Eric R. Dodds
Specjalistyczna pozycja filologiczna (ale też psychologiczna i kulturoznawcza) przybliżająca mentalność Greków epoki archaicznej (presokratejskiej). Jak bardzo byli racjonalni, a na ile nieracjonalni? Jak zapatrywali się na konflikt przeznaczenia i woli człowieka? Jak fatum miało się do odpowiedzialności, winy i kary? Czy ludzie byli marionetkami bogów? Na czym polegał zsyłany przez nich „szał”? Wierzenia, przesądy, rytuały, astrologia, sny, wróżby, klątwy.
Jakie zmiany przyniósł intelektualizm Sokratesa (Platona)?
Jeśli archaiczną Grecję miałby przenikać obcy wpływ, to według Doddsa nie ze wschodu, ale z północy, od Scytów (czyli pośrednio od syberyjskich szamanów). Podobnie jak Reale, odrzuca rzekome wpływy Wschodu.
Dodds wielokrotnie kontestuje przyjęte przez główny nurt tezy, ale robi to na takim poziomie specjalizacji, że brak mi kompetencji do tego, by się jakoś odnieść – zwłaszcza bez znajomości starożytnej greki, a co za tym idzie, możliwości czytania źródeł w oryginale. Jednak budzi zaufanie świetnym ukazaniem wielowymiarowości Platona, na przykładzie czego można wyraźnie zobaczyć, że autor jest uważnym czytelnikiem. Ciało więzieniem duszy? Pogarda dla ciała? Jakiś drugi idealny świat, do którego jak najszybciej powinniśmy się zwijać? To jakieś płaskie nieporozumienie (ostatni raz o przeczącemu tym przekłamaniom dialogu „Fileb” przypominałem przy okazji bzdur Anny Connolly w „Toksycznych świętych”). Polecam dwa ostatnie i najobszerniejsze fragmenty pod opinią*.
W ostatnim rozdziale autor ubolewa, że wykonał tylko 1/3 pracy, którą sobie założył. Epokę klasyczną i helleńską nakreśla już tylko pobieżnie by wskazać, że racjonalizm Platona i Arystotelesa wkrótce zaczął ustępować irracjonalnym trendom, skumulowanym zwłaszcza w neoplatonizmie.
Warto zmierzyć się z wymagającym dziełem Doddsa i lepiej zrozumieć tzw „zsyłanie boskiego szału” czy „fatum” – okazuje się, cóż za niespodzianka!, że nie jest tak prosto, jak uczą w szkołach – i prześledzić dywagacje nad takimi pojęciami jak: ate, thymos, moira, heimarmene, eidolon etc.
W posłowiu Krzysztof Bielawski przybliża sylwetkę Erica Roberta Doddsa – to również duży plus.
-----------------------
„Zakamarki duszy, ciemniejsze i mroczniejsze warstwy charakteru, są jedynymi miejscami na świecie, w których możemy wychwycić prawdziwe powody działania”. William James
„Kwestia czy bohaterowie Homera to determiniści, czy też woluntaryści jest dziwacznym anachronizmem: przed żadnym z nich bowiem nie pojawił się nigdy dylemat tego rodzaju i gdyby zadać któremuś takie pytanie, problemem byłoby objaśnienie mu jego znaczenia. Postaci z eposów homeryckich rozróżniają bowiem działanie normalne i działanie w stanie ate. To ostatnie mogą przypisywać, obojętnie, czy swojej moira, czy też woli bogów, w zależności od tego, czy podchodzą do zagadnienia z obiektywnego, czy subiektywnego punktu widzenia”.
„Pogląd, że nadmierne sukcesy sprowadzają zagrożenie ze strony istot nadprzyrodzonych, szczególnie wtedy, gdy ktoś chełpi się nimi, pojawiał się niezależnie w wielu odmiennych kulturach”.
„Nie muszę przypominać, że pierwotnie w Grecji czy gdziekolwiek indziej religia i moralność bynajmniej nie były współzależne – mają one swoje odrębne korzenie. Sądzę, że najogólniej rzecz ujmując, religia wyrasta z relacji człowieka do całego jego środowiska, natomiast moralność z jego relacji w stosunku do bliźnich. Ale wcześniej czy później w większości kultur nadchodzi okres cierpienia, kiedy gros ludzi nie chce już zadowalać się poglądem Achillesa, że „Bóg jest w Niebie, a wszystko, co złe, na ziemi””.
„Mówca Likurg przypisuje ją bliżej niesprecyzowanym „pewnym dawnym poetom” i cytuje jambiczny fragment mający pochodzić od jednego z nich: „kiedy gniew bóstw krzywdzi człowieka, pierwsza rzecz jest taka, że odbiera rozum i rozsądek, tak że nie jest świadom swoich błędów””.
„Ostatecznie ideę tę podjął i całkowicie przekształcił Platon – podobnie uczynił to w przypadku wielu innych elementów ludowych wierzeń: bóstwo staje się czymś w rodzaju wzniosłego ducha-przewodnika, albo freudowskiego super-ego, które w Timajosie jest identyfikowane z elementem czystego rozsądku w człowieku. W tej wspaniałej szacie, zyskawszy moralną i filozoficzną aprobatę, przeżywa renesans na stronicach stoików i neoplatoników, a nawet u średniowiecznych pisarzy chrześcijańskich”.
„W sposób oczywisty sny takie są blisko spokrewnione z mitem, o którym już dawno powiedziano, że jest marzeniem sennym ludzi, podobnie jak marzenie senne to mit poszczególnych jednostek”.
„We wspólnotach monarchicznych uprzywilejowanymi marzycielami – jak można się domyślać – są zwykle królowie (idea taka pojawia się również w Iliadzie). Prości ludzie muszą zadowolić się zwykłymi snami symbolicznymi, które interpretują z pomocą senników”.
„(…) Czytamy u Aleksandra Polihistora, że „całe powietrze pełne jest dusz czczonych jako bóstwa i bohaterowie i to właśnie one zsyłają ludziom sny i znaki wróżebne””.
„Prawie wszystkie rasy ludzkie zadały sobie pytanie o to, czy ludzka świadoma osobowość może przetrwać po śmierci i prawie wszystkie odpowiedziały nań pozytywnie. W tej kwestii ludy sceptyczne albo agnostyczne – o ile takie w ogóle istnieją – są nam nieznane”. J. G. Frazer
„To nie nowy racjonalizm pozwolił ludziom zachowywać się jak bestie – ludzie zawsze byli do tego zdolni. Pozwolił im jednak znaleźć usprawiedliwienie dla własnej brutalności i to w czasie, gdy zewnętrzne zachęty do brutalnego zachowania były nadzwyczaj silne. Jak powiedziano kiedyś w odniesieniu do naszej epoki oświecenia, nigdy nie wylano tak wiele dzieci z kąpielą w tak niewielkiej ilości wody”.
„To, co Jacob Burckhardt powiedział o dziewiętnastowiecznej religii, że była „racjonalizmem dla niewielu, a magią dla większości”, równie dobrze można by w całości odnieść do greckiej religii, poczynając od V w. przed Chr. Dzięki Oświeceniu i ze względu na brak powszechnej edukacji, rozłam pomiędzy wierzeniami tych nielicznych, a wierzeniami większości stał się absolutny, na szkodę jednych i drugich. Platon jest chyba ostatnim greckim intelektualistą, który wydaje się mieć prawdziwe korzenie społeczne. Jego spadkobiercy, z bardzo nielicznymi wyjątkami, sprawiają wrażenie, że istnieją poza społeczeństwem, a nie w jego obrębie”.
„Wśród osób, na które rzucano klątwy, znajdują się tak znane osobistości jak Fokion i Demostenes, co sugeruje, że praktyka ta nie ograniczała się wyłącznie do niewolników i przybyszów. Istotnie było to zjawisko na tyle powszechne w czasach Platona, że uważał on, iż należy przeciwdziałać temu na drodze legislacji, podobnie jak przeciwko ludowej praktyce magicznych ataków poprzez dręczenie woskowych podobizn wroga. Platon w jasny sposób przedstawia, że ludzie naprawdę obawiali się takich magicznych ataków i byłby skłonny wprowadzić surowe kary za tego działalność (w przypadku profesjonalnych wieszczków – karę śmierci),nie dlatego, że on sam wierzył w czarną magię – jeśli chodzi o to, sam przyznaje, że ma umysł otwarty – ale dlatego, że czarna magia jest wyrazem złej woli i ma złe skutki psychologiczne”.
„Nie ma nadziei na powrót do tradycyjnej wiary, gdy już raz została porzucona, ponieważ zasadniczą cechą wierzącego w sposób tradycyjny jest to, że nie zdaje sobie on sprawy ze swojego tradycjonalizmu”. Al Ghazali
* „Wizjonerski obraz nowego rodzaju klasy panującej często cytowano jako dowód, że platońska ocena ludzkiej natury była w dużej mierze nierealistyczna. Ale instytucja szamana nie jest zbudowana na zwykłej ludzkiej naturze; jej celem jest wykorzystanie możliwości wyjątkowego typu osobowości. Również „Państwo” zostało zdominowane przez podobne staranie. Platon uczciwie przyznał, że tylko drobna część populacji posiada naturalny dar, który umożliwi transformację w Strażników. Co do reszty natomiast – to znaczy przytłaczającej większości rodzaju ludzkiego – na wszystkich etapach rozwoju swej myśli Platon wydaje się stwierdzać, że o ile nie ulegną pokusie władzy, inteligentny hedonizm stanowi dla nich najlepszy drogowskaz szczęśliwego życia. Ale w dialogach okresu średniego, których tematem jest wyjątkowa osobowość i jej nadzwyczajne możliwości, Platon wykazuje niewielkie zainteresowanie psychologią zwykłego człowieka.
Jednakże w swych późniejszych pracach, gdy jako nierealną mrzonkę porzucił już ideę króla-filozofa i z braku lepszej możliwości uciekł się do reguły Prawa, zwracał większą uwagę na pobudki, które kierują zwykłym ludzkim zachowaniem i nawet sam filozof, jak się wydaje, nie jest wolny od ich wpływu. Na pytanie, czy ktokolwiek z nas cieszyłby się życiem, w którym posiadałby mądrość, rozumienie, wiedzę i kompletną pamięć całej historii, ale nie doznawałby ani przyjemności, ani bólu, większego bądź mniejszego, w „Filebie” udziela zdecydowanej odpowiedzi „Nie”: jesteśmy związani ze światem zmysłów, który stanowi część ludzkości i nie możemy zrzec się go nawet po to, by stać się – jak królowie-filozofowie – „widzami całego czasu i wszelkiego istnienia”.
* „Zwiększające się uznanie Platona wobec znaczenia czynników afektywnych również pod innymi względami stawia filozofa poza granicami racjonalizmu typowego dla V w. przed Chr. Jest to szczególnie widoczne w rozwoju jego teorii Zła. To prawda, że do końca życia niezmiennie powtarzał dictum Sokratesa, iż „nikt nie popełnia błędu, jeśli tylko może mu zaradzić”; ale przestała mu wystarczać prosta sokratejska opinia postrzegająca błąd moralny jako zwykłe zachwianie perspektywy. Platon, gdy przejął magiczno-religijny pogląd na psyche, początkowo przejął wraz z nim purytański dualizm, który wszystkie grzechy i cierpienia psyche przypisywał zmazie powstającej z kontaktu z ciałem śmiertelnym. W „Fedonie” przeniósł tę doktrynę do kategorii filozoficznych i nadał jej formułę, która później stała się klasyczną: tylko wtedy, gdy poprzez śmierć albo samodyscyplinę racjonalne ja oczyści się z „szaleństwa ciała”, może z powrotem przybrać swą prawdziwą naturę, która jest boska i bezgrzeszna; dobre życie polega na praktykowaniu tego oczyszczenia. Zarówno w starożytności, jak i współcześnie, przeciętny czytelnik zwykł uważać tę opinię za ostatnie słowo Platona w tej kwestii. Ale Platon był zbyt przenikliwym i w zasadzie zbyt realistycznym** myślicielem, by w pełni zadowolić się teorią zaprezentowaną w „Fedonie”. Skoro tylko wrócił od „tajemnego ja” do empirycznego człowieka, poczuł się zmuszony do tego, by uznać istnienie racjonalnego czynnika w obrębie samego umysłu, a stąd by myśleć o złu moralnym w kategoriach konfliktu psychologicznego.
Dzieje się tak już w „Państwie”: ten sam fragment Homera, który w „Fedonie” ilustrował dialog duszy z „namiętnościami ciała” w „Państwie” staje się wewnętrznym dialogiem pomiędzy dwiema częściami duszy. Namiętności nie są już postrzegane jako infekcja o zewnętrznym pochodzeniu, lecz jako niezbędna część życia umysłu takiego, jakim go znamy, a nawet jako źródło energii, podobnie jak libido u Freuda, które może być „uregulowane” w kierunku aktywności zmysłowej bądź intelektualnej. Teoria wewnętrznego konfliktu, barwnie przedstawiona w „Państwie” w opowieści o Leontiosie, została precyzyjnie sformułowana w „Sofiście”, gdzie zdefiniowano ją jako psychologiczne nieprzystosowanie, będące skutkiem „jakiegoś urazu”, swego rodzaju choroby duszy uważanej za źródło tchórzostwa, braku umiaru, niesprawiedliwości i (jak się wydaje) ogólnie zła moralnego, w odróżnieniu od ignorancji bądź porażki intelektualnej. Jest to coś zupełnie odmiennego zarówno od racjonalizmu jego najwcześniejszych dialogów, jak i purytanizmu „Fedona”. Filozof idzie tu o wiele dalej niż w którymkolwiek z nich; sądzę, że jest to osobisty wkład Platona”.
** No właśnie, Platon jest myślicielem realistycznym, co podkreślałem w opinii pod jego Dialogami. Popularna opozycja Platon idealizm vs Arystoteles realizm to płaskomózgi zabobon.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze
O nierozliczeniu, ba! - o ukrywaniu faszystowskiej przeszłości. Przenikliwa monografia naukowa nt. najwybitniejszych rumuńskich intelektualistów XX wieku, w swoim czasie stronników faszyzmu, i to jednego z najgorszych - zaraz po niemieckim, bo Żelazna Gwardia zbrodniczymi metodami nawet esesmanów zadziwiała...
Autorka stara się głównie zrozumieć niż skazywać. Zrozumieć coś, co jednak wydaje się nie do pojęcia.
Praca jest imponująco udokumentowana wyimkami z dzieł czy artykułów całej trojki, innych autorów, wielu innych dokumentów, np. dyplomatycznych, można nawet powiedzieć: przeładowana materiałem. I dobrze, a wszystko na tle bogato zarysowanej historii Rumunii z lat 30.i 40.
Z całej trójki ani Cioran, ani Eliade nigdy publicznie nie nawiązali do swego faszystowskiego zaangażowania. Jak pisze Autorka, Eliade bezczelnie wspominał tylko o etapie rozwoju intelektualnego w „sekcie mistycznej” (!),ożywionej „wzniosłymi ideami etycznymi” (!). Ciorana przeszłość dręczyła nieco bardziej, choć napomykał o niej „jedynie w sposób aluzyjny i wysoce zestetyzowany”, ale też wspominał o swym ówczesnym ”obłędzie”. Jako tako, ale zarazem stawiając zasłony dymne, jeśli chodzi np. o służbę w dyplomacji faszystowskiej Rumunii, pisał o sobie Ionesco, mniej jednak zaangażowany niż dwaj jego przyjaciele. Wszak szybko nazwał ich i im podobnych „nosorożcami”. Żeby było jeszcze dziwniej, jego matka była pochodzenia żydowskiego, zresztą ojciec wcześnie porzucił rodzinę (nb. wyzywał syna od „gudłajów”).
Autorka docieka, jak to się stało, że członkowie elity intelektualnej zgłosili się do organizacji „gwałtownie antyintelektualnej’, którą uznaje za jedną z najbardziej zbrodniczą, gdzie „antysemityzm, połączony z uduchowioną retoryką, zastępuje program”. „Ulubioną ich metodą, stosowaną nieodmiennie w duchu +ofiarniczym+, pozostanie aż do końca akcja terrorystyczna i likwidacja przez zbrodnie”. „Ofiara” polega zaś na tym, ze większość zabójców sama się zgłasza na policje, chyba że sami będą wcześniej zabici..
Nie do pojęcia wydaje się, jak nasi mędrcy mogli godzić się na faktyczne uznanie, że „problem żydowski” nie tylko jest głównym, ale też i takim, od którego rozwiązania zależą wszystkie inne, według nich zresztą – pomniejsze. „Wrogość wobec Żydów stopniowo wchłaniała rozmaite lęki ogólniejszej natury” – podkreśla Autorka, a chodzi o kraj, w którym Żydzi stanowią 4 proc. ludności. Chociaż nie: to jest do pojęcia. Warunkiem jest irracjonalny fanatyzm, przed którym i inni intelektualiści w różnych systemach i państwach też plackiem padali.
Od końca lat 20. na rumuńskich uczelniach działy się rzeczy straszliwe - takie, przy których wręcz bledną nasze getto ławkowe, numerus clausus oraz nullus (chlubił się nim w październiku 1938 r. uniwersytet w Poznaniu - rok później już nie miał tej szansy). Ten terror świetnie opisuje we wstrząsającej (polecam!) książce „Od dwóch tysięcy lat” przyjaciel Eliadego Mihail Sebastian, nb. pochodzenia żydowskiego.
A jeszcze dziwniejsze, że po 1989 r. doszło do swoistego idealizowania Żelaznej Gwardii – ale już nie na podstawach intelektualnych, lecz na zasadzie „skoro komuniści mówili o niej tak źle, to znaczy ze trzeba o niej mówić dobrze”.
Autorka cytuje liczne teksty publikowane przez bohaterów w kwestii żydowskiej, na której punkcie mieli taką obsesję, jak wszyscy inni antysemici od początku świata do jego - lub ich - końca. Widać tu pewne niekonsekwencje, np. Cioran sączy nienawistny jad, a jednocześnie kapitulancko przyznaje, że „w perspektywie historii powszechnej problem żydowski jest absolutnie nierozwiązywalny” i ze ten naród „będzie ostatnim, który zniknie”. „Załatwiają wprawdzie problem żydowski w jednym miejscu, ale tym samym komplikują go dla reszty świata” – żali się, chwaląc III Rzeszę, ale bez ostatecznej konkluzji.
Nasi bohaterowie w 1933 r. ochoczo przystąpili („zostali uwiedzeni”) do grona poputczyków Żelaznej Gwardii - dla idei, nie np. z żadnego oportunizmu, gdy w 1940 r. na kilka miesięcy doszła ona do władzy. Autorka podkreśla, że wcześniej władze zwalczały brutalnie tę konkurencję do rządów, która stosowała terror, m.in. zabijała wysokich urzędników, w tym premiera – w odwecie zamordowano m.in. zbrodniczego przywódcę organizacji Corneliu Zelea Codreanu; miał on polskie korzenie, ojciec nazywał się Zieliński (według Ciorana, Codreanu „zaproponował Rumunii sens”). Z drugiej strony to wszak król Karol II, a nie faszyści, wprowadził w 1937 r. w Rumunii antysemickie ustawodawstwo – pierwsze w Europie po Trzeciej Rzeszy.
Mniej więcej w 1941-42 znikają jednak publiczne wypowiedzi całej trojki afirmujące faszyzm – ale czy naprawdę zaczęło im „przechodzić”?
Wszak jeszcze w latach 80. Eliade pisał, że Żelazna Gwardia to „jedyny rumuński ruch polityczny, który n a s e r i o brał chrześcijaństwo i Kościół” (prawosławny). „W rzeczy samej Żelazna Gwardia wprowadza do życia politycznego coś zupełnie niebywałego – systematyczną praktykę morderstwa jako sposób na walkę z przeciwnikami” - komentuje Autorka. Przywołuje też jego filogermańskie poglądy, w tym słowa z września 1939 r. o tym, że „Opór stawiany przez Polaków w Warszawie jest oporem żydowskim”.
W publicystyce Eliade jest o wiele bardziej mistyczny niż Cioran, ale mistyka ta jest przepełniona motywem śmierci – którą Gwardziści zarówno ukochali, jak nią szafowali – także wobec siebie. Eliade zarzuca Żydom i to, że „nie są Rumunami”, jak i to, że „zdradzają Rumunię” – a jako wybitny intelektualista nie widzi tu wewnętrznej sprzeczności. Bo wierzy w „rumunizm”….. Ciekawy też jest sposób, w jakim pod koniec lat 30. ocenia Hitlera , który mając pełnię władzy „mógłby podpalać synagogi i masakrować Żydów”, ale – jak rozumiemy: wielkodusznie - „po prostu zadowolił się obozami koncentracyjnymi”.
Lata 1934-1938 tylko Ionesco wspominał jako koszmar. Narastający w kraju faszyzm skłoni go do uzyskania stypendium doktoranckiego, choć doktoratu nigdy nie zrobi, w Paryżu, gdzie spędził z żoną dwa następne lata (Cioran tez jest wtedy tam stypendystą, ale Eugene go unika). Jesienią 1940 r., pod wrażeniem faktu, że Żelazna Gwardia wchodzi do rządu (na krótko, niedługo potem król Karol II zgotuje jej mały pogromik) – pisze słynne słowa o „objęciu władzy przez nosorożce”(Autorka, która porównuje go do samego Victora Klemperera, dowodzi, że to głównie o Eliade). Dobija Ionesco przystąpienie Rumunii do agresji Niemiec na ZSRR (jako jedyni z sojuszników Hitlera, Rumuni dostaną „swoją” strefę okupacyjną – region Odessy, gdzie dokonają licznych zbrodni na Żydach).
Dzięki wstawiennictwie dawnych kolegów Ionesco wystarał się – co było ucieczką z "Nosorożcolandii" - o nominację na dyplomatę faszystowskiej Rumunii w „Państwie Francuskim” Vichy, gdzie pracował w latach 1942-45. Zaczął od attache prasowego, doszedł do funkcji I sekretarza. Określał swą pracę mianem bagna, ale sam jej fakt ukrywał do końca życia. „Milczenie godne ubolewania” – pisze Autorka, poniekąd słusznie zastrzegając, że służba dyplomatyczna była jego „formą strategii przetrwania”.
Acz ambasada Rumunii, odmiennie niż np. włoska czy hiszpańska, nie podjęła żadnych działań, gdy rząd Vichy zaczął wysyłać do Auschwitz Żydów-cudzoziemców, w tym tych z Rumunii. W 1943 r. Antonescu zaczął się jednak bać końca wojny, wobec czego podjął wobec Vichy działania, by wstrzymać te deportacje, które faktycznie ustały. Ale nie ma świadectw, aby to personel ambasady podjął takie działania – „Ionesco być może obawiał się, że sam trafi do takiego transportu”. Ale zarazem dowiadujmy się, że we wszystkich swych pismach Ionesco tylko raz (!) potępi zbrodnie Żelaznej Gwardii….
Eliade w 1940 zostaje attache prasowym ambasady Rumunii w Londynie. W prowadzonym dzienniku notuje mnóstwo wyznań wiary w rumuński faszyzm i w zwycięstwo Niemców – ich porażki to dla niego powód udręki. Jest tam mowa - uwaga! – by albo iść na front wschodni wesprzeć Hitlera, albo by pozostać na Zachodzie i na którymś uniwersytecie odegrać rolę „konia trojańskiego”. Zmaterializuje się ta druga alternatywa….
Nb. jego faszystowskie sympatie zwracają uwagę brytyjskiego kontrwywiadu – rozważa on nawet aresztowanie go (a nie ma jeszcze paszportu dyplomatycznego) w retorsji za uwięzienie kilku Brytyjczyków w Bukareszcie. MI-5 odkrywa też, że w depeszach do Bukaresztu denuncjował on swego szefa jako przeciwnika Żelaznej Gwardii i faktycznie kierował konsulatem w Londynie.
W końcu w 1941 r. Eliade wyjeżdża do Portugalii na analogiczną funkcję w tamtejszej ambasadzie, przy wyjeździe MI-5 funduje jemu i żonie solidną rewizję osobistą. „Z dziennika dowiadujemy się, że częściowo spędza czas na ponownej lekturze niektórych ze swych opublikowanych prac. Gratuluje sobie własnego geniuszu. Jego komentarze na temat własnej wielkości są tematem przewodnim”. „Jestem wielkim pisarzem„– oświadcza sam sobie (porównuje się do Goethego),pomijając zarówno tu, jak i w depeszach do kraju, sprawę przerażającego pogromu w Jassach, który wywołał poruszenie międzynarodowe (opisał go Curzio Malaparte). Opublikuje za to 240-stronicowy panegiryk ku czci portugalskiego dyktatora Salazara (tak jak i Franco, nie był głupi - nie wszedł do wojny),wychwalając jego „chrześcijańską formę totalitaryzmu” – odbędzie nawet u niego czołobitną audiencję.
Naszego intelektualistę oburza także to, że większość pracowników ambasady w Berlinie jest „nastawiona proangielsko”. Nie jest zatem przypadkiem, że Eliade traci dyplomatyczną funkcję, gdy w sierpniu 1944 r. Rumunia przechodzi na stronę Aliantów, a faszyści są odsuwani i aresztowani (jak sam conducător marszałek Antonescu).
Eliade i Ionesco do kraju już nie wracają, tak jak i Cioran, który będzie attache kulturalnym w Vichy stosunkowo krótko, cztery miesiące 1941 (według Autorki - „arcywyczyn dyplomatyczny”). Odwołał go sam dyktator, być może za dawne związki z gwardzistami, których bunt Antonescu dopiero co krwawo stłumił. Faktem jest, że potem Cioran odważnie interweniuje ws. rumuńskiego filozofa pochodzenia żydowskiego Benjamina Fondane, który zostanie jednak wywieziony do Auschwitz. Ostatecznie Cioran decyduje się pozostać we Francji i pisać po francusku. On i Eliade w nowej, nieprzyjaznej im rzeczywistości „żyją w strachu przed demaskacją”.
Ironią losu jest, że drogę powrotną do kraju najbardziej zamkniętą ma Ionesco W 1946 r. zostanie zaocznie skazany przez sąd w Bukareszcie na 11 (!) lat więzienia za „obrazę żołnierskiego munduru”. Określa się go mianem „kolaboranta”, pojawia się żądanie jego ekstradycji. To zemsta za to, że opisze on w mocnych słowach udział wojska w mordowaniu Żydów. Na jego nieszczęście nowe komunistyczne władze zawarły sojusz z dawnymi faszystami. ”Czerwień stopniowo zaczyna brunatnieć i te właśnie niebywałe zaślubiny komunizmu z nacjonalizmem skłaniają wówczas innych intelektualistów do opuszczenia kraju” – stwierdza Autorka.
Po wojnie cała trójka robi we Francji niebotyczną karierę literacko-naukowo-intelektualną (Eliade wykłada dodatkowo w Chicago, staje się guru religioznawstwa). Pytani o przeszłość, odkreślają ją grubą kreską. Mówią o „chorych rojeniach”, "byliśmy młodzi", podkreślają to, czym zajmują się teraz. „Eliade demonstruje postawę stanowiącą ciekawe połączenie arogancji, obawy i wyrachowania”, m.in. kompletnie nie widzi różnicy między Niemcami z 1939 r. i 1949 r. „Podobnie jak Heidegger, chyba nie zrozumiał głębokości swego błędu”.
Ionesco swój sukces opiera na… mistyfikacji – czytamy. Udaje mu się narzucić ogółowi narrację, że jego ojcem jest Rumunem, a matka Francuzką, a do Rumunii pojechał tylko po to, by uczyć dzieci rumuńskiego. Po tym już nie dziwimy się, gdy w 1978 r. dyrektorka ważnego wydawnictwa spyta go: ”Więc Ionesco to nazwisko rumuńskie?”. Autorka dodaje, że jego faktyczne nazwisko rodowe to Ionescu - taki tamtejszy Kowalski.
Jeździ on też często do Izraela, gdzie dostaje nagrody, ale nawet tam milczy o swych korzeniach. Nie ujawni ich nigdy – nie ma wszak takiego obowiązku, choć z drugiej strony, w taaakiej sytuacji… Mówił jedynie, czy też aż: „Wybrałem ten naród, choć jest on tylko odrobinę mniej zły od innych”.
Cioran wyrabiał sobie alibi m.in. kosztem już nieżyjącego, a wcześniej mu znanego poetę Paula Celana (czyli Paula Antschela, Żyda z Czerniowiec, którego rodziców zamordowano po deportacji w 1940 r.). Gdy w wywiadzie dla „Die Zeit” spytano go, czy znał Celine’a (zoologicznego antysemitę),odpowiedział; „Nie. Ale przyjaźniłem się z Celanem”. „To zasłonięcie się +użytecznym Żydem+ jest przecież przyznaniem się do winy” – komentuje Autorka.
Wszyscy trzej mają niemal do śmierci paszporty uchodźców politycznych. Cioran narzeka, że musi go przedłużać, stojąc w kolejce wraz z „imigrantami” (jasne, o co chodzi….). „Bezustannie powtarza, że demokratami stajemy się tylko ze znużenia”.
Autorka przytomnie zauważa, że cała trójka naszych wielkich antykomunistów z reguły nie przyłącza się do protestów przeciw komunizmowi czy represjom za Ceausescu: „Zważywszy na politykę ciągłej kontroli stosowaną przez rumuńskie służby specjalne wobec emigracji na Zachodzie, nie można wykluczyć, że dysponowały one w Bukareszcie +teczką+, odnoszącą się do przeszłości politycznej wychodźstwa, którą władze mogły wyciągnąć w razie zbyt daleko idącej kontestacji; wystarczyło jej tylko zasugerować coś takiego, aby na drodze zastraszenia uzyskać zamierzony efekt”.
Nb. w początku lat 80. Eliade odzyskuje prawo obywatelstwa w Rumunii, która ”spektakularnie rehabilituje wartości narodowe”. „Wydaje się, że on sam miał jakiś udział w tym renesansie nacjonalizmu” - chyba jednak spekuluje Autorka. Z drugiej jednak strony utrzymuje on już wtedy kontakty z ambasadą Rumunii, a w kraju wychodzą książki o nim. Nigdy nie przestał też marzyć o Noblu, choć mogłoby to oznaczać ujawnienie jego przeszłości. Do końca utrzymywał również kontakty z ludźmi Żelaznej Gwardii na wygnaniu w USA.
Najbliżej zdemaskowania Eliade był w 1972 r., gdy słusznie anulował wizytę w Izraelu po zarzutach prof. Theodora Loewensteina, przedwojennego mieszkańca Rumunii, który opisał jego związki z Żelazną Gwardią. Zapraszający go filozof, prof. Gershom Sholem poprosił o wyjaśnienia, elegancko wyrażając niewiarę w te fakty. Dodał, że wątpliwości będzie rozstrzygał na jego korzyść, chyba że pojawią się niezbite dowody. I tej podanej mu brzytwy chwyta się Eliade, bo cała jego kariera jest zagrożona - Sholem to sława.
Odpowiada mu „niebotycznym kłamstwem”, że to legenda, aby był ”twórcą doktryny” Żelaznej Gwardii, bo nie ma na to żadnych pisemnych dowodów, jedynie oszczercze słowa. Oczywiście dobrze wiedział, że takie, żelazne jak sama gwardia, dowody - nikomu niewydawane - leżą w piwnicach rumuńskich archiwów i bibliotek, ale i tak bardzo ryzykował. Sholem przyjmuje ten argument, bo dowodów na Zachodzie istotnie brak, ale podróż staje pod znakiem zapytania wobec obawy skandalu. Gwoździem do trumny jest prośba z Izraela o spotkanie z „oszczercą”, na co Eliade nie może sobie pozwolić i rezygnuje z wizyty. W jego „Dzienniku” o sprawie nie ma wzmianki.
Cioran ma podobne problemy, gdy w 1990 r. w Rumunii wydają jego książkę sprzed lat. Poradzi sobie jak przystało na intelektualistę: okroi ją o najbardziej kompromitujące fragmenty. Nota od wydawcy mówiła o „obowiązku usunięcia kilku pretensjonalnych i głupich stronic”….
Zakończenie nie jest i nie może być pozytywne. W ocenie Autorki przepadła szansa na rozliczenie się tych autorytetów z ówczesnego zaangażowania, dla dobra kolejnych pokoleń. ”W rezultacie w dzisiejszej Rumunii pewne skrajnie prawicowe ugrupowania mogą powoływać się na Ciorana czy Eliadego jako na swoich intelektualnych mistrzów”.
Młodzi, nie tylko nad Dunajem, mogą zatem brać dziś za dobrą monetę słowa Ciorana: ”Ten, kto między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia nie ulega fanatyzmowi i nie popada w obłęd, jest imbecylem. Liberałem jest się jedynie ze znużenia, demokratą z rozsądku”.
„Słynne trio zajmuje obecnie pierwszoplanowe miejsce w panteonie bohaterów narodowych”. Jeszcze gorsza jest informacja Autorki, że w Rumunii jest więcej niż 10 pomników Antonescu, zbrodniarza wojennego rozstrzelanego w 1945 r. (Z kolei według Wikipedii, w Rumunii jest 10 ulic noszących jego imię i jedno popiersie)
O nierozliczeniu, ba! - o ukrywaniu faszystowskiej przeszłości. Przenikliwa monografia naukowa nt. najwybitniejszych rumuńskich intelektualistów XX wieku, w swoim czasie stronników faszyzmu, i to jednego z najgorszych - zaraz po niemieckim, bo Żelazna Gwardia zbrodniczymi metodami nawet esesmanów zadziwiała...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka stara się głównie zrozumieć niż skazywać. Zrozumieć...
Wielka książka odsłaniająca z premedytacją tuszowana prawdę o drugowojennej przeszłości największych Rumunów XX wieku. Faszyści, kłamcy i oszuści z wybujałym poczuciem własnej wielkości. Obowiązkowe dla każdego kto otaczał nimbem wielkości tych ludzi.
Wielka książka odsłaniająca z premedytacją tuszowana prawdę o drugowojennej przeszłości największych Rumunów XX wieku. Faszyści, kłamcy i oszuści z wybujałym poczuciem własnej wielkości. Obowiązkowe dla każdego kto otaczał nimbem wielkości tych ludzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie napisana książka; ludzkie wybory w czasach wojny to temat rzeka. Tutaj jednak autor ukazuje faszyzującą inteligencję rumuńską, która stanowiła niewielki procent narodu. Wszyscy, jak pisze, w Bukareszcie się znali. Zadziwiające postawy późniejszych , mieszkających we Francji, intelektualistów. Dla mnie książka odkrywcza.
Świetnie napisana książka; ludzkie wybory w czasach wojny to temat rzeka. Tutaj jednak autor ukazuje faszyzującą inteligencję rumuńską, która stanowiła niewielki procent narodu. Wszyscy, jak pisze, w Bukareszcie się znali. Zadziwiające postawy późniejszych , mieszkających we Francji, intelektualistów. Dla mnie książka odkrywcza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGenialna lektura. Książka obnaża podwójne życie Eliadego i Ciorana. Pokazuje niepewność i strach Ionesco. Miałam okazję zamienić kilka słów z tłumaczem książki, Ireneuszem Kanią. Sam był zaskoczony niektórymi faktami.
Osobiście wracam do dzieła Lavastine bardzo często. Nie zaprzestałam jednak czytać Ciorana, nie mogę przestać także podziwiać Go za erudycję.
Może nawet trochę Mu współczuję.
Genialna lektura. Książka obnaża podwójne życie Eliadego i Ciorana. Pokazuje niepewność i strach Ionesco. Miałam okazję zamienić kilka słów z tłumaczem książki, Ireneuszem Kanią. Sam był zaskoczony niektórymi faktami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOsobiście wracam do dzieła Lavastine bardzo często. Nie zaprzestałam jednak czytać Ciorana, nie mogę przestać także podziwiać Go za erudycję.
Może nawet...
niestety, niestety, książka znakomicie napisana, bogato udokumentowana, gęsto cytująca teksty w Polsce niedostępne, jak i w ogóle niedostępne, bo stanowiące np. prywatne korespondencje, do których autorka dotarła jakimś cudem; nie bardzo też można zarzucić cośkolwiek atakującej i demaskującej argumentacji. książka przełożona zresztą przez Ireneusza Kanie, co już samo w sobie jest gwarantem dobrej jakości.
a to wszystko "niestety", bo łamie serce miłośnikom wielkiej rumuńskiej trójcy.
niestety, niestety, książka znakomicie napisana, bogato udokumentowana, gęsto cytująca teksty w Polsce niedostępne, jak i w ogóle niedostępne, bo stanowiące np. prywatne korespondencje, do których autorka dotarła jakimś cudem; nie bardzo też można zarzucić cośkolwiek atakującej i demaskującej argumentacji. książka przełożona zresztą przez Ireneusza Kanie, co już samo w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzetelna, bezkompromisowa opowieść o faszystowskim zaangażowaniu Eliadego, Ciorana i Ionesco. Równocześnie - książka wyczerpująco objaśnia kontekst kulturowy, zawiłości międzywojennej historii Rumunii, obnaża obrzydliwość rumuńskiej wersji faszyzmu, który obecnie zbyt często ukazywany jest w pozytywnym świetle. Nie można czytać Eliadego z uwielbieniem, okazuje się bowiem, że całe życie kłamał. Cioranowska negacja nie jest tak bezinteresowna, jak zwykle się wydaje... Świetna literatura naukowa, niezwykle wciągające studium.
Rzetelna, bezkompromisowa opowieść o faszystowskim zaangażowaniu Eliadego, Ciorana i Ionesco. Równocześnie - książka wyczerpująco objaśnia kontekst kulturowy, zawiłości międzywojennej historii Rumunii, obnaża obrzydliwość rumuńskiej wersji faszyzmu, który obecnie zbyt często ukazywany jest w pozytywnym świetle. Nie można czytać Eliadego z uwielbieniem, okazuje się bowiem,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to