Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Cyfrowa Twierdza

Tłumaczenie: Piotr Amsterdamski
Wydawnictwo: Albatros, Sonia Draga
6,6 (10784 ocen i 480 opinii) Zobacz oceny
10
509
9
857
8
1 437
7
3 165
6
2 412
5
1 487
4
323
3
437
2
56
1
101
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Digital Fortress
data wydania
ISBN
83-7359-172-9
liczba stron
448
język
polski
dodała
Pistacia

Inne wydania

Błyskotliwy technothriller. NSA konstruuje potężny superkomputer, pozwalający złamać każdy szyfr metodą brutalnego ataku. Dzięki niemu amerykański wywiad może czytać komunikaty przesyłane przez terrorystów i szpiegów, oraz udaremniać ich plany. Genialnemu japońskiemu kryptologowi udaje się stworzyć nie dający się złamać szyfr nazwany Cyfrową Twierdzą. Grozi, że przekaże go do publicznego...

Błyskotliwy technothriller. NSA konstruuje potężny superkomputer, pozwalający złamać każdy szyfr metodą brutalnego ataku. Dzięki niemu amerykański wywiad może czytać komunikaty przesyłane przez terrorystów i szpiegów, oraz udaremniać ich plany. Genialnemu japońskiemu kryptologowi udaje się stworzyć nie dający się złamać szyfr nazwany Cyfrową Twierdzą. Grozi, że przekaże go do publicznego użytku. Susan Fletcher, piękna matematyczka pracująca dla NSA, prowadzi dramatyczny wyścig z czasem, by ocalić agencję, zdemaskować zdrajcę w jej szeregach i odkryć szczegóły planu, którego celem jest zniszczenie banku danych wywiadowczych USA. Stawką jest jej życie... i życie mężczyzny, którego kocha.

Wydanie I

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 286
Yumeka | 2011-12-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 grudnia 2011

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Właściwie wszystko, co napiszę poniżej można ująć w jednym zdaniu: nie podobało mi się. Książka właściwie nie zasługuje, by tracić na nią więcej czasu przy ocenie, ale niech stracę.

Opowiedziana historia jest po prostu nudna. Przedstawia tylko jeden punkt widzenia, a mianowicie punkt widzenia kryptografów służących ojczyźnie. Brak motywu konfliktu interesów (nie byłoby nikogo, kto byłby przedstawicielem EFF, w każdym razie nie żyjącym i aktywnie się wypowiadającym) doszczętnie spłyca fabułę.
Głupie jest to, że do rządowej organizacji ściągani są ludzie z całego świata. Geniusz geniuszem, ale z każdym obcokrajowcem możliwość zdrady wzrasta. Ale jeszcze głupsze jest to, że każdy bohater pracujący w NSA jest obdarzony epitetem "inteligentny". Nierzadko "WYBITNIE". Naprawdę nie rozumiem, jak Brown w ogóle miał czelność użyć tego zwrotu. Tam jest kretyn na kretynie kretynem poganiany. Nie zliczę, ile razy przewracałam oczami podczas lektury. Jeśli tacy ludzie pracowaliby naprawdę w USAowskich agencjach rządowych, to w ciągu miesiąca ten kraj przestałby istnieć. Chociaż nie. Tak książka udowadnia, że wystarczyłaby DOBA.

Najwyraźniej sam autor nie jest szczególnie inteligentny... Nikt nie jest w stanie stworzyć postaci, która jest inteligentniejsza od niego i jawnie to pokazuje. Głównie przypadki, kiedy postać ma 200 IQ, a autor 100, dotyczą sytuacji, kiedy postać nigdy nie działa jawnie, a na koniec i tak twierdzi, że od początku znała odpowiedź na jakieś pytanie. Nędzna mistyfikacja. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo sz.p. Brown NAWET TEGO w "Twierdzy" nie ma.

Teraz nastąpi potępienie schematu z porównaniem do "Aniołów i demonów", które czytałam wcześniej, więc osoby wrażliwe na spoilery proszone są o zaprzestanie lektury tej opinii.
1. Bohaterowie
a) pan przystojniak i pani ślicznotka – czyli ci, co ciągną akcję do przodu.
David i Robert nie tylko są przystojnymi kawalerami znającymi najpiękniejsze kobiety na Ziemi, ale są również inteligentni, wysportowani, dowcipni i z wyraźnie zaznaczonym jednym lękiem, który gdzieś w 2/3 książki przeszkadzać im będzie w ucieczce przed mordercą. Vittoria nie jest co prawda zaręczona z Robertem, jak Susan z Davidem, ale czy ktokolwiek wątpił w to, że chociaż ją podyma po tym, jak Brown starał się wyłuskać istotę jej nieskazitelnego, włoskiego piękna?
b) najemny zabójca – czyli ten, przed którym prędzej czy później bohaterowie "a" będą uciekać.
Assasyn lubujący się w BDSM vs. Głuszec z komputerem wbudowanym w okulary. Wystarczy się domyślić, czyje rozkazy wykonują, a już wiemy, kto jest głównym bossem. Przez połowę książki nieuchwytni, zabójcy perfekcyjni, od lat w interesie. Później, po serii mniej lub bardziej sensownych morderstw, zbliżają się do pana A i w wyniku NIEPRAWDOPODOBNEGO sprytu pana A i niespodziewanemu uśmiechowi LOSU – łamią kark. Naprawdę muszę mówić, co jest w tym takiego głupiego?
c) kaleki geniusz – czyli ten, którego potępiamy, choć chciał dobrze.
Ensei jest ofiarą popromiennej choroby matki, Król CERNu został kaleką po ciężkiej chorobie, kiedy to jego rodzice odmawiali udzielenia mu pomocy medycznej. Opuszczeni przez rodziny, wyalienowani, budzący respekt. O ile Japończyk z „...Twierdzy” jest motorem całej fabuły, to Kohler nie ma z nią właściwie nic wspólnego, ale jest podejrzewany za bycie głównym bossem równie silnie co Ensei, może nawet bardziej. W każdym razie, zgodnie z polityką proinwalidzką, jeszcze przed końcem książki zostają oczyszczeni z wszelkich zarzutów.
d) niewidzialny wróg – czyli ten, którego ścigamy, choć nie istnieje.
W „Aniołach...” to oczywiście szeroko rozumiani Iluminaci, natomiast w „...Twierdzy” jest to NDAKOTA. Zasłony dymne, w które (mimo swojej niemal boskiej inteligencji, jak stara się wmówić Brown w narracjach) postaci książki ślepo wierzą, nawet nie biorąc na poważnie pod uwagę opcji, by mogło być inaczej.
e) rzeczywisty wróg nr 1 – czyli ten, którego w ogóle nie podejrzewamy, choć to jego wina.
Kamerling vs. S... Stathmore(?) - przepraszam, nie mam już książki, a nie chce mi się szukać jego nazwiska. W każdym razie – po przeczytaniu jednej książki zawsze już wie się, na kogo patrzeć. Kamerling był lepiej poprowadzony, ten gość z NSA był podejrzewany, ale durna Susan nawet „nie chciała snuć bezpodstawnych domysłów”.
f) sztuczny tłum – czyli statyści wymienieni z imienia
Dla AiD będą to chociażby reporterzy CNN (dobrze pamiętam?), a dla CT to asystent i ta kobieta od danych. Czy ktoś prócz mnie zauważył, że te dwa duety mają identyczny zestawy charakterów?
2. Zdarzenia
a) panowie A wyrywani są z domu nagle, bez przygotowania, przez jakąś ważną sprawę, którą każdy normalny człowiek o ich statusie by zignorował. Ale to są panowie A, więc muszą wykazać się stosowną lekkomyślnością i wleźć w paszczę lwa, bo ktoś ich ładnie poprosił;
b) zabicie niewinnych (np. ten informatyk z CT, Churtinkan(?), usmażony w wielkim komputerze, a jeden z gwardzistów, którego zastrzelono, bo blokował dostęp do pokoju, gdzie kamerling był w niebezpieczeństwie);
c) zabicie wyćwiczonego assassina przez kontrolowany przypadek w 4/5 książki;
d) walka z wysokością (David zwisający z wieży, a Robet spadający z helikoptera);
e) konieczność przezwyciężenia lęków z dzieciństwa w 3/5 książki;
f) podejrzenie śmierci panów A przez panie A pod koniec książki;
g) to pan A rozwiązuje zagadki, nawet jeśli pani A w teorii zna się lepiej niż ukochany.

Pewnie coś jeszcze by się znalazło, ale nie chce mi się już przypominać.
Podsumowując: fabuła płytka, akcja przewidywalna, postaci żałosne, schemat absolutnie niewybaczalny.
Więc za co ta jedna gwiazdka więcej, niż u wszystkich, którzy zjechali tę książkę od początku do końca? Cóż, przyznam, że 3 elementy z książki będę mile wspominać i to one podniosły ocenę. Przez nie zastanawiałam się trochę, czy pan Brown nie byłby lepszym pisarzem obyczajówek, niż sensacji. Są to: motyw ojca i syna z japońskiej rodziny (wszystkie odniesienia wybitnie mi się podobały) oraz opis początku znajomości Susan i Davida. Serio, niech Brown pisze romanse, bo co prawda trzecim elementem było typowo thrillerowe nakłonienie czytelnika do wyobrażenia sobie płonącego Krypto (na całe szczęście Brown się skupił na zmysłach innych niż wzrok), ale takie wizje nie wystarczą do zbudowania dobrej akcji.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Sieć niebios

To chyba najlepsza część Opowieści rodu Otori. Dlaczego? Bo kończy je a jednocześnie jest prequelem pozostałych czterech tomów. Nad całą historią wisi...

zgłoś błąd zgłoś błąd