Moja wojna

Okładka książki Moja wojna
Joe J. Heydecker Wydawnictwo: Świat Książki powieść historyczna
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Wydawnictwo:
Świat Książki
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324711291
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Proces norymberski. Trzecia Rzesza przed sądem Joe J. Heydecker, Johannes Leeb
Ocena 8,0
Proces norymbe... Joe J. Heydecker, J...
Okładka książki Proces w Norymberdze Joe J. Heydecker, Johannes Leeb
Ocena 7,6
Proces w Norym... Joe J. Heydecker, J...

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
6,8 / 10
118 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1534
236

Na półkach: , , , , , , , , ,

Po wspomnienia Heydeckera sięgnęłam ze względu na kilka segmentów zdjęć, które razem z tekstem stanowią relację z czasów, gdy Heydecker pracował w Wehrmachcie jako propagandzista.

Wspomnienia barwne, literacko na dosyć wysokim poziomie, niejeden współczesny literat chciałby (literatka chciałaby) pisać w ten sposób i z takim flowem. Ta książka ma wiele smaków i kapitalnych anegdot, pojedynek między Polakami prowadzony zgodnie z kodeksem Boziewicza o głupstwo, za to tuż przed linią frontu, pewnie będę jeszcze długo pamiętać, bo nie zapomniałam o nim nawet miesiąc po przeczytaniu książki.

Niepozorny Heydecker, całkowite zaprzeczenie modelowego Aryjczyka na poziomie fizycznym (co widać na zdjęciach), ale też na poziomie umysłowym (o czym mają świadczyć jego zapiski), udał się na wewnętrzną emigrację, duchową dezercję, wykonując swoją pracę w systemie strajku włoskiego, niekiedy posuwając się do drobnych aktów nieposłuszeństwa, a nawet sabotażu. Nie chodzi tu oczywiście o jakieś spektakularne akcje dywersyjne w rodzaju wysadzenia pociągu wiozącego broń na front, a nawet mniej spektakularne jak uratowanie życia potencjalnej ofierze. Nie, nic z tych rzeczy, czytelnik musi zadowolić się symulacją nazistowskiej przysięgi z bezgłośnym wypowiadaniem słów i krzyżowaniem palców w geście „przysięga nie jest na serio i nie mam na myśli tego, co mówię”, krytykowaniem Hitlera wraz z myślącymi podobnie kolegami, czy słuchaniem Radia Londyn z kocem na głowie. Podobno to i tak było dużo, i nawet za wykonanie pozdrowienia „Heil Hitler” w wersji zautomatyzowanej z kręceniem korbki przy biodrze (nawet zabawne) groziła kara śmierci czy coś podobnego. Najwyraźniej i z takich dokonań można być dumnym i o nich pisać. Gdyby to nie było tak potoczyście napisane, to „Mein Krieg” trafiłby w kąt, bo irytują mnie te infantylne gesty, a jak czytam, że Heydecker wystrzelił w trakcie sześciu lat wojny pięć pocisków, nikogo przy tym nie raniąc, to włącza mi się myślenie sceptyczne, i zastanawiam się, a co by było gdyby jednak ustrzelił choć jedną osobę, i jak by te wspomnienia wówczas wyglądały, o ile by w ogóle powstały. A rozterki te i tak są osadzone na gruncie zaufania do autora, że szczerze pisze jak było, albo jak mu się wydaje, że było, choć mnie zawsze i tak bardziej interesuje to, co przemilczane, świadomie lub podświadomie zapomniane. W każdym razie, Heydecker ma uosabiać figurę dobrego Niemca i nie jest wykluczone, że przez brak uprzedzeń i współczucie dla ofiar, taką rolę spełniał.

Pomimo mojego niedowierzania, nie mogę nie dostrzec, że jest to spojrzenie na wojnę empatycznego i w miarę inteligentnego człowieka uwikłanego w zabójczą machinę, który, jak na swoje gabaryty, jest w stanie wiele dostrzec i z talentem to opisać, ale największe wrażenie robią na mnie fotografie (jedno zdjęcie warte więcej niż tysiące słów, nie wiem kto to powiedział i na ile parafraza ta odbiega od oryginału). Zostawmy więc fabularne wspomnienia, i przejdźmy do zdjęć dokumentujących głównie Warszawę po przegranej kampanii wrześniowej, następnie getto warszawskie w roku 1941 oraz wyjątkowo wartościowe, bo rzadkie, a może i jedyne, bo wykonane 20 listopada 1944 roku podczas kilkugodzinnego wypadu autora z niewielkim oddziałem do świeżo zrównanej z ziemią i wyludnionej Warszawy, czyli w stosunkowo krótkim okresie pomiędzy wyjściem Niemców, a przybyciem Sowietów. Są to zdjęcia wyjątkowe nawet przy uwzględnieniu wysokiej podaży tego materiału. Wielu żołnierzy Wehrmachtu uprawiało hobby „fotografia frontowa”, często aparatem firmy Leica, dostępnym dla bogacącej się na nazistowskich programach gospodarczych niemieckiej klasy średniej. W ten sposób powstał solidny materiał dowodowy dokumentujący, obok sielskich krajobrazów i scenek rodzajowych, zbrodnie na Wschodzie. Na ebayu można zaopatrzyć się w zdjęcia frontowe wskutek wyprzedawania przez spadkobierców wyszperanych po strychach kolekcji.

Uwaga, teraz będzie zanudzanie o pewnym zdjęciu, tylko dla wytrzymałych.

W zbiorze Heydeckera znajduje się pewne zdjęcie, dla którego poczyniłam wysiłek zakupu książki, a które widziałam już w którymś z przewodników po żydowskiej Warszawie. Liczyłam, że tego typu odkryć fotograficznych będzie tu więcej, ale nie, z gatunku „takich” jest tylko to jedno. Heydecker spędził przed wojną dużo czasu w Polsce, poznając wielu tutejszych Polaków i Żydów. Sam twierdzi, że właśnie sprawdzenie jak wygląda sytuacja jego żydowskich przyjaciół skłoniło go do pójścia do getta. Przy okazji zrobił tam wiele zdjęć. Tak powstało zdjęcie Marguitty Olsiańskiej, od którego (od której), nie jestem w stanie, literalnie, od dłuższego czasu się uwolnić. Jeśli jest taki zwyczaj, że każdemu historycznemu zdarzeniu powinien towarzyszyć jego ikoniczny obraz, i niezależnie jak dziwnie brzmi mówienie o Holokauście jako o „historycznym zdarzeniu”, to ja, jeśli mnie ktoś zmusi, wybieram do roli obrazu-symbolu Holocaustu zdjęcie Marguitty Olsiańskiej. W oparciu o takie zdjęcia Roland Barthes pisał sążniste eseje. Marguitta, przed wojną udzielająca Heydecerowi lekcji tanga w klubie „Paradis”, o twarzy sympatycznego urwisa i w modnym swetrze, w nonszalanckiej pozie z papierosem ujętym w dwa palce uniesionej prawej ręki, kieruje w obiektyw spojrzenie w jakości niemalże cyfrowej, a ja mam wrażenie, że siedzę w tym koszmarnym roku 1941 naprzeciwko Marguitty w mieszkaniu w domu przy ulicy Dzielnej 27, a przed nami majaczy już upiorny rok 1942. Może tak właśnie wygląda zakrzywienie czasoprzestrzeni.

Marguitcie chciało się nawet kręcić loki (choć może powodem była rozbudzona przez Heydeckera nadzieja na wyjście z getta), a przecież z opisu wiemy, że przebywała w „(…) obszernym pokoju, niegdyś wielkopańskim salonie mieszczańskiego domu. Mieszkało w tym pomieszczeniu kilka rodzin lub grup, które rozlokowały się po kątach i pod ścianami na podłodze. Były tam tylko dwa krzesła, owalny stół na jednej nodze i sofa na środku pokoju. Dostrzegłem około dwudziestu osób. Większość spała na zmatowiałym parkiecie, na podłożonych kocach albo gazetach, przykryta płaszczami. Mimo zimnej pory roku pokój był nieogrzewany. W jednym kącie siedziała kobieta i usiłowała uspokoić kwilące dziecko. Dopiero teraz zauważyłem, że w tym pomieszczeniu są tyko kobiety, dziewczęta i dzieci. Na pierwszy rzut oka można było poznać po nich niedostatek, niewystarczającą higienę i udrękę psychiczną. Panował zaduch. Okna były zamknięte, zabite gwoździami, szyby zamalowane niebieską farbą olejną. Później mi wyjaśniono, że zostały zabite gwoździami i zamalowane na rozkaz, ponieważ wychodziły na Pawiak. (…) ‘Ciągle słyszymy strzały – opowiadały mieszkanki pokoju – czasami za dnia, często nocą, także krzyki, jeśli w mieście jest cicho’.”

I dalej: „To, czego się dowiedziałem z opowieści tych kobiet, z relacji o ich osobistych cierpieniach i losach, zanim się znalazły w tym pozbawionym powietrza więzieniu, w tym przytłaczającym pokoju o zawsze zamkniętych, wysokich niebieskich oknach, z sufitem przeładowanym sztukateriami, z szarym parkietem , powycieraną już tapetą, upiornym umeblowaniem, ze śpiącymi lub przykucniętymi wokół ludźmi o pustym wzroku – to, co mi te kobiety tego wieczoru opowiedziały, zniszczyło ostatnie resztki mojej wiary w jakieś inne Niemcy, które by do czegoś takiego nie dopuściły. (…) Odszedłem przekonany, że tym wszystkim nieszczęśliwym ludziom jest przeznaczona – świadomie i z rozmysłem – śmierć”.

Po wspomnienia Heydeckera sięgnęłam ze względu na kilka segmentów zdjęć, które razem z tekstem stanowią relację z czasów, gdy Heydecker pracował w Wehrmachcie jako propagandzista.

Wspomnienia barwne, literacko na dosyć wysokim poziomie, niejeden współczesny literat chciałby (literatka chciałaby) pisać w ten sposób i z takim flowem. Ta książka ma wiele smaków i kapitalnych...

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Przeczytane
    155
  • Chcę przeczytać
    133
  • Posiadam
    76
  • Ulubione
    4
  • Historia
    3
  • 2010
    3
  • 2012
    2
  • Z wojną w tle
    2
  • Teraz czytam
    2
  • II Wojna Światowa
    2

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Moja wojna


Podobne książki

Przeczytaj także