Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Grzesznik IV

Ręka mistrza

Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,59 (7553 ocen i 627 opinii) Zobacz oceny
10
820
9
1 368
8
1 836
7
1 985
6
903
5
418
4
108
3
86
2
18
1
11
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Duma Key
data wydania
ISBN
9788376480459
liczba stron
640
kategoria
horror
język
polski

Inne wydania

Edgar Freemantle w ciężkim wypadku samochodowym traci rękę i zdrowe zmysły. Nękany niekontrolowanymi napadami szału, musi zacząć życie od początku. Za radą psychologa wyrusza na Duma Key, olśniewająco piękną i odludną wyspę na wybrzeżu Florydy, należącą do sędziwej Elizabeth Eastlake. Wynajmuje tam dom, wiedząc tylko jedno: chce rysować. Tworzone z chorobliwą pasją obrazy Edgara są owocem...

Edgar Freemantle w ciężkim wypadku samochodowym traci rękę i zdrowe zmysły. Nękany niekontrolowanymi napadami szału, musi zacząć życie od początku. Za radą psychologa wyrusza na Duma Key, olśniewająco piękną i odludną wyspę na wybrzeżu Florydy, należącą do sędziwej Elizabeth Eastlake. Wynajmuje tam dom, wiedząc tylko jedno: chce rysować. Tworzone z chorobliwą pasją obrazy Edgara są owocem talentu, nad którym stopniowo przestaje mieć kontrolę. Kiedy tragiczne dzieje rodziny Eastlake’ów zaczynają wyłaniać się z mroków przeszłości, nieposkromiona moc dzieł Freemantle’a objawia swe coraz bardziej przerażające i niszczycielskie możliwości.

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2008

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Reka_mistrza-p-29948-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1239
Krzysiek | 2017-05-14
Na półkach: 2017
Przeczytana: 06 kwietnia 2017

Ta książka jest jak ten obrazek na okładce, z zachodzącym słońcem chowający się za horyzont. W głębi tego obrazu świat, który w naszej wyobraźni jest tak prawdziwy, jak nasza namacalna rzeczywistość. Ten świat nas wciąga w siebie, porywa naszą wyobraźnię, fascynuje myśli, izoluje nasz umysł od tego, co dzieje się dookoła nas...
...czytając tę książka czuje się trochę jak jedna z tych postaci stojących na tle obrazu, półprzezroczyste, jakby za chwilę miałyby wejść w ten obraz, w magiczny sposób przenikając do jego świata...
...otwieram książkę, przekładam okładkę, zaczynam czytać i każdy kontakt z jej treścią, dłuższy bądź krótszy, sprawiał, że stawałem się przezroczysty dla świata. Ciałem obecny, ale dusza odbywała duchową, niezwykłą, nadzwyczajną, literacką podróż. Moja świadomość uciekała wraz ze słowami, płynęła razem z nimi...
****
Książki takie jak ta są moim żywopłotem. Odgradzam się nimi od świata, gdy tego potrzebuję ( czyli prawie codziennie, bo jak te pare godzin wewnątrz niego nie posiedzę, to nie ma życia ). To jeden ze sposobów radzenia sobie z pędzącą codziennością. Ona potrafi być wredna, upierdliwa, męcząca. Zdolna jest do wszystkiego. Lubi zadawać cierpienie, sprawiać ból, męczy, rani, przytłacza. Gdy ten żywopłot obrośnie gęstą fabułą, odgradzamy się od naszej prozy dnia codziennego.

###
" - Wróć do rysowania - poradził mi Kamen. - Potrzebne ci są żywopłoty.
- Żywopłoty - powtórzyłem, zbity z tropu.
- Otóż to. - Spojrzał na mnie zdziwiony i jakby nieco rozczarowany tym, że nie ogarniam umysłem tak prostego pojęcia. - Żywopłoty, za którymi schornisz się przed mrokiem nocy". ( str. 30 )
###

Obcowanie z takimi książkami to nie jedyny sposób na rzeźbienie swego azylu, własnego cichego zakątka, który schowa nas przed światem, obroni przed gradem myśli zalewających nasz umysł, niszczących go.
Pisanie recenzji, a w przyszłości mam nadzieję, że również i książek ( może coś kiedyś, z tych moim planów wyjdzie... heh ), a poza tym jakaś kojąco-inspirująco-pobudzająca muzyka, dobry przejmująco-uświadamiający film, przechadzka na świeżym powietrzu, pies gdzieś obok swobodnie przemykający, poznawający świat... To są moje żywopłoty, które staram się pielęgnować, a każdy z nich daje mi coś innego od siebie. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy, dający wolność, ciszę, spokój, harmonię, odpoczynek, lecz najlepiej mi jest między kartkami, które są jednocześnie trzonem i fundamentem jednego z żywopłotów, jego gałązkami, które tworzą sieć rozgałęzień, a każda z nich obrasta zielonymi listkami / słowami, które składają całą treść do kupy. Im bardziej soczysta fabuła, pełnokrwista, zbudowana na rzeczywistości wyrwanej niemalże z naszej prawdziwej codzienności..., im bardziej żywe postacie, nasiąknięte niezwykłymi osobowościami, charyzmą, potężnymi problemami, z którymi muszą się zmierzyć, emocjami, które siedzą w ich duszach..., tym szczelniejszym azylem staje się ten mój żywopłot z książek..., a gdy już jestem wewnątrz niego to i miejsca akcji, ich sceneria, klimat musi być namalowane nadzwyczajnie. Te słowa płynące po kartkach powinny nas wciągać i zabierać w niezwykłą rzeczywistość...
"Ręka mistrza" to jeden z najszczelniejszych zakątków, w jakich miałem okazję przebywać. Jest i będzie bliska mojej wyobraźni, moim myślom i będę do niej wracała tak często jak będę miał czas i pragnienie...


EDGAR, JEGO PASJA, JEGO DUMA KEY...
A WIĘC TERAZ TROCHĘ O PISANIU, MALOWANIU, O TYM JAK ODNALEŹĆ SWOJĄ DUMĘ...
...miejsce, w którym odnajdziemy sens swojego życia, pasję, którą w sobie obudzimy i napędzimy jednocześnie, coś, co nas spełni, co wyzwoli z naszego wnętrza najgłębsze, największe, najprawdziwsze emocje, uczucia wyzierające wprost z trzewi naszej duszy..., gdy już odnajdziemy naszą DUMĘ nie możemy ją zignorować, zaniedbać, zlekceważyć. Ona musi być dla nas cały czas ważna. Bo jeśli miejsce, w którym odkryjemy samych siebie, tkwiący w nas twórczy diament i przejdziemy obok nich obojętnie, to DUMA prędzej czy później nas ominie szerokim łukiem, całkowicie o nas zapominając. Każdy jest do czegoś powołany i gdzieś na ścieżce jego przeznaczenia czeka na niego jego DUMA. Nie każdy ma szczęście ją odnaleźć. Ona potrafi wykrzesać z człowieka to, co w nim najlepsze, jego pasję i powołanie. Czasami ma to w sobie przez całe życie, a mimo wszystko nie odnajdzie miejsca, w którym będzie czekać odpowiedź na pytanie po co się urodził. Ten diament jego pasji będzie tkwił w nim, a on nawet nie będzie tego świadomy. Dokładnie w słowo-słowo nie powiem, ale Mark Twain powiedział kiedyś, że w życiu człowieka najważniejsze są dwa dni..., ten, w którym się urodziliśmy oraz dzień, w którym zrozumieliśmy po co się urodziliśmy...
...jeśli o mnie chodzi, to ( może nie jest to takie ciekawe, ale wspomnę ) to długo musiałem czekać na ten swój drugi dzień, a z perspektywy czasu, przez pędzącą codzienność nie pamiętam tak naprawdę, kiedy tego olśnienia doznałem..., to było mniej więcej wtedy, kiedy spróbowałem napisać pierwszą książkę. Co prawda napisałem tylko jakieś trzydzieści strony i odłożyłem, zapisałem gdzieś na komputerze. Miałem wtedy akurat dość napięty grafik, rozhuśtaną sytuację z pracą, ze studiami i do dzisiaj ona sobie gdzieś leży w kilku plikach. W tym czasie zacząłem już myśleć o tym, że może to jest moją DUMĄ, moją pasją, nałogiem, tym do czego zostałem powołany. Mojej sytuacji zatem nie za bardzo można odnieść do słów Marka Twaina, bo nie zdałem sobie o tym sprawy z dnia na dzień, to nie była żadna Eureka. To wszystko rozkwitło powoli. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej utwierdzałem się w tym przekonaniu. Zacząłem coraz więcej czasu poświęcać na pisanie recenzji, stały się one coraz bardziej rozbudowane. Z coraz większą swobodą zacząłem bawić się abstrakcją, ubieraniem refleksji w barwne, literackie metafory. Nie wiem na jakim poziomie są słowa wypływający z mych myśli, ale sprawia mi to radość, przyjemność i nawet żeby moje historie nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego i trafić w ręce innych czytelników, to nie przestanę bawić się słowem. Bardzo już bym chciał wrócić do jeszcze innej historii, którą też zacząłem i też przerwałem zanim tak na dobre wystartowała. Całą książkę mam już w głowie, więc to tylko kwestia pójścia w nałogowy, literacki trans. Muszę w końcu sprawdzić, czy starczy mi wytrwałości, by napisać całą książkę. Przy okazji przekonam się co po tym wszystkim będę czuł. Dowiem się wtedy czy moja DUMA KEY stanie się tak wielka, prawdziwa i namacalna, jak DUMA KEY Edgara Freemantle'a...Trzymajcie kciuki...:)


Czytając "Rękę mistrza" zwłaszcza w tych fragmentach, kiedy Edgar malował zastanawiałem się nad tym, czy z podobną pasją, zaangażowaniem graniczącym z obsesją będę pracował nad swoimi książkami. Mam nadzieję, że to pisanie będzie wyglądać u mnie dokładnie tak, jak jego malowanie. Chcę, żeby stało się moim nałogiem, by dawało mi spełnienie, karmiło mój umysł, myśli, wyobraźnię. To byłby bardzo korzystny układ. Ja wypuszczałbym swoje myśli na wolność, dzieląc się z innymi, którzy by to czytali, a jednocześnie byłoby to moim pokarmem, czymś co by mnie napędzało, czym mógłbym oddychać...
***
"Bądź odważny. Nie obawiaj się rysować tego, co ukryte. Nikt nie powiedział, że sztuka musi być zawsze jak zefir; czasami sztuka to huragan. Ale nawet wtedy nie wolno ci ulec wahaniu, musisz trzymać kurs. Bo jeśli powiesz sobie "Ja tu rządzę" - a to jest wielkie kłamstwo, które leży u podstaw złej sztuki - to pogrzebiesz swoją szansę na dotarcie do prawdy. Prawda nie zawsze jest ładna. Czasami prawda - to duży chłopak." ( str. 525 )
***
"Nie przerywaj pracy, dopóki obraz nie jest skończony. Nie powiem ci, czy jest to podstawowa zasada wszelkiej sztuki, bo nie jestem nauczycielem, ale mam wrażenie, że te osiem słów podsumowuje wszystko, co starałem się tobie przekazać. Talent to rzecz cudowna, ale nie posłuży temu, komu brak wytrwałości. A zawsze przychodzi taki moment - jeśli twoje dzieło jest szczere, jeśli zrodziło się w tym magicznym miejscu, gdzie jednoczą się myśl, pamięć i uczucie - kiedy będziesz chciał przerwać pracę, kiedy zacznie ci się wydawać, że jeśli opuścisz kredkę, to oczy i pamięć zajdą mgłą, a ból ustanie. Dowiedziałem się o tym wszystkim z ostatniego rysunku, który powstał tamtego dnia, a przedstawiał zdarzenie na plaży. Był to zaledwie szkic, ale to kreśli mapę piekła, nie potrzebuje nic więcej." ( str. 706 )
***
"Mimo to moje obrazy wydawały się jak najbardziej prawdziwe, a samo malowanie... Boże, ta praca to było coś wspaniałego. Stojąc w blasku zachodzącego słońca przed sztalugami, rozebrany do szortów, słuchając muzyki serwowanej przez The Bone i patrząc, jak na moich oczach "Dziewczyna i statek nr 7 z niesamowitą prędkością wyłania się z białej pustki niczym z gęstej mgły - czułem pełnią zmysłów, żyłem pełnią życia, wiedziałem, że znalazłem swoje miejsce i swój czas, byłem jak oko dopasowane do tkanek i do czaszki." ( str. 379 )
***
"Spacery po plaży, jedzenie, piwo, samotność albo towarzystwo Wiremana - wszystko to dawało mi szczęście. A nawet coś więcej. Z pędzlem w dłoni i płótnem na sztalugach byłem spełniony, całkowicie i absolutnie, w pewien elementarny sposób, którego przed przybyciem na Dumę w ogóle nie byłem w stanie pojąć." ( str. 380)

Nie mogłem się powstrzymać i na sam koniec dzielę się z wami fragmentami, które mój umysł wyciął spośród treści. Te fragmenty są nasączone tak wielką, refleksyjną, życiową prawdą, że grzechem z mojej strony byłoby, gdybym ich nie wyróżnił...

...TA KSIĄŻKA JUŻ ZAWSZE BĘDZIE MI BLISKA!!!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Efekty uboczne

Kate Bennet pracuje na stanowisku patologa w jednym z bostońskich szpitali. Dzięki swojej pracowitości i rzetelności dostaje propozycje awansu w cha...

zgłoś błąd zgłoś błąd