pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Pożegnanie z Afryką
Powieść autobiograficzna, jedna z najpiękniejszych książek o Afryce, z wyczuciem wydobywająca różnice między kulturą a przyrodą, obalająca obiegowe opinie i mity o prymitywizmie mieszkańców Czarnego L... Powieść autobiograficzna, jedna z najpiękniejszych książek o Afryce, z wyczuciem wydobywająca różnice między kulturą a przyrodą, obalająca obiegowe opinie i mity o prymitywizmie mieszkańców Czarnego Lądu. Dzieje duńskiej baronowej, „siostry Szeherezady”, jak zwykła o sobie mówić autorka, przeniósł na ekran Sidney Pollack. W nagrodzonym siedmioma Oscarami (1986) filmie niezapomniane kreacje stworzyli Meryl Streep i Robert Redford. pokaż więcej.
źródło opisu: www.muza.com.pl
źródło okładki: www.muza.com.pl
Moja Biblioteczka

Opinie znajomych
-
17ostatnia dodana przez postscriptum, 15 tygodni 1 dzień 11 godzin 21 minut temu, w grupie Aktualności
-
4287wymienię/sprzedam (archiwalny) (zamknięty)ostatnia dodana przez Aithusa, 24 tygodnie 1 dzień 14 godzin 19 minut temu, w grupie wymienię/sprzedam
-
438
Opinie czytelników
Zamknij oczy. Pomyśl o Afryce. Co widzisz?
Ja... spacerujące z gracją żyrafy, machające uszami słonie, wylegujące się na słońcu lwy i tych, którzy są dopełnieniem, a zarazem najważniejszą częścią tego "kręgu życia" - Czarnych Ludzi.
Karen Blixen, duńska arystokratka a zarazem osoba o interesującym życiorysie czaruje nas opowieścią o niezwykłym kontynencie. Ziemi, która jak kochanka przyjmuje z otwartymi ramionami, aby w końcu porzucić. Mająca swoje humory, strzeżąca tajemnic przed Białymi, których uważa za intruzów.
"Miałam w Afryce farmę u stóp gór Ngong" - tak rozpoczyna się ta, dla nas Europejczyków egzotyczna książka, przedstawiająca Kenię w początkach wieku XX. Wieku, który przyniósł ogromne zmiany na całym świecie. Autorka pisząc wspomnienia ,wie o tym, że Afryka ,z którą miała do czynienia odchodzi nieodwołalne :
" W Kenii wszystko się zmienia i wiele zmieniło się od tego czasu, kiedy tam mieszkałam. Spisując teraz możliwie dokładnie swe wspomnienia z życia na farmi...
Nietypowo chciałabym zacząć od tego, że jestem absolutnie zakochana w tej książce. Oczarowała mnie w każdy możliwy sposób: stylem, językiem, treścią. Pochłonęła mnie do tego stopnia, że stałam się jej częścią. Z łatwością porzuciłam świat, w którym żyję, dla rozległych, gorących równin. Zamieniłam psy i koty na żyrafy, słonie i elandy, a wrony i wróble na flamingi, żurawie i papugi. Betonowe blokowiska zastąpiły słomiane i drewniane chatki Afrykańczyków, wyprawy na safari i polowanie na lwy stały się codzienną rozrywką, a czarnoskórzy Masaje i Kikujusi – najlepszymi przyjaciółmi.
„Pożegnanie z Afryką” to autobiograficzna powieść, opowiadająca historię młodej Dunki, mieszkającej w Kenii na farmie u stóp gór Ngong. Nie jest to książka przygodowa ani romans – to są wspomnienia – autentyczne i prawdziwe. Bo tylko coś, co przeżyliśmy i zobaczyliśmy naprawdę, i co prawdziwie pokochaliśmy, można opisać w tak niewiarygodnie piękny sposób, w jaki zrobiła to Karen Blixen.
Właśnie ten przep...
„Afryka uczy nas tego, że Bog i Szatan są jednym, majestat obu jest równie odwieczny, nie ma dwu nie mających początku, lecz jest jeden tylko….”
Od dawna byłam bardzo ciekawa tej książki. Książki, o której słyszałam od wielu lat a nigdy nie miałam okazji jej przeczytać. Książki, którą postrzegałam przez pryzmat filmu. I okazało się, że niesłusznie.
Karen Blixen, duńska arystokratka, wydała „Pożegnanie z Afryką” w 1937 r. pod pseudonimem Isak Dinesen. Po wielkim sukcesie książki, odkryto, że pod tym nazwiskiem kryje się kobieta. Dlaczego akurat taki pseudonim? "Dinesen to moje nazwisko panieńskie, a Isak znaczy – ten który się śmieje" – odpowiadała Karen. Pisarka wyszła za mąż za szwedzkiego barona w 1916 r. i wówczas właśnie przeprowadziła się do Kenii. Tam nastąpiła separacja i rozwód w wyniku czego baronowa sama prowadziła plantację kawy przez 10 lat. To właśnie z tego okresu pochodzą jej zapiski znane wszystkim jako „Pożegnanie z Afryką”. Jest to moim zdaniem po części powieść...
Pięknie się Karen Blixen pożegnała z Czarnym Lądem. Można jej pozazdrościć przygody. Choć z jej opisu wynika, że prowadzenie plantacji kawy na wysokości, która drzewkom kawowym nie sprzyja, nie jest łatwą sprawą. Musiała być silną kobietą, którą można stawiać za wzór. Silną psychicznie. Musiała stawiać czoła przeciwnościom losu, które niejednego mężczyznę by załamały.
To, co w wielu książkach nudzi, tutaj zaskakuje. Tutaj z przyjemnością czyta się to, co w wielu innych utworach się omija. Opisy przyrody. Zmora uczniów czytających lektury (przychodzi mi tu na myśl "Nad Niemnem" Orzeszkowej...). W "Pożegnaniu z Afryką" opisy natury wciągają. Ja się czułam jakbym razem z narratorką przemierzała góry Ngong i jakbym razem z nią obserwowała lwy.
Naprawdę udana proza. To, co nie przypadło mi do gustu, to nic bezpośrednio związanego ze stylem pisarki, a z samą jej osobą. W końcu książka jest autobiograficzna, więc zakładam, że jej stosunek do Kikujusów, Masajów i innych tubylców był faktyczn...
Są takie powieści, do których wracam po wielokroć. Ta do nich należy.
Piękna opowieść o należeniu do Afryki - wciąż dzikiego i urzekającego lądu. Jestem zachwycona narracją autorki i prawdopodobnie, gdybym sama doświadczała tego, co główna bohaterka, czułabym właśnie w taki sposób.
Kiedy po raz kolejny czytam: "miałam farmę w Afryce..." - łza w oku się kręci.
Spotkałam się ze stwierdzeniem, że to książka napisana przez kogoś nie rozumiejącego afrykańskiej kultury. Nie mającej do niej szacunku. Nie zgadzam się z tym. Założenie, że Karen Blixen nie kochała Afryki z samego faktu bycia białą kolonizatorką jest głupie. Może nie respektowała ją w obecnym rozumieniu tego pojęcia - tolerancyjnym i poprawnym politycznie, może nie walczyła o prawa czarnych, ale była zachwycona Afryką i jej kulturą. Brała ją taką jaka jest i podziwiała.
Poza tym nigdy nie uczyniła nic złego swoim pracownikom lub czarnym sąsiadom z rezerwatu. A to gdy mówi, że czarni nie znają poczucia czasu? Albo że mogą zachwycać się cywilizacją, ale najważniejsze i najbardziej wartościowe są dla nich krowy? Ona nigdy nie napisała tego złośliwie lub patrząc z góry! Stwierdziła jedynie oczywisty fakt. Myślę, że aby to zrozumieć należy mieć bardzo otwarty umysł nastawiony na to, że rzeczy, które u nas byłyby wyśmiewaniem, tam są czymś oczywistym i normalnym.
Przyznam jednak, ze nie raz...
Książka napisana przyjemnym, gawędziarskim stylem. Karen Blixen zmarła w 1962, więc zastanawiałam się czy wizja Afryki jest aktualna? Poleca ktoś podobną książkę kogoś kto żyje nadal? Widać od razu z narracji, że autor jest wykształcony i obyty. Karen Blixen w Paryżu, Kopenhadze i chyba w Rzymie uczyła się.
Sama fabuła najpierw mnie nudziła ściągała na dół, potem znów ciekawiło i znów na dół sprawiało, że usypiałam, by rozbudzić mnie znowu jakaś ciekawostką.
To, że herbata jest za bardzo podniecająca by ją panny piły mnie tak rozłożyło, że aż wypiłam cały kubek owego płynu, który towarzyszył mi podczas czytania.
Czasami się uśmiałam, czasami mnie zszokowało, czasami mnie znudziło, czasami zaciekawiło.
Całkiem fajna, bez szału, warta przeczytania książka.
Strasznie mnie w sumie irytuje ten przeszły kolonializm Wielkiej Brytanii, czy Francji. Czasem Blixen wydała się gospodarzem afryki, a nie tubylcy... Absurd tego świata i potęg kolonialnych.
Książka Karen Blixen znacznie przybliżyła mi afrykański świat. Bardzo przyjemnie się ją czyta, ponieważ autorka przedstawia swoje własne doświadczenia. Niezwykle rzetelnie i szczerze opisuje uczucia towarzyszące najlepszym i najsmutniejszym chwilom. Pozwala nam poznać życie Afrykańczyków oraz pokazuje nam ich prymitywne myślenie, przyzwyczajenia i tradycje.
Polecam książkę, naprawdę warto ją przeczytać
Słucham Dead Can Dance - Spiritchaser. Za oknem śnieg i ziąb. W głośnikach słyszę bicie serca Afryki i przenoszę się tam z każdym kolejnym słowem, które wypowiada Blixen żegnając się z Czarnym Lądem...
Widzę ją. Widzę jej poetyckość. Widzę jej bezmiar i surowe piękno. Czuję jej rytm i oddech. Afryka Blixen jest Afryką niemalże dziewiczą. Afryką gdzie jeszcze cywilizacja nie odcisnęła swojego przykrego dla tego lądu piętna. Jest w niej romantyzm krajobrazu. Jest poszanowanie tradycji. Jest zespolenie tubylców z naturą. Są w niej ludzie, którzy już dawno odeszli. Ludzie, których już nigdy nie spotkamy. Gentelmani, którzy traktują życie jako przygodę. Pionierzy, którzy szanowali tubylców. Tego już nie ma. Zniknęło. Blixen pożegnała ich i wyjechała. Zostawiła swoją magiczną farmę i wsiadła w pociąg jadący do Europy...
Smutne jest to, że Europa przyjechała do Afryki pozbawionej ludzi pokroju Blixen bądź jej licznych przyjaciół. Smutne jest to, że kilkadziesiąt lat później Kapuśćinski poka...
Piękna książka. Karen Blixen mieszkała w Afryce prawie 20 lat. Jej książka jest zbiorem wspomnień o wszystkim, co się na Afrykę składa. Można tu znaleźć wspomnienia o ludziach, zwierzętach, górach, lasach. O safari i polowaniu na lwy. O afrykańskich plemionach i zwyczajach. O pięknie afrykańskiej przyrody. O innych Europejczykach mieszkających w Afryce.
Także o I wojnie, która nie ominęła Afryki.
Autorka mieszkała u stóp gór Ngong w Kenii. Prowadziła tam plantację kawy. Uprawianie kawy na skutek różnych zdarzeń losowych. takich jak susze, ataki szarańczy oraz na skutek spadku cen kawy na rynkach światowych stało się nieopłacalne. Autorka musiała sprzedać plantację i powrócić do Danii.
Do ostatniej chwili Karen miała nadzieję, że uda jej się uratować plantację. Wspomina nawet o tym, że chciała być pochowana w Afryce. Tam, w afrykańskich górach spoczął jeden z jej przyjaciół, który zginął w katastrofie samolotu - Denys.
Myśląc o Afryce zawsze widzę ją przez pryzmat tej książki. Uwielbiam ją i odkładam na podręczną półkę tak aby jeszcze do niej powrócić. Poczuć zapach kawy, gorący wiatr na twarzy i widzieć piękne krajobrazy czarnego lądu.
Chyba jedyna książka, która bardziej podobała mi się w wersji filmowej..
Nazwijcie mnie egocentryczką, ale i tak będę uważać, że autor książki powinien trochę poprzymilać się do czytelnika, zachęcić go, zaprosić do wysłuchania historii, którą ma do opowiedzenia, zabiegać o jego zainteresowanie. W swych afrykańskich wspomnieniach Karen Blixen pochyla się na chwilę nad różnicą pomiędzy białym człowiekiem, który preferuje słowo pisane, a czarnoskórymi autochtonami, którzy wciąż jeszcze wolą w skupieniu wysłuchać snutej przez inną osobę opowieści – i jednocześnie wskazuje, że ona sama chętnie układała historyjki, które można było później opowiedzieć znajomemu odwiedzającemu jej farmę. Wydawać by się mogło, że w takim razie lektura jej książki będzie wyłącznie przyjemnością. A jednak – niestety – odniosłam wrażenie, że dar opowiadania jest u duńskiej baronowej bardzo nierówny, że nie pisze ona dla czytelnika, tylko dla siebie samej i przez to czytanie jej najsłynniejszej książki bywało chwilami nużące.
„Pożegnanie z Afryką” to luźno ze sobą powiąza...
Magia tej książki absolutnie mnie powaliła. I chociaż jest to opinia człowieka, który Afrykę widział co najwyżej w "Królu Lwie", to jestem przekonana, że jest to obraz prawdziwy. A raczej - był, bo tej Afryki już nie ma. Zamknęliśmy ją w rezerwatach i zniszczyliśmy, próbując ją "ucywilizować". Blixen miała szczęście być jej częścią przez wiele lat - ten magiczny kontynent pokazał jej swoją magię, a ona wspaniale ubrała ją w słowa, pozostawiając dużo miejsca dla tajemnic Czarnego Lądu - bo ani jej, ani żadnemu innemu białemu człowiekowi, nigdy nie uda się ich odkryć.
Z racji charakterów moich studiów, książki czytam na okrągło - i chyba powoli przeszłam w tryb znieczulicy, kiedy pochłania się je, a nic z nich nie wyciąga. "Pożegnanie z Afryką" obudziło we mnie na nowo coś, co niezgrabnie nazwę magią czytania. Pochłonęła mnie ta książka w stu procentach i przywoływała do siebie przez ostatnie dni w każdej wolnej chwili. Dzięki, Karen - nie dość, że pokazałaś mi Afrykę, to jeszcze przywró...
Już od pierwszych stron książki zachwyca jej klimat. Opis Kenii jest sugestywny, idyliczny, można odnieść wrażenie, że rajski. Autorka kocha Afrykę z całym jej inwentażem. Nie jest to melodramat, co zresztą bardzo mnie zaskoczyło. Jest to raczej zbiór wspomnień, tych najważniejszych i tylko naszych. Tych wspomnień, które przywołujemy tuż przed snem, które przepływają jak fala przez naszą pamięć, gdy leżymy w ciemnościach z zamkniętymi oczami. Czytając tę książkę, miałam wrażenie jakby kenijski wiatr smagał moją twarz. Opisy przyrody czarują, podobnie jak Afryka czaruje tych, którzy kiedyś pozostawili jej swoje serce.
Uznanie dla autorki nie tylko za talent literacki, ale także za wrażliwość. Autorka zwraca uwagę na okrucieństwo wobec zwierząt afrykańskich: na wyrywanie żyraf, hien, flemingów z ich naturalnego środowiska celem zasilenia cyrków, menażerii i późniejszych Zoo. Jest początek wieku, a znajduje się ktoś, kto piętnuje egozim i snobizm gatunku ludzkiego.Książka godna polecenia....
Książka jest w postaci dziennika, luznych zapisków duńskiej baronowej Karen Blixen, która przenosi się do Kenii i tam zakłada plantację kawy. Z wielką cierpliwością i zrozumieniem odnosi się do miejscowej ludności, próbuje poznawać obyczaje miejscowych plemion, nie jest obojętna na ich ciężki los. Zakłada szkółkę dla dzieci i próbuje leczyć chorych, a co trudniejsze przypadki zawozi do szpitala. Oddaje się całym sercem w życie społeczne tubylców. Pięknie opisuje też krajobrazy Afryki, przyrodę, polowania, uprawę kawy, wszystko to, co składało się na jej życie w Afryce, i które musiała pożegnać po bankructwie swojej plantacji. Książka jest powieścią autobiograficzną, dzięki czemu autorka z łatwością przenosi nas w świat dzikiej Afryki.
Przepiękna! Bardzo podobało mi się to, że nie ma wątków romantycznych tak ważnych przecież w filmie (też pięknym, choć inaczej). Codzienne życie w Afryce, ludzie(!), przyroda, obyczaje. Po prostu cudo! Do 5 gwaizdek czegoś jednak brakuje. Choć na prawdę trudno powiedzieć czego...
Autorka przedstawia piękną Afrykę.
Długie jak na mój gust szczegółowe opisy przyrody, ale jak widać, da się przez nie przebrnąć :)
Wg mnie najpiękniejsza książka o Afryce.Oczywiście oglądałam też film ale jak zawsze książka to nr 1
Przytoczę fragment książki,który kocham najbardziej:
W czasie jednej safari widziałam stado bawołów liczące dwadzieścia dziewięć sztuk.Niebo miało wtedy miedziany kolor,pod nim zaś wszystko okrywała poranna mgła.Masywne zwierzęta,z potężnymi rogami zagiętymi poziomo do tyłu wynurzały się z tej mgły jedno po drugim tak,jakby nie nadchodziły,lecz tu na miejscu,przed mymi oczyma ktoś je tworzył i wypuszczał w miarę ukończenia kolejnej sztuki.Widziałam stado słoni przedzierające się przez gęstą dżunglę,gdzie słońce prześwieca tylko małymi plamkami poprzez splątane gałęzie-kroczyły tak,jakby szły na umówione spotkanie,gdzieś na końcu świata.Zdawało mi się,że patrzę na skraj starego,przepięknego,perskiego dywanu nadnaturalnej wielkości,nasyconego zielonymi,żółtymi i czarnobrązowymi barwnikami.Bardzo często obserwowałam na równinie żyrafy o przedziwnej,nie dającej się naśladować gracji.Sprawiały wrażenie nie stada zwierząt,lecz kępy rzakich,olbrzymich kwiatów na długich łodygac...
Na półkach
Cytaty z książki
- „Chodźmy (...) zaryzykujmy niepotrzebnie życie. Bo jeżeli życie ma jakąś wartość, to polega ona na ty...” - 9 osób to lubi
- „Kiedy Bogowie chcą cię ukarać, spełniają twoje prośby.” - 6 osób to lubi
- „Pożegnanie niesie ze sobą dziwne uczucie. Jest nim zawiść. Mężczyźni odchodzą, by sprawdzić swoją od...” - 5 osób to lubi
































