Ostatnie srebrniki

Wydawnictwo: Bernardinum
5,77 (64 ocen i 40 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
1
8
6
7
9
6
18
5
11
4
6
3
5
2
3
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788378239901
liczba stron
224
słowa kluczowe
historia, sensacja, kryminał
język
polski
dodała
tree

W tureckiej części Nikozji żona autora kupuje starą, drewnianą szkatułkę. Trzy miesiące później w kościele w Barcelonie zamordowany zostaje kapłan. Co łączy te dwa fakty? Jaki jest ich związek z wydarzeniami w Jerozolimie sprzed dwóch tysięcy lat? I dlaczego skutkują aktami terrorystycznymi we współczesnej Europie? Jaką rolę odgrywa w nich założony w 2012 roku w Hiszpanii Zakon Piłata i...

W tureckiej części Nikozji żona autora kupuje starą, drewnianą szkatułkę. Trzy miesiące później w kościele w Barcelonie zamordowany zostaje kapłan. Co łączy te dwa fakty? Jaki jest ich związek z wydarzeniami w Jerozolimie sprzed dwóch tysięcy lat? I dlaczego skutkują aktami terrorystycznymi we współczesnej Europie? Jaką rolę odgrywa w nich założony w 2012 roku w Hiszpanii Zakon Piłata i Judasza? Próba rozwiązania tych zagadek okaże się śmiertelnie niebezpieczna.
Autor - wzorem Dana Browna i Umberto Eco - po mistrzowsku prowadzi nas przez zaułki historii, pokazując, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na jej bieg, wywołują tragiczne skutki w ciągu dwóch tysięcy lat i powodują śmiertelne zagrożenie dla współczesnych Europejczyków. Historia, sensacja i kryminał w jednym.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 462
veinylover | 2018-11-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 listopada 2018

Mam pewien problem z oceną tej książki zdając sobie sprawę po co została napisana i że raczej bardziej dobrze niż źle, że została napisana.
Odnosząc się do budowy książki - klinicznie odrzucają mnie konstrukcje polegające na tym, że coś tam dzieje się 2 tysiące lat temu i równolegle opisywana jest akcja współczesna. Rozumiem konieczność ukazania tła historycznego, ale fabularyzowanie tego historycznego tła połączone z następującymi raz za razem przeskokami w obecne czasy - by tam prowadzić właściwą akcję - tworzy w ostatecznym efekcie zamęt i dyskomfort dla czytelnika. Pojawia się także niezamierzony przez autora skutek: fabularyzowane tło historyczne na tle fabularnego wątku sensacyjnego traci wiarygodność, bo odbiera się jedno i drugie w taki sam sposób - jako bajeczki. Osobiście przy czytaniu książki nie umiałem w takich warunkach samodzielnie wyłowić, co jest historyczną prawdą, co ma pewne prawdopodobieństwo, a co jest wyssane z palca, choć powołanie się na końcu książki na autorytet pewnego profesora trochę tę sytuację ratuje, ale tylko trochę i dopiero na końcu. Na własne życzenie autor wywołuje jeszcze większy bałagan historyczny, niż mity z którymi usiłuje walczyć. Na miejscu autora poprowadziłbym porządnie akcję współczesną, natomiast historyczny opis nie zostałby sfabularyzowany, tylko albo powstałby jakiś wstęp, czy też całość kontekstu historycznego umieściłbym w pierwszym rozdziale, jak najoszczędniej, ewentualnie wybierając jakieś bardzo istotne, ważne dla autora sceny. Czytelnik wcale nie musi wiedzieć, co stało się z pewną skrzyneczką z dwoma srebrnymi monetami i to na dodatek czytając jakąś spekulacyjną akcję z przeszłości. Książka po wyrzuceniu fabularyzowanej historii byłaby o wiele ciekawsza do czytania, bardziej zwarta i dająca pole do popisu w prowadzeniu samej akcji. Coś tam autor potrafi w tej materii zważywszy na ostatni akt dramatu, całkiem udany i emocjonujący.
Natomiast powstały we mnie pewne refleksje, jak zwykle, przy czytaniu tej książki. Widzę problem w postaci niezrozumienia przez osoby uważające się za „konserwatystów” (to słowo jest zaorane przez marksizm i znaczy coś innego niż kiedyś) - otaczającej rzeczywistości. Nie ma sensu nadużywanie słów typu „lewactwo”, „lewica”. W ten sposób nie identyfikuje się szkodników, tylko się wkurza tak zwanych „pożytecznych idiotów”, przecież chodzi o marksistów zrodzonych przy Instytucie Badań Społecznych na Uniwersytecie Johanna Wolfganga Goethego we Frankfurcie nad Menem, o szkodników w rodzaju Jürgena Habermasa, Maksa Horkheimera, Theodora Adorno, Herberta Marcuse i innych idących tropem Karola Marksa. To oni zaorali Europę powołując do życia marksistowskich żołnierzyków podług misternie nakreślonego planu, wspaniale realizowanego. Ich następcy naprawdę wiedzą, co robią i dlaczego, to tak zwana „prawica” nic z tego nie rozumie i nie ma pojęcia o tym, w jaki sposób plan tych ludzi w ostateczności doprowadzi do ludobójstwa.
Bo doprowadzić musi.
Tym, co w przeszłości utrzymywało równowagę i chroniło przed totalitaryzmem oraz powszechnym ludobójstwem było oddzielenie tak zwanej „władzy duchowej” (moralnej, takiej która wyznaczała kryteria rozróżniania dobra od zła) od władz państwowych, administracyjnych. Zbrodnie pojawiają się, gdy cała władza dostaje się do jednych rąk, do tej samej kasty. Póki kościół katolicki musiał zwalczać barbarzyństwo europejskich władców, następował postęp kultury i cywilizacji. Gdy władcy zaczęli się wcielać w autorytety duchowe, natychmiast występowało ludobójstwo, ot choćby opisywane w książce zawładnięcie papieżem przez świeckiego władcę Francji, ot patrzmy choćby na inkwizycję hiszpańską, której zbrodnie wynikały z tego, że władca chciał być bardziej papieski od papieża, a Watykan musiał wręcz chronić ludzi oskarżonych przez tę inkwizycję (świecką w istocie): lepiej było zbrodniarzowi poddać się inkwizycji prowadzonej przez Watykan, niż poddać się sądom świeckim, to sprawa wiadoma dla każdego wnikliwie zainteresowanego historią niezaoraną marksizmem. Takie zjednoczenie władzy duchowej i kościelnej miało miejsce w protestantyzmie, dlatego stosy, setki tysięcy stosów płonęło właśnie w krajach protestanckich, a nie w krajach, gdzie władza duchowa, nietożsama z państwową była z Watykanu. Takie zbrodnicze zjednoczenie władzy duchowej z państwową miało miejsce w Anglii, gdzie król ogłosił się takowym autorytetem moralnym i zaczął od mordowania swoich żon. Zjednoczenie władzy duchowej z państwową miało miejsce w państwie Hitlera - państwie protestanckim - gdzie zjednoczenie władzy duchowej i państwowej jest obligatoryjne, a nawet w protestanckich (przeważnie) Stanach Zjednoczonych, gdzie popełniano zbrodnie rasistowskie i wytępiono Indian. Tak jest w wielu krajach muzułmańskich, gdzie władza duchowa jest w rękach imamów, a na dodatek islam jest przecież ideologią zbrodniczą sam w sobie. I w każdym kraju rządzonym przez marksistów, ponieważ marksiści zawsze aspirowali i aspirują do występowania jako autorytety moralne próbując jednoczyć władzę duchową i państwową, dokonując podług swojej robaczywej ideologii bezprawnych moralno-prawnych ocen, wyznaczając standardy marksistowskiego dobra i zła. Zauważmy, że w Polsce, gdy marksiści zaczynali tuż po wojnie, ich poziom zbrodni graniczył z ludobójstwem, a może tę granicę przekraczał: ale im dłużej rządzili, tym bardziej władzę duchową (moralną) przejmował kościół katolicki, dlatego nawet stan wojenny w Polsce był daleki od ludobójstwa. Im dłużej rządzili, a kościół katolicki stanowił większy autorytet, tym mniej zbrodni i ludobójstwa. Tylko ci marksiści, którzy nie byli w stanie się z tym pogodzić: kipiąc z nienawiści kontynuowali swe dzieło - jak mordercy księdza Popiełuszki, z wydziału bodajże czwartego ubecji, przeznaczonego do zwalczania kościoła.
Współczesny marksizm zmodyfikowany do nowych okoliczności przez Maksa Horkheimera i kolesiów także predestynuje do bycia władzą duchową nakreślając plan osiągnięcia tego celu przez zmianę wartości, zniszczenie kultury, zdemolowanie języka i podstawowych pojęć, ról społecznych, itd.itp. - nie chce mi się tego pisać, niech każdy się zastanowi nad tym wszystkim i niech ludzie wreszcie zaczną myśleć! Rolę kapłanów w zreformowanym marksizmie mają pełnić autorytety prawnicze, sędziowie, którym wyznaczono właśnie taką rolę. Najpierw trzeba ich było rzecz jasna zaorać po marksistowsku, by do tej roli się nadawali. A Watykan jest teraz w Brukseli, zaś permanentnym KONKLAWE jest Komisja Europejska.
Prawdziwą i pożądaną rolą sądów nie jest dokonywanie ocen moralnych niczym jakiś Bóg, tylko ocena faktów zgodnie z prawem, które narzuca suweren. Natomiast prawnicy marksistowscy posuwają się do oceny samego prawa mówiąc niczym kapłani które prawo narusza praworządność, a które nie. Władza państwowa z władzą duchową znowu zaczyna się łączyć i to się musi skończyć bardzo źle. Momentem, w który sytuacja stanie się rozpaczliwa będzie chwila, gdy powołana zostanie armia europejska, a armie państw wchodzących w skład UE będą ograniczane i likwidowane. Żeby dokonywać zbrodni, trzeba przecież dysponować armią, czyż nie?
Tak w skrócie i po wierzchu, pisać całej książki tu nie będę, mam nadzieję tylko, że niektórych - te kilka zdań - zainspiruje do głębszego przemyślenia sprawy.

Na koniec znowu muszę nawiązać do konstrukcji fabuły książki, w kontekście do tego, co napisałem wyżej. Skonstruowanie przez autora owego śmiercionośnego „lewackiego zakonu” mordującego księży - świadczy o kompletnym niezrozumieniu przez autora metod, jakimi posługują się dzisiejsi europejscy (nie tylko zresztą europejscy) - marksiści. Oni doskonale wiedzą, choćby po doświadczeniach bolszewickich, że powołanie czegoś takiego do życia jak zbrodnicza organizacja działająca wprost, byłoby przeciwskuteczne, więcej, mogłoby obudzić społeczny protest i sprzeciw przeciwko samym marksistom. Od czego kowal ma obcęgi? Żeby sobie rąk nie parzył. Czy nie prościej zaprosić do Europy muzułmańskich barbarzyńców, by „dorżnęli watahy”? Natomiast marksiści najpierw muszą zaorać społeczną świadomość produkując swoje klony od przedszkoli poprzez szkołę podstawową, średnią i szkoły wyższe. Dopiero wtedy można przystąpić do akcji wprost. Nie opłaca się mordować księży, póki nie przekonamy marksistowskich niewolników, że bycie księdzem, to zbrodnia przeciwko ludzkości, przestępstwo, a wtedy oceny moralnej i prawnej dokonają marksistowscy sędziowie. I wówczas szerzenie zabobonów katolickich będzie po prostu karalne, najzwyczajniej w świecie będzie się ich zamykać, aż zabobony zostaną wytępione, przynajmniej te katolickie. Wiara w czakramy, energie kosmiczne, astrologię, czary, przepowiednie, UFO, reinkarnację, wróżby, duchy biegające po strychach i piwnicach oraz w inne idiotyzmy pozostanie, bo to marksistom sprzyja w walce z najgroźniejszym: zabobonem katolickim, który wciąż jeszcze uniemożliwia uczynienie z większości ludzi niewolników.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kaznodzieja. Tom szósty

NIETZSCHEGO SOBIE FINAŁ Finał „Kaznodziei”, serii, która była jedną z inspiracji dla takich komiksów, jak cykl „Mroczna Wieża” czy „Y: Ostatni z mężc...

zgłoś błąd zgłoś błąd