Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Misja 100

Tłumaczenie: Maciej Studencki
Cykl: 100 (tom 1)
Wydawnictwo: Bukowy Las
6,36 (722 ocen i 127 opinii) Zobacz oceny
10
51
9
44
8
69
7
161
6
181
5
125
4
46
3
27
2
15
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The 100
data wydania
ISBN
9788364431846
liczba stron
264
słowa kluczowe
dystopia
język
polski
dodała
HouseOfReaders

Inne wydania

Trzysta lat po spustoszeniu Ziemi przez kataklizm, który uczynił ją niezdatną do życia, ludzie wciąż przebywają w oddalonej od macierzystej planety stacji kosmicznej. Ściśle egzekwowana kontrola narodzin pozwala im oszczędzać kurczące się zasoby, a dorośli skazani za przestępstwa zostają natychmiast straceni. W obawie, że kolonii pozostało niewiele czasu, Kanclerz decyduje o wysłaniu setki...

Trzysta lat po spustoszeniu Ziemi przez kataklizm, który uczynił ją niezdatną do życia, ludzie wciąż przebywają w oddalonej od macierzystej planety stacji kosmicznej. Ściśle egzekwowana kontrola narodzin pozwala im oszczędzać kurczące się zasoby, a dorośli skazani za przestępstwa zostają natychmiast straceni. W obawie, że kolonii pozostało niewiele czasu, Kanclerz decyduje o wysłaniu setki młodocianych przestępców na Ziemię, żeby przekonać się, czy powierzchnia planety nadaje się do ponownego zamieszkania. Czy będzie to dla nich szansa na nowe życie, czy wręcz przeciwnie – pewna śmierć?
W zetknięciu z dziką przyrodą setka zesłańców, prześladowana przez tajemnice z przeszłości, musi walczyć o życie. Nikt nie uważał ich za bohaterów, jednak dla całej ludzkości są ostatnią nadzieją na przetrwanie.

 

źródło opisu: Bukowy Las

źródło okładki: Bukowy Las

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 39

Niewdzięczna jest to książka w ocenie, niewdzięczna. Ale z rozsądkiem nie zawsze mi po drodze, więc podejmę to wyzwanie i spróbuję ocenić ją w miarę obiektywnie. Jak to zwykle ja - po wystawieniu przyzwoitej oceny, siódemki świadczącej o tym, że czytało się przyjemnie, rozpocznę długą litanię wad i zawiedzionych nadziei.

Sięgnęłam po tą książkę wcale nie z powodu opisu na okładce - ten jakoś mnie nie wciągnął - ale dzięki temu, że narracja prowadzona jest z czterech różnych punktów widzenia, ukaże perspektywy może i nie wrogów, ale osób, którzy nie mają wspólnego celu, bohaterów połączy sieć zawiłych relacji. Zawsze interesuje mnie to o wiele bardziej niż jedna czy kilka postaci, które są dobre i walczą ze swoimi przeciwnikami. Którzy są źli, naturalnie.

Relacje między bohaterami… były. Ba, ile w tych relacjach zamieszania! Wells kocha Clarke, tak mocno, że dla niej daje się zesłać w niepewną misję na Ziemię; Clarke kiedyś go kochała, teraz go nienawidzi i nie może mu wybaczyć dawnych krzywd; Glass chce tylko spotkać się z byłym chłopakiem, który już jej nie kocha, z którym ona zerwała, by go chronić; jedynym celem życiowym Bellamy`ego, do którego gotów jest dążyć niemal po trupach, jest ochrona siostry.
Niby powinnam być zadowolona. Niby mam to co chciałam. Ale, jakoś tak… nudne to było. Płytkie, powierzchowne niewciągające. Dopiero po chwili zrozumiałam, dlaczego. Autorka napełniła głowy bohaterów wielkimi myślami, nakazała im być targanymi przez potężne emocje, zapomniała jednak zupełnie o szczegółach. Bohater nie może myśleć tylko o wielkich sprawach, żeby go poznać, nie wystarczy informacja, że bardzo kocha i ma wyrzuty sumienia, nie może on być li i wyłącznie miłością. Bohaterowie pozbawieni szczegółów, o których autorka wymyśliła tylko to, co widoczne z daleka, ale zapomniała, że czytelnik dobrego bohatera zbada pod mikroskopem, są po prostu karykaturalni, egzaltowani, papierowi.
Moim zdaniem tutaj w idealnej opozycji do „Misji 100” stoi seria „Jutro”. Żadna z postaci Johna Mardsena nie jest wulkanem wyjątkowych cech i przeżyć, reprezentantem jakiegoś tam typu, za to wydają się żywe. Bohaterowie Kass Morgan są martwi - i nikogo nie obchodzi, jak mocno kochają i przeżywają swoje wewnętrzne rozterki.

Nie powiem jednak, że kreując czwórkę głównych bohaterów, autorka popełniła same błędy. Za wielką zaletę tej książki poczytuje sobie to, że bynajmniej nie są oni szlachetni i prawi. Popełniają błędy, często ich działania są dwuznaczne moralne, są egoistami. I bardzo dobrze!

Okładka obiecywała mieszankę „W otchłani”, „Władców much” i „Igrzysk śmierci”. Podobieństwem „Misji 100” do tej ostatniej nie będę się zajmować, wszak wiadomo nie od dziś, że każda książka jest podobna albo do Pottera, albo do Igrzysk, albo, o zgrozo, do Zmierzchu.
Zresztą, jak już mówimy o opisach na okładce, muszę pochwalić wydawnictwo za to zdanie - „Jest to powieść naprawdę dobra”. Gdy je przeczytałam, nabrałam pewności, że książka będzie genialna.

Rozpatrzmy teraz podobieństwo do „Władców much”. Historia ma potencjał - setka przestępców musi sama poradzić sobie w nowym, niesprzyjającym środowisku. Teoretycznie mamy jakiś zalążek walki o władzę między nijakim Grahamem, a wyidealizowanym w tej roli, i równie nijakim Wellsem, ale czytelnik odnosi wrażenie, że nikogo z tych bohaterów walka o władzę czy o przetrwanie nie obchodzi. Nie dowiadujemy się, jak zorganizowano podział prac, co robiły całymi dniami dzieciaki, kto próbował się rządzić, nie poznajemy też żadnej postaci poza główną czwórką oraz Octavią i Thalią.
To zakrawa na paradoks, ale najważniejszymi elementami fabuły, które przykuwają uwagę czytelnika i zmuszają go chociaż do chwili namysłu nad książką, są retrospekcje. To, czy nastolatki przeżyją na Ziemi pozostaje w cieniu takich pytań, jak: co Wells zrobił Clarke, dlaczego Glass zerwała z Luke`iem, jak wyglądała przeszłość Bellamy`ego i Octavii.

„W otchłani”. Nawet nie wiem, jak porównać te dwie książki. „W otchłani” wciągało, miało starannie wykreowany świat i dwójkę bohaterów, którym poświęcono dość uwagi, wreszcie wartką i ciekawą akcję. I tylko pod względem podejścia do dobra i zła musi ustąpić „Misji 100”.

Niestety, ta książka bardzo schematycznie przedstawia świat z przyszłości. Nie jestem zwolennikiem twardej science fiction, nie lobbuje bynajmniej za szczegółowymi technicznymi informacjami, długim streszczeniem historii Kolonii czy stworzonym z pieczołowitością studenta socjologii ( pieczołowitość studenta, ha, a co tam, pofolgujmy stereotypom, udało mi się stworzyć śliczny oksymoron) szczegółowym opisem społeczeństwa, jednak uważam, że tej literackiej rzeczywistości zabrało wyrazistości i koloru.

Jednym z najważniejszych elementów świata Kass Morgan jest konflikt pomiędzy flagowym statkiem Kolonii: Feniksem, oraz dwoma pomocniczymi jednostkami: Waldensem i Arkadią. Na Feniksie ludzie żyją szczęśliwie, bawią się i balują, nie mają limitu zużycia wody, podczas gdy na pozostałych statkach ciężko pracują w złych warunkach. Strasznie jest to schematyczne, czarno-białe, propagandowe i nachalne, szkoda tylko, że książka nie szeleściła kartkami na melodię „Wyklęty powstań, ludu…”.
W ogóle, cały wątek o życiu na statku, z narracją skoncentrowaną na płytkiej, beznadziejnie zakochanej Glass, był nudny i nijak nie popychał fabuły do przodu. Jedynie w końcówce coś zaczęło się dziać. Jedyne, co mnie interesowało z tego, co działo się w kosmosie, to postać kanclerza Yahy, ojca Wellsa. Myślę, że miał on potencjał, ze swoim rygorystycznym przestrzeganiem restrykcyjnych, totalitarnych reguł, ze swoim popieraniem demokracji i działaniem dla dobra ogółu, . No dobrze, wątek badań rodziców Clarke też był bardzo dobry i z olbrzymim potencjałem… ale to, niestety, tylko retrospekcja.
Zaczynam myśleć, ze książka wypadłaby lepiej, gdyby nie opisywała wyprawy na Ziemię, tylko wydarzenie przed nią.

Mojej opinii o świecie wykreowanym w tej powieści nie polepszają i błędy logiczne. Tytułowa misja, choć rzekomo tak ważna, wygląda raczej na wymyślna egzekucję setki młodocianych, niż wielką wyprawę, mającą na celu ocalenie przyszłości ludzkości. Rozumiem, że wysłano na nich ludzi i tak już skazanych na śmierć, tylko czemu, na zapomnianego bożka, jakim jest Rozsądek, samych nastolatków? Dlaczego nie przeszkolono ich przed misją i nie zaopatrzono lepiej? Dlaczego nie ustalono jakiejś hierarchii dowodzenia, dlaczego nie utrzymywano z nimi kontaktu, skoro nadawanie sygnału z Ziemi było możliwe (bransoletki)?
Zresztą, sam sposób, w jaki autorka wmanewrowała w całe zamieszanie akurat młodzież, też nie jest zbyt sensowny. System prawny w Kolonii nie wygląda logicznie: osoby, które skazano na śmierć przed upływem osiemnastego roku życia, czekają w celi do swojej pełnoletności, a potem mają szanse na ułaskawienie podczas ponownego procesu. Po co zwlekać z taką sprawą? Jakie nowe dane pojawiają się, gdy delikwent skończy osiemnastkę? I skoro i tak ostatecznie skazujemy wszystkich na śmierć, to po co ich wcześniej żywić.
No i jak jeden Bellamy był w stanie wykarmić całą setkę?


Czym jest więc „Misja 100”? Wciągającym, lekkim w lekturze czytadłem, które aspirowało do jakiejś lepszej roli, niestety, bezskutecznie.

Dla mnie największą wadą tej książki jest zbytnie skupienie się na bohaterach - i tak, mówię to ja, która uważam, że świetnymi postaciami wszystko można uratować, a złymi wszystko zepsuć. Może gdyby bohaterowie „Misji 100” byli wybitnie wykreowani, faktycznie, przymknęłabym oko na braki w innych płaszczyznach, ale niestety, nie są.
Z lektury wyciągnęłam nowy, trochę zaskakujący mnie wniosek - bohaterowie, by ożyć w umyśle czytelnika, potrzebują świata i fabuły.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Ćwiek

Opinie czytelników


O książce:
Sputnik Sweetheart

Książka lekka i ciężka jednocześnie. Murakami ma w sobie coś, co potrafi czytelnika podnieść na duchu i załamać w tym samym momencie. Nie wiem, czy to...

zgłoś błąd zgłoś błąd