Zamek z piasku, który runął

Tłumaczenie: Alicja Rosenau
Cykl: Millennium (tom 3)
Wydawnictwo: Czarna Owca
8,11 (22390 ocen i 1358 opinii) Zobacz oceny
10
3 981
9
5 094
8
6 443
7
4 595
6
1 420
5
585
4
113
3
111
2
25
1
23
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Luftslottet som sprängdes
data wydania
ISBN
9788375541274
liczba stron
784
język
polski

Dwie ciężko ranne osoby zostają przywiezione do izby przyjęć szpitala Sahlgrenska w Goeteborgu. Jedną z nich jest Lisbeth Salander, poszukiwana listem gończym i podejrzana o podwójne morderstwo. Jest w ciężkim stanie, ma ranę postrzałową głowy, musi natychmiast być operowana. Druga osoba to Alexander Zalachenko, starszy mężczyzna, któremu Salander zadała cios siekierą. Trzecia i ostatnia...

Dwie ciężko ranne osoby zostają przywiezione do izby przyjęć szpitala Sahlgrenska w Goeteborgu. Jedną z nich jest Lisbeth Salander, poszukiwana listem gończym i podejrzana o podwójne morderstwo. Jest w ciężkim stanie, ma ranę postrzałową głowy, musi natychmiast być operowana. Druga osoba to Alexander Zalachenko, starszy mężczyzna, któremu Salander zadała cios siekierą.

Trzecia i ostatnia część trylogii milenijnej zaczyna się w miejscu, w którym skończyła się „Dziewczyna, która igrała z ogniem”. Lisbeth Salander przeżyła pogrzebanie żywcem, ale jej problemy wcale się jeszcze nie kończą. Zalachenko jest dawnym profesjonalnym zabójcą na usługach sowieckich służb specjalnych. Ponadto jest ojcem Salander, a jego syn próbuje teraz zabić dziewczynę. Potężne siły chcą uciszyć Lisbeth Salander raz na zawsze.

Równocześnie Mikael Blomkvist szpera w ukrytej przeszłości Lisbeth Salander i wkrótce trafia na ślad prawdy. Pisze demaskatorski reportaż, który ma oczyścić Lisbeth Salander i wstrząsnąć w posadach rządem, Säpo i całym krajem. Nareszcie Lisbeth Salander otrzymuje szansę, by rozprawić się ze swą przeszłością. Jest to także szansa, by sprawiedliwość – ta prawdziwa – mogła w końcu zwyciężyć.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarna Owca, 2009

źródło okładki: http://www.czarnaowca.pl

pokaż więcej

książek: 274
Tea | 2014-11-05
Na półkach: Przeczytane

Recenzja ukazała się na www.kreatywana-alternatywa.blogspot.com


Powiadają, że wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Z sagą „Millennium” jest podobnie. Na rynku znajdziemy masę książek nudnych, irytujących, pozbawionych większego sensu i szufladkowanych do półki z napisem „przeczytane-zapomniane”. Niemniej jednak, w moim odczuciu, seria Stiega Larssona jest inna. Trzy skandynawskie kryminały to z pewnością jedne z lepszych, jakie przyszło mi czytać w ostatnim czasie. Pomyślicie, pewnie, że po takim wstępnie moja ocena ostatniej części przygód Lisbeth Salander i Mikeala Blomkvista może być tylko jedna – i tutaj się mylicie. Fakt „Millennium” zasługuję na przeznaczenie czasu, aby zapoznać się ze wszystkimi trzeba tomami… jednak, „Zamek z piasku, który runął” w porównaniu z poprzednimi częściami wypada niestety gorzej.

Podobnie jak druga część sagi, trzecia również poświęcona jest w znacznej części Lisbeth Salander. Niemniej jednak paradoksalnie, jeśli chodzi o samą perspektywę Sally to wcale jej tak dużo tutaj nie mamy. O pannie Salander dużo się mówi, każdy bohater kręci się wokół jej wątku, ale ona sama przez pewien czas w ogóle się nie pojawia. Taka sytuacja sprawiła, że ja, niezwykle ciekawa jej perspektywy, zerkałam kilka stron do przodu, aby sprawdzić jak daleko jest do „jej akapitu”. Już od samego początku Lisbeth Salander zgarnęła całą moją sympatię z prostego powodu – była zupełnie inne niż te wszystkie mdłe kobiety, których teraz w literaturze jest na pęczki. Pewna siebie, ambitna, pracowita, mająca w sobie zarówno cząstkę dobrą i złą bez dwóch zdań była „wisieneczką” całej powieści. Dodawała smaku i pikanterii historii. W niewielkim ciałku ciutnie anorektyczki mieści się prawdziwa bestia, która jeszcze na pewno nie powiedziała ostatniego słowa. Mówiąc „bestia” nie miałam oczywiście nic złego na myśli, wręcz przeciwnie. Miałam wrażenie, że w „Zamku z piasku, który runął” Sally przechodzi wewnętrzną przemianę, w końcu przestaję traktować wszystkich, jako swoich wrogów – zaczyna, delikatne budowanie więzi z innymi ludźmi. Oczywiście nie popadamy w huraoptymizm i nie mówimy o wielkich przyjaźniach, ale o takich niewielkich zalążkach zaufania. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że z panny Salander wreszcie wyszła kobietka - a nie twarda sztuka, która chciała „zabić” w sobie najmniejszy nawet pierwiastek kobiecości. W ostatniej części sagi mamy również Mikeala… który zaczął mnie irytować. Tak, tak! Ja rozumiem facet jest facetem… ale czy on jak zwykle musi wylądować z kobietą w łóżku po kilku godzinach znajomości. Normalnie zaczynam u niego diagnozować uzależnienie od seksu. Oczywiście w książce występuje jeszcze kilkoro innych bohaterów… niemniej jednak najważniejsza jest właśnie Sally oraz „pieprzony Kelly Blomkvist”.

No to jak głównych aktorów mamy już za sobą trzeba byłoby przyjrzeć się akcji… cóż w „Zamku z piasku, który runął” brakowało mi troszeczkę dynamizmu. Większość książki opiera się na rozpracowywaniu wewnętrznej struktury szwedzkiego rządu, a tutaj mamy jakieś intrygi, mamy jakieś kłamstwa, ale właśnie nie mamy takiej czystej akcji. Na dobrą sprawę dopiero pod koniec książka napiera więcej tempa, jednak nadal nie jest to jakaś „zawrotna szybkość”. Jest jednak coś, w całej fabule, co bardzo mi się podobało – mianowicie, trzeci dzień procesu Lisbeth Salander i mistrzowskie zapędzenie w kozi róg, jednego z największych wrogów Sally… ale kogo, to przemilczę, żeby nie zdradzać zbyt dużo. Reasumując – nie jest źle, ale jednak zawsze mogło być lepiej. Sama nawet pokusiłabym się o skrócenie książki o połowę i oszczędziła czytelnikowi tych wszystkich rozprawek o Sapo i Specjalnej Sekcji Analiz.

No to został nam już tylko język. Prosty, przejrzysty, łatwy w odbiorze – w sam raz! Co prawda spotkałam się z opiniami, że w czytaniu przeszkadza bardzo dokładne opisywanie przez autora wszystkich, nawet najmniejszych szczegółów. Owszem, tak jest, niemniej jednak mi jakoś zbytnio to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, mogłam wszystko dokładnie sobie wyobrazić – śmiało mogę pokusić się o stwierdzenie, że widziałam wszystko tak jak to spostrzegał Sieg Larsson. Chylę czoła, niewielu jest pisarzy, którzy pisząc o każdej „dupereli” nie irytują czytelnika, a autorowi serii Millenium bez wątpienia to się udało!

Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw wystawiam książce 7. Może robię to troszeczkę na wyrost, albo mam jakiś sentyment do pozostałych części? Może, ale to wcale nie znaczy, że czytelnik nie powinien zapoznać się z ostatnią częścią sagi Millennium.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Drań z Manhattanu

całość na https://niegrzecznerecenzje.blogspot.com Bardzo lubię książki Vi Keeland, więc z przyjemnością sięgnęłam i po tę, zastanawiając się przy ty...

zgłoś błąd zgłoś błąd