Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dżuma

Tłumaczenie: Joanna Guze
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
6,89 (19833 ocen i 642 opinie) Zobacz oceny
10
949
9
2 435
8
3 032
7
6 401
6
3 502
5
2 191
4
548
3
577
2
81
1
117
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
La peste
data wydania
ISBN
83-06-02466-4
liczba stron
200
język
polski

Inne wydania

Metaforyczny obraz świata walczącego ze złem, którego symbolem jest tytułowa dżuma, pustosząca Oran w 194... roku. Wybuch epidemii wywołuje różne reakcje u mieszkańców, jednak stopniowo uznają słuszność postępowania doktora Rieux, który od początku aktywnie walczy z zarazą, uznając to za swój obowiązek jako człowieka i lekarza.

 

Brak materiałów.
książek: 234
Vibi | 2012-12-13
Na półkach: Lektury szkolne

Ponad połowa moich rówieśników zapytana, jakie książki czytała w swoim życiu, bez namysłu odpowiada „żadnej”. W przypadku dziewczyn można trafić też na „tylko Zmierzch”. Zastanawialiście się kiedykolwiek, czemu tak się dzieje? Zawsze szkoda mi było takich ludzi. Uważam, że rezygnując ze świata książek na rzecz telewizji i internetu, omija ich coś niezwykłego. Sami zamykają sobie przed nosem drzwi do krainy własnej wyobraźni.

Jednak po przeczytaniu mojej ostatniej lektury szkolnej, „Dżumy” zaczęłam takie osoby bardziej rozumieć. No, bo pomyślcie tylko… Jeżeli ktoś nie czytał w dzieciństwie książek, bo go do tego nie ciągnęło/ rodzice nie zachęcali/ chodził wtedy po drzewach i jedyne, na jakie trafia to lektury, to ja się mu wcale nie dziwię. Też nienawidziłabym książek w takim przypadku. Mimo, że z reguły staram się skrupulatnie sięgać po obowiązkowe pozycje, to niestety jest to dla mnie często istna męka. Ja rozumiem, że z punktu widzenia szkolnictwa ważne jest, aby młodzi ludzie znali choć trochę klasyki, ale szczerze powiedziawszy, do dziś nie wiem, czego nauczył mnie „Stary człowiek i morze”.

Tak więc przeciętny licealista, zniechęcony po gimnazjum „Krzyżakami”, „Dywizjonem 303”, czy „Starym człowiekiem…”, zakładając, że nie porzucił całkiem czytania lektur na rzecz opracowań, sięga po „Dżumę” Camusa. Książka noblisty, „ukazująca znaczenie ludzkiego sumienia” – jak powiedziała moja polonistka. I co nasz licealista dostaje?

Mamy lata 40. ubiegłego wieku, dość burzliwe dla świata. W Oranie, francuskiej kolonii w Algierii, masowo zaczynają umierać szczury. Są dosłownie wszędzie – wchodzą do domów, hoteli, sklepów. Kiedy dziwna choroba przenosi się na ludzi, społeczeństwo panikuje. Pada wyrok – to bezapelacyjnie dżuma. Miasto zostaje zamknięte, epidemia się rozprzestrzenia.

Więcej Wam nie powiem, nie chcę zdradzać szczegółów (w razie jakby ktoś po mojej ogromnie zachęcającej recenzji postanowił przeczytać tę książkę).

Sama fabuła wydawała mi się być ciekawa. Dawno zapomniana choroba, gdzieś w jakiejś mieścinie, panika, ból, cierpienie, strata bliskich – zapowiadało się interesująco. Niestety, tylko się zapowiadało. Po pierwsze książka jest straaaasznie monotonna. Niby język jest w porządku i nie wiem, czy to konstrukcja zdań, czy coś innego, ale ona po prostu usypia. To było najdłuższe 200 stron w moim życiu! Tę cieniutką książeczkę czytałam trzy tygodnie! Dla porównania, od wczoraj przeczytałam ponad 300-stronnicową „Czerwień rubinu”.

Za dużo tutaj opisów ogółu ludności, za mało sytuacji pojedynczych jednostek. Poza tym myślę, że gdyby autor o połowę skrócił swoje kontemplacje na temat reakcji człowieka, w trudnych sytuacjach, itp. (niektóre miały po 15 stron!) to książka zyskałaby trochę więcej dynamizmu. „Dżuma” to takie trochę surowe podanie faktów, które powinny targać uczuciami, ale przez sposób przekazu, jedynie nużą. Szczerze powiedziawszy, to po pewnym czasie miałam już gdzieś, co stanie się z tymi ludźmi. Jak dla mnie, mogła pozostać jedynie garstka osób, zmuszona do poradzenia sobie z ciałami zmarłych. Przynajmniej działoby się coś ciekawego. A tak, marzyłam tylko o dobrnięciu do finału i wciąż sprawdzałam, ile mi jeszcze zostało stron do końca.

Ale wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Po tej całej męczarni, poszłam do szkoły i napisałam kartkówkę z wiedzy o „Dżumie”. Pytania były takie, że ja na większość nie znałam odpowiedzi, a ci, którzy czytali opracowanie, wiedzieli wszystko. Ale jasne, najlepiej zapytać, kto powiedział po raz pierwszy, że wybuchła dżuma (na 29. stronie, sprawdziłam), mimo, że później ani razu nie pojawił się w książce. Wniosek jest jeden - nie warto czytać lektur.

Gdybym miała czytać „Dżumę” jeszcze raz, bez wahania wybrałabym opracowanie. To zdecydowanie książka nie dla mnie. Nie mniej jednak polecam ją wszystkim, którzy cierpią na bezsenność – dzieło Alberta Camus to innowacyjny lek na tę chorobę. Moja ocena: 1/6.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lewa ręka Boga

Nieco zawiodłam się na tej książce. Wiele wątków zostało rozpoczętych i jakoś urwanych bądź nie rozwiniętych w cale. O ile początek i środek książki b...

zgłoś błąd zgłoś błąd