7,05 (101 ocen i 22 opinie) Zobacz oceny
10
4
9
9
8
15
7
44
6
22
5
3
4
4
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
God is red. The secret story of how christianity survived and flourished in comunist China
data wydania
ISBN
9788375367300
liczba stron
239
słowa kluczowe
Chiny, komunizm, chrześcijaństwo,
język
polski
dodała
Ag2S

Gdy dziennikarz Liao Yiwu po raz pierwszy zetknął się z żywiołową chrześcijańską społecznością w oficjalnie świeckich Chinach, niewiele wiedział o chrześcijaństwie. Co więcej, uczono go, że religia jest złem, a wyznają ją tylko ludzie sprowadzeni na manowce, sekciarze lub imperialistyczni szpiedzy. Jednak jako autor dzieł w Chinach zakazanych, a nawet karanych więzieniem, Liao czuł pewne...

Gdy dziennikarz Liao Yiwu po raz pierwszy zetknął się z żywiołową chrześcijańską społecznością w oficjalnie świeckich Chinach, niewiele wiedział o chrześcijaństwie. Co więcej, uczono go, że religia jest złem, a wyznają ją tylko ludzie sprowadzeni na manowce, sekciarze lub imperialistyczni szpiedzy. Jednak jako autor dzieł w Chinach zakazanych, a nawet karanych więzieniem, Liao czuł pewne pobratymstwo z chińskimi chrześcijanami, którzy tak jak on niezłomnie domagają się prawa do wolności wypowiedzi i poszukują znaczenia w pełnym sprzeczności społeczeństwie.
Nie chcąc, by jego naród stracił pamięć o przeszłości ani by odrzucał teraźniejszość, Liao podjął się dokumentowania nieznanych wcześniej historii nieugiętych wyznawców, których wiary w Boga totalitarnym władzom nie udało się złamać. Należą do nich, między innymi:

- ponad stuletnia zakonnica, która wytrwała w wierze pomimo bicia, głodu i kilkudziesięciu lat ciężkiej fizycznej pracy, i która wciąż walczy o zwrot kościelnej ziemi bezprawnie zagarniętej przez państwo;
- chirurg, który porzucił lukratywną posadę kierownika państwowego szpitala, by w odległych górskich regionach południowo-zachodnich Chin leczyć ludzi za darmo;
- protestancki pastor, obecnie upamiętniony posągiem w Opactwie Westminsterskim w Londynie, stracony podczas rewolucji kulturalnej jako „niereformowalny kontrrewolucjonista”.

Ta mimo wszystko triumfująca opowieść o kościele rozkwitającym na przekór wszelkim przeciwnościom jest zarówno przejmującą rozmową o polityce i duchowości, jak wzruszającym hołdem oddanym niezłomnym pasterzom wiary, którzy stanowią dowód, że rząd totalitarny nie może sprawować kontroli nad tym, co znajduje się w ludzkich sercach.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2014

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
jusola książek: 3519

Za Boga i wiarę

Właściwie nie wiem, dlaczego sięgnęłam po książkę „Bóg jest czerwony”. Chyba zadziałało stereotypowe zdziwienie: chrześcijanie w Chinach? Oczywiste, że polska i europejska tożsamość kulturowa opiera się na chrześcijaństwie, że Kościół prowadzi działalność misyjną poza Europą. Ta jednak skojarzyła mi się przede wszystkim z Afryką. A Azja?

Pierwsze moja reakcja uruchomiła zaciekawienie, tym bardziej, że autorem tekstu wydanego przez Czarne jest Liao Yiwu, którego znam z interesującego, a zakazanego w Chinach reportażu „Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych” (Czarne, 2011).

„Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach” opowiada świadectwami kilku chrześcijan o odrodzeniu religii w komunistycznym państwie rządzonym przez Mao Zedonga. Właściwa część książki poprzedzona jest wstępem chińskiego tłumacza na język angielski Wenguang Huanga, który przypomina, że chrześcijaństwo pojawiło się w Chinach w VII wieku, choć rozwinęło się dopiero w XIX, gdy do odległego azjatyckiego państwa mogli przybyć europejscy misjonarze. Tłumacz daje dodatkowe informacje związane z okolicznościami powstania książki i osobą samego autora, chińskiego dysydenta mieszkającego w Berlinie, dokąd uciekł przed komunistycznym reżimem, który dostrzegł w młodym jeszcze pisarzu antykomunistę i boleśnie to spostrzeżenie autorowi przekazał (więzienie za poemat o Tiananmen 1989r.). Warto dodać, że dziennikarz...

Właściwie nie wiem, dlaczego sięgnęłam po książkę „Bóg jest czerwony”. Chyba zadziałało stereotypowe zdziwienie: chrześcijanie w Chinach? Oczywiste, że polska i europejska tożsamość kulturowa opiera się na chrześcijaństwie, że Kościół prowadzi działalność misyjną poza Europą. Ta jednak skojarzyła mi się przede wszystkim z Afryką. A Azja?

Pierwsze moja reakcja uruchomiła zaciekawienie, tym bardziej, że autorem tekstu wydanego przez Czarne jest Liao Yiwu, którego znam z interesującego, a zakazanego w Chinach reportażu „Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych” (Czarne, 2011).

„Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach” opowiada świadectwami kilku chrześcijan o odrodzeniu religii w komunistycznym państwie rządzonym przez Mao Zedonga. Właściwa część książki poprzedzona jest wstępem chińskiego tłumacza na język angielski Wenguang Huanga, który przypomina, że chrześcijaństwo pojawiło się w Chinach w VII wieku, choć rozwinęło się dopiero w XIX, gdy do odległego azjatyckiego państwa mogli przybyć europejscy misjonarze. Tłumacz daje dodatkowe informacje związane z okolicznościami powstania książki i osobą samego autora, chińskiego dysydenta mieszkającego w Berlinie, dokąd uciekł przed komunistycznym reżimem, który dostrzegł w młodym jeszcze pisarzu antykomunistę i boleśnie to spostrzeżenie autorowi przekazał (więzienie za poemat o Tiananmen 1989r.). Warto dodać, że dziennikarz deklaruje się jako ateista. Tym bardziej docenić należy jego umiejętność otwarcia się na rozmówcę i stworzenia takiej atmosfery, że chce on opowiadać o swoich doświadczeniach.

Zebrane w trzy części eseje sygnowane są nazwami miejscowości, które odwiedzał pisarz, gromadząc materiały, są nie tylko wyznaniem wiary ludzi, którzy w ateistycznym państwie (słynne hasło: religia to opium dla duszy ludu i narzędzie inwazji, służące uciskowi narodu chińskiego) heroicznie trwają przy swoich przekonaniach. Są również kolejną opowieścią o funkcjonowaniu opresyjnego, nieprzyjaznego człowiekowi systemu.

Kiedy zastanawiałam się nad pisaniem recenzji, przypominał mi się Sienkiewicz i jego „Quo vadis”. Pisarz, nagrodzony Nagrodą Nobla, sportretował świat rodzącego się chrześcijaństwa skonfrontowany ze światem przesytu cywilizacji starożytnego Rzymu. Nie można oczywiście zestawić fikcji literackiej z końca XIX wieku z literaturą faktu, jednak igrzyska dla ludu, w których chrześcijanie grali główną, acz tragiczną, rolę w Sienkiewiczowskim obrazie świata sprzed 2 tysięcy lat, ciągle są urządzane. Chińscy wrogowie ludu, w tym chrześcijanie, bywali nękani więzieniem, ale i publicznie wykonywano na nich egzekucje, musieli uczestniczyć w propagandowych wiecach, na których wskazywano zdrajców lub zmuszano ludzi do samooskarżeń. Plądrowano domy i niszczono kościoły, urządzano pokazowe demonstracje siły. Wreszcie też próbowano wprząc religię w system państwowy, organizując oficjalne kościoły. Niemal zabawnie brzmi fragment rozmowy autora z Xu Yonghai, lekarzem i kaznodzieją w podziemnym kościele protestanckim:

- Nie chodzę do kościoła - odezwałem się w końcu.
- Ja też nie chodzę do kościoła - roześmiał się. - Wszystkie są kontrolowane przez rząd.

Chrześcijanin, jeśli chce nim pozostać, musi wybierać między kościołami oficjalnymi (Chiński Chrześcijański Patriotyczny Ruch Trzech Samodzielności, Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich) a nielegalnymi, podziemnymi, domowymi. Te wybory nie są łatwe, bo ile można poświęcić dla wiary - zdrowie, wolność własną, rodzinę, życie? Komu zaufać, jeśli w ogóle można?

Liao Yiwu oddaje głos chrześcijanom, wykształconym, hierarchom kościołów, zakonnicom i prostym wyznawcom. Nie sposób przekazać tego, z czym zmagali się i zmagają do dziś ci ludzie w imię wiary w Boga. O jednym z nich autor mówi w rozmowie z jego synem: Długo siedziałem w więzieniu, ale wciąż nie mogę sobie wyobrazić takiej determinacji jak pańskiego ojca.

Współczesny wierzący Europejczyk nie musi się ukrywać, nie umiera za wiarę, zyskał względne bezpieczeństwo, kto wie jednak, czy nie za cenę pewnej religijnej prostoty, naiwności i żarliwości właściwej pierwszym chrześcijanom. Może można tego doświadczyć, sięgając po reportaż Yiwu, już za sprawą okładki ze zdjęciem Qilai Shen.

Jeśli Bóg nie jest dla Was ważny, podążcie śladami autora, szukając razem z nim tego, co innym każe przyjąć niezłomną postawę w imię wartości wyższych.

Warto pamiętać, że w raporcie chrześcijańskiej organizacji non-profit Open Doors wspierającej prześladowanych współwyznawców Chiny zajmują 37 miejsce (dane na 2014 r.).

Justyna Radomińska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (454)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 39284
Muminka | 2015-04-25
Przeczytana: 24 kwietnia 2015

Z autorem, Liao Yi zetknęłam się w ubiegłym roku podczas lektury ”Prowadzący umarłych”. Były to wywiady z przedstawicielami zawodów, które plasowały się na dole hierarchii we współczesnych Chinach. Teraz zaś odbył kilkanaście rozmów z przedstawicielami chrześcijaństwa. Sam niewierzący potrafił się jednak wczuć w położenie swoich rozmówców, którzy imponowali mi swoją odwagą i poświęceniem. Choć w komunistycznych Chinach kościół ( każde wyznanie) przechodził trudny czas, działacze religijni byli piętnowani, wyznawcy prześladowani, ten reportaż unaocznił mi szokującą prawdę, że chrześcijaństwo mimo wyzwań i nieustannych prób tłumienia jego aktywności dobrze funkcjonuje, a nawet uległo wzmocnieniu.
ŚSledzi pogmatwane losy zwykłych wyznawców, męczenników, zakonnic, starszych zboru, pastorów, nauczycieli- kaznodziejów. Czułam wielki podziw gdyż ich autentyczna żywa wiara to skarb. Europejskie społeczeństwa są zlaicyzowane, i nie wymaga się od obywateli takiego poświęcenia, takiej...

książek: 2404
jatymyoni | 2015-01-24
Przeczytana: styczeń 2015

Przyznaję się, dla mnie Chiny i chrześcijaństwo to była sprzeczność. Książka opisuje historię chrześcijaństwa w Chinach. Może dlatego, że autor jest ateistą relacja jego jest obiektywna i pełen podziwu dla ludzi, których spotkał. Trudno nie kryć podziwu, dla ludzi, którzy potrafili tyle wycierpieć w imię swojej wiary. Na książkę składają się wyznania przedstawicieli różnych kościołów chrześcijańskich i losy od początku XX wieku do współczesności. Ciekawe, że władze Chin nie uznały chrześcijaństwa za jakiś ruch marginalny, ale za coś, co może im zagrażać, a więc trzeba kontrolować. Po 89 roku powstał w Chinach kościół podległy całkowicie władzy. W tej chwili istnieją dwa kościoły, jeden podległy władzy i drugi domowy, tępiony przez władzę. Autor spotykając w Pekinie chrześcijan, myślał, że jest to naśladownictwo zachody. Dopiero rozmowy z wyznawcami pokazały mu jak mocno chrześcijaństwo jest zakorzenione w Chinach i ile ci ludzie musieli wycierpieć. Poznał też młodych ludzi, którzy...

książek: 1712
chiave | 2014-11-23
Przeczytana: 23 listopada 2014

To jedna z tych książek, których wysoka wartość literacka schodzi na drugi plan wobec wagi poruszanych przez nie problemów. Autor po raz kolejny zmusza czytelnika do spojrzenia także na samego siebie i do zadania sobie pytania: jak ja sam zachowałbym się w którejkolwiek z opisywanych sytuacji? I na co byłbym gotów, by bronić swojej wiary i swoich pryncypiów? Ile byłbym w stanie poświęcić? "Bóg jest czerwony" to galeria nakreślonych z wstrząsającą prostotą i mocą portretów ludzi niezłomnych, trwających w wierze chrześcijańskiej w zwalczającym ją systemie komunistycznych Chin. Sam Liao Yiwu, choć niewierzący, doskonale wpisuje się w to grono ze swoją determinacją i odwagą, za które od lat płaci najwyższą cenę.

książek: 2427
Michał | 2014-05-13
Przeczytana: 12 maja 2014

Z jednej strony mam poczucie, że jest to bardzo ważna książka, z drugiej zaś odczuwam pewien niedosyt.

Zapewne wielkim plusem dla Liao Yiwu jest zebranie tych wszystkich głosów w jedno miejsce. Autor daje im pełną swobodę, ponieważ to jego rozmówcy są głównymi bohaterami i ich doświadczenia. Minusem zaś wydaje się być właśnie jego zbyt mała rola - owszem, zebranie tego wszystkiego w całość wymagało wielkiej pracy, ale efekt końcowy wydaje się mizerny. Odnoszę wrażenie, jakby Yiwu mógł wycisnąć z tematu więcej, ale z drugiej strony może w takim wypadku byłby już przesyt i jego bohaterowie nic więcej by nie wnieśli do swych wypowiedzi?

Książka ta jest ważna i jest pokrzepiająca. Daje otuchy, że nawet w tak strasznie doświadczonych Chinach jest miejsce na coś ważniejszego niż życie doczesne. Nie jest to życie proste, ale wiara rozmówców Liao Yiwu daje pewność, że bez względu na sytuację, dadzą oni sobie radę z każdymi przeciwnościami.

książek: 387
Paolina | 2014-04-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: kwiecień 2014

Kolejny reportaż Liao Yiwu i kolejny raz genialny. Dawniej forma wywiadów zawsze mnie odstręczała, wychodziłam z założenia, że w tak krótkiej formie nie można wiele przedstawić. I tu Liao wyprowadził mnie z tego błędu. Prawdę mówiąc, gdyby ten reportaż był liniowy, nie dałabym radę przeczytać go w krótkim czasie. Cierpienie, tortury, śmierć czyhają na każdej stronie. Dzięki wywiadom, człowiek odpoczywa po jednym i przechodzi do następnego.
Niezwykle trudna, głęboka i prawdziwa lektura.
Po przeczytaniu serce rośnie, a wiara staje się jakby głębsza ;)

PS. Dzięki książce Liao dowiedziałam się, jak silnych zwolenników ma chrześcijaństwo w Chinach. Większości ludzi nie przyszłoby na myśl, że w tym azjatyckim kraju jest tak "silne zaplecze" :)

książek: 317
Zapiekanka kulturalna | 2014-05-11
Przeczytana: 30 kwietnia 2014

Bóg jest Chińczykiem

Liao Yiwu to chiński dziennikarz i pisarz niezbyt lubiany przez reżim. Interesuje go to, co władze najchętniej zamiotłyby pod dywan. Zbiera opowieści przedstawicieli najniższych klas społecznych, osób niewygodnych politycznie, dawnych ofiar maoistowskich kampanii. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego Prowadzących umarłych, dlatego kiedy tylko dowiedziałam się o nowej książce, natychmiast pobiegłam do księgarni. I nie pożałowałam!

Podczas zbierania materiałów do poprzedniej książki, zwłaszcza tych dotyczących wyznawców`zwalczanej przez Partię praktyki Falun Gong, Liao Yiwu dowiedział się o jeszcze jednej marginalizowanej w Chińskiej Republice Ludowej grupie - chrześcijanach. Nowa książka nosi tytuł Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach. Już sam fakt przetrwania można by rozpatrywać w kategoriach cudu. Los chrześcijan na chińskiej ziemi nigdy nie był lekki. Zaraz po przybyciu misjonarzy duchowni i...

książek: 46
Grzegorz | 2015-01-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Trudno porównywać z książkami Pattisona, ale to był jedyny powód, dla którego zdecydowałem się kupić tę książkę. Fascynująca i krzepiąca rzecz o chrześcijanach, którzy nie zdecydowali się pójść na współpracę z "legalnymi" kościołami, akceptowanymi przez komunistów (choć i o nich też się trochę dowiemy).
Reportaż utwierdza mnie we własnych przekonaniach, ale i zmusza do zadanie sobie wielu trudnych pytań. Czy ja byłbym gotów do takich poświęceń, czy stać mnie na taką pogodę duch, jaką mają ci umęczeni chińscy wieśniacy (nie wspominając o udręczonych mniejszościach narodowych). Oczarowało mnie chińskie imię jednego z XIX wiecznych brytyjskich misjonarzy - zapach kwiatów i owoców (Hua Goaxiang).
Przy okazji trochę dowiemy się o Falun Gong czy innych religiach.

książek: 883

Co jest w tej książce najfajniejsze? Nie tylko to, że pokazuje w większości zupełnie nieznaną na zachodzie historię rozgrywającą się na terenie Chin... Tak naprawdę dużo bardziej zaciekawił mnie cały wachlarz różnych postaw, różnych wariantów "bycia chrześcijaninem", różnego podejścia do życia. Bardzo mocno podkreśla, że jedna ogólna idea nie u każdego przejawia się w ten sam sposób. Bohaterowie nie są wybielani, sam autor również - doskonale widać jego nastawienie, niepewności, czasem niezrozumienie dla swoich rozmówców, a mimo wszystko stara się jak najwierniej oddać usłyszane przez siebie historie.
Nie jest to łatwa książka, nie tylko przez ładunek emocjonalny, który ze sobą niesie, ale również dlatego, że jest do głębi chińska, łatwo odnaleźć tam ten charakterystyczny typ mentalności (i nie mówię o zwyczajnych stereotypach, a o czymś co zawsze siedzi gdzieś tam w człowieku, czymś co jest bardzo różne w zależności od tego gdzie się wychował i jeśli chce, owszem, może spróbować...

książek: 621
telrhosien | 2014-09-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 września 2014

Bardzo ciekawe reportaże o chrześcijanach żyjących w Chinach. Książka zrobiła na mnie mniejsze wrażenie niż "Prowadzący umarłych", ale to ze względu na tematykę, nie warsztat autora. Bo ogrom pracy, którą włożył w dotarcie i porozmawianie z chińskimi chrześcijanami, robi wrażenie. A praca ta była niełatwa i niebezpieczna, gdyż groźba surowej kary wisi zarówno nad wyznawcami, jak i autorem, za to, że sprzeciwiają się władzom państwa.

Najciekawsza była dla mnie rozmowa z lekarzem, gdyż opowiadała także o tym, jak wygląda opieka medyczna w odległych prowincjach Chin, ale to niejedyna, którą warto przeczytać.

Właściwie Yiwu znów opowiada nam o tym, o czym się w Chinach głośno nie mówi, a dzięki temu my, czytelnicy, zyskujemy szerszy obraz chińskiego, które często postrzegamy dość jednowymiarowo i stereotypowo.
Warto przeczytać.

książek: 685

Niesamowite świadectwa niesamowitych ludzi. Wiele dających do myślenia historii; ostatnia, opisująca punkt widzenia młodego Chińczyka, stanowi ogromny kontrast w porównaniu do historii z czasów komunizmu. Absolutny mus dla wszystkich osób wierzących nie tylko w Jezusa, ale w dobro i honor w ogóle.
Cytat, który pozostanie ze mną na długo: "Matko, wszyscy pewnego dnia umrzemy. Niech moja śmierć nie odbierze ci odwagi. Trwaj w wierze".

zobacz kolejne z 444 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd