej jakiś ślad. Działy/tematy: forma/estetyka samobójstwa, samobójstwo jako czyn adresowanym do innych (jasne/ciemne ikony samobójstwa, samobójstwo altruistyczne),egzystencjalny wymiar samobójstwa (=samobójstwo a żywioły i sposób odczuwania człowieka),co samobójca robi ze swoim ciałem (wyobraźniowa mapa ciała samobójcy),samobójstwo a metafory egzystencji, gromadzenie argumentów przeciwko życiu przez wyobraźnię, samobójstwo a psycho/socjologia. Pojawiają się też m.in.: Katon, Dydona, Kleopatra, Ofelia, Gombrowicz (jego niektóre utwory, zapiski z dzienników),Witkacy, Sartre ("Mdłości"),Cioran (głównie krótkie wspomnienia, cytaty) wraz z gnostycyzmem, Judasz, Słowacki ("Król Duch"),Plaith ("Szklany klosz"),Dostojewski, Byron ("Manfred"),Goethe ("Cierpienia młodego Wertrera"),Kownicki ("Mała Apokalipsa") i chyba Wat, Kafka ("Proces").
Redo - awatar Redo
ocenił na76 lat temu
Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji Maria Janion
Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji
Maria Janion
To moja pierwsza książka Marii Janion, którą przeczytałem. W wyszukiwarce można znaleźć zdjęcie autorki dla Tygodnika Powszechnego z 2007 roku. Na zdjęciu tym Maria Janion otoczona jest przez książki. Są wszędzie. Zapełniły już wszystkie dostępne meble, więc spoczywają w stertach, coraz bardziej ograniczając dostępną w mieszkaniu przestrzeń. Nawet na przedpokoju dostrzec można kolejne regały i kolejne stosy. Jeśli książki miałyby swoje bóstwo opiekuńcze, zapewne wyglądałoby tak, jak pani Profesor na tym właśnie zdjęciu. Siwy włos, sędziwy wiek i właśnie takie spojrzenie. Można się zastanowić, ile czasu trzeba by poświęcić, aby przeczytać zgromadzone tam wolumeny? I jaki tytaniczny umysł mógłby to wszystko ogarnąć i przetworzyć z pożytkiem dla innych? Po przeczytaniu zbioru esejów Marii Janion, już wiem. To kategoria ludzi niepowtarzalnych, prawdziwych znawców literatury, którzy powinni być skarbem każdego społeczeństwa. Dla takich ludzi literatura to życie, a życie to literatura. Teksty zgromadzone w „Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji” są niepodważalnym przykładem niezwykłej erudycji autorki. Napisane przepięknym językiem, prowadzą czytelnika w poruszającą podróż po europejskiej spuściźnie literackiej. Maria Janion pokazuje nam świat literatury takim, jakim w stanie jest go ukazać tylko prawdziwy znawca. Każdy z zaprezentowanych tekstów porusza się w obrębie podstawowych dla każdego człowieka wartości – zagadnienia fenomenu życia i śmierci oraz skrywanej świadomości własnej osoby. Tutaj zaprezentowanych z wielu punktów widzenia. Egzystencjalny wymiar książki nie jest jednak ciężarem dla czytelnika, nie jest „kamieniem” przygniatającym nas i wpędzających z zły nastrój. Wręcz przeciwnie, teksty profesor Janion odsłaniają najróżniejsze sposoby przetwarzania tajemnicy ludzkiego przemijania przez twórców literatury na przestrzeni wieków, wzbogacone o komentarze i oryginalne przemyślenia autorki. Myślę, że każdy znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie. „Żyjąc tracimy życie” porusza czytelnika na dwa sposoby – zmuszając go do głębszej refleksji nad własną egzystencją oraz inspirując do sięgnięcia, o ile wcześniej tego nie zrobił, po dzieła omawianych w książce autorów. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak Słowacki, Gombrowicz, Różewicz, czy też Poe, Wilde, Kafka. Nie sądzę, aby potrzebne było dokładniejsze streszczanie poruszanych przez autorkę tematów. Lepiej po prostu dać się zaskoczyć. Naprawdę warto czytać takie książki i promować takie umysły – to, niestety, gasnące już pozostałości po kulturze przez wielkie K. A na koniec, nieco egzystencjalnie, smutno się jednak robi na duszy, gdyż uświadomimy sobie, że takie umysły „żyjąc tracą życie”, a razem z nim całą zgromadzoną wiedzę i mądrość. Dobrze zatem, że książka utrwala to, co jakimś niewytłumaczalny dla nas prawem musi przeminąć.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na95 lat temu
Płacz generała. Eseje o wojnie Maria Janion
Płacz generała. Eseje o wojnie
Maria Janion
Po co pisać o wojnie? - to z reguły zasadne pytanie dla tych, którzy wojny nigdy nie doświadczyli. W historii Polski mało było pokoleń, które mogły o sobie tak powiedzieć. Nasza nowożytna historia usłana była kolejnymi konfliktami i powstaniami, a kult bohaterstwa wojennego stał się jednym z ulubionych tematów naszych pisarzy. Z czasem etos bohaterstwa i ułańskiej fantazji przybrał kształt narodowego paradygmatu, z którym polemika nie tylko była trudna, ale nawet w jakimś sensie niebezpieczna. Romantyczny kult bohaterstwa oraz nierozerwalnie związana z nim wojenna dola Polaków jest tematem zbioru esejów Marii Janion. „Płacz generała. Eseje o wojnie” to próba obiektywnego i wielostronnego przeanalizowania zjawiska wojny w kulturowym życiu narodu polskiego. Zbiór esejów dotyka przede wszystkim zagadnień związanych z II wojną światową. Trudno, aby było inaczej, gdy weźmiemy pod uwagę skalę strat, jakie poniosła Polska w czasie jej trwania. Jak każde wielkie wydarzenie historyczne, także i ta wojna musiała zostać „przetrawiona” przez wytwórców kultury oraz pisarzy. Autorka pochyla się nad najgłośniejszymi nazwiskami powojennego, literackiego rozliczenia z przeszłością – Miłosz, Broniewski, Borowski, Białoszewski, Wyka, Andrzejewicz itd. Analizuje poglądy, naświetla spory, ale przede wszystkim stawia pytania o kształt polskiej mentalności, w której wiekowe wybijanie się na niepodległość pozostawiło wyraźne ślady w postaci szaleńczej wręcz brawury, ogromnej zdolności do poświęcenia, ale także - jakże często - nieliczenia się z własnymi możliwościami i skalą skutków wywołanych przez siebie działań. Jest to zatem zasadnicze pytanie o nasze mit narodowe, w których autorka dopatruje się ciągle żywych romantycznych korzeni, pielęgnowanych następnie i „podlewanych słowem” przez kolejnych pisarzy i poetów. „Płacz generała” daje nam, współczesnym, poczucie polemiki, która toczyła się wokół wydarzeń z lat 1939-45. Ideowy spór wokół sensu oporu i poniesionych z tego tytułu ofiar przybierał nieraz bardzo radykalne rozmiary. Maria Janion dopatruje się w tym właśnie przejawu dominacji w polskim życiu intelektualnym dogmatu o sensowności, a nawet nieuniknioności walki zbrojnej w wrogami wolności. Walki prowadzonej w każdych okolicznościach i za każdą cenę. To ideologia czynu, w której zdroworozsądkowe głosy opamiętania i minimalizacji strat traktowane są w kategoriach zdrady narodowej. Warto zauważyć, że trauma II wojny światowej w Polsce była „rozliczana” niejako na raty, a takie daty jak 1956, 1970, 1989 (czy nawet stosunkowo niedawna rehabilitacja podziemia antykomunistycznego) stanowią wymowne punkty graniczne. Eseje Marii Janion o znaczeniu wojny w polskim życiu zbiorowym, jak zwykle w wypadku tej autorki, to głębokie i wszechstronne spojrzenie na zagadnienie. To nie tylko popis znajomości literatury poświęconej temu zagadnieniu, ale także wyczucie grających nam w duszy wartości. Maria Janion wyłapuje każdy fałszywy ton (czym naraża się na zajadłą krytykę i oskarżenia swoich adwersarzy),każdą przesadnie patetyczną nutę. A wszystko to po to, aby nakłonić nas do próby przewartościowania nie tylko stosunku do własnej przeszłości, ale przede wszystkim podejścia do przyszłości, która bezpośrednio wynika z historycznych ocen. Patrząc z perspektywy czasu, który upłynął od wydania tekstów umieszczonych w książce, wyzwanie rzucone przez autorkę jest nadal aktualne. Historia Polski w czasie II wojny światowej nadal bowiem podlega przewartościowaniom, najczęściej w tyrtejskim duchu bohaterstwa i żołnierskiego obowiązku, spychając na margines cywilny aspekt zagadnienia. Książka ta zatem porusza wiele ważnych tematów i jednocześnie stanowi świetne źródło inspiracji dla dalszych lektur. Wiele wymienionych w niej autorów jest zapewne dobrze znanych, ale są i tacy, których autorka dopiero odkrywa przed swoimi czytelnikami. „Płacz generała. Eseje o wojnie” to pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się zagadnieniem II wojny światowej w literaturze i nie tylko.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na95 lat temu
Grecy i irracjonalność Eric R. Dodds
Grecy i irracjonalność
Eric R. Dodds
Specjalistyczna pozycja filologiczna (ale też psychologiczna i kulturoznawcza) przybliżająca mentalność Greków epoki archaicznej (presokratejskiej). Jak bardzo byli racjonalni, a na ile nieracjonalni? Jak zapatrywali się na konflikt przeznaczenia i woli człowieka? Jak fatum miało się do odpowiedzialności, winy i kary? Czy ludzie byli marionetkami bogów? Na czym polegał zsyłany przez nich „szał”? Wierzenia, przesądy, rytuały, astrologia, sny, wróżby, klątwy. Jakie zmiany przyniósł intelektualizm Sokratesa (Platona)? Jeśli archaiczną Grecję miałby przenikać obcy wpływ, to według Doddsa nie ze wschodu, ale z północy, od Scytów (czyli pośrednio od syberyjskich szamanów). Podobnie jak Reale, odrzuca rzekome wpływy Wschodu. Dodds wielokrotnie kontestuje przyjęte przez główny nurt tezy, ale robi to na takim poziomie specjalizacji, że brak mi kompetencji do tego, by się jakoś odnieść – zwłaszcza bez znajomości starożytnej greki, a co za tym idzie, możliwości czytania źródeł w oryginale. Jednak budzi zaufanie świetnym ukazaniem wielowymiarowości Platona, na przykładzie czego można wyraźnie zobaczyć, że autor jest uważnym czytelnikiem. Ciało więzieniem duszy? Pogarda dla ciała? Jakiś drugi idealny świat, do którego jak najszybciej powinniśmy się zwijać? To jakieś płaskie nieporozumienie (ostatni raz o przeczącemu tym przekłamaniom dialogu „Fileb” przypominałem przy okazji bzdur Anny Connolly w „Toksycznych świętych”). Polecam dwa ostatnie i najobszerniejsze fragmenty pod opinią*. W ostatnim rozdziale autor ubolewa, że wykonał tylko 1/3 pracy, którą sobie założył. Epokę klasyczną i helleńską nakreśla już tylko pobieżnie by wskazać, że racjonalizm Platona i Arystotelesa wkrótce zaczął ustępować irracjonalnym trendom, skumulowanym zwłaszcza w neoplatonizmie. Warto zmierzyć się z wymagającym dziełem Doddsa i lepiej zrozumieć tzw „zsyłanie boskiego szału” czy „fatum” – okazuje się, cóż za niespodzianka!, że nie jest tak prosto, jak uczą w szkołach – i prześledzić dywagacje nad takimi pojęciami jak: ate, thymos, moira, heimarmene, eidolon etc. W posłowiu Krzysztof Bielawski przybliża sylwetkę Erica Roberta Doddsa – to również duży plus. ----------------------- „Zakamarki duszy, ciemniejsze i mroczniejsze warstwy charakteru, są jedynymi miejscami na świecie, w których możemy wychwycić prawdziwe powody działania”. William James „Kwestia czy bohaterowie Homera to determiniści, czy też woluntaryści jest dziwacznym anachronizmem: przed żadnym z nich bowiem nie pojawił się nigdy dylemat tego rodzaju i gdyby zadać któremuś takie pytanie, problemem byłoby objaśnienie mu jego znaczenia. Postaci z eposów homeryckich rozróżniają bowiem działanie normalne i działanie w stanie ate. To ostatnie mogą przypisywać, obojętnie, czy swojej moira, czy też woli bogów, w zależności od tego, czy podchodzą do zagadnienia z obiektywnego, czy subiektywnego punktu widzenia”. „Pogląd, że nadmierne sukcesy sprowadzają zagrożenie ze strony istot nadprzyrodzonych, szczególnie wtedy, gdy ktoś chełpi się nimi, pojawiał się niezależnie w wielu odmiennych kulturach”. „Nie muszę przypominać, że pierwotnie w Grecji czy gdziekolwiek indziej religia i moralność bynajmniej nie były współzależne – mają one swoje odrębne korzenie. Sądzę, że najogólniej rzecz ujmując, religia wyrasta z relacji człowieka do całego jego środowiska, natomiast moralność z jego relacji w stosunku do bliźnich. Ale wcześniej czy później w większości kultur nadchodzi okres cierpienia, kiedy gros ludzi nie chce już zadowalać się poglądem Achillesa, że „Bóg jest w Niebie, a wszystko, co złe, na ziemi””. „Mówca Likurg przypisuje ją bliżej niesprecyzowanym „pewnym dawnym poetom” i cytuje jambiczny fragment mający pochodzić od jednego z nich: „kiedy gniew bóstw krzywdzi człowieka, pierwsza rzecz jest taka, że odbiera rozum i rozsądek, tak że nie jest świadom swoich błędów””. „Ostatecznie ideę tę podjął i całkowicie przekształcił Platon – podobnie uczynił to w przypadku wielu innych elementów ludowych wierzeń: bóstwo staje się czymś w rodzaju wzniosłego ducha-przewodnika, albo freudowskiego super-ego, które w Timajosie jest identyfikowane z elementem czystego rozsądku w człowieku. W tej wspaniałej szacie, zyskawszy moralną i filozoficzną aprobatę, przeżywa renesans na stronicach stoików i neoplatoników, a nawet u średniowiecznych pisarzy chrześcijańskich”. „W sposób oczywisty sny takie są blisko spokrewnione z mitem, o którym już dawno powiedziano, że jest marzeniem sennym ludzi, podobnie jak marzenie senne to mit poszczególnych jednostek”. „We wspólnotach monarchicznych uprzywilejowanymi marzycielami – jak można się domyślać – są zwykle królowie (idea taka pojawia się również w Iliadzie). Prości ludzie muszą zadowolić się zwykłymi snami symbolicznymi, które interpretują z pomocą senników”. „(…) Czytamy u Aleksandra Polihistora, że „całe powietrze pełne jest dusz czczonych jako bóstwa i bohaterowie i to właśnie one zsyłają ludziom sny i znaki wróżebne””. „Prawie wszystkie rasy ludzkie zadały sobie pytanie o to, czy ludzka świadoma osobowość może przetrwać po śmierci i prawie wszystkie odpowiedziały nań pozytywnie. W tej kwestii ludy sceptyczne albo agnostyczne – o ile takie w ogóle istnieją – są nam nieznane”. J. G. Frazer „To nie nowy racjonalizm pozwolił ludziom zachowywać się jak bestie – ludzie zawsze byli do tego zdolni. Pozwolił im jednak znaleźć usprawiedliwienie dla własnej brutalności i to w czasie, gdy zewnętrzne zachęty do brutalnego zachowania były nadzwyczaj silne. Jak powiedziano kiedyś w odniesieniu do naszej epoki oświecenia, nigdy nie wylano tak wiele dzieci z kąpielą w tak niewielkiej ilości wody”. „To, co Jacob Burckhardt powiedział o dziewiętnastowiecznej religii, że była „racjonalizmem dla niewielu, a magią dla większości”, równie dobrze można by w całości odnieść do greckiej religii, poczynając od V w. przed Chr. Dzięki Oświeceniu i ze względu na brak powszechnej edukacji, rozłam pomiędzy wierzeniami tych nielicznych, a wierzeniami większości stał się absolutny, na szkodę jednych i drugich. Platon jest chyba ostatnim greckim intelektualistą, który wydaje się mieć prawdziwe korzenie społeczne. Jego spadkobiercy, z bardzo nielicznymi wyjątkami, sprawiają wrażenie, że istnieją poza społeczeństwem, a nie w jego obrębie”. „Wśród osób, na które rzucano klątwy, znajdują się tak znane osobistości jak Fokion i Demostenes, co sugeruje, że praktyka ta nie ograniczała się wyłącznie do niewolników i przybyszów. Istotnie było to zjawisko na tyle powszechne w czasach Platona, że uważał on, iż należy przeciwdziałać temu na drodze legislacji, podobnie jak przeciwko ludowej praktyce magicznych ataków poprzez dręczenie woskowych podobizn wroga. Platon w jasny sposób przedstawia, że ludzie naprawdę obawiali się takich magicznych ataków i byłby skłonny wprowadzić surowe kary za tego działalność (w przypadku profesjonalnych wieszczków – karę śmierci),nie dlatego, że on sam wierzył w czarną magię – jeśli chodzi o to, sam przyznaje, że ma umysł otwarty – ale dlatego, że czarna magia jest wyrazem złej woli i ma złe skutki psychologiczne”. „Nie ma nadziei na powrót do tradycyjnej wiary, gdy już raz została porzucona, ponieważ zasadniczą cechą wierzącego w sposób tradycyjny jest to, że nie zdaje sobie on sprawy ze swojego tradycjonalizmu”. Al Ghazali * „Wizjonerski obraz nowego rodzaju klasy panującej często cytowano jako dowód, że platońska ocena ludzkiej natury była w dużej mierze nierealistyczna. Ale instytucja szamana nie jest zbudowana na zwykłej ludzkiej naturze; jej celem jest wykorzystanie możliwości wyjątkowego typu osobowości. Również „Państwo” zostało zdominowane przez podobne staranie. Platon uczciwie przyznał, że tylko drobna część populacji posiada naturalny dar, który umożliwi transformację w Strażników. Co do reszty natomiast – to znaczy przytłaczającej większości rodzaju ludzkiego – na wszystkich etapach rozwoju swej myśli Platon wydaje się stwierdzać, że o ile nie ulegną pokusie władzy, inteligentny hedonizm stanowi dla nich najlepszy drogowskaz szczęśliwego życia. Ale w dialogach okresu średniego, których tematem jest wyjątkowa osobowość i jej nadzwyczajne możliwości, Platon wykazuje niewielkie zainteresowanie psychologią zwykłego człowieka. Jednakże w swych późniejszych pracach, gdy jako nierealną mrzonkę porzucił już ideę króla-filozofa i z braku lepszej możliwości uciekł się do reguły Prawa, zwracał większą uwagę na pobudki, które kierują zwykłym ludzkim zachowaniem i nawet sam filozof, jak się wydaje, nie jest wolny od ich wpływu. Na pytanie, czy ktokolwiek z nas cieszyłby się życiem, w którym posiadałby mądrość, rozumienie, wiedzę i kompletną pamięć całej historii, ale nie doznawałby ani przyjemności, ani bólu, większego bądź mniejszego, w „Filebie” udziela zdecydowanej odpowiedzi „Nie”: jesteśmy związani ze światem zmysłów, który stanowi część ludzkości i nie możemy zrzec się go nawet po to, by stać się – jak królowie-filozofowie – „widzami całego czasu i wszelkiego istnienia”. * „Zwiększające się uznanie Platona wobec znaczenia czynników afektywnych również pod innymi względami stawia filozofa poza granicami racjonalizmu typowego dla V w. przed Chr. Jest to szczególnie widoczne w rozwoju jego teorii Zła. To prawda, że do końca życia niezmiennie powtarzał dictum Sokratesa, iż „nikt nie popełnia błędu, jeśli tylko może mu zaradzić”; ale przestała mu wystarczać prosta sokratejska opinia postrzegająca błąd moralny jako zwykłe zachwianie perspektywy. Platon, gdy przejął magiczno-religijny pogląd na psyche, początkowo przejął wraz z nim purytański dualizm, który wszystkie grzechy i cierpienia psyche przypisywał zmazie powstającej z kontaktu z ciałem śmiertelnym. W „Fedonie” przeniósł tę doktrynę do kategorii filozoficznych i nadał jej formułę, która później stała się klasyczną: tylko wtedy, gdy poprzez śmierć albo samodyscyplinę racjonalne ja oczyści się z „szaleństwa ciała”, może z powrotem przybrać swą prawdziwą naturę, która jest boska i bezgrzeszna; dobre życie polega na praktykowaniu tego oczyszczenia. Zarówno w starożytności, jak i współcześnie, przeciętny czytelnik zwykł uważać tę opinię za ostatnie słowo Platona w tej kwestii. Ale Platon był zbyt przenikliwym i w zasadzie zbyt realistycznym** myślicielem, by w pełni zadowolić się teorią zaprezentowaną w „Fedonie”. Skoro tylko wrócił od „tajemnego ja” do empirycznego człowieka, poczuł się zmuszony do tego, by uznać istnienie racjonalnego czynnika w obrębie samego umysłu, a stąd by myśleć o złu moralnym w kategoriach konfliktu psychologicznego. Dzieje się tak już w „Państwie”: ten sam fragment Homera, który w „Fedonie” ilustrował dialog duszy z „namiętnościami ciała” w „Państwie” staje się wewnętrznym dialogiem pomiędzy dwiema częściami duszy. Namiętności nie są już postrzegane jako infekcja o zewnętrznym pochodzeniu, lecz jako niezbędna część życia umysłu takiego, jakim go znamy, a nawet jako źródło energii, podobnie jak libido u Freuda, które może być „uregulowane” w kierunku aktywności zmysłowej bądź intelektualnej. Teoria wewnętrznego konfliktu, barwnie przedstawiona w „Państwie” w opowieści o Leontiosie, została precyzyjnie sformułowana w „Sofiście”, gdzie zdefiniowano ją jako psychologiczne nieprzystosowanie, będące skutkiem „jakiegoś urazu”, swego rodzaju choroby duszy uważanej za źródło tchórzostwa, braku umiaru, niesprawiedliwości i (jak się wydaje) ogólnie zła moralnego, w odróżnieniu od ignorancji bądź porażki intelektualnej. Jest to coś zupełnie odmiennego zarówno od racjonalizmu jego najwcześniejszych dialogów, jak i purytanizmu „Fedona”. Filozof idzie tu o wiele dalej niż w którymkolwiek z nich; sądzę, że jest to osobisty wkład Platona”. ** No właśnie, Platon jest myślicielem realistycznym, co podkreślałem w opinii pod jego Dialogami. Popularna opozycja Platon idealizm vs Arystoteles realizm to płaskomózgi zabobon.
Graven - awatar Graven
ocenił na79 miesięcy temu
Regiony wielkiej herezji i okolice Jerzy Ficowski
Regiony wielkiej herezji i okolice
Jerzy Ficowski
Jerzy FICOWSKI - "Regiony wielkiej herezji i okolice" Bruno Schulz i jego mitologia UWAGA!! WYBITNE DZIEŁO !! To wybitne dzieło nie ma ani jednej opinii na LC, a Schulz jest jednym z trzech moich "wielkich", których najlepiej można poznać: Gombrowicza z jego "Dziennika", Witkacego z publikacji Jana Błońskiego, a Schulza - właśnie z tych zebranych prac Ficowskiego. To muszę napisać parę słów, bo ten brak zawstydza. Ficowski (1924 -2006) stworzył wybitne dzieło, obalając po drodze szkodliwe mity (szczególnie się uwziął na Artura Sandauera),bo stał się pasjonatem Bruna Schulza. W starych swoich notatkach znajduję "B. dobre, jednakże F. chyba przesadził z bałwochwalstwem B.S., jak i z gnojeniem Sandauera, chyba za robienie z B.S. komunisty. Zastanawiający KOBOLD o B.S. w ustach narzeczonej". Faktycznie twierdząc, że Schulz jest „duchowo” komunistą, Sandauer zdobywał argument dla apologii tego systemu. Była narzeczona Schulza Józefina Szelińska w liście do Ficowskiego tak to widziała (s. 419): „Sympatie lewicowe w czasach zaostrzającego się nacjonalizmu i hitleryzmu, to przecież nie komunizm. I jeśli Sandauer przypisuje go Schulzowi, to raczej jest to kokietowanie wysokich gwiazd naszego reżimu, wskazywanie, że już wówczas wybitne jednostki hołdowały tak wzniosłej jak komunizm ideologii”. Nim przejdę do książki jeszcze ciekawostka: Janusz Palikot ufundował tablicę pamiątkową projektu Andrzeja A. Widelskiego odsłoniętą w 2006 r., w Drohobyczu z napisem w językach polskim i ukraińskim: "W tym miejscu 19 listopada 1942 roku został zastrzelony przez gestapowca Wielki Artysta Drohobyczanin Bruno Schulz" Ficowski zaczyna opowieść opisem swojej długoletniej fascynacji „Sklepami cynamonowymi” i trudności w publikowaniu czegokolwiek o Schulzu, z „przyczyn taktycznych”. Przechodząc do biografii już na pierwszej stronie mianuje Schulza herezjarchą czyli kacerzem (s. 17): „12 lipca 1892 roku w kupieckiej rodzinie Schulzów urodził się najmłodszy syn, trzecie z kolei i ostatnie dziecko, najwątlejsze z rodzeństwa. Dano mu imię Bruno... ..Z takiego to właśnie rodu drobnych kupców żydowskich wywodzi się wielki herezjarcha - Bruno Schulz..”. Książka ta wykracza poza ramy standardowej biografii, bo obok przedstawienia faktów z życia oraz dzieł, tak malarskich jak pisarskich, Ficowski drąży duszę artysty, stara się poznać i opisać jego nieprzeciętną osobowość. Już oceniając jego zachowanie w okresie szkolnym wysnuwa odważne wnioski (str.23): „Niezwykła osobowość Schulza, jego wyróżniająca się indywidualność duchowa - jak gdyby nie mogąc pomieścić się w wątłym ciele - emanowała wokół, powiększając dystans między młodocianym samotnikiem i marzycielem a jego otoczeniem, zarazem napełniała kolegów jakimś zabobonnym szacunkiem, kładącym tamę koleżeńskim poufałościom. On sam stronił od gromady, ale nie kierowało nim bynajmniej poczucie własnej wyższości czy pogarda dla otoczenia, przeciwnie: czuł się gorszym, niepełnowartościowym kompanem, zazdrościł kolegom sił witalnych, wstydził się swych słabości i chorób, na które często zapadał. Głęboki kompleks niższości towarzyszył mu przez całe życie i dopiero twórczość miała mu być częściową odtrutką, choć bynajmniej nie wyzwoleniem. Powierzchowność Brunona, mimo niepozorności, zgodna z jego treścią duchową, potęgowała jeszcze zjawiskowość, niepozorowaną demoniczność, odczuwaną przez wszystkich, którzy się z nim zetknęli...” Nie każdy musi podzielać fascynację Ficowskiego Schulzem i szukać usprawiedliwień dla jego trudnej osobowości. Narzeczona nazwała go złośliwym koboldem, choć on w liście do Romany Halpern tego nie akceptował (s. 329): „Ona, moja narzeczona, stanowi mój udział w życiu, za jej pośrednictwem jestem człowiekiem, a nie tylko lemurem i koboldem...”. Bruno był zdominowany przez ojca, którego bałwochwalczo uwielbiał. Śmierć jego w 1915 roku, gdy Schulz miał 23 lata plus pożar ich starej kamienicy, spowodował, że (s.24): „Bruno Schulz rozpoczął jego odbudowę - w mitologii. Jedną z pierwszych prób pisarskich... ..było mityczne wskrzeszenie ojca, patrona dzieciństwa. W wymiarach niemal biblijnych, w skali nowo kreowanej mitologii postać ojca ze 'Sklepów cynamonowych' i 'Sanatorium pod Klepsydrą' jest nieustannie rewindykowana życiu - poprzez wcielanie się w świat rzeczy otaczających, jak wypchany ptak, futro pulsujące jego oddechem, krab ugotowany, ale jeszcze zdolny do udanej ucieczki... Duch ojca zmienia maski, przechodzi przez różne inkarnacje, dzięki którym istnieje nadal, mimo swej pozornej nieobecności....”. Przytoczmy jeszcze wyznanie Schulza w liście do krytyka Andrzeja Pleśniewicza w 1936 roku, ujmujące idee fixe jego zamierzeń twórczych (str. 29): „To, co Pan mówi o naszym sztucznie przedłużonym dzieciństwie - o niedojrzałości - dezorientuje mnie trochę. Gdyż zdaje mi się, że ten rodzaj sztuki, jaki mi leży na sercu, jest właśnie regresją, jest powrotnym dzieciństwem. Gdyby można było uwstecznić rozwój, osiągnąć jakąś okrężną drogą powtórnie dzieciństwo, jeszcze raz mieć jego pełnie i bezmiar - to byłoby to ziszczeniem się 'genialnej epoki', 'czasów mesjaszowych', które nam przez wszystkie mitologie są przyrzeczone i zaprzysiężone. Moim ideałem jest 'dojrzeć' do dzieciństwa.. To by dopiero była prawdziwa dojrzałość”. Książka jest bogato ilustrowana szkicami Schulza, więc proszę brać się do lektury, bo warto
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na1010 lat temu

Cytaty z książki Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze

Więcej
Alexandra Laignel-Lavastine Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze Zobacz więcej
Alexandra Laignel-Lavastine Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze Zobacz więcej
Alexandra Laignel-Lavastine Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze Zobacz więcej
Więcej