Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Jeszcze nie umarłem. Autobiografia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
7,33 (27 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
3
8
6
7
8
6
4
5
1
4
2
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Not Dead Yet: The Memoir
data wydania
ISBN
9788327155801
liczba stron
376
słowa kluczowe
Autobiografia, Collins, muzyka, pop
język
polski
dodał
Pawel Kurach

Wokalista, perkusista, kompozytor, autor tekstów i aktor. Artysta, któremu udało się sprzedać ponad sto milionów płyt. Teraz zaskakuje swoich fanów szczerością i talentem do snucia opowieści. Jeszcze nie umarłem to osobista, dowcipna, pozbawiona upiększeń autobiografia piosenkarza. Phil Collins opowiada o swoim życiu, spektakularnych sukcesach i niepowodzeniach, a także małżeństwach i...

Wokalista, perkusista, kompozytor, autor tekstów i aktor. Artysta, któremu udało się sprzedać ponad sto milionów płyt. Teraz zaskakuje swoich fanów szczerością i talentem do snucia opowieści. Jeszcze nie umarłem to osobista, dowcipna, pozbawiona upiększeń autobiografia piosenkarza. Phil Collins opowiada o swoim życiu, spektakularnych sukcesach i niepowodzeniach, a także małżeństwach i rozwodach oraz obecności na listach przebojów i... pierwszych stronach brukowców. To historia wielkiej kariery jednego z najbardziej znanych twórców muzyki pop.

 

źródło opisu: https://publicat.pl/wydawnictwo-dolnoslaskie/ofert...(?)

źródło okładki: https://publicat.pl/wydawnictwo-dolnoslaskie/ofert...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 120
Renegi Grene | 2017-04-10
Na półkach: Przeczytane, Wspomnienia

Długo mi zajęło, zanim wciągnęłam się w tę książkę, głównie z powodu stylu pisania autora, ale także za przyczyną tego, co w niej na począku jest (o tym później). Najbardziej przypadły mi do gustu rozdziały dotyczące Genesis, ponieważ było w nich najwięcej muzyki i najmniej romansów Phila Collinsa. Poza tym dowiedziałam się czegoś więcej o grupie, której - ze wstydem przyznaję - nie znałam zbyt dobrze. Wiedziałam, jak się nazywali członkowie zespołu i że napisali kawałek o barszczu Sosnowskiego, kojarzyłam kilka znanych utworów i tyle. W książce Collins przedstawił rozwój grupy od momentu, gdy do niej dołączył, relacje między członkami, zamieścił sporo historii zza kulis (rozbroiły mnie opowieści o przebraniach Petera Gabriela! <3). Ciekawie słuchało się też o przyjaźni Collinsa z Erikiem Claptonem. Dalsze opowieści mniej mnie zaciekawiły. Kariera solowa Collinsa przypadła na moje dzieciństwo i młodość, więc większość tych rzeczy znałam niejako z pamięci.

Niestety, biografie mają to do siebie, że psują mi wyidealizowane obrazy ludzi. Czasami mam tak, że wolę o kimś czegoś nie wiedzieć. Po prostu przyjemniej mi jest pozostać we własnych wyobrażeniach o tej osobie niż zmierzyć się z rzeczywistością. W dodatku mam nieznośną przypadłość przywiązywania się do artystów, których czytam, słucham czy oglądam tak, jakby to byli realni znajomi, a nie jakieś twory marketingowe. Strasznie to upierdliwe, zwłaszcza przy czytaniu biografii. Za każdym razem w zasadzie nadziewam się na coś, co mnie rozczarowuje i oddala. Nie chciałam wiedzieć, że Phil Collins chodził do wróżki i że uprawiał seks z koleżanką w wieku 14 lat. Nie chciałam wiedzieć, że zdradzał kolejne żony. Jestem na siebie zła, że się tego dowiedziałam, bo zupełnie inaczej mi się teraz słucha piosenek, z którymi dorastałam - wszystkie, jak się okazuje, mają spore podłoże autobiograficzne, i teraz już nie będę umiała np. rozczulać się nad miękkim "Against all Ods" ani tym bardziej nad zabawnym "Invisible Touch" bo wiem, o kim to jest i co z tego wynikło.

Generalnie po lekturze dochodzę do wniosku, że mimo wszystko wolę Collinsa słuchać niż czytać. Phil nie jest pisarzem i to widać. Miejscami skacze z wątku na wątek, próbuje żartować (dość nieudolnie), w dodatku wykorzystuje autobiografię (jak zresztą 90 procent autorów takowych) do tłumaczenia się z różnych sytuacji i wyjaśniania swoich prywatnych niesnasek. Drażniło mnie to, drażniło "wymuszone luzactwo" i momenty, gdy wychodziło z Phila nadmierne "zadęcie" teraz rozumiem, co było genezą takiego a nie innego przedstawienia tego artysty w "South Parku". Drażniło mnie jego podejście do kobiet (przykład: "Czuję, że jest wyjątkowa i zasługuje na coś więcej niż przygodny seks" - litości! wielki macho się znalazł....). Mocno denerwowało mnie też nonszalanckie podejście do narkotyków, zwłaszcza biorąc pod uwagę uzależnienie Collinsa od alkoholu w późniejszych latach.

Książce nie pomogło tłumaczenie pani Anny Gralak ani korekta, która przeoczyła choćby takie kwiatki jak "Peter jest czarny(...). Z powodu swojego koloru skóry spuszczają mu łomot". Tłumaczka nie za bardzo lubi też chyba sięgać do słowników i encyklopedii, skoro nie wie, że "swansong" to "łabędzi śpiew", nie "łabędzia pieśń', a w języku polskim funkcjonuje "porządek dziobania", nie "hierarchia dziobania".

Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałam książkę Phila. Dowiedziałam się sporo rzeczy, które mnie zaciekawiły i skłoniły do dalszych poszukiwań.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Krzyk czapli

Tym razem niczego mi nie brakuje... zakończenie wgniotło mnie w fotel. Jak na razie jest to najlepsza część Opowieści rodu Otori. Mimo początku, który...

zgłoś błąd zgłoś błąd