veinylover 
Zainteresowania wszelakie, fascynat nauk podstawowych i wszystkiego, co „science”. Jestem rasistą: uważam Kobiety za rasę wyższą, a moją za niższą. Nieracjonalnie zafascynowany szczególnie tymi kobietami, które przełamują tabu: kobiety szalone, okrutne, wampirzyce, wojowniczki — fascynują mój popaprany mózg... Nieprzejednany wróg wszelkich ideologii mających niezawodną receptę na uszczęśliwienie ludzkości, w tym pełnego hipokryzji i zakłamania - marksizmu antykulturowego we wszystkich formach.
mężczyzna, Kraków, status: Czytelnik, dodał: 7 książek, ostatnio widziany 3 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-17 08:15:53
Ma nowego znajomego: Berkenye
 
2018-08-17 01:28:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Myron Bolitar (tom 9)

W kategorii Coben - czytadło - rozrywka - emocje oceniłem tę książkę bardzo wysoko, aż na 9 gwiazdek. Książka nie aspiruje do bycia literaturą najwyższych lotów mającą wstrząsnąć intelektualistami świata, tylko ma stanowić jak najlepszą rozrywkę i właśnie w tej kategorii spełnia swoje zadanie.
Jedna z najlepszych książek z Winem, Bolitarem i przyjaciółmi.
Zdecydowanie polecam, dla oderwania...
W kategorii Coben - czytadło - rozrywka - emocje oceniłem tę książkę bardzo wysoko, aż na 9 gwiazdek. Książka nie aspiruje do bycia literaturą najwyższych lotów mającą wstrząsnąć intelektualistami świata, tylko ma stanowić jak najlepszą rozrywkę i właśnie w tej kategorii spełnia swoje zadanie.
Jedna z najlepszych książek z Winem, Bolitarem i przyjaciółmi.
Zdecydowanie polecam, dla oderwania się od szarej rzeczywistości.

pokaż więcej

 
2018-08-16 09:00:44
Ma nowego znajomego: goskrzys
 
2018-08-16 01:20:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Przeczytałem, doceniłem Fallaci, zważywszy na fakt, że kiedy prowadziła swoje wywiady, to nie wiedziała tego, co wiemy teraz, o ile wiedzieć chcemy zadając sobie mozolny trud prześwietlania rzeczywistości.
„Faszyzm, faszyzm, faszyzm - jakie to wstrętne, nie podałabym dłoni faszyście, ale komuniście już tak”. Można to zrozumieć, zważywszy na fakt, iż faszyzm jest wstydem tej nacji, a Fallaci...
Przeczytałem, doceniłem Fallaci, zważywszy na fakt, że kiedy prowadziła swoje wywiady, to nie wiedziała tego, co wiemy teraz, o ile wiedzieć chcemy zadając sobie mozolny trud prześwietlania rzeczywistości.
„Faszyzm, faszyzm, faszyzm - jakie to wstrętne, nie podałabym dłoni faszyście, ale komuniście już tak”. Można to zrozumieć, zważywszy na fakt, iż faszyzm jest wstydem tej nacji, a Fallaci jest Włoszką.
Ale komunizm jest czymś, co wyrosło z marksizmu. A marksizm jest odpowiedzialny za największe zbrodnie współczesnego świata. Wojna potworka Hitlera, psychopaty i fanatyka pochłonęła wiele milionów ofiar. Ale Hitler, to nie faszyzm. Faszyzm, to Mussolini, a hitlerowcy, to naziści, tego mylić nie należy. Może dlatego faszyzm jest potępiany, a komunizm tolerowany, że zbrodnie marksistowskie rozłożyły się w czasie? Hitlerowcy trzęśli światem 5 lat. Pięć lat cierpień i śmierci. A marksiści? Trzęsą światem do dzisiaj. I nie tylko mordują, także unieszczęśliwiają. Policzmy ile ofiar marksistów przyniósł sam Związek Sowiecki, ot choćby miliony ofiar głodu na potencjalnie żyznej Ukrainie, gdzie marksistowska kolektywizacja doprowadziła do głodu i okrutnej śmierci. Ofiary w Polsce, zamordowanie polskiej elity intelektualnej w Katyniu. Morderstwa w samym Związku Sowieckim, łagry, więzienia, tortury, rozstrzelania. Morderstwa w Polsce powojennej, kilkaset tysięcy wymordowanych przeciwników reżimu. Ale marksizm to nie tylko Związek Sowiecki i jego zbrodnie w Czechosłowacji, na Węgrzech, w Polsce, Litwie, Ukrainie czy Afganistanie. To zbrodnie rewolucji kulturalnej w Chinach. Marksizm musi zniszczyć stary porządek, więc niszczył. Bieda i głód, morderstwa „bandy czworga”. Marksizm, to pola śmierci Pol Pota w Kambodży. Marksizm to zbrodnie w Korei Północnej. Marksizm, to zbrodnie w Wietnamie, Etiopii, na Kubie: wszędzie zbrodnie, gdzie marksizm. I w dzisiejszej Europie - jeśli nie powstrzymamy marksizmu, to eurokracja unijna będzie nowym zarzewiem zbrodni marksistowskich. Te zbrodnie, to także ludzkie nieszczęścia wynikające z niedostatku i paraliżu zdolności do pracy. To kłamstwo, hipokryzja. Dla marksistów liczy się ostateczny efekt, ofiary nie mają znaczenia. Możliwe, że marksizm nie tylko nie zakończył swojej zbrodniczej działalności, ale jeszcze na dobre nie zaczął..
I pani Fallaci podałaby rękę marksiście - politykowi? To mnie trochę zadziwia.
Zbrodniczym składnikiem marksizmu jest jego rewolucyjność. To oznacza przewrót, zniszczenie starego porządku i wprowadzenie jakiegoś, wymyślonego, nie przystającego do rzeczywistości. Rewolucyjność charakteryzuje także islam i w tym te dwie zbrodnicze ideologie są podobne. Fallaci ukazuje to po części w rozmowie ze zbrodniarzem Chomeinim.
Bardzo ciekawe i dramatyczne były rozmowy z politykami włoskimi, tymi normalnymi, wybitnymi, a także z komunistami: te ostatnie ukazywały obrzydliwą hipokryzję komunistów. Komuniści lubią zakłamywać rzeczywistość. Carat był od Związku Sowieckiego gorszy? Nie był. W caracie istniała cywilizacja i kultura. Marksizm zamienił ich w barbarzyńców. Polityka prezydenta Putina i imperializm rosyjski są także dalekosiężnymi skutkami marksizmu. Zaorane marksizmem barbarzyńskie społeczeństwo wybrało właśnie tego człowieka, a jego korzenie są wprost w sowieckim NKWD.
Były w tych wywiadach momenty komiczne, a nawet żenujące, choćby gdy U-Bolek z marksistowską dumą wystawiając pierś powtórzył kilkakrotnie, że nie przeczytał w życiu ANI JEDNEJ KSIĄŻKI!!!. Jak bardzo zaorani marksizmem jesteśmy jako naród i społeczeństwo, że kiedyś zrobiliśmy z tego głupka kłamcę, hipokrytę i megalomana prezydenta. I jak wielu wśród nas głupków uznaje go jeszcze za autorytet. To bardzo, bardzo smutne...

pokaż więcej

 
2018-08-14 04:36:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Uff!!! Dotarłem wreszcie do końca. Jaka ulga....

Nic tak człowieka nie cieszy, jak cudze nieszczęście i ludzka głupota. Wszystko wskazuje na to, że na tym motywie miało się opierać poczucie humoru autorki. Każde zdanie miało być śmieszne, a każde zachowanie bohaterów żenująco idiotyczne. Parada kretynów. Z resztkową fabułą w tle.
A co jeśli kogoś nie śmieszą żenujące dowcipy na poziomie...
Uff!!! Dotarłem wreszcie do końca. Jaka ulga....

Nic tak człowieka nie cieszy, jak cudze nieszczęście i ludzka głupota. Wszystko wskazuje na to, że na tym motywie miało się opierać poczucie humoru autorki. Każde zdanie miało być śmieszne, a każde zachowanie bohaterów żenująco idiotyczne. Parada kretynów. Z resztkową fabułą w tle.
A co jeśli kogoś nie śmieszą żenujące dowcipy na poziomie szóstoklasisty, a pseudożartobliwy styl autorki powoduje, że cała opowieść na dobrą sprawę nie ma większego sensu, skoro nikogo i niczego nie można tam traktować na serio, skoro nie można się w nic zaangażować emocjonalnie, skoro śledzenie fabuły wymaga natężenia uwagi w przytłoczeniu chaosem, kłębienia się wszystkich postaci, absurdalnych zachowań?
Mnie tam nic nie rozśmieszyło. Była to jedna wielka żenada, grafomania opowiadania kretyńskich dowcipów, nic więcej.
Jeśli miałbym opisać jednym określeniem klimat tej książki, to użyłbym stwierdzenia: „zbiorowa histeria”. Tak, ta książka jest jednorodnie histeryczna.
Trochę mogłaby uratować tę książkę końcówka, ale przecież tam wszystko jest na niby, więc było mi wszystko jedno, kto kogo zabił, po co i za ile.
Strasznie śmiesznie jest, gdy ktoś kogoś morduje, prawda? Śmieszne trupy z urwanymi głowami. Taki żart, autorko, ha, ha, ha, ha, kto nie pęka ze śmiechu, ten kiep.
No niestety, ja nie pękam – kiep ze mnie.
Dla mnie poczucie humoru pisarza powinno być czymś takim, czym są przyprawy do wykwintnych dań. Albo jak zmiana dramaturgii w orkiestrze, kiedy gra się pianissimo, by w następującej wkrótce chwili uderzyły kotły, zadrżała scena. Żeby napięcie się zmieniało. Ciągłe, jednorodne walenie w kotły powoduje tylko i wyłącznie ból głowy.
Zatęskniłem do Lee Childa, u którego akcja mrozi krew w żyłach, a od czasu do czasu, naprawdę bardzo rzadko, pada ironiczne, dosadne stwierdzenie Jacka Reachera podsumowujące sytuację i wtedy pamięta się tę chwilę. Chichocze się jeszcze po odstawieniu książki na półkę po przeczytaniu.
Autorka ugotowała zupę z samych przypraw. Niejadalne, obrzydliwość. Wymioty od nadmiaru soli.
Książka mnie tak umęczyła, że głowa mnie rozbolała od tych pisków, wrzasków, stękania, kwękania, głupoty. Pseudożartów. To nie jest komedia kryminalna, tylko karykatura komedii kryminalnej. Szkoda czasu na czytanie takiej grafomanii. Zdecydowanie odradzam sięganie po to „dzieło”. Jedna gwiazdka, to i tak za dużo.

pokaż więcej

 
2018-08-13 21:23:54
Ma nowego znajomego: GrzegorzIgnacy
 
2018-08-13 16:46:30
Ma nowego znajomego: Karpeliina
 
2018-08-13 16:42:36
Ma nowego znajomego: Aneta
 
2018-08-13 05:09:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Książka napisana w klimacie, który nazwałbym złośliwie: „fantasy nowego, antykulturowego marksizmu”. Fantasy, bo książka w swej treści jest oderwana od rzeczywistości w takim stopniu, jak książki owego nurtu.
Autorka promując ideologię marksistowskiej „równości” wprowadza kobiece negatywne bohaterki celem przekonania czytelników, że kobiety niczym się nie różnią od mężczyzn, nawet w kategorii...
Książka napisana w klimacie, który nazwałbym złośliwie: „fantasy nowego, antykulturowego marksizmu”. Fantasy, bo książka w swej treści jest oderwana od rzeczywistości w takim stopniu, jak książki owego nurtu.
Autorka promując ideologię marksistowskiej „równości” wprowadza kobiece negatywne bohaterki celem przekonania czytelników, że kobiety niczym się nie różnią od mężczyzn, nawet w kategorii brutalnych zabójstw. Zauważmy, że w tej książce wredne i popaprane są wyłącznie kobiety, zatem wahadełko absurdu przegięte jest w drugą stronę. Jasne, zawsze istniały morderczynie, nawet seryjne, ale ograniczenia kulturowe działały hamująco na rozwój tego rodzaju damskiej „aktywności”, zatem autorka promuje postawę, w której społeczna rola kobiety ma rozbić rodzinę, wychowanie, bo sama instytucja rodziny przez antykulturowców jest zwalczana. Dlatego ulubionym motywem przewodnim antykulturowców w pisarstwie jest rodzinna patologia, co ma sugerować negatywny stosunek do samej rodziny: wychowaniem dzieci ma się zajmować marksistowskie państwo. Tak jak ulubionym motywem są księża pedofile i zbrodnie na tle religijnym, co ma zwalczać chrześcijaństwo, a przede wszystkim katolicyzm będący zakorzenieniem wartości rodzinnych, patriotycznych, poświęcenia w pracy, uczciwości ludzi wobec siebie i potępieniem tak powszechnej w świecie marksistów antykulturowych - kradzieży dóbr. Wszystko musi zostać zrelatywizowane, żeby nie można budować aksjologii, na której kultura i tradycja stoi. Jednocześnie charakterystycznym jest oddawanie hołdu zakłamanej marksistowskiej psychologii, która wyklucza pojęcie dobra i zła, zatem deterministycznie podchodzi do zagadnienia ludzkiej wolności. Skoro ktoś urodził się w patologicznej rodzinie, to MUSI tę patologię przekazywać dalej.
Z badań statystycznych, przeprowadzanych zresztą przez samych marksistów i skrzętnie ukrywanych wynika, że poziom przemocy wobec kobiet jest najwyższy w tych krajach, w których antykultura osiągnęła największy sukces, a najmniejszy w krajach, gdzie ludzie jeszcze z rozpędu kierują się katolickimi przyzwyczajeniami. Nie ma innego wyjścia: jeśli nasza cywilizacja ma przetrwać, to antykulturę należy bezwzględnie tępić. Nie odnoszę się tu do zachowania poszczególnych jednostek, które zawsze mogą wybrać swoją drogę, ale do tego co wbija się do młodych głów od przedszkola do końca edukacji, na studiach, zwłaszcza humanistycznych, przejętych w procesie marszu przez instytucje przez antykulturowców.
Dwie gwiazdki za samą fabułę, której formalnie trudno coś zarzucić, a brak więcej gwiazdek za marksistowskie pranie mózgu i ględzenie pseudomoralne przedstawione zwłaszcza przez myśli głównej bohaterki. Mógłbym jeszcze więcej ponarzekać, o promowaniu patologicznej wersji masochizmu, cięcia się, narkotyków itd., ale coraz mniej mi się chce pisać o tych samych aspektach w marksistowskich książkach, które zalewają półki księgarń w stopniu porażającym. Antykulturowcy z jednej strony promują seksualizację dzieci i młodzieży w jak najmłodszym wieku, ze szczególnym uwzględnieniem mniejszości seksualnych postrzeganych jako potencjalne kadry „żołnierzy rewolucji”, ale z drugiej - nawet tym posługują się czysto instrumentalnie. Skłonności sadystyczne czy masochistyczne są przez nich zawsze opisywane jako skutek rzeczy nabytych, najczęściej z traumy dzieciństwa, patologii rodziny, a w żadnym wypadku czymś obecnym w genach. Dlaczego? Bo antykultura uważa kulturę za źródło wszelkiej przemocy, zatem jakakolwiek namiastka przemocy, choćby symboliczna - musi być programowo zwalczana. Walka z naturą ludzką skazana jest jednak na niepowodzenie i żadna marksistowska psychologia nie daje odpowiedzi, w jaki sposób tego typu skłonności można pomóc takiej osobie „wpisać w więź”, zamiast nieskutecznie potępiać kogoś urzędowo z góry i zawsze, bez względu na to, czy w rzeczy samej mamy obraz patologii, w której osoba wyraża nienawiść do siebie czy innych, czy też wyraża się w ten sposób emocjonalnie wobec kogoś, kto pragnie ten sposób wyrażania się emocjonalnego przyjmować i akceptować.
To jednak wymagałoby szerszego omówienia, nie czas i nie miejsce na to w tym serwisie, wspominam o tym tylko dlatego, że i ten aspekt jest obecny w tej książce.

pokaż więcej

 
2018-08-13 04:46:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Herbert Kruk (tom 3)

Książka prawie tak dobra, jak poprzedni, drugi tom. Poczucie humoru z jednej strony, z drugiej budowanie grozy i zakończenie opowieści karmiące moje wredne poczucie sprawiedliwości. Wszystko nie przebiega jednak w totalnej atmosferze happy endu, bo ktoś ginie, kto nie powinien - z punktu widzenia czytelnika ściskającego kciuki za to czy tamto.
Warto zauważyć, że sam Herbert Kruk formalnie...
Książka prawie tak dobra, jak poprzedni, drugi tom. Poczucie humoru z jednej strony, z drugiej budowanie grozy i zakończenie opowieści karmiące moje wredne poczucie sprawiedliwości. Wszystko nie przebiega jednak w totalnej atmosferze happy endu, bo ktoś ginie, kto nie powinien - z punktu widzenia czytelnika ściskającego kciuki za to czy tamto.
Warto zauważyć, że sam Herbert Kruk formalnie uprawia zawód krawca, czyli zdolny jest do produkcji dóbr użytecznych, nie jest pseudoartystą, reżyserem, pisarzem, dziennikarzem, bankowcem, policjantem... to drobny kulturowy detal, ale z mojego punktu widzenia istotny. Bohater czasem korzysta ze swoich umiejętności rzemieślniczych.
Odnoszę wrażenie, że autor nie bardzo wie, co zrobić z wątkiem matki i pozostawił go w zawieszeniu.

Miałem do czynienia z audiobookiem świetnie przeczytanym przez znakomitego lektora, Artura Ziajkiewicza.
Bardzo sympatyczna książeczka, polecam czytelnikom lubiącym opowieści fantasy.

pokaż więcej

 
2018-08-13 00:41:13
Ma nowego znajomego: juvamine
 
2018-08-12 02:23:42
Ma nowego znajomego: Bartek Kociszewski
 
2018-08-11 22:02:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Herbert Kruk (tom 2)

Sam jestem zaskoczony, jak bardzo mi się spodobał tom drugi, zważywszy na to ile ponarzekałem przy tomie pierwszym.
Autor pewnie nie czytał mojej opinii, ale tom drugi wygląda lepiej, niż gdyby ją przeczytał i tylko ją uwzględnił.
1. Narzekałem na niedomknięte wątki i niezniszczalnych przestępców, którzy mogliby się poniewierać po kolejnych tomach. A tu tymczasem pozytywne zaskoczenie: wątek...
Sam jestem zaskoczony, jak bardzo mi się spodobał tom drugi, zważywszy na to ile ponarzekałem przy tomie pierwszym.
Autor pewnie nie czytał mojej opinii, ale tom drugi wygląda lepiej, niż gdyby ją przeczytał i tylko ją uwzględnił.
1. Narzekałem na niedomknięte wątki i niezniszczalnych przestępców, którzy mogliby się poniewierać po kolejnych tomach. A tu tymczasem pozytywne zaskoczenie: wątek zostaje zamknięty, a kto ma łeb stracić, to go traci.
2. Naiwność bohatera w pierwszym tomie została tutaj złagodzona poprzez specyficzne poczucie humoru autora i do tego ten jego rodzaj, który mi odpowiada.
3. Opowiadana historia jest pozytywna, a ilość nieszczęść tych, których lubimy
- jest znikoma.
4. Magia steryczna występuje w dawce dyskretnej, bez przesady, co skupia uwagę czytelnika bardziej na fabule, niż na samych zjawiskach magicznych. Dzięki temu ten oryginalny pomysł autora stał się zaletą książki, a nie wadą, jak w tomie pierwszym.
5. Podoba mi się deklarowany system wartości autora, ot choćby m.in. zdanie wyrażone przez autora (wyrażone nie wprost, ale poprzez fabułę), że istnieją sytuacje, gdy konieczna jest kara śmierci i to nie tylko wobec tych, co dopuszczają się masowych mordów, ale nawet wobec tych, co je planują, choćby ich zbrodnicze plany pokrzyżował ktoś z zewnątrz.
I podoba mi się brak „plemiennej polityki”.
Mimo tego, że książka opowiada o świecie fantastycznym jest niemarksistowska, co odbieram z dużym zadowoleniem.
Zatem brawo, Panie Jamiołkowski, jeszcze nie wiem, co zrobił Pan w tomie trzecim, ale ten tom to doskonały trop.
Polecam książkę, doskonała zabawa.

pokaż więcej

 
2018-08-11 15:59:12
Ma nowego znajomego: Socjologos
 
2018-08-11 08:14:22
Ma nowego znajomego: Sinuhe
 
Moja biblioteczka
395 395 52910
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1008)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (20)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd