Prorocy znad Fiordu Wieczności

Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Wydawnictwo: W.A.B.
5,86 (28 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
8
7
2
6
3
5
4
4
3
3
1
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Profeterne i Evighedsfjorden
data wydania
ISBN
9788328021143
liczba stron
560
kategoria
literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Mocna, uniwersalna powieść o starciu dwóch kultur, nagrodzona przez Radę Nordycką. Najnowsza książka jednego z najważniejszych współczesnych duńskich pisarzy, Kima Leine – mocna, niekiedy wręcz brutalna opowieść o duńskiej kolonizacji Grenlandii. Lakoniczny styl, epicki rozmach, a przede wszystkim – jej uniwersalność niezależnie od konkretnych realiów historycznych – zostały docenione przez...

Mocna, uniwersalna powieść o starciu dwóch kultur, nagrodzona przez Radę Nordycką.
Najnowsza książka jednego z najważniejszych współczesnych duńskich pisarzy, Kima Leine – mocna, niekiedy wręcz brutalna opowieść o duńskiej kolonizacji Grenlandii. Lakoniczny styl, epicki rozmach, a przede wszystkim – jej uniwersalność niezależnie od konkretnych realiów historycznych – zostały docenione przez Radę Nordycką, która w 2013 roku przyznała Leinemu za tę powieść nagrodę literacką.
Dania, koniec XVIII wieku. Morten Falck, mimo że bardziej interesuje go medycyna niż teologia, zostaje wyświęcony na pastora i postanawia wyruszyć jako misjonarz na Grenlandię. Wyobraża sobie, że podobnie jak duńscy kolonizatorzy będzie niósł mieszkającym tam poganom chrześcijaństwo i zdobycze cywilizacji. Słyszy o nich, że są przebiegli i podstępni, żyją w zepsuciu i grzechu. W podróż zabiera ze sobą mleczną krowę i jedno zdanie Rousseau, które traktuje jako swoje życiowe motto.
Po przybyciu na miejsce okazuje się, jak bardzo się mylił. Rdzenni Grenlandczycy, choć narasta w nich gniew i opór przeciwko duńskim przybyszom, są gościnni i szczodrzy, Falck spotyka wśród nich bratnie dusze. Za to okrutny, bezlitosny klimat wyniszcza mieszkających tam Duńczyków. Szerzą się hazard, pijaństwo i rozpusta.
Pośród mroźnych przestrzeni Grenlandii Falck zagląda w głąb siebie. W mroku polarnych nocy dociera do jądra ciemności i stacza się na dno. Czy uda mu się powstać? I czy pomogą mu w tym tytułowi prorocy?

 

źródło opisu: http://sklep.gwfoksal.pl/prorocy-znad-fiordu-wiecznosci.html

źródło okładki: http://sklep.gwfoksal.pl/prorocy-znad-fiordu-wiecznosci.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
fossa książek: 344

Fizjologia upadku

„Prorocy znad Fiordu Wieczności” nie od razu zdradzają swoje tajemnice. Po dość znacznym falstarcie w postaci pierwszych rozdziałów wszystko zmierza jednak w najlepszym z możliwych kierunków, w stronę owych tytułowych Fiordów Wieczności na zachodnim wybrzeżu Grenlandii. By przekonać się z jak fascynującą opowieścią mamy do czynienia, musimy dotrzeć właśnie tam. Grenlandia to serce tej powieści oraz - jak można się domyślać - miejsce szczególne również dla jej autora. Grenlandia u progu XIX wieku z zupełnie niepoprawnymi stosunkami pomiędzy duńskim kolonizatorem a rdzenną ludnością stanowi sugestywne tło dla zmagań bohatera owładniętego własnymi demonami.

Zanim jednak główny bohater, Morten Falck, znajdzie się na swej ziemi obiecanej spędzi najpierw trochę czasu w Kopenhadze, kształcąc się na pastora. Później wyruszy na Grenlandię, by śladem pierwszych misjonarzy nawracać pogańską ludność tego kraju. Wbrew przewidywaniom Mortena to nie Eskimosi sprawią mu największy problem, ale jego duńscy rodacy, których wyraźnie przerasta życie w izolacji i ekstremalnych warunkach. Na dokładkę ich polityka wobec kolonizowanego narodu woła o pomstę do nieba. Kością niezgody staje się grupa rdzennych mieszkańców zwanych prorokami, których Duńczycy traktują jak religijnych odszczepieńców i za wszelką cenę próbują zasymilować. Nagromadzenie tych oraz innych wydarzeń doprowadza wkrótce Mortena na skraj załamania nerwowego. Po sześciu latach spędzonych na misji nie marzy on już o niczym innym,...

„Prorocy znad Fiordu Wieczności” nie od razu zdradzają swoje tajemnice. Po dość znacznym falstarcie w postaci pierwszych rozdziałów wszystko zmierza jednak w najlepszym z możliwych kierunków, w stronę owych tytułowych Fiordów Wieczności na zachodnim wybrzeżu Grenlandii. By przekonać się z jak fascynującą opowieścią mamy do czynienia, musimy dotrzeć właśnie tam. Grenlandia to serce tej powieści oraz - jak można się domyślać - miejsce szczególne również dla jej autora. Grenlandia u progu XIX wieku z zupełnie niepoprawnymi stosunkami pomiędzy duńskim kolonizatorem a rdzenną ludnością stanowi sugestywne tło dla zmagań bohatera owładniętego własnymi demonami.

Zanim jednak główny bohater, Morten Falck, znajdzie się na swej ziemi obiecanej spędzi najpierw trochę czasu w Kopenhadze, kształcąc się na pastora. Później wyruszy na Grenlandię, by śladem pierwszych misjonarzy nawracać pogańską ludność tego kraju. Wbrew przewidywaniom Mortena to nie Eskimosi sprawią mu największy problem, ale jego duńscy rodacy, których wyraźnie przerasta życie w izolacji i ekstremalnych warunkach. Na dokładkę ich polityka wobec kolonizowanego narodu woła o pomstę do nieba. Kością niezgody staje się grupa rdzennych mieszkańców zwanych prorokami, których Duńczycy traktują jak religijnych odszczepieńców i za wszelką cenę próbują zasymilować. Nagromadzenie tych oraz innych wydarzeń doprowadza wkrótce Mortena na skraj załamania nerwowego. Po sześciu latach spędzonych na misji nie marzy on już o niczym innym, jak o powrocie do domu.

Choć wątek grenlandzki jest tutaj kluczowy i najdłuższy, to nie jest bynajmniej jedyny. „Prorocy znad Fiordu Wieczności” to w końcu przepastna powieść, obejmująca szereg epizodów rozciągniętych w czasie i przestrzeni. Daremny jednak jest trud autora w opisywaniu pozostałych (skandynawskich) losów bohatera, bo w obliczu jego perypetii na Grenlandii wszystko inne blednie. To najlepsza część i można by na tym w zupełności poprzestać. Kim Leine to jednak wyjątkowo wylewny autor, który nie uznaje żadnych ograniczeń. Mowa tu również o epatowaniu naturalizmem, a także rozpisywaniu się na temat różnych fizjologicznych czynności - począwszy od brudu i smrodu kopenhaskich rynsztoków, po wszy gnieżdżące się we włosach, a kończąc na wylewających się zewsząd płynach ustrojowych. Ale i nie takie rzeczy mają tu miejsce.

Mimo całej tej brutalnej dosłowności, intencje autora okazują się zaskakująco czytelne i klarowne. „Prorocy...” to książka wymierzona bezpośrednio w działania kolonizacyjne, przynajmniej na ich wczesnych etapach. Kim Leine nie zostawia na kolonizatorach suchej nitki, ukazując tych wszystkich samozwańczych strażników moralności i piewców cywilizacji jako zgraję wiedzioną najniższymi instynktami, słabościami czy chęcią zysku. A lista grzechów i tak wydłuża się systematycznie z każdym rozdziałem. Nie takiej Grenlandii się spodziewaliśmy i nie takiej Grenlandii spodziewał się główny bohater.

Powieść w swoim czasie narobiła trochę zamieszenia. Duńczykom z ich odwiecznymi roszczeniami w stosunku do Grenlandii musiała na chwilę zrzednąć mina. Za to literackie gremia doceniły Kima Leine'a przyznając mu w 2013 roku nagrodę Rady Nordyckiej. I do mnie przemówili „Prorocy...”. Choć trudno mi się jednoznacznie określić, bo momentami książka podobała mi się bardzo, a momentami mniej to zdecydowanie myślę, że było warto. Dla tych brawurowych rozdziałów składających się na część grenlandzką i dlatego, że to równie ciekawe co rzadkie czytelnicze doświadczenie.

Anna Aniszczenko

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (5)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 808
GochaZet | 2019-02-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: luty 2019

Przemęczyłam, to chyba najlepsze określenie na pokonywanie każdej kolejnej strony tej książki. Zaczyna się całkiem nieźle. Morten opuszcza dom, kształci się w Kopenhadze i te początki jego samodzielnego funkcjonowania mogą się trochę kojarzyć z malarstwem niderlandzkim złotego wieku. Mamy tu portrety bohaterów, pejzaże miasta i okolic, sceny rodzajowe z jednej strony sławiące etos mieszczańskiego życia Duńczyków, w tym protestanckiego życia domowego z cnotami skromności na czele, z drugiej strony zaś dostajemy w pakiecie brud, rozpasanie i dewiacje - oprawione w ramy. Potem jest już tylko gorzej. Morten na Grenlandii w charakterze pastora to jakaś ciężkostrawna kombinacja - sporo tu dziwacznych zachowań, obsesji na punkcie ciała - spożywania, kopulowania i wydalania we wszelkich możliwych odsłonach (biegunki i gadający odbyt wysuwa się wyraźnie na pierwszy plan), aborcja w imię dobroci serca dokonana przy pomocy prochu strzelniczego, no i alkoholizm we wszystkich stadiach z...

książek: 478
milvva | 2017-02-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 grudnia 2018

Nie podołałam jej do końca...

książek: 3804
BagatElka | 2017-01-03
Na półkach: Przeczytane, ZZZ....oddane
Przeczytana: 03 stycznia 2017

"Nazywam się Morten Falck
Mój odbyt to łapserdak
Intonuje psalmów śpiew
I donośnych bąków dźwięk
Na Jezusa chwałę śpiewa
Głosem odbytu rozbrzmiewa"


Powyższy cytat to doskonałe podsumowanie fabuły "Proroków znad Fiordu Wieczności". O samych prorokach nie za wiele napisano ale za to o Mortenie i jego odbycie,sporo za dużo.
Już na początku książki,główny bohater szwenda się z kąta w kąt i skupia nad tym aby się nie sfajdać.Jego rozważania na temat srania wypełniają sporą liczbę stron.Resztę stron zapełnia - kopulowanie,wymiotowanie,smarkanie,wydalanie,gnicie, chorowanie,wszawica,brud,zgniłe jedzenie,pierdzenie itd
Moja ocena może wydawać się zawyżona ale to za scenę aborcji.Z jednej strony mnie przeraziła a z drugiej doprowadziła do śmiechu.
Skandynawia i okolice,tzn te zimne okolice to nie moje klimaty.
Zimno,szaro,ponuro.Wszystko co zdatne do jedzenia pływa w morzu- zimnym morzu.Ziemia to nie ziemia tylko twarde kamulce na których jeno mech wyrasta więc jak ktoś lubi to się może...

książek: 390
twzaczytany | 2016-12-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 22 grudnia 2016

Bardzo podobała mi się ta książka. Ciekawi bohaterowie a przede wszystkich pierwszoplanowa postać pastora Mortena. W tle wiele historii o kolonizacji Grenlandii i bezdusznym podejściu Duńczyków do "dzikich". Wyraźne zaznaczenie różnice kulturowych i wszystkich tego następstw. Jak dla mnie oby jak najwięcej takich książek. Polecam :)

książek: 1048

Prawdopodobnie największe czytelnicze rozczarowanie tego roku.
Starcie dwóch kultur, duńska kolonizacja Grenlandii? Gdzieś tam nieśmiało pomyka, choć jak sam autor przyznaje w posłowiu – większość jest wytworem jego fantazji. Taka rola pisarza, kwestia więc: jak to napisał.
Uniwersalna opowieść? Raczej wtórna. Mocna, niekiedy brutalna? W opisie raczej dosadna, a często wręcz przesadna, łopatologiczna. Niby tak „się pisze” po skandynawsku, tylko co tutaj panuje – pełen naturalizm, brud, smród ludzkich wydzielin, sromy, wzwody, spermy, odchody, kopulacja z hermafrodytą, aborcja przy pomocy prochu strzelniczego oraz inne podobne atrakcje. Zezwierzęcenie.
Ogólnie rzecz biorąc – najwięcej tutaj chęci skandalizowania. Niechaj starczy ten przecudnej urody cytat:

„W nocy moje ekskrementy z cuchnącego nocnika przemawiały do mnie po łacinie
Mową wieczności
Hoc Est Corpus Christi!
Krzyczą
To jest ciało Chrystusa
Zjedz mnie!
To jest krew Chrystusa
Wypij mnie!
Przypominały małe hostie
Jedną na...

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
zgłoś błąd zgłoś błąd