pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Radio Armageddon
Ta historia dzieje się w Polsce, choć tak naprawdę nie mogłaby się tu zdarzyć. Jest niemożliwa, ale realistyczna. Czworo licealistów urodzonych w 1989 r. zakłada zespół rockowy Radio Armageddon. Uzysk... Ta historia dzieje się w Polsce, choć tak naprawdę nie mogłaby się tu zdarzyć. Jest niemożliwa, ale realistyczna. Czworo licealistów urodzonych w 1989 r. zakłada zespół rockowy Radio Armageddon. Uzyskują olbrzymią popularność wśród rówieśników i prowokują zamieszki przeciw systemowi, w którym wszystko jest do kupienia. Nagle znika lider kapeli - Cyprian. Co się z nim stało, czy żyje, czy się znajdzie? Polska, szkoła i młodość opisane bez taryfy ulgowej. pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
371
Opinie czytelników
Od razu powiem: nie wiem, jak się do tej książki zabrać. Czytałam ją bardzo długo, bardziej z braku czasu, niż potrzeby, przegryzałam się przez nią powoli... I nie do końca wiem, co z nią zrobić.
Żulczyk cierpi na ewidentne ADHD słowne. Słowotoki, strumienie świadomości i inne takie to jego żywioł. A że facet jest całkiem przyzwoitym erudytą, to tworzy to całkiem interesującą powieść, szczególnie w zalewie pseudo-literatury, którą zabawia nas ostatnio rodzimy rynek.
Natomiast nie jest to książka ani łatwa, ani przyjemna. Wręcz przeciwnie - atmosfera jest upiornie ciężka. Zostajemy rzuceni w sam środek świata absurdu i bezsensu, gdzieś między chlanie, ćpanie i rozpaczliwe poszukiwanie swojego miejsca. Było? Było, wiele razy, jasne. Ale chyba nigdy tak blisko, tak... nowocześnie? Bo książka dotyczy rocznika 1989, który ma już wszystko, a jednak paradoksalnie, nie ma nic. Trochę mi tu się narzuca Hłasko, z jego światem, który jest piekłem. W tym piekle młodzi bohaterowie , zamknięci w "bańkach", szukają swojego miejsca. Znajdują w rewolucyjnym zespole muzycznym.
Momentami Radio Armageddon mocno mnie irytowało. Po pierwsze, dłużyzny, których Żulczyk nie uniknął. Po drugie, nie mogłam oprzeć się wrażeniu przesady - z jednej strony świat przedstawiony mnie porwał, z drugiej czasami jednak nie byłam w stanie w niego uwierzyć. Żulczyk chce dać czytelnikowi w mordę, ale czasem zwyczajnie nie trafia i sam się przewraca. Zdarza się.
Fabularnie: tak sobie. Ale styl! Skrzyżowanie Gibsona i Palahniuka. W polskich realiach.
Czytając tę książkę miałam wrażenie, że przegapiłam kawałek własnej generacji. Fabuła wydaje się banalna- akcja dzieje się w mieście bez imienia, co stwarza łatwość utożsamiania się, nieważne, czy się jest z prowincji, czy stolicy. Bohaterowie to grupa zagubionych dzieciaków pokolenia mp3, jako że nigdy żaden z nich nie kupił jednej oryginalnej płyty CD. Owi, żyjący w wirtualnym, postmodernistyczny, mocno zdewaluowanym świecie, których największym problemem jest nadmiar czasu, bogaci rodzice, nadmiar kasy i perspektyw, a co za tym idzie- brak problemów. To już całkiem sporo, jak na zwyczajnego maturzystę w przeciętnym polskim mieście. Aby przełamać nudę i monotonię, najlepiej się czymś zająć. A jak się nie potrafi niewiele ponad sączenie piwa z sokiem przez słomkę, to najlepiej założyć zespół, co również ma miejsce. Z daleka wygląda to jak żywot najzwyklejszego garażowego zespołu. Nasączenie rzeczywistości konsumpcyjnym stylem życia, metkami ubraniowymi, drogimi używkami staje się pod koniec książki nieco męczące. Z całości wyłania się obraz polskiej młodzieży rocznika 89, ludzi twórczych, ale nie bardzo wiedzących, co i jakimi środkami w życiu osiągnąć. Książkę tę nazwałabym zjawiskiem socjologicznym,które nie wiedziec czemu,przegapiłam.
Portret naszego pokolenia, zagubionego między sprzecznymi zestawami wartości bombardującymi nas zewsząd. Żulczyk uświadamia czytelnika o tym jak bardzo obecna młodzież ma problem z odnalezieniem swojego miejsca w rzeczywistości kreowanej przez mass media i na potrzeby mass mediów. Oprócz tego młody autor obrazuje również porzucenie współczesnych nastolatków przez ich rodziców, brak zainteresowania ich problemami, tym co robią albo wręcz traktowanie swoich pociech jako narzędzia to zaspokajania swoich niespełnionych ambicji.
Ogólnie książka jest bardzo ciekawą lekturą, ale jak ją czytałam to były momenty że musiałam zrobić przerwę na dłuższy czas i wrócić do niej, część rozdziałów mi się potwornie dłużyła, szczególnie te, opowiadane przez Szymona. Generalnie część rozdziałów poświęconych akurat jemu mogła by być jakimś remakiem "Cierpień Młodego Wertera" tylko przetransferowanych w czas obecny. Problemy egzystencjalne Szymona, jego nieporadność, płaczliwość tylko mnie irytowały, nie były w stanie wzbudzić we mnie ani krztyny współczucia.
Natomiast wątek Nadziei jak najbardziej się mi spodobał, może wynikało to z faktu, że byłam w stanie się identyfikować z bohaterką i rozumiałam motywy nią kierujące.
Uważam, iż warto wysilić się trochę i przeczytać tą książkę, ponadto powinna być ona obligatoryjną lekturą dla każdego obywatela tego kraju w wieku 45+ lat.
Usiadłem do tej książki przyciągnięty różnymi opiniami i samą tematyką. Niestety okazał się to być błąd...
Fabuła, a raczej jego pseudofabuła przypominała mi połączenie portugalskiej telenoweli w której reżyser był wielkim fanem Fight Clubu, jednak uważał, że jego pomysły lepiej ubarwią całą sytuację. Skrajnie i wręcz ironicznie przedstawione subkultury i sytuacje powodują, że przez cały czas się zastanawiałem, czy ta historia to jeden wielki sarkazm, czy też jest to na serio. Niesamowita ilość dłużyzn, które spokojnie z 400-stronnicowej książki prawdopodobnie zrobiłby się średni zeszyt a3 tylko pogorszyło odbiór samego dzieła Żulczuka.
O ile sam pomysł był całkiem ciekawy, to jego realizacja jest kompletnie minięta z celem.
Oczywiście nie brakuje tu trafnych, zabawnych i ciekawych tekstów, to jednak dla tych paru rodzynków raczej nie polecam tego ciasta.
Książka specyficzna, trudna w odbiorze... Na wskroś współczesna literatura, która jest niezrozumiała dla osób spoza określonej grupy społecznej.
To mój numer 1. To książka którą sama bym napisała, gdybym potrafiła.
Oryginalny, "żulczykowski" styl, wciągająca fabuła oraz ciekawe kreacje i poglądy głównych bohaterów - oto, co z pewnością przemawia na korzyść "Radia Armagedon". Książka posiada jednak również pewne wady... Jak dla mnie najbardziej rażącą był miejscami brak realizmu (jak choćby losowanie przez przyszłych muzyków instrumentów na których mają grać i sukces zespołu osiągnięty w tak szybkim czasie). W innych znowu miejscach mamy do czynienia z przesadną "prawdziwością" oraz wulgaryzmami, wciśniętym tam, gdzie wcale nie było to konieczne. Mimo to książkę czyta się naprawdę dobrze, zmusza ona do myślenia, wywołuje w czytelniku skrajne emocje, trzyma w napięciu i pozostaje w pamięci na długi czas.
Ciekawa lektura, dość pogmatwana czasem gubiłam wątek pomimo to doczytałam do końca:)
Na półkach
Cytaty z książki
- „Wszystko już było, oprócz nas...” - 16 osób to lubi
- „Wszyscy strasznie spinamy się , aby być jacyś. Codziennie rysujemy siebie, dolepiamy do siebie kl...” - 8 osób to lubi
- „Jestem ukrytą klatką w napisach końcowych.” - 6 osób to lubi


Matras
Selkar
Albertus
Empik
Weltbild
Zinamon





























