Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Książka roku 2015
w kategorii:
Literatura faktu
1 369 głosów
Powiększ

Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kat. Literatura faktu. Już nie wojna i jeszcze nie pokój. Fascynująca podróż po dwunastu miesiącach strachu, nadziei, euforii i rozczarowania. Najnowsza reporterska opowieść autorki głośnej biografii „Beksińscy...”. Najnowsza książka Magdaleny Grzebałkowskiej – autorki bestsellerowej biografii „Beksińscy. Portrtet podwójny” – to...

Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kat. Literatura faktu.

Już nie wojna i jeszcze nie pokój. Fascynująca podróż po dwunastu miesiącach strachu, nadziei, euforii i rozczarowania. Najnowsza reporterska opowieść autorki głośnej biografii „Beksińscy...”.

Najnowsza książka Magdaleny Grzebałkowskiej – autorki bestsellerowej biografii „Beksińscy. Portrtet podwójny” – to reporterska opowieść o najbardziej dramatycznym roku XX stulecia. Autorka wkracza na ziemie przez chwilę niczyje, albo właśnie zagarnięte przez nową władzę, by przyjrzeć się z bliska losom ostatnich żyjących świadków tamtego czasu. Ludzi, którzy gonieni strachem próbowali się przedrzeć przez skuty lodem Zalew Wiślany (było ich pół miliona), przesiedleńców, którzy w swoich nowych domach zastawali jeszcze ich poprzednich właścicieli, wychowanków otwockiego domu dziecka dla ocalonych z Holocaustu, szabrowników, dla których wyzwolone tereny stały się gigantycznym sklepem Ikei, ludziom, którzy o włos wyprzedzili własną śmierć. Oddaje głos ofiarom, chociaż i katom poświęca sporo miejsca – zwłaszcza kiedy może dzięki temu pokazać powojenne pomieszanie ról i losów.

 

źródło opisu: Agora, 2015

źródło okładki: Agora, 2015

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 408
Joanna | 2015-08-13
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2015, Historia
Przeczytana: 12 sierpnia 2015

"Myśmy nie rabowali polskich wiosek. UPA nie kradła. Mówi pani, że UPA ma opinię, że była jeszcze gorsza? A proszę pani, czy Polak napisze na siebie złą historię?"



A jednak.
Nawet jeśli to cytat z wypowiedzi starszego pana, na wojnie zaledwie chłopca, który postrzega historię na swój sposób, to pozostawienie go bez komentarza i rysu historycznego jest zasmucające.
Otóż, być może autorka - historyczka - nie zdaje sobie sprawy, UPA nie tylko rabowała, ale wycinała w pień mieszkańców, a całe wsie puszczała z dymem. Podobna wypowiedź potem się powtarza. To jak splunięcie na pamięć tysięcy ofiar i setek tysięcy uciekinierów spod banderowskich wideł. Tak samo pisanie o rzekomych charakterze odwetowym działań Ukraińców bez wspomnienia o ich współpracy z Niemcami w terroryzowaniu Polaków w czasie wojny.

Z punktu merytorycznego żal też braku odpowiedniego przygotowania reportażu o obozie w Łambinowicach. Skomplikowana tożsamość narodowa Ślązaków dodawała jeszcze dramatyzmu tym tragicznym wydarzeniom, a nie została przedstawiona.
Sugerowanie jednak, jakoby na strażników wybrano specjalnie mężczyzn pokrzywdzonych przez Niemców czasie wojny zakrawa o śmieszność. Wtedy w Polsce ze świecą trzeba by szukać kogoś, komu nic złego w czasie wojny z ich powodu nie przyszło.
Nie zmienia to faktu, że zachowywali się bestialsko.
W króciutkim rozdziale o Kaszubach też nie wykorzystano potencjału historii i Historii.

Rozdział o sierocińcu w Otwocku, swoją drogą bardzo ciekawy, na początku jest niezrozumiały przez niejasne lawirowanie wokół jednej z opiekunek. Nie wiem, czy celem było zdyskredytowanie tej kobiety, ale to się nie udaje. Nie ma jej postać jednak dla opowieści najmniejszego znaczenia. No i oczywiście, dzieci polskie rzucają w żydowskie kamieniami. To wychodzi na plan pierwszy, to że dzięki Polakom żyją nie jest już takie istotne.

Chaos wkrada się też w rozdział o prezydencie Wrocławia razem z lawiną nazwisk, niepotrzebną w takiej książce.
Zupełnie niepotrzebne są też wzmianki o jakimś "atakującym" autorkę pijaczku na jednej z wsi, czy tłuste placki ziemniaczana w rękach dziecka albo mina kota w wykonaniu córki autorki.
Styl wtedy bardzo opada.

Pozostałe reportaże są dobre lub poprawne (W "Warszawa. Rzeczy pierwsze" kuleje narracja). Za to reportaż "Lód" - dosłownie mrozi krew w żyłach. Naprawdę świetny.

Zastanawia na koniec, dlaczego autorka chce nam i sobie odczarować rok 1945? Czy ktoś, kto skończył studia historyczne, rzeczywiście był w tym temacie aż takim ignorantem?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pochodnia w mroku

Musze przyznać, że się nie zawiodłem. Trzyma klimat akcje i dobre tępo. Historia wciąga, choć pierwsza część była bardziej tajemnicza. Polecam.

zgłoś błąd zgłoś błąd