Erynie

Cykl: Edward Popielski (tom 2)
Wydawnictwo: Znak
6,84 (2673 ocen i 243 opinie) Zobacz oceny
10
122
9
203
8
449
7
949
6
529
5
277
4
49
3
64
2
17
1
14
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324013609
liczba stron
272
język
polski
dodała
Agnieszka

Nowy cykl kryminałów Marka Krajewskiego. Tym razem miejscem akcji jest Lwów, a detektywa Eberharda Mocka zastąpi Edward Popielski. We Lwowie wybuchła panika. Żadne dziecko nie może już być bezpieczne. W maju 1939 roku w strasznych męczarniach ginie mały chłopiec. Zbrodnia jest potworna. Kim będzie następna ofiara? Całe miasto liczy na pomoc komisarza Edwarda Popielskiego. Jednak komisarz nie...

Nowy cykl kryminałów Marka Krajewskiego. Tym razem miejscem akcji jest Lwów, a detektywa Eberharda Mocka zastąpi Edward Popielski.
We Lwowie wybuchła panika. Żadne dziecko nie może już być bezpieczne.
W maju 1939 roku w strasznych męczarniach ginie mały chłopiec. Zbrodnia jest potworna. Kim będzie następna ofiara?
Całe miasto liczy na pomoc komisarza Edwarda Popielskiego. Jednak komisarz nie chce przyjąć sprawy. Nie tym razem.
Nie wie jeszcze, że został do tego wybrany. Przez mordercę. Przez Erynie, boginie zemsty. Przez przeznaczenie.

 

pokaż więcej

książek: 1133
Cwihr | 2013-03-09
Na półkach: Przeczytane, 2013, Posiadam
Przeczytana: 09 marca 2013

Erynie to boginie zemsty, gniewu, wyrzutów sumienia z mitologii greckiej. Alekto, Megajra i Tyzyfona. Zawistne, niestrudzone, gniewne mścicielki, które ostatecznie wymierzają karę. Wyobrażane najczęściej jako stare kobiety, uskrzydlone, z wężami zamiast włosów.

Intrygujące odniesienie do nich w powieści Marka Krajewskiego jest symboliczne - ich imiona są wykorzystane jako tytuły rozdziałów, a kryminalna fabuła oparta w pewnej mierze na wymierzaniu zemsty i dobijających wyrzutach sumienia. Kto doczekał się zemsty i surowych bogiń? Kogo do końca życia dręczyły wyrzuty sumienia?

Wrocław, 2008. Mężczyzna w kawiarni informuje znajomą o odnalezieniu w schronie niezidentyfikowanych zwłok mężczyzny, wokół którego zostało rozrzucone trzy tysiące takich samych zdjęć, przedstawiających to samo dziecko. Wrocław, 1949. Mężczyzna znajduje w papierosie gryps z krótką wiadomością. Lwów, 1939. Bestialsko zamordowany zostaje mały chłopiec - okazuje się, że był torturowany, spuszczono z niego krew, poraniono, połamano nogi. O rytualny mord podejrzewani są kolejno Żydzi i chory psychicznie mężczyzna, wypuszczony z zakładu. Śledztwo poprowadzić ma Edward Popielski, chory na epilepsję, uzależniony od rozpustnego życia i jednocześnie kochający niezmiernie swoją córkę i wnuczka.

Krajewski w 2009 roku zakończył przygodę z Eberhardem Mockiem w Breslau, przenosząc się na nowy grunt - przedwojenny Lwów, umieszczając tam nowego degenerata-śledczego, Edwarda Popielskiego. Piszę o nowości, lecz czy faktycznie seria lwowska jest czystą nowością? Raczej nie - mam wrażenie, że fundamenty Breslau nie zostały do końca wyburzone, ustępując miejsca nowej przestrzeni, podobnie jak postać Mocka stała się silnym pierwowzorem dla Popielskiego. Lwów nie jest miastem tak samo mrocznym i makabrycznym jak Breslau, tak na dobrą sprawę Lwowa we Lwowie jest mało. Owszem, Krajewski ponownie pochwalił się skrupulatną szczegółowością, uraczył czytelników nawet lwowską gwarą i niekiedy stylizowaną narracją, aczkolwiek ja tego miasta nie poczułam tak jak go sobie wyobrażam zgodnie z historycznymi faktami.

Edward Popielski ma takie same metody dochodzenia jak Mock - tu się pokręci, tam będzie szantażował, w między czasie skoczy po alkohol i do reszty pozbędzie się swoich skrupułów. Jeśli ktoś podobnie jak ja czytał poprzednie powieści Krajewskiego i był zaskoczony negatywnymi manierami Mocka, to zapewniam, że Popielski jest typem spod jeszcze czarniejszej gwiazdy, który traci nad sobą panowanie. Szantażowanie ojca niepełnosprawnego chłopca było dla mnie ciosem poniżej pasa i wszelkiej godności, przy tej scenie można stracić do Popielskiego resztki szacunku. Być może nie działa do końca na zasadzie "po trupach do celu", lecz nie waha się deptać i poniewierać ludzi.

"Moje życie jest uporządkowaną funkcją okresową, której minima - obżarstwo, pijaństwo i rozpusta - oraz maksima - głodówki, abstynencja i celibat - następują po sobie z matematyczną regularnością"

Co go wyróżnia i zyskało moją przychylność - ataki epilepsji, które oczywiście nachodzą go w najważniejszych momentach śledztwa, powalając na łopatki. Z tego powodu Popielski woli prowadzić nocny tryb życia, a jeżeli już musi poruszać się w dzień, to ze szczelnymi, czarnymi okularami i musi unikać migotliwych promieni słonecznych. Jednak mają one i swoją jasną stronę - Popielski, wywołując je celowo, doświadcza częściowo sprawdzających się wizji. Popielski w przeciwieństwie do Mocka kocha prawdziwie także swoją rodzinę - nie powiem, że te rodzinne, krótkie chwile nie były rozczulające. Jednak dopiero jak bardzo Edward kocha swoją córkę i wnuka, dowiedziałam się dopiero na końcu powieści i to rzuciło mnie na kolana - nie spodziewałam się aż takiego dowodu. Podobnie jak zakończenia, które teoretycznie można było wywnioskować, ale i tak jest idealnym i zapadającym w pamięć pomysłem na zamknięcie tej fabuły.

Nie mogę zarzucić Krajewskiemu świetnej strony psychologicznej powieści, wg mnie lepszej niż w serii z Breslau i Mockiem - również wyraźniej odbierałam szczegółowo przedstawione i powiązane z głównym wątkiem postacie drugoplanowe. Szeroka perspektywa też sprawniej obnaża fabułę przed czytelnikiem, a akcja regularnie podwyższa napięcie. Gwarantuję czerpanie z bardzo dobrej lektury przyjemności, która jest mimo wszystko...wtórna. Gdybym nie czytała powieści o Mocku, może mój odbiór byłby bardziej frapujący, jednak po lekturze dwóch wcześniejszych powieści mam wrażenie powtórki z rozrywki pomimo wymienionych urozmaiceń. Śledczy z moralnym charakterem godnym przestępcy już występował na scenie Krajewskiego, czasami też wizyjnej, detektywistyczne spacerowanie uliczkami miasta już się odbyło, wskazanie złego sprawcy i przekonanie o słuszności to też zużyty motyw. Krajewski znowu "męczy" łaciną - tym razem Popielski stara się coś wyjaśnić studentowi portierowi jako chodzący słownik, oczywiście za przysługę. To chyba zbyt silne zboczenie zawodowe do przezwyciężenia... Ręka nadal rękę myje, przynajmniej ofiary są inne, morderstwo kontrowersyjne i poruszające brutalnością - przecież ofiarą jest niewinne i bezbronne dziecko, motywacja mordercy jest świeża i całkiem zagadkowa, a intryga nie sięga tym razem odległych historycznych wydarzeń i nie jest przekombinowana. Zagwozdka tkwi w podłości ludzi, które odbija się rykoszetem.

Nie mniej jednak książkę polecam, tym bardziej osobom nie znającym jeszcze serii o Mocku - chyba sama wolałabym zacząć od tej lwowskiej, a Erynie to jej pierwszy tom. Krajewski postawił już na sprawdzone chwyty, dodając kilka nowych elementów. Pewnie pozyskał nowych czytelników, będących pod wrażeniem świeżego dla nich kryminału retro, starzy fani sięgnęli po nową serię, lecz ja jestem akurat taką osobą, którą drażni pójście na łatwiznę. A Krajewski mimo świetnego warsztatu pisarskiego udał się już wydeptaną, znaną ścieżką, tylko parę razy zabłądził na niezbadane dróżki. Dlatego patrząc przez perspektywę poprzednich powieści, 6/10 to nota sprawiedliwa, lecz niestety mogłaby być wyższa.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Buntownik - rozmowy niekontrolowane

Radykalizacja społeczeństwa zawsze prowadzi do wyboru skrajnej władzy i wielkich przemian społecznych, przewrotów i powolnego izolowania się społe...

zgłoś błąd zgłoś błąd