Geniusz zbrodni

Tłumaczenie: Radosław Madejski
Cykl: Robert Hunter (tom 6) | Seria: Kryminał
Wydawnictwo: Sonia Draga
8,03 (864 ocen i 140 opinii) Zobacz oceny
10
147
9
172
8
287
7
156
6
59
5
24
4
7
3
9
2
1
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
An Evil Mind
data wydania
ISBN
9788379998999
liczba stron
392
język
polski
dodała
Ag2S

Detektyw Robert Hunter musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, żeby przechytrzyć najbardziej perfidnego mordercę, z jakim miał do czynienia. W prowincjonalnym miasteczku w stanie Wyoming dochodzi do wypadku. Kierowca ciężarówki, który zasłabł za kierownicą, wjechał do przydrożnego baru, po drodze taranując stojący na parkingu samochód. Wypadek okazuje się jednak dużo bardziej makabryczny,...

Detektyw Robert Hunter musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, żeby przechytrzyć najbardziej perfidnego mordercę, z jakim miał do czynienia.

W prowincjonalnym miasteczku w stanie Wyoming dochodzi do wypadku. Kierowca ciężarówki, który zasłabł za kierownicą, wjechał do przydrożnego baru, po drodze taranując stojący na parkingu samochód. Wypadek okazuje się jednak dużo bardziej makabryczny, kiedy w bagażniku potrąconego auta policja znajduje ludzkie głowy. Szeryf aresztuje człowieka podejrzanego o podwójne morderstwo. W trakcie śledztwa dokonuje przerażającego odkrycia…
Sprawę przejmuje FBI, ale tym razem agenci muszą poprosić o pomoc z zewnątrz. Zwracają się do Roberta Huntera, psychologa, który swego czasu specjalizował się w badaniu zachowań przestępców, a obecnie jest inspektorem policji w Los Angeles w wydziale zajmującym się szczególnie brutalnymi przestępstwami. Podczas przesłuchań Hunter dociera do straszliwych tajemnic, których nikt się nie spodziewał, a tożsamość samego mordercy okazuje się tak niejasna, że nawet FBI nie zdawało sobie sprawy z jego istnienia… aż do teraz.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3684
żabot | 2017-10-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 października 2017

To trzecia powieść Cartera przeczytana przeze mnie a szósta w kolejności napisana przez autora. Dodam, że trzy książki przeczytałem w bardzo krótkim odstępie czasu, mogę więc pokusić się o wnioski. Bohaterem powieści jest detektyw Robert Hunter pracujący w Wydziale Zabójstw w sekcji zajmującej się najcięższymi zbrodniami, zwłaszcza przypadkami seryjnych morderstw. To wielki atut, ale jednocześnie przekleństwo kolejnych powieści. Atut, bo takie zajęcie w oczywisty sposób gwarantuje mroczną, trzymającą w napięciu fabułę, dobre tempo. I tak jest. Jednocześnie jednak bardzo to zawęża ramy tego, czego w powieści można oczekiwać. To trochę, jak z cyklami filmowymi w stylu „Rambo” czy „Die hard”. Gdy się im przyjrzeć, są na jedno kopyto. Stają się niestrawne czytane (w przypadku książki) czy oglądane (w przypadku filmów) jedno po drugim. Bo czym może manipulować Carter? Tylko ilością makabry, wymyślaniem coraz bardziej spaczonych ludzkich umysłów. Coraz więcej ofiar, coraz drastyczniejszy modus operandi, ale schemat zaczyna być powtarzalny.
„Geniusz zbrodni” ma być jakoby inną książka od dotychczasowych, o czym wspomina sam autor. Przede wszystkim w jakiejś części ma być ponoć oparta na faktach, na doświadczeniach autora z pracy jako psycholog policyjny. Druga kwestia to fakt, że praktycznie od samego początku wiadomo, kto jest tym złym, zostaje on pojmany a cała powieść koncentruje się na grze pomiędzy policją a mordercą na zasadzie „jak będę chciał, to coś wam powiem, ale coś za coś”. A ma co opowiadać, bo swój morderczy proceder uprawia od ponad 20 lat. Coś wam to przypomina? Oczywiście – przecież to wypisz wymaluj kopia Hannibala Lectera z „Milczenia owiec”. Koncepcyjny plagiat, podróba, cover. A jak wiadomo, covery rzadko kiedy dorównują oryginałowi. Bo Hannibal mógł być tylko jeden, wyjątkowy. Wszystko inne to podróbka, choćby autor nie wiem jaką makabrę wymyślił, nie wiem jak drastyczny sposób tortury i uśmiercania nam przedstawił.
Jedno, co mnie w tego typu powieściach mocno nurtuje to… skąd czarne charaktery, jak tutaj, czerpią dochody na swoją działalność. Co innego psychopata, który działa rok czy dwa dokonując kilku morderstw z niewyszukaną zbytnio „oprawą”. Ale ktoś, kto działa prawie ćwierć wieku i przemieszcza się po całym kraju bez żadnej wpadki – ba! – często bez śladu nawet, że jakaś zbrodnia została dokonana, to wymaga zasobnego konta. W powieści nie pada ani jedna sugestia w tej kwestii. Zapewne wszyscy bohaterowie krwawych thrillerów dziedziczą gigantyczne spadki po rodzicach ;-)
Nie brakuje w powieści też innych dziwnych, nie przemyślanych przez autora sytuacji. Oto mamy prawie finał, agenci wraz z mordercą udają się na kompletne odludzie, gdzie w lesie stoi ruina starego domu. Posiadłość od dawien dawna jest niezamieszkana. Po prostu opuszczona. Tymczasem… w prywatnym, przeciwatomowym schronie wybudowanym przez dawnych właścicieli - pstryk i mamy światło. Płynie sobie prąd. Hm… a skąd? Przecież „elektrownia” musiała by dostarczać energię a ktoś Iny płacić rachunki. Z agregatów i akumulatorów, ktoś powie. Problem tylko w tym, że kiedy agregaty pracują, trudno uznać posiadłość za opuszczoną, nieużytkowaną a tym samym, niezbyt tajną. Hałas jakiś musi być. Trochę naciągane.
No i agenci… Ech… Hunter wraz z agentką FBI dają się podejść mordercy, jak szczeniaki z gimnazjum. Przez całą powieść udowadnia się wszystkim, że mamy do czynienia z geniuszem zbrodni a tu nie wyczuwają zupełnie jakiejkolwiek pułapki. Totalne wyłączenie mózgów. A gdzie wzajemne ubezpieczanie się?
Nie brakuje też wpadek merytorycznych autora. W scenie w bunkrze pada zdanie: „widział, jak pocisk opuszcza lufę”. Ha, ha… mało co nie spadłem z krzesła ze śmiechu. Panie Carter, naprawdę? Nawet gdyby ktoś strzelał z dawnego muszkietu, nie jest w stanie zauważyć wylatującej kuli. Ale Hunterowi to się udało :D.
Inna wpadka: podczas jednej z rozmów mordercy z Hunterem ten pierwszy zaczyna rozpatrywać temat genu zła, który jakoby istniał i do tego pada twierdzenie, że naukowcy to potwierdzają. Panie Carter, takie rewelacje to głoszą co najwyżej pismaki z tabloidów wykazujący się poważnymi brakami wiedzy z genetyki. No, ale czego się nie zrobi dla zwiększenia makabry. A chodzi o rozmowę w samolocie pod koniec powieści, gdzie psychopata opowiada, że oddał swoje nasienie do banków spermy w 27-u stanach. Jeśli geniusz zbrodni jest faktycznie takim geniuszem, powinien wiedzieć, że opowiada bzdury. A jeśli Hunter nie ustępuje mu specjalnie inteligencją, też to powinien wiedzieć. Scena zupełnie zbyteczna w powieści.
I właściwie tyle o książce. Nie jest to zła powieść, czyta się z emocjami, szybko. Ostra i wciągająca rozrywka. Dla kogoś, kto po raz pierwszy styka się z książkami Cartera lub podobnymi, może być to rewelacja, ale ci, którzy przeszli już przez Harrisa czy Nesbo poskąpią kilku gwiazdek.
Na koniec nachodzą mnie drobne refleksje. Zastanawiam się czasem, co mają pod sufitem autorzy takich powieści, czy u nich w domu wszyscy zdrowi? Bo napisać jedną, choćby i genialną makabrę to jedno, ale napisać ich… chyba autor zbliża się do dziesiątki, to może zapalić niejednemu w głowie światełko ostrzegawcze.Zastanowił bym się dobrze przed wyruszeniem na spotkanie z autorem ;-)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Powiedz, że jesteś moja

Książka, którą chciałabym Wam przedstawić miała swoją premierę w czerwcu. Mimo, że od tego dnia minęło już trochę czasu uważam, że warta jest uwagi. S...

zgłoś błąd zgłoś błąd