pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin
Dwie siostry adopcyjne, Lisa-Xiu i Lin-Shi – urodzone w Chinach, a wychowane w Holandii – powracają do swojego macierzystego kraju. Ich rodzice, Dido Michielsen i Auke Kok, relacjonują tę niezwykłą po... Dwie siostry adopcyjne, Lisa-Xiu i Lin-Shi – urodzone w Chinach, a wychowane w Holandii – powracają do swojego macierzystego kraju. Ich rodzice, Dido Michielsen i Auke Kok, relacjonują tę niezwykłą podróż – nie tylko do obcego kraju, ale również do prawie całkowicie nieznanej przeszłości. We czworo odwiedzają domy dziecka, w których swego czasu przebywały dziewczynki. Autorzy z pełną otwartością opisują rodzące się emocje, zarówno swoje, jak i dzieci. Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin to ekspresyjna, pełna miłości opowieść, napisana lekkim piórem, sięgająca głębiej niż w geograficzny wymiar Chin. Jest to relacja z podróży duchowej dotykająca delikatnych kwestii: Co oznacza adopcja dziecka z zupełnie odmiennej kultury? Co oznacza bycie dzieckiem adoptowanym? pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo Dobra Literatura, 2010
źródło okładki: http://www.dobraliteratura.pl/ksiazka_wydana/42/lisa_xiu_i_lin_shi_corki_z_chin.html
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
336sprzedam/wymienię książki (archiwalny 7) (zamknięty)
-
476sprzedam/wymienię książki (archiwalny6) (zamknięty)
-
355sprzedam/wymienię książki archiwalny 5 (zamknięty)
Opinie czytelników
Książkę „Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin” pochłonęłam z nieukrywaną przyjemnością. Piękna okładka, prawdziwa historia i tematyka tak bardzo mi bliska sprawiły, że przez długi czas nie będę w stanie zapomnieć o tej lekturze.
Auke Kok i Dido Michielsen to para holenderskich dziennikarzy, którzy zdecydowali się na niezwykły krok. Adoptowali parę chińskich dziewczynek, porzuconych przez swoich biologicznych rodziców. Cała opowieść zawarta w książce opowiada o blaskach i cieniach zostania rodzicami adopcyjnymi oraz przede wszystkim o podróży do Chin, na jaką się zdecydowali, aby przybliżyć swoim córkom kraj z którego pochodzą. Ta niezwykła wycieczka będzie fascynującą wyprawą w przeszłość, m.in. do sierocińca gdzie wychowywały się Lisa i Lin oraz sposobem na zacieśnienie więzów całej rodziny. Dowiemy się o uczuciach jakie towarzyszyły rodzicom oraz wrażeniach i emocjach dziewczynek w zupełnie odmiennej rzeczywistości. Zdecydowany plus za ilustracje zawarte w książce oraz fragmenty pamiętnika Lin oraz Lisy opisujące w dziecięcy sposób to co czuły i jak odbierały to co się wokół nich działo. Po przeczytaniu czuję się związana z tą czwórką wspaniałych ludzi, którzy otworzyli przed nami swoje serca, aby opowiedzieć o niełatwych dla nich wydarzeniach.
Dla wszystkich, którym Chiny są obiektem marzeń lub odczuwają bliższą więź z tym krajem lektura to będzie także niesamowitym dziennikiem podróży, opisującym najróżniejsze zakamarki tego ogromnego mocarstwa oraz kopalnią wnikliwych obserwacji dotyczących całego bogactwa kulturowego, tradycji czy sytuacji politycznej.
Każdy to ma własne potomstwo lub marzy o staniu się rodzicem powinien tę książkę przeczytać! To piękna historia miłości, która przemierza wszelkie granice – terytorialne, kulturowe, czasowe, językowe... To opowieść o sile i niezłomności jaką odznaczają się ludzie pragnący dać szczęście innym. Przede wszystkim jednak jest to lektura o poszukiwaniu własnej tożsamości i indywidualności. Zachęcam gorąco!
Podróż szlakiem dzieciństwa
„Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin” Auke Kok i Dido Michielsen
wyd. Dobra Literatura
rok: 2010
str. 239
Ocena: 4/6
Auke Kok i Dido Michielsen poznali się w 1988 roku. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Całkiem możliwe. Ich uczucie rozkwitło bardzo szybko, a że oboje w chwili poznania byli już po trzydziestce, zapragnęli czym prędzej doczekać się potomstwa. Zapewne nie byli oni ani pierwszą, ani ostatnią parą, której na drodze do pełni szczęścia stanęły ograniczenia biologiczne. Naturalny cykl starania się o dziecko nie powiódł się. Niedługo później zawiodło również sztuczne zapłodnienie. Jednak w przeciwieństwie do zdecydowanej większości populacji ani Auke ani Dido nie wahali się nawet chwili. Zdecydowali się na adopcję. Decyzja ta była dla nich równie naturalna co oddychanie. W ten właśnie sposób, w niedługim czasie znaleźli się w Chinach skąd przywieźli do domu siedemnastomiesięczną Lisę-Xiu i dziewięciomiesięczną Lin-Shi.
Od maleńkości, dziewczynki wychowywane były w atmosferze „Dobrze być Chińczykiem”. Adopcyjni rodzice nie ukrywali przed nimi ich pochodzenia (w sumie byłoby to dość trudne), nie ustając w utożsamianiu ich z krajem, z którego pochodzą. Bądźmy szczerzy. Chiny otaczają każdego z nas. Są w sprzęcie elektronicznym, w zabawkach, ubraniach, artykułach biurowych i wielu innych rzeczach. Z symbolem „Made in Chine” stykamy się w każdej chwili naszego życia. Myślę, że tym łatwiej było Auke i Dido przekazanie swoim dzieciom, jak atrakcyjny jest kraj ich narodyin. Dziewczynkom nie było jednak łatwo. Na swojej drodze wielokrotnie spotykały się z nierównym traktowaniem, a wołanie „patrz, Chinka”, stało się przykrą codziennością. Gdy dzieci zaczęły dorastać, rodzice rozpoczęli dyskusje na temat naocznego zapoznania dziewczynek z ich kulturą. Z każdej strony napływały do nich inne opinie. Jedni twierdzili, że lepiej poczekać i zabrać dziewczynki w tę podróż, gdy będą starsze. Inni twierdzili, że są w idealnym wieku do takich wypraw. W końcu Auke i Dido podjęli decyzję. Stwierdziwszy, iż o wiele łatwiej będzie podróżować z ciekawymi świata dziewczynkami niż kapryszącymi nastolatkami, zabrali jedenastoletnią Lisę i dziewięcioletnią Lin w podróż ich życia. Jaka ona była? Co im dała? Czy wypadła tak, jak wszyscy tego chcieli? Jakie wnioski wyciągnięto z niej po powrocie? Przekonacie się o tym zagłębiając się w lekturze pasjonującego reportażu pod intrygującym tytułem „Lisa-Xiu i Lin-Shi córki z Chin”.
Intrygująca, pasjonująca i pouczająca. To tylko kilka przymiotników, którymi opisać mogę tę książkę. Choć nie jest to porywająca powieść kryminalna, pasjonująca książka o istotach paranormalnych ani też intrygujący romans, to „Lisę-Xiu i Lin-Shi…” zdecydowanie można zaliczyć do lektur wciągających od pierwszych stron. Sama z wypiekami na twarzy śledziłam kolejne przygody dziewczynek i ich rodziców wędrujących po Chinach. Liczę, że i Wam książka ta przypadnie do gustu i polecicie ją znajomym. Bo warto.
Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.
“Lisa-Xiu I Lin-Shi. Córki z Chin” to druga książka opisująca adopcję chińskich dziewczynek przez holenderskie małżeństwo. Autorami tej książki są Auke Kok i Dido Michielsen adopcyjni rodzice tytułowych dziewczynek. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Dobra Literatura w 2010 roku w serii „bliżej siebie”.
Można uznać, że jest to literatura faktu, reportaż, a nawet literatura poradnikowa, tak to wszystko zawiera się na tych 239 stronach.
Autorzy opowiadają nam historię swojego życia, jak mniemam najważniejszą. Są rodzicami dwóch adoptowanych dziewczynek pochodzących z Chin. Świadomymi rodzicami, gdyż wychowują je w miłości do własnego kraju i w szacunku dla kultury. Wiedzą również, że ”(…) jako rodzic adopcyjny masz za zadanie nie tylko poinformować dziecko o jego adopcji, ale musisz także pomóc mu żyć z myślą, że zostało porzucone”. (str.116)
Dlatego też wspólnie z Lisą i Lin podejmują decyzję o podróży do Chin w celu poznania tego kraju i co najważniejsze odwiedzenia sierocińców, w których mieszkały. Dziewczynki nie są rodzonymi siostrami. Czworo bądź, co bądź obcych sobie ludzi spotkało się, by stworzyć rodzinę w miłości i wzajemnym poszanowaniu i to jest najważniejsze.
„(…) istnieje Niewidzialna Nić łącząca ludzi, którzy są stworzeni po to, by się spotkać (…)” (str.135)
Od książki nie mogłam się wręcz oderwać. Ta historia porwała mnie od pierwszych stron, czego się w ogóle nie spodziewałam. Bałam się, że będzie to nudna relacja i suche fakty. Nic bardziej mylnego. Ciekawie opisana podróż do Chin płynnie przepleciona wspomnieniami z czasów adopcji. Są też w niej porady dla rodziców starających się o adopcję międzynarodową.
W tle, ale i wyraźnie poznajemy same Chiny, Zaporę Trzech Przełomów na rzece Jangcy, Terakotową Armię, czy inne oblicze Chińskiego Muru…
Poznajemy też namiastkę historii tego państwa. Przez rządy Mao, który nakłaniał Chińczyków do jak największej liczby potomków, po wprowadzoną przez Deng Xiaopinga „politykę jednego dziecka”.
„(…) urodzenie dziecka bez oficjalnego pozwolenia jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych mogło doprowadzić do wykluczenia z rodziny, zwolnienia z pracy i kary pieniężnej. Nie jakiejś tam groszowej: Chińczycy, którym dziecko rodzi się w kolizji z prawem, muszą zapłacić, średnio, od jednej do pięciu wartości swoich rocznych dochodów. Kobieta może stracić wszystko tylko, dlatego, że urodziła dziewczynkę”. (str.87)
Dlatego ludzie ze strachu porzucali swoje dzieci, sierocińce pękał w szwach i nawet nie chcę myśleć, co jeszcze się działo.
Autorzy są pisarzami. Dodatkowo ona jest dziennikarką, a on historykiem. Pisząc tę książkę skierowali się do własnego wnętrza, do własnych przeżyć. I to stąd ta książka tak wciąga i czyta się ją jednym tchem. Polecam ją wszystkim, bo naprawdę warto. Już sama okładka zachęca swą poetyką i symboliką. W tle chiński budynek, a w ręku dziewczynki tam podążającej żółty, holenderski tulipan.
Zapraszam do lektury.
Typ reportazu w ktorym poznajemy historie dwocz malych Chinek
(siostr z domu dziecka) , zaadoptowanych przez holenderskich
rodzicow , pisarke DIDO MICHIELSEN i historyka AUKE KOK`a .
Dla siostr to ogromne przezycie . Powrot do maciezystego kraju
, w ktorym dzieci sa takie same (z wygladu ) jak mlode chinskie siostry - jeszcze dzieci dla ktorych podroz do Chin jest ogromnym,przyjemnym i dajacym duzo szczescia przezyciem .
Reportaz ten to pokazanie kultury narodo chinskiego
innego od europejskiego . Duzo sie dowiedzialem o polityce
jednego dziecka w Chinac i o rozmiarze potegi tego rozwijajacego
sie panstwa0giganta , wktorym przewodnk przeprasza ze miasto ktore
pokazuje holenderskiej rodzinie nie ma jeszcze miliona mieszkancow
(jest mu przykro z tego powodu) . Zaskakujaca pozycja na moich polkach (europejskich polkach:)
Dość ciekawie opisana podróż do kraju, z którego pochodzą adoptowane córki autorki. Do szybkiego przeczytania.
- 1
- 2
- 3
- 4
- następna »

Albertus
Matras
Zinamon
Empik
Weltbild
Selkar











