Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Atramentowe serce

Tłumaczenie: Jan Koźbiał
Cykl: Atramentowy Świat (tom 1)
Wydawnictwo: Egmont Polska
7,34 (4650 ocen i 417 opinii) Zobacz oceny
10
488
9
741
8
874
7
1 340
6
630
5
343
4
89
3
109
2
9
1
27
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Tintenherz
data wydania
ISBN
8323718164
liczba stron
512
słowa kluczowe
fantasy
język
polski

Niesamowita, pełna przygód i czarów książka! Mortimer Folchart mieszka ze swoją córką Meggie w wynajętym domu i zajmuje się restauracją starych książek. To spokojne życie zmienia się, gdy odwiedza ich dziwny gość - Smolipaluch. [...] Od tej chwili rozpoczyna się sensacyjna akcja, w której bohaterowie książkowi walczą i spiskują przeciwko Mortimerowi i jego córce, i nikt już na pewno nie wie,...

Niesamowita, pełna przygód i czarów książka!

Mortimer Folchart mieszka ze swoją córką Meggie w wynajętym domu i zajmuje się restauracją starych książek. To spokojne życie zmienia się, gdy odwiedza ich dziwny gość - Smolipaluch.

[...] Od tej chwili rozpoczyna się sensacyjna akcja, w której bohaterowie książkowi walczą i spiskują przeciwko Mortimerowi i jego córce, i nikt już na pewno nie wie, co jest rzeczywistością, a co fikcją literacką.

 

źródło opisu: [Egmont, 2006]

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 616
Aria | 2010-08-11
Na półkach: Ulubione, Przeczytane, Moje! :)

„Tamtej nocy padał deszcz - drobny, szemrzący deszcz. Jeszcze wiele lat później wystarczyło, że Meggie zamknęła oczy, a znów go słyszała, jakby ktoś stukał w szybę delikatnymi paluszkami."


Początek książki jest zarazem jej butami. Butami, które pisarz wkłada swojej opowieści. Rytm jaki nadaje dźwięk obcasów, brzmieć będzie aż do ostatniego słowa. Może on zachęcić czytelnika, a może zniszczyć wszelką ochotę na podróż w nieznane.


Rytm pierwszych zdań Atramentowego serca brzmi w uszach aż do końca. „Jakby ktoś stukał w szybę delikatnymi paluszkami..." Opowieść zaczyna się wraz ze wspomnieniem deszczu. Piękna magiczna opowieść, pełna kolorów, uczuć, postaci i słów. Niesamowitych atramentowych słów.


Jeżeli tak jak ja od dzieciństwa kochacie baśnie i macie lekkiego bzika na punkcie książek, w których opisana jest miłość do słowa pisanego, to dzieło Cornelii Funke czeka na was.

Książka jest napisana z takim kunsztem, że z chwilą, gdy zaczynałam ją czytać, obojętnie gdzie byłam: w autobusie, na przystanku, w domu - zapominałam o wszystkim. Zupełnie o wszystkim.

„Ojciec podniósł głowę, patrząc na nią nieprzytomnie, jak zawsze, gdy przerywała mu czytanie. Potrzebował czasu, by powrócić z innego świata, z labiryntu liter".


W każdym z nas mieszka dziecko, a Funke wydobywa owo dziecko z nas w całości. I nie tylko dziecko. Wraz z przewracaniem książki, budzi się do życia także nasza wyobraźnia, a słowa „a gdyby..." zaczynają często brzmieć w naszych myślach.

Nie sztuką jest napisać opowieść, sztuką jest zainspirować czytelnika, by zaczął snuć własną.


Oddzielne słowo należy się wydaniu książki. O, gdyby wszystkie książki wydawano tak, jak Atramentową trylogię! Książka sama w sobie jest tak piękna, że warto ją zacząć czytać tylko i wyłącznie dla okładki.

A motta? Motta są tak świetnie podobierane przez Cornelie do każdego rozdziału, że mam ochotę przeczytać wszystkie książki, z których one pochodzą. I do tego do jednego z rozdziałów wzięła słowa z „Wielkich nadziei" Dickensa. I to mój ulubiony fragment!


Świat Atramentowego serca jest prawie tak samo cudowny jak Narnia. Porywa, mieni się kolorami, rozkochuje w sobie. A każdy z bohaterów książki ożywa w ludzkiej wyobraźni całą gamą swoich cech oraz głębią duszy, budząc w czytelniku pytanie - kto tworzy kogo - pisarz swoją postać, czy na odwrót?


A skoro już zeszłam na temat postaci...


Mo! Mo, mój Mo! Kocham Cię tak samo jak Ty kochasz książki, chociaż pewnie tak samo się nie da, nieprawdaż? Książkowy lekarz, w domu którego książki są wszędzie i nie wiadomo już czego jest więcej - książek czy domu... Mo, który jest tak wierny i kochający jak żaden inny mężczyzna, jakiego znam. Mo, który swoim oddaniem i postawą wobec kobiet i książek, które kocha, pokazuje i uczy czytelnika, co to znaczy miłość ojcowska i miłość męża. Mo! Mo! Ale... Skoro głupotą jest kochać z się w facecie, który ma żonę i córkę proponuję przejść do niemniej fascynującej osoby...


Smolipaluch! Smo! Mój melancholijny, introwertyczny Smo! Smo, który kocha ogień i swoją ojczyznę. Smo! Czasami wydawało mi się, że rozumiem go doskonale, innym razem niemal rzucałam książką z oburzenia nad jego postępowaniem. Ale nie zważając na nic, uśmiech na twarzy pojawiał mi się zawsze, gdy między atramentowymi literkami wyłaniało się słowo „Smolipaluch".

Z pewnością to najbardziej żywa postać tej książki. Tak prawdziwa, nieodgadniona i głęboka, że mogłabym czytać tylko i wyłącznie o nim.


Elinor. Odkąd pamiętam , sposób w jaki żyje ona, był moim cichym marzeniem (ale że mama nie dopuści do tego, bym została starą panną ze zdrowymi nerwami, ciche marzenie się nie spełni). Jej dom jest moim głośnym marzeniem. Dom Elinor! Był powodem mojego zachwytu, zazdrości, fascynacji, rozpaczy i na koniec znów zazdrości. Zastanawiam się, kogo lubię bardziej, Elinor, czy jej dom... Odpowiem, kiedy przeczytam całą trylogię.


I jest jeszcze ktoś, kto od samego początku ściągnął na mnie swoją uwagę. Basta. Przedstawiony w najgorszym świetle, wyśmiewany niekiedy i upokarzany, budzący lęk, przerażenie i odrazę. Obudził we mnie litość... Od połowy książki, miałam ochotę podejść do niego i go przytulić. Powiedzieć, mu, że wszystko będzie dobrze, i zaprosić na herbatę i ciasto.


Uwielbiam książki, które mają takie postacie. Postacie, które potrafią ożyć w naszej wyobraźni, do których chcemy przemawiać i słuchać ich. Postacie nie szablonowe i nie schematyczne, które można kochać mimo ich złych uczynków, i nie zbyt lubić, nie zważając na ich dobre nastawienie. Ożywają tylko książki pisane z sercem, a Atramentowe serce z pewnością taką książką jest.


„Książki to jedyne miejsce, gdzie istnieje współczucie, pociecha, szczęście... i miłość. Książki kochają każdego, kto je otwiera, dając mu poczucie bezpieczeństwa i przyjaźń, niczego w zamian nie żądając. Książki nigdy nie odchodzą, nawet wtedy, gdy się je źle traktuje."

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Trup na plaży i inne sekrety rodzinne

Co to było? Kolejna książka, która powinna trafić na półkę "żałuję, że kupiłam". Zmęczyłam ją. Główna bohaterka - irytująca, wątek kryminaln...

zgłoś błąd zgłoś błąd