Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Excentrycy

Wydawnictwo: Marginesy
6,72 (232 ocen i 53 opinie) Zobacz oceny
10
7
9
13
8
42
7
77
6
55
5
23
4
10
3
3
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788365282071
liczba stron
320
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Jesień 1957 roku. Ciechocinek. Opustoszały polski kurort, sypiące się pensjonaty, bieda i szarzyzna. Do Wandy – przed wojną lwowskiej dentystki i śpiewaczki jazzowej – która po powrocie z zesłania osiadła w Ciechocinku, przyjeżdża z Anglii starszy brat, Fabian, emigrant wojenny, puzonista jazzowy i znakomity tancerz. Przed wojną grał na transatlantykach. Zakłada swingowy big band i zaskakująco...

Jesień 1957 roku. Ciechocinek. Opustoszały polski kurort, sypiące się pensjonaty, bieda i szarzyzna. Do Wandy – przed wojną lwowskiej dentystki i śpiewaczki jazzowej – która po powrocie z zesłania osiadła w Ciechocinku, przyjeżdża z Anglii starszy brat, Fabian, emigrant wojenny, puzonista jazzowy i znakomity tancerz. Przed wojną grał na transatlantykach. Zakłada swingowy big band i zaskakująco szybko znajdują się ludzie, którzy chcą grać razem z nim – młodzi bikiniarze z przygrywającego na potańcówkach zespołu, gardzący muzyką stroiciel fortepianów, który w każdym pisarzu widzi pederastę, dystyngowany doktor Vogt – klarnecista-amator, milicjant, który przed wojną był trębaczem…

Do złożonego z miejscowych dziwaków big bandu dołączają Wanda i tajemnicza femme fatale Modesta. Fabian i Modesta zostają kochankami. „Król i królowa swingu”, dwa barwne ptaki, żyją razem, zmagając się z trudną rzeczywistością tamtych lat. Pewnego dnia Modesta nagle znika, a historia miłosna zmienia się w opowieść z wątkiem szpiegowskim.

Poruszająca powieść, w której liryzm splata się z ironią, a melancholia z groteską. O złamanych przez wojnę ludziach, o muzyce, granej na przekór ponurej rzeczywistości – i o złudzeniach.

Powieść Włodzimierza Kowalewskiego przeniósł na ekran Janusz Majewski. W rolach głównych sama śmietanka polskiego kina: Maciej Stuhr, Sonia Bohosiewicz i Natalia Rybicka. Partnerują im Anna Dymna, Wojciech Pszoniak, Wiktor Zborowski, Magdalena Zawadzka, Adam Ferency i Marian Opania oraz wielu innych wspaniałych aktorów.

 

źródło opisu: http://marginesy.com.pl/

źródło okładki: http://marginesy.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1944
Edyta Zawiła | 2016-05-25
Przeczytana: 25 maja 2016

Niezwykłe historie mają najzwyklejsze zakończenia...
Ciechocinek roku 1957 XX wieku, to odwilż postalinowska, wśród zmian, o których wszyscy wiedzą była też jedna istotna - odstąpiono od zasad socrealizmu w malarstwie i muzyce. Znalazło się miejsce dla swingu.
Swing jest muzyką synkopowaną,istota tkwi w sekcja rytmicznej ze współpracującymi instrumentami dętymi.Narodził się w USA w latach 30-tych XX wieku i zyskał sławę na zawsze. Słynne big-bandy Counta Basiego, Benny'ego Goodmana, Duke'a Ellingtona i Glenna Millera wciąż słyszy i "nózia sama chodzi".
W czasie II wojny światowej był bardzo lubiany w innych krajach,ponieważ uwalniał symbol dekadenckiego Zachodu był wyrazem walki przeciwko totalitaryzmom zarówno narodowo socjalistycznemu jak i komunistycznemu.
Fabian Apanowicz wraca z Anglii aby grać swing w Polsce,na dworcu wita go siostra Wanda, obecnie repatriantka z ZSRR , pracuje jako dentystka w przychodni i niemiłosiernie cierpi bóle kręgosłupa. Zamieszkają w pensjonacie pani Bayerowej."...Bayerowa budziła respekt, w tytoniowych oparach wyglądała jak posąg tłustego Buddy otoczony kadzidłem, ze szklanką w ręku i wymiętym papierosem, przylepionym do wargi grubości rowerowej dętki..." barwna postać, kwiecista mowa, poglądy dość radykalne do obecnej władzy i na znak odmienności bunt pasożytniczy objawiający się leżeniem w łóżku i delektowaniem różnymi trunkami i lufką.
"...W nieodległej wsi spłonęła dzwonnica, dymu nie widać..." wątek szpiegowski zarysował się z miłosną Modestą...

Fabian rozgościł się w "siermiężnej rzeczywistości" i na swoim puzonie postanawia uczynić - słoneczną cześć ulicy na której gra, szybko znajduje się ekipa do big-bandu : dzielnicowy Stypa przed wojna muzyk, po wojnie z pałką funkcjonariusz, stroiciel Zuppe to jedna z najciekawszych postaci, w każdym polskim pisarzu i poecie po analizie dzieł wysuwał teorię o homoseksualizmie, kierownik restauracji III kategorii Habertas dawny właściciel, a po nastaniu nowej władzy mógł zostać kierownikiem do emerytury, doktor Vogta "doktor mimo woli lub lekarz z rozsądku" tak o sobie mawiał, chciał grać, a ojciec kazał na medycynę. Ten cudowny zespół ludzi tak różnych od siebie zabiera nas w zaczarowany świat jazzu, muzyka nas porywa i pozwala zapomnieć o tym kim jesteśmy, że urodziliśmy się nad Wisłą, że ustój jest socjalistyczny a każdy człowiek jest podstawiony, wódkę pije się z literatek i zawsze jest zakąska, przymus pracy dla niebieskich ptaków, pochody pierwszomajowe,przemówienia Wiesława Gomułki na trybunie pali i "...wszyscy naokoło kopcą jak opętani..." i ubecja, i a'la szampan "Sowietskogo igristogo" do dzisiaj świętuje za nami itd....
Swing to jedyne lekarstwo na czas beznadziei, swing niczego nie naśladuje, z niczym się nie kojarzy, może być szaleństwem, ale nie jest to szaleństwo desperata walącego głową w mur.może być sentymentalny, ale nie jest to łzawa romantyczna ckliwość....
Polecam fantastycznie się czyta, Włodzimierz Kowalewski zabrał nas w baśniową podróż do Ciechocinka, w której słyszę:
"Whispering","Liebestraum" Liszta, "I'm getting sentimental over you","American Patrol","Chattanooga Choo Choo","When the saints go marching in","On the Sunny Side of the Street", "I want to be loved","Bei mir bist du schoen"," St. James Infirmary", "Song of India","Moonlight serenade" wyrywające mnie z krwawych szponach czerwonej bestii...
Obowiązkowo polecam zobaczyć film, swingujemy z doskonałą obsada ale drugoplanowy plan skradła majstersztyk aktorki Anna Dymna w roli Bayerowej, a scena "toaletowa" młodszego referenta do spraw higienicznych jest obłędna, nie sposób nie wspomnieć o postaci stroiciela fortepianów Zuppe , tutaj doskonały Wojtek Pszoniak i jego wnikliwa analiza upodobań seksualnych w studiowaniu literatury zboczeń.
Teatr Polskiego Radia również ma słuchowisko z doskonałą Ewą Dałkowska w roli Bayerowej.

Nie mogłam się powstrzymać, (to silniejsze ode mnie) od pewnych cytatów z książki:
"...A, braciszek! Mówiła, że on taki zmęczony, chory, musi pod opieką trochę pobyć. A tu widzę - zdrów jak kaczan kapuściany! Łeb mi pęka, kurwa jedna! Nie ma czego od bólu głowy?
- Przepraszam, nie bardzo rozumiem...
- No, wódy żadnej nie przywiózł?..."

Na kartce z zeszytu uprzejmy donos do władzy:
"...ZAWIADAMIAM UPRZEJMIE, ŻE W POSESJI NALEŻĄCEJ DO OB. BAYER LUDMIŁY, KAMINICZNICY,ZAMIESZKUJE PODEJRZANY OSOBNIK PŁCI MĘSKIEJ PRZYBYŁY Z KRAJU KAPITALISTYCZNEGO. PODAJE SIĘ ON ZA BRATA SUBLOKATORKI OB. BAYER, NIEJAKIEJ APANOWICZ - PATRAS WANDY, REPATRIANTKI Z ZSRR. ZAWIADAMIAM UPRZEJMIE, ŻE OSOBNIK ÓW W DNIU WCZORAJSZYM O GODZ. 10 MINUT 7 RANO, DZIAŁAJĄC POD WPŁYWEM ALKOHOLU, DOPUŚCIŁ SIĘ ZGORSZENIA PUBLICZNEGO POPRZEZ ODEGRANIE NA INSTRUMENCIE DĘTYM Z BALKONU W/W POSESJI HEJNAŁU MARIACKIEGO NA DWIE GODZINY PRZED OFICJALNYM CZASEM NADAWANIA GO PRZEZ POLSKIE RADIO JEST NIE TYLKO ZAKŁÓCENIEM RYTMU CODZIENNEJ PRACY MIESZKAŃCÓW NASZEGO UZDROWISKA ORAZ PROFANACJĄ MELODII ZWIĄZANEJ Z REWOLUCYJNYMI TRADYCJAMI NARODU, ALE TEŻ PODWAŻANIEM AUTORYTETU SOCJALISTYCZNYCH ŚRODKÓW MASOWEJ PROPAGANDY, CO SŁUŻY REWIZJONISTYCZNYM, AMERYKAŃSKIM I ADENAUEROWSKIM SZCZEKACZKOM DYWERSYJNYM, TAKIM JAK RADIO WOLNA EUROPA ORAZ RADIO MADRYT. PATRIOTA POLSKI..."

Boy - Żeleński wg Zuppe "...choć to wyjątkowy błazen, libertyn, i ,co tu dużo gadać, tak samo kryptopederasta..."

"...- A wiecie panowie, że Mickiewicz był pedałem.(...)
- Panie Kochany - pierwszy ocnkął się Stypa - ja gimnazjum w Warszawie skończyłem, miałem nauczyciela komunistę, co tylko szydził, świętości szargał, brudy wyciągał; wszystko pamiętam. Przecież Wieszcz to raczej kobieciarz był! Zęby zepsute miał, zgniłym od niego jechało, ale żeby zaraz do mężczyzn?..."

"...Najgorsze, że zaczął sprowadzać do cudzego domu całą menażerię dziwolągów. Jacyś chuligani, uczniowie-obszymurki, Habertas śmierdzący przypalonym tłuszczem, ten obrzydliwy milicjant-wielkolud, bohater napisów na murach "Stypa - grypa, Stypa - pipa", na dodatek jeszcze niedołęga Vogt, ni i Zuppe, stuknięty dziadek ubrany jak do trumny, za którym całe miasto ogląda się na ulicy. Fabian regularnie upija Bayerową, nosi jej wódkę, a potem urządza próby orkiestry, aż szyby dygocą. Całe szczęście, że krzaki, ogród i nie tak bardzo słychać naokoło..."

"...Huknął na całe gardło: - Szampana!
Sąsiedzi obejrzeli sie ponownie.
- I czego mordę drze? Czego? - zżymał się przechodzący właśnie siwy, dostojny kierownik sali, bez złości jednak, raczej z politowaniem i dobroduszną przyganą. - Tu nie Warszawa, tu kultura obowiązuje. Najlepszy lokal na Wybrzeżu. Szanowny pan konsument nieprzyzwyczajony do kategorii. Widać..."

"...- Pan rozumie po polsku? - ucieszył się milicjant. - Bardzo dobrze. Bo to głupio, żeby tak przystępować do czynności od razu w języku obcym..."

"...- A może by tak oddała mi pani ten dług...w nieco inny sposób?
Spojrzała na niego piorunująco, z błyskawicą w czarnych, wilgotnych oczach, potem z politowaniem, na końcu parsknęła śmiechem.
- Panie kochaniutki!...A ciekawi mnie niezmiernie, jakiż to "inny sposób" wykoncypował sobie pan dobrodziej? Oceniając wszelkie przymioty pańskiego ducha, ciała, umysłu i charakteru, byłabym w stanie zrobić dla pana tylko jedno - beret na drutach.
- Zaśpiewa pani z big-bandem..."

"...- Czy pani może się czegoś napije?
- Tak. Wódki. Czystej.
- Pani pije wódkę? - gorszył się Vogt.
- Owszem, piję. W pewnych okolicznościach. To sie nazywa imperatyw kulturowy, miły panie..."

"...Tymczasem Habestas podbiegł bliżej, nachylił się nad Stypą i przez trąbkę z dłoni instruował półgłosem:
- "Górskich" nie bierzcie, mielonych nie bierzcie. Któryś cymbał zapomniał zanieść mięso do lodu. Dopiero wczoraj znalazłem, w pod kredensem, zielone. Kiełbasę z wody weźcie, dobra, dziś przywieźli, dwa tygodnie czekałem. Jeżeli do wódki, to jaja w szynce nie bierzcie. Jajo sine jak dupa wisielca, szynka wyschnięta, przez noc moczona była, galaretka już kwaśna, sraczki dostaniecie. "Samuraja" weźcie, świeży, sam robiłem, jeszcze mi łapy cuchną
- Panie, panie!- obruszył się Zuppe - Przecież przed chwilą osobiście serwował mi pan mielonego, jak prosiłem, ze skórką chrupiącą!
- Panie kochany, pan to wszystko strawi! Jak koza, hi, hi...- parsknął Habertas i już gonił za drugim kelnerem..."

"...- Panie Ostaszewski!Panie Ostaszewski! Pan byś chciał, żeby tu wszystko było rozpierdolone!Żeby śledzie pływały w ogórkach! co pan masz w tym graniastym łbie? Czysta z wiśniówką na jednej kupie! Ciastka tortowe na podłodze pomieszane z serwolatką, wędzone szproty do sracza upchnięte! Zbieraj mi pan to zaraz, ułóż pan to jakoś! Skrzynka z czystą pod jedną ścianę, kolorowa pod tamtą, oranżada do piwnicy.Porządek musi być!(...) - Ten pana porządek, to był dobry, ale pięćdziesiąt lat temu - stawiał się Ostaszewski - Pan mnie obraża tylko! A może ten rozpierdol to wcale nie żaden rozpierdol, ale właśnie sens? Mój! Inny niż pana! Co to, ja nie wiem, skąd flaszkę wyjąć albo skąd kiszonego na talerz nałożyć? Sam pan se zbieraj! Sam pan se układaj! Mnie za to nie płacą!..."

"...Pomidorówkę bierzcie, dobra, gulasz, broń Boże, nie bierzcie, jakieś białe, oślizgłe na nim wylazło, kucharka musiała wrzątkiem parzyć! - Habertas jak zwykle pochylił się nad Stypą - Rosół sama woda, kwaśny, ocet prawie, schabowych też nie bierzcie, jak podeszwa listonosza, świnia chyba stuletnia była! Pierogi bierzcie, mięso to nawet jeden czy drugi bandzior wczoraj schował , żeby wynieść, ale w ostatniej chwili w skrzyni na węgiel znalazłem, kurwa mać!..."

"...Kto chędożył pastucha na wskroś, z lasu strony,
że z odgłębi studziennej sam był chędożony?..."

"...Idiotyzm powtarzany miliony razy staje się w końcu ideą.
Idea powtarzana miliony razy staje się obłędem..."

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wszystko wina kota!

książka przyjemna w czytaniu, przewidywalna, acz zaskakująca momentami. Jednak to zupełnie nie jest style Pani Agnieszki.

zgłoś błąd zgłoś błąd