Czarna Madonna

Wydawnictwo: Czwarta Strona
5,88 (2975 ocen i 605 opinii) Zobacz oceny
10
124
9
132
8
352
7
511
6
741
5
455
4
256
3
209
2
107
1
88
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379767106
liczba stron
460
kategoria
horror
język
polski
dodała
elenkaa

Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego. Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż...

Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego.

Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż przybrzeżna nie odnajduje wraku, a co jakiś czas do kontroli lotów dociera sygnał z transpondera.

Co stało się z boeingiem? Jaki związek ma jego zniknięcie z podobnymi zdarzeniami?
I jakie znaczenie ma obraz Matki Bożej, nazywany Czarną Madonną?

Pierwsze odpowiedzi każą Filipowi sądzić, że niewiedza naprawdę jest błogosławieństwem.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 64
LiterackaKavka | 2017-07-23
Na półkach: Posiadam, Przeczytane

Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz: „Nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi!
Biblia Tysiąclecia, wyd. IV, Ewangelia Łukasza 21, 8

Ona zawsze wspomina o tym, kiedy ostatni raz rozmawiała ze swoim ojcem. Ona mówi, że, kiedy rozmawiała z nim po raz ostatni już nie żył. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy było jej dane porozmawiać z nim po śmierci. Spała. Ale nie był to zwyczajny sen. Była jak w transie. Mówiła coś. Może bełkotała. Jej mąż podobno szarpał nią, próbując ją ocudzić, ale długie minuty minęły zanim przyniosło to skutek. Potem miewała różne sny. Mówiła, że bywały prorocze.

Ona ciągle powtarzała, że kiedy w otoczeniu jakiejś osoby często pojawiają się grosiki, albo piórka to oznacza, że anioły się taką osobą opiekują. Mówiła, że w rocznicę samobójstwa jej kuzynaobrazy spadają ze ścian, mimo, że mocno umocowane, pojawia się ogólna ciężka atmosfera i ogarnia ją jakieś wrażenie niepokoju, jakby dusza samobójcy była ciągle niespokojną. Ciągle wracała, zawieszona między światami.

On wspominał pewną zimową noc, po śmierci ojca, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Odszedł do stołu i poszedł sprawdzić, kto w zimową noc składa jemu i matce wizytę. Chwilę nie wracał, a matka słyszała, jak z kimś rozmawia. Zaniepokojona wyszła do niego, a on stał przy otwartych drzwiach. Odwrócił się, słysząc jej kroki i powiedział: „Mamo, tato przyszedł”. Kiedy znowu odwrócił wzrok w stronę drzwi nie było nikogo, poza odbitymi na schodach męskimi śladami na schodach pokrytych świeżym śniegiem.

Ona pamięta jak przez mgłę, kiedy jako mała dziewczynka bawiła się z psem, przy okazji spaceru, gdzieś w bliskiej odległości od cmentarza. Nagle zobaczyła płonący grób, a pies doskoczył do niego i ujadał jak oszalały. Wpadła w popłoch i zaczęła uciekać na niedaleko położone boisko, na którym bawili się starsi chłopcy. Jeden z nich zlitował się nad przerażoną dziewczynką i poszedł z nią sprawdzić co się dzieje. Zaprowadziła go do wspomnianego grobu. Nie było na nim śladu płomieni, nie bylo znicza. Było tylko zdjęcie małego chłopca. Zmarł kiedy miał 8 lat.

Ileż razy opowiadaliście sobie takie historie? Niby z zamiarem postraszenia, niby z uśmiechem na twarzy, niby zaznaczając, że gdzie tam! takie rzeczy… jakieś popękane talerze, jakieś duchy, dusze błądzące. Ot, zabobony i historyjki dla strachliwych. Jednak takie historie to nie tylko folklor, ale opwieści, które mają miejsce w każdej rodzinie, a to ciotka, a to babcia, albo dziadek coś wspomina, niby nie mówiąc poważnie, ale często wracając, jakby się nad tym nadal zastanawiał i próbował zrozumieć.

„Czarna Madonna” Remigiusza Mroza to pierwsza jego powieść, którą przeczytałam w całości. „Turkusowe szale” odrzuciły mnie po kilku stronach i czekają na mój powrót. Być może teraz będzie łatwiejszy. Nie mogę napisać, że to horror. Jestem bliższa określenia tej książki jako thriller, thriller religijny. Mamy tutaj byłego księdza, rezygnującego z kapłaństwa dla miłości do kobiety. Mamy zawiłości rodzinne (dlaczego tak mało poświęcono czasu relacji ojciec-syn!), specyficzny trójkąt głównego bohatera i dwóch sióstr, znikające samoloty, powrót do początków chrześcijaństwa, odwieczną walkę dobra ze złem, chwile grozy podczas egzorcyzmów i bardzo kulturalnie zadane pytania o kondycję współczesnego Kościoła i stosunku wiernych nie tyle do instytucji, co samego Boga. Mamy też karkołomne zadanie opisania kolejnej wizji końca świata i postaci Antychrysta bądź ponownego przyjścia Zbawiciela. Mróz pędzi jak burza przez całą powieść: ilość akcji na centymetrze kwadratowym druku jest zastraszająca. Zwrot wpada w kolejny, wątki zamykają się z zawrotną szybkością. Miałam wrażenie, że oglądam ekranizację powieści Dana Browna. Nie jest to jednak zarzut – tak powinna wyglądać popularna powieść. Nie zamęcza filozoficznymi pytaniami, ale równocześnie pozostawia pewną dozę zadumy (jeśli mamy potrzebę weryfikowania faktów, albo czytelnik jest na etapie „poszukiwania”), nie zabija ilością historycznych odniesień, ale sprytnie tworzy z nich tło do fabuły. Nie mamy mnogości postaci, skupiamy się na kilku sylwetkach, co sprawia, że nie musimy wracać do wcześniejszych stron, aby przypomnieć sobie relacje między bohaterami. Ale przede wszystki mamy kawał świetnego pomysłu, doskonały zwrot akcji tuż przed finałem i sensowne zakończenie, które wyjaśnia czytelnikowi wszystko. Mróz to ewidentnie konkretny gość.

Brakowało mi nieco finezji, wolniejszej akcji, może większego napięcia. Ale tylko dlatego, że lubię kiedy książka tworzy obraz, którego film nigdy nie będzie w stanie pokazać, a większość akcji i detali wytworzy się tylko i wyłacznie w mojej głowie. Mróz stworzył opowieść, którą czyta się tak, jakby oglądało się film. Może to być atutetm dla wielu osób – dla mnie, niekoniecznie.

To, za co mogę podziękować i czym chciałabym zachęcić do przeczytania tej powieści, to obudzenie strachu nie przed fantastycznym potworem, nie przed mordercą z tytanowymi szponami, albo szaleńcem z piłą – dziękuję za strach przed tym z czym rośniemy, żyjąc w Polsce, przed siłami, których nigdy nie pojmiemy, przed doznaniami duchowymi na granicy światów, które byc może istnieją. Tyle niewyjaśnionych rzeczy dzieje się obok… egzorcyści naprawdę istnieją, szeptuchy mają swoją historię, a niektórzy uważają, że duchom nie można się narazić. Być może jest świat, o którym wolelibyśmy nie wiedzieć. Ja przynajmniej nie jestem na to gotowa.

A tytułowa Czarna Madonna? Cóż, sprawdźcie jaką rolę miała do odegrania w opowieści.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Mężczyzna, który się uśmiechał

100 stron mniej i byłby niezły kryminał. Najgorsze dla mnie były zebrania, na których w kółko Macieju wałkowano wciąż to samo...

zgłoś błąd zgłoś błąd